Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: wielka piłka pośród pól

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Takie pojedynki zwykło się określać mianem pułapek. GieKSa, zaraz po Górniku, najlepiej w Ekstraklasie wykorzystująca atut własnego boiska, w niedzielę stanie naprzeciw ligowego outsidera, który jednak dawno w Katowicach nie przegrał, ponadto tydzień temu wywiózł komplet punktów z Lubina. Czy trójkolorowi udźwigną rolę faworyta? I czy popularne Słonie znajdą w sobie jeszcze wolę walki, by do końca bić się o utrzymanie? Zapytaliśmy Kubę – kibica Bruk-bet Termaliki.

Rozmawiając dziś o Bruk-Becie w Ekstraklasie, powinniśmy już używać czasu przeszłego czy w sercu kibica Słoni z Niecieczy wciąż tli się nadzieja na pozytywny finał tego sezonu?
Jeszcze możemy mówić o Termalice matematycznie walczącej o utrzymanie, lecz sytuacja jest bardzo ciężka. Nawet komplet punktów w następnych 4. kolejkach może nie wystarczyć do utrzymania. Widziałem szacunki 99,7% prawdopodobieństwa naszego spadku, ale dopóki te 0,3% jest w grze, to musimy walczyć o te zwycięstwa. Jeśli chodzi o nastroje wśród kibiców, to cieszy nas każdy punkt. Na konferencji prasowej przed niedzielnym meczem trener Marcin Brosz powiedział, że gra w Ekstraklasie to wielkie wyróżnienie i tym powinniśmy się kierować. Wielka piłka pośród pól – każdy kibic Słoni powinien doceniać to, co państwo Witkowscy zrobili dla Niecieczy i to, gdzie jesteśmy. Oczywiście, pojawiło się wiele błędów w przeszłości, ale nadal utrzymujemy się w kręgu drużyn, które są w PKO BP Ekstraklasie lub walczą o nią. Klub niesamowicie poszedł do przodu pod względem aktywności w social mediach, dnia meczowego i tego, co się dzieje wokół stadionu. Od przyjścia Rafała Wisłockiego wszystko zaczęło rosnąć i najprawdopodobniej pobijemy historyczną średnią frekwencji z sezonu 2016/17, mimo jednego z najgorszych sezonów.

Z jednej strony strata do bezpiecznych miejsc nigdy nie była przepaścią, ale z drugiej zespół praktycznie nie był w stanie zbliżyć się do 15. miejsca na odległość jednego meczu. Jak więc ocenić potencjał Bruk-betu na tle ligowych rywali?
To bardzo dobre pytanie, ale trudno na nie jednoznacznie odpowiedzieć. Uważam, że w rundzie wiosennej brakowało nam piłkarskiego szczęścia i pokrywało się to z bardzo dobrą dyspozycją obrony przeciwników, a także z naszą nieskutecznością. W tym roku mieliśmy kilka meczów, po których powinniśmy byli spokojnie dopisać sobie trzy punkty (Pogoń, Raków czy Motor), a traciliśmy je na potęgę. Nawet, gdy spojrzymy na wskaźnik xG w ostatnim meczu domowym z Wisłą Płock, to nasz wynosił 1.61, a Nafciarzy 1.46. Spotkanie zakończyło się jednak wygraną gości 3:1. Choć wyniki na to nie wskazują, to uważam, że w tej rundzie na pewno poprawiła się nasza organizacja gry z tyłu, ale za to ofensywa zawodziła i nie wykorzystywaliśmy stuprocentowych sytuacji, mimo że na początku kampanii potrafiliśmy strzelić coś z niczego. Nie uważam, żebyśmy byli tak słabi, jak wskazuje na to tabela.

Czy da się wskazać moment pewnego impulsu, który dała drużyna sygnalizując, że wiosną nie złożyła broni w walce o Ekstraklasę dla Niecieczy? Patrząc z boku szczerze mówiąc go nie dostrzegam, bo na pierwsze zwycięstwo musieliście przecież czekać aż do kwietnia.
Taką wiarą, że jeszcze możemy o coś powalczyć, był dla mnie koniec roku, w którym odnieśliśmy trzy zwycięstwa w ostatnich czterech spotkaniach (Legia 2:1, Arka 2:0 i Jagiellonia 2:1). Potem bardzo dobry okres przygotowawczy w Turcji, który zakończyliśmy z bilansem pięciu zwycięstw w meczach kontrolnych. Z drugiej strony zimowe okno transferowe moim zdaniem przespaliśmy – wzmocnienie jedynie Ivanem Durdovem oraz Miłoszem Matysikiem nie dawało gwarancji skutecznej walki o utrzymanie. Według mnie przez całą pierwszą rundę brakowało dynamicznego pomocnika, który wziąłby ciężar gry na siebie i byłby architektem akcji ofensywnych. Niby robili to Maciej Ambrosiewicz i Krzysztof Kubica, którzy zawsze dają z siebie wszystko i ciągną drużynę do pressingu, lecz są to typowe „szóstki” mające zupełnie inne zadania – przy zaangażowaniu w ofensywę czasem może ich brakować przy kontrataku przeciwnika. Drugą kwestią był brak zaplecza na wahadłach, bo po kontuzji Macieja Wolskiego dysponowaliśmy zaledwie dwoma wahadłowymi, a więc Radu Bobocem oraz Damianem Hilbrychtem. Wiosną takim światełkiem w tunelu były kolejne spotkania, które wyglądały dobrze, a czasem bardzo dobrze, lecz brakowało skuteczności. W końcu przyszło przełamanie z Piastem, a ostatnio kolejne zwycięstwo z Zagłębiem, co na pewno podbuduje mentalnie chłopaków, którzy mają indywidualne umiejętności mogące mogą dać pożytek drużynie.

Red. Michał Trela z redakcji Canal+ wskazał jesienią trenera Brosza jako największy atut Termaliki w walce o utrzymanie. Jak dziś oceniasz jego pracę w kontekście celu, który wciąż jest daleko? Zrobił co się dało czy można było wycisnąć więcej?
Marcin Brosz w naszym środowisku jest bardzo ceniony. Z drużyny, która w sezonie 2023/24 walczyła o utrzymanie zrobił ekipę, która zdominowała pierwszą rundę kolejnej kampanii i byliśmy pewniakiem do awansu. Co prawda pod koniec było już gorzej, ale każdy spodziewał się, że to Słoniki wrócą do elity. O ile mnie pamięć nie myli, Brosz jest pierwszym trenerem w ostatnich latach, który zamieszkał w Niecieczy i regularnie odwiedza treningi naszej akademii, nawet tych najmłodszych. To wspaniały trener – cenię jego warsztat i osobowość, lecz nie przekonuje mnie proponowane przez niego 3-4-3 biorąc pod uwagę graczy, jakimi dysponuje. Brakuje nam dynamicznych piłkarzy o odpowiedniej szybkości na skrzydle. Najczęściej zdobywamy punkty dzięki kolektywnemu wysiłkowi całej drużyny, a nie przez indywidualny zryw któregoś z graczy. Trudno jednak oczekiwać całkowitej zmiany systemu w trakcie sezonu, bo nie mamy typowych bocznych obrońców, a kadra była budowana właśnie pod ustawienie 3-4-3 lub 3-5-2. Transfery na papierze były bardzo dobre: powrót do Ekstraklasy Jesiego (znany z występów w Górniku Zabrze Jesús Jiménez – przyp. red.), Rafał Kurzawa, Boboc i Maseoro wyceniani przez Transfermarkt na ponad milion euro, a także Sergio Guerrero, który był kapitanem rezerw Atletico i pojawiał się w kadrze pierwszego zespołu. Niestety, nie udało się z tego stworzyć zespołu. Mimo to mam nadzieję, że trener Brosz zostanie na kolejny sezon, na co się zresztą zapowiada.

Zimowe okienko transferowe nie było imponujące. Nie masz wrażenia, że było to pewnego rodzaju wywieszenie białej flagi czy raczej wyraz zaufania do obecnej kadry, że jest w stanie podjąć walkę o Ekstraklasę?
Wzmocnień na pewno było za mało – dwóch nowych piłkarzy w drużynie, która walczy o utrzymanie to niewiele. Warto jednak pamiętać, że w większości przypadków nie jesteśmy pierwszym wyborem i wielu zawodników nam odmówiło, zarówno w zimowym, jak i letnim okienku. Praktycznie wszyscy mieszkają w Tarnowie, co wiąże się z codziennym dojazdem do Niecieczy, zajmującym około pół godziny w jedną stronę. Nie każdemu to odpowiada. Z drugiej strony lokalizacja w południowej części Polski może być atutem, bo nie trzeba jechać daleko, aby znaleźć się w górach, Krakowie czy innych ciekawych miastach. Wracając do pytania, białej flagi na pewno nie było, bo ciężko dokonać mocnych transferów w zimie do jednej z najsłabszych drużyn w lidze. Mimo wszystko uważam Matysika oraz Durdova za dobre wzmocnienia, choć ostatnio Miłosz nie zachwyca.

W razie spełnienia się najgorszego scenariusza, których piłkarzy wskazałbyś jako tych, którzy mimo wszystko powinni zostać w Ekstraklasie, już w barwach innych klubów?
Takim pewniakiem jest dla mnie Adrian Chovan, który wielokrotnie ratował nas przed utratą większej liczby bramek – świetny refleks, dobra gra zarówno na przedpolu, jak i na linii, jedynie z rozgrywaniem ma pewne problemy. Spokojnie załapałby się do czołówki ligi – kto oglądał spotkania Bruk-Betu, ten wie, że jest bardzo dobrym bramkarzem. Damian Hilbrycht, ale w roli skrzydłowego, jest świetny w ofensywie, lecz ma duże braki w obronie i często traciliśmy bramki po centrach z jego strony. Kolejni to Gabriel Isik, Radu Boboc, Krzysztof Kubica, Maciej Ambrosiewicz oraz Jesús Jiménez.

Michał Trela wskazał nasz jesienny mecz w Niecieczy jako ostatnią szansę dla Bruk-betu na wyjście z kryzysu. Szansy tej nie wykorzystaliście. Jak wspominasz tamten mecz i nastroje po nim?
Nie uważam, że można wskazać jeden mecz jako „ostatnią szansę” – każda kolejka, każdy kolejna rywalizacja to nowa historia i w każdej chwili można rozpocząć serię zwycięstw, która wywinduje w górę tabeli, a szczególnie w tym sezonie. Mimo, że nasze szanse są oceniane jako zerowe, to piłka wciąż jest w grze i jakimś cudem wciąż możemy zapewnić sobie utrzymanie. Dotychczas gdy spadaliśmy, to do utrzymania zawsze brakowało jednego zwycięstwa. Mam nadzieję, że w tym sezonie do końca będziemy w grze. Wracając do październikowego meczu między Termaliką a GKS-em, to po raz kolejny był on pokazem naszej nieskuteczności. Posiadaliśmy piłkę przez większość czasu, stwarzaliśmy sobie okazje, ale podopieczni Rafała Góraka byli skuteczniejsi i wpakowali trzy bramki. Nastroje? Nienajlepsze, bo sytuacja zaczęła się robić tragiczna.

W Niecieczy po raz pierwszy w naszych barwach błysnął Eman Marković, który w ostatnich tygodniach znów pokazuje dobrą formę. Na kogo w GieKSie twoim zdaniem powinniście uważać najbardziej?
Słysząc „GKS Katowice”, znaczna część neutralnych kibiców myśli o Bartoszu Nowaku. Oczywiście, Bartek to jeden z najlepszych piłkarzy w tym sezonie Ekstraklasy, o ile nie najlepszy, ale GKS to przede wszystkim kolektyw, który od października działa jak maszyna. Znakomite są zwłaszcza wahadła, które kreują wiele sytuacji dla Markovicia, Szkurina czy właśnie Nowaka. Według mnie w dużej mierze sukces GKS-u to właśnie wahadła w postaci Wasielewskiego oraz Jirki i Galana. Pod okiem Góraka Wasyl bardzo się rozwinął, bo kiedy grał u nas, to nie powiedziałbym, że może być tak mocnym ogniwem ekipy, która gra o europejskie puchary.

W październiku dzieliły nas w tabeli zaledwie trzy miejsca. Jak oceniasz dalszy przebieg sezonu w kontekście lokat zajmowanych obecnie przez nasze zespoły?
Październik to tak naprawdę był początek szalonej ligi. Do teraz obowiązuje zasada, że praktycznie każdy, kto znajdzie się na fali zwycięstw, ostatecznie może się zahaczyć nawet o europejskie puchary. Mogło się wtedy wydawać, że poprzedni sezon w wykonaniu Rafała Góraka i jego piłkarzy był wyjątkowy i już się nie powtórzy, tymczasem 53-latek pokazał swój warsztat trenerski i odpowiednie podejście do pracy, a jego zespół nadal jest określany jako rewelacja ligi, zresztą słusznie. No, a Słoniki miewały przebłyski, miewały kryzysy (znacznie częściej) i nie potrafiliśmy takiej serii zwycięstw złapać. Graliśmy naprawdę nieźle, a oglądając wszystkie mecze nie mogę powiedzieć, że zasługujemy na spadek. Zarząd wciąż ma zaufanie do trenera Brosza i to dla mnie najważniejsze, że w klubie nie ma „kwasów” i wszycy pracujemy na wspólny sukces w przyszłości.

Ciekawostką jest fakt, że Bruk-bet nie zwykł przegrywać w Katowicach. Ostatnie mecze 1-ligowe to remisy przy Bukowej i pucharowe zwycięstwo w 2021 roku. Jaki scenariusz przewidujesz na niedzielę?
To będzie pierwsze starcie tych drużyn przy Nowej Bukowej. Dotychczas ostatnie 19 meczów (wg. Transfermarkt) to 8 zwycięstw Słoni, 8 remisów oraz 3 zwycięstwa GKS-u. Nie ma co jednak patrzeć na historię, bo to dwa kompletnie inne zespoły niż kiedyś. Wiemy, jaką drogę przeszedł GKS w ostatnich latach i jest ona imponująca – patrząc na infrastrukturę oraz na wyniki sportowe. Warto podkreślić, że ostatni mecz GKS-u z Termaliką w Katowicach w październiku 2023 r. obejrzało 2.142 widzów, tymczasem w niedzielę będzie ich ponad pięć razy tyle.

Jaki wynik typujesz?
Wymęczone 2:1 dla Słoników – wiara w ekipę Brosza zawsze będzie. Jednak będzie to jeden z najtrudniejszych meczów w tym roku, bo katowiczanie mają idealne atuty w rywalizacji z Bruk-betem. Dlaczego idealne? My masę bramek tracimy po dośrodkowaniach z bocznej strefy i po stałych fragmentach gry, a to jest jedna z najmocniejszych stron zespołu Rafała Góraka. Do tego zabójcze wahadła, o których już wspominałem.

A jakie są twoje przewidywania na ostateczny kształt ligowej tabeli? Kto mistrzem, kto w pucharach, a kto w 1. lidze?
Raczej nic już się nie powinno zmienić na górze – uważam, że Kolejorz utrzyma prowadzenie do samego końca sezonu. Mam nadzieję, że puchary podzielą między siebie Górnik Zabrze, Jagiellonia Białystok, Raków Częstochowa oraz GKS Katowice, bo GieKSa gra dziś najładniejszą piłkę spośród drużyn znajdujących się w strefie 4-8. Jeśli natomiast chodzi o spadek, to z bólem serca muszę przyznać, że obok Widzewa i Arki w 1. lidze ostatecznie wyląduje także Termalica.

Dziękuje za zaproszenie. Wszystkiego dobrego dla sympatyków GieKSy i oby do zobaczenia w niedalekiej przyszłości!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga