Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Hokeiści dostaną premię od prezydenta Krupy, a trener Płachta zostanie w klubie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Ze względu na mecze reprezentacji Polski, Orlen Ekstraliga kobiet ma przerwę w rozgrywkach ligowych. Korzystając z pauzy w rozgrywkach, drużyna rozegrała sparing z drugą drużyną zaplecza ekstraligi zespołem Rekordu Bielsko-Biała. Nasza ekipa wygrała 4:2 (2:1). Piłkarki wrócą do ligowego grania w najbliższy weekend: nasza drużyna rozegra swoje spotkanie w niedzielę (16 kwietnia), w Katowicach, z KKP Bydgoszcz. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 13:00. PZPN ogłosił ramowy harmonogram rundy jesienne Orlen Ekstraligi na sezon 2023/24. Drużyna męska, swój kolejny mecz ligowy rozegra jutro (11 kwietnia) z Odrą Opole od godziny 18:00. W tym tygodniu piłkarze rozegrają jeszcze jedno spotkanie, z Górnikiem Łęczna, w najbliższą sobotę (15 kwietnia) o godzinie 20:00. Oba spotkania zostaną rozegrane na Bukowej.

Siatkarze w czwartek (13 kwietnia) o godzinie 20:30 w Katowicach, rozpoczną mecz ze Skrą Bełchatów o zajęcie 11 miejsca w tabeli PlusLigi. Kolejne spotkanie zaplanowano na wtorek 18 kwietnia w Bełchatowie. Drużyny, która wygra dwa mecze zajmie 11 pozycję w lidze. Klub przedłużył kontrakt z trenerem Grzegorzem Słabym na kolejny sezon rozgrywek.

Po zdobyciu przez hokeistów po drugi raz z rzędu tytułu Mistrza Polski, klub podpisał w pierwszej kolejności nowy kontrakt z trenerem Jackiem Płachtą. Umowa obowiązuje do końca sezonu 2024/25. Prezydent Katowice ostatecznie za zdobycie złotych medali MP, przyznał drużynie 900 tysięcy złotych premii. W mediach trwa podsumowanie zakończonego sezonu.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Poznaliśmy projekt kalendarza rundy jesiennej sezonu 2023/2024

Poznaliśmy projekt kalendarza na rundę jesienną 2023/2024. Nowy sezon rozpocznie się 19 sierpnia, a runda jesienna Orlen Ekstraligi oraz Orlen I Ligi zakończy się 12 listopada.

19 sierpnia rozgrywki wznowi również II liga oraz CLJ U-17 i CLJ U-15. Spotkania drugiej rundy Pucharu Polski rozegrane zostaną 18 października, a kolejna mecze kolejnej rundy zaplanowano na 18/19 listopada.

 

bts.rekord.com.pl – GKS Katowice – Rekord Bielsko-Biała 4:2 (2:1)

Liderki ekstraligi zagrały kontrolnie z wiceliderkami I ligi.

Różnica na korzyść ekipy ze stolicy Górnego Śląska oczywiście była widoczna, lecz już nie tak kontrastowa, jak w styczniowym sparingu z udziałem obu zespołów. Wówczas katowiczanki rozgromiły biało-zielone 6:0.

Tym razem bielszczanki musiały mocno popracować w defensywie, a i kilometrów w środku pola trzeba było sporo przebiec, aby przynajmniej postarać się dorównać wyżej notowanym rywalkom. Wprawdzie futbolistki GieKSy zaaplikowały „rekordzistkom” cztery gole, wykorzystując większość z wypracowanych sytuacji, ale biało-zielone potrafiły dwukrotnie się odgryźć.

Wiktoria Nowak (na zdjęciu) kąśliwym uderzeniem wykończyła akcję na skrzydle Anny Zając. Natomiast Klaudia Kubaszek zaskoczyła defensorkę GKS-u agresywnym pressingiem, a bramkarkę gospodyń półgórnym strzałem.

 

sportdziennik.com – Co z Figlem i Kudłą?

GieKSa po dwóch dniach wolnego rozpoczyna dziś przygotowania do meczu z Odrą Opole.

Świąteczna kolejka, rozciągnięta od Wielkiego Czwartku, skończy się dla niej dopiero we wtorek po Lanym Poniedziałku, czyli dokładnie tak, jak przed rokiem. Wtedy też – tu kolejna analogia – Wielkanoc przebiegała u katowiczan w średnich piłkarski humorach, bo po serii 3 porażek przygotowywali się do bardzo ważnego w kontekście walki o utrzymanie spotkania w Olsztynie. Teraz mają na koncie 8 z rzędu występów bez zwycięstwa, ale przynajmniej sytuacja w tabeli nie jest tak trudna, bo plasują się w jej środku, mając wciąż bezpieczną przewagę nad strefą spadkową. No i choć w niedzielę i poniedziałek spotkają się na treningu, nie mogąc myśleć o wolnym, to przynajmniej nie muszą jechać na drugi koniec Polski, bo opolan podejmą przy Bukowej.

W sobotni wieczór katowiczanie co prawda nie przełamali się, ale rozegrali bardzo dobry mecz w Gdyni, remisując z Arką 2:2.

Przyjechaliśmy po pełną pulę. W naszych najlepszych momentach pierwszej połowy dostaliśmy dwa razy „gonga” i musieliśmy dwukrotnie gonić wynik. Nie jest to nigdy łatwe, a mimo to podnieśliśmy głowy, wyszliśmy na drugą połowę, chcąc odrabiać straty. Moim zdaniem przy odrobinie szczęścia mogliśmy nie tylko zremisować, ale też przechylić to na naszą stronę – stwierdził Arkadiusz Jędrych, kapitan GieKSy, którego gol ustalił rezultat na 2:2.

Punkt trzeba było szanować o tyle, że nie brakowało przy okazji wyprawy do Gdyni problemów kadrowych. Na piątkowym rozruchu urazu doznał Rafał Figiel. Środkowy pomocnik przeciążył ścięgno przy kolanie, jest już po badaniu USG i nie wiadomo, czy będzie do dyspozycji na spotkanie z Odrą. Znak zapytania trzeba postawić też przy Dawidzie Kudle. Bramkarz był oczywiście jako jeden z liderów zespołu awizowany do wyjściowej jedenastki, lecz zszedł z rozgrzewki z bólem stawu łokciowego. To przeciążeniowy uraz, z którym zmaga się od jakiegoś czasu i odezwał się przy próbie obrony strzału na rozgrzewce. Niezbędna tu będzie dokładna diagnoza, a między słupkami Kudłę zastąpił młodzieżowiec Patryk Szczuka. Urazem swój występ okupił natomiast Michał Kołodziejski. Stoper, który wskoczył do składu za pauzującego za kartki Grzegorza Janiszewskiego, otrzymał uderzenie w kolano i musiał zostać zmieniony w 83 minucie przez Daniela Tanżynę, ale jego dyspozycyjność przed najbliższym meczem nie powinna być zagrożona, zwłaszcza że nastąpi dopiero za tydzień.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Grzegorz Słaby przedłużył kontrakt z GKS-em Katowice

Nie będzie zmiany na stanowisku pierwszego trenera GKS-u Katowice. W czwartek klub z Górnego Śląska poinformował o przedłużeniu współpracy z dotychczasowym szkoleniowcem na sezon 2023/2024.

Grzegorz Słaby to jedna z najbardziej zasłużonych postaci w historii siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice. Pod jego wodzą w sezonie 2015/2016 GKS zwyciężył w rozgrywkach pierwszej ligi po emocjonującym finale z SMS PZPS Spała i awansował do PlusLigi. Przez kolejne lata Słaby pozostawał w sztabie siatkarskiej GieKSy w roli asystenta kolejno Piotra Gruszki i Dariusza Daszkiewicza aż do objęcia sterów drużyny przed startem sezonu 2020/2021. W sezonie 2021/2022 prowadzony przez trenera Grzegorza Słabego GKS sprawił jedną z największych niespodzianek w swojej PlusLigowej historii, awansując do ćwierćfinału siatkarskich mistrzostw Polski.

– Chcę się rozwijać jako trener, a GKS Katowice mi to zapewnia. Przez ostatnie trzy sezony, mimo różnych trudności i problemów, pokazaliśmy, że w ramach tego, czym dysponujemy, jesteśmy w stanie osiągać wyniki bardzo dobre, czasem wręcz ponad stan. Z każdym rokiem staję się coraz bardziej doświadczonym szkoleniowcem i stąd decyzja o kontynuowaniu pracy w GKS-ie Katowice – powiedział Grzegorz Słaby.

