Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Historyczne zwycięstwo nad ZAKSĄ w Katowicach!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
W drużynach piłkarskich kobiecej i męskiej zostały rozegrane ostatnie sparingi przed rundą wiosenną. Piłkarki przegrały z mistrzyniami Czech drużyną Slavii Praga 1:2 (0:0). Piłkarze z kolei, przegrali z Odrą Opole, również 1:2 (0:0). W najbliższą niedzielę piłkarki rozegrają wyjazdowe spotkanie w ramach 1/8 finału Pucharu Polski z Rekordem Bielsko-Biała. Mecz rozpocznie się o godzinie 14:00. Piłkarze w pierwszym „wiosennym” ligowym meczu zmierzą się z Motorem Lublin. Spotkanie rozpocznie się w poniedziałek, 19 lutego o godzinie 18:00, na Bukowej.
Siatkarze wygrali z drużyną ZAKSy Kędzierzyn-Koźle 3:0. Następne spotkanie zespół rozegra w sobotę (17 lutego), na wyjeździe ze Stalą Nysa.
Po przerwie reprezentacyjne hokeiści wracają na tafle. W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra trzy spotkania: z JKH GKS-em Jastrzębie (w Satelicie, 14 lutego), Cracovią (wyjazd, 16 lutego) oraz z Podhalem (w Satelicie, 18 lutego). Dwa pierwsze mecze rozpoczną się o godzinie 18:30, ostatnie o godzinie 17:00. Zachęcamy do wzięcia w licytacji koszulki hokeistów GKS Katowice, w której mistrzowie Polski grali w finale Pucharu Kontynentalnego. Dochód z licytacji wspomoże leczenie Mai Flaszy. W trakcie obrad centrali hokejowej padły propozycje zmian w regulaminie rozgrywek w nowym sezonie.
PIŁKA NOŻNA
nto.pl – Po emocjonującej końcówce Odra Opole wygrała 2:1 w meczu sparingowym z GKS-em Katowice. To ostatni sprawdzian przed powrotem do ligi
Po emocjonującej końcówce Odra Opole wygrała 2:1 w meczu sparingowym z GKS-em Katowice. To ostatni sprawdzian przed powrotem do ligi.
Do przerwy żadna z drużyn nie strzeliła gola i do szatni obie ekipy schodziły przy stanie 0:0. Worek z bramkami rozwiązał się w drugiej części spotkania, a uczynił to w 61. minucie Jakub Arak, który wykorzystał nieporozumienie w obronie Odry.
Niebiesko-czerwoni długo bili głową w mur, ale w 82. minucie wyrównali za sprawą gola Maksymilian Hebel z rzutu wolnego. W końcówce przechylili zwycięstwo na swoją stronę. Dokonał tego Vittorio Continella w 89. minucie meczu.
Wygrana z ligowym rywalem pozwoliła opolanom mieć nadzieję na dobre rezultaty na wiosnę.
Odra rozegrała w zimie 6 sparingów. Wygrała 3:1 z innym ligowym rywalem Chrobrym Głogów. Rozbiła także 3-ligowe ekipy Ślęzy Wrocław (4:0) i MKS-u Kluczbork (5:0).
Ekipa ze stolicy województwa przegrała także 2 mecze. Mocniejsza okazała się ekstraklasowa Puszcza Niepołomice (0:3), jak również I-ligowa Miedź Legnica (0:2).
SIATKÓWKA
wkatowicach.eu – Historyczne zwycięstwo nad ZAKSĄ w Katowicach! Siatkarska GieKSa pokonała wicemistrzów Polski
Takimi meczami siatkarska GieKSa zapełnia trybuny hali sportowej OS Szopienice. W meczu z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle siatkarze z Katowic wygrali 3-0. Wprawdzie ZAKSA ma ostatnio gorszy czas, ale zawodnicy GKS-u Katowice w meczu z wicemistrzami Polski i zwycięzcami Ligi Mistrzów zaprezentowali się naprawdę dobrze.
W domowym meczu 21. kolejki PlusLigi GKS Katowice podejmował w hali OS Szopienice Grupę Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, aktualnego wicemistrza Polski. Licznie zgromadzeni kibice (było ich ponad 1000) uświetnili to wydarzenie efektowną kartoniadą zaprezentowaną siatkarskiej Polsce tuż przed startem spotkania. W meczowej szóstce GieKSy obyło się bez zmian w porównaniu z zestawieniem na poprzednie spotkanie z Jastrzębskim Węglem.
GKS rozpoczął mecz dobrze, bo od bloku Saitty na 4:2 dla GieKSy i od dobrego reagowania na ataki rywali. Po dwóch asach Lukasa Vasiny z rzędu trener rywali musiał wzywać swój zespół na przerwę, bo GKS zaczynał dominować na parkiecie. Katowiczanie wypracowali zasłużone 5 punktów przewagi, doskonale realizując swoje założenia w grze po obronie i nękając rywali atakami po bloku w aut (12:6). Katowiczanie powiększali prowadzenie dzięki współpracy Saitty ze środkowymi, a także doskonałym serwisom, które wprowadzały sporo zamieszania w szeregi rywali i zmusiły trenera Swaczynę do przerwy przy stanie 16:7 dla GieKSy. Kędzierzynianie ratowali się podwójną zmianą, ale nie byli w stanie uratować seta, w którym GKS dominował w absolutnie każdym elemencie siatkarskim. Po dwóch asach Domagały z rzędu katowiczanie wygrywali aż 21:8, a całego seta zamknęli wynikiem 25:10 po celnym zbiciu Vasiny z drugiej linii i ataku Walińskiego z piłki przechodzącej!
Obraz gry nie zmienił się po zmianie stron, wicemistrzowie Polski wyglądali na zupełnie wybitych z rytmu, zwłaszcza w przyjęciu, na które musiał wejść nominalny atakujący Kaczmarek. Dopiero as Bartłomieja Klutha (4:3) nieco poprawił sytuację gości i sprawił, że gra była bardziej wyrównana. Impuls dał rywalom katowiczan środkowy Dmytro Paszycki, po którego dwóch punktach atakiem i asie na tablicy wyników pojawił się remis 8:8, co spotkało się z oczywistą reakcją trenera Słabego. GKS nadal miał atut w postaci zagrywki i skutecznej obrony, ale przeciwnicy obudzili się w polu serwisowym i zaczęli ochoczo korzystać ze środkowych w ataku. To sprawiło, że GKS stracił prowadzenie po asie Marcina Janusza i musiał gonić wynik za sprawą dwóch przegranych wideoweryfikacji oraz bloku na Vasinie (11:15).
GieKSa powoli wracała na właściwe tory, jednak ZAKSA zachowała cztery punkty przewagi, korzystając z naszych nieudanych akcji w ataku. W szóstce GKS-u doszło do serii zmian, która pomogła w odrobieniu strat po punktach Kvalena i serwisach Usowicza. Ze stanu 19:24 zrobiła się gra na przewagi po kapitalnych obronach naszej drużyny i dwóch atakach o blok Jarosza! Wróciły wielkie emocje, mocne serwisy i szalone zagrania obu ekip. Ten absolutnie fenomenalny fragment gry zakończył się dwoma asami Marcina Walińskiego na 32:30 dla GieKSy!
Trzeciego seta GKS Katowice zaczynał z Kvalenem, Jaroszem i Fenoszynem na boisku, licząc na utrzymanie dobrej energii ze zwycięskiej drugiej partii. GieKSa grała równo punkt za punkt, a po asie Adamczyka i skutecznym ataku Walińskiego po dograniu Jarosza wygrywała 6:4. Po efektownym bloku Usowicza na 8:5, wieńczącym najdłuższą akcję meczu, trener Swaczyna poprosił o czas. Dobrze wyglądała współpraca Fenoszyna z Jaroszem, do tego GKS wygrywał ważne dłuższe akcje (12:7) i w ten sposób katowiczanie przybliżyli się do historycznej wygranej za trzy punkty. Rywale oddawali GieKSie punkty po błędach w ataku i to katowiczanie byli w zdecydowanie lepszej sytuacji, aczkolwiek nie zabrakło zapobiegawczego czasu przy 16:12 dla ekipy z Katowic po bloku na Jaroszu.
Po akcjach kapitana GKS-u Katowice i bloku Fenoszyna było już 20:13, a kolejne punktowe akcje w bloku tylko napędzały drużynę z naszego miasta. Siatkarska sekcja GieKSy nieco zwolniła w końcówce, ale ostatecznie atak Walińskiego z drugiej linii i serwis Klutha w siatkę (25:19) dały pierwsze zwycięstwo z ZAKSĄ w Katowicach w PlusLigowej historii!
siatka.org – Kolejna bolesna porażka ZAKSy, tym razem w Katowicach. Play-off się oddala
Złej passy nie przerwała ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. W meczu 21. kolejki PlusLigi wicemistrzowie Polski nie dali rady ekipie GKS-u Katowice. W pierwszym secie gospodarze zdemolowali rywali, a w drugim ZAKSA roztrwoniła przewagę w końcówce. Nie pomogły roszady, na pozycji przyjmującego zagrał Łukasz Kaczmarek. Kędzierzynianie w Katowicach przegrali 0:3, a GKS świetnie spisał się między innymi w polu zagrywki.
Starcie GKS Katowice z Grupą Azoty ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w sobotni wieczór zaczęło się pod znakiem gry punkt za punkt (2:2), ale gospodarze szybko objęli dwupunktowe prowadzenie (4:2). Na zagrywkę w kolejnych akcjach wyszedł Lukas Vasina, który popisał się dwoma asami serwisowymi, a trener przyjezdnych poprosił o przerwę dla swojej drużyny (7:3). ZAKSA nie umiała przebić się przez dobrze ustawiony blok Łukasza Usowicza (10:5). Davide Saitta wykorzystał swoich skrzydłowych – Marcina Walińskiego i Damiana Domagałę (12:6). Kędzierzynianie nie radzili sobie w przyjęciu i oddawali piłki za darmo, które gospodarze wykorzystywali, głównie kontrami ze środka (16:7). Trener Swaczyna sięgnął po zmiany. Bartłomiej Kluth, który pojawił się na boisku za Marcina Janusza, zapunktował z lewego skrzydła (17:8). GKS serwował rewelacyjnie – Damian Domagała zapunktował dwukrotnie z pola zagrywki (21:8). Daniel Chitigoi próbował zniwelować straty, ale na próżno, bowiem GKS szybko zakończył premierową partię (25:10).
Katowiczanie kontynuowali swoją dobrą postawę w drugiej odsłonie, zwłaszcza w polu zagrywki, z którego punktował Usowicz (3:0). Przyjezdni zaczęli odrabiać straty dzięki agresywnym serwisom Klutha (4:3). Przyjezdni zaczęli popełniać błędy, ale po dobrym przyjęciu Marcin Janusz mógł skorzystać ze swojego środkowego (7:4). Dmytro Paszycki zdobył zaufanie rozgrywającego i ponownie dostał swoją szansę (8:6). Gracz swoim mocnym serwisem doprowadził do wyrównania (8:8). Rozgrywający obu drużyn postawili na swoich środkowych bloku (10:10). Po spornej akcji, którą challenge rozstrzygnął na korzyść gości, kędzierzynianie przebudzili się (11:14). Trener Słaby zmuszony był poprosić o czas dla swoich podopiecznych (11:15). Gospodarze mylili się w zagrywce i ataku (14:18). Dobrą passę ZAKSY przerwał Marcin Waliński skutecznym atakiem z lewego skrzydła (15:19). ZAKSA szybko miała piłkę setową, ale katowiczanie odrobili sporą stratę i doprowadzili do wyrównania (24:24). Trener Słaby wprowadził na boisko Kvalena, Fenoszyna i Jarosza. Zmiany spełniły swoją funkcję, bowiem gospodarze zwyciężyli w partii drugiej (32:30).
Trener Słaby postanowił nie zmieniać zwycięskiego składu. Jakub Jarosz dobrze wszedł w trzeciego seta i skutecznie atakował z prawego skrzydła (3:3). Długą akcję zakończył udany blok GKS-u (8:5). Trener przyjezdnych poprosił o przerwę, ale ZAKSA nie mogła się odbudować w kolejnych akcjach (10:6). Trener Swaczyna kombinował ze składem, ale napędzeni wygraną w drugiej odsłonie katowiczanie powiększali swoją przewagę, też dzięki błędom po stronie gości (14:8). Janusz próbował podobnie jak w drugim secie odrobić straty współpracą z Paszyckim, ale środkowy posłał piłkę bezpośrednio w aut (16:8). W kolejnej akcji Łukasz Kaczmarek, występujący w tym meczu na pozycji przyjmującego, popisał się skutecznym atakiem z drugiej linii (16:10). Gra kędzierzynian uległa poprawie, bowiem popisali się oni podwójnym blokiem na atakującym GKS (16:12). Podobnym blokiem odpłacili się gospodarze Andreasowi Takvamowi (20:13), a później Piotr Fenoszyn dołożył asa serwisowego (22:14). Seta i cały mecz zakończył serw w siatkę Klutha (25:19).
MVP: Marcin Waliński
GKS Katowice – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:0 (25:10, 32:30, 25:19)
HOKEJ
dziennikzachodni.pl – Licytacja koszulek GKS Katowice z finału Pucharu Kontynentalnego na rzecz chorej dziewczynki
W poniedziałek 12 lutego rozpoczęła się licytacja koszulki hokeistów GKS Katowice, w której mistrzowie Polski grali w finale Pucharu Kontynentalnego. Akcja potrwa 10 dni, a wszystkie stroje opatrzone są Koszulki opatrzone są autografami zawodników. Pieniądze z licytacji zostaną przeznaczone na leczenie 9-letniej Mai Flaszy. Ambasadorem akcji został lider katowickiej drużyny Grzegorz Pasiut.
Fundacja STS (Sport Twoją Szansą) razem z wielosekcyjnym GKS-em Katowice, którego STS jest sponsorem, organizują licytację koszulek hokejowej GieKSy. Tym razem wylicytować można trykoty z logo Fundacji STS, w których hokeiści zagrali w spotkaniach Pucharu Kontynentalnego. Koszulki opatrzone są autografami zawodników, a zbiórka, trafi do Mai Flaszy.
Na licytację trafiło dwadzieścia pięć koszulek z logo Fundacji STS na rękawku, które zastąpiło logo STS, sponsora klubu. Hokeiści GKS-u Katowice wystąpili w tych koszulkach w trzeciej rundzie Pucharu Kontynentalnego w Cortina d’Ampezzo oraz w turnieju finałowym w Cardiff w sezonie 2023/24.
Ambasadorem akcji został Grzegorz Pasiut dla którego jest to szósty sezon w barwach trójkolorowych. Były kapitan drużyny pozostaje jej liderem i jednym z najlepszych, polskich punktujących zawodników w katowickim zespole. W tej edycji Pucharu Kontynentalnego strzelił 5 goli i zaliczył 2 asysty. Wszystkie punkty zdobywał w unikatowej koszulce z logo Fundacji STS.
– Jestem szczęśliwy, że moją kolejną rolą w GieKSie jest rola ambasadora licytacji dla małej wojowniczki – Mai. Ta niezwykła inicjatywa, stworzona przez STS, naszego sponsora, z pewnością przyczyni się do tego, że dziewczynka będzie mogła normalnie funkcjonować. Mam nadzieję, że kibice chętnie włączą się do licytacji, bo cel jest szczytny, a koszulki wyjątkowe – powiedział Grzegorz Pasiut
[…] Licytacja ruszyła w 12 lutego i potrwa 10 dni. Aby wziąć w niej udział wystarczy wejść na stronę zbiórki, wyszukać interesującą nas koszulkę i zaproponować swoją stawkę. Całość zostanie zapakowana w eleganckie, unikatowe pudełko. Na wszystkich, którzy wylicytują koszulki GKS-u Katowice czeka także specjalna niespodzianka przygotowana przez klub oraz STS.
Pieniądze z licytacji zostaną przeznaczone na leczenie Mai Flasza, która urodziła się w 2015 r. z rzadką wadą wrodzoną, jaką jest wynicowanie pęcherza moczowego. Do tej pory przeszła pięć operacji, które uratowały jej życie. Dziewczynka pozostaje pod stałą opieką urologa, nefrologa, okulisty, alergologa, dermatologa, logopedy, psychologa/pedagoga i rehabilitanta. Od najmłodszych lat związana jest z klubem GKS Katowice, któremu kibicuje.
hokej.net – Kilka zmian w regulaminie? Konkrety w kwietniu
W środę odbyło się spotkanie władz związku z przedstawicielami klubów. Debatowano na nim o kwestiach związanych z najbliższym sezonem. Padło kilka propozycji zmian, a te najważniejsze dotyczyły terminu zamknięcia okienka transferowego, obowiązkowych kamer na liniach niebieskich i braku zawieszeń za bójki.
Działaczom klubów najmocniej zależy na tym, aby liga zyskała na rozpoznawalności i prestiżu. Żeby tak się stało, konieczne są transmisje w telewizji i to w znacznie większej liczbie. To właśnie na ten temat debatowano najdłużej.
