Dołącz do nas

Piłka nożna

Mandrysz i Rocha o meczu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po meczu GKS Katowice z Ruchem Chorzów odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, na której pojawili się trener GKS Piotr Mandrysz, Trener Ruchu Juan Ramon Rocha oraz tłumaczący jego wypowiedzi Krzysztof Warzycha.

Juan Ramon Rocha (trener Ruchu Chorzów):
Nie czuje się najlepiej, bo dwóch trenerów jest tutaj, jeden po porażce, drugi po zwycięstwie. To było ciężkie spotkanie dla nas, dla mnie nowe derby i nowe doświadczenie. Dwie połowy zdecydowanie różne, w I mieliśmy zdecydowaną przewagę, w drugiej przewagę miały Katowice. Dla nas bardzo ważne zwycięstwo ze względu na sytuację w tabeli. Daje nam ono wiarę w to, żeby w tabeli wyjść z dołka i zadomowić się wyżej. Derby zawsze są twardym meczem, towarzyszy wielki stres, jestem bardzo zadowolony z wyniku, wyjeżdżamy stąd zadowoleni, ale myślami jesteśmy przy kolejnym meczu.

Piotr Mandrysz (trener GKS Katowice):
Prestiżowe spotkanie, które niestety przegraliśmy. Z przebiegu spotkania zagraliśmy dobry mecz, a w drugiej połowie bardzo dobry. W piłce liczy się to, co wpadnie do siebie. My nie ustrzegliśmy się błędów do przerwy, przeciwnik zdobył dwa gole i uspokoił grę, co wprowadza w szeregi zespołu dobrą jakość i to było widać w pierwszej połowie. Po przerwie i przeprowadzonych zmianach nabraliśmy płynności, nasza przewaga była coraz większa z każdą minutą. W momencie gdy chwyciliśmy przeciwnika za gardło, sędzia przerwał mecz. Nam to nie pomogło, a pomogło gościom. Mimo że parliśmy, nie udało się zremisować. Nie mam pretensji za determinację, za walkę i za jakość przez większą część spotkania, natomiast błędy jakie popełniamy – a jest ich bardzo wiele – powodują, że tracimy sporo bramek, mamy już 21. Mecz był toczony w szybkim tempie. Ruch grał z kontrataku, my musieliśmy grac atakiem pozycyjnym i wyglądało to dobrze, ale wynik się nie zgadza. Musimy to przyjąć z godnością i zrobić wszystko, aby na Cichej się zrewanżować.

Pytania do trenerów:

Pytanie do trenera Rochy o przerwę w meczu, czy wpłynęła korzystnie.

Zgadzam się, że GKS miał przewagę, ale czasem bywa tak, że kibice chcą pomóc drużynie, a skutek jest odwrotny. Kibice Katowic poprzez nazwijmy to „zadymę” ułatwili nam zadanie.

Pytanie o przepychanki po meczu

Trener Rocha: Nie wiem z jakiego względu były te zamieszki. Nic nadzwyczajnego nie widziałem. Nasza drużyna ma zwyczaj cieszyć się na środku po zwycięstwach. Proszę kibiców Katowic, żeby nie odebrali, że tutaj specjalnie się tak cieszyliśmy. Jako zawodnik i jako trener zawsze z szacunkiem odnoszę się do przeciwnika.

Trener Mandrysz: Nie zabieram głosu w sytuacji, której nie widzę. Po meczu zszedłem do szatni.

Pytanie do trenera Mandrysza o Goncerza w składzie

To było trzecie spotkanie w osiem dni. W dwóch poprzednich mnóstwo sił i zdrowia zostawił Wojtek Kędziora, który wiadomo ile ma lat. Postawiłem na świeżość Grześka. Wynik determinował zmianę w przerwie, bardziej ofensywne ustawienie, wprowadzenie Foszmańczyka, przesunięcie Zejdlera na lewą obronę – to podniosło jakość gry, bo przeciwnik nam nie zagrażał. Zmiany spowodowały naszą dominację, ale nie pozwoliły odwrócić losów spotkania.

Pytanie do trenera Rochy o jego osobiste wrażenie z tych derbów

To co mi się podoba, to sympatyczne i spokojne przywitanie. Jestem zadowolony z atmosfery, dopingu kibiców GKS, na pewno derby były spokojniejsze niż te z czasów zawodniczych z derbów w Argentynie czy Grecji.

Pytanie do trenera Mandrysza o stan zdrowia Klemenza

Zbyt wcześnie, żeby odpowiedzieć na to pytanie. Pomocy udzielał mu sztab medyczny i przekazał mi, że mógł grać dalej – nie było utraty przytomności.

Pytanie do trenera Mandrysza o interwencje Sebastiana Nowaka przy pierwszym golu

Moim zdaniem Posinković oddał strzał w sposób ekwiblirystyczny, sam nie wiem czy strzelał czy wrzucał. Piłka dostała dziwnej rotacji, wyszedł dziwny lob. Myślę, że tego nie obroniłby żadnej bramkarz.

14 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

14 komentarzy

  1. Avatar photo

    Waski

    22 października 2017 at 21:01

    Mandrysz byłeś na innym meczu i uważam ze jesteś kolejnym klaunem i tyle

  2. Avatar photo

    Mecza

    22 października 2017 at 21:07

    Zostawcie Mandrysza, dopóki w GKS będzie miejsce dla takiego Kalinkowskiego, Goncerza to bez jakości sportowej żaden trener nic nie zrobi.

  3. Avatar photo

    Roch

    22 października 2017 at 21:08

    1964-1920=44 skrojonych flag. Jesteście leszczami poza boiskiem i na boisku. Na kolana!

  4. Avatar photo

    Scifo

    22 października 2017 at 21:08

    Panie Mandrysz, coś się Panu pomyliło. Mecz był dobry, chyba dla śmierdzieli? W drugiej połowie bardzo dobry? To dlaczego nie wygraliśmy? Kompromituje nas Pan z Sosnowcem, teraz ze słabiutkim Ruchem i uważa Pan, że zabrakło skuteczności? Ja niestety nie widziałem jakiegokolwiek pomysłu na grę, a to już Pana sprawa. Wprowadzanie w pierwszym składzie Goncerza to jest sabotaż. Kalinkowski człapie jak by grał w meczu o puchar dożynkowy a nie w derbach z największym wrogiem. Puklaty emeryt Plizga jest wolny jak ślimak i nie daje jakości. W środku trzeba walczyć, dlaczego nie grał Cerimagić od początku. Ruch na początku każdego meczu gra wysokim presingiem i w końcówkach meczy oddycha rękawami, ale tego Pan nie wiedział z analizy…

    Niektórzy piłkarze, na których Pan dzisiaj postawił zwolnią Pana, bo im o to chodzi a Pan im daje kolejne szanse.

  5. Avatar photo

    a

    22 października 2017 at 21:09

    Fatalne ustawienie druzyny. Niestety pan Mandrysz sie nie sprawdza jako trener. Kolejny raz zle ustawia druzyne.

  6. Avatar photo

    Dziadek

    22 października 2017 at 21:28

    Też mi się wydaje ten Mandrysz przereklamowany. No ale skład ma na drugą połówkę 1 ligi, nie czarujmy się…

  7. Avatar photo

    Kibol

    22 października 2017 at 21:32

    Ku…a szkoda słów panie mandrysz prosze podać sie do dymisji troche honoru prosimy niech sie pan już podda i odejdzie nie idzie już na to patrzeć

  8. Avatar photo

    Tom

    22 października 2017 at 22:07

    Pojebani a co wy chcecie od mandrysza tu by klop nie pomógł z tymi kopaczami brak presingu brak mądrej gry goncerza trzeba na wypożyczenie albo na skrzydło przesunąć ale jako napastnik sie nie nadaje fosa szkoda szans ogólnie słabo nam potrzeba jakości piłkarskiej tzn piłkarzy nie kopaczy no i napastnik i obrońca na skrzydło ale to juz stara śpiewka scouting czy my mamy cos takiego wogole

  9. Avatar photo

    Tom

    22 października 2017 at 22:10

    Trzeba grać 4-3-2-1 gdzie boczni pomocnicy grają jako skrzydłowi napastnicy środek pomocy jest cofnięty boczni obrońcy włączają sie do akcji ofensywnych środek obrony sztywno napastnik pilnuje pozycji środka presing jeszcze raz presing i duzo gry skrzydłami i będzie dobrze tak trzeba ustawić drużynę chceniem pomogę trenerze

  10. Avatar photo

    obiektywna

    22 października 2017 at 23:03

    Tom to nie fifa

  11. Avatar photo

    Damian

    22 października 2017 at 23:51

    Myślę że gdyby nie te rzucone race to wynik był by inny. Już ich mieliśmy i bramka była kwestią minut. Niestety przerwa wybiła naszych z rytmu a tamtym dodała oddechu. Takie moje zdanie.

  12. Avatar photo

    Mario1964

    23 października 2017 at 01:25

    Winny porażki jest Nowak i Mandrysz nowak ciamajda puścił ciote!!! A Mandryszek anty trenerek na poziomie wf-isty Góraka! Nowak puszcza dziwne bramki jak jest wysoki kurs w tym meczu na smrodów było 5zł gdzie jest Abramowicz!!! Pozdro GieKSiarze

  13. Avatar photo

    Ksawery

    23 października 2017 at 07:14

    Po takiej żenadzie powinny polecieć głowy: Mandrysza, Goncerza, Kalinkowskiego i Midzierskiego. Cała 4-ka to sabotażyści i statyści.

  14. Avatar photo

    pepe72

    23 października 2017 at 12:53

    Nowak Franczak Maczynski Mokwa Plizga Kalinkowski Goncerz Kedziora
    Tym panom mowimy zdecydowane pa pa

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga