Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: nasze ambicje się nie zmieniają
Tylko jeden krok dzieli nas od Narodowego. Spróbujemy go postawić w Częstochowie, jednak podobne plany mają piłkarze Rakowa, którzy chcą wrócić do Warszawy, by po raz trzeci unieść Puchar. Kto ma większe szanse na spełnienie swoich marzeń? W jakiej dyspozycji jest nasz pucharowy rywal? Czego można się spodziewać w czwartek przy Limanowskiego w Częstochowie? Opowiedział Konrad Kotania, długoletni kibic Medalików, inicjator twitterowej grupy dyskusyjnej skupionej wokół Rakowa Częstochowa.
Nawiązując do pewnych złośliwych komentarzy internetowych, jak to jest być długoletnim kibicem klubu, który według niektórych istnieje od dekady, czyli mniej więcej tyle, ile rządzi w nim Michał Świerczewski?
Przyzwyczaiłem się już do tego typu zaczepek i szkoda mi energii na konfrontowanie się z nimi. Słyszałem nawet gorsze opinie, że istniejemy w zasadzie od 2019 roku, kiedy po latach wróciliśmy do Ekstraklasy. Tego typu stwierdzenia świadczą tylko o kibicach naszych rywali – to, że nie znają naszej historii to jedno, ale dają w ten sposób świadectwo, że nie znają też swojej historii, bo Raków na przestrzeni lat wielokrotnie mierzył się z różnymi klubami, także z tymi największymi, na szczeblu Ekstraklasy i niższych lig. Nasza historia podobna jest do wielu innych, choćby GKS-u, w której są momenty zarówno sukcesów, jak i kryzysów. To właśnie trudne chwile hartują, uczą pokory i pomagają docenić sukcesy. Łatwo kibicować w Ekstraklasie drużynom stale walczącym o puchary. Zanim my znaleźliśmy się w tym miejscu, musieliśmy przejść długą drogę, a w pewnym momencie Stowarzyszenie Wieczny Raków i kilku innych zapaleńców musiało ratować klub przed upadkiem. Nawet dziś mamy swoje ograniczenia, choćby infrastrukturalne czy związane ze szkoleniem młodzieży, więc musimy inną drogą budować klub zdolny walczyć z takimi gigantami jak Lech, Jaga czy niedawno Legia.
Mimo pewnych różnic w potencjale naszych drużyn, oba kluby są zarówno sąsiadami w ligowej tabeli, jak i rywalami w półfinale Pucharu. Sam nie wiem, na czym powinniśmy się skupiać bardziej. A na czym twoim zdaniem bardziej skupia się Raków?
Czytałem niedawno wywiad z Wojciechem Cyganem, który zapytany o cele zespołu pod wodzą Łukasza Tomczyka podtrzymał deklarację, że nasze ambicje się nie zmieniają: mierzymy w Puchar Polski i miejsce w lidze gwarantujące występy w Europie. Oba cele są dzisiaj realne, bo w lidze jeszcze nikt ani nic nie wygrał, ani nie przegrał – może oprócz Niecieczy. Nawet Lech, mimo że nieco odskoczył punktowo, nie może jeszcze mrozić szampanów. Dwa zwycięstwa lub porażki mogą wywrócić tabelę i sami też jesteście w takiej sytuacji. Wyniki Rakowa wiosną nie nastrajają optymistycznie, bo brakuje wygranych, a nawet jeśli ostatnio zwyciężyliśmy, to z blado wyglądającą Pogonią. Ponadto tracimy dużo bramek, szczególnie w ostatnich minutach – choćby w LKE czy pucharowym pojedynku z Avią. Martwi, że najbardziej doświadczona i zgrana formacja, a więc defensywa, nie wygląda najlepiej w tym sezonie. Z drugiej strony, poza meczem z Górnikiem, zazwyczaj nie jesteśmy słabsi od rywali i nadal jesteśmy w grze o wszystko, a moim zdaniem w czwartek zagramy najważniejszy mecz tej wiosny.
W zimowej przerwie byliśmy świadkami trenerskiej roszady na linii Warszawa – Częstochowa – Bytom. W Bytomiu zaszły już personalne korekty, Legia również gra poniżej oczekiwań, a jakie nastroje panują pod Jasną Górą? Pozycja Łukasza Tomczyka jest mocna?
Jak dotąd Raków miał trzech trenerów w Ekstraklasie, co świadczy o pewnej stabilizacji. Marek Papszun przez lata rósł razem z Rakowem i w pewnym momencie postanowił zmienić otoczenie, natomiast pewien niesmak zostawił styl tej zmiany – uśmiechy w stronę Legii, narzekanie na stadion, który wcześniej nie przeszkodził w zdobyciu mistrzostwa. Dziś za drużynę odpowiada Łukasz Tomczyk, który ma wsparcie zarówno w gabinetach, jak i na trybunach. Mecz z GieKSą raczej tego nie zmieni, choć jeśli przegramy, to zawód będzie spory. Pozostanie liga, w której do ostatniej kolejki będzie się sporo działo. Dlatego nie spodziewam się żadnych niespodziewanych ruchów aż do letniego okienka. Łukasz Tomczyk pracuje na materiale „odziedziczonym” po Marku Papszunie, który przez lata układał te klocki po swojemu. Kadra jest silna, moim zdaniem jedna z najsilniejszych w Ekstraklasie, ustępująca jedynie Lechowi.
Na ile jednak problemem tej kadry są kontuzje? Co jakiś czas wypada ważny zawodnik: Kochergina nie ma od wielu miesięcy, niedawno wypadł Tudor, z Widzewem nie zagrał Amorim, a na urazy narzekają też Pieńko i Ameyaw. Lista jest pewnie dłuższa, bo przecież sam Ivi Lopez co jakiś czas wypada z gry. Ławka jest odpowiednio szeroka?
Moim zdaniem latem zabrakło wzmocnień, przede wszystkim na wahadłach – dziś gotowi do gry są tylko Carlos i Ameyaw, który zagrał z Widzewem, choć zapowiadano jego dłuższą przerwę. Ponadto nie ma zmiennika dla Oskara Repki, bo wariant Struski – Bulat nie wygląda ostatnio dobrze. Problemy są również na „dziesiątkach”, bo pod nieobecność Iviego brakuje nam zawodników w stylu Bartka Nowaka.
Można to było zauważyć w sobotnim meczu z Widzewem, gdzie na bramki czekaliśmy do doliczonego czasu gry. Jak oceniasz występ Rakowa w tym pojedynku?
Nasza rywalizacja z Widzewem ma w sobie coś szczególnego, po prostu trzeba z nimi wygrać, co ostatnio często się udawało. Gdyby nie czerwona kartka Arsenicia, to w Wielką Sobotę mogło być podobnie. Wyrzucenie Zorana z boiska było zupełnie słuszne, a mógł wylecieć jeszcze wcześniej. Gdybyśmy grali po jedenastu, to wcześniej czy później bramki dla Rakowa by padły, bo Widzew nie dał nawet pół argumentu w ofensywie przemawiającego na ich korzyść. Grając prawie godzinę w przewadze oddali jeden strzał i zrobili zdecydowanie za mało, żeby wygrać w Częstochowie.
Mamy za sobą oba ligowe pojedynki, które dwukrotnie wygraliście 1:0. Ja żałuję szczególnie wyniku w Częstochowie, bo gdyby Adam Zreľák nie zmarnował sytuacji trzech na jednego, a Eman Marković trafił do bramki zamiast w poprzeczkę, to punkty nie musiały zostać przy Limanowskiego.
Zarówno w tym, jak i poprzednim sezonie, rywalizacja z GKS-em nie była dla nas łatwa. Trzy razy byliśmy górą, ale każdy z tych meczów był na styku. Na Raków trzeba uważać do samego końca, potrafimy, często w doliczonym czasie gry, przechylać szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
My też nie mamy się czego wstydzić pod tym względem, co pokazaliśmy m.in. w sobotę.
Zgadza się. Myślę, że piłkarze obu drużyn są tego świadomi, że dopóki nie zabrzmi ostatni gwizdek, to nie można tracić koncentracji. Jakość zawodników trafiających do Ekstraklasy rośnie z każdym sezonem i nie brakuje takich, którzy jedną akcją potrafią zmienić oblicze meczu.
Przed ostatnią kolejką Ekstraklasy zabawiłeś się na Twitterze w typowanie wyników i bezbłędnie trafiłeś rozstrzygnięcie meczu GieKSy z Wisłą. Jak oceniasz nasz potencjał, zarówno w lidze, jak i w perspektywie pojedynku pucharowego?
Nie jestem zaskoczony dobrą formą GieKSy w rundzie wiosennej. Trener Górak potrzebował czasu, aby wkomponować w zespół nowych zawodników, którzy zastąpili tych, którzy odeszli, m.in. Oskara Repkę. Ponadto, coraz większą rolę w drugiej linii odgrywa Nowak, powoli do składu przebija się Wędrychowski, którego bardzo lubię i uważam, że będziecie mieć z niego dużo radości. Zupełnie nietrafione były za to letnie decyzje kadrowe co do napastników, na szczęście dla was wyciągnięto odpowiednie wnioski. Zimą dołączył do Was „Wdówka”, który zaczął już trafiać do siatki, a o wspomnianym Nowaku trudno powiedzieć coś nowego – jest dziś gwiazdą ligi.
Przy okazji meczu z Rakowem musimy jednak zatrzymać się chwilę przy dwóch ostatnich wymienionych przez ciebie zawodnikach. Obaj mają przeszłość w Rakowie, z którym świętowali wiele sukcesów. Jak wspominasz tych piłkarzy?
Obu wspominam bardzo dobrze, bo dawali liczby, a to znaczy w piłce bardzo wiele. Bartek zaliczył podobne wejście do GieKSy jak do Rakowa, gdy trafiał do nas z Górnika. Strzelił 10 goli w Ekstraklasie, z czego większość jesienią, dawał asysty i choć nie był liderem na miarę roli, jaką dziś pełni w GKS-ie, to był bardzo pożytecznym zawodnikiem. W Częstochowie tych liderów było wtedy więcej, bo na „dziesiątce” był jeszcze Ivi, więc konkurencja była mocna. W Katowicach Bartek jest niekwestionowanym liderem i dobrze odnajduje się w tej roli. Z kolei Mateusz Wdowiak zrobił w Częstochowie wiele dobrego, natomiast w pewnym momencie uznano, że jego pozycję trzeba jeszcze bardziej wzmocnić. Nie jestem przekonany, czy to się udało. Moim zdaniem brakuje nam dzisiaj zawodnika o profilu „Wdówki” – szybkiego i bramkostrzelnego. Mateusz został oddany do Zagłębia, gdzie nie do końca się odnalazł. Mam wrażenie, że do was pasuje lepiej.
Wdowiak jest szczególnym amuletem, jeśli chodzi o Puchar Polski, bo wygrywał go już trzy razy – z Cracovią i dwukrotnie z Rakowem.
Nie wiem, jak będzie w czwartek, ale poprzednio w barwach Zagłębia Mateusz nie rozegrał dobrego pojedynku z Rakowem. Podobnie zresztą Bartek Nowak, któremu mecze w Częstochowie nie wychodzą najlepiej. Obaj trzymamy kciuki za swoje kluby, jednak najważniejsze, aby nasze zawody były dobrze posędziowane, a arbiter nie był głównym aktorem tego widowiska. Wydaje się, że wy macie w tym momencie bardziej ustabilizowaną formę, a u nas wahania są większe. Z drugiej strony nie przegraliśmy na Limance od czterech spotkań – jesienią prawie każdy u nas wygrywał, a teraz nie jest to już takie proste.
Wracając do rywalizacji w Rakowie, wasz potencjał ofensywny może imponować: Brunes, Rocha, Diaby-Fadiga, Brusberg czy Makuch – jest kim straszyć. Tymczasem w Ekstraklasie strzeliliście tyle samo bramek co GKS, który od początku sezonu ma swoje problemy w linii ataku. Czego brakuje, by ten worek z bramkami rozwiązać na dobre?
Na dzień dzisiejszy gole strzelają przede wszystkim Fadiga z Brunesem. Gdy gra się na trzy „dziewiątki”, jak choćby z Widzewem, to brakuje „dziesiątek” – zawodników, którzy mogą dogrywać piłki kolegom, bo napastnicy przeważnie grają na siebie. Najmniej zarzucałbym tu Brunesowi, który stał się jednym z liderów drużyny, motywatorem i zawodnikiem pracującym na rzecz kolegów.
Zostawiając na boku Ekstraklasę, ścieżka Rakowa do półfinału Pucharu nie była szczególnie wyboista, a najbliżej wykolejenia było na boisku 3-ligowca w Świdniku.
Porównując naszą i waszą drogę do półfinału, to rzeczywiście mieliśmy więcej szczęścia w losowaniach. Niektóre drużyny przekonały się jednak boleśnie, że szczęśliwe losowanie to nie wszystko, bo trzeba jeszcze wygrać na boisku. W Świdniku mieliśmy pewne trudności, bo gdy gra się z niżej notowanym rywalem, to trudno jest dawać z siebie sto procent przez cały mecz. Ale prawdę mówiąc, kiedy Raków przyspieszył, szczególnie na początku dogrywki, to różnica potencjałów była zauważalna. Szkoda, że musieliśmy grać dodatkowe 30 minut, szczególnie w tak trudnych warunkach, jakie były w Świdniku – zawodnicy ekstraklasowi są przyzwyczajeni do innych standardów. Trudno grać technicznie i kombinacyjnie na takiej nawierzchni.
Jakie miałeś odczucia po losowaniu par półfinałowych? Mogło być lepiej, ale mogło też być gorzej?
Marzył mi się finał Rakowa z GKS-em w Warszawie. Z drugiej strony obawiałem się rywalizacji z Górnikiem, bo mecze z Zabrzanami nie układają nam się ostatnio zbyt dobrze. Raków potrafi się jednak zmobilizować w decydujących meczach. Udowodniliśmy to w europejskich pucharach, także pod wodzą nowego trenera. Na przykład mecze z Fiorentiną, które nie były złe w naszym wykonaniu. Mieliśmy swoje szanse w konfrontacji z mocnym kadrowo zespołem z Włoch, który jeszcze niedawno dochodził do finału tych rozgrywek. Podobne nastawienie będziemy mieć na mecz z GKS-em i jestem przekonany, że będziemy do niego odpowiednio przygotowani.
W Wielką Sobotę graliśmy z Wisłą Płock, która słynie z żelaznej defensywy i pozwala rywalom na dłuższe operowanie piłką. Spodziewam się, że Raków będzie miał zgoła odmienny pomysł na nasz mecz. A jaki scenariusz ty przewidujesz?
Moim zdaniem dużym osłabieniem waszego środka pola będzie brak Kowalczyka. I choć zastąpi go Rasak, który jest bardzo doświadczonym zawodnikiem, to brak Kowalczyka będzie zauważalny. Nawiasem mówiąc, pozytywnie zaskoczyły mnie wasze zimowe ruchy transferowe, szczególnie wspomniany Wdowiak i Rasak, którego sprowadzenie było dość nieoczywistym posunięciem. Stawianie na zawodników ogranych w polskiej lidze będzie procentować. Co do naszego meczu, spodziewam się, że GKS będzie ustawiony defensywnie, licząc na szybkiego Wdowiaka czy stałe fragmenty gry wykonywane przez Nowaka. Trzeba też będzie uważać na waszych wahadłowych, którzy są w stanie biegać w tę i z powrotem przez 90 minut, a jeśli będzie trzeba, to i przez 120. Z kolei u nas wahadła trochę się posypały, chyba że gotowy do gry będzie Tomek Pieńko. Moim zdaniem trener Górak ustawi wasz zespół w taki sposób, by czekać na swoje momenty i skwapliwie je wykorzystać. Natomiast Raków może być podrażniony kiepskimi wynikami w lidze i próbować zatrzeć gorsze wrażenie meczem w Pucharze. To tylko jeden mecz – nie ma rewanżu, przechodzisz dalej lub odpadasz. Myślę, że będziemy odpowiednio zmotywowani, by rozstrzygnąć ten mecz na naszą korzyść i znów zagrać na Narodowym.
Jak długo pogramy w czwartek? 90 czy 120 minut? Jaki wynik obstawiasz?
Myślę, że mecz rozstrzygnie się w 90 minut i zadecyduje jedna bramka, a Raków wygra 1:0. Na pocieszenie dorzucę typ, że na koniec sezonu GKS znajdzie się w pierwszej czwórce Ekstraklasy.
Galeria Piłka nożna
My im nie dali wygrać
Ostatni mecz w tym sezonie na Nowej Bukowej GieKSa zremisowała z Jagiellonią Białystok 2:2. Zapraszamy do fotorelacji z Areny Katowice.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna Wywiady
Nowak: Nie będziemy się cieszyć ani płakać
Po remisie z Jagiellonią w strefie mieszanej porozmawialiśmy z Bartoszem Nowakiem, strzelcem pierwszej bramki dla GieKSy.
Remis, który nie usatysfakcjonuje żadnej drużyny, czy właśnie punkt, który na koniec może przynieść oczekiwaną radość?
Bartosz Nowak: Ja już nie wiem. Graliśmy tak, jakbyśmy chcieli to wygrać do końca, tak samo, jak Jaga. Mecz był mocno bliski. Były wślizgi, bramki, ładne akcje, kiksy, więc myślę, że to fajny mecz dla kibica. Może nie do oglądania przez tę aurę, ale zagorzały fan potrafi taki mecz docenić. Ostatni mecz przed nami, gramy w nim jak zawsze o zwycięstwo. Tylko ono może nam dać spełnić te marzenia, o których przed sezonem jeszcze nie myśleliśmy. Fajnie, gramy dalej.
Można było paść z sił, mecz się rozgrywał od pola karnego do pola karnego. Dla kibica na pewno ciekawe, a dla piłkarza?
Jakbyśmy mieli pograć jeszcze 10 minut, to też byśmy dali radę. W takim momencie sezonu, gdzie już grasz o realne cele… Tak przed sezonem, w pierwszej rundzie, gdy każdy pyta „O co gracie?” to tak naprawdę nikt nie wie, bo sezon jest szalony, nigdy nie wiesz, jak to będzie wyglądało. Trzeba się skupiać na tym najbliższym meczu, a teraz ten mecz jest ostatni, najważniejszy, on daje realne miejsce na koniec sezonu.
Myślałeś zimą, że ostatni mecz może być tak istotny dla GKS-u Katowice?
Wiedzieliśmy, że na pewno będzie istotny, widząc, co się dzieje w tej tabeli. Każdy mecz daje wahania pozycji. Cieszy to, że w tym roku utrzymujemy stabilną formę, stabilnie gramy. Wiadomo, czasem są mecze bardzo dobre, czasem takie okej, ale dążymy do gry po swojemu i nie mamy się co bać żadnego przeciwnika. Jasne, trzeba podchodzić z szacunkiem, że przyjeżdża do nas jedna z najmocniejszych drużyn, najlepiej grających w piłkę, ale nie pękliśmy. To jest budujące, nie mamy co chować głowy w piasek. Nie będziemy się cieszyć z tego remisu, ale nie mamy zamiaru też płakać, bo szanujemy rywala.
Z perspektywy trybun ta sytuacja z rzutem karnym była taką jedną z kilkudziesięciu w trakcie spotkania.
Ja nie wiem, już od dłuższego czasu nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo nie wiem, kiedy jest faul, kiedy jest ręka. Wydawało mi się, że trafiłem najpierw piłkę, potem gdzieś był kontakt. Sędzia główny i VAR to widzieli, ja jeszcze nie widziałem powtórki. Sędzia podyktował rzut karny i szkoda, bo brakło nam tej jednej bramki.
Bartosz Nowak przypomniał się dzisiaj w kontekście reprezentacji.
Nie, jesteśmy przed urlopami, jeszcze czeka nas ostatni mecz. Nawet nie wiem, kiedy gra reprezentacja. Wszystkie ręce na pokład na najważniejszy mecz tego sezonu.
Dzisiaj pole gry bardziej przypominało lodowisko niż piłkarską murawę, przeszkadzało ci to?
E, dobre boisko było. Szybko piłka latała, szybki mecz był. Jasne, że jak biegniesz szybko, to murawa jest nawilżona i łatwo się poślizgnąć. W takich warunkach moglibyśmy zawsze grać, bo mecz jest szybki.


Najnowsze komentarze