Piłka nożna Prasówka
Kierunek – odchudzanie? W GieKSie ważą się kwestie zimowych zmian czyli przegląd doniesień mediów o GieKSie
Zapraszamy do przeczytania fragmentów prasówki z ubiegłego tygodnia, na temat związane z piłkarską GieKSą:
katowickisport.pl – „Wstydliwe” (?) 3 mln dla sportowców
Katowiccy radni na koniec roku – wbrew wcześniejszym deklaracjom – „dorzucili” pieniądze na GieKSę.
Na ostatniej sesji miejskiej rady przegłosowano uchwałę o zmianach w budżecie gminy w roku 2017. Znalazł się w niej m.in. punkt dotyczący przekazania kwoty 3 mln złotych na „wydatki na zadania własne” w zakresie kultury fizycznej. W szczegółach – chodzi oczywiście o podniesienie kapitału zakładowego spółki GKS GieKSA SA o taką właśnie kwotę, która zwyczajnie zostanie „skonsumowana” na bieżącą działalność klubu. Przy czym warto podkreślić, że dotyczy to wydatków wszystkich sekcji, a nie tylko – jak czasami upraszcza się temat – wyłącznie drużyny piłkarskiej.
[…] Przypomnijmy, że – poza podwyższaniem kapitału – miasto na początku roku przekazało GieKSie (piłkarze, piłkarki, siatkarze; hokeiści finansowani są z innej puli) ok. 6 mln złotych z konkursu na organizację sportu. GKS otrzymuje także środki publiczne dzięki umowom z inną spółką komunalną, MPGK. Nowa umowa sponsorska (nieoficjalnie – na kwotę ok. 1 mln zł), podpisana w sierpniu, pozwoliła wesprzeć chwiejący się już wtedy budżet klubowy.
[…] Dodajmy na koniec, że w projekcie budżetu Katowic na 2018 rok, na „realizację zadań w zakresie rozwoju sportu” gmina zapisała 11,5 mln złotych. Według nieoficjalnych zapowiedzi, nieco ponad 10 mln z tej kwoty trafić ma do GieKSy (ale z uwzględnieniem potrzeb autonomicznej sekcji hokejowej, ocenianych na ok. 2 mln zł).
Kwartet z zaproszeniem: Piotr Mandrysz przyjrzał się GieKSiarsiej młodzieży
Na boisku ze sztuczną nawierzchnią przy Stadionie Śląskim katowiczanie zagrali ostatnią w tym roku gierkę.
Rywal nie był wymagający, ale też cel spotkania był zupełnie inny: chodziło o zaprezentowanie wychowanków Akademii „Młoda GieKSa” sztabowi szkoleniowemu pierwszej drużyny.
– Różnica jest niemała, bo piłkę seniorską od juniorskiej różni głównie szybkość operowania piłką, i tym elementem tych młodych chłopców przewyższaliśmy. Ale być może niektórzy z nich zaistnieją w wielkiej piłce – trener Piotr Mandrysz podsumował potyczkę w słowach, które mają nastolatków Adriana Napierały (roczniki 1999 i 2000) motywować do dalszej ambitnej pracy.
Do tejże z pewnością zmotywuje ich także fakt, że – przynajmniej na chwilę – pierwszoligowców mają „na wyciągnięcie ręki”. A czterech z nich w minionych dniach wzięło udział w badaniach, jakimi kilka dni poddani zostali GieKSiarze.
– Będą też u nas na piątkowym treningu – zapowiada szkoleniowiec. Ów kwartet to obrońca Patryk Wnuk, pomocnicy Kamil Stachowiak i Szymon Małecki (trenował już z pierwszym zespołem za Jerzego Brzęczka) oraz napastnik Bartłomiej Szojda. Warto też pamiętać, że od pół roku pełnoprawnym członkiem pierwszoligowej kadry jest także Paweł Juraszczyk, wczoraj grający w ekipie Młodej GieKSy.
Kierunek – odchudzanie? W GieKSie ważą się kwestie zimowych zmian
[…] – Być może niektórzy z naszych piłkarzy zechcą poszukać nowych wyzwań – mówił nam parę dni temu dyrektor sportowy GieKSy, Tadeusz Bartnik. Miał oczywiście na myśli tych graczy, którzy w minionych miesiącach „na liczniku” mają znacznie mniej minut spędzonych na murawie, niż by chcieli. Nazwisk nie przywoływał żadnych, ale rzut oka na bilans ligowych występów pozwala wytypować grono potencjalnych „niezadowolonych”. Zniknął w pewnym momencie z jedenastki Mateusz Kamiński, nieregularnie grywał Grzegorz Goncerz, nie mówiąc już o Tomaszu Mokwie czy Damianie Garbaciku. Zwłaszcza dwaj ostatni (pomijając już obecną rekonwalescencję Garbacika po artroskopii kolana) zdecydowanie znaleźli się poza „sferą zainteresowania” sztabu szkoleniowego.
[…] Rzecz w tym, że ewentualne rozstania – na przykład z wymienionym wyżej duetem – to kwestia konieczności „porozumienia stron”. Żadnemu z GieKSiarzy bowiem kontrakt nie kończy się w grudniu.
– W tej chwili w kadrze mamy 28 zawodników. To dużo, dobrze byłoby – również ze względów budżetowych – nieco ją „odchudzić” – podkreślał dyrektor Bartnik. Do kwestii finansowych odwoływał się zresztą częściej w krótkiej rozmowie ze „Sportem”. – Generalnie angaż nowych piłkarzy zależy od tego, z kim pożegnamy się tej zimy. Musimy przecież zmieścić się w budżecie na przyszły rok – dodawał.
Sztab szkoleniowy też najwidoczniej usłyszał od niego podobne słowa.
– Kadra nie jest z gumy, jesteśmy ograniczeni budżetem. Żeby kogoś zaangażować, niestety komuś innemu musimy podziękować – tak trener Piotr Mandrysz odpowiedział w środę po wspomnianym sparingu na nasze pytanie o ewentualne roszady w zespole w najbliższym czasie. Z miejsca jednak zaznaczał ważny element swej strategii. – Nie jestem zwolennikiem rewolucji w składzie, ale stagnacji – również nie.
[…] Warto w tym miejscu przypomnieć, że w paru przypadkach katowiczanie nie są „panami sytuacji” odnośnie losów swych graczy. Chodzi o piłkarzy na Bukową wypożyczonych, którzy w umowy wpisane mają możliwość skrócenia tegoż wypożyczenia przez klub macierzysty. Taki zapis ma na przykład Jakub Yunis (z Sigmy Ołomuniec) – o czym już pisaliśmy, ale również Peter Szulek (z węgierskiego Mezokoevesd-Zsory) i Oktawian Skrzecz (ze Śląska Wrocław).
– Spodziewam się, że zimą czeka mnie rozmowa z dyrektorem Adamem Matyskiem – mówił nam jakiś czas temu ten ostatni. W środę nie chciał zdradzić, czy wrocławianie zakomunikowali mu już decyzję w sprawie jego dalszych losów. – Wszystko wyjaśni się w najbliższych dniach – rzucił tylko krótko.
Na wypożyczeniu (z Wisły Kraków) przebywa też w Katowicach Wojciech Słomka. Latem kluby informowały o transferze czasowym na rok (do czerwca 2018). Młody pomocnik – przygotowywany przez Piotra Mandrysza do gry na lewej obronie – jesienią w lidze zagrał tylko 90 minut (w ostatniej kolejce, przeciwko Miedzi); „Biała gwiazda” nie miała więc nawet okazji, by sprawdzić, czy mógłby jej być przydatny w rundzie wiosennej.
[…] Na „transferowej giełdzie” nie brak spekulacji o ekstraklasowych ofertach dla Andrei Prokicia.
– Żadnych zapytań o naszych piłkarzy nie ma – mówi tymczasem dyrektor GieKSy, Tadeusz Bartnik. Obie informacje nie muszą być jednak sprzeczne. Kontrakt Serba obowiązuje do końca czerwca 2018, a więc już za parę tygodni będzie on mógł ewentualnie związać się – z półrocznym wyprzedzeniem oczywiście – z nowym pracodawcą.
Mikołaj z GieKSą, czyli z wizytą u najmłodszych
W przeddzień Mikołaja sportowcy z Bukowej odwiedzili podopiecznych Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka.
Piłkarze Lukas Klemenz i Maciej Wierzbicki, a także siatkarze Dominik Witczak i Maciej Fijałek oraz hokeiści Dawid Majoch i Patryk Krężołek – w towarzystwie GieKSika – wręczyli małym pacjentom klubowe pamiątki i gadżety oraz słodycze.
sportslaski.pl – GieKSa zrezgnowała z Polski i poleci do Turcji
[…] Katowiczanie udadzą się na urlopy po gali „Złote Buki”, a ponownie zbiorą się przy Bukowej 13 stycznia. Pierwszy sparing odbędzie się tydzień później, a rywalem będzie ROW Rybnik. Ważnym elementem będzie zgrupowanie w Turcji, gdzie GKS będzie przebywał od 3 do 17 lutego.
– Chcemy zapewnić piłkarzom optymalne warunki przygotowań do nowej rundy, dlatego zespół uda się do Side. Planujemy, że na miejscu rozegra trzy lub cztery sparingi. Wyjazd do Turcji będzie możliwy dzięki temu, że postanowiliśmy zrezygnować z organizacji pierwszego zimowego zgrupowania – podkreśla dyrektor Tadeusz Bartnik.
Kibicowsko najlepsi. Nasi ciągną Nice I ligę za uszy!
Podbeskidzie Bielsko-Biała gromadziło na swoim stadionie największą publikę, GKS Katowice generował najwyższą średnią na meczach wyjazdowych, Ruch Chorzów był najchętniej oglądaną ekipą w lidze. Śląscy I-ligowcy ciągną za uszy frekwencję na zapleczu Ekstraklasy i w kwestii kibicowania nie mają sobie równych w Polsce.
[…] Według statystyk portalu 90minut.pl największą średnią liczby widzów na swoich wyjazdach gromadzili piłkarze GKS-u Katowice. „GieKSę” na obcych boiskach oglądało średnio 1000 ludzi więcej, niż przy Bukowej!
[…] Dla śląskich fanów powodem do dumy może być statystyka łącząca wszystko co powyżej. Okazuje się bowiem, że 4 z 5 najchętniej oglądanych ekip wśród I-ligowców to drużyny ze Śląska. Biorąc pod uwagę, że średnia meczowa frekwencja całej ligi to raptem 2200 widzów trudno nie odnieść wrażenia, że „nasi” ciągną zaplecze Ekstraklasy za uszy!
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Galeria Piłka nożna
Wesoły nam mecz dziś nastał
W Wielką Sobotę wygraliśmy na własnym boisku 1:0 z Wisła Płock, a decydującego gola, w doliczonym czasie gry, zdobył Lukas Klemenz. Do kolejnej galerii zaprasza Was Kazik.


Najnowsze komentarze