Piłka nożna
Media o meczu GieKSa-Stal: Fusbalowo Majōwka na Bukowyj
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu GKS Katowice – Stal Rzeszów.
1liga.org – Zapowiedź 31. kolejki Fortuna 1 Ligi
Fortuna 1 Liga nie zwalnia tempa. Na kibiców czeka 31. kolejka zmagań, a w niej bardzo ciekawie zapowiadające się spotkania. Lider podejmować będzie trzecią drużynę w tabeli, a wicelider uda się na potyczkę do zespołu broniącego się przed spadkiem. Trwa również o miejsca w czołowej szóstce zestawienia.
[…] GKS Katowice – Stal Rzeszów, sobota 4 maja, godz. 20:00
W ostatniej kolejne GKS Katowice rzutem na taśmę zwyciężył w Warszawie z Polonią (2:1). Wygrana w takim stylu na pewno dodatkowo zmotywowała zawodników trenera Rafała Góraka. Teraz GKS podejmować będzie świetnie spisującą się ostatnio Stal. W Rzeszowie zapewne żałują, że Stal nieco wcześniej nie zaczęła tak gromadzić punktów, bo teraz mogłaby się włączyć do walki o czołową szóstkę. Katowiczanie w sobotnim spotkaniu na pewno nie będą mieli łatwej przeprawy, a w tym meczu każdy wynik jest możliwy.
podkarpacielive.pl – GKS Katowice vs. Stal Rzeszów
[…] Opiekuna Stali może cieszyć powrót do składu Adriana Bukowskiego a także gotowość do gry Jesusa Diaza, który przedwcześnie opuścił boisko w starciu z Lechią Gdańsk. Sztab Stali ma też na uwadze klasyfikację Pro Junior System, w której rzeszowianie zajmują pierwsze miejsce. Możliwe, że kolejni z młodych piłkarzy zadebiutują w wyjściowej jedenastce w lidze, tak jak Kacper Paśko i Jakub Raciniewskiw ubiegłym tygodniu.
GKS Katowice walczy o baraże
Katowiczanie są jednym z najlepiej punktujących zespołów w tym roku. 23 zdobyte punkty sprawiły, że zajmują czwartą lokatę, która pozwala marzyć o Ekstraklasie. Zawodnicy Rafała Góraka potrafią wykorzystać atut własnego boiska, gdzie na 15 spotkań triumfowali dziewięciokrotnie, choć ostatnio przytrafiła im się zadyszka- w dwóch ostatnich meczach zgarnęli tylko jedno oczko. Rzeszowska defensywa będzie musiała uważać na Sebastiana Bergiera. Napastnik „Gieksy” ma na swoim koncie 12 bramek, co daje mu miejsce w czołówce klasyfikacji strzelców. Tuż za nim plasuje się Arkadiusz Jędrych, który ma jedno trafienie mniej- do tego jest etatowym wykonawcą rzutów karnych. Warto też zwrócić uwagę na Adriana Błąda oraz Antoniego Kozubala, którzy zanotowali po 5 asyst.
katowickisport.pl – GKS Katowice zaprasza na mecze. Fusbalowo Majōwka na Bukowyj
[…] „W sobota i w niydziela dwa ważne szpile na Stadiōnie Miyjskim w Katowicach. Zaproszōmy na „Fusbalowo Majōwka na Bukowyj”.
Sezōn Fortuna 1 Ligi idzie ku wielgimu finałowi. Przed GieKSōm przedôstatni szpil przi Bukowyj. Tref 31. kolejki Fortuna 1 Ligi miyndzy GKS-em Katowice a Stalōm Rzeszōw ôstanie rozgrany w sobota 4 maja ô godz. 20.00. GieKSa zajmuje 4. plac we tabuli i durch walczy ô nojwyższe cyle. W ôstatnij kolejce fusbaloki pokozali wielgo siyła i wytargali wygrano w Warszawie w dorachowanym czasie szpilu. Sobotni szpil przepowiado sie szumnie, bo rywole sōm ôd niydowna we fest dobryj formie. Zachyncōmy do sprowiynio sie biletōw na tyn szpil!
Przijdź wczaśnij i skorzystej z naszyj ôferty cateringowej. Ôtwarte bydōm tyż dwa pōnkty ôficjalnego geszeftu GKS-u Katowice. W ôfercie moc gadżetów, tresek, bluz jak tyż inksze tajle ôblyczynio, dzinyki kerym mogesz jeszcze barzij idyntyfikować sie ze swojim klubym.
W niydziela 5 maja ô godz. 17:00 fusbalerski GKS-u Katowice rozegrajōm szpil 19. kolejki Orlen Ekstraligi kobiyt z KS Uniwerzytetym Jagiellońskim. Katowiczanki sōm liderkami tabule i walczōm ô ôbrōna tytułu majstra Polski. Do kōńca sezōnu ôstały ino sztyry szpile, tōż stowka je srogo. Wstymp na szpil je bezpłatny. Fusbaloki i fusbalerki moc liczōm na Wasze sparcie. Zaproszōmy na Bukowo!”
zagranie.pl – GKS Katowice – Stal Rzeszów
[…] Analizę rozpoczynam od gospodarzy, którzy znajdują się w bardzo dobrej sytuacji i mają spore szanse na zagranie w barażach o Ekstraklasę! GKS to klub ze sporym zapleczem kibicowskim i posiadającym swoje ambicje, a w tym sezonie sami piłkarze znakomicie realizują założenia! Obecnie Katowice zajmują 4. lokatę w tabeli, jednak nie mogą spoczywać na laurach, gdyż różnice punktowe w górnej połowie tabeli są minimalne. GKS po dwóch z rzędu remisach w ostatniej kolejce sięgnął po pełną pulę. Ważne wyjazdowe zwycięstwo nad Polonią pozwoliło utrzymać się w czołówce. Tym razem popularna Gieksa wróci na swój obiekt, gdzie w obecnych rozgrywkach spisuje się kapitalnie nie tracąc wielu goli i regularnie wygrywając! Czy podobnie będzie w sobotni wieczór?
Stal Rzeszów to zdecydowanie jedna z najlepszych ekip Fortuna 1. Ligi na dystansie ostatnich tygodni. Ekipa, która gra na tym poziomie 2. sezon z rzędu na wiosnę złapała doskonałą formę i regularnie wygrywa nawet z czołówką! Efektem doskonałej passy i 7 kolejnych gier ligowych bez porażki okazało się wyraźne odskoczenie od strefy spadkowej i awans na 10. lokatę. Stal utrzymanie ma już zapewnione i przy dobrych wiatrach może jeszcze powalczyć o promocję do najlepszej szóstki. W praktyce będzie o to bardzo trudno, bo rywale musieliby seryjnie gubić punkty. Warto jednak przypomnieć, że Rzeszowianie przed tygodniem pokonali u siebie lidera rozgrywek, czyli Lechię aż 4:2!
supernowosci24.pl –Stal Rzeszów kontra GKS Katowice. Rzeszowianie jadą do bardzo mocnej wiosną drużyny
[…] W stolicy województwa śląskiego rzeszowianie zmierzą się z rewelacyjnym na wiosnę GKS-em Katowice. Gospodarze będą zdecydowanym faworytem, ale biało-niebiescy wiedzą już, jak pokonywać skazywane na zwycięstwo drużyny.
Wiosną GKS Katowice radzi sobie znakomicie. Ekipa Rafała Góraka, która jesienią zawodziła i przezimowała przerwę w rozgrywkach dopiero na 11. lokacie ze stratą 7 pkt do strefy barażowej, w rundzie rewanżowej porządnie wzięła się do roboty. Katowiczanie obecnie zajmują 4. miejsce w tabeli, a na tę wysoką pozycję wywindowała ich zwłaszcza seria 6. wygranych z rzędu. GKS potrafił wygrywać także, kiedy gra nie szła po jego myśli, jak miało to miejsce w ostatnim starciu z Polonią Warszawa, gdy „GieKSa”, która przegrywała do 90. minuty, koniec końców triumfowała 2-1. Gdyby zestawić tabelę rundy wiosennej, od sobotniego rywala rzeszowian o „oczko” lepiej punktuje tylko Lechia. Podopieczni Rafała Góraka wiosną strzelili jednak najwięcej goli (25), do tego stracili prawie najmniej (9), więc stalowców w Katowicach czeka nader trudne zadanie. Gdzie zatem szukać słabszych punktów gospodarzy?
– Nie chcemy szukać żadnych luk ani słabszych stron GKS-u. Chcemy powtórzyć swoje zachowania, wyraz, obraz i sposób gry z meczu z Lechią i kontynuować w ten sposób granie – mówi Marek Zub, trener biało-niebieskich. – Oczywiście analizujemy rywala, ale jeśli pada takie pytanie, to jestem zdecydowany, żeby odpowiedzieć, że oczkuję powtórki z rozrywki, jeżeli chodzi o nasz wymiar – dopowiada opiekun Stali.
Walory czwartej obecnie siły ligi jak mało kto ze sztabu szkoleniowego Stali zna Sebastian Nowak, były bramkarz GKS-u. Asystent Zuba zwraca uwagę na rosłych i silnych piłkarzy przeciwnika, którzy też dobrze radzą sobie, egzekwując ataki z tzw. piłki stojącej.
– To jest zespół bardzo mocny fizycznie, dwa, ma piłkarzy, którzy potrafią grać w piłkę. GKS bazuje na bardzo dobrych stałych fragmentach gry, ponadto tworzy jedność, gra sporo w kompakcie – zdradza Sebastian Nowak, którego pytamy, jak pokryć rewelacyjnego obrońcę, kapitalnie czującego się w strategii gry obranej przez trenera Góraka. Mowa oczywiście o Arkadiuszu Jędrychu, środkowym obrońcy, mającym na koncie aż 11. bramek.
– Pracowaliśmy nad tym, mamy pomysł, jak go przykryć. Natomiast nie tylko on jest niebezpieczny w ofensywie, dużo więcej jest piłkarzy, na których musimy zwrócić szczególną uwagę – mówi nasz rozmówca.
Mówiąc o innych zawodnikach przeciwnika członek sztabu szkoleniowego Stali ma na myśli choćby Adriana Błąda, z którym sam grał w „GieKS-ie”.
– „Adi” jest niekonwencjonalnym zawodnikiem, ponieważ ma bardzo dobre obie nogi. Jest groźny przy strzałach z dalszej odległości, dla obrońców to trudne zadanie kryć tego piłkarza – informuje Nowak.
O niemałych atutach wspomnianego zaś Jędrycha przekonuje również pierwszy szkoleniowiec stalowców, wskazując na jego grę głową i dobre warunki fizyczne. Sternik rzeszowian wie, jak nie dopuścić bramkostrzelnego defensora do klarownych sytuacji.
– Pomysł jest najprostszy. Nie dopuszczać do stałych fragmentów gry – mówi Zub. – Nie mamy zawodnika o takich parametrach, ale mamy, moim zdaniem, zawodników sprytniejszych, bardziej zwinnych. Szczególnego sposobu ciężko znaleźć w momencie, kiedy zawodnik typu Jędrych wchodzi w pole karne przy dośrodkowaniu. Trzeba zrobić coś wcześniej, bo w powietrzu ma większy zasięg. Moment, w którym padają bramki w tego typu sytuacjach, zależy od wielu innych czynników i w tym kierunku musimy koncentrować nasze uwagi – twierdzi opiekun biało-niebieskich.
Jeśli Stal zagra podobne zawody jak z Lechią, biało-niebiescy mają szansę przy Bukowej przedłużyć swoją bardzo dobrą serię. „Żurawie” od siedmiu meczów są niepokonane, wygrały sześć z nich, remisując jedynie z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Okazała wygrana z liderem z Gdańska rozbudziła apatyty w ekipie z Hetmańskiej, która jako drugi zespół w lidze wbiła lechistom więcej niż trzy gole.
– W meczu z Lechią też był jeden faworyt, a boisko pokazało, że byliśmy w stanie się przeciwstawić i zasłużenie zgarnęliśmy 3 pkt – zwraca uwagę Sebastian Nowak, tłumacząc, co może być receptą na wywiezienie pełnej puli ze Śląska. – Musimy być bardzo agresywni zarówno w fazie ataku, jak i obrony i przede wszystkim utrzymywać się przy piłce, bo w niektórych meczach mieliśmy z tym problem. Myślę, że to będzie klucz, żeby to „GieKSa” pobiegała za piłką – uważa nasz rozmówca.
stalrzeszow.pl – Historia meczów z GKS Katowice
Kolejnym rywalem Stali Rzeszów będzie GKS Katowice, z którym biało-niebiescy zmierzą się po raz 29. Dotychczasowy bilans nieznacznie korzystniejszy jest dla katowiczan, którzy wygrali 8 meczów. Stalowcy zwyciężali 6-krotnie, a najczęściej, bo aż 14 razy mecze kończyły się remisem. Bramki 27-29.
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.


Najnowsze komentarze