Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Gospodarze awansują do finału?
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania Raków Częstochowa – GKS Katowice.
rakow.com – Cel na czwartek: FINAŁ! Zapowiedź meczu Raków – GKS
W czwartkowy wieczór na zondacrypto Arenie przy L83 podejmiemy GKS Katowice w półfinałowym meczu rozgrywek STS Pucharu Polski. Pierwszy gwizdek o godzinie 18:30.
Do rozegrania spotkania finałowego na PGE Narodowym w Warszawie pozostał już tylko jeden krok. Ten będzie trzeba wykonać przy L83 w czwartkowy wieczór.
Droga do półfinału STS Pucharu Polski była dla nas nieco krótsza ze względu na występy w eliminacjach europejskich pucharów. Do rozgrywek „Pucharu Tysiąca Drużyn” dołączyliśmy w październiku, kiedy to na naszym stadionie pokonaliśmy Cracovię. Wówczas dubletem popisał się Jonatan Brunes, a jedno trafienie dołożył od siebie Lamine Diaby Fadiga. Na początku grudnia wygraliśmy ze Śląskiem Wrocław po trafieniach Brunesa oraz Patryka Makucha. W marcu natomiast awansowaliśmy do finałowej czwórki pokonując Avię Świdnik; w spotkaniu trwającym 120 minut awans dało nam kolejne trafienie Norwega, a także gol Ariela Mosóra w dogrywce.
W przypadku pokonania GKS-u Katowice, wystąpimy w finale „Pucharu Tysiąca Drużyn” po raz piąty w swojej historii i pierwszy od 2023 roku.
[…] Do tej pory rozegraliśmy 20 meczów ligowych z GieKSą (12 w Ekstraklasie i 8 na jej zapleczu). Medaliki cieszyli się ze zwycięstwa 7-krotnie. W 3 meczach dochodziło do podziału punktów, a 10 razy z wygranej cieszyli się piłkarze katowickiego zespołu. W rozgrywkach najwyższej ligi wygraliśmy 4 razy, a także 2-krotnie padał remis. 6 razy zwyciężali piłkarze GKS-u.
W sezonie 2025/26 dwukrotnie pokonywaliśmy Katowiczan w PKO BP Ekstraklasie. Na start sezonu komplet punktów w stolicy województwa śląskiego dał nam gol Jonatana Brunesa, a w grudniu przy L83, Norweg powtórzył ten wyczyn.
sport.tvp.pl – Raków Częstochowa – GKS Katowice
W czwartek poznamy drugiego finalistę STS Pucharu Polski. Raków Częstochowa zagra z GKS-em Katowice, a stawką śląskiego starcia będzie ostatni bilet na PGE Narodowy.
GKS Katowice awans wywalczył po jednym z najbardziej nerwowych ćwierćfinałów tej edycji. Zespół Rafała Góraka zremisował z Widzewem Łódź 1:1, choć to rywale lepiej weszli w mecz i już na początku kilka razy sprawdzili Rafała Strączka. Katowiczanie odpowiedzieli jednak skutecznie po stałym fragmencie i długo bronili prowadzenia, zanim łodzianie doprowadzili do wyrównania po sprytnie rozegranym rzucie wolnym.
Później GKS zrobił to, co w takich meczach bywa równie ważne jak sama gra – wytrzymał ciśnienie. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a w serii rzutów karnych gospodarze okazali się skuteczniejsi i awansowali po wyniku 4:2. Bohaterem katowiczan w rywalizacji z Widzewem był bez dwóch zdań właśnie Strączek, który w serii jedenastek obronił uderzenie Frana Alvareza.
– Półfinał Pucharu Polski jest dużą sprawą. Od Narodowego dzieli nas już tylko jeden krok. Musimy zrobić wszystko, aby się tam znaleźć. Widzimy, że potrafimy zwyciężać w bólach i ważne jest to, że umiemy takie spotkania „przepchać”. Mimo średniej gry pokazaliśmy śląski charakter i to dało nam wygraną – mówił Rasak w rozmowie dla TVPSPORT.PL.
Raków Częstochowa ma za sobą ćwierćfinał, który na papierze wyglądał na znacznie prostszy, niż okazał się w praktyce. Wicemistrzowie Polski długo męczyli się z trzecioligową Avią Świdnik i choć przed przerwą wyszli na prowadzenie po golu Jonatana Brauta Brunesa, nie potrafili spokojnie domknąć spotkania. W końcówce dopuścili do wyrównania i dopiero dogrywka uratowała ich przed sensacyjnym odpadnięciem.
Było o krok od sensacji, ale Raków ostatecznie dopiął swego. O awansie przesądziła bramka Ariela Mosóra już na początku dodatkowego czasu gry. – Mogliśmy skończyć to szybciej. Na własne życzenie doprowadziliśmy do dogrywki – przyznał po meczu Oskar Repka.
dziennikzachodni.pl – Dziś półfinał STS Pucharu Polski w Częstochowie. Raków chce gonić legendę Papszuna, a GKS Katowice napisać wielką historię
W drugim półfinale STS Pucharu Polski Raków Częstochowa zmierzy się z GKS Katowice. Początek czwartkowego meczu o godzinie 18.30. Zwycięzca zagra na PGE Narodowym z Górnikiem Zabrze.
Raków Częstochowa w finałach Pucharu Polski grał w 2021, 2022 i 2023 roku, dwa pierwsze z nich wygrał (z Arką i Lechem), trzeci przegrał w rzutach karnych (z Legią). Za każdym razem na ławce zespołu siedział Marek Papszun, dopisując kolejne rozdziały do swojej legendy. Wcześniej ekipa spod Jasnej Góry tylko raz brała udział w decydującej rozgrywce – w 1967 roku. GKS Katowice ma na koncie jeden triumf więcej, ale wszystkie są już mocno zakurzone – miało to miejsce w latach 1986, 1991 i 1993. Potem jeszcze dwukrotnie awansował do finału, ale za każdym razem ulegał rywalom (1995 i 1997), powiększając tę „srebrną” statystykę do pięciu.
Dziś w Częstochowie oba kluby zmierzą się w półfinale i trudno wskazać w tej konfrontacji faworyta. W tabeli Ekstraklasy oba kluby ze sobą sąsiadują, ale GKS przegrał oba spotkania – tak na Nowej Bukowej, jak na Limanowskiego, po 0:1. Opierając się na suchych statystykach trzeba jednak zauważyć, że od momentu przejęcia zespołu przez Łukasza Tomczyka Częstochowianie w dziewięciu meczach zdobyli dziesięć punktów, podczas gdy Katowiczanie prowadzeni przez Rafała Góraka aż dziewiętnaście w dziesięciu. Droga do półfinału też wygląda bardziej przekonująco w wykonaniu GKS (4:2 po dogrywce z Wisłą Płock, 2:1 na wyjeździe z ŁKS-em, 3:1 z Jagiellonią u siebie i 4:2 po karnych z Widzewem również na Arenie Katowice wobec 3:0 u siebie z Cracovią, 2:1 ze Śląskiem na wyjeździe i 2:1 po dogrywce z Avią w Świdniku Rakowa).
– Ciarki idą po plecach, bo jedziemy grać o marzenia i nową historię klubu. To ogromna frajda – podkreśla trener Rafał Górak.
– Nasze mecze z Rakowem są wyrównane. W poprzednim sezonie wygraliśmy w Częstochowie. Na pewno nie pozwolę mówić swojej drużynie, że „oni muszą, my możemy”. Bo naszym celem jest to, żeby determinacją i ambicją gonić tych, którzy teoretycznie są lepsi i nie do ruszenia. Jestem przed tym spotkaniem optymistą – deklaruje szkoleniowiec.
Łukasz Tomczyk z kolei podkreśla znaczenie swojego boiska.
– U siebie trzeba przechylać szalę na własną korzyść. Idziemy mecz po meczu i ten też będzie najważniejszy w tym sezonie. Gramy z solidną GieKSą, ale my też pokażemy swoją jakość – zapowiada szkoleniowiec Rakowa.
Oba kluby zapewniły już sobie premię w wysokości 380 tysięcy złotych. Finalista dostanie milion, zwycięzca finału pięć razy tyle.
gol24.pl – Kto drugim finalistą Pucharu Polski? Raków czy GKS Katowice? Możliwy śląski klasyk w finale
W środę, Górnik Zabrze został pierwszym tegorocznym finalistą Pucharu Polski. Zabranie ograli Zawiszę Bydgoszcz 1:0. W czwartek odbędzie się drugi półfinał. Raków Częstochowa zmierzy się z GKS-em Katowice. Jeśli wygrają goście, w Warszawie dojdzie do Śląskiego Klasyka!
[…] W drugim półfinale Raków Częstochowa zmierzy się z GKS-em Katowice. Dla Rakowa będzie to szansa na czwarty finał Pucharu Polski w ostatnich sześciu latach!
Lekkim faworytem jest Raków, ale GKS Katowice nie jest łatwym rywalem. W tabeli PKO Ekstraklasy, oba kluby ze sobą sąsiadują. Medaliki są na 6. miejscu, a Katowiczanie na 7. miejscu w tabeli. Mają identyczną liczbę punktów – po 39. Raków wyprzedza rywali o jedną bramkę i przez dwie wygrane w tym sezonie, oba po 1:0. Raków w ostatnich pięciu meczach z GKS-em wygrał cztery razy. Jedyna porażka miała miejsce w lutym 2025 roku 1:2.
Jeśli wygra GKS Katowice, to w wielkim finale w Warszawie dojdzie do starcia dwóch ekip ze Śląska.
zagranie.com – Gospodarze awansują do finału Pucharu Polski?
W czwartkowe popołudnie odbędzie się drugi półfinał Pucharu Polski. W nim naprzeciw siebie staną drużyny z Ekstraklasy, a konkretnie 6. i 7. drużyna tabeli. Tym samym zapowiada się naprawdę interesujące starcie.
[…] Raków w tym sezonie gra mocno w kratkę. W Ekstraklasie podopieczni Łukasza Tomczyka nie radzą sobie najlepiej. Do tej pory zgromadzili 39 punktów w 27 meczach, co plasuje ich na 6. pozycji. Do TOP 4 gwarantującego grę w europejskich pucharach tracą jedynie 2 oczka, więc cały czas są w grze o najwyższe cele. Trzeba jednak podkreślić, że nie wygrali w 4 z 5 meczów ligowych wstecz, co potwierdza ich gorszą formę. W Pucharze Polski natomiast udało im się wyeliminować już takie ekipy, jak Cracovia, Śląsk Wrocław i Avia Świdnik. Teraz czas na kolejne starcie z ekipą z Ekstraklasy.
GKS Katowice w trwających zmaganiach radzi sobie naprawdę nieźle. Piłkarze prowadzeni przez Rafała Góraka do tej pory również zgromadzili 39 punktów w 27 pojedynkach. Tym samym zajmują aktualnie 7. miejsce i cały czas są w grze o TOP4. Do tej pory wygrali 12 meczów, dokładając do tego 3 remisy i 12 porażek. Warto też wspomnieć, że wygrali 3 z 5 ostatnio rozegranych pojedynków w Ekstraklasie i jeśli utrzymają tę formę, to mają szansę na sprawienie sporej niespodzianki. W Pucharze Polski zespół z Katowic wyeliminował Wisłę Płock, ŁKS Łódź, Jagiellonię i Widzew. Tym samym „Gieksa” ma za sobą kilka naprawdę trudnych pojedynków, z których ostatecznie wychodzili zwycięsko. Teraz czas na kolejne starcie z ekipą z najwyższej półki.
Mój typ na Raków Częstochowa – GKS Katowice to awans gospodarzy do finału Pucharu Polski. Co prawda, ekipa Tomczyka nie jest ostatnio w najlepszej dyspozycji, jednak biorąc pod uwagę ich spotkania u siebie, to myślę, że są w stanie pokonać rywali. W końcu nie przegrali w 9 z 10 meczów przed własną publicznością.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Najnowsze komentarze