Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Hokeiści GieKSy szykują się na Puchar Kontynentalny. Mistrzowie Polski zagrają we Włoszech

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Drużyna żeńska w środę rozegrała spotkanie w ramach rozgrywek Pucharu Polski w którym pokonała Ślęzę Wrocław 4:1 (0:2). W 1/16 finału nasz zespół zmierzy się z Pogonią w Szczecinie. Mecz zostanie rozegrany w ostatni weekend listopada. W niedzielnym spotkaniu ligowym rozegranym na wyjeździe, ze Śląskiem Wrocław drużyna zremisowała 2:2 przegrywając do przerwy 1:2. Najbliższe spotkanie ligowe zespół rozegra w sobotę 18 listopada, z TME/UKS SMS Łódź. Mecz rozpocznie się o godzinie 15:15 i będzie transmitowane na kanale TVP Sport. Również w niedzielę piłkarze pokonali w ramach rozgrywek I ligi, GKS Tychy 1:0 (0:0). Prasówkę po tym spotkaniu możecie przeczytać TUTAJ. Kolejne spotkanie męska drużyna rozegra 25 listopada, na wyjeździe z Wisłą Kraków.

Siatkarze przegrali kolejne spotkanie tym razem z Jastrzębskim Węglem, 1:3. W rozpoczętym tygodniu zespół rozegra dwa spotkania: dzisiaj, na wyjeździe z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle (od godziny 17:30) oraz w niedzielę ze Stalą Nysa. Spotkanie ze Stalą rozpocznie się o godzinie 20:30.

Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie w najbliższy weekend wezmą udział w turnieju Pucharu Kontynentalnego rozgrywanym we włoskiej Cortina d’Ampezzo. Pierwsze spotkanie zespół rozegra w piątek 17 listopada, od godziny 16:30 z Ferencvárosi TC. W sobotę, 18 listopada, od godziny 20:30 hokeiści zmierzą się z SG Cortina. Ostatni turniejowy mecz drużyna rozegra w niedzielę, 19 listopada z Herning Blue Fox. Spotkanie rozpocznie się o godzinie 16:30.

 

PIŁKA NOŻNA

pilkanozna.slezawroclaw.pl – Ślęza przegrała ale nie zawiodła w meczu z Mistrzem Polski

W meczu 1/32 rozgrywek Orlen Pucharu Polski Kobiet, Ślęza Wrocław przegrała z GKS-em Katowice 1:4.

Nie było sensacji w meczu w którym beniaminek I ligi rywalizował z Mistrzem Polski. Z postawy naszych piłkarek możemy być jednak naprawdę zadowoleni. Chcieliśmy, by zagrały one z ambicją i wolą walki i to też w wykonaniu wrocławianek zobaczyliśmy. Na tle zespołu z najwyższej z możliwych w naszym kraju półek, drużyna Ślęzy wstydu nie przyniosła, a wręcz przeciwnie. Wygrał jednak zespół lepszy, bo takim był GKS, co jednak dziwić nikogo nie powinno.

Mistrz Polski przyjechał do Wrocławia w swoim praktycznie najmocniejszym składzie. Zaskoczeniem dla kibiców mogła być jednak jedenastka, jaką desygnował do gry trener Arkadiusz Domaszewicz. Znalazły się w niej trzy dziewczyny, które w rozgrywkach ligowych ani razu nie wybiegały na boisko w podstawowym składzie – Dasza Krawczuk (6 meczów/137 minut), Wiktoria Tyza (3/67) i Nikola Raszkowska (1/11).

Choć GKS w pierwszej połowie miał optyczną przewagę, to sytuacji do strzelenia goli miał bardzo niewiele, bo zaledwie trzy. Pierwszą już w 4 min. gdy po strzale Nikoli Brzęczek, bardzo dobrze interweniowała Amelia Niedzielska. Kolejne dwie zakończyły się już golami. w 26 min. po uderzeniu z rzutu wolnego Anity Turkiewicz, piłka odbiła się od słupka, a skuteczną dobitką popisała się Marlena Hajduk. W 32 min. rozmiary prowadzenia gości zwiększyła Anita Turkiewicz, skutecznie kończąc składną akcję GKS-u. W przerwie trener Domaszewicz wymienił trzy zawodniczki chcąc zagrać bardziej ofensywnie. Mecz stał się przez to bardziej otwarty, ale konsekwencją tego otwarcia ze strony 1KS-u, był stracony gol w 56 min, którego autorką była Anna Konkol. Katowiczanki miały też swoje kolejne szanse, ale na przeszkodzie ku temu by strzeliły kolejne bramki, stała bardzo dobrze spisująca się w bramce Niedzielska. W 75 min. bardzo bliska zdobycia gola dla Ślęzy była Karolina Larska, która bardzo dobrze przymierzyła z rzutu wolnego, ale jeszcze lepiej spisała się stojąca w bramce GKS-u. W 76 min. Weronika Klimek gola strzeliła Dominika Misztal, choć naszym zdaniem nie powinno go być, bowiem w tejże akcji jedna z katowiczanek absolutnie faulowała Kingę Podkowę. Było ju zatem 0:4, ale ten wynik nie sprawił, że dziewczyny reprezentujące żółto-czerwone barwy spuściły głowy. One nadal dążyły do strzelenia choćby honorowego gola i za te dążenia doczekały się nagrody. W 90 min. Oliwie Szewczyk z rzutu wolnego dośrodkowała piłkę w pole karne, a strzałem głową piłkę w siatce umieściła Oliwia Adamiec.

 

kobiecyfutbol.pl – Rozlosowano pary 1/16 finału Orlen Puchar Polski

W siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej rozlosowano pary 1/16 finału Orlen Pucharu Polski. Spotkania rozegrane zostaną 25 listopada.

Hitem tej fazy rozgrywek będzie spotkanie wicelidera Orlen Ekstraligi i aktualnego mistrza Polski GKS-u Katowice z liderem Ekstraligi Pogonią Szczecin. Broniący tytułu UKS SMS Łódź zagra w Rybniku z miejscowym ROW-em.

Pary 1/16 finału Orlen Pucharu Polski:

GKS Katowice – Pogoń Szczecin

Lech UAM II Poznań – TP Ostrovia 1909 Ostrów Wlkp.

UKS Zorza Pęgów – Sportis KKP Bydgoszcz

KKPK Medyk POLOmarket Konin – GKS Górnik Łęczna

Hydrotruck Czwórka Radom – WKS Śląsk Wrocław

Zły Praga Warszawa – KKS Czarni Antrans Sosnowiec

CWKS Resovia Rzeszów U18 – PTC II Pabianice

MKS Tauron Myszków – Bielawianka Bielawa

Victoria Niemcz Osielsko – KS SWD Wodzisław Śląski

UKS 3 Weronica Staszkówka Jelna II – BTS Rekord Bielsko Biała

AP Orlen Gdańsk U18 – Unia Lublin

Juna-Trans Stare Oborzyska – Skra Częstochowa

Lech UAM Poznań AP – Orlen Gdańsk

KS Wanda Kraków – Stomilanki Olsztyn

CWKS Resovia Rzeszów – Energa Checz Gdynia

TS ROW Rybnik – UKS SMS Łódź

 

Orlen Ekstraliga: fenomenalne widowisko we Wrocławiu!

Wrocławianki są na fali wznoszącej, bez wątpienia znajdują się w dobrej formie, z kolei wiceliderki z Katowic nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów, chcąc dotrzymać kroku Pogoni Szczecin. Te okoliczności gwarantują nam niesamowicie ciekawe spotkanie.

Pierwsze minuty spotkania przebiegały raczej w spokojnym tempie. Jako pierwsze swoją okazję do zdobycia bramki miały aktualne mistrzynie Polski, katowiczanki w 9. minucie wykonywały rzut wolny z prawej strony pola karnego. Bardzo niebezpieczne uderzenie zmierzające pod poprzeczkę na rzut rożny sparowała Anna Bocian. Corner nie przyniósł większego zagrożenia. W 18. minucie spotkania w dobgodnej sytuacji strzeleckiej znalazła się Karolina Iwaśko, nieczysto jednak trafiła w piłkę i nie wykorzystała swojej szansy. Chwilę później wrocławianki miały wielkie powody do radości, wyszły bowiem na prowadzenie po bezbłędnym wykończeniu akcji przez Marcelinę Buś. Zawodniczka Śląska dostała bardzo precyzyjne podanie z okolic linii środkowej boiska, świetnie opanowała piłkę i wyprowadziła swój zespół na prowadzenie. Minęły zaledwie dwie minuty i drugi, skuteczny cios wyprowadziły piłkarki ze stolicy Dolnego Śląska! Dwubramkowe prowadzenie swojej drużynie zapewniła ponownie Marcelina Buś, tym razem uderzając sprzed linii pola karnego. Rewelacyjny, techniczny strzał w kierunku prawego słupka nie dał szans na skuteczną interwencję Weronice Klimek.

Katowiczanki nie zwiesiły jednak głów, wręcz przeciwnie, podniosły głowy i wzrok wysoko, co pozwoliło na perfekcyjne, dalekie podanie za linię obrony do Dżesiki Jaszek. Snajperka GieKSy świetnie zachowała się w polu karnym i delikatnym uderzeniem skierowała piłkę do bramki obok bezradnej Anny Bocian, to była 23. minuta meczu. We Wrocławiu jesteśmy świadkami wspaniałego spotkania! W 27. minucie spotkania wrocławianki próbowały swoich sił strzałem z dystansu, uderzenie było jednak bardzo niecelne. Trzy minuty później katowiczanki wykonywały rzut wolny z prawego skrzydła, dośrodkowanie było jednak zbyt wysokie, zbyt głębokie i bez problemu piłkę złapała Anna Bocian. W 37. minucie gry WKS przeprowadził bardzo ładną, wielopodaniową akcję, prostopadłe podanie okazało się jednak zbyt mocne i piłka wylądowała w dłoniach Weroniki Klimek. Na pięć minut przed zakończeniem czasu gry w pierwszej połowie w niezłej sytuacji strzeleckiej znalazła się Dżesika Jaszek. Musiała jednak gonić piłkę i na wślizgu oddała strzał z ostrego kąta, strzał niecelny. Kolejne minuty nie przynosiły zmiany rezultatu. Swoją szansę miały wrocławianki w trzeciej minucie czasu doliczonego do pierwszej połowy, dośrodkowanie z głębi pola było jednak niedokładne. Chwilę później sędzia Anna Wesołowska zaprosiła piłkarki do szatni przy jednobramkowym prowadzeniu WKS-u.

Na drugą część pojedynku obie drużyny wybiegły w niezmienionych składach. Jako pierwsze zagrożenie pod bramką rywalek stworzyły w 49. minucie meczu aktualne mistrzynie Polski, corner nie przyniósł jednak zmiany rezultatu. W 52. minucie spotkania swoją akcję pod polem karnym rywalek konstruowały zawodniczki z Katowic, straciły piłkę przed “szesnastką”, sędzia Anna Wesołowska nie odgwizdała przewinienia mimo licznych protestów zespołu przyjezdnego. Błyskawiczną kontrę przeprowadziły wrocławianki, piłka trafiła do Aleksandry Żurek, której strzał był minimalnie niecelny, było bardzo blisko podwyższenia prowadzenia. Po tej sytuacji czerwoną kartką ukarany został jeden z członków sztabu szkoleniowego GKS-u. W 57. minucie gry w polu karnym Weroniki Klimek znalazła się Marcelina Buś, kibice WKS-u domagali się rzutu karnego, tymczasem to zawodniczka z Wrocławia w tej sytuacji dopuściła się przewinienia. Dwie minuty później w dogodnej sytuacji znalazła się Dżesika Jaszek, niewiele zabrakło do doprowadzenia do wyrównania. Na Kłokoczycach dzieje się dzisiaj niesamowicie dużo!

W 65. minucie gry wrocławianki wykonywały rzut rożny, dośrodkowanie Kamili Czudeckiej bez problemu złapała jednak Weronika Klimek. W 68. minucie meczu świetnie w pole karne Anny Bocian dośrodkowywała Anita Turkiewicz, piłka trafiła na głowę Dżesiki Jaszek, która świetnym uderzeniem głową umieściła ją w siatce. Radość została jednak szybko zgaszona przez sędzię asystentkę Nicolę Stoklosę, która słusznie uniosła w górę chorągiewkę, sygnalizując pozycję spaloną. W 71. minucie meczu rewelacyjną okazję na doprowadzenie do remisu miała Dżesika Jaszek, zabrakło jednak centymetrów, aby z najbliższej odległości skierowała piłkę do bramki rywalek. Kilkadziesiąt sekund później dość szczęśliwie w polu karnym piłka znalazła się pod nogami Anity Turkiewicz, która strzałem wewnętrzną częścią stopy pokonała Annę Bocian. Ten gol gwarantuje nam niesamowicie interesującą końcówkę spotkania!

Do końca dzisiejszego meczu bliżej zdobycia trzeciej bramki były piłkarki WKS-u Śląska Wrocław, przy czym podkreślić też trzeba, że swoje szanse miały również katowiczanki. Oby jak najwięcej takich spotkań w Orlen Ekstralidze i nie tylko, na takie spotkania czekamy na wszystkich boiskach, na których występują kobiety. Coś wspaniałego! Z przebiegu całego spotkania pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest to remis ze wskazaniem na Śląsk, żal, że ten mecz się już zakończył.

 

sportdziennik.com – Oczekiwanie zakończone

GKS Katowice w końcu się odblokował. Po ponad dwóch miesiącach wygrał spotkanie. Czy to oznacza powrót na właściwe tory?

Spotkanie z GKS-em Tychy nie było dla katowiczan łatwą przeprawą. Przede wszystkim obie drużyny starały się nie stracić bramki, przez co kibice nie oglądali zbyt porywającego widowiska. Długo wydawało się, że żadna ze stron nie zdobędzie w tej rywalizacji gola, jednak w końcu nadeszło przełamanie. Przełamanie, na które czekali przede wszystkim kibice ze stolicy województwa śląskiego. Bramkę zdobył Sebastian Bergier, napastnik GieKSy. Jak się później okazało, było to jedyne trafienie w tym meczu, które ostatecznie pozwoliło cieszyć się ze zwycięstwa ekipie z Bukowej. – Najważniejsza jest wygrana. Czekaliśmy na wygraną ponad 2 miesiące. Wszystko ułożyło się w spotkaniu jak należy. Strzeliliśmy jedną bramkę, nie straciliśmy żadnej i mamy 3 punkty – skomentował krótko pojedynek zdobywca bramki.

Trudno jest sobie wymarzyć lepszy moment na przełamanie niż w meczu derbowym. Na trybunach czuć było nie tylko zniecierpliwienie miejscowych fanów, ale przede wszystkim widoczna była atmosfera piłkarskiego święta. Kibice z Katowic przygotowali specjalną oprawę okraszoną pirotechniką. To spowodowało przy okazji uatrakcyjnienie sportowych zmagań, które w głównej mierze toczyło się w ślimaczym tempie. Wsparcie dla zespołu było słyszalne przez całe spotkanie, choć nie zabrakło również obelg pomiędzy dwoma ekipami kibicowskimi – fani z Tychów wypełnili w niedzielę sektor gości.

Dla tyszan był to mecz wyjątkowy nie tylko z powodów derbowych, ale również absencji w zespole. W trakcie meczu zabrakło nawet pierwszego trenera Dariusza Banasika, który pauzował za kartki. – Do tego meczu przystąpiliśmy w eksperymentalnym zestawieniu. W poprzednim meczu dostaliśmy sporo żółtych kartek, wypadło nam dwóch podstawowych środkowych obrońców. Dodatkowo mieliśmy ograniczone możliwości, jeśli chodzi o pracę w sztabie – trzech trenerów nie mogło uczestniczyć w tym spotkaniu – powiedział podczas konferencji prasowej Bernard Kapuściński, na co dzień drugi trener GKS-u Tychy, który w niedzielę w ramach zastępstwa był głównym opiekunem zespołu.

Katowicka GieKSa wykorzystała to, że tyszanie do meczu przystąpili osłabieni. Choć zwycięstwo nie było przekonujące, to ostatecznie w futbolu liczy się to, który zespół strzelił więcej bramek. W tym przypadku podopieczni trenera Rafała Góraka byli lepsi od swoich przeciwników. Głównym bohaterem spotkania był wcześniej wspomniany Bergier. Jak na napastnika przystało, był tam, gdzie być powinien. Znalazł dla siebie miejsce w polu karnym i wykorzystał zamieszanie pod bramką Macieja Kikolskiego, dzięki czemu strzelił 5. bramkę w sezonie.

– Dla napastnika to jest najważniejsze. Buduje każda bramka oraz każda asysta. W momencie, gdy uda się do tego zanotować 3 punkty, jest to wymarzony dzień – stwierdził po spotkaniu snajper GKS-u. Czy jego gol, a w konsekwencji zwycięstwo przyniesie przełamanie w zespole po dwumiesięcznym rozbracie ze zwycięstwami? – Miejmy nadzieję! Trochę punktów nam uciekło, ale też można powiedzieć, że szczęście nam nie dopisywało. Teraz mam nadzieję, że karta się odwróci i pójdziemy w dobrą stronę – podkreślił Bergier. Sytuacja katowiczan wcale nie jest tak fatalna, jak mogłoby się wydawać. Po długiej przerwie od zwycięstw teraz są na 11. pozycji w tabeli, a do strefy barażowej tracą jedynie 4 punkty. Więc, choć to zadziwiające, wciąż są w kontakcie z czołówką.

Pewna bariera została przekroczona. GieKSa w końcu pokonała swoje demony. Teraz z pewnością czeka ją trudniejsze zadanie. Nie sztuką jest wygrać jeden mecz i znów czekać miesiącami na kolejne 3 punkty. Jak mówi Sebastian Bergier, podczas okresu porażek i remisów nadzieja w zespole nie umarła. – Z tygodnia na tydzień staraliśmy się podchodzić do naszej sytuacji ze spokojem. Wiadomo, że w głowach trochę siedziało to, że nie mogliśmy zwyciężyć. Teraz wierzę, że zwycięstwo doda nam pewności siebie i pójdziemy do przodu – mówił snajper GKS-u.

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Jastrzębie po raz piąty

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla utrzymali miano drużyny niepokonanej i wygrali derbowe spotkanie wyjazdowe z GKS-em Katowice 3:1.

Po pierwszym secie wydawało się, że mecz będzie trwał godzinę z prysznicem. Jednak później gospodarze zagrali zdecydowanie lepiej i przy odrobinie szczęścia mogli się pokusić o urwanie jeszcze jednego seta.

Siatkarze z Jastrzębia byli zdecydowanym faworytem i potwierdzili to w pierwszym secie. Zaczęli z wysokiego „C” i szybko zbudowali przewagę. Pierwszy czas trener Grzegorz Słaby wziął już przy 1:5. Przy 1:7 miejsce Łukasza Kozuba na pozycji rozgrywającego zajął Piotr Fenoszyn, który w tym sezonie debiutuje w PlusLidze. Przewaga gości była przygniatająca. Przy stanie 5:20 na parkiecie pojawił się duet przyjmujących Marcin Waliński – Wiktor Mielczarek. Ten pierwszy pokazał się z dobrej strony, trzy razy skutecznie zaatakował i dwa razy zablokował. On w końcowych fragmentach zdobył tyle samo punktów co koledzy przez 3/4 seta. Na finiszu katowiczanie trochę podreperowali konto punktowe, ale o tej odsłonie należało jak najszybciej zapomnieć. Kolosalna różnica była w skuteczności w ataku (25% – 52%).

Waliński, rzecz jasna, pozostał na boisku, zaś jego koledzy dołączyli do jego poziomu gry. I obserwowaliśmy zupełnie inny przebieg gry. Tym razem gospodarze grali jak równy z równym, choć goście posiadali nieznaczną przewagę. Jednak końcowe fragmenty były niezwykle emocjonujące, a w roli głównej wystąpił Waliński. Dwa razy doprowadzał do remisu, natomiast chwilę później wyprowadził GKS na prowadzenie 24:23. Jednak po analizie wideo okazało się, że  Benjamin Toniutti popełnił błąd przełożenia rąk na drugą stronę siatki. I gospodarze doprowadzili do remisu w meczu. A w kolejnej odsłonie nadal stawiali silny opór. Przegrywali zaledwie punktem (19:20) i zanosiło się znów na emocjonującą końcowkę. Gospodarze podjęli ryzyko w polu serwisowym i w rezultacie popełnili trzy błędy. Przez to goście mieli ułatwione zadanie. Partię zakończył Moustapha M’Baye. Kolejna odsłona miała podobny przebieg, ale ostatecznie goście w końcowych fragmentach znów byli skuteczniejsi. Gospodarze, poza pierwszym setem, grali dobrze, zaś pierwszoplanową postacią był niewątpliwie Waliński.

GKS Katowice – Jastrzębski Węgiel 1:3 (14:25, 25:23, 22:25, 22:25)

 

HOKEJ

hokej.net – Monto: Czekają nas trudne spotkania

– Jeżeli chodzi o Polskę, jak dotąd najwięcej czasu spędziłem w Katowicach i bardzo lubię to miasto, dobrze mi się tutaj żyje i mogę się dzięki temu w pełni skupić na zawodowej grze w hokeja – tak o życiu w Katowicach wypowiedział się Joona Monto, na łamach oficjalnego serwisu GKS-u Katowice. Wkrótce podopiecznych Jacka Płachty czekają występy w Pucharze Kontynentalnym.

Przypomnijmy, że mistrzowie Polski są obecnie jedyną, niepokonaną drużyną do tej pory w lidze. W 17 spotkaniach zaksięgowali 48 punktów i stracili zaledwie 3 „oczka”.

– Doskonale zdajemy sobie sprawę, że mierzymy się w lidze z bardzo dobrymi zespołami, ale i nasza drużyna ma w sobie wielką jakość. Mówiąc szczerze, chyba nikt z nas nie spodziewał się, że będziemy w stanie wygrać tyle meczów z rzędu i tym bardziej nas to cieszy, bo to imponująca seria. Było w tym sezonie kilka spotkań, w których byliśmy na granicy porażki, ale zawsze znajdowaliśmy sposób na to, by zmienić scenariusz spotkania– powiedział Joona Monto.

– Musimy przełożyć te zwycięstwa na pewność siebie i świadomość, że możemy dokonać wiele, ale jednocześnie przyda się trochę pokory. Musimy być nadal głodni zwycięstw i dobrej gry. Nie możemy powiedzieć, że we wszystkich naszych wcześniejszych meczach graliśmy idealnie przez 60 minut, a do tego trzeba dążyć, choć to trudne– dodał.

Coraz bliżej są też spotkania w ramach trzeciej rundy Pucharu Kontynentalnego, który odbędzie się w dniach 17-19 listopada, a mistrzowie Polski zmierzą się w nim w grupie F z SG Cortina, Herning Blue Fox oraz FTC Budapeszt.

– To będzie inne doświadczenie niż rozgrywanie meczów w polskiej lidze, ale czuję, że jesteśmy dobrze przygotowani na wyzwanie międzynarodowe, jakie nas czeka we Włoszech, a najważniejsze jest to, że jedziemy tam z przeświadczeniem, że stać nas na wygrywanie. Ciężko powiedzieć, czego dokładnie się spodziewać w Cortina d’Ampezzo. Zmierzymy się z trzema zespołami o wysokiej jakości gry i z klasowymi zawodnikami w swoich składach– stwierdził 29-letni środkowy.

– Czekają nas trudne spotkania, ale myślę, że nasze niedawne doświadczenie gry w Hokejowej Lidze Mistrzów powinno zaprocentować także w tym roku, kiedy będziemy występować w Pucharze Kontynentalnym. Taki kilkudniowy zagraniczny wyjazd i możliwość reprezentowania Polski i Katowic w europejskich pucharach będzie ciekawą przygodą dla całej naszej drużyny– dodał.

Dla Fina jest to już trzeci sezon rozgrywany w GKS-ie Katowice. W tym czasie rozegrał 126 spotkań ligowych, w których zaksięgował 81 punktów za 24 bramki i 57 asyst.

– Jeżeli chodzi o Polskę, jak dotąd najwięcej czasu spędziłem w Katowicach i bardzo lubię to miasto, dobrze mi się tutaj żyje i mogę się dzięki temu w pełni skupić na zawodowej grze w hokeja. Pierwsze skojarzenie związane z Katowicami? Restauracje – jest tutaj wiele miejsc, gdzie można zjeść bardzo doby posiłek i spotkać się w miłej atmosferze ze znajomymi czy rodziną, która odwiedza mnie w Polsce– przyznał katowicki napastnik.

– Polska ma wiele miast, które mogą być ciekawe dla turystów z całej Europy, takie jak Kraków, Gdańsk czy Warszawa. Z tego, co wiem, sporo moich rodaków odwiedza Polskę podczas wakacji czy urlopów i bardzo sobie chwali ten kraj jako bezpieczne, dobre do życia miejsce pełne atrakcji historycznych. Sam nie mam okazji do częstych podróży po Polsce za wyjątkiem wyjazdów na mecze, ale kiedy tylko mam nieco więcej wolnego czasu, staram się poznawać różne miejsca–zakończył.

 

wkatowicach.eu – Hokeiści GieKSy szykują się na Puchar Kontynentalny. Mistrzowie Polski zagrają we Włoszech

GKS Katowice, jako Mistrz Polski w hokeju na lodzie, ma prawo do reprezentowania naszego kraju w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego. Mecze trzeciej rundy tych rozgrywek z udziałem hokeistów z Katowic zaplanowano na dni 17-19 listopada.

Coraz mniej czasu pozostaje hokeistom z Katowic na przygotowania do rywalizacji w Pucharze Kontynentalnym. Mistrzowie Polski z GKS-u Katowice rozpoczną swój udział w tych rozgrywkach od trzeciej rundy, zaplanowanej na dni 17-19 listopada. GieKSa znalazła się w grupie F, której mecze będą rozgrywane we włoskiej miejscowości Cortina d’Ampezzo.

Rywalami hokeistów z Katowic na tym etapie rozgrywek będą:

duński zespół Herning Blue Fox,

włoski klub SGC Hafro Cortina

oraz zwycięzca grupy D z drugiej rundy Pucharu – Ferencvaros.

Turniej finałowy nadchodzącej edycji Pucharu Kontynentalnego zostanie rozegrany w dniach 12-14 stycznia 2024 r. Wezmą w nim udział po dwie najlepszej drużyny z grup E i F. Przypomnijmy, że GKS Katowice po raz ostatni brał udział w rozgrywkach Pucharu Kontynentalnego w sezonie 2018/2019 i zajął trzecie miejsce w końcowej klasyfikacji tych rozgrywek, ustępując drużynom Arłan Kokczetaw i Belfast Giants.

GKS Katowice w Pucharze Kontynentalnym – terminarz meczów

17.11.2023 16:30 GKS Katowice – Ferencvárosi TC

18.11.2023 20:30 GKS Katowice- SG Cortina

19.11.2023 16:30 GKS Katowice – Herning Blue Fox

Od początku tego sezonu, Mistrzowie Polski ulegli rywalom tylko raz, jednak nie był to mecz ligowy, ale spotkanie o  Superpuchar Polski z GKS-em Tychy. Tyszanie zdobyli trofeum na własnym lodowisku, jednak w wyścigu po tytuł hokejowego Mistrza Polski GKS Katowice nie ma sobie równych. GieKSa wygrała wszystkie 17 spotkań w Tauron Hokej Lidze i jest liderem tabeli.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Hokej

Pucharowa klątwa trwa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Krynicy, gdzie GieKSa mierzyła się z Zagłębiem Sosnowiec w ramach Pucharu Polski. Niestety, kolejny raz odpadaliśmy w półfinale.  

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Runda pełna absurdów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Niesamowita była to runda jesienna, nie zapomnimy jej nigdy. Na zakończenie roku 2025 zapraszamy Was do przypomnienia sobie, z przymrużeniem oka, najbardziej absurdalnych zdarzeń z ostatnich miesięcy. Felieton przygotowałem wspólnie z redaktorem Flifenem. Jeśli coś jeszcze zasługuje na znalezienie się wśród tej listy – dajcie znać w komentarzu!

Tułający się po klubach Aleksander Buksa – według doniesień medialnych został wypchnięty z autokaru Górnika Zabrze wyjeżdżającego na zgrupowanie przedsezonowe wprost na listę wypożyczeń. Rzeczywistość brutalnie go zweryfikowała: w Katowicach rozegrał cztery fatalne spotkania i na tym jego wypożyczenie się zakończyło (może to był darmowy okres próbny?). Nie wniósł absolutnie nic do naszej gry i nawet Rafał Górak, znany z odbudowywania piłkarzy w dołku formy, nie był w stanie mu pomóc. Od czasów Sz.P. Daniela Krasuckiego jest to nasz najbardziej kuriozalny ruch na rynku transferowym. Tyle dobrze, że mieliśmy możliwość szybkiego zwrócenia zbędnego piłkarza.

Licznik wstydu redaktora Mietczyńskiego – Popularny Mietek prowadzący Uniwersum Ekstraklasy rok temu dostał solidną dwóję, typując 25 goli Makucha z Musiolikiem. Rozochocony swoimi farmazonami wypiął pierś, wskazał przed tym sezonem na Tsirigotisa z Barbossą i dumnie rzucił: “To będzie duet killerów!”. A jakie były tego efekty wszyscy wiemy… O komentarz poprosiliśmy samego przepowiadającego przyszłość: “Niestety nastąpiła fatalna pomyłka scoutingowa i wybrałem prawie najgorszy duet napastników, jaki tylko mogłem. W zasadzie bardziej ośmieszyć mógłbym się tylko wtedy, gdybym postawił na Aleksandra Buksę z Maciejem Rosołkiem. Serdeczne pozdrowienia dla redakcji!”. My również pozdrawiamy i życzymy powodzenia w świetlanej karierze tenisowej, z dala od typowania killerów.

Fot. Uniwersum Ekstraklasy na kanale Tetrycy

Dyrektorzy (ich brak) Legii – Pan Dariusz Mioduski zdołał niesamowicie uśrednić Legię Warszawa, jednak na pierwszy rzut oka ruchy dyrektorskie wyglądały rozsądnie, czego o trenerskich powiedzieć nie można. Fredi Bobić ma rozległe znajomości i podobnież angażuje się w obserwację młodych zawodników, naturalnie otwierając większość drzwi w Europie swoim nazwiskiem. Dyrektor Żewłakow z kolei świetnie radzi sobie w negocjacjach, a duet spisuje się razem doskonale, dzięki czemu udało się zakupić Rajovicia za okazyjne 3 miliony euro, sprowadzić wielki talent Kacpra Urbańskiego, wyciągnąć maszynę strzelecką Colaka i zatrudnić trenera na całe 15 minut przed wyjazdem na zgrupowanie. Dwie tak obeznane w dziedzinie osoby powinny sobie po prostu radzić znacznie lepiej, bo ksywka “dekodery” byłaby w tym momencie chyba nawet komplementem – decyzje nie wyglądają nawet na podjęte po zobaczeniu zatrudnionych osób w akcji.

Trenerzy (ich brak) Legii – Nieco więcej bitów poświęćmy wyborom trenerskim stołecznego klubu. Edward Niewyspanescu aka Iordanescu na szczęście miał do dyspozycji skład zbudowany w wakacje przez dwóch ekspertów. Prawda? Bynajmniej, z niektórymi piłkarzami miał czas jedynie na krótką rozmowę na gadu-gadu i już musiał wpisać ich na listę zgłoszonych do meczu. Przewijały się pogłoski, że zupełnie inaczej wyglądała Legia, którą mu obiecano… Inna sprawa jest taka, że do Legii liczącej (ależ to brzmi z perspektywy czasu) na walkę na trzech frontach zatrudniono człowieka, który historycznie absolutnie sobie z tym nie radził i było to jak najbardziej widoczne. Szybko postanowił publicznie wyrazić swój brak chęci do bycia w tym klubie i docenić trzeba fakt, iż mocno odpuścił swoją odprawę, walcząc o finansowe zabezpieczenie swojego sztabu. Duet dyrektorów postawił na własne rozwiązanie trenerskie, które nocą otrzymali z adresu [email protected]. Dzięki tej propozycji Inaki Astiz, kompletnie przerażony, został wrzucony na ławkę z jednym z najmniejszych sztabów, jakie ten klub widział i… zdołał pobić rekord Legii bez zwycięstwa oraz zaliczyć najgorszy wynik w historii klubu. A Marek Papszun, jak był w Rakowie, tak został tam aż do świąt. Nie ma to jak przemyślane decyzje!

Bojkot (jego brak) kibiców Legii Warszawa – W klubie stołecznym od jakiegoś czasu źle się dzieje i zauważają to nie tylko sympatycy Legii. Poza wynikami sportowymi, atmosferę psują relacje Nieznanych Sprawców z prezesem Dariuszem Mioduskim. Źli na brak aktywności transferowej fanatycy rozpoczęli tak zwany “Strajk ostrzegawczy”, w ramach którego mieli nie pojawiać się na domowych meczach, a tylko wspierać drużynę na wyjazdach. Początek bojkotu został ogłoszony 2 lipca, a informacja o zakończeniu wpłynęła na Facebooka NS 25 lipca. Sęk w tym, że bojkot potrwał cały jeden mecz, a dokładnie pierwsze spotkanie pierwszej rundy eliminacji do Ligi Europy. Domowe starcie z Piastem, zaplanowane na pierwszą kolejkę, zostało przełożone na grudzień. Ci, co nie oglądali pojedynku z Kazachami, mogliby pomyśleć, że piłkarze zagrali na tyle dobrze, że aż kibice odwołali bojkot, jednak test oka pokazywał, że wygrana 1:0 to był wynik bardzo na korzyść Legii. Strajk, tak czy inaczej, został przerwany i powrócił dopiero w ostatnim meczu roku, przeciwko pogromcom Lecha, czyli Lincoln Red Imps.

Kontrlogiczne odśnieżanie w Białymstoku Ciągle pada śnieg, już zasypał nas… Tak w Białymstoku śpiewano arbitrowi Wojciechowi Myciowi i trenerowi Rafałowi Górakowi. Cały świat obiegł filmik Rafała Kędziora przedstawiający nowatorskie metody łopatowania wbrew zasadom fizyki, a więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w naszych ocenach z przymrużeniem oka.

Tłity (a każdy z nich niby felieton) pana Alexa Haditaghiego – Gdyby zrobić ankietę wśród fanów Ekstraklasy w poszukiwaniu najsłabszego elementu ligi, to prawdopodobnie na górze byłaby jakość piłkarzy, brak zaufania właścicieli do trenerów i tym podobne pierdoły. Nikt jednak nie zaznaczyłby haczyka przy opcji “Brak interesujących postaci”. W Szczecinie jednak nie wpadli na pomysł takiej ankiety przed sprzedaniem klubu i na czele Portowców w okolicach połowy marca stanął Alex Haditaghi. Wydawać by się mogło na początku, że to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny właściciel klubu, zdarza się. Kanadyjsko-irański 47-latek okazał się jednak chodzącą machiną do kręcenia contentu na X (dawniej Twitter). Nie starczyłoby nam znaków na artykuł, żeby opisać każdą rzecz, dzięki której pan Alex żyje w naszych głowach bez czynszu, wystarczy wymienić najciekawsze z nich:

  1. With this new governance structure, the club will be managed with professionalism, accountability, and a commitment to excellence—both on and off the pitch” – wpis z początku jego pracy w Szczecinie
  2. W lipcu szanowny pan prezes przepowiadał wielką przyszłość przed Pogonią, a nadchodzący czas nazwał “Rokiem nieśmiertelności”.
  3. Zarzucał dziennikarzom krytykującym Pogoń służenie siłom ciemności oraz regularnie zabierał takimże łajdakom akredytacje. 
  4. 26 lipca udzielił pełnego poparcia trenerowi Kolendowiczowi, niezależnie, czy ten przegra jeden mecz czy osiem, co jeszcze potwierdził w połowie sierpnia. I tak w zasadzie to nie skłamał, gdyż Robert Kolendowicz został zwolniony po… czwartej porażce. Jak to skomentował prezes Haditaghi? “Fenerbache zwolniło Mourinho po serii niezłych, ale nie świetnych wyników. Dlaczego? Bo wielkość wymaga więcej niż to.”.
  5. Obiecał, że Eftimis Koulouris nie odejdzie z klubu przynajmniej do końca kontraktu. Wychodzi na to, że to klub odszedł z Koulourisa, innego wytłumaczenia nie mamy. Przecież Alex Haditaghi nie mógł kłamać.
  6. Stwierdził, że jego 97-letnia babcia, która myśli, że “ofsajd” to zupa, lepiej poradziłaby sobie na VARze od sędziów (ale czy skłamał?).
  7. Wszystkie te wpisy przeplatał podawaniem dalej wszelakich propalestyńskich i antysyjonistycznych wpisów.
  8. Transfery Sama Greenwooda oraz Benjamina Mendy’ego nazwał zwycięstwami dla polskiej piłki. Polska piłka musiała zwyciężyć nad jakimś bardzo słabym rywalem, gdyż odgruzowanie Mendy’ego do stanu, w którym mógł zacząć grać jako tako w wyjściowym składzie, zajęło ponad dwa miesiące. 
  9. Pan Alex Haditaghi poczuł potrzebę pogratulowania Mikaelowi Ishakowi setnej bramki dla Lecha i zrobił to, generując AI grafikę ze wcześniej wspomnianym sympatycznym brodaczem oraz nowym nabytkiem Portowców, Husseimem Alim. Husseim do tej pory rozegrał zatrważające 250 minut w lidze.
  10. W internetowej wojence oberwało się także znanemu koneserom piłkarskiego X’a (dawniej Twittera) kibicowi Lecha – Kevolowi. Tym razem poszło o użycie przez fana Kolejorza popularnego za oceanem słowa na “N”, określającego osoby czarnoskóre.
  11. Prawdopodobnie każdy fan Ekstraklasy słyszał o konflikcie pana Alexa oraz prezesa Cracovii, Mateusza Dróżdża. Zwyzywał on prezesa Cracovii od śmiecia bez kultury oraz patologicznych kłamców, klub od syjonistycznych organizacji, a kibiców od idiotów i środowiska znanego z dźgania ludzi nożami.
  12. W oświadczeniu krytykującym oczywistą symulkę Musy Juwary w meczu z Wisłą Płock poinformował, że porozmawia z zawodnikiem na ten temat i załatwi to wewnętrznie. Jak załatwianie spraw wewnętrznie ma się do publikowania postów na social mediach? To już wie sam pan prezes.
  13. Ujawnił szczegóły kontraktu Kamila Grosickiego oraz propozycję nowego kontraktu przygotowaną przez TurboGrosika – prawdopodobnie bez zgody drugiej strony konfliktu.

Rocha na X (dawniej Twitter) – Sympatyczny Portugalczyk od jakiegoś czasu upodobał sobie umilanie wolnego czasu, tworząc kolejne Tweety oraz odpisując pod nimi losowym kibicom. Większość jego twórczości pojawiała się w języku polskim, czym bardzo zbliżył się do fanów Rakowa oraz Zagłębia Lubin.

Kibice Pogoni o obrotach – intelektualnie angażujący elaborat gniazdowego Pogoni Szczecin mieli okazję wysłuchać piłkarze po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Radomiakiem Radom. Podejdźmy do tego matematycznie – na trwającym 1,5 minuty filmiku padło 6 przekleństw, co daje jeden wulgaryzm na 15 sekund. Niezły wynik, a dodatkowo wszystkiemu przysłuchiwały się dzieci stojące przy barierkach. Całość w skrócie polegała na tym, że jeśli media obiegną jeszcze jakieś zdjęcia piłkarzy Pogoni bawiących się w klubach, to kibice przyjdą na trening i im… porachują kości. Ostatnią tak imponującą przemowę możemy pamiętać z treningu Arki, przed wiadomo jakim meczem.

Stabilność trenerska i projekt na lata w Widzewie – “Ja wiem, że inni bogaci dżentelmeni nie znają się na futbolu i podejmują pochopne decyzje – ja taki nie będę. Dlatego pan Zeljko Sopić ma moje pełne zaufanie, albowiem zatrudniliśmy go na lata, a budowa klubu łatwym zadaniem nie jest, i tak jak mówiłem, trenerem na lata będzie tylko Patryk Czubak. Pozwoliliśmy mu polecieć na wesele, ale dzisiaj mnie to oburzyło i wysłałem po niego mój prom kosmiczny, żeby mógł mi pokazać zdjęcia osobiście. Nie mam z tym żadnego problemu i w pełni popieram jego metody szkoleniowe, dlatego jeszcze raz powtarzam: moim trenerem jest Igor Jovicević i podejmuję tę jedną jedyną decyzję trenerską z chłodną głową” – mniej więcej tak mogłaby wyglądać wypowiedź Pana Dobrzyckiego obejmująca całą rundę jesienną. Dalej można się jednak nad tym głowić: po co ściągano trenera Czubaka z wesela, skoro wszystko było okej? Mamy telefony, można do siebie zadzwonić.

Wyrzucanie pieniędzy w transfermarkcie – Dodatkowo szanowany pan prezes wysyłał swój odrzutowiec tu i tam, co jest jak najbardziej wskazane przy negocjacjach z piłkarzami, reprezentując klub z biednej mimo wszystko ligi. Co było jednak niepokojące, to sama jakość (a raczej jej brak) tych sprowadzonych zawodników, wspomniana już rotacja trenerska i ponadprzeciętnie szeroki pion sportowy. Ostatecznie cztery litery wszystkim uratował Sebastian Bergier, bez którego Widzew spokojnie mógłby się już szykować na przyszłoroczne derby Łodzi. W zimowym okienku udało się już wydać 5 milionów euro i dzięki temu pozyskać jednego piłkarza, jakim jest pan Osman Bukari, a zawodnicy podobno ponadto dostają w kontraktach absurdalne kwoty na realia polskiej piłki. Ale kto bogatemu zabroni?

Lisy pola karnego – Czas na katastrofy transferowe do ofensyw “czołowych” klubów Ekstraklasy: Yannick Agnero, Musa Juwara, Mileta Rajewac aka Rajović, Andi Zeqiri i Mariusz Fornalczyk, a także Antonio Colak, który co prawda przyszedł bez kwoty odstępnego, ale Legia ściągnęła go z sesji zdjęciowej w Zabrzu za pomocą korzystniejszej oferty finansowej. Łączna kwota według portalu transfermarkt tych wzmocnień to 11.65 miliona euro, czyli około 50 milionów złotych. Łącznie wykręcili zabójcze liczby, przebijając wynik Pana Piłkarza Kacpra Sezonienko o jeden punkt w kanadyjce (uwaga) – 6 goli i 2 asysty. Na jeden punkt przypada zatem ponad 6 milionów złotych, a dysponując takimi środkami finansowymi możnaby było zakupić teoretycznie WSZYSTKICH zawodników Bruk-Betu Termalici i jeszcze pół zespołu Arki Gdynia – wtedy mielibyśmy 39 trafień i 29 oczek w tabeli… Zamiast tego sprowadzono piłkarzy, którzy absolutnie nie byli w stanie pokazać swoich umiejętności, a Julek Sipika wraz z resztą widzów co tydzień zalewali się łzami na wspomnienie o ich wyczynach boiskowych, choć częściej ze śmiechu.  

Lis lisów (tylko że nie) – Sz.P. Mileta Rajewac aka Rajović zasłużył sobie na osobny podpunkt. W pudłowanie wkładał całego siebie i robił to nie tylko z uwagi na swoją pracę, ale po prostu z pasji. Z Motorem Lublin po spektakularnych dwóch pudłach aż kopnął w przypływie euforii bloczek reklamowy, swoją drogą to chyba jego najlepsze uderzenie rundy. Jasne, docenić trzeba fakt, iż dobrze porusza się po boisku i stąd jego sytuacje strzeleckie, ale nogi w piłce nożnej nie służą tylko do przemieszczania się – szczególnie za 3 miliony euro (tak, naprawdę tyle kosztował).

Rafał Gikiewicz – Zagrał jeden słaby i jeden przyzwoity mecz w Widzewie, ale nie za to go zapamiętamy. Po miesiącach absurdalnych wywiadów i kompromitujących występów (a także przedłużeniu umowy) pożegnano się z bramkarzem, a ten udał się na transfer medyczny do Zagłębia Lubin. Od razu wskoczył do bramki i pomógł swojej drużynie golem w ostatnich minutach awansować do kolejnej fazy puch… Wróć, to już było po przenosinach. Tak, w 112. minucie zdołał samodzielnie wyrzucić Zagłębie Lubin z Pucharu Polski, odbijając za siebie (i wprost w siatkę) wręcz żenujący strzał z dalekiego rzutu wolnego. Włodarze szybko uzmysłowili sobie swoją porażkę i zesłali go na piłkarską banicję, teraz z ławki może obserwować młodego i perspektywicznego Jasmina Buricia.

Szymon Marciniak twierdzący, że dziennikarze ustalają przepisy Popularny sędzia o charakterystycznej fryzurze zaszokował opinię publiczną, twierdząc, że gdyby nie “dziennikarze i eksperci”, to nie byłyby gwizdane takie faule, jakie pan Marciniak gwiżdże teraz. Złośliwi zasugerowaliby, że to oznacza, że najbardziej znany polski sędzia nie gwiżdże według reguł gry, a pod publiczkę. Na szczęście my nie jesteśmy złośliwi!

PZPN wysyłający jednego maila ws. Maccabi – Z okazji trzeciej rundy kwalifikacyjnej Raków Częstochowa miał okazję dwukrotnie sprawdzić się przeciwko zespołowi z państwa, które w Europie znajduje się tylko futbolowo – Maccabi Hajfa. Niestety te mecze zapisały się w historii nie poziomem piłkarskim, a głupotą i ordynarnością kibiców klubu zza Morza Śródziemnego. Media obiegł kibic robiący niegodne rzeczy z lalką ubraną w polskie barwy, a relacje choćby Sz.P. Łukasza Ciony spotkały się z jednomyślnym odbiorem: niestety tylko w Polsce i tylko wśród osób niedecyzyjnych. Tomasz Kozłowski opowiedział o podjętych przez PZPN działaniach w rozmowie na kanale Weszło. Rzucił chyba trochę niechcący, że związek wysłał jednego maila i w sumie to nie wie, czy ktoś na niego odpowiedział… Tak, dyrektor ds. komunikacji nie wie, czy skomunikowano się z UEFA w sprawie o charakterze narodowym i historycznym, a nie tylko futbolowym. No bo po co.

Lechia pozywająca ligę i opowieści o transferowym zakazie-widmo – To nie był prosty off-sezon dla włodarzy Lechii. Nie dość, że zostali postraszeni utratą licencji i zakazem transferowym, to za niewypłacanie pensji zostali ukarani całymi pięcioma punktami ujemnymi w lidze. Docenić trzeba śmiałość osób decyzyjnych w klubie z Gdańska, gdyż wydało im się to i tak zbyt ostrą karą, w konsekwencji czego złożyli pismo do PKOI. Na całe szczęście ujemne punkty zostały podtrzymane – inna decyzja byłaby robieniem jeszcze większej parodii z naszej ligi. Warto przypomnieć, że problemy finansowe Lechistów nie zaczęły się nagle, bo już w lutym to Ekstraklasa musiała wyłożyć pieniądze za Tomasza Wójtowicza i stąd tytułowy zakaz transfeorwy. Lechia tak bardzo nie mogła przeprowadzać transferów, iż udało jej się jak dotąd ściągnąć dziesięciu zawodników (dane za Transfermarkt). Komisja licencyjna przyszła i powiedziała groźnym tonem: “Transferów ma nie być, chyba że będą bardzo fajne i pokażecie czek z pieniążkami: wtedy można”. Pół miliona euro za Kurminowskiego, całkiem nieźle jak na klub, który miał problemy z wypłacaniem pensji. Trybunał przy PKOl-u odwołał ten zakaz transferowy, inaczej Lechia znów musiałaby ograniczyć się do sprowadzania tylko takich zawodników, na których ją stać według komisji. Dawno już nie było na łamach naszej strony przypominane, że Lechia Gdańsk nie powinna znajdować się w Ekstraklasie, co niniejszym czynimy! 

Lider dzięki 5 remisom (aka Remis Płock) – Tabela Ekstraklasy viralem obiegła Europę, gdy tylko runda miała się ku końcowi. Biedna trójka robiła, co mogła, by tylko spaść jak najniżej w klasyfikacji generalnej: niestety, reszta stawki była po prostu zbyt silna w takiej grze. Ostatnia w tabeli Termalica traci do lidera jedynie 11 punktów, zatem spokojnie jeszcze może walczyć o mistrzostwo.

Źródło: Aplikacja Superscore, forma drużyn Ekstraklasy 2025/26.

Iban Salvador aka człowiek-prowokacja – Gra tak, jak Włosi mówią: więcej w jego przypadku jest pracy rękami i gestykulacji niż robienia pożytku ze swoich nóg. Jest to piłka nożna i dobrze by było, gdyby jednak na tym się skupił, bo piłkarzem jest całkiem niezłym. Chyba wszyscy zgodni są co do tego, że jest to najbardziej denerwujący wszystkich piłkarz w naszej lidze – a on sam jeszcze jest dumny ze swojego zachowania i tłumaczy się dla Weszło tym, że robi wszystko dla swojego zespołu.

Drony szpiegowskie, szpiegi Arkowskie – Dawid Szwarga na największą scenę wrócił z przytupem. Sezon tak naprawdę nawet nie zdążył się zacząć, bo na dwa tygodnie przed pierwszymi starciami viralem stał się post Motoru Lublin, przedstawiający zaiwanionego drona Arki Gdynia, który miał filmować ich w trakcie przedsezonowych przygotowań. Internauci często wspominali, że Szwarga może wyjść z Rakowa, ale Raków z niego nie. Nie trzeba być ostoją moralności ani mistrzem intelektu, żeby wpaść na to, że od podglądania treningów rywala jest gorsze tylko podkradnięcie jego półprawego stopera. Niegodny ruch, jednak koniec końców podobno obie strony wszystko sobie wyjaśniły, a dron został przekazany pierwotnemu właścicielowi. Po wszystkim do Arki przylgnęło urocze przezwisko “Droniarze Szwargi”.

Sauny transferowe – Zostańmy jeszcze na chwilę w Gdynii. We wrześniu Arka nie mogła pochwalić się świetnym wynikiem, po ośmiu meczach miała osiem punktów. Ekipa Dawida Szwargi na wyjeździe w Łodzi zaliczyła kolejną porażkę, a szkoleniowiec nie krył swoich żalów przed zebranymi na sali dziennikarzami, mówiąc “Należy pamiętać, że Widzew Łódź dokonał transferów za 6 mln euro, a nasz najdroższy transfer to była sauna”. Plotki głosiły, że nie do końca spodobało się to władzom klubu znad Bałtyku i atmosfera była naprawdę gorąca nie tylko w saunie (przepraszamy za nieśmieszny żart). 

Pan Kamil Kosowski i dzikie predykcje – W kwestii przewidywania przyszłości chyba nic nie jest w stanie przebić redaktora Mietczyńskiego, któremu poświęciliśmy cały osobny punkt. Rękawicę w rywalizacji o drugie miejsce podjął jednak Kamil Kosowski. Były reprezentant Polski, już po drugiej kolejce, wytypował zespół z największymi szansami na Mistrza Polski – Cracovię. Nazwać to pocałunkiem śmierci byłoby przesadą, gdyż do lidera zespołowi Luki Elsnera brakuje tylko trzech punktów. Tak czy siak, próba znalezienia złotego medalisty ligi na 32 kolejki przed końcem była bardzo odważna. 

Pan Jakubas: Celem są puchary – Świetny pierwszy sezon Motoru w Ekstraklasie tylko podsycił apetyty kibiców oraz osób związanych z klubem. Czasem jednak przydatna jest chłodna głowa i rzetelna ocena sytuacji, której chyba zabrakło panu Jakubasowi, gdy ten zapowiadał, że z tą kadrą reprezentanci Lublina są w stanie osiągnąć top 4 w lidze. To nie pan Jakubas jest bogaty, to bogactwo jest panem Jakubasem, a Motor na transfery wydał niecały milion euro. Jeśli ten skład faktycznie osiągnie europejskie puchary, to Mateusz Stolarski powinien dostać ulicę swojego imienia oraz pomnik przed stadionem. 

Sędzia Raczkowski kontra transparent – Podczas meczu Jagiellonii z Rakowem kibice dopuścili się karygodnego czynu, przekraczając wszelkie granice. Inscenizację tego zdarzenia przeprowadził kanał Weszło w swojej Lidze Minus. Transparenty wojenne, polityczne, prowokacyjne, nienawistne wobec innych narodów – to wszystko było zasadniczo akceptowane przez cały świat piłkarski (chyba że to sprawka Legii albo Evertonu, im zawsze się dostanie). Pojawiły się dwa transparenty: “Nie ma przypadków, są tylko znaki” okraszone karykaturą arbitra w trakcie popełnianego legendarnego już występku, a także drugi, nienadający się do cytowania, uderzający w tony lat przedustawowych nawiązujący do fatalnej decyzji sędziego Frankowskiego z poprzedniego spotkania. Insynuowanie czynów korupcyjnych jest oczywiście mocno nie na miejscu i umniejsza całym rozgrywkom, jednak zdarza się przy okazji każdego meczu. Zwalczać przemoc to rzecz słuszna, jednak nie można tego robić wybiórczo – wtedy jest to po prostu czysty absurd.

Zagubione kartki w meczu Jagielloni z Górnikiem – A za co tak kibice zdenerwowali się na pana Raczkowskiego? Na pewno powody mieli, gdyż podobno od razu po spotkaniu arbiter poszedł przeprosić zawodników z Białegostoku i nie był zbyt chętny do rozmowy. Josema po prostu powinien pożegnać się z murawą za faul taktyczny na wychodzącym sam na sam Rallisie, a odgwizdano… faul na bramkarzu kilka sekund później. Jak to mówi młodzież: XD. Josema, rozochocony takim obrotem spraw, postanowił zrównać z ziemią dryblującego go Mazurka kilka chwil później, sędzia i tym razem nie chciał wyciągnąć kartki. Szybki telefon od kolegi do Podolskiego i mistrz świata mocno poturbował Pietuszewskiego, zgodnie z Waszymi przewidywaniami: obyło się bez kartki.

Kontrakt Maxa Moldera na trzy lata – Pan Kleks, pseudonim “Max Molder”, swoją aparycją przywodził na myśli żeglugę i morze, jednak Piast pod jego banderą szybko osiadł na mieliźnie. W 10 ligowych spotkań sympatyczny brodacz wykręcił spektakularny wynik 0,7 punkta na mecz. Zwolnienia trenerów w Ekstraklasie zdarzają się regularnie, jednak nie każdy klub zdecydowałby się na trzyletni kontrakt z trenerem bez doświadczenia na najwyższym poziomie rozgrywkowym w… jakimkolwiek kraju. Co by jednak o nim nie mówić: posiadania piłki w kilka miesięcy nazbierał tyle, do ilu inni trenerzy potrzebowaliby całego kontraktu!

Saga Papszunowa – tu nie ma co pisać, tu trzeba… no właśnie, co? Cała sytuacja była skrajnie głupia: „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca 😉”, malowanie po muralu (tak jakby Papszun nie wyciągnął tego klubu z 2. ligi), sam trener mówiący na miesiąc przed przenosinami, że chce być trenerem innego klubu. Cała ta saga to był czeski film, którego nie dało się śledzić inaczej niż z popcornem w ręku. Koniec końców Marek Papszun dopiął swego i trafił do Legii. Czas pokaże, komu to wyszło na dobre.

Wątpliwej moralności anegdota pana Świerczewskiego – “Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany” oraz “Ale gdy wiesz, że twoja sąsiadka się w tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”. Nie wiemy, jaki jest aktualny stan matrymonialny właściciela Rakowa Częstochowa, ale jeśli ma żonę, to mogłaby być ona co najmniej delikatnie niezadowolona z tego tekstu. Oczywiście w tym kontekście partnerką był Marek Papszun, a atrakcyjną sąsiadką Łukasz Tomczyk.

Transfer Radomiaka z City – Nie regulujcie odbiorników! To nie FM, to nowe standardy Ekstraklasy. Jako liga jesteśmy już na takim poziomie, że zawodnicy z Manchesteru odbijają się od naszych klubów. Taki los spotkał Josha Wilsona-Esbranda, bocznego obrońcę, tułającego się po wypożyczeniach od dwóch lat. 23-latek rozegrał w Radomiaku tylko 113 minut, zaliczając w tym czasie jedną asystę. Fakty jednak pozostają faktami, zawodnicy The Citizens są za słabi na Ekstraklasę.

Feio podbija Europę (Polska jest w Europie) – Goncalo Feio chciał, by Legia Warszawa byłą jego ostatnim klubem w Polsce. Może chodziło mu po prostu o to, by znaleźć się tam jeszcze tuż przed emeryturą? W każdym razie Feio na zachodzie przepracował dwa tygodnie i na tym się jego wojaże zakończyły. Skończył jesienią niedaleko swojego poprzedniego pracodawcy, dołączając do Radomiaka Radom.


Honorable mentions

Powołanie Kapustki – Zgodzimy się wszyscy, że trener Jan Urban mógłby samodzielnie prowadzić dobranockę i swoim sympatycznym sposobem bycia (oraz rzecz jasna umiejętnościami) odbudował całą atmosferę i grę reprezentacji. Pomysł na Kapustkę przy formie mutant Bartosza Nowaka czy Oskara Repki słusznie spotkał się z negatywnym odbiorem kibiców, szczególnie przy jego występach w tonącej Legii.

Odebranie opaski Lewandowskiemu – Nie wiemy, czy trzeba coś tutaj dodawać. Michał Probierz spalił wszystkie mosty i został na wyspie, wytykany przez wszystkich palcami. Publicznie żaden z piłkarzy nie wziął jego strony i to, wraz ze słabymi wynikami, przekreśliło jego karierę selekcjonerską.

Tymoteusz Puchacz – Sprawić, by Rafał Górak publicznie wyjawiał swoje rozczarowanie, wcale nie jest łatwo. Wybrał zaskakujący kierunek zamiast szansy na odbudowę w solidnie budowanej ekipie, a umówmy się: to nasz trener wyciągnął rękę do zawodnika z kontrowersyjną prasą.

Odsprzedaż koszulek okolicznościowych Lecha – Pazerność ludzka nie zna granic: klub zrobił coś fajnego dla fanatyków, a skończyło się na reaktywacji instytucji bazarku. “Mam 15 koszulek z przebitką 2000 złotych i co mi pan zrobi” – klub na szczęście wypuścił kolejną serię i nieco okiełznał sytuację.

Pogoda w Słowenii – Armagedon pogodowy mocno opóźnił świętowanie naszych piłkarek po finale, takiej ulewy chyba nikt się nie spodziewał po wcześniejszych upalnych dniach. 30 minut po zakończeniu spotkania spokojnie można było rozpocząć trening pływacki na bocznym boisku, a biegi do autokaru i samochodów to niezapomniane przeżycie wszystkich obecnych podczas finału. W takich warunkach udało się przeprowadzić ponad minutowy wywiad z Klaudią Słowińską!

Wybór (ale taki nie za szybki) szefa sędziów – Marcin Szulc oczywiście przez te 113 dni był uznawany za szefa, ale jednak nie było to spisane na papierze i brakowało przez to nieco autorytetu. Z każdej strony dochodziły głosy, że takie bezkrólewie wpływa na pracę sędziów, którzy i bez problemów organizacyjnych mają sporo na głowie.

Głosowanie na organizatora Mistrzostw Europy kobiet – Polska otrzymała zawrotne 0 głosów, widać postęp: przynajmniej byliśmy wśród opcji do wyboru.

Przewidywane zwolnienie Leszka Ojrzyńskiego – Słynący z zabijania futbolu i wydobywaniu cech wolicjonalnych trener dokonał czegoś wręcz niemożliwego. Spora rzesza fanów nawet nie przewidywała przecież jego dłuższego pobytu w Lubinie i przyjmowano jego rychłe zwolnienie za drugi pewnik obok podatków. Strażak Sam Ojrzyński zamienił się w Boba Budowniczego i po prostu zrobił w Zagłębiu to, czego nie potrafili zrobić poprzednicy – zbudował solidnego średniaka w oparciu o młodych Polaków.

Mecz Pogoni z Jagiellonią i Górnika z Termalicą – Dwa niesamowicie podobne mecze. Jedne ekipy (Pogoń z Górnikiem) przeważały, i biły nawet nie jedną ale całym stadem głów w ścianę z kartonu, który miał jednak absurdalnego fuksa. Drugie drużyny, wcielające się w rolę kartonowej ściany, swoje spotkania wygrały, przecząc absolutnie optycznemu przebiegowi meczu.

Kontynuuj czytanie

Hokej

W Pucharze bez zmian – odpadamy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Ostatnim hokejowym akcentem 2025 roku jest tradycyjnie turniej o Puchar Polski. Półfinałowym rywalem GieKSy było ECB Zagłębie Sosnowiec, a miejscem rywalizacji Krynica-Zdrój.

Od początku meczu obie drużyny skupione były na walce i tworzeniu zamieszania pod bramkami. Nieco spóźniony do potencjalnej dobitki był Koivusaari, a po chwili sosnowiczanie wyszli na prowadzenie – Sozanski precyzyjnie przymierzył spod niebieskiej. W 8. minucie sędziowie podyktowali pierwszą karę – Sirkia wylądował na ławce za uderzanie. Formacja złożona z obcokrajowców na koniec swojej zmiany dotarła z krążkiem pod pole bramkowe Zagłębia, ale wszystkie próby parkanami blokował Halonen. Po zmianie na ,,polski atak” doprowadziliśmy do wyrównania – Fraszko wystawił Jonaszowi Hofmanowi krążek do pustej bramki. Kolejne minuty to brak klarownych sytuacji, choć nieco częściej w ofensywie aktywni byli sosnowiczanie. W 17. minucie Chmielewski trafił kijem Wronkę w twarz i otrzymał karę 2+2, gdyż doszło do rozcięcia skóry. Do końca tercji wynik jednak nie uległ zmianie.

Po rozpoczęciu drugiej odsłony spotkania niemal równo z zakończeniem kary Chmielewskiego groźnie na odsłoniętą bramkę uderzał Wronka, ale krążek nie dotarł do celu. W 25. minucie Ian McNulty postanowił powtórzyć wyczyn Hampusa Olssona z finału przeciwko Unii Oświęcim i uderzył rywala kijem w krocze, za co otrzymał karę meczu, a GKS musiał przez pełne 5 minut grać w osłabieniu. Przez pierwsze 2 minuty GieKSa broniła bezbłędnie, ale później sosnowiczanie wymanewrowali naszą formację, a na koniec Piiponen umieścił krążek obok leżącego już Eliassona. Na 55 sekund przed końcem kary McNulty’ego strzelec gola otrzymał karę, dzięki czemu siły na lodzie się wyrównały, a po chwili ręka sędziego znów powędrowała do góry – do Piiponena dołączył Sirkia za trafienie wysokim kijem Koivusaariego. Z bronienia niemal 5-minutowego osłabienia przeszliśmy więc do gry 5 na 3. Nie stworzyliśmy praktycznie żadnego zagrożenia w podwójnej przewadze, jednak po powrocie Piiponena na lód Dupuy wykorzystał fantastyczne podanie Andersona i znów mieliśmy remis. Taki stan nie trwał jednak długo – Enlund strzałem z bliska dał Zagłębiu trzecie prowadzenie w tym meczu. 35. minuta to kara dla Koivusaariego. Przetrwaliśmy osłabienie bez straty bramki, ale na 2 minuty i 2 sekundy przed końcem tercji na ławce kar wylądował Monto. Do syreny sygnalizującej 40. minutę meczu wynik nie uległ zmianie, ale w tym momencie ręka sędziego znów była w górze, co oznaczało, że trzecią tercję także rozpoczniemy od gry w osłabieniu.

W boksie kar ostatnie 20 minut rozpoczął Verveda, ale już po niecałej minucie gry Sozanski nieprzepisowo zatrzymywał Fraszkę, więc dalej graliśmy 4 na 4. Niewiele brakowało Andersonowi, by wykorzystał błąd Halonena, ale został przyblokowany przez obrońcę. Skupione na obronie korzystnego wyniku Zagłębie nie pozwalało na zbyt wiele we własnej tercji. GieKSa próbowala mniej groźnych strzałów z dalszych odległości. Halonen miał co prawda sporo pracy, ale spisywał się bardzo solidnie. Napór katowiczan pozwolił dojść do dobrej sytuacji w 55. minucie, ale strzał Wronki trafił w bark bramkarza. Później jednak kontrolę nad sytuacją przejęli sosnowiczanie – groźnie uderzał Bernacki, a chwilę później po naszej stracie w tercji ofensywnej kontra Zagłębia zakończyła się skuteczną dobitką Seppali, co praktycznie zakończyło mecz. Przegraliśmy 2:4 i zgodnie z „tradycją” odpadliśmy w półfinale Pucharu Polski.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 4:2 (1:1, 2:1, 1:0)
1:0 Matt Sozanski (Michał Bernacki, Dominik Nahunko) 4:49
1:1 Jonasz Hofman (Bartosz Fraszko, Patryk Wronka) 9:47 5/4
2:1 Joni Piiponen (Miika Roine, Aron Chmielewski) 26:59 5/4
2:2 Jean Dupuy (Stephen Anderson, Joona Monto) 30:35 5/4
3:2 Jonas Enlund (Aron Chmielewski, Miika Roine) 32:26
4:2 Erkka Seppala (Sebastian Brynkus, Jere Jokinen) 58:45

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen – Sozanski, Ciura, Jokinen, Seppala, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Enlund, Roine – Bjorkung, Biłas, Bernacki, Alanen, Brynkus – Sołtys, Kotlorz, Sirkia, Nahunko, Gromadzki

GKS Katowice: Eliasson – Runesson, Lundegard, Wronka, Pasiut, Fraszko – Maciaś, Verveda, Michalski, Anderson, Dupuy – Chodor, Hoffman, Bepierszcz, Monto, Koivusaari – Varttinen, Dawid, Hofman Jo., McNulty, Hofman Ja.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga