Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Miano najlepszego beniaminka sezonu coraz bliżej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Cracovia 2:1 (1:1).

wkatowicach.eu – Mecz GKS Katowice – Cracovia 2:1. GieKSa triumfuje na Arenie Katowice

Za nami kolejna emocjonująca rozgrywka GieKSy. 11 maja na Arenie Katowice GKS Katowice podjął Cracovie. Emocje były już od pierwszych minut. Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla GieKSy.

[…] Był to przedostatni domowy meczu sezonu 2024/25 PKO BP Ekstraklasy.

Pierwsza bramka dla GieKSy padła już w 3. minucie. Gola strzelił Märten Kuusk. Rywale odwdzięczyli się w 36. minucie, wtedy to bramkę strzelił Amir Al-Ammari. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1. W drugiej połowie GieKSa mogła trafić kolejną bramkę. Niestety Dawid Drachal był na spalonym.

Na szczęście celny strzał dla GKS-u Katowice wpadł w 79. minucie. Bramkę strzelił Oskar Repka. Był to trzeci mecz z rzędu, w którym Repka strzela bramkę dla GKS-u Katowice. Mecz zakończył się zwycięsko dla GieKSy wynikiem 2:1.

gol24.pl – GKS Katowice ograł Cracovię w 32. kolejce PKO Ekstraklasy. Miano najlepszego beniaminka sezonu coraz bliżej

Spotkanie na Arena Katowice świetnie rozpoczęło się dla gospodarzy. Już w 2. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego błąd w ocenie sytuacji popełnił Henrich Ravas, a w ogromnym zamieszaniu najlepiej odnalazł się Marten Kuusk i sytuacyjnym uderzeniem – otworzył wynik.

Pasy obudziły się dopiero po upływie pół godziny gry. W 32. minucie przed znakomitą szansą na wyrównanie stanął Benjamin Kallman. Napastnik reprezentacji Finlandii po świetnym podaniu Filipa Rózgi stanął sam na sam z bramkarzem miejscowych, ale uderzył wprost w niego.

Kolejna próba Cracovii przyniosła była już bezbłędna. W 36. minucie Amir Al-Ammari wykorzystał płaskie podanie ze skrzydła i precyzyjnym strzałem pokonał Dawida Kudłę.

W końcówce pierwszej połowy zespół ze stolicy Małopolski miał nawet dwie szanse, by wyjść na prowadzenie. Najpierw w polu karnym GKS Katowice runął Filip Rózga, ale sędzia Damian Kos po analizie VAR zdecydował, że rzutu karnego nie będzie. Natomiast chwilę później ten sam zawodnik uderzył z dystansu, a piłka minimalnie minęła bramkę popularnej GieKSy.

Po przerwie piłkarze obu zespołów nie rozpieszczali swoją grą. W 57. minucie co prawda do futbolówkę do bramki krakowian wpakował Dawid Drachal, ale sędzia liniowy szybko przerwał radość zawodnika gospodarzy, pokazując pozycję spaloną.

Później naprawdę ciekawie zrobiło się dopiero w 79. minucie. Do dośrodkowania z prawej strony najwyżej wyskoczył Oskar Repka i strzałem głową ponownie dał GieKSie prowadzenie.

GieKSa dociągnęła prowadzenie do ostatniego gwizdka, dzięki czemu awansowała na 7. miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy. Cracovia ma tyle samo punktów, ale plasuje się tuż za plecami katowiczan, gdyż przegrali z nimi oba spotkania.

gazetakrakowska.pl – Cracovia przegrała w meczu walki i spada w ligowej tabeli

Trener Cracovii Dawid Kroczek dokonał aż sześciu zmian w porównaniu z poprzednim meczem (z Lechią Gdańsk 0:2). Jedna była wymuszona, bo za nadmiar żółtych kartek nie mógł zagrać Ajdin Hasić. Oprócz niego nie wystąpili Jakub Jugas, Patryk Janasik, Patryk Sokołowski, Bartosz Biedrzycki, Kacper Śmiglewski. Zagrali za nich Martin Minczew, Virgil Ghita, Filip Rózga, Otar Kakabadze (wszyscy powrót po pauzie za kartki), Amir Al-Ammari, David Olafsson.

Fatalnie ten mecz zaczął się dla Cracovii. Po rzucie z autu w pole karne niepewnie interweniował Henrich Ravas, skacząc do piłki wraz z Martenem Kuuskiem. Nie złapał piłki, ta trafiła do Filipa Szymczaka, który zagrał znów do Kuuska, który główkował , pierwszy strzał został powstrzymany, ale dobitka obrońcy GKS-u była już skuteczna.

To był więc zimny prysznic dla „Pasów”, które jednak nie załamały się, próbując przejąć inicjatywę. Musieliśmy jednak poczekać na skuteczną akcję. Z dystansu strzelał Amir Al-Ammari, ale niecelnie. Z kolei dośrodkowania też nie były udane, jak choćby to Filipa Rózgi w 21 min po wcześniejszym ładnym dryblingu.

W miarę upływu czasu GKS opanował sytuację i nie dał się zepchnąć do defensywy. Po półgodzinie gry znów Kuusk chciał znaleźć sposób na Ravasa, tym razem strzelał z daleka, ale słowacki bramkarz nie dał się zaskoczyć. W 32 min po wstrzeleniu piłki w pole karne z 5 m natychmiast strzelał Benjamin Kallman i w kapitalny stylu obronił Dawid Kudła, wybijając piłkę na róg A minutę później golkiper GKS-u w dobrym stylu odbił piłkę po strzale Virgila Ghity głową.

Cracovia dopięła swego w 36 min. Po dobrym podaniu Kallmana, znajdujący się w polu karmnym Amir Al-Ammari technicznym strzałem zaskoczył Kudłę. To pierwszy gol Irakijczyka w sezonie i pierwsza bramka „Pasów” w Katowicach (licząc ze starym stadionem przy ul. Bukowej) w historii spotkań w ekstraklasie.

Po chwili w polu karnym padł Rózga pchany przez Kuuska, ale sędziowie uznali, że popchnięcie nie było mocne i nie przyznano „jedenastki”. Krakowianie nabrali wiatru w żagle i znów „pachniało” golem dla nich. W doliczonym czasie gry aktywny Rózga świetnie strzelał z 18 m i minimalnie chybił.

– Wyszedłem do piłki, czułem , ze ktoś mi głową dotknął ręki, potem obroniłem, ale z dobitki straciliśmy gola – mówił w przerwie Henrich Ravas. – Potem zaczęliśmy grać. GKS to dobry zespół, ale jak będziemy grać tak jak po straconej bramce, to możemy wygrać.

Druga połowa zaczęła się od aktywniejszej postawy katowiczan. Krakowianie za często wybijali piłkę na oślep. W 52 min strzelał Dawid Drachal, ale wysoko nad bramką. GKS Zdobył gola za sprawą Drachala, ale zawodnik katowiczan był na spalonym i bramka nie została uznana.

Niebawem do strzału doszedł Filip Szymczak, ale jego strzał został zablokowany. W 64 min niewiele zabrakło Kallmanowi do tego, by zaskoczyć Kudłę. Strzelał w „krótki” róg i golkiper katowiczan poradził sobie, wybijając piłkę na róg. Po nim uderzał Rózga, piłka odbiła się rykoszetem od rywala i „Pasy” miały kolejny korner.

Okres dobrej gry gości zwieńczył strzał Otara Kakabadze, piłka przeleciała tuż nad spojeniem. A gospodarze poczekali na swój moment – świetną centrę w pole karne posłał Alan Czerwiński, kapitalnie do piłki wyskoczył Oskar Repka i mocnym strzałem pokonał Ravasa.

„Pasy” rzuciły się do odrabiania strat – po dalekim dośrodkowaniu Rózgi nikt nie zamknął akcji. Gościom zaczęło się spieszyć, co powodowało nerwowość w ich poczynaniach. Trener Kroczek postanowił wycofać z gry Perkovicia i wpuścił na niego Kacpra Śmiglewskiego. Goście bardzo chcieli wyrównać.

Brakowało jednak szans, by mogło się tak stać. GKS mądrze się bronił. Ale w 4 min doliczonego czasu gry „piłkę meczową” miał Rózga po podaniu Kallmana, za bardzo się jednak wychylił i uderzył nad poprzeczką. „Pasy” przegrały więc drugi mecz z rzędu.

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wygrał z Cracovią i idzie w górę w tabeli! To może być świetny sezon beniaminka

GKS Katowice po raz drugi w tym sezonie pokonał Cracovię i jest już siódmy w tabeli Ekstraklasy. To kolejny mecz na Nowej Bukowej, który dostarczył kibicom wielu emocji.

Zwycięstwo w meczu z Cracovią otwierało piłkarzom GKS-u drogę do walki o szóste miejsce, co byłoby dla beniaminka dużym sukcesem. Przy okazji zespół Rafała Góraka wyszedłby na prowadzenie w nieformalnej rywalizacji obecnych pierwszoroczniaków.

Gospodarze zaczęli od bardzo mocnego uderzenia. Piłka do krakowskiej siatki wpadła już w 103 sekundzie spotkania. Rzut z autu wykonał Mateusz Kowalczyk, Henrich Ravas okazał się mieć za krótkie ręce i Marten Kuusk najpierw uderzył głową, a potem dobił swój strzał nogą i było 1:0.

GKS zdecydowanie narzucił swoje warunki rywalizacji. Katowiczanie grali na przyspieszonych obrotach i raz po raz atakowali na krakowskim przedpolu. Po 30 minutach dostali jednak dwa poważne ostrzeżenia, a na pierwszoplanową postać wyrósł Dawid Kudła. Za pierwszym razem obronił uderzenie Benjamina Kallmana z linii pola bramkowego, a za drugim główkę Virgila Ghity. Wyraźnej złości golkipera na kolegów z defensywy trudno było się dziwić. Ruganie nie przyniosło jednak afektów, bo za chwilę był już remis, gdy Amir Al-Ammari wepchnął piłkę do bramki po kluczowym i bardzo sprytnym przepuszczeniu jej przez Kallmana.

Po przerwie goście wciąż utrzymywali inicjatywę, ale GKS oczekiwał na swoje szanse wynikające z ich błędów. W 57 minucie kibice znów krzyknęli z radości, ale Dawid Drachal wyraźnie był na spalonym zanim pokonał Ravasa. Generalnie poziom emocji wyraźnie opadał aż do 78 minuty. Wtedy Alan Czerwiński dośrodkował z prawej strony, a Oskar Repka przepięknym uderzeniem głową dał GieKSie drugie w tym meczu prowadzenie.

Jak się okazało gospodarze utrzymali je do końca i na Nowej Bukowej po raz kolejny rozpoczęła się feta piłkarzy i kibiców.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga