Piłka nożna Prasówka
Media o awansie GieKSy do I ligi: GieKSa efektownie przypieczętowała awans. Wielka feta na Bukowej!, GKS wywalczył bezpośredni awans do Fortuna 1 Ligi, Kibice na Bukowej zobaczyli świetny spektakl!, W końcu, Woźniak show, Awans po latach rozczarowań. Katowice świętują
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu II ligi GKS Katowice – Stal Rzeszów. GieKSa wygrała 4:1 (2:1) i zapewniła sobie awans do I ligi.
sportowasilesia.pl – GieKSa efektownie przypieczętowała awans. Wielka feta na Bukowej!
GKS Katowice na kolejkę przed końcem sezonu zapewnił sobie awans na zaplecze Ekstraklasy! W ostatnim spotkaniu 37. serii gier rozgromił na Bukowej aż 4:1 Stal Rzeszów, z którą rok temu przegrał baraże o awans. Hattrickiem popisał się Arkadiusz Woźniak.
Prawie 2 tysiące kibiców Trójkolorowych mogło świętować w poniedziałek pierwszy awans swojego klubu od 14 lat! „GieKSa” wraca na II szczebel rozgrywkowy w kraju po 2. latach nieobecności. Pomimo pauzy – 6. barażowe miejsca utrzymała Skra Częstochowa.
sportdziennik.com – Katowice wracają na zaplecze!
GieKSa po dwóch sezonach żegna II ligę. Hat trick Arkadiusza Woźniaka, skompletowany w niespełna godzinę, pozwolił kibicom przy Bukowej fetować pierwszy od 14 lat awans.
Koniec! GieKSa w I lidze! – wykrzyczał spiker „Lyjo” o 22.17. Bo stało się! Kibice GieKSy wreszcie mieli swój dzień. Powody do radości, dumy, świętowania. Kilku z nich wbiegło na moment na murawę z radością a nie smutkiem, jak 25 miesięcy temu po porażce z Bytovią. „Czekaliśmy już tyle lat, teraz pora na awans” – płynęło z trybun przy Bukowej w II połowie, gdy przewaga była już na tyle bezpieczna, by nie wątpić, że drużyna spełni warunek, odniesie trzecie z rzędu zwycięstwo i na kolejkę przed końcem sezonu przypieczętuje promocję. Co prawda jeszcze nie do tej właściwej ligi, której życzyliby sobie w Katowicach, ale przecież to czekanie trwało 14 lat…
Wyrosło całe pokolenie fanów GKS-u, które nie pamiętało awansu, nie pamiętało niczego innego niż rozczarowań. Dlatego tak piękny dla nich musiał być ten dzisiejszy wieczór, nawet jeśli oznaczał jedynie, że ich klub wydostaje się z tak niskiego szczebla, na jakim występował w swojej historii tylko przez trzy sezony. W tym dwa ostatnie… Kiedy Arkadiusz Woźniak fetując drugiego z trzech goli stanął przed „Blaszokiem”, odpalono z niego świece dymne w klubowych barwach. „Druga liga idzie z dymem” – chciało się rzec. Za te wszystkie lata upokorzeń te trybuny zasłużyły na to, by po prostu móc trochę pocieszyć się, a nie drżeć o wynik i liczyć upływające minuty, gorączkowo sprawdzając tabelę.
Co prawda nie takie rzeczy stadion przy Bukowej widział, ale GieKSa po zwycięstwie przed 10 dniami w Chojnicach nie mogła już tego spartolić. Nie w takim roku, gdy miała stabilizację kadrową i szkoleniową, gdy pobiła dwie rekordowe serie, zwycięstw wyjazdowych i zwycięstw w ogóle, a kryzys miała jeden – bolesny, bo skutkujący utratą miejsca w top2, wywołany 2-tygodniową koronawirusową izolacją. Wyszła z tego kryzysu w najlepszym możliwym momencie, wygrywając 3 ostatnie mecze – z Bytovią, Chojniczanką i dzisiaj ze Stalą; Stalą zdeterminowaną, próbującą jeszcze złapać odjeżdżający pociąg z napisem „baraże”…
Rzeszowianie mieli przy Bukowej swoje momenty. Szybko doprowadzili do wyrównania, gdy Wojciech Reiman zaskoczył z rzutu wolnego nie najlepiej interweniującego Patryka Królczyka. Potem golkiper GieKSy, zastępujący nadal zmagającego się z urazem Bartosza Mrozka, zrehabilitował się, broniąc mocny strzał z bliska Damiana Michalika.
Wszystko o 180 stopni odwrócił gol strzelony przez GKS do szatni. Po kapitalnej akcji, napędzonej przez Rafała Figiela, a zwieńczonej dograniem Daniana Pavlasa i uderzeniem Woźniaka. Figiel, Błąd, Woźniak… Najbardziej doświadczeni zawodnicy w kluczowym momencie nie zawiedli, a przecież gdyby za żółte kartki nie pauzował Filip Kozłowski, Woźniaka może nawet zabrakłoby w podstawowym składzie. Wybiegł jednak w ataku. 3 gole, asysta… Takiego występu wcześniej w GieKSie nie miał. Gdy w II połowie opuszczał boisko, żegnała go owacja na stojąco. Podobną zgotowano też Błądowi.
A na początku wyczuwalne było napięcie. Można było odnieść wrażenie, jakby słowo „awans” było po wejściu na trybuny wręcz zakazane. Na chłodno rzeczywistość przyjmował też trener Rafał Górak, bo dyrygował zespołem zza linii w bluzie, no i oczywiście charakterystycznej czapce z daszkiem. Niecały rok temu – dokładnie przed 314 dniami – rzucił tę czapkę w stronę „Blaszoka”, wcześniej tłumacząc się z przegranego sezonu. To właśnie po porażce 0:2 ze Stalą w półfinale barażu katowiczanie stracili szansę na awans w pierwszych rozgrywkach po spadku. Teraz nastroje były o 180 stopni inne. „Brameczki strzelamy, 3 punkty dziś mamy, do I ligi wracamy” – śpiewano ze świadomością, że w sobotę do Ostródy drużyna pojedzie już na wycieczkę, a nie walczyć o życie. A rzeszowianie potrzebują chyba cudu, by załapać się do barażu.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wraca do I ligi!
GKS Katowice rozbił Stal Rzeszów 4:1 i zapewnił sobie awans do Fortuna 1. Ligi po dwóch latach zesłania o klasę niżej.
GKS Katowice wykorzystał pierwszą „piłkę meczową”, pokonał Stal Rzeszów i zapewnił sobie awans do Fortuna 1. Ligi. Dzięki temu mecz ostatniej kolejki z Sokołem w Ostródzie nie ma już znaczenia.
Zespół Rafała Góraka chciał fetować powrót na zaplecze PKO Ekstraklasy na własnym boisku. Aby tak się stało konieczne było zwycięstwo nad walczącą o miejsce w barażach Stalą Rzeszów. Katowiczanie wygrali 4:1 i po dwóch sezonach żegnają II ligę.
Po ostatnim gwizdku sędziego na stadionie przy Bukowej wybuchła euforia. Kibice świętowali razem z piłkarzami pierwszy awans zespołu od 2007 roku, gdy GKS również wchodził do I ligi, z której został zdegradowany w 2019 roku po pamiętnym koszmarnym meczu z Bytovią Bytów i golu bramkarza Andrzeja Witana w 95 minucie.
Po meczu na boisku rozpoczęła się wielka feta. Piłkarze i członkowie sztabu szkoleniowego byli kolejno wywoływani na środek boiska i fetowani przez fanów. Wspólna zabawa z Blaszokiem trwała jeszcze długo po zakończeniu spotkania.
nowiny24.pl – Stal Rzeszów wysoko przegrała w Katowicach. GKS wywalczył bezpośredni awans do Fortuna 1 Ligi
[…] Pierwszy zaatakował GKS, w 4. minucie na strzał z dystansu zdecydował się Rafał Figiel, jednak piłka poszybowała nad bramką strzeżoną przez Gerarda Bieszczada. Po chwili było już 1:0, gdy Arkadiusz Błąd wykorzystał dogranie z prawej strony Arkadiusza Woźniaka i uprzedził wychodzącego z bramki Bieszczada.
Rzeszowianie momentalnie wyrównali za sprawą Wojciecha Reimana, który popisał się fantastycznym uderzeniem bezpośrednio z rzutu wolnego.
W 17. minucie po rzucie rożnym zagotowało się pod bramką „GieKSy”. Radosław Sylwestrzak po zgraniu Damiana Kostkowskiego przymierzył głową w słupek, ale arbiter i tak wcześniej odgwizdał przewinienie. Chwilę wcześniej bramkarza katowiczan próbował zaskoczył „centrostrzałem” Bartosz Wolski, ale 27-letni Patryk Królczyk był na posterunku. Bramkarz GKS-u kilka minut później znów uratował swoją drużynę, gdy wybronił sytuacyjny strzał Damiana Michalika.
Gdy rzeszowianie naciskali defensywę GKS-u, ta mocno się gubiła i popełniała proste błędy. W 28. minucie nieporadność gospodarzy chciał wykorzystać Bartosz Wolski, jednak piłka po jego uderzeniu z około 16 metrów poszybowała nad poprzeczką.
Tuż przed przerwą GKS „rozklepał” defensywę Stali, Figiel przytomnie zagrał w pole karne, Pavlas wycofał piłkę do Woźniaka, a ten dopełnił formalności. I tuż po zmianie stron katowiczanie podwyższyli prowadzenie, znów na listę strzelców wpisał się Woźniak. Wydaje się, że w tej sytuacji lepiej mógł się zachować Gerard Bieszczad.
W 55. minucie napastnik miejscowych miał już na swoim koncie hattricka, tym razem Woźniak popisał się precyzyjną główką – asystę zanotował Błąd. Po tej bramce kibice GieKSy świętowali już awans do Fortuna 1 Ligi.
Stal próbowała zdobyć kolejną bramkę, ale strzały Kłosa, Olejarki czy Mustafaeva okazywały się niecelne, a uderzenie Piotra Głowackiego z rzutu wolnego wybronił Królczyk.
Po końcowym gwizdku piłkarze i kibice GieKSy już oficjalnie świętowali awans na zaplecze PKO BP Ekstraklasy.
gol24.pl – GKS Katowice – Stal Rzeszów 4:1. Kibice na Bukowej zobaczyli świetny spektakl!
[…] To był poniedziałkowy wieczór, który należał do kibiców GKS Katowice! Zespół z Bukowej rozbił Stal Rzeszów i po dwóch sezonach wraca do 1. Ligi.sportowefakty.wp.pl – Więcej kibiców na meczu GKS-u? Klub chce wykorzystać nowe obostrzenia
[…] Kibice, którzy pojawili się w poniedziałkowy wieczór na Bukowej z pewnością nie żałowali. Piłkarze stworzyli świetne widowisko, emocji nie brakowało, a gole gospodarzy były ozdobą spotkania.
GKS w ostatniej kolejce zagra w Ostródzie, ale to spotkanie nie będzie już miało znaczenia dla losów awansu.
stalrzeszow.pl – Porażka w Katowicach
[…] Pierwsza połowa rozpoczęła się od wysokiego podejścia zespołu gospodarzy, który starał się utrudniać Stali wyprowadzenie piłki do gry. Katowiczanie byli od początku wysoko ustawieni i początkowo szukali sytuacji prawą stroną i środkiem boiska. Już w 4. minucie na strzał z dystansu z okolic 25. metra zdecydował się Figiel, jednak powędrował on nad bramką Bieszczada. Dwie minuty później akcja GieKSy doprowadziła już do bramki. Woźniak dograł piłkę na pole karne, a tam Adrian Błąd wyprzedził Bieszczada i piłka znalazła się w siatce. Stalowcy odpowiedzieli bardzo szybko. W 8. minucie dobry odbiór zanotował Wolski, który po chwili został sfaulowany, a z rzutu wolnego przymierzył Reiman i umieścił piłkę w siatce, wyrównując wynik.
W pierwszych minutach meczu Stal szukała gry w kontrach, jednak z czasem zyskała przewagę w poczynaniach ofensywnych i tworzyła dużo ciekawych sytuacji. Stalowcy szczególnie często starali się wykorzystywać szybkość Michalika i często posyłali mu piłki. W 16. minucie Wolski poszukał w polu karnym wspomnianego zawodnika, zagrał mu piłkę i interwencją na rzut rożny musiał ratować się Królczyk. W początkowych fragmentach gry na wyprowadzenie piłki do gry rajdami decydował się Głowacki, dzięki czemu napędził kilka ataków Stali. Swoją sytuację miał też Sylwestrzak, który po rzucie rożnym uderzył w słupek, ale arbiter wcześniej dopatrzył się faulu na zawodniku katowiczan.
Gospodarze wyglądali solidnie w defensywie, ale mieli swoje gorsze momenty i popełniali błędy przy wyprowadzeniu piłki do gry czy chociażby w polu karnym, gdzie sytuacji nie zdołali wykorzystać Stalowcy. Stal często w pierwszej połowie była obecna pod bramką GieKSy, ale często świetnym refleksem wykazywał się Królczyk i bronił dobre strzały. Dzięki dobremu ustawieniu Stal utrudniała katowiczanom rozegranie piłki i przez długi czas dobrze funkcjonowała w działaniach defensywnych. Minutę przed końcem pierwszej części meczu prostopadła piłka Figiela uruchomiła dobrą akcję GKS-u, którą wykończył Woźniak i po 45. minutach to gospodarze prowadzili w meczu.
Druga połowa rozpoczęła się od zmiany w naszym zespole. Boisko opuścił Radosław Sylwestrzak, a w jego miejsce zameldował się Dominik Marczuk. Gospodarze rozpoczęli spokojniej niż w pierwszej połowie, ale z czasem starali się wychodzić do ataków większą liczbą zawodników niż w pierwszej części meczu. Sporo akcji ofensywnych Stali było skutecznie przerywanych przez zespół z Katowic, a podania Stalowców były dość czytelne. W 49. minucie nastąpiło podwyższenie wyniku. Woźniak otrzymał prostopadłą piłkę, poszedł z nią od razu do przodu i zdecydował się na strzał z ostrego kąta, który dał trzecią bramkę gospodarzom.
Stalowcy byli zepchnięci do defensywy przez długi czas i nie potrafili konkretniej zagrozić pod bramką GieKSy. Dośrodkowanie Błąda na pole karne w 55. minucie i strzał Woźniaka głową dał gospodarzom radość z kolejnej bramki. Z upływem minut Stal szukała swoich sytuacji w ofensywie. Marczuk starał się dośrodkowywać piłki na szesnastkę gospodarzy, ale były one skutecznie zbijane przez defensorów GKS-u. Miejscowi byli ustawieni wysoko w strefie obronnej i zamykali grę Stali. Na kolejne zmiany trener Myśliwiec zdecydował się w 67. minucie. Boisko opuścił Michalik i Wolski, a w ich miejsce pojawili się Maciejewski i Mustafaev.
Dużą aktywnością wykazywał się Olejarka, który próbował oddawać strzały i odnajdywać się w polu karnym. Szansę na drugą bramkę bezpośrednio z rzutu wolnego w 76. minucie miał Głowacki, ale trafił w słupek. Minutę później dobrze do pola karnego zszedł Maciejewski, ale jego strzał został zablokowany przez obrońców GieKSy. Kolejne zmiany w naszym zespole przypadły na 81. minutę – boisko opuścili Kłos i Reiman, a w ich miejsce pojawili się Sławek i Szczepanek. Czas upływał, a gra stawała się spokojniejsza. Katowiczanie nie dawali Stali wielu możliwości na agresywniejsze ataki, co w ostateczności nie dało bramek. Ostatecznie, po trzech doliczonych minutach, mecz zakończył się zwycięstwem GKS-u Katowice.
weszlo.com – W końcu. GKS Katowice awansował do I ligi!
Dla GKS-u Katowice to nie był zwykły mecz. Po wpadce z Motorem Lublin wydawało się nawet, że mogą wypaść z miejsca gwarantującego awans do I ligi. Przyszła jednak seria zwycięstw, a dzisiaj udało się przyklepać awans.
Podopieczni Rafała Góraka nie pozostawili złudzeń Stali Rzeszów. Już w szóstej minucie zdobyli pierwszą bramkę, do przerwy prowadząc 2:1. Później było tylko lepiej, bo swojego gola numer dwa i trzy w tym meczu ustrzelił Arkadiusz Woźniak. 31-letni napastnik poprowadził GKS Katowice do zwycięstwa, a co za tym idzie do wydostania się z II ligi.
Można powiedzieć – w końcu. Ekipa z Katowic dość długo przedzierała się przez trzeci szczebel rozgrywkowy, psując często wszystko na własne życzenie. Teraz jednak udało się wywieźć wypracowaną przewagę do końca. Wielka w tym zasługa trzech ostatnich meczów, w których udało im się nie tylko pokonać wspomnianą Stal, ale też Bytovię Bytów i Chojniczankę Chojnice – bezpośredniego rywala w walce o awans.
sportslaski.pl – Awans przypieczętowany strzeleckim show. GieKSa wraca do pierwszej ligi!
Po dwóch sezonach, spędzonych na poziomie eWinner II Ligi, piłkarze katowickiego GKS-u są już pewni powrotu na drugi szczebel rozgrywkowy. Podopieczni Rafała Góraka przypieczętowali swój awans za sprawą efektownego zwycięstwa nad Stalą Rzeszów, a za głównego bohatera poniedziałkowej rywalizacji bezwzględnie należy uznać zdobywcę hat-tricka – Arkadiusza Woźniaka.
Nadszedł dzień dzisiejszy – tak niegdyś Kamil Grosicki zapowiadał eliminacyjny mecz do ME 2016 ze Szkocją, ale podobnie brzmiąca zbitka słów mogła również dzisiaj zaszumieć w uszach kibicom katowickiego GKS-u. W końcu w poniedziałkowy wieczór GieKSa stanęła przed znakomitą szansą na przypieczętowanie swojego powrotu na zaplecze Ekstraklasy. Warunkiem koniecznym do zapewnienia sobie bezpośredniego awansu na kolejkę przed końcem sezonu – bez patrzenia na sytuację trzeciej Chojniczanki – było jednak pokonanie przy Bukowej Stali Rzeszów.
W głowach fanów katowickiego II-ligowca zapewne zapalała się mała czerwona lampka, jak ich ulubieńcy zdołają wytrzymać presję w absolutnie kluczowym momencie sezonu. Przed kończącą się serią gier, wbrew wszelkim obawom, mogło się jednak wydawać, że GKS zdołał w odpowiednim momencie włączyć wyższy bieg i zachować odpowiedną koncentrację. Dobitnie świadczyło o tym ostatnie zwycięstwo w Chojnicach 3:0 i chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że zawodnicy trenera Góraka rozegrali wówczas jedno z najlepszych spotkań podczas swojego pobytu w eWinner II Lidze.
Dodatkowo katowiczanie mieli ze swoim poniedziałkowym przeciwnikiem znaczący rachunek do wyrównania. W końcu w zeszłym sezonie to właśnie Stal zamknęła drogę GieKSie do wywalczenia awansu, wygrywając przy Bukowej półfinałowy mecz barażowy. Teraz rzeszowianie zapewne ponownie chcieli utrzeć nosa faworyzowanemu przeciwnikowi – tym bardziej, że końcówka sezonu również stanowi dla nich spory ciężar gatunkowy. Zespół z Podkarpacia wciąż bowiem liczy się w walce o zajęcie 6. miejsca, przedłużającego nadzieję na wywalczenie promocji o klasę wyżej.
Mecz przy Bukowej zapowiadał się zatem niezwykle interesująco, a zainteresowanie nim było na tyle spore, że klub postanowił złożyć dziś w Urzędzie Miasta Chorzów wniosek o zgodę na organizację widowiska przy zwiększonej publiczności. Dodatkowe miejsca mogłyby jednak przysługiwać tylko osobom, zaszczepionym przeciwko wirusowi COVID-19. Ostatecznie wniosek ten został przyjęty na zaledwie kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem, ale dzięki temu na stadionie przy Bukowej mógł pojawić się właściwie nadkomplet widzów.
Już od pierwszych minut na trybunie głównej można było usłyszeć przebijające się okrzyki „na nich”, a oczekiwania kibiców zostały poniekąd spełnione już w pierwszych minutach. Podopieczni Rafała Góraka, głównie za sprawą stosowanego ataku pozycyjnego i umiejętnej wymiany podań, bardzo szybko byli w stanie przedostawać się na połowę rywala. Efektem przejętej dominacji był zdobyty już w 6. minucie gol, a jego autorem został niezawodny Adrian Błąd. Pomocnik wykorzystał dobre zagranie Arkadiusza Woźniaka z niemal końcowej linii boiska oraz niepewne wyjście z bramki Gerarda Bieszczada, dzięki czemu wprawił liczną grupę fanów GieKSy w nielada radość. Co prawda powtórki telewizyjne mogły wskazywać na to, że Woźniak – ustawiony tego dnia na pozycji numer „9” – znajdował się na pozycji spalonej, jednak sędzia Karol Arys bez wahania wskazał na środek boiska.
Znakomite nastroje wśród kibiców gospodarzy trwały jednak wyjątkowo krótko, bo zamiast pójść za ciosem i spróbować powiększyć swoją zasłużoną przewagę, podopieczni Rafała Góraka nadziali się na znakomicie wykonany stały fragment gry. Efektownym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się najlepszy strzelec Stali w obecnym sezonie eWinner II Ligi – Wojciech Reiman. Taki przebieg samego początku meczu mógł zwiastować dalsze spore emocje, jednak jak pokazały kolejne minuty, poza sporą liczbą fauli i twardych starć o piłkę, nieco większą pewnością oraz spokojem w swoich poczynaniach zaczęli wykazywać się przyjezdni z Podkarpacia. Ponadto podopieczni Daniela Myśliwca mogli imponować wysoko stawianym pressingiem i gdy już mogło się wydawać, że to oni zejdą na przerwę w lepszych nastrojach, obraz spotkania zmienił się o 180 stopni.
Choć za wiele na to nie wskazywało, bo GieKSa dość często traciła piłkę w dość prostych sytuacjach i zdarzało się jej nieopatrznie prokurować zagrożenie we własnej szesnastce, w 44. minucie katowiczanie zdołali przeprowadzić wręcz zabójczy kontratak. Najlepszy możliwy użytek z szybkiej akcji Daniana Pavlasa lewym skrzydłem zrobił Arkadiusz Woźniak, pokonując Bieszczada płaskim strzałem przy prawym słupku.
I o ile po pierwszej połowie gospodarze postawili krok ku wyczekiwanej pierwszej lidze, drugą stopę dołożyli po zaledwie dziesięciu minutach drugiej części gry. Absolutnym bohaterem w szeregach śląskiego drugoligowca był jednak Arkadiusz Woźniak, którego skandowane nazwisko zapewne było słyszalne nawet na drugim końcu Katowic. Nic dziwnego, skoro doświadczony pomocnik zapisał na swoim koncie hat-tricka, najpierw wykorzystując złe ustawienie Bieszczada i wieńcząc solową akcję mocnym strzałem, a następnie najwyżej wyskakując do wrzutki Adriana Błąda z prawego skrzydła.
Po tym trafieniu przy Bukowej rozpoczęła się już prawdziwa feta, a kibice mieli świadomość, że choć ostatnie lata w ich przypadku obfitowały w niemal same rozczarowania, a ich ulubieńcy mogliby obdzielić pechem kilka innych zespołów, taka przewaga nad Stalą była absolutnie nie do wypuszczenia. Co prawda rzeszowianie nie rezygnowali ze zdobycia choćby gola honorowego, ale ich ofiarne starania ostatecznie spełzły na niczym.
Tym samym poznaliśmy dziś pełen skład zespołów, które zapewniły sobie bezpośredni awans i w sezonie 2021/2022 będą występowały na zapleczu Ekstraklasy. Katowiczanie, którzy dołączyli do świętującego kilkanaście dni wcześniej Górnika Polkowice, opuścili trzeci szczebel rozgrywkowy po dwóch sezonach przerwy, a po końcowym gwizdku mogli odetchnąć z ulgą oraz absolutnie zasłużenie unieść ręce w geście triumfu.
– Dziękuje za wyrozumiałość i wszystkie ciężkie słowa. Po prostu Was uwielbiam – wykrzykiwał w stosunku do kibiców trener Rafał Górak, który po końcowym gwizdku jeszcze długo świętował ze swoimi podopiecznymi wywalczoną promocję.
infokatowice.pl – Woźniak show. Awans GieKSy!
Brameczki strzelamy, trzy punkty dziś mamy, do pierwszej ligi wracamy – śpiewali głośno kibice GieKSy, którzy po wielu ciężkich latach w końcu mają powód do radości. GieKSa pokonała na własnym stadionie Stal Rzeszów 4:1 i na jedną kolejkę przed zakończeniem sezonu zapewniła sobie awans do pierwszej ligi.
GieKSa przystąpiła do spotkania ze Stalą z dużym animuszem, co przyniosło efekty już w 6 min., kiedy dobre podanie Woźniaka na bramkę zamienił będący ostatnio w świetnej formie strzeleckiej Błąd. Gospodarze długo się jednak z tego prowadzenia nie cieszyli, bo już w 9 min. Reiman huknął z rzutu wolnego i Królczyk musiał wyciągać piłkę z siatki. Od tego momentu nadal niewielką przewagę na boisku posiadali katowiczanie, ale to goście stwarzali lepsze sytuacje podbramkowe. Najbliżej objęcia prowadzenia Stal była w 19 min., ale Królczyk efektowną interwencją uchronił GieKSę od utraty drugiego gola. Kiedy wydawało się, że pierwsze 45 minut skończy się remisem, w 44 min. podopieczni trenera Rafała Góraka rozmontowali rzeszowską obronę, a Woźniak zastępujący dzisiaj w napadzie pauzującego za kartki Kozłowskiego pokonał Bieszczada i wprowadził w euforię katowicką publiczność.
Druga odsłona znowu zaczęła się od mocnego uderzenia Trójkolorowych, którzy już w 49 min. podwyższyli prowadzenie, a strzelcem bramki po raz kolejny został Woźniak. 6 minut później ten sam zawodnik strzelił swoją trzecią bramkę i od tego momentu na stadionie przy ul. Bukowej rozpoczęła się trwająca jeszcze długo po ostatnim gwizdku sędziego fiesta z okazji awansu GieKSy do pierwszej ligi. Jeśli chodzi o sytuację na boisku, to obie drużyny stworzyły jeszcze po kilka ciekawych sytuacji, ale wynik nie uległ już zmianie i tym samym GKS pokonał Stal Rzeszów 4:1 i na jedną kolejkę przed zakończeniem sezonu może już świętować awans na zaplecze ekstraklasy.
sport.interia.pl – GKS Katowice awansował do Fortuna I ligi
[…] GKS Katowice, niesiony dopingiem ubranych na żółto kibiców zaczął ostro. Prawie od razu dało to efekt. Już w 4.minucie po podaniu z prawej strony przez Arkadiusza Woźniaka Adrian Błąd „dziubnął” piłkę, a ta wpadła do bramki.
Błąd w szaleńczej radości podbiegł do trybun, ale goście nie zamierzali się poddawać. Już pięć minut później wyrównali! Wojciech Reiman z wolnego uderzył pod poprzeczkę i bramkarz Patryk Królczyk nie miał szans. Wkrótce uratował GieKSę przed utratą drugiej bramki… Goście chcieli wygrać, bo marzyli o barażach.
Katowiczanie zaczęli grać nerwowo, popełnili w pierwszej połowie kilka rażących błędów w defensywie, ale Stal nie potrafiła ich wykorzystać. W ataku GieKSy nie było pauzującego za kartki Filipa Kozłowskiego, na pozycji napastnika wystąpił Arkadiusz Woźniak, zazwyczaj występujący na skrzydle. To właśnie został bohaterem meczu. Tuż przed przerwą strzelił drugą bramkę dla Katowic, do tego po wyjątkowo efektownej, trojkowej akcji i szybkiej wymianie podań.
GieKSa świetnie rozpoczęła drugą połowę. Po znakomitym podaniu Bartosza Jaroszka rozpędzony Woźniak uderzył w długi róg, piłka przeszła pod brzuchem bramkarza gości Gerarda Bieszczada. Po chwili popisał się celną główką. Stadion oszalał. „Nie dla nas jest porażki smak, nie dla nas formą zła” – zaśpiewał. Było też kilka innych piosenek z dawnej, dobrej przeszłości…
Stal chyba przestała w tym momencie wierzyć, że może coś jeszcze ugrać. Katowiczanie nie dali sobie już zrobić krzywdy. Po dwóch sezonach wracają na zaplecze ekstraklasy!
sportowefakty.wp.pl – eWinner II liga: awans po latach rozczarowań. Katowice świętują
Były duże upokorzenia, jest duża radość przy Bukowej. GKS Katowice nie zmarnował szansy i powrócił do Fortuna I ligi. W przedostatnim meczu sezonu zwyciężył 4:1 ze Stalą Rzeszów, a koncert dali doświadczeni Adrian Błąd i Arkadiusz Woźniak.
Trybuny przy Bukowej wybuchły radością po raz pierwszy w 6. minucie. GKS Katowice rozpoczął mecz energicznie, a przede wszystkim skutecznie. Adrian Błąd dał mu prowadzenie 1:0 po dośrodkowaniu Arkadiusza Woźniaka. Pomocnik wbiegł przed Gerarda Bieszczada i skierował futbolówkę do odsłoniętej bramki.
Stal Rzeszów potrafiła szybko odpowiedzieć i utemperować atmosferę na katowickim stadionie. W 9. minucie goście doprowadzili do remisu 1:1 strzałem Wojciecha Reimana z rzutu wolnego podyktowanego za faul Zbigniewa Wojciechowskiego. Piłka została ustawiona w znacznej odległości od bramki Patryka Królczyka, mimo to kopnięta celnie wylądowała w siatce.
Po dynamicznym rozpoczęciu meczu, można było spodziewać się kanonady. Przez ponad pół godziny nie doszło już jednak do zmiany wyniku. Stal była groźniejsza i jakby mniej spanikowana niż GKS. Groźne uderzenie oddał między innymi Damian Michalik i musiał interweniować po nim Patryk Królczyk. Była też niedokładna próba zdobycia prowadzenia przez Bartosza Wolskiego.
GKS nie poszedł za ciosem od razu po otwarciu wyniku, a jego późniejsze rozegrania nie stanowiły problemu dla żywotnych w obronie rzeszowian. Podopieczni Rafała Góraka szukali dla siebie miejsca w centrum boiska, a także na skrzydłach. W 44. minucie kibice doczekali się ich przyspieszenia, a piłka powędrowała jak po sznurku od Rafała Figiela, przez Daniana Pawłasa, do Arkadiusza Woźniaka. Pomocnik przymierzył z kilkunastu metrów na 2:1 i takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.
Po przerwie Arkadiusz Woźniak ponownie w roli głównej. I to dwukrotnie. W 49. minucie strzelił on kolejnego gola. Rutyniarz dostał podanie z własnej połowy boiska, popędził w kierunku bramki i po wygraniu pojedynku biegowego z Damianem Kostkowskim, pokonał strzałem z ostrego kąta Gerarda Bieszczada. Jakby tego było mało, Woźniak w 55. minucie skompletował hat-tricka po dośrodkowaniu Adriana Błąda. 4:1 i było pozamiatane.
Kibice mogli bez obaw rozpocząć świętowanie. Trzybramkowa zaliczka gwarantowała spokój, a Stal jakby straciła wiarę w możliwość pokrzyżowania szyków gospodarzom. O swoje miejsce w barażach będzie bić się w ostatniej kolejce w meczu z Lechem II Poznań.
GKS wrócił na drugi szczebel rozgrywek w Polsce po dwóch latach nieobecności. Tegoroczny awans jest jego pierwszym od 14 lat. Kilkakrotnie drużyna z Katowic nie potrafiła wykorzystać szansy na dostanie się do PKO Ekstraklasy, a w poprzednim sezonie utknęła w eWinner II lidze. Niespełna rok temu została wyeliminowana z barażów przez Stal Rzeszów, a tym razem przypieczętowała sukces w pojedynku z nią.
katowice.naszemiasto.pl – GKS Katowice awansuje! Świetny spektakl na Bukowej i wygrana 4:1 ze Stalą Rzeszów
Stało się! Piłkarze GKS Katowice pokonali Stal Rzeszów i zapewnili sobie awans do Fortuna 1. Ligi.
sport.dziennik.pl – GKS Katowice wraca po dwóch latach do 1. ligi
Piłkarze GKS Katowice na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek drugiej ligi piłkarskiej zapewnili sobie awans. Ostatni raz na zapleczu ekstraklasy grali w sezonie 2018/19.
O ich sukcesie zadecydował poniedziałkowy mecz ze Stalą Rzeszów, który wygrali – na swoim stadionie – 4:1 (2:1). Trzy bramki dla katowiczan zdobył Arkadiusz Woźniak.
[…] W poniedziałkowym spotkaniu szybko objęła prowadzenie. W szóstej minucie Adrian Błąd wykorzystał złe zachowanie bramkarza Stali Gerarda Bieszczada i strzałem z bliska umieścił piłkę w siatce. Niedługo utrzymał się wynik 1:0. Trzy minuty później pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się rzeszowski pomocnik Wojciech Reiman.
Wydawało się, że Stal pójdzie za ciosem, przeprowadziła kilka groźnych akcji. Jednak minutę przed przerwą Woźniak ponownie dał GKS prowadzenie. Ten sam zawodnik – który ma sobą 169 spotkań w ekstraklasie – cztery minuty po rozpoczęciu drugiej połowy zdobył trzeciego gola dla gospodarzy. W 55. min ponownie wpisał się on na listę strzelców.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze