Piłka nożna Prasówka
Handball przy Bukowej
Wczoraj GieKSa przegrała mecz z Chrobrym w stosunku 1:2. Dla gości bramki zdobył Krystian Pieczara, dla naszej drużyny Rafał Kujawa.
Media w następujących słowach opisują mecz:
chrobry-glogow.pl – Pieczara daje awans
Po bramce w samej końcówce Chrobry Głogów wygrał na wyjeździe z GKS-em Katowice 2:1 i awansował do 1/16 finału Pucharu Polski. To największy pucharowy sukces od trzech lat. Zapewnił go Krystian Pieczara, autor obu goli, obu ze stałych fragmentów gry.
Zarówno GieKSa, jak i Chrobry do meczu przystąpili w składach nieco oszczędnych, mniej znanych z boisk ligowych. Trochę też to widowisko się rozkręcało. Początkowo przewagę utrzymywali miejscowi i to oni zagrozili jako pierwsi. […] Dopiero po upływie ok. dwóch kwadransów do głosu poważniej doszli mający coraz lepszy okres gry głogowianie. Sprawy w swoje ręce chciał wziąć Szczepaniak, lecz po samodzielnym rajdzie i strzale skutecznie interweniował bramkarz GKS-u. Kolejny korner dla gospodarzy to groźna, ale niecelna główka Kamińskiego. Co nie udało się miejscowym, wykorzystali gracze Chrobrego, też po stałym fragmencie. Z kilkunastu, może dwudziestu metrów z rzutu wolnego przymierzył Pieczara i futbolówka po lekkim rykoszecie wpadła do środka. Kibice gospodarzy dość głośno dali znać co, o tym myślą. Gwizdy i okrzyki na tyle wywarły presję na katowickich piłkarzach, że ci mocniej ruszyli do przodu. W ich najlepszej sytuacji zespół Chrobrego uratował wybiciem z niemal samej linii bramkowej Michalec.
W drugiej połowie katowiczanie zdecydowanie zaatakowali. Z odważniejszej postawy wzięło się kilka zagrożeń. W końcu też postawili na swoim. W 61 minucie remis dał wprowadzony po przerwie Pietrzak, który Rzepeckiego pokonał głową. Ataki rywala nie skończyły się jednak na doprowadzeniu do wyrównania. Z tyłu niekiedy interweniować musiał głogowski golkiper, a czasami dopisywało szczęście. Z przodu natomiast Chrobry nie był w stanie wiele zdziałać. Dopiero w 77 minucie obok słupka przymierzył Szczepaniak. Uspokoiło się w ostatnim kwadransie. Mniejszą werwę po stronie gospodarzy bezlitośnie wykorzystali podopieczni Ireneusza Mamrota. Wyczekali na odpowiedni moment i w końcówce popędzili pod bramkę. Byli tam właściwie tylko Danielak ze Szczepaniakiem, ale w tej sytuacji pomógł Czerwiński – zagrał w polu karnym ręką, za co sędzia wskazał na wapno. Jedenastkę dokładnie w 88 minucie z zimną krwią wykorzystał Pieczara, zdobywając tym samym swojego drugiego gola w meczu. GKS już się nie podniósł, choć mógłby, gdyby nie jedna interwencja „Rzepy”. W doliczonym czasie gry w pole karne ruszył nawet bramkarz GieKSy, ale na nic się to zdało.
Chrobry dowiózł więc wygraną do końca, awansował dalej, lecz ten mecz na pewno kosztował sporo sił. A już w sobotę walka o punkty.
sportslaski.pl – GKS – Chrobry 1-2. Koniec pucharowej przygody GieKSy
GKS Katowice już w 1/32 kończy swój udział w Pucharze Polski. Trener Kazimierz Moskal zdecydował się postawić na kilku rezerwowych zawodników, którzy – w większości przypadków – nie sprawdzili się.
Wydarzenie
GKS Katowice doprowadził do wyrównania po uderzeniu Rafała Kujawy. Napastnik gospodarzy zdobył gola głową, po dobrym dośrodkowaniu Krzysztofa Wołkowicza.
Bohater
Dwie bramki dla głogowian zdobył Krystian Pieczara. Pierwszego gola zdobył po ładnym uderzeniu z rzutu wolnego, który podyktowany był za zagranie ręką Radosława Sylwestrzaka. Drugiego – po rzucie karnym. Sprokurował go Alan Czerwiński, który również zagrał ręką (po strzale Karola Danielak), z tą jednak różnicą, że w polu karnym.
Rozczarowanie
Trener Kazimierz Moskal dał się wykazać zawodnikom, którzy grali mniej w meczach ligowych. Mało który może swoją pozycję w drużynie po tym spotkaniu poprawić…
Co ciekawego:
– Mecz z trybun oglądał trener Piotr Mandrysz. Jego Termalica Bruk-Bet Nieciecza zmierzy się z GieKSą w niedzielę w meczu ligowym.
– Obecny był też trener Ryszard Wieczorek. Jego syn – Jarosław – zagrał w wyjściowym składzie katowickiej drużyny, ale zagrał słabo i już w przerwie został zmieniony przez Rafała Pietrzaka.
– Po raz pierwszy od momentu powrotu z Okocimskiego Brzesko, na boisku pokazał się Bartosz Sobotka.
– Trzykrotnie obrońcy Chrobrego wybijali piłkę zmierzającą do bramki. Za pierwszym razem Przemysław Pitry uderzał głową po rzucie rożnym, a za drugim ładnym lobem popisał się Krzysztof Bodziony. Sytuacja napastnika miała miejsce tuż po golu na 0-1. Kolejny raz defensor gości musiał się wykazać po przerwie, gdy po rzucie wolnym uderzał Kamil Cholerzyński.
– GKS miał jeszcze więcej okazji przed przerwą – Po dobrym dośrodkowaniu z rożnego Krzysztofa Wołkowicza, w polu karnym najwyżej wyskoczył Mateusz Kamiński, jednak nie trafił w bramkę.
– Dużo akcji katowiczan przechodziło przez Wołkowicza. Pod koniec pierwszej połowy dośrodkował w pole karne, gdzie wbiegał, mający na plecach obrońcę, Alan Czerwiński. Obrońca uderzył, ale zbyt słabo, by zaskoczyć Mariusza Rzepeckiego.
Sport – Porażka na własne życzenie
Nie pomogła „rewolucja” w składzie „GieKSy”. Zawiodłą większość dublerów i katowiczanie pożegnali się z Pucharem Polski, darując gościom dwa gole. Aż pięciu nowych zawodników w stosunku do składu z sobotniego meczu ligowego z Flotą Świnoujście desygnował w środowy wieczór do gry trener głogowskiego beniaminka, Ireneusz Mamrot. Nic to jednak w porównaniu z rewolucją w GieKSie. W jedenastce Kazimierza Moskala zabrakło aż 9 (!) uczestników niedzielnej potyczki z Miedzią, przegranej 2:4. […]
I połowa potwierdziła jednak – niezależnie od wyników osiąganych w lidze – słuszność decyzji wcześniejszych wyborów dokonywanych przez obu szkoleniowców. W nowej II katowiczan nie znalazł się żaden zawodnik , zdolny z sensem pokierować poczynaniami kolegów. W efekcie już od 25 minuty Przemysław Pitry zaczął się cofać po piłkę aż na własną połowę , a mając już ją przy nodze – ręcznie (gestami) ustawiać partnerów na murawie. Dla wielu z nich jednak odczytanie jego intencji nawet w takich momentach było zadaniem ponad siły. […]
Goście prowadzili już wówczas 1:0, bo najpierw – irracjonalnie zagrywając ręką – rzut wolny z 25 metrów sprezentował im Radosław Sylwestrzak (nie pomogła mu obecność na trybunach jego ekstraklasowego brata, Kamila, piłkarza Korony), potem zaś Rafał Dobroliński zrobił niewiele, by obronić uderzenie Krystiana Pieczary z tegoż wolnego. Trudno powiedzieć, by była to jakakolwiek forma nagrody dla gości za ambitniejszą postawę; oni też w środowy wieczór niespecjalnie mieli ochotę na bieganie; a na składną grę w piłkę – równie mało GieKSa umiejętności i chęci… […]
– Coś mam wrażenie, że po tym meczu mocno nam się zmniejszy kadra I drużyny, a bardzo powiększą rezerwy… – w przerwie prezes Wojciech Cygan mówił spokojnie, ale w środku się gotował. Podobny przekaz musieli od Kazimierza Moskala usłyszeć w szatni zawodnicy katowiccy, bo wyszli z niej odmienieni mentalnie. Zaczęli biegać, a z upływem minut – nawet grać w piłkę. […]
Wspomniany Michalec raz jeszcze (po raz trzeci!) zdołał zatrzymać na linii piłkę, tym razem po główce Adriana Jurkowskiego, w końcu jednak padło wyrównanie. Wydawało się, że sytuacja jest opanowana, a zwycięska bramka to tylko kwestia czasu. I padła – tyle że dla gości. Znów w absurdalnych okolicznościach; po kontrze Chrobrego – mając już piłkę pod nogami – kompletnie pogubili się stoperzy, a Alan Czerwiński ręką zatrzymał strzał Karola Danielaka. Pieczara swój oddał drugi w tym meczu strzał – znów ze stałego fragmentu, i znów celny…
sportowefakty.pl – PP: Handball przy Bukowej – relacja z meczu GKS Katowice – Chrobry Głogów
Dwa fatalne błędy i zagrania ręką obrońców GKS-u Katowice przesądziły o zwycięstwie Chrobrego Głogów przy Bukowej, dającym ekipie z Dolnego Śląska awans do 1/16 finału Pucharu Polski.
Do pojedynku z Chrobrym Głogów GKS Katowice przystąpił w eksperymentalnym zestawieniu. Z piłkarzy, którzy otrzymywali od trenera Kazimierza Moskala szansę gry w lidze w pierwszym składzie na placu gry pojawili się Mateusz Kamiński, Adrian Jurkowski i Rafał Kujawa. Trzeba wymienić także Przemysława Pitrego, ale akurat ten w ostatnich meczach wchodził na boisko z ławki rezerwowych. Zmiany w składzie nie podziałały na grę GieKSy najlepiej. W ofensywie katowiczanom się nie kleiło, nie zawiązywały się godne uwagi akcje ofensywne. Duża w tym zasługa defensywnej taktyki gości z Głogowa, którzy przy okazji akcji oskrzydlających gospodarzy całym zespołem wracali się we własne pole karne. […]
Do odrabiania strat piłkarze GieKSy rzucili się po przerwie. W pierwszym kwadransie drugiej połowy gra praktycznie cały czas toczyła się na połowie głogowian. Po raz pierwszy zakotłowało się w polu karnym Chrobrego, kiedy z rzutu wolnego z lewej strony boiska zacentrował Bodziony, ale uderzaną przez wprowadzonego na boisko po przerwie Kamila Cholerzyńskiego piłkę… z linii wybili obrońcy, a poprawka Jurkowskiego nieznacznie chybiła celu.
Drugiego ostrzeżenia nie było. Po nieco ponad godzinie gry z prawego skrzydła dokładnie zacentrował Krzysztof Wołkowicz, krycie w polu karnym gości zgubił Kujawa i strzałem głową doprowadził do wyrównania.
GKS po objęciu prowadzenia usiłował pójść za ciosem, ale nie był w swoich staraniach efektywny. To na śląskiej drużynie zemściło się w końcówce drugiej połowy. Wówczas po wielbłądzie katowickiej defensywy piłkę tuż za linią pola karnego otrzymał Karol Danielak i uderzył na bramkę, ale futbolówkę ręką zatrzymał Alan Czerwiński. Sędzia bez zawahania wskazał na „wapno”, a jedenastkę na bramkę pewnym strzałem zamienił Pieczara.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


haha
14 sierpnia 2014 at 21:38
żenada !! rok temu orzegralismy dopiero z Zawiszą ! bo błędzie Budziłka, ale rozgrywalismy bardzo dobre i porywające spotkania w Pucharze. w tym roku to była anemia i osteoporoza jak to napisał kolega wyżej ! WSTYD PANOWIE WSTYD !