Dołącz do nas

Siatkówka

Indykpol AZS Olsztyn – załapać się do play-offu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Kolejnym przeciwnikiem GKS-u jest AZS Olsztyn, wciąż walczący o pierwszą szóstkę ligi.

Akademicy z Olsztyna po zajęciu 5 miejsca w poprzednim sezonie, mieli ambicję poprawienia tej lokaty w bieżącej kampanii. Na razie wciąż nie są pewni gry w play-offie, który da możliwość powalczenia o medale mistrzostw Polski. Na tym etapie rozgrywek AZS ma już aż 11 porażek na swoim koncie, a przypomnijmy, że w poprzednim sezonie olsztynianie przegrali tylko 8 razy. Tak więc powtórzenie wyniku zajęcia 5 miejsca jest jeszcze możliwe, ale z drugiej strony patrząc na liczbę przegranych, to obecny sezon rysuje się jako słabszy od poprzedniego. Zmian przed obecną kampanią w kadrze zespołu nie było wiele, a skupiły się głównie na pozycji przyjmujących.

Za rozegranie wciąż odpowiedzialny jest reprezentant Polski, Paweł Woicki, który w klasyfikacji na najlepszego rozgrywającego zajmuje dopiero 13 miejsce (47,16% skuteczności rozegrania), co na pewno pokazuje, że nie jest to jakiś wybitny sezon w wykonaniu tego gracza.
W ataku rządzi i dzieli Jan Hadrava, zdobywca aż 555 punktów (przy aż 1001 atakach! – to niewiarygodna liczba). Czeski siatkarz ponadto świetnie zagrywa (26 asów) oraz blokuje (59 bloków) – są to drugie wyniki w zespole. Hadrava był najczęściej wybieranym MVP meczów, bo aż 6 razy, co daje mu obecnie trzecie miejsce w lidze. W rankingu blokujących również zajmuje trzecią lokatę, natomiast w rankingach atakujących i punktujących, nie ma sobie równych, prowadząc w nich ze sporą przewagą. Ponadto w klasyfikacji na najlepszego atakującego czeski gracz zajmuje trzecią lokatę.

Na środku siatki prawdziwym objawieniem jest młody, wielki talent – Jakub Kochanowski. Na chwilę obecną zdobył już 340 punktów, co jak na środkowego jest imponującą liczbą. To oczywiście najlepiej zagrywający zawodnik w zespole (38 asów) oraz najlepiej blokujący (72 bloki!). Kochanowski oczywiście nie ma sobie równych w rankingu blokujących, a w klasyfikacji na najlepszego środkowego ligi ustępuje pola tylko Piotrowi Nowakowskiemu z Trefla. Te liczby pokazują jak ogromny skok jakościowy w grze tego zawodnika ma miejsce w obecnej kampanii. To bez wątpienia największa nadzieja w „nowej” reprezentacji Polski. Mocno wspierają młodego gracza, doświadczeni Daniel Pliński oraz Miłosz Zniszczoł. Pliński jest trzecim graczem drużyny pod względem bloków punktowych (46 bloków), a Zniszczoł jest trzecim graczem zespołu pod względem zagrywki (22 asy). Trzeba koniecznie podkreślić, że AZS Olsztyn jest najlepiej blokującą drużyną z całej ligi – w tym momencie mają już 295 bloków punktowych co daje średnią 2,7 punktu na set!
Największe zmiany w AZS-ie miały miejsce na pozycji przyjmującego. Zaskoczyły na pewno odejścia (po dobrym sezonie) Wojciecha Włodarczyka i Aleksandra Śliwki. Na ich miejsce pozyskano obcokrajowców. Podstawowymi graczami stali się Holender Robbert Andringa oraz Belg Tomas Rousseaux, a Kanadyjczyk Blake Scheerhoorn został ich zmiennikiem. Obaj przyjmujący mają trzeci oraz czwarty wynik w zespole pod względem ilości zdobytych punktów, ponadto nieźle zagrywają oraz blokują. Lepsze oceny za występy otrzymał Andringa, który w rankingu przyjmujących zajmuje wysokie 8 miejsce (55,26% skuteczności przyjęcia). W klasyfikacji na najlepszego przyjmującego ligi, Andringa jest na miejscu 18, a Rousseaux zajmuje 21 lokatę.
Jeśli chodzi o libero to Michał Żurek zalicza się do czołówki graczy na tej pozycji w lidze, ponieważ w klasyfikacji na najlepszego libero zajmuje obecnie 4 miejsce. Ponadto w rankingu przyjmujących Żurek jest na 22 pozycji (50,68% skuteczności przyjęcia).

 

Aktualna kadra Indykpolu AZS-u Olsztyn

rozgrywający: Paweł Woicki (numer 12), Łukasz Makowski (numer 10), Rafał Maluchnik (numer 16)
atakujący: Jan Hadrava (Czechy – numer 2), Mateusz Kańczok (numer 1)
środkowi: Daniel Pliński (4), Jakub Kochanowski (7), Miłosz Zniszczoł (5), Kamil Leliwa (8)
przyjmujący: Robbert Andringa (Holandia – 6), Tomas Rousseaux (Belgia – 14), Blake Scheerhoorn (Kanada – 11), Adrian Buchowski (13), Dawid Sokołowski (18)
libero: Michał Żurek (numer 3), Jakub Zabłocki (numer 17)

trener: Roberto Santilli (Włochy)
asystent trenera: Marcin Mierzejewski
trener przygotowania fizycznego: Paweł Ciesiun
fizjoterapeuta: Piotr Deptuła
statystyk: Mateusz Nykiel

 

Piłka Siatkowa AZS UWM S.A.
barwy: biało-zielone
data założenia: 1950 rok
adres: ul. Oczapowskiego 12, 10-718 Olsztyn
hala: HWS Urania, Al. Piłsudskiego 44, 10-558 Olsztyn

przydomek: Akademicy
maskotka: indyk Induś
Prezes Zarządu: Tomasz Jankowski

Przewodniczący Rady Nadzorczej: Andrzej Koncicki
Wiceprzewodniczący: Anna Wasilewska
Członkowie: Mirosław Gornowicz, Zdzisław Binerowski, Piotr Kulikowski, Aleksander Socha, Ryszard Cecot

 

ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE Indykpolu AZS-u Olsztyn

Ilość rozegranych setów – GKS 105 – 102: Quiroga, 97: Butryn, Komenda,
Olsztyn 110 – Hadrava 110, Żurek 110, Woicki 110, Andringa 106, Kochanowski 104, Pliński 97, Rousseaux 90, Zniszczoł 72, Kańczok 64, Buchowski 63, Scheerhoorn 30, Makowski 25, Zabłocki 6, Leliwa 0, Sokołowski 0,

Ilość zdobytych punktów – GKS 1615: Butryn 375, Quiroga 333, Pietraszko 201,
Olsztyn 1854 – Hadrava 555, Kochanowski 340, Rousseaux 311, Andringa 232, Pliński 130, Zniszczoł 126, Buchowski 84, Woicki 37, Scheerhoorn 30, Kańczok 9,

Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 548: Butryn 124, Quiroga 98, Pietraszko 77,
Olsztyn 683 – Hadrava 193, Kochanowski 141, Rousseaux 109, Andringa 76, Zniszczoł 51, Pliński 47, Woicki 26, Buchowski 22, Scheerhoorn 10, Kańczok 8,

Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1067: Butryn 251, Quiroga 235, Kapelus 135,
Olsztyn 1171 – Hadrava 362, Rousseaux 202, Kochanowski 199, Andringa 156, Pliński 83, Zniszczoł 75, Buchowski 62, Scheerhoorn 20, Woicki 11, Kańczok 1,

Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 603: Butryn 179, Quiroga 144, Kohut 115,
Olsztyn 981 – Hadrava 342, Kochanowski 200, Rousseaux 163, Pliński 113, Andringa 101, Zniszczoł 87, Scheerhoorn 6, Buchowski 6, Kańczok 0, Woicki 0, Zabłocki -1, Makowski -3, Żurek -33,

Ilość zagrywek – GKS 2299: Quiroga 394, Pietraszko 329, Butryn 317,
Olsztyn 2518 – Kochanowski 423, Hadrava 406, Andringa 396, Woicki 396, Rousseaux 291, Zniszczoł 232, Pliński 192, Buchowski 109, Scheerhoorn 48, Makowski 14, Kańczok 11,

Ilość błędów na zagrywce – GKS 466: Pietraszko 79, Butryn 74, Kohut 69,
Olsztyn 345 – Kochanowski 99, Hadrava 69, Andringa 36, Woicki 30, Buchowski 30, Zniszczoł 28, Rousseaux 24, Scheerhoorn 13, Pliński 8, Kańczok 5, Makowski 3,

Ilość asów serwisowych – GKS 151: Quiroga 33, Pietraszko 29, Butryn 27,
Olsztyn 149 – Kochanowski 38, Hadrava 26, Zniszczoł 22, Rousseaux 19, Andringa 15, Woicki 14, Pliński 5, Buchowski 5, Scheerhoorn 3, Kańczok 2,

Ilość przyjęć – GKS 1969: Quiroga 675, Kapelus 471, Mariański 431,
Olsztyn 1992 – Żurek 771, Rousseaux 467, Andringa 431, Buchowski 189, Scheerhoorn 55, Pliński 19, Kochanowski 19, Hadrava 14, Woicki 12, Zniszczoł 11, Zabłocki 3, Makowski 1,

Ilość błędów w przyjęciu – GKS 159: Quiroga 43, Kapelus 37, Mariański 32,
Olsztyn 111 – Żurek 33, Rousseaux 33, Andringa 22, Buchowski 11, Scheerhoorn 4, Woicki 3, Zniszczoł 2, Hadrava 1, Pliński 1, Zabłocki 1,

Przyjęcie negatywne – GKS 411: Quiroga 137, Kapelus 106, Mariański 78,
Olsztyn 466 – Żurek 177, Rousseaux 115, Andringa 80, Buchowski 47, Scheerhoorn 20, Woicki 9, Hadrava 7, Pliński 4, Kochanowski 3, Zniszczoł 2, Makowski 1, Zabłocki 1,

Przyjęcie perfekcyjne – GKS 494: Quiroga 177, Mariański 131, Kapelus 105,
Olsztyn 401 – Żurek 175, Andringa 95, Rousseaux 78, Buchowski 35, Scheerhoorn 8, Kochanowski 5, Pliński 4, Zniszczoł 1,

Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 25%: Witczak 40%, Butryn 33%, Kalembka 33%,
Olsztyn 20% – Kochanowski 26%, Żurek 23%, Andringa 22%, Pliński 21%, Buchowski 19%, Rousseaux 17%, Scheerhoorn 15%, Zniszczoł 9%, Hadrava 0%, Makowski 0%, Woicki 0%, Zabłocki 0%,

Ilość ataków – GKS 2698: Butryn 710, Quiroga 654, Kapelus 406,
Olsztyn 3011 – Hadrava 1001, Rousseaux 609, Andringa 445, Kochanowski 390, Buchowski 169, Pliński 148, Zniszczoł 123, Scheerhoorn 78, Woicki 38, Kańczok 10,

Ilość błędów w ataku – GKS 182: Butryn 66, Quiroga 49, Sobański 19,
Olsztyn 183 – Hadrava 66, Rousseaux 34, Andringa 30, Kochanowski 24, Buchowski 16, Zniszczoł 6, Woicki 3, Scheerhoorn 2, Kańczok 1, Pliński 1,

Ilość ataków zablokowanych – GKS 205: Butryn 56, Quiroga 39, Kapelus 39,
Olsztyn 234 – Hadrava 77, Rousseaux 57, Andringa 43, Buchowski 21, Kochanowski 17, Pliński 7, Scheerhoorn 5, Kańczok 3, Zniszczoł 3, Woicki 1,

Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1270: Butryn 326, Quiroga 283, Kapelus 170,
Olsztyn 1410 – Hadrava 470, Rousseaux 262, Kochanowski 230, Andringa 180, Pliński 79, Zniszczoł 73, Buchowski 73, Scheerhoorn 24, Woicki 15, Kańczok 4,

Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 47%: Fijałek 80%, Stelmach 67%, Pietraszko 62%,
Olsztyn 47% – Zniszczoł 59%, Kochanowski 59%, Pliński 53%, Hadrava 47%, Buchowski 43%, Rousseaux 43%, Kańczok 40%, Andringa 40%, Woicki 39%, Scheerhoorn 31%,

Ilość bloków punktowych – GKS 194: Pietraszko 42, Kohut 38, Komenda 29,
Olsztyn 295 – Kochanowski 72, Hadrava 59, Pliński 46, Andringa 37, Zniszczoł 31, Rousseaux 30, Woicki 8, Buchowski 6, Kańczok 3, Scheerhoorn 3,

Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 26: Kohut 6, Butryn 5, Komenda 5, Quiroga 4,
Olsztyn 27 – Rousseaux 6, Pliński 5, Kochanowski 4, Woicki 4, Hadrava 3, Zniszczoł 2, Kańczok 1, Andringa 1, Buchowski 1,

Ilość tie-breaków (wygrany do przegranego) – GKS (3-2) – Olsztyn (4-5)

MVP meczów – GKS 12: Komenda 5, Butryn 3,
Olsztyn 17 – Hadrava 6, Woicki 4, Kochanowski 4, Rousseaux 2, Buchowski 1,

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga