Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Historyczne zwycięstwo nad ZAKSĄ w Katowicach!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
W drużynach piłkarskich kobiecej i męskiej zostały rozegrane ostatnie sparingi przed rundą wiosenną. Piłkarki przegrały z mistrzyniami Czech drużyną Slavii Praga 1:2 (0:0). Piłkarze z kolei, przegrali z Odrą Opole, również 1:2 (0:0). W najbliższą niedzielę piłkarki rozegrają wyjazdowe spotkanie w ramach 1/8 finału Pucharu Polski z Rekordem Bielsko-Biała. Mecz rozpocznie się o godzinie 14:00. Piłkarze w pierwszym „wiosennym” ligowym meczu zmierzą się z Motorem Lublin. Spotkanie rozpocznie się w poniedziałek, 19 lutego o godzinie 18:00, na Bukowej.
Siatkarze wygrali z drużyną ZAKSy Kędzierzyn-Koźle 3:0. Następne spotkanie zespół rozegra w sobotę (17 lutego), na wyjeździe ze Stalą Nysa.
Po przerwie reprezentacyjne hokeiści wracają na tafle. W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra trzy spotkania: z JKH GKS-em Jastrzębie (w Satelicie, 14 lutego), Cracovią (wyjazd, 16 lutego) oraz z Podhalem (w Satelicie, 18 lutego). Dwa pierwsze mecze rozpoczną się o godzinie 18:30, ostatnie o godzinie 17:00. Zachęcamy do wzięcia w licytacji koszulki hokeistów GKS Katowice, w której mistrzowie Polski grali w finale Pucharu Kontynentalnego. Dochód z licytacji wspomoże leczenie Mai Flaszy. W trakcie obrad centrali hokejowej padły propozycje zmian w regulaminie rozgrywek w nowym sezonie.
PIŁKA NOŻNA
nto.pl – Po emocjonującej końcówce Odra Opole wygrała 2:1 w meczu sparingowym z GKS-em Katowice. To ostatni sprawdzian przed powrotem do ligi
Po emocjonującej końcówce Odra Opole wygrała 2:1 w meczu sparingowym z GKS-em Katowice. To ostatni sprawdzian przed powrotem do ligi.
Do przerwy żadna z drużyn nie strzeliła gola i do szatni obie ekipy schodziły przy stanie 0:0. Worek z bramkami rozwiązał się w drugiej części spotkania, a uczynił to w 61. minucie Jakub Arak, który wykorzystał nieporozumienie w obronie Odry.
Niebiesko-czerwoni długo bili głową w mur, ale w 82. minucie wyrównali za sprawą gola Maksymilian Hebel z rzutu wolnego. W końcówce przechylili zwycięstwo na swoją stronę. Dokonał tego Vittorio Continella w 89. minucie meczu.
Wygrana z ligowym rywalem pozwoliła opolanom mieć nadzieję na dobre rezultaty na wiosnę.
Odra rozegrała w zimie 6 sparingów. Wygrała 3:1 z innym ligowym rywalem Chrobrym Głogów. Rozbiła także 3-ligowe ekipy Ślęzy Wrocław (4:0) i MKS-u Kluczbork (5:0).
Ekipa ze stolicy województwa przegrała także 2 mecze. Mocniejsza okazała się ekstraklasowa Puszcza Niepołomice (0:3), jak również I-ligowa Miedź Legnica (0:2).
SIATKÓWKA
wkatowicach.eu – Historyczne zwycięstwo nad ZAKSĄ w Katowicach! Siatkarska GieKSa pokonała wicemistrzów Polski
Takimi meczami siatkarska GieKSa zapełnia trybuny hali sportowej OS Szopienice. W meczu z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle siatkarze z Katowic wygrali 3-0. Wprawdzie ZAKSA ma ostatnio gorszy czas, ale zawodnicy GKS-u Katowice w meczu z wicemistrzami Polski i zwycięzcami Ligi Mistrzów zaprezentowali się naprawdę dobrze.
W domowym meczu 21. kolejki PlusLigi GKS Katowice podejmował w hali OS Szopienice Grupę Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, aktualnego wicemistrza Polski. Licznie zgromadzeni kibice (było ich ponad 1000) uświetnili to wydarzenie efektowną kartoniadą zaprezentowaną siatkarskiej Polsce tuż przed startem spotkania. W meczowej szóstce GieKSy obyło się bez zmian w porównaniu z zestawieniem na poprzednie spotkanie z Jastrzębskim Węglem.
GKS rozpoczął mecz dobrze, bo od bloku Saitty na 4:2 dla GieKSy i od dobrego reagowania na ataki rywali. Po dwóch asach Lukasa Vasiny z rzędu trener rywali musiał wzywać swój zespół na przerwę, bo GKS zaczynał dominować na parkiecie. Katowiczanie wypracowali zasłużone 5 punktów przewagi, doskonale realizując swoje założenia w grze po obronie i nękając rywali atakami po bloku w aut (12:6). Katowiczanie powiększali prowadzenie dzięki współpracy Saitty ze środkowymi, a także doskonałym serwisom, które wprowadzały sporo zamieszania w szeregi rywali i zmusiły trenera Swaczynę do przerwy przy stanie 16:7 dla GieKSy. Kędzierzynianie ratowali się podwójną zmianą, ale nie byli w stanie uratować seta, w którym GKS dominował w absolutnie każdym elemencie siatkarskim. Po dwóch asach Domagały z rzędu katowiczanie wygrywali aż 21:8, a całego seta zamknęli wynikiem 25:10 po celnym zbiciu Vasiny z drugiej linii i ataku Walińskiego z piłki przechodzącej!
Obraz gry nie zmienił się po zmianie stron, wicemistrzowie Polski wyglądali na zupełnie wybitych z rytmu, zwłaszcza w przyjęciu, na które musiał wejść nominalny atakujący Kaczmarek. Dopiero as Bartłomieja Klutha (4:3) nieco poprawił sytuację gości i sprawił, że gra była bardziej wyrównana. Impuls dał rywalom katowiczan środkowy Dmytro Paszycki, po którego dwóch punktach atakiem i asie na tablicy wyników pojawił się remis 8:8, co spotkało się z oczywistą reakcją trenera Słabego. GKS nadal miał atut w postaci zagrywki i skutecznej obrony, ale przeciwnicy obudzili się w polu serwisowym i zaczęli ochoczo korzystać ze środkowych w ataku. To sprawiło, że GKS stracił prowadzenie po asie Marcina Janusza i musiał gonić wynik za sprawą dwóch przegranych wideoweryfikacji oraz bloku na Vasinie (11:15).
GieKSa powoli wracała na właściwe tory, jednak ZAKSA zachowała cztery punkty przewagi, korzystając z naszych nieudanych akcji w ataku. W szóstce GKS-u doszło do serii zmian, która pomogła w odrobieniu strat po punktach Kvalena i serwisach Usowicza. Ze stanu 19:24 zrobiła się gra na przewagi po kapitalnych obronach naszej drużyny i dwóch atakach o blok Jarosza! Wróciły wielkie emocje, mocne serwisy i szalone zagrania obu ekip. Ten absolutnie fenomenalny fragment gry zakończył się dwoma asami Marcina Walińskiego na 32:30 dla GieKSy!
Trzeciego seta GKS Katowice zaczynał z Kvalenem, Jaroszem i Fenoszynem na boisku, licząc na utrzymanie dobrej energii ze zwycięskiej drugiej partii. GieKSa grała równo punkt za punkt, a po asie Adamczyka i skutecznym ataku Walińskiego po dograniu Jarosza wygrywała 6:4. Po efektownym bloku Usowicza na 8:5, wieńczącym najdłuższą akcję meczu, trener Swaczyna poprosił o czas. Dobrze wyglądała współpraca Fenoszyna z Jaroszem, do tego GKS wygrywał ważne dłuższe akcje (12:7) i w ten sposób katowiczanie przybliżyli się do historycznej wygranej za trzy punkty. Rywale oddawali GieKSie punkty po błędach w ataku i to katowiczanie byli w zdecydowanie lepszej sytuacji, aczkolwiek nie zabrakło zapobiegawczego czasu przy 16:12 dla ekipy z Katowic po bloku na Jaroszu.
Po akcjach kapitana GKS-u Katowice i bloku Fenoszyna było już 20:13, a kolejne punktowe akcje w bloku tylko napędzały drużynę z naszego miasta. Siatkarska sekcja GieKSy nieco zwolniła w końcówce, ale ostatecznie atak Walińskiego z drugiej linii i serwis Klutha w siatkę (25:19) dały pierwsze zwycięstwo z ZAKSĄ w Katowicach w PlusLigowej historii!
siatka.org – Kolejna bolesna porażka ZAKSy, tym razem w Katowicach. Play-off się oddala
Złej passy nie przerwała ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. W meczu 21. kolejki PlusLigi wicemistrzowie Polski nie dali rady ekipie GKS-u Katowice. W pierwszym secie gospodarze zdemolowali rywali, a w drugim ZAKSA roztrwoniła przewagę w końcówce. Nie pomogły roszady, na pozycji przyjmującego zagrał Łukasz Kaczmarek. Kędzierzynianie w Katowicach przegrali 0:3, a GKS świetnie spisał się między innymi w polu zagrywki.
Starcie GKS Katowice z Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w sobotni wieczór zaczęło się pod znakiem gry punkt za punkt (2:2), ale gospodarze szybko objęli dwupunktowe prowadzenie (4:2). Na zagrywkę w kolejnych akcjach wyszedł Lukas Vasina, który popisał się dwoma asami serwisowymi, a trener przyjezdnych poprosił o przerwę dla swojej drużyny (7:3). ZAKSA nie umiała przebić się przez dobrze ustawiony blok Łukasza Usowicza (10:5). Davide Saitta wykorzystał swoich skrzydłowych – Marcina Walińskiego i Damiana Domagałę (12:6). Kędzierzynianie nie radzili sobie w przyjęciu i oddawali piłki za darmo, które gospodarze wykorzystywali, głównie kontrami ze środka (16:7). Trener Swaczyna sięgnął po zmiany. Bartłomiej Kluth, który pojawił się na boisku za Marcina Janusza, zapunktował z lewego skrzydła (17:8). GKS serwował rewelacyjnie – Damian Domagała zapunktował dwukrotnie z pola zagrywki (21:8). Daniel Chitigoi próbował zniwelować straty, ale na próżno, bowiem GKS szybko zakończył premierową partię (25:10).
Katowiczanie kontynuowali swoją dobrą postawę w drugiej odsłonie, zwłaszcza w polu zagrywki, z którego punktował Usowicz (3:0). Przyjezdni zaczęli odrabiać straty dzięki agresywnym serwisom Klutha (4:3). Przyjezdni zaczęli popełniać błędy, ale po dobrym przyjęciu Marcin Janusz mógł skorzystać ze swojego środkowego (7:4). Dmytro Paszycki zdobył zaufanie rozgrywającego i ponownie dostał swoją szansę (8:6). Gracz swoim mocnym serwisem doprowadził do wyrównania (8:8). Rozgrywający obu drużyn postawili na swoich środkowych bloku (10:10). Po spornej akcji, którą challenge rozstrzygnął na korzyść gości, kędzierzynianie przebudzili się (11:14). Trener Słaby zmuszony był poprosić o czas dla swoich podopiecznych (11:15). Gospodarze mylili się w zagrywce i ataku (14:18). Dobrą passę ZAKSY przerwał Marcin Waliński skutecznym atakiem z lewego skrzydła (15:19). ZAKSA szybko miała piłkę setową, ale katowiczanie odrobili sporą stratę i doprowadzili do wyrównania (24:24). Trener Słaby wprowadził na boisko Kvalena, Fenoszyna i Jarosza. Zmiany spełniły swoją funkcję, bowiem gospodarze zwyciężyli w partii drugiej (32:30).
Trener Słaby postanowił nie zmieniać zwycięskiego składu. Jakub Jarosz dobrze wszedł w trzeciego seta i skutecznie atakował z prawego skrzydła (3:3). Długą akcję zakończył udany blok GKS-u (8:5). Trener przyjezdnych poprosił o przerwę, ale ZAKSA nie mogła się odbudować w kolejnych akcjach (10:6). Trener Swaczyna kombinował ze składem, ale napędzeni wygraną w drugiej odsłonie katowiczanie powiększali swoją przewagę, też dzięki błędom po stronie gości (14:8). Janusz próbował podobnie jak w drugim secie odrobić straty współpracą z Paszyckim, ale środkowy posłał piłkę bezpośrednio w aut (16:8). W kolejnej akcji Łukasz Kaczmarek, występujący w tym meczu na pozycji przyjmującego, popisał się skutecznym atakiem z drugiej linii (16:10). Gra kędzierzynian uległa poprawie, bowiem popisali się oni podwójnym blokiem na atakującym GKS (16:12). Podobnym blokiem odpłacili się gospodarze Andreasowi Takvamowi (20:13), a później Piotr Fenoszyn dołożył asa serwisowego (22:14). Seta i cały mecz zakończył serw w siatkę Klutha (25:19).
MVP: Marcin Waliński
GKS Katowice – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:0 (25:10, 32:30, 25:19)
HOKEJ
dziennikzachodni.pl – Licytacja koszulek GKS Katowice z finału Pucharu Kontynentalnego na rzecz chorej dziewczynki
W poniedziałek 12 lutego rozpoczęła się licytacja koszulki hokeistów GKS Katowice, w której mistrzowie Polski grali w finale Pucharu Kontynentalnego. Akcja potrwa 10 dni, a wszystkie stroje opatrzone są Koszulki opatrzone są autografami zawodników. Pieniądze z licytacji zostaną przeznaczone na leczenie 9-letniej Mai Flaszy. Ambasadorem akcji został lider katowickiej drużyny Grzegorz Pasiut.
Fundacja STS (Sport Twoją Szansą) razem z wielosekcyjnym GKS-em Katowice, którego STS jest sponsorem, organizują licytację koszulek hokejowej GieKSy. Tym razem wylicytować można trykoty z logo Fundacji STS, w których hokeiści zagrali w spotkaniach Pucharu Kontynentalnego. Koszulki opatrzone są autografami zawodników, a zbiórka, trafi do Mai Flaszy.
Na licytację trafiło dwadzieścia pięć koszulek z logo Fundacji STS na rękawku, które zastąpiło logo STS, sponsora klubu. Hokeiści GKS-u Katowice wystąpili w tych koszulkach w trzeciej rundzie Pucharu Kontynentalnego w Cortina d’Ampezzo oraz w turnieju finałowym w Cardiff w sezonie 2023/24.
Ambasadorem akcji został Grzegorz Pasiut dla którego jest to szósty sezon w barwach trójkolorowych. Były kapitan drużyny pozostaje jej liderem i jednym z najlepszych, polskich punktujących zawodników w katowickim zespole. W tej edycji Pucharu Kontynentalnego strzelił 5 goli i zaliczył 2 asysty. Wszystkie punkty zdobywał w unikatowej koszulce z logo Fundacji STS.
– Jestem szczęśliwy, że moją kolejną rolą w GieKSie jest rola ambasadora licytacji dla małej wojowniczki – Mai. Ta niezwykła inicjatywa, stworzona przez STS, naszego sponsora, z pewnością przyczyni się do tego, że dziewczynka będzie mogła normalnie funkcjonować. Mam nadzieję, że kibice chętnie włączą się do licytacji, bo cel jest szczytny, a koszulki wyjątkowe – powiedział Grzegorz Pasiut
[…] Licytacja ruszyła w 12 lutego i potrwa 10 dni. Aby wziąć w niej udział wystarczy wejść na stronę zbiórki, wyszukać interesującą nas koszulkę i zaproponować swoją stawkę. Całość zostanie zapakowana w eleganckie, unikatowe pudełko. Na wszystkich, którzy wylicytują koszulki GKS-u Katowice czeka także specjalna niespodzianka przygotowana przez klub oraz STS.
Pieniądze z licytacji zostaną przeznaczone na leczenie Mai Flasza, która urodziła się w 2015 r. z rzadką wadą wrodzoną, jaką jest wynicowanie pęcherza moczowego. Do tej pory przeszła pięć operacji, które uratowały jej życie. Dziewczynka pozostaje pod stałą opieką urologa, nefrologa, okulisty, alergologa, dermatologa, logopedy, psychologa/pedagoga i rehabilitanta. Od najmłodszych lat związana jest z klubem GKS Katowice, któremu kibicuje.
hokej.net – Kilka zmian w regulaminie? Konkrety w kwietniu
W środę odbyło się spotkanie władz związku z przedstawicielami klubów. Debatowano na nim o kwestiach związanych z najbliższym sezonem. Padło kilka propozycji zmian, a te najważniejsze dotyczyły terminu zamknięcia okienka transferowego, obowiązkowych kamer na liniach niebieskich i braku zawieszeń za bójki.
Działaczom klubów najmocniej zależy na tym, aby liga zyskała na rozpoznawalności i prestiżu. Żeby tak się stało, konieczne są transmisje w telewizji i to w znacznie większej liczbie. To właśnie na ten temat debatowano najdłużej.
Padła też propozycja uatrakcyjnienia formuły Pucharu Polski. Szefostwo Polskiego Związku Hokeja na Lodzie chciałoby, aby do tych rozgrywek zostały włączone najsilniejsze zespoły Młodzieżowej Hokej Ligi. Ten wniosek szybko przepadł, bo – zdaniem klubowych działaczy – różnica pomiędzy poziomami THL a MHL jest ogromna.
Przedstawiciele drużyn przekonywali, że hokejowa centrala powinna mocniej pochylić się nad problemem arbitrażu. Plusem jest to, że sędziowie zaczęli ponosić konsekwencje za swoje błędy, ale działacze apelowali jeszcze prosili o możliwość rozmowy z szefem sędziów oraz zwróceniem się z uwagami.
Działacze apelowali też, aby zaprzestać zawieszania zawodników za pojedynki pięściarskie. Zdaniem wielu kibiców i ekspertów jest to przecież nieodłączny element hokejowego widowiska.
Rozstrzygnięte wydają już dwie kwestie. Po pierwsze na liniach niebieskich zostaną zamontowane kamery po to, aby arbitrzy mogli korzystać z wideoweryfikacji. To wykluczy gole zdobywane po spalonych, których nie dostrzegli sędziowie liniowi.
Zmianie ulegnie też termin zamknięcia okienka transferowego. Od nowego sezonu będzie można dokonywać wzmocnień do 15 lutego, jak ma to miejsce w innych ligach. Nie zmienią się jednak limity transferowe. Każdy klub w grudniu będzie mógł dokonać trzech transferów, a od stycznia do połowy lutego – dwóch. Do tych limitów nie będą już wliczani zawodnicy drużyn młodzieżowych. Przypomnijmy, że w tym roku transfery można było przeprowadzać do 31 stycznia.
Kolejne spotkanie odbędzie się w kwietniu. Na nim dojdzie do głosowania nad wyżej wymienionymi zagadnieniami.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.


Najnowsze komentarze