Padła też propozycja uatrakcyjnienia formuły Pucharu Polski. Szefostwo Polskiego Związku Hokeja na Lodzie chciałoby, aby do tych rozgrywek zostały włączone najsilniejsze zespoły Młodzieżowej Hokej Ligi. Ten wniosek szybko przepadł, bo – zdaniem klubowych działaczy – różnica pomiędzy poziomami THL a MHL jest ogromna.
Przedstawiciele drużyn przekonywali, że hokejowa centrala powinna mocniej pochylić się nad problemem arbitrażu. Plusem jest to, że sędziowie zaczęli ponosić konsekwencje za swoje błędy, ale działacze apelowali jeszcze prosili o możliwość rozmowy z szefem sędziów oraz zwróceniem się z uwagami.
Działacze apelowali też, aby zaprzestać zawieszania zawodników za pojedynki pięściarskie. Zdaniem wielu kibiców i ekspertów jest to przecież nieodłączny element hokejowego widowiska.
Rozstrzygnięte wydają już dwie kwestie. Po pierwsze na liniach niebieskich zostaną zamontowane kamery po to, aby arbitrzy mogli korzystać z wideoweryfikacji. To wykluczy gole zdobywane po spalonych, których nie dostrzegli sędziowie liniowi.
Zmianie ulegnie też termin zamknięcia okienka transferowego. Od nowego sezonu będzie można dokonywać wzmocnień do 15 lutego, jak ma to miejsce w innych ligach. Nie zmienią się jednak limity transferowe. Każdy klub w grudniu będzie mógł dokonać trzech transferów, a od stycznia do połowy lutego – dwóch. Do tych limitów nie będą już wliczani zawodnicy drużyn młodzieżowych. Przypomnijmy, że w tym roku transfery można było przeprowadzać do 31 stycznia.
Kolejne spotkanie odbędzie się w kwietniu. Na nim dojdzie do głosowania nad wyżej wymienionymi zagadnieniami.
Felietony Piłka nożna
#SzacunekDlaArbitra
Jakoś tak się składa, że w swojej niemal 30-letniej „karierze” na GieKSie, gdy myślę o „skręconych” przez sędziów meczów na niekorzyść naszej drużyny – to do głowy przychodzą mi dwa spotkania… z Legią Warszawa.
Pierwszy, w 1996 roku, gdy katowiczanie do przerwy prowadzili przy Łazienkowskiej po golu Artura Adamusa, ale Legia ostatecznie wygrała 2:1. W bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Bramka Cezarego Kucharskiego padła po ewidentnym spalonym, a GieKSa nie dostała rzutu karnego za faul Piotra Mosóra na Janie Furtoku. Oprócz jedenastki zawodnik Legii powinien wylecieć z boiska. Decyzje niekorzystne dla GKS podejmował tego dnia sędzia Julian Pasek.
– Możemy mieć pretensje do siebie, że nie pokaraliśmy Legii wcześniej, bo wiadomo było, że tego wyniku 1:0 nie dowieziemy do końca – pomstował trener GKS Piotr Piekarczyk.
– Sędzia pasek powinien dostać paska – wtórował mu Kazimierz Węgrzyn.
Drugie spotkanie to mecz z 2001 roku, również w Warszawie. Tam GKS przegrał 0:1. Po golu z rzutu karngo, podyktowanego za to, że Adam Majewski potknął się o własne nogi. Z drugiej strony Maciej Murawski sfaulował Krzysztofa Gajtkowskiego w polu karnym, ale jedenastki Ryszard Wójcik nie podyktował. I choć faul był ewidentny, to Gajtek dostał drugą żółtą za symulowanie i wyleciał z boiska.
Oba te mecze zostały tak ordynarnie skręcone, że naprawdę rzadko się to spotyka. Ale to tylko taki historyczny wstęp. W tamtych czasach nie było VAR-u. Gdyby wówczas ta technologia obowiązywała – GKS prawdopodobnie wygrałby oba te mecz. No chyba, że sędziowałby sędzia Sylwestrzak.
Ciągle trudno przejść obojętnie obok piątkowego meczu, choć mam nadzieję, że trener i drużyna już wyrzucili z głowy to spotkanie i skupiają się na meczu z Arką. Ja jednak muszę wrócić do tego, bo wzburzenie pozostaje żywe. Już nie dlatego, że stało się, jak się stało. Tylko dlatego, że taki Sylwestrzak nie poniesie żadnych konsekwencji i wszystko zostanie zamiecione pod dywan.
W każdym programie, w każdym magazynie prześwietlono sytuacje z meczu. Dodatkowo nałożyły się na to sędziowskie błędy z innych spotkań w tej kolejce. I naprawdę trudno uwierzyć, że w dobie VAR, takie byki są ciągle popełniane.
Adam Lyczmański przed rundą mówił o kolejnych, nowych już pierdyliardowych wytycznych odnośnie zagrania ręką. I co? I g…no. Ciągle sędziowie gwiżdżą jak chcą – nomen omen arbitralnie podchodzą do sprawy. Tu gwizdnie jakąś dziwną rękę po główce Bergiera, tu nie podyktuje ewidentnego karnego dla Jagiellonii. No i u nas, Kun – spryciula – tak niby chowa rękę, że intencjonalnie blokuje łokciem strzał. Ale żeby było, że niby cofa. Nie ma karnego.
Dodam tylko, że ta sytuacja miała miejsce bardzo krótko przed tym, jak Legia strzeliła gola…
Nad Szkurinem nie będę się już dłużej rozwodził. Zdania są podzielone, ale raczej przeważa opinia, że karnego nie powinno być. Ja tam widzę, że Tobiasz lewą ręką popycha Ilję i w dynamicznej sytuacji wytrąca go z biegu. Ale rozumiem argumenty drugiej strony.
No dobra, karny, nie karny – sędzia popełnił jeden lub dwa błędy, zdarza się. VAR powinien go zawołać, przynajmniej do tej ręki. Nie zawołał.
Natomiast ta sytuacja z Pankovem i Nowakiem to jest przecież przepotężny skandal, który prawdopodobnie zaraz ucichnie. Bo pokrzywdzonym zespołem jest tylko GieKSa. A przecież ten błąd jest naprawdę tak wielkiej rangi, jak brak czerwonej kartki w meczu Górnik – Jagiellonia. Ale pamiętamy co było wtedy – zaraz po meczu wielkie oburzenie, hurr durr, Frankowski tłumaczący się przed kamerą i wywalony na zbitą buzię przez Marcina Szulca. Choć i tak Frankowski wkrótce cichaczem wrócił. Szybko.
Natomiast tutaj? Cisza. A prześledźmy jeszcze raz, co tam się wydarzyło.
Bo tak, jak mówię. Błędy wynikające z niejasności interpretacji, miękkości faulu (tak jak niby ze Szkurinem) – jestem w stanie zrozumieć. Taka trochę jest piłka – nieewidentna, choć w przypadku rąk, to mam wrażenie, że te przepisy raz po raz zmienia jakieś kółko pijaków na rauszu. A potem i tak nikt nie egzekwuje wytycznych.
Czyli Pankov wjeżdża w nogi Nowaka. Z impetem, wyprostowaną nogą, korkami. Na złamanie nogi. Bandyckie wejście. I znów powiem – gdyby nie było VAR, powiedziałbym – trudno, sędzia nie widział dokładnie.
Tyle że Sylwestrzak podbiegł do monitora i mógł spokojnie, na obrazku, kilka razy zobaczyć, co tam się wydarzyło. Mógł zobaczyć, jak wygląda szkoleniowy faul na poważną kontuzję. Jak wygląda szkoleniowy faul na czerwoną kartkę, który powinien być pokazywany na kursach sędziowskich.
I nie zmienił swojej decyzji. Utrzymał wycenienie tego wejścia na żółtą kartkę.
Szczerze mówiąc, to się nie mieści w głowie. I naprawdę tego nie można w żaden sposób zrozumieć. Niestety – powtórzę – wtórował mu Kamil Kosowski, co jeszcze bardziej zwiększyło rangę absurdu tej sytuacji (w Lidze+Extra Kosa już nie był taki hardy w swojej pierwotnej wersji). Adam Lyczmański uznał tę sytuację za oczywistą czerwień. No ale ostatecznie nikt nie pochylił się nad tym, że jakkolwiek brak czerwonej kartki w pierwszym momencie to był błąd, ale brak zmiany decyzji po VAR-ze to po prostu jeden wielki skandal i kompromitacja sędziego.
Niektórzy próbowali to jakoś głupio tłumaczyć, że Pankov podwinął nogę w ostatniej chwili. Nie – w ostatniej chwili to nogi podwinął Nowak. Bo gdy zobaczył, że wpierdala się na niego z całą petą lokomotywa, to instynktownie próbował zrobić wszystko, żeby uniknąć czołowego zderzenia. Dobrze powiedział Paweł Paczul w Lidze Minus, że te teorie o podwinięciu nogi przez Pankova, to trochę jakby samochód przypierdzielił w ścianę, a kierowca potem pokazywał na zgnieciony przód i mówił „ale przecież hamowałem”.
No i tak to się kula w tej naszej kopanej. Z jednej strony sędziowie raz lepiej sędziują, raz gorzej, ale szkoda, że choć sprawa z błędami z piątkowego meczu stała się medialna, to i tak wszyscy o niej zapomną, a Sylwestrzak dalej sobie będzie sędziował w najlepsze.
A mecz ten zapisze kolejny rozdział w historii sędziowie przeciw GKS w potyczkach z Legią.
Felietony
Duma i wściekłość
Zdania po wczorajszym meczu były raczej zgodne. Z gry GKS wszyscy byli zadowoleni, ale pozostawał niedosyt, że nie udało się tego spotkania wygrać. Katowiczanie znów zaprezentowali się dynamicznie, bardzo walecznie, pokazali też swoje atuty piłkarskie. Zabrakło „tego czegoś”, co dałoby naszemu zespołowi trzy punkty.
Przed meczami z Widzewem – patrząc na formę naszych nadchodzących rywali – wymyśliłem sobie zestaw punktów i moje ustosunkowanie do nich. Mieliśmy się bowiem zmierzyć z rywalami, którzy są w różnego rodzaju rozsypce – Widzew ze zbieraniną gwiazd i trenerem stand-uperem, gadającym takie banialuki na coraz to kolejnych konferencjach, że szkoda gadać. Oraz Legią, pogrążaną w kryzysie, której kibice krzyczą, że jak Legia spadnie, to ich „zajebią”. Tak więc ten zestaw punktów wyglądał następująco: „2 – chujowe minimum, 3 – minimum, 4 – dobrze, 6 – idealnie”.
Przy okazji wybaczcie, że dziś nie będę wykropkowywał przekleństw, ale im dalej od meczu, to zamiast się uspokajać, coraz się bardziej wkurwiam. Ale o tym później.
Wracając do punktów. Trochę słabo by to wyglądało, gdybyśmy z tą zbieraniną z Łodzi i zdołowaną Legią zdobyli jedno czy dwa oczka. Ale po Widzewie były już trzy, więc to minimum zostało wykonane. To nie oznaczało jednak, że gdybyśmy przegrali z Legią, byłbym zadowolony. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że wszystkich meczów wygrać się nie da. Więc jeśli nie da się – to przynajmniej zremisujmy po dobrej grze. A to miało miejsce wczoraj. Więc wyszedł moduł „4 punkty – dobrze”.
Oczywiście ta moja tabelka punktów odnosiła się TYLKO do dorobku punktowego. On się zgadza – i to jest super. Bo jakbym miał spojrzeć na samą postawę zawodników – to już bym powiedział, że było znakomicie. O meczu z Widzewem pisałem. Jeśli chodzi o Legię, to naprawdę nasz zespół znów spisał się bardzo dobrze. Obawiałem się, czy po aż tak „wojennym” meczu jak z Widzewem, katowiczanie będą potrafili na tej samej intensywności z Legią zagrać. Okazało się, że potrafią, więc surowe mięso jak widać jest najlepszej jakości. Do tego widać, że piłkarsko nasz zespół naprawdę ma swoją jakość, próbuje tę piłkę rozgrywać, przesuwa akcje do przodu, gramy krótko, a czasem długo (i celnie!). Brakuje czasem trochę ogarnięcia z przodu, jakiegoś dobrego rozwiązania. Eman Marković hasa na skrzydle, ale mógłby lepiej czasem dograć. Wierzę jednak, że ta efektywność w ofensywie przyjdzie, bo przyjść musi. Nie da się grać idealnie i błędy zawsze będą. I mimo, że właśnie wymieniam tu Emana w kontekście rozwiązywania sytuacji, to i tak uważam, że jego zmiany były bardzo dobre.
GieKSa trochę dała pograć Legii w pierwszej połowie. Z naciskiem na „trochę”. Legioniści też byli dynamiczni i waleczni, jakby naprawdę chcieli wyjść z tego swojego kryzysu. Więc podchodzili pod to nasze pole karne, raz kapitalnie interweniował Rafał Strączek po strzale głową Kuna. Ale nawet i tu – mimo, że przed przerwą było trochę gorzej z naszym pressingiem – GKS z samej gry miał więcej niż w pierwszej połowie meczu z Widzewem. Po przerwie Legia nie miała już praktycznie nic. Defensywne działania GKS zaczynają się już daleko od naszego pola karnego i Legia w dużej mierze została zneutralizowana. Co prawda był krótki moment chaosu w okolicach 70. minuty, ale z grubsza, cała ta połowa była bardzo dobra.
Musimy ten remis cenić też z innego powodu. GieKSa ten mecz przegrywała i wcale nie było oczywiste, że doprowadzimy do wyrównania. Sam gol – to błędy po naszej stronie, ale też trzeba docenić piękną akcję Legii. Poklepali i rozegrali to kapitalnie. Końcowa faza to wiadomo – dośrodkowanie i dał się Lukas Klemenz wyprzedzić małemu Biczachczjanowi, co raczej nie powinno mieć miejsca. Czy Strączek miał szansę odbić tę piłkę? Oczywiście, że miał, bo przecież widać, że próbował trafić dłonią w piłkę, ale nie trafił. Nie wiem, czy to błąd, ale kompletnie się tu golkipera nie czepiam. Było blisko, czas reakcji krótki, więc myślę, że w takiej sytuacji jak piłka przysłowiowo „śmiga koło ucha”, czyli dłoni, to jest w tym też element bramkarskiego szczęścia.
No ale do 45. minuty było 0:1 i na przerwę mogliśmy schodzić na debecie. Tymczasem Bartek Nowak i Borja Galan zrobili coś, co odmieniło losy tego meczu, a bramka miała znaczenie nie tylko wynikowe. Dając takiego „pancza”, jak mówi trener Igor Jovicević, siadło Legii na morale na całą drugą połowę. I Legia już nie była tą samą drużyną, o czym po meczu mówili trener Marek Papszun i Bartosz Kapustka. Gol był na wagę złota.
W tym sezonie to nam strzelano bramki do szatni. Swego czasu przez wiele meczów – co mecz. Wyliczaliśmy to, bo było to irytujące. Sytuacja jednak się zmieniła. My już tych goli do szatni nie tracimy, a na domiar dobrego – sami je strzelamy. I tak było i z Widzewem, i z Legią. Na przerwy dwóch ostatnich meczów schodziliśmy w wyśmienitych nastrojach.
Znów swoje zrobiły stałe fragmenty gry. Znów fenomenalnie wykonuje je Bartosz Nowak. Zawodnik ma fenomenalne liczby w tej rundzie. Brał udział przy każdej z czterech bramek. Jedną zdobył, a trzy razy tak bił rzuty rożne czy wolne, że koledzy zdobywali bramki. Absolutnie fenomenalne. I choć ja bym powiedział, że Bartek chce czasem coś zrobić… za ładnie, za elegancko i nie zawsze to wyjdzie, to stwierdzam, że… może, bo to nasz wybitny zawodnik.
Przejdźmy do spraw mniej przyjemnych i już chyba domyślacie się, o co chodzi. Przyznam szczerze, że sam jestem bardzo ostrożny w ocenianiu decyzji arbitrów – ostrożny w tym sensie, że chyba mam już tyle lat, że jak czarne jest czarne, to nie udaję, że jest białe. Oczywiście będąc kibicem mojego klubu wiadomo, że mam ulgę, gdy sędzia podjął błędną decyzję na korzyść mojej drużyny. Taki to już kibicowski szowinizm. Ale nie będę udawał czy ściemniał, że tego błędu nie popełnił. Miałem swoje zdanie na temat pewnych derbów Trójmiasta i decyzji sędziego w końcówce. Ale wyszło jak wyszło – i bardzo szczęśliwie dla nas.
W ekstraklasie de facto przez te półtora sezonu nie miałem jakichś uwag do sędziów. W naszych meczach wielkich kontrowersji nie było. Nie przypominam sobie meczu, w którym mogliśmy mieć pretensje. Raczej kontrowersje, które się przewijały w przestrzeni medialnej, dotyczyły decyzji sędziów na naszą korzyść. Pamiętamy gol N’Diaya z meczu z Motorem w poprzednim sezonie (tam faktycznie chyba powinien być uznany) czy wyrównująca bramka dla Radomiaka w obecnym.
Ale to co się odjebało wczoraj, to już było po prostu słabe. Ze stadionu tego aż tak nie widziałem, ale później oglądając sobie powtórki, złość zaczęła narastać. I dziś rano zamiast wstać spokojniejszym – było wręcz przeciwnie.
Trzy sytuacje. Pierwsza to łokieć Patryka Kuna przy próbie dośrodkowania Marcina Wasielewskiego. Sytuacja nietypowa i można ją różnie rozpatrywać. Przede wszystkim łokieć wystaje zdecydowanie poza obrys sylwetki Kuna, a zawodnik obraca się w taki sposób, że tę rękę wykorzystuje do zablokowania piłki. Wydaje się, że intencjonalnie. I osiągnął z tego korzyć.
Druga to sytuacja Tobiasza z Ilją. Przecież bramkarz centralnie lewą ręką popycha napastnika w plecy, gdy ten jest przed pustą bramką. Jeszcze na szybko puszczając powtórkę na meczu mogłem się zgodzić z komentatorami, że jest to „za miękkie” na karnego. Ale wygląda na to, że Kacper przeszkodził ewidentnie Ilji w zdobyciu gola.
O ile jednak te dwie sytuacje można jeszcze rozpatrywać interpretacyjnie, choć dziwi mnie, że sędzia nie podchodził do monitora, to jest jeszcze trzecia sytuacja. I tutaj uważam, że to jest kompletny skandal. Pankov niemal łamie nogi Nowakowi, sędzia jeszcze ogląda tę sytuację na VAR-ze i utrzymuje żółtą kartkę.
Powtórzmy to jeszcze raz – Pankov WPIERDALA się prostą nogą i korkami w nogi Nowaka i grozi naszemu pomocnikowi poważną kontuzją. I teraz komentatorzy Kamil Kosowski i Adam Marchliński wili się, żeby zawodnika Legii tłumaczyć – że podwinął nogę w ostatniej chwili. I bardzo chwalili sędziego za utrzymanie w mocy kartki żółtej. Przecież to jest niepojęte. Nawet jeśli Pankov minimalnie ugiął nogę w ostatniej chwili to zrobił to i tak zdecydowanie za późno. To jest tak ewidentna czerwona kartka, że tu nawet nie ma co dyskutować. I naprawdę śmiem twierdzić, że jeśli ktokolwiek bezstronny uważa, że żółta kartka to dobra decyzja – to świadomie lub nie, ale faworyzuje Legię.
Powiem tak, bo idealnie napisał Mariusz Polak na Twitterze: „Ciekawy mecz w Katowicach. Coś mi podpowiada, że większość kibiców w Polsce trzyma kciuki za gospodarzami, a większość dziennikarzy sportowych za gośćmi”.
Nic dodać, nic ująć. Daleki jestem od teorii spiskowych, ale nie zdziwię się, jak zaraz zacznie wyciąganie Legii za uszy ze strefy spadkowej. GieKSie wczoraj należał się z tych dwóch sytuacji przynajmniej jeden rzut karny. A czerwona kartka dla Pankova jest bezdyskusyjna. Niepokazanie jej, to było przyzwolenie na boiskowy bandytyzm.
Szkoda tego meczu, bo naprawdę można go było wygrać. W pewnym sensie przełamaliśmy fatum, w końcu nie przegraliśmy z Legią, która nam nie leżała w końcówce lat 90. i na początku lat 2000, nie leżała nam i teraz. W końcu w całości zagraliśmy mecz, jak równy z równym. Zabrakło tylko kropki nad i.
Miło, że przyczyniliśmy się do pobicia przez Legię niechlubnego rekordu 12 meczów z rzędu bez zwycięstwa w lidze. GKS kiedyś był często klubem na przełamanie dla innych. Teraz to już nie ma miejsca.
Katowiczanie dalej idą łeb w łeb z poprzednim sezonem, a konkretniej – z początkiem roku. Rok temu też w pierwszych trzech meczach wiosny mieliśmy 7 punktów. Tyle że rok temu trzeci mecz to była wojna, ale mało piłki z Piastem u siebie, a teraz wojna, z dobrą piłkarską kwestią.
Możemy być dumni z piłkarzy, spisali się na medal. Mamy piękną drużynę. Kibice też wczoraj zaprezentowali się kapitalnie – komplet, wspaniały doping, wszyscy nakręceni. Kolorytu oczywiście dodał wypełniony sektor gości i kibice Legii, którzy również świetnie dopingowali. To było kolejne piłkarskie święto na Nowej Bukowej.
Czekamy na Arkę. Wracamy do miejsca wielkiego triumfu. To jest historia, piękna historia. Ale teraz czas napisać kolejny jej rozdział.
Piłka nożna Wywiady
Czerwiński: To my graliśmy lepiej
Po zremisowanym meczu z Legią porozmawialiśmy z Alanem Czerwińskim o atmosferze w klubie i na murawie, kontrowersjach sędziowskich, a także jego roli w szatni. Nie zabrakło również pytania o ulubionego krepla, a po odpowiedzi zapraszamy do lektury.
Ostatnie dwa mecze to twoje dwa udane strzały. Do trzech razy sztuka?
Alan Czerwiński: Mam taką nadzieję, dobrze się z przodu odnajduję. Szkoda, że obydwa strzały były na lewej nodze i nie mogłem pokazać mojej prawej, która jest dużo dokładniejsza. Naprawdę szkoda, że dzisiaj ta bramka nie wpadła, bo byłaby takim stemplem. To był idealny mecz na takiego gola, bo to byłoby po prostu piękne trafienie i szkoda, że nie wpadło.
Grałeś kilka meczów z dolegliwościami. Już wszystko w porządku?
Tak, dochodzę do siebie i jest coraz lepiej. W mojej głowie tak naprawdę nie ma tego urazu. Gdybym wychodził na mecz zastanawiając się, czy wszystko jest okej, miałbym spory problem. Dużo pracuję mentalnie nad przygotowaniami do meczu. W myślach nie mam żadnego urazu, nie kalkuluję nic, gram na 100% i to jest dla mnie najważniejsze w przygotowaniach. Gdy gram na 100%, mogę pokazać wszystkie umiejętności i to, co mam najlepsze.
Za twojego poprzedniego pobytu w Katowicach Legia walczyła w Lidze Mistrzów, a teraz drży o utrzymanie. To zmieniło podejście do tych spotkań?
Mecz z Legią zawsze wzbudza większe emocje wśród zawodników i kibiców. Atmosfera dzisiaj była… no fantastyczna. Nie ma co ukrywać, u nas kibice są tym dwunastym zawodnikiem. W poprzednim meczu żyli tym meczem, tak samo dzisiaj. Bardzo fajnie grać dla nich i zostawiać zdrowie dla kibiców, bardzo za to dziękujemy i to doceniamy. Co do Legii, są w fazie przebudowy, ale dalej mają dobrych zawodników i trochę jakości.
Ale tylko trochę?
Myślę, że to my dzisiaj graliśmy lepiej. Zasłużyliśmy na trzy punkty, taka jest moja opinia. Szanujemy ten remis i jeden punkt, ale staraliśmy się, a kibice też to myślę widzieli – nie grać na remis i powalczyć o trzy punkty. Walczyliśmy do końca, stworzyliśmy kilka sytuacji i zabrakło jedynie centymetrów.
Lukas Klemenz ostatnio powiedział piękne słowa, że zaangażowania i takiej zgranej ekipy nie da się po prostu kupić.
Charakterologicznie jest to świetnie dobrane. Trener sobie to układa i to się dobrze zazębia. Mam nadzieję, że będziemy to trzymać, bo przed nami trudne mecze. Będziemy potrzebować wsparcia kibiców jak dzisiaj, czy tydzień temu z Widzewem. To nas niesie i razem możemy walczyć w każdym meczu o punkty.
Kogo nie spytać, wyróżni Alana Czerwińskiego jako tego, który coś potrafi powiedzieć w szatni.
Generalnie staram się nie mówić za dużo, rozluźniać atmosferę. Nie jestem spiętym zawodnikiem, ale nie boję się wygłaszać swojego zdania. Zawsze chcę pomóc młodym chłopakom, ze starszymi zawodnikami mam dobre relacje. Po prostu nie boję się powiedzieć swojego zdania, w piłce przeżyłem już bardzo dużo. Zagrałem wiele poważnych meczów o sporym ciśnieniu, w Lidze Europy czy Konferencji. Jeden błąd waży tam bardzo dużo. Nie boję się wypowiadać, oczywiście słucham też innych chłopaków – wymieniamy się poglądami i to jest fajne. Nie zamykam się na ich zdanie, a oni na moje. Doskonale to wszystko funkcjonuje. Jeżeli chodzi o odzywanie się w szatni, bardzo to lubię. Rozluźniam atmosferę, żartem czy też dobrym słowem do naszej kochanej młodzieży.
Masz jakieś sposoby na kontrowersyjne decyzje sędziego, czy już się po prostu tym nie przejmujesz?
Totalnie nie, na mnie to już nie wpływa. Dostałem żółtą kartkę i musiałem grać ostrożnie, bo czasem to przypadek decyduje o tym, czy obejrzysz drugi kartonik. Kontrowersje sędziowskie? Pewnie jakieś były, tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że nawet mogliśmy dostać rzut karny?
Można było dopatrzeć się nawet trzech potencjalnych jedenastek.
No to naprawdę szkoda, taki karny by nam dzisiaj bardzo pomógł. W tej szesnastce się kotłowało, a to z kolei świadczy o tym, że dochodziliśmy do sytuacji. Legia miała dzisiaj z nami problem.
Było widać przy jednej z ostatnich akcji, że instynktownie chciałeś odpychać rywala, a później cofnąłeś ręce.
Tak, tak. Wyszedłem bardzo wysoko, on sobie dzióbnął tę piłkę. W pierwszym odruchu normalnie bym akcję od razu kasował, bo wolę dostać żółtą kartkę. W ostatnim momencie, naprawdę ostatnim, zaświeciła mi się lampka i odsunąłem ręce. Przybiłem sobie brawo za tę decyzję, bo czerwona kartka mogłaby zupełnie zmienić oblicze meczu w samej końcówce.
Końcówki na Arenie Katowice faktycznie należą do was, łapiecie flow z kibicami. Mocniejszy doping to lepsza akcja i odwrotnie.
Dokładnie tak, w meczu z Widzewem to bardzo mocno odczułem. Jeden z nas zrobił wślizg, trybuny się jeszcze bardziej ożywiły i to nas dalej napędzało. Dawno nie miałem tak, by kibice żyli z drużyną, a drużyna z kibicami. Mega mi się to podoba, to naprawdę pomaga.
Jak radzą sobie nowi zawodnicy?
System nie jest najłatwiejszy, ale mamy taką drużynę, że od razu czują się bardzo dobrze. Jesteśmy otwarci. Kiedyś nie widziałem takich rzeczy, gdy przychodził nowy zawodnik, jak mu pomóc czy doradzić. Teraz staramy się, ja się staram, być bardzo dobrym kolegą. Służyć żartem, pomocą, żeby jak najszybciej się odnaleźli i dobrze czuli. Całej drużynie to wychodzi na dobre, że szybko się wkomponowują. Warunek jest jeden: będziesz się czuł dobrze, jeśli dasz z siebie 100%. Jeśli nie dasz z siebie wszystkiego, będziesz się tu czuł źle i tyle.
Tłusty czwartek za nami, jaki twój ulubiony pączek? Lukier czy cukier puder?
Zdecydowanie lukier. Ulubiony z czekoladą, jadłem z moją córką. Ja sobie takiego sprawiłem i jej też takiego przywiozłem, bardzo takie lubi. Polany czekoladą i z czekoladą w środku, nie odmówiłem sobie (śmiech).


Najnowsze komentarze