Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Handball przy Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wczoraj GieKSa przegrała mecz z Chrobrym w stosunku 1:2. Dla gości bramki zdobył Krystian Pieczara, dla naszej drużyny Rafał Kujawa.

 

Media w następujących słowach opisują mecz:

chrobry-glogow.pl – Pieczara daje awans

Po bramce w samej końcówce Chrobry Głogów wygrał na wyjeździe z GKS-em Katowice 2:1 i awansował do 1/16 finału Pucharu Polski. To największy pucharowy sukces od trzech lat. Zapewnił go Krystian Pieczara, autor obu goli, obu ze stałych fragmentów gry.

Zarówno GieKSa, jak i Chrobry do meczu przystąpili w składach nieco oszczędnych, mniej znanych z boisk ligowych. Trochę też to widowisko się rozkręcało. Początkowo przewagę utrzymywali miejscowi i to oni zagrozili jako pierwsi. […] Dopiero po upływie ok. dwóch kwadransów do głosu poważniej doszli mający coraz lepszy okres gry głogowianie. Sprawy w swoje ręce chciał wziąć Szczepaniak, lecz po samodzielnym rajdzie i strzale skutecznie interweniował bramkarz GKS-u. Kolejny korner dla gospodarzy to groźna, ale niecelna główka Kamińskiego. Co nie udało się miejscowym, wykorzystali gracze Chrobrego, też po stałym fragmencie. Z kilkunastu, może dwudziestu metrów z rzutu wolnego przymierzył Pieczara i futbolówka po lekkim rykoszecie wpadła do środka. Kibice gospodarzy dość głośno dali znać co, o tym myślą. Gwizdy i okrzyki na tyle wywarły presję na katowickich piłkarzach, że ci mocniej ruszyli do przodu. W ich najlepszej sytuacji zespół Chrobrego uratował wybiciem z niemal samej linii bramkowej Michalec.

W drugiej połowie katowiczanie zdecydowanie zaatakowali. Z odważniejszej postawy wzięło się kilka zagrożeń. W końcu też postawili na swoim. W 61 minucie remis dał wprowadzony po przerwie Pietrzak, który Rzepeckiego pokonał głową. Ataki rywala nie skończyły się jednak na doprowadzeniu do wyrównania. Z tyłu niekiedy interweniować musiał głogowski golkiper, a czasami dopisywało szczęście. Z przodu natomiast Chrobry nie był w stanie wiele zdziałać. Dopiero w 77 minucie obok słupka przymierzył Szczepaniak. Uspokoiło się w ostatnim kwadransie. Mniejszą werwę po stronie gospodarzy bezlitośnie wykorzystali podopieczni Ireneusza Mamrota. Wyczekali na odpowiedni moment i w końcówce popędzili pod bramkę. Byli tam właściwie tylko Danielak ze Szczepaniakiem, ale w tej sytuacji pomógł Czerwiński – zagrał w polu karnym ręką, za co sędzia wskazał na wapno. Jedenastkę dokładnie w 88 minucie z zimną krwią wykorzystał Pieczara, zdobywając tym samym swojego drugiego gola w meczu. GKS już się nie podniósł, choć mógłby, gdyby nie jedna interwencja „Rzepy”. W doliczonym czasie gry w pole karne ruszył nawet bramkarz GieKSy, ale na nic się to zdało.

Chrobry dowiózł więc wygraną do końca, awansował dalej, lecz ten mecz na pewno kosztował sporo sił. A już w sobotę walka o punkty.

 

sportslaski.pl – GKS – Chrobry 1-2. Koniec pucharowej przygody GieKSy

GKS Katowice już w 1/32 kończy swój udział w Pucharze Polski. Trener Kazimierz Moskal zdecydował się postawić na kilku rezerwowych zawodników, którzy – w większości przypadków – nie sprawdzili się.

Wydarzenie
GKS Katowice doprowadził do wyrównania po uderzeniu Rafała Kujawy. Napastnik gospodarzy zdobył gola głową, po dobrym dośrodkowaniu Krzysztofa Wołkowicza.

Bohater
Dwie bramki dla głogowian zdobył Krystian Pieczara. Pierwszego gola zdobył po ładnym uderzeniu z rzutu wolnego, który podyktowany był za zagranie ręką Radosława Sylwestrzaka. Drugiego – po rzucie karnym. Sprokurował go Alan Czerwiński, który również zagrał ręką (po strzale Karola Danielak), z tą jednak różnicą, że w polu karnym.

Rozczarowanie
Trener Kazimierz Moskal dał się wykazać zawodnikom, którzy grali mniej w meczach ligowych. Mało który może swoją pozycję w drużynie po tym spotkaniu poprawić…

Co ciekawego:
– Mecz z trybun oglądał trener Piotr Mandrysz. Jego Termalica Bruk-Bet Nieciecza zmierzy się z GieKSą w niedzielę w meczu ligowym.

– Obecny był też trener Ryszard Wieczorek. Jego syn – Jarosław – zagrał w wyjściowym składzie katowickiej drużyny, ale zagrał słabo i już w przerwie został zmieniony przez Rafała Pietrzaka.

– Po raz pierwszy od momentu powrotu z Okocimskiego Brzesko, na boisku pokazał się Bartosz Sobotka.

– Trzykrotnie obrońcy Chrobrego wybijali piłkę zmierzającą do bramki. Za pierwszym razem Przemysław Pitry uderzał głową po rzucie rożnym, a za drugim ładnym lobem popisał się Krzysztof Bodziony. Sytuacja napastnika miała miejsce tuż po golu na 0-1. Kolejny raz defensor gości musiał się wykazać po przerwie, gdy po rzucie wolnym uderzał Kamil Cholerzyński.

– GKS miał jeszcze więcej okazji przed przerwą – Po dobrym dośrodkowaniu z rożnego Krzysztofa Wołkowicza, w polu karnym najwyżej wyskoczył Mateusz Kamiński, jednak nie trafił w bramkę.

– Dużo akcji katowiczan przechodziło przez Wołkowicza. Pod koniec pierwszej połowy dośrodkował w pole karne, gdzie wbiegał, mający na plecach obrońcę, Alan Czerwiński. Obrońca uderzył, ale zbyt słabo, by zaskoczyć Mariusza Rzepeckiego.

 

Sport – Porażka na własne życzenie

Nie pomogła „rewolucja” w składzie „GieKSy”. Zawiodłą większość dublerów i katowiczanie pożegnali się z Pucharem Polski, darując gościom dwa gole.  Aż pięciu nowych zawodników w stosunku do składu z sobotniego meczu ligowego z Flotą Świnoujście desygnował w środowy wieczór do gry trener głogowskiego beniaminka, Ireneusz Mamrot. Nic to jednak w porównaniu z rewolucją w GieKSie. W jedenastce Kazimierza Moskala zabrakło aż 9 (!) uczestników niedzielnej potyczki z Miedzią, przegranej 2:4. […]
I połowa potwierdziła jednak – niezależnie od wyników osiąganych w lidze  – słuszność decyzji wcześniejszych wyborów dokonywanych przez obu szkoleniowców. W nowej II katowiczan nie znalazł się żaden zawodnik ,  zdolny z sensem pokierować poczynaniami kolegów. W efekcie już od 25 minuty Przemysław Pitry zaczął się cofać po piłkę aż na własną połowę , a mając już ją przy nodze  – ręcznie (gestami) ustawiać partnerów na murawie. Dla wielu z nich jednak odczytanie jego intencji nawet w takich momentach było zadaniem ponad siły. […]

Goście prowadzili już wówczas 1:0, bo najpierw – irracjonalnie zagrywając ręką – rzut wolny z 25 metrów sprezentował im Radosław Sylwestrzak (nie pomogła mu obecność na trybunach jego ekstraklasowego brata, Kamila, piłkarza Korony), potem zaś Rafał Dobroliński zrobił niewiele, by obronić uderzenie Krystiana Pieczary z tegoż wolnego. Trudno powiedzieć, by była to jakakolwiek forma nagrody dla gości za ambitniejszą postawę; oni też w środowy wieczór niespecjalnie mieli ochotę na bieganie; a na składną grę w piłkę – równie mało GieKSa umiejętności i chęci… […]
– Coś mam wrażenie, że po tym meczu mocno nam się zmniejszy kadra I drużyny, a bardzo powiększą rezerwy… – w przerwie prezes Wojciech Cygan mówił spokojnie, ale w środku się gotował. Podobny przekaz musieli od Kazimierza Moskala usłyszeć w szatni zawodnicy katowiccy, bo wyszli z niej odmienieni mentalnie. Zaczęli biegać, a z upływem minut – nawet grać w piłkę. […]

Wspomniany Michalec raz jeszcze (po raz trzeci!) zdołał zatrzymać na linii piłkę, tym razem po główce Adriana Jurkowskiego, w końcu jednak padło wyrównanie. Wydawało się, że sytuacja jest opanowana, a zwycięska bramka to tylko kwestia czasu. I padła – tyle że dla gości. Znów w absurdalnych okolicznościach; po kontrze Chrobrego – mając już piłkę pod nogami – kompletnie pogubili się stoperzy, a Alan Czerwiński ręką zatrzymał strzał Karola Danielaka. Pieczara swój oddał drugi w tym meczu strzał – znów ze stałego fragmentu, i znów celny…

 

sportowefakty.pl – PP: Handball przy Bukowej – relacja z meczu GKS Katowice – Chrobry Głogów

Dwa fatalne błędy i zagrania ręką obrońców GKS-u Katowice przesądziły o zwycięstwie Chrobrego Głogów przy Bukowej, dającym ekipie z Dolnego Śląska awans do 1/16 finału Pucharu Polski.

Do pojedynku z Chrobrym Głogów GKS Katowice przystąpił w eksperymentalnym zestawieniu. Z piłkarzy, którzy otrzymywali od trenera Kazimierza Moskala szansę gry w lidze w pierwszym składzie na placu gry pojawili się Mateusz Kamiński, Adrian Jurkowski i Rafał Kujawa. Trzeba wymienić także Przemysława Pitrego, ale akurat ten w ostatnich meczach wchodził na boisko z ławki rezerwowych. Zmiany w składzie nie podziałały na grę GieKSy najlepiej. W ofensywie katowiczanom się nie kleiło, nie zawiązywały się godne uwagi akcje ofensywne. Duża w tym zasługa defensywnej taktyki gości z Głogowa, którzy przy okazji akcji oskrzydlających gospodarzy całym zespołem wracali się we własne pole karne. […]

Do odrabiania strat piłkarze GieKSy rzucili się po przerwie. W pierwszym kwadransie drugiej połowy gra praktycznie cały czas toczyła się na połowie głogowian. Po raz pierwszy zakotłowało się w polu karnym Chrobrego, kiedy z rzutu wolnego z lewej strony boiska zacentrował Bodziony, ale uderzaną przez wprowadzonego na boisko po przerwie Kamila Cholerzyńskiego piłkę… z linii wybili obrońcy, a poprawka Jurkowskiego nieznacznie chybiła celu.

Drugiego ostrzeżenia nie było. Po nieco ponad godzinie gry z prawego skrzydła dokładnie zacentrował Krzysztof Wołkowicz, krycie w polu karnym gości zgubił Kujawa i strzałem głową doprowadził do wyrównania.

GKS po objęciu prowadzenia usiłował pójść za ciosem, ale nie był w swoich staraniach efektywny. To na śląskiej drużynie zemściło się w końcówce drugiej połowy. Wówczas po wielbłądzie katowickiej defensywy piłkę tuż za linią pola karnego otrzymał Karol Danielak i uderzył na bramkę, ale futbolówkę ręką zatrzymał Alan Czerwiński. Sędzia bez zawahania wskazał na „wapno”, a jedenastkę na bramkę pewnym strzałem zamienił Pieczara.

 

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    haha

    14 sierpnia 2014 at 21:38

    żenada !! rok temu orzegralismy dopiero z Zawiszą ! bo błędzie Budziłka, ale rozgrywalismy bardzo dobre i porywające spotkania w Pucharze. w tym roku to była anemia i osteoporoza jak to napisał kolega wyżej ! WSTYD PANOWIE WSTYD !

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga