Piłka nożna
Konferencja pomeczowa
Po meczu GKS Katowice z Górnikiem Łęczna wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Paszulewicz i Bogusław Baniak.
Bogusław Baniak (trener Górnika Łęczna):
Trochę szerzej powiem niż o dzisiejszym meczu. Gratuluję wygranej w to niedzielne popołudnie trenerowi GKS. My do tego meczu przystępowaliśmy w dwóch różnych nastrojach. Chciałoby się powiedzieć, że dzisiaj również byłby tu szczęśliwy dzień, gdyby udało się wam awansować do ekstraklasy, bo takie plany mieliście. Wam się to nie udało, natomiast my musieliśmy dzisiaj wygrać. Całą strategię poświęciliśmy na rzecz wygranej nad GKS, który myślę, że niesłusznie jest tak mocno krytykowany. Łęczna natomiast to nie był zespół tak słaby, który mógłby tu się położyć i spaść z ligi przyjemnie i fajnie.
Myślę, że na szersze zastanowienie przyjdzie czas, nie tutaj na konferencji pomeczowej. Ja zrobiłem wszystko, by ten zespół pobudzić i podnieść, razem z prezesami i środowiskiem górniczym. Muszę powiedzieć, że mimo zdobycia małej ilości punktów, w pewnym momencie uwierzyłem, że mamy szansę i prawo się utrzymać właśnie w tym ostatnim meczu. Niestety los jest szczęśliwy nie tylko dla wybrańców. GKS zakopał przynajmniej na rok Górnika Łęczna w II lidze. Nie znam losów tej drużyny i co będzie z piłkarzami. Ja w imieniu swoim,a stać mnie na to, bo ja to firmuję i wziąłem odpowiedzialność, chciałbym powiedzieć, że przepraszam kibiców Łęcznej, których bardzo szanuję. Przepraszam w imieniu swoim. Co do zawodników, przyjdzie czas rozliczeń w innej sytuacji. Trenerowi Paszulewiczowi, całemu sztabowi i klubowi życzę walki o awans z następnym sezonie.
Jacek Paszulewicz (trener GKS Katowice):
Dziękuję za gratulacje trenerowi. Po rundzie mało kto dawał szanse Łęcznej na utrzymanie. Duża praca trenera i sztabu sprawiła, że Łęczna do dziś miała realne szanse. Dzisiaj zagraliśmy poprawne, a nawet i dobre spotkanie, nie pozwoliliśmy na wiele zespołowi Górnika, choć miał on swoje sytuacje i kto wie, jak potoczyłoby się spotkanie, gdyby je wykorzystał. W kontekście całego sezonu nie tak sobie wyobrażaliśmy sobie jego końcówkę – już nie mówię nawet w kontekście awansu – natomiast jako sztab myśleliśmy, że te dwa mecze dalej będą nas utrzymywać w grze i być może dzisiaj rozstrzygniemy te losy. Stało się inaczej. Trzeba wyciągnąć wnioski i nie powtórzyć błędów, które można wyeliminować w kontekście przyszłego sezonu. Chciałbym też nawiązać do spotu, który był nagrany przed rundą. W kontekście kibiców i dwunastego zawodnika. Jeśli ma się to udać w Katowicach, na pewno jest wsparcie w pozytywnym znaczeniu. Granie przy prawie pustych trybunach to jest coś najgorszego, co może spotkać piłkarzy. Znam to z autopsji, wolałem jeździć na stadiony, na których słyszało się nawet obraźliwe epitety, a doping był dla drużyny przeciwnej, ale był. Życzyłbym sobie, aby począwszy od pierwszego spotkania w przyszłym sezonie trybuny zapełniły się i niosły zespół GKS Katowice. Dziękuję zespołowi, że dzisiaj stanął na wysokości zadania i w trudnym gatunkowo meczu – bo już tydzień temu mówiło się, że Olimpia potrzebuje punktów, teraz Łęczna – my stanęliśmy na wysokości zadania – zrobiliśmy swoje, zdobyliśmy trzy punkty. Oczywiście te trzy punkty za wiele nam nie dają, ale za sam meczu muszę i chcę pogratulować zawodnikom, że zakończyliśmy ten sezon w troszkę lepszych nastrojach niż miało to miejsce w ostatnim tygodniu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.


Oberschlesien
3 czerwca 2018 at 16:48
panie Jacku ,teraz jedyna szansa dla Pana aby zaistniec na rynku trenerskim…wziasc te towarzycho za pysk ,dac im taki wycisk w czasie przygotowac zeby w nocy plakali a w dzien rzygali…tych najmocniejszych z charakterem i charyzma zostawiamy ,reszta wyp….zero sentymentow za nazwisko ,tylko praca ,walka i ambicja ,lewusow juz w Gieksie mielismy przez ostatnie lata wystarczajaco
Wierzymy w Pana
Solski
3 czerwca 2018 at 17:18
Jednego lewusa już mamy mniej. Fosa się obraził. No nikt po tobie grajku płakał nie będzie. Weź jeszcze kilku kolegów
Robson
3 czerwca 2018 at 17:51
Póki ten paszudupek będzie nas trenował to zapomnimy o awansie.
Scifo
3 czerwca 2018 at 17:59
Trenerze, uważa Pan, że zagraliśmy dobry mecz, łał… co Pan ma na myśli, jaki fragment meczu Pana urzekł? Który zawodnik zasługuje na wyróżnienie? Może Foszmańczyk, za świetne rozegranie? A może Skrzecz za precyzyjne centry i dogrania, albo Mokwa, za to, że nie dał się ogrywać i ani razu nikt go nie obiegł. A może Panu chodzi o świetny przegląd pola i celne podania Słomki? Nie? Zapomniałem o skutecznym do bólu Volasie i Frańczaku, który dodatkowo dzisiaj zacentrował powyżej kolan… sporo wyżej. Kalinkowski też dzisiaj serducho zostawił na boisku. Albo spodobał się Panu drybling Abramowicz i jego celne wykopy? No gol Zejdlera stadiony Świata, nie można mówić o przypadku. Jedynym na Plus był Poczobut. Żal że nie zdecydował sie Pan na występ młodych w wiekszym wymiarze czasowym, bo jak nie teraz to kiedy?
Solski
3 czerwca 2018 at 17:59
Teraz należy pożegnać się z kopaczami. Dać trenerowi zawodników których chce i jak mówił, będą umierali za GieKSę, dać mu przepracować okres przygotowawczy i rozliczyć po rundzie jesiennej
Robson
3 czerwca 2018 at 18:34
Solski co Ty pierdolisz ?
Czy Ty widzisz że ten gość jest najgorszym trenerem jaki trenował GieKSę od czasów Lorenca ?! Chłopie jak widzę co ten pajac wyprawiał przez całą wiosnę i jego kretyńskie decyzje kadrowe pożegnanie się z całym atakiem na 4 kolejki przed końcem jak jeszcze było o co walczyć i jeszcze najbardziej kretyński konflikt z Dawidem Plizgą za co od razu powinniśmy go wykopać z Bukowej w kosmos ! Kurwa opamiętaj się ! Ta kurwa paszulewicz powinien mieć zakaz zbliżania się do Bukowej na odległość 100 km !
GieKSiarz Dudek wprowadza goroli do ekstraklasy a u nas rządzą gorole z prezesem na czele którzy pilnują tylko swoich wypłat a nie mają w sercu GieKSy nikt z nich nie będzie umierał za nasz kochany klub a tylko ktoś taki wyprowadzi nas na prostą i zapewni ekstraklasę i może duże sukcesy w przyszłości !
Solski
3 czerwca 2018 at 18:53
Robson, to Paszul biegał po boisku czy niedorajdy i wkłady do koszulek? Kim miał grać, jak niewielu z nich potrafiło piłkę prosto na 10m kopnąć? Dać mu tych których chce i później go oceniajmy i rozliczajmy. W zwalnianiu trenerów to jesteśmy najlepsi. Co do Plizgi to nie bez powodu wyleciał z Górnika i jak historia dobrze pokazuje Górnik wyszedł na tym rewelacyjnie. Pozbył się hamulcowych i gra tam gdzie gra.
Solski
3 czerwca 2018 at 19:03
Robson, a Dudek to taki sam GieKSiarz jak np. Gija Guruli (jeden pograł 3 lata drugi 2). Chociaż ten drugi miał przynajmniej 1964 rok urodzenia i był najlepszym jak do tej pory obcokrajowcem, którego długo będę wspominał ja i wielu starszych kibiców.
Solski
3 czerwca 2018 at 19:17
I my naprawdę nie potrzebujemy GieKSiarzy, bo takich prawdziwych to było niewielu ale ludzi z charakterem i jajami, jak śp. Ledek, Świerczewscy, Trochim. Ludzi z CHARAKTEREM, a takich w obecnej kadrze widze 2, może 3 (Klemenz, Poczobut, może i Kamiński), a reszta to sorki, ale zawodnicy których umiejętności są jakie są.
Mody
3 czerwca 2018 at 19:18
Wy wszyscy pierdolicie bo trener taki stało owaki tu Kurwa nie pomoże nawet Guardiola Zidane i Mourinho razem wzięci jeśli piłkarze są objebani i grają w chuja…
Solski
3 czerwca 2018 at 19:24
@Mody no o tym cały czas mówię.
Jeżeli trener dostanie zawodników tych których che i którzy wg Niego będą umierali za GieKSę i z nimi ni zrobi wyniku jakim jest wyczekiwany awans, to wtedy możemy mówic o nim, że jest zły. A jeżeli zastaje to co zastał no to sorry, z piasku bicza nie ukręcisz
Rafał
3 czerwca 2018 at 19:33
A ja Myślę że trener powinien wylecieć jako pierwszy, bo nie umie ułożyć drużyny i wdaje się w konflikty z zawodnikami. Czy taki trener jest potrzebny na Bukowej?? NIE!!!!!! Potrzeba świeżości i nowy trener pozbyć się drewna i pozyskać młodych walczaków z ambicjami i jajami. Ale góra piłkarska GKSy to towarzystwo wzajemnej adoracji tu trzeba zmienić bardzo dużo to może wtedy coś ruszy i zatrudnią odpowiedniego trenera bo ten obecny nic nie wnosi a wręcz psuje i niszczy GKS.
T
3 czerwca 2018 at 21:23
O matko, co roku to samo pierdolenie że trener jest najgorszy na świecie i że gorszego nie było od Lorenca. Co roku trener się zmienia, a Ci co odchodzą często nieźle sobie radzą dalej. Paszulewicz to bardzo przyzwoity trener z którym normalna drużyna mogłaby spokojnie awansować. Niestety drużyna nie jest normalna, a niektórzy kibice dalej nie potrafią tego zrozumieć tylko pierdolą raz po raz o beznadziejnych trenerach. Z tą drużyną to i Probież by nie awansował, weźcie to sobie w końcu uświadomcie! I nie, nie chodzi tu wcale o jakość czysto piłkarską, która jest jak na standardy tej ligi zupełnie niezła, a już na pewno ponad przeciętna (mimo kilku ewidentnych słabiaków).
Mecza
4 czerwca 2018 at 09:40
Był trener który się na tym znał to go pogoniliście (Mandrysz) Przyszedł żółtodziób który dopiero się uczy, z nim chcecie awansować? W 6 miesięcy nie da się zrobić cudów, ale był progres za Mandrysza. Paszulewicz wszystko rozpieprzył, bufon z Grudziądza. Tak o nim kibice pisali. Jednak aby było jasne chcę aby on został do końca kontraktu bo zwolnienie go będzie jeszcze gorsze. Pytanie czy rewolucja która się zbliża jest pomysłem kierunku w którym ma iść GKS czy widzimisię trenera który posprowadza grajków a za 12 miesięcy opuści piaskownicę zostawiając swoje zabawki (piłkarz) i przyjdzie kolejny ze swoimi zabawkami. To trener ma się dostosować do tego co chcemy w GKS oglądać a nie na odwrót.
Gerard
4 czerwca 2018 at 11:06
@Mecza popieram.
Mandrysz to specjalista od awansów, wystarczy spojrzeć w CV. Jeżeli ktoś liczy, że praktycznie cały nowy zespół (większość zawodników wymieniona) już w pierwszym sezonie awansuje to jest w błędzie. To samo tyczy się obecnego trenera. Nowy skład w przyszłym sezonie co najwyżej włączy się w walkę o awans o ile wcześniej kolejny raz nie zmienią trenera.