– Biorąc pod uwagę nasze możliwości i budżety innych klubów występujących w PlusLidze, należy ocenić, że Grzegorz Słaby wykonał w ciągu trzech lat swojej pracy bardzo dobrą robotę. Mieliśmy w ostatnim czasie okresy lepszej i gorszej gry, natomiast pragnę podkreślić, że trener Słaby, rodowity katowiczanin, jest maksymalnie oddany sprawom siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice i całej drużyny. Ze świecą szukać tak zaangażowanego człowieka jak on. Oceniam jego dotychczasową pracę bardzo pozytywnie – powiedział Krzysztof Nowak, wiceprezes GKS-u Katowice.

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Liga dwóch prędkości

Każda z pięciu czołowych drużyn Polskiej Hokej Ligi miała szansę grę o złoto, zaś pozostałe w play offie odegrały rolę statystów.

Końcowa kolejność czołowych miejsc jest zgoła inna od tej po zakończeniu sezonu regularnego. I to już świadczy, że w play offach było ciekawie i sypnęło nieoczekiwanymi rozstrzygnięciami. GKS Katowice, o czym mieliśmy już okazję pisać, w pełni zasłużenie sięgnął po raz drugi rzędu po tytułu mistrzowski. Do tego dorzucił jeszcze Superpuchar Polski, wygrywając pewnie z Comarch Cracovią. Powody do zadowolenia powinien mieć GKS Tychy, wszak sięgnął po Puchar Polski oraz wicemistrzostwo. Po sezonie nieobecności znów znaleźli się na podium, choć pewnie hokeiści i kibice nie tak sobie wyobrażali przebieg finałowych spotkań. Te dwie ekipy, naszym zdaniem, mają prawo być zadowolone, zaś pozostałe czołowe zespoły są pod kreską, bo przecież nie tak sobie wyobrażali jego zakończenie.

1. GKS Katowice

Dobre występy w eliminacjach Ligi Mistrzów zostały połączone z udanymi lidze. Przez te pierwsze dwa miesiące ton wydarzeniom nadawał Grzegorz Pasiut, niekwestionowany lider zespołu wraz ze swoimi kompanami z ataku Bartoszem Fraszko oraz Kanadyjczykiem Brandonem Magee (potem grał w drugim). Pozostali byli jakby cieniu tego tercetu. Potem było nieco poniżej oczekiwań, bo liderzy już tak nie błyszczeli, zaś pozostali nie wskoczyli na wyższy poziom. Niemniej w odpowiednim momencie wszystko w „GieKSie” odpowiednio zafunkcjonowało. Nie byłoby złota, tak śmiemy twierdzić, gdyby nie dobra oraz skuteczna gra obcokrajowców w play offie. Matias Lehtonen, Teemu Pulkkinen, Hampus Olsson i pozostali zaprezentowali tak jak właśnie od nich oczekiwali trenerzy. Osobny rozdział stanowi bramkarz John Murray, który w najtrudniejszych sytuacjach potrafi zaprezentować swój kunszt. On kilka razy w play offie utrzymał zespół w grze. Przed nim jeszcze jeden ważny występ w mistrzostwach świata Dywizji 1A w Nottingham. Jesteśmy przekonani, że również nie zawiedzie.

2. GKS Tychy

Tyszanie po zdobyciu w grudniu 9. Pucharu Polski wysłali czytelny sygnał rywalom, że w lidze mają apetyty nie tylko grę w finale. Startowali z pozycji nr 3, ale półfinałową serię z Tauronem Re-Plaste Unią Oświęcim wygrali 4-3. Słowa uznania należą im się za ostatnie spotkanie na tafli rywala. Jednak finał zupełnie nie wyszedł. Spory wpływ na serię 0-4 miała druga potyczka na własnym lodzie. Posiadali sporą przewagę, a zjeżdżali z lodu pokonani.

– W tym finale może zaprezentowaliśmy się poniżej swoich możliwości, ale trafiliśmy zespół wyjątkowo dysponowany – mówił nieco zawiedziony kapitan tyszan, Filip Komorski. – On scementował przez twarde boje w ćwierćfinale oraz półfinale i był od nas wyraźnie lepszy. Oczywiście, nie osiągnęli głównego celu, bo nie zdobyliśmy mistrzostwa. Mimo wszystko, pewnie gdy wszystkie emocje opadną, będziemy ten sezon oceniali pozytywnie. Zdaję sobie sprawę, że dla większości naszych fanów Puchar Polski jest zaledwie namiastką tego co mogliśmy zdobyć.

O wyższości „GieKSy” w finale zadecydowali obcokrajowcy. Ich gra miała odpowiednią jakość. Dłużej utrzymywali się przy krążku, a przede wszystkim byli skuteczniejsi. Tomas Fuczik, tyski golkiper, jest świetnym fachowcem i był wielokrotnie wychwalany pod niebiosa. Jednak podczas meczów w „Satelicie” nie wytrzymał nerwowo i w rezultacie bronił słabiej niż mogliśmy oczekiwać. Tyscy hokeiści mają bodziec do pracy przed przyszłym sezonie, choć skład na pewno ulegnie korekcie.

3. Tauron Re-Plast Unia Oświęcim

W poprzednim sezonie zespół z Oświęcimia zdobył wicemistrzostwo i z pracą pożegnali się trenerzy: Tom Coolen i Piotr Sarnik. Czy teraz nastąpi powtórka z rozrywki? Nie, raczej nie zanosi się na roszadę, by drużynę opuścili trenerzy Nik Zupancić i Krzysztof Majkowski. Hokeiści Unii przegrali dwa razy ze swoim odwiecznym rywalem zza miedzy z Tychów. Tak było w finale PP oraz w półfinale play off. Tutaj decydowały nie tylko umiejętności techniczne, ale również przygotowanie mentalne. W tym półfinale, jak na ironię losu, słabiej niż oczekiwano wypadł Krystian Dziubiński, jeden z liderów drużyny. Jednak w meczach o brąz gdy napięcie nerwowe już nieco opadło zespół potrafił odwrócić losy meczu, choć przegrywał. Brąz nikogo nie zadowala, a zwłaszcza działaczy, którzy już od lat marzy o tytuł mistrzowskim. Apelujemy do nich, by przy tworzeniu składu kierowali się rozwagą i ufali fachowcom. Życzymy wytrwałości w dążeniu do celu.

4. Comarch Cracovia

Spod Wawelu dociera na Śląsk szloch po półfinałowej rywalizacji z GKS-em Katowice. Sekcja hokejowe dysponowała największym budżetem w historii klubu. Tym razem skład był budowany już w okresie przygotowawczym, a potem dokonano jedynie korekt i dołączył m.in. Alan Łyszczarczyk. „Pasy” po zwycięstwie w sezonie zasadniczym uchodzili za głównego faworyta do złota i sami chyba pewni swego. Może ta pewność siebie ich zgubiła? Tylko jeden fachowiec jeszcze na finiszu pierwszej części rozgrywek przekonywał niżej podpisanego, że Cracovia nie zdobędzie mistrzostwa. A był nim trener Robert Kalaber i tłumaczył, że w tym zespole wszyscy chcą grać do przodu. No i wykrakał. Co będzie przed nowym sezonem, by zrealizować cel. Trener Rudolf Rohaczek ma kontrakt jeszcze przez sezon i pewnie zostanie. Czy budżet na drużynę zostanie jeszcze zwiększony? Niebawem pierwsze decyzje. A na razie dochodzi nas szloch…

[…] Wprawdzie jeszcze nie minęły echa zakończonego przed kilkoma dniami sezonu, a już trzeba pomyśleć o kolejnym. Obawiamy się, że znów będzie nam towarzyszył okres niepewności oraz znaków zapytania: ile ostatecznie drużyn zobaczymy jesienią w ekstralidze. Byłoby fajnie gdy rozgrywki znów zyskały na atrakcyjności, ale pod warunkiem pojawienia się nowego zespołu. Na razie to tylko nasze pobożne życzenia. Terminarz rozgrywek powinien być bardziej spójny i należałoby zachować pewien rytm. Teraz zakłócenia, w głównej mierze, były spowodowane grą dwóch zespołów w eliminacjach HLM. Teraz takich problemów nie będzie mieli, bo mistrz kraju wystartuje w Pucharze Kontynentalnym.

Ponadto trzeba pogodzić interes klubowy z reprezentacyjnym. Działacze klubowi nie przepadają za dłuższymi przerwami w rozgrywkach w listopadzie, zwłaszcza w grudniu, zaś w lutym byłoby dobre wygospodarować kilka dni przerwy przed play offami. A terminy w drugiej części powinny lepiej dopasowane. Skoro wiemy, że mamy pięć zespołów o podobnym poziomie to jeżeli spotyka się czwartym z piątym to można założyć serię 7. meczów. Hokeiści GKS-u po rywalizacji z Jastrzębiem jeszcze nie wyregulowali oddechów, a już musieli grać półfinał z Comarch Cracovią.

 

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice: Hokeiści dostaną premię od prezydenta Krupy, a trener Płachta zostanie w klubie

[…] W poniedziałek 3 kwietnia władze miasta spotkały się z zespołem mistrza Polski na uroczystym śniadaniu. Prezydent Katowic Marcin Krupa gratulował serdecznie zawodnikom i trenerom.

– Zrobiliście coś, co wydawało się niemożliwe. Kolejny raz z rzędu zostaliście mistrzami Polski sprawiając wielką radość nie tylko mnie, ale także mieszkańcom miasta, o czym sami mogliście się przekonać na meczu i podczas fety na ulicach miasta. Zdobyliście tytuł, choć przecież niektórzy rywale mają większe budżety niż nasz klub. Jest nadzieja, że poprzez ten sukces uda się znaleźć kolejnego sponsora, który pozwoli jeszcze lepiej zbudować drużynę i powalczyć nie tylko na krajowej arenie, ale również w rozgrywkach międzynarodowych – powiedział prezydent Krupa, który postanowił zwiększyć pulę premii dla hokeistów o 200 tys. zł. Oznacza to, że katowiczanie dostaną za wywalczenie tytułu 900 tys. zł.

Autorem ostatnich sukcesów GKS Katowice jest trener Jacek Płachta. Kontrakt ze szkoleniowcem kończy się jednak po tym sezonie.

– Jestem po rozmowach i wygląda to dobrze. Podaliśmy sobie ręce z prezesem i myślę, że zaowocuje to nowym kontraktem. Chcemy utrzymać trzon tej drużyny, ale zmiany są nieuniknione. My mamy pewne możliwości, zawodnicy jakieś oczekiwania. Niektóre kwestie wymagają przedyskutowania i dokładnego przeanalizowania sezonu – powiedział trener Płachta.

Katowiczanie pod jego wodzą zamierzają nadal sięgać po mistrzowskie laury.

– Dwa tytuły z rzędu do czegoś zobowiązują. Nie będzie to łatwe, ale będziemy walczyć dalej. Chyba dziś jeszcze nie czas mówić o przyszłości. Na razie się cieszymy, trochę odpoczniemy. Jeśli chodzi o rozgrywki pucharowe to jeszcze nie wiemy co, gdzie i jak, ale postaramy się wypaść jak najlepiej na międzynarodowej arenie. Liga Mistrzów była bardzo fajnym przeżyciem, niestety polskich drużyn teraz w niej nie będzie, ale będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony w Pucharze Kontynentalnym. Czuję wielką dumę z tego, że jestem częścią tego klubu. Cieszę się, że mogliśmy dać kibicom te dwa mistrzostwa w mieście, gdzie się urodziłem. To fajna sprawa – dodał szkoleniowiec GKS Katowice.

Kapitan zespołu Grzegorz Pasiut chwalił charakter drużyny.

– Wywalczony przed rokiem tytuł był pierwszym złotem dla Katowic od 52 lat i dał mnóstwo radości kibicom. Był bardzo ważny, ale w sporcie jeszcze trudniej jest obronić mistrzostwo, a nam się to udało, choć po sezonie zasadniczym na pewno nie byliśmy faworytem. Drużyna pokazała jednak charakter. Każdy wiedział co ma do zrobienia i w tych ciężkich momentach w play off byliśmy razem – stwierdził Pasiut.

 

hokej.net – Grzegorz Pasiut – zawodnik marca!

Redakcja portalu Hokej.Net wybrała najlepszego zawodnika marca w Polskiej Hokej Lidze. Został nim Grzegorz Pasiut, środkowy GKS-u Katowice.

Marzec bezapelacyjnie należał do hokeistów GieKSy. Podopieczni Jacka Płachty po twardych, wyrównanych i niesamowicie zaciętych bojach pokonali JKH GKS Jastrzębie i faworyzowaną przez ekspertów Comarch Cracovię. Obie te rywalizacje trwały siedem meczów!

W finale poszło już z górki i katowiczanie w czterech meczach odprawili GKS Tychy. Tylko w marcu odnieśli 10 zwycięstw i obronili tytuł mistrzowski!

Jednym z głównych architektów tego sukcesu był właśnie Grzegorz Pasiut. „Profesor”, jak mówią o nim katowiccy kibice, grał jak z nut i strzelał gole z regularnością karabinu maszynowego.

Dość powiedzieć, że w marcu zdobył aż 11 bramek, do których dołożył też 5 asyst. Ten dorobek pomógł mu zostać najlepszym strzelcem fazy play-off (13 goli) oraz zwycięzcą klasyfikacji kanadyjskiej (19 punktów).

Jego gole miały też swoją wymowę, bo napędzały ekipę z alei Korfantego. Gdy GKS Katowice przegrywał rywalizację ćwierćfinałową z JKH GKS-em Jastrzębie 2:3, Pasiut w decydującym meczu przedłużył nadzieję katowiczan i pokonał jastrzębskiego golkipera w dogrywce, dzięki czemu GieKSa mogła jeszcze powalczyć o półfinał. W kolejnym meczu „Pasionek” dołożył dwie asysty.

Z kolei przeciwko Cracovii grał już od początku do końca tak, jak przystało na kapitana drużyny aspirującej do mistrza Polski. Był prawdziwym motorem napędowym swojego zespołu, co udowadniał zarówno na lodzie, jak i w szatni. Podobnie było w czteromeczowej rywalizacji z tyszanami, w której strzelił trzy gole.

Mówiąc kolokwialnie – odpalił na najważniejszą fazę sezonu, co przyniosło wymierne skutki. Jeśli zaprezentuje podobną formę na Mistrzostwach Świata Dywizji IA, to o jego zdobycze punktowe możemy być spokojni.

 

Płachta z nowym kontraktem. Na dwa lata!

To z pewnością świetna informacja dla kibiców GKS-u Katowice. Jacek Płachta, który poprowadził GieKSę do dwóch tytułów mistrzowskich, podpisał dziś nowy kontrakt z ekipą z alei Korfantego. Będzie on obowiązywał do końca sezonu 2024/2025.

Pod wodzą 53-letniego szkoleniowca katowiczanie sięgnęli po dwa tytuły mistrzowskie. Przed rokiem pokonali w finale Re-Plast Unię Oświęcim 4:0, a przed tygodniem z takim samym wynikiem wygrali rywalizację z GKS-em Tychy.

Pod wodzą Jacka Płachty GKS Katowice sięgnął po Superpuchar Polski (2022) i zaprezentował się z dobrej strony w rozgrywkach Hokejowej Ligi Mistrzów.

– Nasz wspólny wysiłek dał nam sukces w postaci dwóch mistrzostw Polski. Jestem bardzo dumny z tego, że mogę tutaj pracować, czuję się dobrze w Katowicach i cieszę się na dalszą współpracę w przyszłości. W GKS-ie mogę liczyć na profesjonalną organizację i wsparcie naszej pracy – tak trener Jacek Płachta skomentował przedłużenie swojej umowy z katowickim klubem do 2025 roku.

– To bardzo ważna i bardzo dobra informacja dla katowickiego hokeja. Rozmowy o przedłużeniu umowy o dwa kolejne lata rozpoczęliśmy jeszcze przed startem finałowej rywalizacji, aby trener Płachta miał czystą głowę i mógł skupić się na swojej pracy przed najważniejszymi spotkaniami sezonu. Takiej decyzji chcemy wszyscy, począwszy od zarządu, całego sztabu i zawodników aż po kibiców. Ani przez chwilę nie wahałem się nad przedłużeniem umowy z Jackiem Płachtą – podkreślił Krzysztof Nowak, wiceprezes GKS-u Katowice.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga