Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: wielka piłka pośród pól

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Takie pojedynki zwykło się określać mianem pułapek. GieKSa, zaraz po Górniku najlepiej w Ekstraklasie wykorzystująca atut własnego boiska, w niedzielę stanie naprzeciw ligowego outsidera, który jednak nigdy w Katowicach nie przegrał, ponadto tydzień temu wywiózł komplet punktów z Lubina. Czy trójkolorowi udźwigną rolę faworyta? I czy popularne Słonie znajdą w sobie jeszcze wolę walki, by do końca bić się o utrzymanie? Zapytaliśmy Kubę – kibica Bruk-bet Termaliki.

Rozmawiając dziś o Bruk-Becie w Ekstraklasie, powinniśmy już używać czasu przeszłego czy w sercu kibica Słoni z Niecieczy wciąż tli się nadzieja na pozytywny finał tego sezonu?
Jeszcze możemy mówić o Termalice matematycznie walczącej o utrzymanie, lecz sytuacja jest bardzo ciężka. Nawet komplet punktów w następnych czterech kolejkach może nie wystarczyć do utrzymania. Widziałem szacunki 99,7% prawdopodobieństwa naszego spadku, ale dopóki te 0,3% jest w grze, to musimy walczyć. Jeśli chodzi o nastroje wśród kibiców, to cieszy nas każdy punkt. Na konferencji prasowej przed niedzielnym meczem trener Marcin Brosz powiedział, że gra w Ekstraklasie to wielkie wyróżnienie i tym powinniśmy się kierować. Wielka piłka pośród pól – każdy kibic Słoni powinien doceniać to, co państwo Witkowscy zrobili dla Niecieczy i to, gdzie jesteśmy. Oczywiście, pojawiło się wiele błędów w przeszłości, ale nadal utrzymujemy się w kręgu drużyn, które są w PKO BP Ekstraklasie lub o nią walczą. Klub niesamowicie poszedł do przodu pod względem aktywności w social mediach, dnia meczowego i tego, co się dzieje wokół stadionu. Od przyjścia Rafała Wisłockiego wszystko zaczęło rosnąć i najprawdopodobniej pobijemy historyczną średnią frekwencji z sezonu 2016/17, mimo jednego z najgorszych sezonów.

Z jednej strony strata do bezpiecznych miejsc nigdy nie była przepaścią, ale z drugiej zespół praktycznie nie był w stanie zbliżyć się do 15. miejsca na odległość jednego meczu. Jak więc ocenić potencjał Bruk-betu na tle ligowych rywali?
To bardzo dobre pytanie, ale trudno na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Uważam, że w rundzie wiosennej brakowało nam piłkarskiego szczęścia i pokrywało się to z bardzo dobrą dyspozycją obrony przeciwników, a także z naszą nieskutecznością. W tym roku mieliśmy kilka meczów, po których powinniśmy byli spokojnie dopisać sobie trzy punkty (Pogoń, Raków czy Motor), a traciliśmy je na potęgę. Nawet, gdy spojrzymy na wskaźnik xG w ostatnim meczu domowym z Wisłą Płock, to nasz wynosił 1.61, a Nafciarzy 1.46. Spotkanie zakończyło się jednak wygraną gości 3:1. Choć wyniki na to nie wskazują, to uważam, że w tej rundzie na pewno poprawiła się nasza organizacja gry z tyłu, ale za to ofensywa zawodziła i nie wykorzystywaliśmy stuprocentowych sytuacji, mimo że na początku kampanii potrafiliśmy strzelić coś z niczego. Nie uważam, żebyśmy byli tak słabi, jak wskazuje na to tabela.

Czy da się wskazać moment pewnego impulsu, który dała drużyna sygnalizując, że wiosną nie złożyła broni w walce o Ekstraklasę dla Niecieczy? Patrząc z boku szczerze mówiąc go nie dostrzegam, bo na pierwsze zwycięstwo musieliście przecież czekać aż do kwietnia.
Taką wiarą, że jeszcze możemy o coś powalczyć, był dla mnie koniec roku, w którym odnieśliśmy trzy zwycięstwa w ostatnich czterech spotkaniach (Legia 2:1, Arka 2:0 i Jagiellonia 2:1). Potem bardzo dobry okres przygotowawczy w Turcji, który zakończyliśmy z bilansem pięciu zwycięstw w meczach kontrolnych. Z drugiej strony zimowe okno transferowe moim zdaniem przespaliśmy – wzmocnienie jedynie Ivanem Durdovem oraz Miłoszem Matysikiem nie dawało gwarancji skutecznej walki o utrzymanie. Według mnie przez całą pierwszą rundę brakowało dynamicznego pomocnika, który wziąłby ciężar gry na siebie i byłby architektem akcji ofensywnych. Niby robili to Maciej Ambrosiewicz i Krzysztof Kubica, którzy zawsze dają z siebie wszystko i ciągną drużynę do pressingu, lecz są to typowe „szóstki” mające zupełnie inne zadania – przy zaangażowaniu w ofensywę czasem może ich brakować przy kontrataku przeciwnika. Drugą kwestią był brak zaplecza na wahadłach, bo po kontuzji Macieja Wolskiego dysponowaliśmy zaledwie dwoma wahadłowymi, a więc Radu Bobocem oraz Damianem Hilbrychtem. Wiosną takim światełkiem w tunelu były kolejne spotkania, które wyglądały dobrze, a czasem bardzo dobrze, lecz brakowało skuteczności. W końcu przyszło przełamanie z Piastem, a ostatnio kolejne zwycięstwo z Zagłębiem, co na pewno podbuduje mentalnie chłopaków, którzy mają indywidualne umiejętności mogące mogą dać pożytek drużynie.

Redaktor Michał Trela z redakcji Canal+ wskazał jesienią trenera Brosza jako największy atut Termaliki w walce o utrzymanie. Jak dziś oceniasz jego pracę w kontekście celu, który wciąż jest daleko? Zrobił co się dało czy można było wycisnąć więcej?
Marcin Brosz w naszym środowisku jest bardzo ceniony. Z drużyny, która w sezonie 2023/24 walczyła o utrzymanie zrobił ekipę, która zdominowała pierwszą rundę kolejnej kampanii i byliśmy pewniakiem do awansu. Co prawda pod koniec było już gorzej, ale każdy spodziewał się, że to Słoniki wrócą do elity. O ile mnie pamięć nie myli, Brosz jest pierwszym trenerem w ostatnich latach, który zamieszkał w Niecieczy i regularnie odwiedza treningi naszej akademii, nawet tych najmłodszych. To wspaniały trener – cenię jego warsztat i osobowość, lecz nie przekonuje mnie proponowane przez niego 3-4-3 biorąc pod uwagę graczy, jakimi dysponuje. Brakuje nam dynamicznych piłkarzy o odpowiedniej szybkości na skrzydle. Najczęściej zdobywamy punkty dzięki kolektywnemu wysiłkowi całej drużyny, a nie przez indywidualny zryw któregoś z graczy. Trudno jednak oczekiwać całkowitej zmiany systemu w trakcie sezonu, bo nie mamy typowych bocznych obrońców, a kadra była budowana właśnie pod ustawienie 3-4-3 lub 3-5-2. Transfery na papierze były bardzo dobre: powrót do Ekstraklasy Jesiego (znany z występów w Górniku Zabrze Jesús Jiménez – przyp. red.), Rafał Kurzawa, Boboc i Maseoro wyceniani przez Transfermarkt na ponad milion euro, a także Sergio Guerrero, który był kapitanem rezerw Atletico i pojawiał się w kadrze pierwszego zespołu. Niestety, nie udało się z tego stworzyć zespołu. Mimo to mam nadzieję, że trener Brosz zostanie na kolejny sezon, na co się zresztą zapowiada.

Zimowe okienko transferowe nie było imponujące. Nie masz wrażenia, że było to pewnego rodzaju wywieszenie białej flagi czy raczej wyraz zaufania do obecnej kadry, że jest w stanie podjąć walkę o Ekstraklasę?
Wzmocnień na pewno było za mało – dwóch nowych piłkarzy w drużynie, która walczy o utrzymanie to niewiele. Warto jednak pamiętać, że w większości przypadków nie jesteśmy pierwszym wyborem i wielu zawodników nam odmówiło, zarówno w zimowym, jak i letnim okienku. Praktycznie wszyscy mieszkają w Tarnowie, co wiąże się z codziennym dojazdem do Niecieczy, zajmującym około pół godziny w jedną stronę. Nie każdemu to odpowiada. Z drugiej strony lokalizacja w południowej części Polski może być atutem, bo nie trzeba jechać daleko, aby znaleźć się w górach, Krakowie czy innych ciekawych miastach. Wracając do pytania, białej flagi na pewno nie było, bo ciężko dokonać mocnych transferów w zimie do jednej z najsłabszych drużyn w lidze. Mimo wszystko uważam Matysika oraz Durdova za dobre wzmocnienia, choć ostatnio Miłosz nie zachwyca.

W razie spełnienia się najgorszego scenariusza, których piłkarzy wskazałbyś jako tych, którzy mimo wszystko powinni zostać w Ekstraklasie, już w barwach innych klubów?
Takim pewniakiem jest dla mnie Adrian Chovan, który wielokrotnie ratował nas przed utratą większej liczby bramek – świetny refleks, dobra gra zarówno na przedpolu, jak i na linii, jedynie z rozgrywaniem ma pewne problemy. Spokojnie załapałby się do czołówki ligi – kto oglądał spotkania Bruk-Betu, ten wie, że jest bardzo dobrym bramkarzem. Damian Hilbrycht, ale w roli skrzydłowego, jest świetny w ofensywie, lecz ma duże braki w obronie i często traciliśmy bramki po centrach z jego strony. Kolejni to Gabriel Isik, Radu Boboc, Krzysztof Kubica, Maciej Ambrosiewicz oraz Jesús Jiménez.

Michał Trela wskazał nasz jesienny mecz w Niecieczy jako ostatnią szansę dla Bruk-betu na wyjście z kryzysu. Szansy tej nie wykorzystaliście. Jak wspominasz tamten mecz i nastroje po nim?
Nie uważam, że można wskazać jeden mecz jako „ostatnią szansę” – każda kolejka, każdy kolejna rywalizacja to nowa historia i w każdej chwili można rozpocząć serię zwycięstw, która wywinduje w górę tabeli, a szczególnie w tym sezonie. Mimo, że nasze szanse są oceniane jako zerowe, to piłka wciąż jest w grze i jakimś cudem wciąż możemy zapewnić sobie utrzymanie. Dotychczas gdy spadaliśmy, to do utrzymania zawsze brakowało jednego zwycięstwa. Mam nadzieję, że w tym sezonie do końca będziemy w grze. Wracając do październikowego meczu między Termaliką a GKS-em, to po raz kolejny był on pokazem naszej nieskuteczności. Posiadaliśmy piłkę przez większość czasu, stwarzaliśmy sobie okazje, ale podopieczni Rafała Góraka byli skuteczniejsi i wpakowali trzy bramki. Nastroje? Nienajlepsze, bo sytuacja zaczęła się robić tragiczna.

W Niecieczy po raz pierwszy w naszych barwach błysnął Eman Marković, który w ostatnich tygodniach znów pokazuje dobrą formę. Na kogo w GieKSie twoim zdaniem powinniście uważać najbardziej?
Słysząc „GKS Katowice” znaczna część neutralnych kibiców myśli o Bartoszu Nowaku. Oczywiście, Bartek to jeden z najlepszych piłkarzy w tym sezonie Ekstraklasy, o ile nie najlepszy, ale GKS to przede wszystkim kolektyw, który od października działa jak maszyna. Znakomite są zwłaszcza wahadła, które kreują wiele sytuacji dla Markovicia, Szkurina czy właśnie Nowaka. Według mnie w dużej mierze sukces GKS-u to właśnie wahadła w postaci Wasielewskiego oraz Jirki i Galana. Pod okiem Góraka Wasyl bardzo się rozwinął, bo kiedy grał u nas, to nie powiedziałbym, że może być tak mocnym ogniwem ekipy, która gra o europejskie puchary.

W październiku dzieliły nas w tabeli zaledwie trzy miejsca. Jak oceniasz dalszy przebieg sezonu w kontekście lokat zajmowanych obecnie przez nasze zespoły?
Październik to tak naprawdę był początek szalonej ligi. Do teraz obowiązuje zasada, że praktycznie każdy, kto znajdzie się na fali zwycięstw, ostatecznie może się zahaczyć nawet o europejskie puchary. Mogło się wtedy wydawać, że poprzedni sezon w wykonaniu Rafała Góraka i jego piłkarzy był wyjątkowy i już się nie powtórzy, tymczasem 53-latek pokazał swój warsztat trenerski i odpowiednie podejście do pracy, a jego zespół nadal jest określany jako rewelacja ligi, zresztą słusznie. No, a Słoniki miewały przebłyski, miewały kryzysy (znacznie częściej) i nie potrafiliśmy takiej serii zwycięstw złapać. Graliśmy naprawdę nieźle, a oglądając wszystkie mecze nie mogę powiedzieć, że zasługujemy na spadek. Zarząd wciąż ma zaufanie do trenera Brosza i to dla mnie najważniejsze, że w klubie nie ma „kwasów” i wszycy pracujemy na wspólny sukces w przyszłości.

Ciekawostką jest fakt, że Bruk-bet nie zwykł przegrywać w Katowicach. Ostatnie mecze 1-ligowe to remisy przy Bukowej i pucharowe zwycięstwo w 2021 roku. Jaki scenariusz przewidujesz na niedzielę?
To będzie pierwsze starcie tych drużyn przy Nowej Bukowej. Dotychczas ostatnie 19 meczów (wg. Transfermarkt) to 8 zwycięstw Słoni, 8 remisów oraz 3 zwycięstwa GKS-u. Nie ma co jednak patrzeć na historię, bo to dwa kompletnie inne zespoły niż kiedyś. Wiemy, jaką drogę przeszedł GKS w ostatnich latach i jest ona imponująca – patrząc na infrastrukturę oraz na wyniki sportowe. Warto podkreślić, że ostatni mecz GKS-u z Termaliką w Katowicach w październiku 2023 r. obejrzało 2.142 widzów, tymczasem w niedzielę będzie ich ponad pięć razy tyle.

Jaki wynik typujesz?
Wymęczone 2:1 dla Słoników – wiara w ekipę Brosza zawsze będzie. Jednak będzie to jeden z najtrudniejszych meczów w tym roku, bo Katowiczanie mają idealne atuty w rywalizacji z Bruk-betem. Dlaczego idealne? My masę bramek tracimy po dośrodkowaniach z bocznej strefy i po stałych fragmentach gry, a to jest jedna z najmocniejszych stron zespołu Rafała Góraka. Do tego zabójcze wahadła, o których już wspominałem.

A jakie są twoje przewidywania na ostateczny kształt ligowej tabeli? Kto mistrzem, kto w pucharach, a kto w 1. lidze?
Raczej nic już się nie powinno zmienić na górze – uważam, że Kolejorz utrzyma prowadzenie do samego końca sezonu. Mam nadzieję, że puchary podzielą między siebie Górnik Zabrze, Jagiellonia Białystok, Raków Częstochowa oraz GKS Katowice, bo GieKSa gra dziś najładniejszą piłkę spośród drużyn znajdujących się w strefie 4-8. Jeśli natomiast chodzi o spadek, to z bólem serca muszę przyznać, że obok Widzewa i Arki w 1. lidze ostatecznie wyląduje także Termalica.

Dziękuje za zaproszenie. Wszystkiego dobrego dla sympatyków GieKSy i oby do zobaczenia w niedalekiej przyszłości!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Od Krakowa do Warszawy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.

Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.

Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.

Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).

Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):

1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga