Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: GKS Katowice gładko ograł Zagłębie Lubin
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania Zagłębie Lubin – GKS Katowice 0:2 (0:1).
zaglebie.com – Pierwsza domowa porażka
[…] Niestety mecz rozpoczął się najgorzej jak mógł dla Miedziowych. Już w 2. minucie GKS Katowice objął prowadzenie po precyzyjnym uderzeniu Bartosza Nowaka. Chwilę później podopieczni trenera Leszka Ojrzyńskiego mogli wyrównać, ale główka Michała Nalepy poszybowała nad poprzeczką. W 19. minucie rywalizacji przyjezdni stanęli przed szansą na podwyższenie prowadzenia. Na szczęście po strzale z lewej strony pola karnego Borjy Galana dobrze interweniował Jasmin Burić. W następnej akcji to KGHM Zagłębie Lubin zagroziło bramce przeciwnika. Po dośrodkowaniu Damiana Dąbrowskiego bliski zdobycia bramki był Michalis Kosidis – zabrakło centymetrów, by wyrównać stan meczu. Kwadrans przed przerwą na uderzenie z dystansu zdecydował się Mateusz Kowalczyk, ale dobrze ustawiony był bramkarz Miedziowych. W pierwszej połowie już nic więcej się nie wydarzyło. Lubinanie schodzili do szatni, przegrywając 0:1.
Po zmianie stron dalej groźniejszy był GKS Katowice. W 49. minucie na strzał ze sporej odległości zdecydował się Mateusz Kowalczyk, ale wyraźnie chybił. Chwilę później było już 2:0 dla przyjezdnych, autorem gola po stałym fragmencie był Arkadiusz Jędrych. Po godzinie gry Jesus Diaz podawał do Filipa Kocaby, a ten spróbował zaskoczyć bramkarza gości. Jednak zabrakło przy tym strzale precyzji. W kolejnych minutach Miedziowi dążyli do gola kontaktowego, ale brakowało w naszej drużynie kreacji. W doliczonym czasie gry bliski skierowania piłki do siatki był jeszcze Michalis Kosidis, jednak był to strzał niecelny.
gol24.pl – GKS Katowice gładko ograł Zagłębie Lubin. To był teatr jednego aktora – Bartosza Nowaka
W Lubinie strzelali tylko goście. W pierwszym meczu PKO Ekstraklasy po przerwie zimowej Zagłębie uległo GKS Katowice, przegrywając 0:2. Najlepiej wypadł pomocnik Bartosz Nowak – autor błyskawicznego gola i późniejszej asysty. Widowisko rozgrywane w mrozie śledziło 3745 w tym kilkuset kibiców przyjezdnych.
Zagłębie w przypadku wygranej co najmniej do jutra byłoby liderem Ekstraklasy. Tak się nie stało. Zespół Leszka Ojrzyńskiego nie miał zbyt wielu argumentów. Jeden odebrali działacze, kompromitując się w sprawie wykupu Leonardo Rochy. Bez tego napastnika i kilku innych ważnych graczy nie dało się dziś nic wskórać. Bez echa przeszedł debiutancki występ nowego napastnika, Levente Szabo, który wszedł na całą drugą połowę.
Za to GieKSa spisała się na medal. Już w 2. minucie objęła prowadzenie, kiedy w polu karnym rywali wmanewrował Bartosz Nowak (szósty gol w lidze, jedenasty w sezonie). Potem zawodnicy Rafała Góraka zmusili przeciwników do biegania. Aż w końcu w 52. minucie po dośrodkowaniu Nowaka z rzutu rożnego wynik po uderzeniu głową ustalił Arkadiusz Jędrych. Jedyna zła wiadomość to kartka Borji Galana oznaczająca pauzę przeciwko Jagiellonii Białystok w zaległym spotkaniu (środa, 4 lutego).
Dzięki wygranej GKS Katowice ma w dorobku 23 punkty, dzięki czemu awansowało na dziesiąte miejsce. Zagłębie po weekendzie może spaść z piątego nawet na dziewiąte.
miedziowe.pl – Falstart Zagłębia na inaugurację rundy wiosennej
Przez dziewięć spotkań rundy jesiennej KGHM Zagłębie Lubin było niepokonane na swoim boisku, ale już w pierwszym meczu rundy wiosennej twierdza Lubin padła. Na inaugurację tej części sezonu Miedziowi zaliczyli falstart i ulegli walczącemu o utrzymanie GKS-owi Katowice 0:2. Drużyna Leszka Ojrzyńskiego bardziej przypominała zespół z sezonu 2024/2025 niż sensację ostatnich miesięcy w PKO BP Ekstraklasie.
Okres sparingów nie potoczył się po myśli Miedziowych, bo w pięciu meczach zanotowali trzy remisy i dwie porażki. W międzyczasie toczyły się bardzo ważne negocjacje w sprawie wykupu na stałe Leonardo Rochy. Jak już wiadomo, Portugalczyk nie będzie strzelał goli w barwach Zagłębia co mocno osłabia siłę ofensywną ekipy Leszka Ojrzyńskiego.
Nieco ponad 60 sekund potrzebowała drużyna gości do objęcia prowadzenia. Bartosz Nowak okazał się pierwszym strzelcem w ekstraklasie w 2026 roku i od samego początku spotkania Miedziowi musieli gonić wynik. To nie wychodziło im najlepiej, brakowało polotu i pomysłu na atak w polu karnym rywala. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:0 dla GKS-u i w przerwie kibice Zagłębia z pewnością liczyli na poprawę gry, która przyniesie przynajmniej gola wyrównującego.
Tak się nie stało, bo w 52. minucie Katowiczanie podwyższyli prowadzenie po uderzeniu głową i byli w komfortowej pozycji przed kolejnymi kilkudziesięcioma minutami. Miedziowi mieli pojedyncze zrywy, ale nie stanowiły one zagrożenia dla defensywy gości. Tuż pod koniec meczu mogło być nawet 3:0, ale gol piłkarza GKS-u został anulowany z powodu spalonego.
gazetawrocławska.pl – Twierdza Lubin padła. Nie dla Zagłębia fotel lidera.
KGHM Zagłębie Lubin przegrało z GKS-em Katowice 0:2 na inaugurację piłkarskiej wiosny. Miedziowi pierwszy raz w tym sezonie przegrali na własnym stadionie i nie wykorzystali szansy, by wskoczyć na fotel lidera PKO Ekstraklasy.
Zagłębie Lubin w mroźny piątkowy wieczór podejmowało GKS Katowice. Był to pierwszy mecz o stawkę w Polsce w 2026 roku. Niska temperatura, a być może także atmosfera wokół klubu, nie miały pozytywnego wpływu na frekwencję. Trybuny w dużej mierze świeciły pustkami, a zasiadło na nich tylko nieco ponad 3700 widzów.
Miedziowi przystępowali do tego spotkania osłabieni brakiem kontuzjowanych Marcela Reguły, Kajetana Szmyta, Tomasza Makowskiego i przede wszystkim Leonardo Rochy, który nie został wykupiony z Rakowa Częstochowa.
Za strzelanie goli miał odpowiadać przede wszystkim tercet: Michális Kossídis, Jakub Sypek, Adam Radwański. Do przerwy bramka padła tylko jedna i to już w 2′ minucie. W lekkim zamieszaniu w szesnastce gospodarzy najlepiej odnalazł się Bartosz Nowak i pewnym strzałem wyprowadził gości na prowadzenie.
Zagłębie z gry praktycznie nie stwarzało zagrożenia. Najgoręcej pod bramką Rafała Strączka robiło się po stałych fragmentach gry, ale gospodarzom brakowało wykończenia i na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku 0:1.
Druga połowa rozpoczęła się podobnie: pierwszy poważniejszy atak przyjezdnych dał im rzut rożny, po którym wynik na 2:0 podwyższył Arkadiusz Jędrych. Bartosz Nowak do gola dopisał sobie asystę.
Trener Ojrzyński zareagował zmianami. Posłał do boju Jesúsa Díaza i debiutującego w miedziowych barwach Sebastiana Kowalczyka, ale to nie pomagało. Zagłębie nadal grało apatycznie i bez pomysłu w ofensywie.
Zagłębie Lubin przegrało, tracąc nie tylko szansę na fotel lidera, ale też status jedynej niepokonanej na własnym stadionie drużyny w trwającym sezonie PKO Ekstraklasy.
mkszaglebie.pl – Nieudana inauguracja
Twierdza Lubin została zdobyta. W 19. kolejce PKO BP Ekstraklasy GKS Katowice bez większych problemów rozprawił się z naszym zespołem, pokonując „Miedziowych” 2:0. Lubinianie grali w piątkowy wieczór bardzo źle, zakończyli mecz z katowiczanami z zaledwie jednym celnym strzałem i celnością podań na poziomie 68%.
Zespół Zagłębia Lubin przystępował do meczu z GKS-em Katowice w mocno okrojonym składzie. Braki kadrowe były na tyle poważne, że momentami trudno było mówić o komforcie wyboru przez trenera Leszka Ojrzyńskiego. Po sadze z odejściem Leonardo Rochy szkoleniowiec musiał szybko postawić kreskę i martwić się o inne sprawy, bo w piątkowym spotkaniu nie mógł skorzystać z Dominika Hładuna, Tomasza Makowskiego, Marcela Reguły, Kajetana Szmyta, Cypriana Popielca i Aleksa Ławniczaka. W tej sytuacji na ławce rezerwowych znalazło się kilku bardzo młodych zawodników, w tym Maciej Urbański, Jakub Ligocki i Seweryn Marek.
Sam mecz ułożył się dla Zagłębia najgorzej, jak tylko mógł. Już w 2. minucie strata piłki Michalisa Kosidisa, a chwilę później bierna postawa defensywy otworzyły gościom drogę do bramki. Bartosz Nowak wjechał w pole karne, uderzył i bez większych problemów pokonał Jasmina Buricia. W kolejnych fragmentach spotkania „Miedziowi” byli kompletnie bezzębni w ofensywie. Jedynym momentem, który mógł dać nadzieję na wyrównanie, była niecelna główka Kosidisa. Do przerwy, po bardzo słabej grze, Zagłębie przegrywało 0:1 i był to wynik w pełni zasłużony.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. W 52. minucie Arkadiusz Jędrych podwyższył prowadzenie GKS-u, wykorzystując dośrodkowanie Nowaka z rzutu rożnego i wygrywając pojedynek w powietrzu. Później gospodarze próbowali zareagować, jednak były to próby raczej chaotyczne niż realnie groźne. Wejścia zawodników z ławki wniosły nieco więcej energii, ale nie przełożyło się to na jakość ani na konkret pod bramką rywala.
Do końca meczu Zagłębie oddało kilka niecelnych strzałów, głównie za sprawą Jesusa Diaza, Sebastiana Kowalczyka i ponownie Kosidisa. Na więcej katowiczanie nam nie pozwolili. Spotkanie zakończyło się porażką 0:2, która przerwała serię meczów bez przegranej na własnym stadionie.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice zaczął wielką ucieczkę. Na powitanie piłkarskiej wiosny wygrał w Lubinie z Zagłębiem
W meczu, który inaugurował rundę wiosenną PKO Ekstraklasy, Zagłębie Lubin przegrało z GKS Katowice. Ekipa Rafała Góraka jako pierwsza w tym sezonie wyrwała trzy punkty na stadionie Miedziowych.
W pierwszym wiosennym meczu trener Rafał Górak wystawił taką samą jedenastkę, jak ta, która rozpoczynała ostatni i wygrany mecz sparingowy z Baćką Topola. Oznaczało to, że w GKS-ie zadebiutuje Mateusz Wdowiak, który przeniósł się na Śląsk z Zagłębia Lubin. Stawka spotkania była niebagatelna. Dla gospodarzy na szali leżała pozycja tymczasowego lidera, dla katowiczan ucieczka ze strefy spadkowej.
Jesienią Bartosz Nowak strzelił Zagłębiu dwa gole, ratując remis 2:2,. W rundzie rewanżowej 32-letni pomocnik, Ligowiec Roku 2025 tygodnika „Piłka nożna”, na strzelenie pierwszego gola potrzebował 65 sekund! W środku boiska piłkę na rzecz Sebastiana MIlewskiego stracił Michalis Kossidis, Nowakowi oddał ją Borja Galan, a ten pokonał Jasmina Buricia.
Zagłębie w tym sezonie nie poniosło u siebie porażki, nie przegrało też 10 domowych meczów z GKS-em. Z kolei Katowiczanie wygrali jesienią wszystkie mecze, w jakich obejmowali prowadzenie. Po zdobyciu prowadzenia zespół Rafała Góraka dość spokojnie przetrwał do końca pierwszej połowy, ba, nawet raz jeszcze wpakował piłkę do siatki, ale Adam Zrelak był na spalonym.
Po przerwie żadnych wątpliwości być nie mogło. Nowak dośrodkował z rzutu rożnego, a Arkadiusz Jędrych głową powiększył zapas nad Zagłębiem. Po tym trafieniu GKS znów przełączył się w tryb kontrolowania boiskowych wydarzeń. W 89 minucie Bartosz Frankowski nie uznał gościom drugiego gola, tym razem Galanowi. Nie zmieniło to faktu, że drużyna z Nowej Bukowej spod kreski awansowała na miejsce dziesiąte.
Katowiczanie wygrali w Lubinie z imponującym spokojem. Humor Rafałowi Górakowi zepsuł tylko Galan, który dostał kartkę eliminującą go z występu w zaległym spotkaniu z Jagiellonią. Jesse Bosch i Arkadiusz Jędrych otrzymali trzecie takie ostrzeżenie, czyli po kolejnym podzielą los Hiszpana.
sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice wykorzystał zimowy sen Zagłębia Lubin
Niespodzianka w Lubinie. Piłkarze KGHM Zagłębia przegrali z zagrożonym spadkiem GKS-em Katowice 0:2. Bramki dla gości zdobywali Bartosz Nowak i Arkadiusz Jędrych.
Inauguracja rundy wiosennej PKO Ekstraklasy miała miejsce w Lubinie. Świetnie radzące sobie jesienią Zagłębie podejmowało GKS. Katowiczan zima zastała z tzw. gorącym kartoflem, czyli miejscem w strefie spadkowej.
W wirtualnej tabeli drużyna Rafała Góraka błyskawicznie wydostała się z niebezpiecznej strefy. Już pierwsza akcja gości zakończyła się bramką. Bartosz Nowak przedostał się z piłką w okolice pola bramkowego, strzał z narożnika i futbolówka obok bezradnego Jasmina Buricia znalazła się w siatce.
„Miedziowi” chwilę po stracie gola mogli wyrównać. Jednak próba głową Michała Nalepy była niecelna. W kolejnych minutach podopiecznym Leszka Ojrzyńskiego niewiele wychodziło w ofensywie, to przyjezdni wyglądali lepiej piłkarsko.
Zagłębie miało jednak swój moment w premierowej odsłonie, kiedy powinno wyrównać. W 24. minucie, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, Michalis Kossidis uderzył głową tuż obok słupka. Gdyby dołożył więcej precyzji, to Rafał Strączek byłby bezradny.
Przed przerwą goście mogli podwyższyć prowadzenie. W 35. minucie z bliska piłkę do bramki wbił Adam Zrelak. Sędzia dostrzegł jednak spalonego i gola nie uznał.
GKS swego dopiął siedem minut po zmianie stron. Z rzutu rożnego dośrodkował Bartosz Nowak, wprost na głowę Arkadiusza Jędrycha. Strzału przy słupku z pięciu metrów Burić nie był w stanie obronić.
Strata drugiej bramki również nie obudziła Zagłębia. Lubinianie sporadycznie zagrażali katowiczanom. Pod bramką Strączka niewiele się działo. Golkiper nie był zmuszony do interwencji.
Pracy nie miał Burić. GKS więcej uwagi poświęcał obronie własnej bramki i nie angażował sił do ofensywy. Stąd też z placu gry przez długie minuty wiało nudą. Dopiero w 90. minucie miejscowi wykreowali sobie okazję. Michalis Kossidis uderzał sytuacyjnie, ale w bramkę nie trafił.
GKS dowiózł dwubramkowe prowadzenie i wydostał się ze strefy spadkowej. Zagłębie marzenia o zajęciu fotela lidera musi odłożyć o co najmniej tydzień.
sport.tvp.pl – Bartosz Nowak Show. Wystarczyły mu… 63 sekundy!
[…] Prawdziwy popis dał łączony z reprezentacją Polski Bartosz Nowak, który już w 63. sekundzie strzelił gola, a w drugiej połowie dołożył asystę.
[…] 32-latek przeżywa „sezon życia”. Jest najjaśniejszą postacią GieKSy. Rozgrywający pełną gębą, jeden z najlepszych w całej lidze. Przed meczem z Zagłębiem miał na swoim koncie pięć goli i pięć asyst w Ekstraklasie, a do tego pięć bramek i dwa ostatnie podania w STS Pucharze Polski. Na gali tygodnika „Piłka Nożna” został uhonorowany tytułem Ligowca Roku 2025. Nagrodę odebrał z rąk… selekcjonera reprezentacji Polski, Jana Urbana.
Nowak, pomimo zaawansowanej metryki, jest jednym z piłkarzy, których kibice i dziennikarze widzą w drużynie narodowej. Na inaugurację ligowych zmagań w 2026 roku dał ku temu kolejny powód. Już w 63. sekundzie starcia z Miedziowymi wpisał się na listę strzelców. Po wymianie podań z Borją Galanem, zagrał piętką, a piłka odbiła się od Filipa Kocaby i trafiła znów pod nogi pomocnika, który wpadł w pole karne i precyzyjnie przymierzył.
W 52. minucie Nowak dołożył asystę. Świetnie zacentrował z rzutu rożnego w pole karne. Najwyżej do piłki wyskoczył Arkadiusz Jędrych, który strzałem głową pokonał Jasmina Buricia.
Zagłębie wyglądało na całkowicie bezradne. Bez najlepszego napastnika Leonardo Rochy, który wrócił z wypożyczenia do Rakowa Częstochowa i bez kontuzjowanego Marcela Reguły, nie potrafiło przeciwstawić się znakomicie przygotowanym katowiczanom.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze