Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu RKS-GKS: Murawa w Radomiu to nasz kolejny przeciwnik

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat spotkania Radomiak Radom – GKS Katowice.

weszlo.com – Feio: Murawa w Radomiu to nasz kolejny przeciwnik

Seria trzech domowych spotkań Radomiaka z rzędu – jedno już za nami – niekoniecznie musi być sprzymierzeńcem Zielonych. Trener Goncalo Feio przed meczem z GKS Katowice skomentował problemy z murawą na stadionie przy ul. Struga 63 i stwierdził, że to „kolejny rywal” jego zespołu.

W Radomiu murawę zniszczyła zima. Poważnie zniszczyła – trawa zgniła, zginęła, płyta główna to piach ze śladową ilością zielonej nawierzchni. Od kilku tygodniu na murawie można zobaczyć specjalne lampy, prowadzone są prace naprawcze i pielęgnacyjne, ale sytuacja nie wygląda zbyt dobrze. Boisko mocno wpływa na grę Radomiaka oraz wyniki motoryczne czy zmęczenie zawodników po meczach, co zauważył Goncalo Feio.

– Jak się gra na takim boisku, to futbol jest wolniejszy. Ciężej rozwinąć maksymalne prędkości, wyniki motoryczne są gorsze. Musisz przyjąć, poprawić, tracisz na płynności gry, wizualnie jest to mniej dynamiczne, intensywne. To też trzeba brać pod uwagę. Nie wpływa to na przygotowanie do meczu, lecz na styl piłki, którą chcemy grać z uwagi na profil naszych zawodników. Murawa w takiej kondycji to dla nas kolejny przeciwnik, to destrukcyjne, ale nie musimy robić z tego problemu. Musimy mądrze trenować, nie rozmawiać o tym i zarządzać ryzykiem, adaptować się do stanu meczu – tłumaczył trener Radomiaka.

Szkoleniowiec był jednak zadowolony z tego, jak na tle bardzo intensywnej Arki wypadł jego zespół. Zwłaszcza że wyjazd do Niecieczy pozostawił niedosyt pod względem wyników motorycznych.

[…] Mniej niż trzy doby po meczu z Arką Gdynia w Radomiu zagra GKS Katowice. Wymęczony pucharowym spotkaniem, ale też będący na wznoszącej. Goncalo Feio tłumaczył, jak – biorąc pod uwagę wszystkie te rzeczy – przygotować drużynę do tego meczu.

– Skończyliśmy dwugodzinną naradę sztabu jeśli chodzi o plan na ten mecz – między Arką i GKS jest dużo podobieństw, może nastąpić kontynuacja. Nie ma wiele czasu na trening, musimy skupić się na regeneracji, ale szkoleniowo możemy pewne elementy wykonane dobrze – albo te, które możemy wykonać lepiej – po prostu powtórzyć.

[…] Szkoleniowiec potwierdził też to, o czym pisaliśmy: wciąż możliwe, że Capita jednak z GieKSą wystąpi i to wtedy, na boisku, pożegna się z Radomiem. W tym spotkaniu obejrzymy jednak jeszcze ciekawszy spektakl: pojedynek najlepszych piłkarzy ziemi radomskiej – Rafała Wolskiego oraz Bartosza Nowaka. Którego z nich trener Feio ceni bardziej?

– Dla mnie moi są zawsze najlepsi, nawet porównując do Messiego! Wolski i Nowak mają podobną charakterystykę, ale rzeczy, które ich różnią, są związane z planem i strukturą obydwu drużyn. Skala ich talentu jest duża, są ważni dla swojej drużyny jeśli chodzi o transport piłki do trzeciej tercji, operowanie piłką na małej przestrzeni, między liniami, dobrze wykonują stałe fragmenty… – ocenił Portugalczyk.

ekstraklasa.org – Poczwórna dawka emocji – 24. kolejka 2025/2026 (niedziela)

[…] RADOMIAK RADOM – GKS KATOWICE

SYTUACJA: Oba kluby dzielą w tabeli zaledwie 2 punkty, przy czym GKS ma jeszcze jedno zaległe spotkanie do rozegrania. Radomianie przystępują do tego starcia świeżo po czwartkowym triumfie 3:1 z Arką Gdynia – tym samym wynikiem zakończyła się ostatnia potyczka GKS-u, w której Katowiczanie ograli Górnika Zabrze.

HISTORYCZNIE: We wszystkich meczach między nimi padały bramki. W Radomiu mieliśmy do tej pory 2 mecze – 1 zwycięstwo Radomiaka, 1 remis.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: Radomiak potrafi wykorzystać atut własnego boiska – odniósł 3 zwycięstwa w 4 ostatnich meczach u siebie.

POD LUPĄ – GOŚCIE: Ten element im niestraszny – od początku sezonu 2024/2025 GKS stracił 15 goli po stałych fragmentach gry (najmniej z drużyn grających przez cały ten okres).

CZY WIESZ, ŻE: Jeśli Radomiak wygrywa z GKS Katowice, to zawsze strzela 2 gole (1x 2:0, 1x 2:1).

Radomiak Radom: Najwięcej goli strzelonych u siebie (25; tyle samo – Lech i Jagiellonia; średnio – 2,27/mecz)

Radomiak Radom: Najwięcej goli strzelonych w II połowach (25; tyle samo – Jagiellonia)

Radomiak Radom: Średnio u siebie zdobywa 2,09 punktu/mecz w tym sezonie (najwięcej w lidze)

Radomiak Radom: U siebie gol strzelony w 13 z 14 ostatnich meczów (w tym 9 razy minimum 2 gole strzelone)

Radomiak Radom: 3 zwycięstwa w 4 ostatnich meczach u siebie

Radomiak Radom: 4 ostatnie mecze na jego stadionie rozstrzygnęły się różnicą minimum 2 goli (3:0 – 4:0 – 0:2 – 3:1)

Radomiak Radom: Najlepszy bilans bramkowy u siebie (+15)

Radomiak Radom: 90% goli strzelił po strzałach z pola karnego (36 z 40; najwięcej procentowo)

GKS Katowice: 22 punkty w 11 ostatnich meczach

GKS Katowice: Jeśli wygrywa na wyjeździe w tym sezonie to różnicą minimum 2 goli (1x 5:2, 1x 3:0, 1x 2:0)

GKS Katowice: W meczach, w których strzelił minimum 2 gole w tym sezonie: 7 zwycięstw, 1 remis (w tym zwycięstwo w każdym z 7 ostatnich takich meczów)

GKS Katowice: W każdym z 5 ostatnich meczów – dokładnie 1 gol strzelony w I połowach

GKS Katowice: 2 gole stracone w 13 ostatnich meczach w II połowach

GKS Katowice ma najmniej meczów w tym sezonie, w których prowadził, a nie wygrał (1, tyle samo: Górnik Zabrze; z Arką Gdynia: prowadzenie 1:0 – ostatecznie 1:2)

GKS Katowice: Najmniej goli straconych po stałych fragmentach gry (7, tyle samo: Wisła Płock); też – Od początku sezonu 2024/25 stracił 15 goli po stałych fragmentach gry (najmniej z drużyn grających przez cały ten okres)

GKS Katowice: Najmniej goli straconych w II połowach (11, tyle samo: Wisła Płock; w tym 2 gole stracone w 13 ostatnich meczach w II połowach)

Bartosz Nowak (GKS Katowice) – najwięcej punktów w klasyfikacji kanadyjskiej z Polaków (16; w tym 5 meczów z rzędu z punktem w klasyfikacji kanadyjskiej)

gol24.pl – Trylogia meczów u siebie

Kilka dni temu rozpoczęła się prawdziwa trylogia domowych meczów Radomiaka Radom. Arka Gdynia, GKS Katowice i Legia Warszawa. W niedzielę zespół zawieszonego za czerwoną kartkę Gonçalo Feio na pięć meczów w 24. kolejce podejmie będącą ostatnio w świetnej formie GieKSę.

[…] Radomiak Radom kilka dni temu sięgnął dopiero po pierwsze zwycięstwo w rundzie wiosennej. Przy Struga 63 rozegrano zaległe spotkanie 19. kolejki PKO Ekstraklasy z Arką Gdynia i tym razem gospodarzom energii z pewnością nie zabrakło (w pierwotnym terminie mecz nie doszedł do skutku z powodu awarii oświetlenia – przyp. red.). Po golach Rafała Wolskiego, Capity Capemby oraz Romario Bario sięgnęli po cenne trzy punkty.

[…] W tabeli minimalnie wyżej plasują się zawodnicy z województwa mazowieckiego. Radomiak jest dziewiąty, natomiast GieKSa – ze stratą dwóch punktów – zajmuje dwunaste miejsce. W ostatnim bezpośrednim meczu na Nowej Bukowej górą byli gospodarze, którzy wygrali po golach Arkadiusza Jędrycha, Marcina Wasielewskiego oraz wspomnianego wcześniej Bartosza Nowaka.

flashscore.pl – Radomiak Radom-GKS Katowice

Radomiak Radom będzie chciał pójść za ciosem po pierwszym zwycięstwie w tym roku, ale tym razem czeka go starcie z GKS-em Katowice, który po awansie do półfinału Pucharu Polski jest wyraźnie na fali.

[…] W szatni GKS-u morale jest bardzo wysokie po wygranej w rzutach karnych z Widzewem Łódź w ćwierćfinale Pucharu Polski, która dała klubowi pierwszy od 22 lat awans do półfinału tych rozgrywek. W Ekstraklasie katowiczanie także spisują się solidnie, bo w pięciu dotychczasowych spotkaniach w 2026 roku zdobyli 10 punktów. GKS imponuje regularnością, ponieważ we wszystkich sześciu meczach rozegranych w tym roku zdobywał dokładnie po jednej bramce w pierwszej połowie. W szerszej perspektywie sezonu właśnie ta część gry pozostaje jednak jego największym problemem. Katowiczanie stracili bowiem 21 bramek przed przerwą, co jest najgorszym wynikiem w lidze, ex aequo z Lechią Gdańsk.

Od czasu awansu GKS-u do Ekstraklasy oba zespoły wygrały po jednym meczu, a jedno spotkanie zakończyło się remisem. We wszystkich trzech przypadkach obie drużyny trafiały do siatki.

[…] W meczach Radomiaka pada średnio 3,26 bramki, co jest drugą najwyższą średnią w Ekstraklasie.

72% swoich punktów Radomiak zdobył u siebie (23 z 32).

GKS wygrał osiem z dziewięciu meczów, w których otwierał wynik (1P).

GKS stracił aż 14 goli pomiędzy 31. minutą a końcem pierwszej połowy, co jest najgorszym wynikiem w lidze.

W ostatnich tygodniach wyróżniającą się postacią Radomiaka jest kapitan Rafał Wolski, który w dwóch ostatnich występach w Ekstraklasie zdobył dwie bramki i obejrzał dwie żółte kartki. Z kolei Bartosz Nowak z GKS-u miał udział przy bramce w każdym meczu Ekstraklasy w 2026 roku, a w spotkaniu 7. kolejki z Radomiakiem strzelił efektownego gola z rzutu wolnego i zaliczył asystę.

W Radomiaku zabraknie Roberto Alvesa i najprawdopodobniej Christosa Donisa, a w GKS-ie Jessego Boscha.

tylkoradomiak.pl – Przed meczem z GKS Katowice

W niedzielę o godz. 14:45 Radomiak zagra na własnym stadionie z GKS Katowice, z którym w ekstraklasie w Radomiu jeszcze nie przegrał. „Zieloni” wygrali w tym sezonie 5 z 7 ostatnich meczów domowych.

– Radomiak zagra z GKS Katowice po raz 9 w historii (3-1-4), z czego po raz 6 w ekstraklasie (2-1-2).

– Bilans meczów w Radomiu: ogółem (2-1-1) / w ekstraklasie (1-1-0).

– Najwyższe zwycięstwo: ogółem i w ekstraklasie 2:0 (1985, Radom).

– Najwyższy remis: ogółem i w ekstraklasie 1:1 (2024, Radom).

– Najwyższa porażka: ogółem 0:4 (1974, Katowice) / w ekstraklasie 2:3 (2025, Katowice).

Jesienią Radomiak przegrał w Katowicach 2:3.

– Radomiak 5 ostatnich meczów z GKS Katowice na przemian strzela 2 i 1 gola i jeżeli wygrywa, to również na przemian strzela 2 i 1 gola.

– Jeżeli Radomiak pierwszy traci gola GKS Katowice w ekstraklasie, to nigdy nie wygrał.

– Radomiak z GKS Katowice w ekstraklasie nigdy nie strzelił więcej niż 2 gole (3 razy dokładnie 2), a w Radomiu ogółem nigdy nie stracił więcej niż 1.

– Radomiak tylko raz GKS Katowice w ekstraklasie nie strzelił i nie stracił gola.

– Radomiak 3 ostatnie mecze po 1 straconym golu (wszystkie w II połowie).

– Jeżeli Radomiak w tym sezonie nie traci gola w I połowie to zawsze punktuje (8 zwycięstw, 4 remisy).

– Jeżeli Radomiak w tym sezonie prowadzi do przerwy to zawsze 1:0 lub 2:0 i nigdy nie przegrał (5 zwycięstw, 1 remis), a w Radomiu zawsze wygrywa.

– Radomiak tylko w 1 domowym meczu w tym sezonie nie strzelił gola (Korona), a w ponad połowie (6 z 11) strzelił co najmniej 3, ale jeszcze nigdy 2.

– Radomiak w 9 z 11 domowych meczów w tym sezonie pierwszy strzelał gola.

– Żaden piłkarz nie pauzuje za kartki. Po pauzie za czerwoną kartkę wraca Elves Balde, zagrożony pauzą jest Zie Ouattara.

– Radomiak dotychczas w ekstraklasie w dzień kobiet grał 2 razy i oba mecze wygrał (23/24 Piast 3:2, 24/25 Cracovia 2:1).

– Mecz Radomiak – GKS poprowadzi Damian Kos z Gdańska. Arbiter ten w tym sezonie prowadził domowy mecz z Termalicą. Ogółem będzie gwizdał „Zielonym” po raz 14 (1-7-5), z czego po raz 8 w ekstraklasie. Radomiak nie wygrał w ekstraklasie żadnego spotkania prowadzonego przez tego arbitra (0-3-4).

echodnia.pl – Radomiak Radom kontra GKS Katowice w niedzielę. Konferencji trener Goncalo Feio potwierdził transfer Capity

[…] Trener Goncalo Feio, na konferencji przed meczem z GKS Katowice potwierdził transfer Capity Capemby.

Trener Radomiaka Gonzalo Feio podczas konferencji tak mówił na temat Capity Capemby:

– Wydaje mi się , że rolą trenera nie jest poinformować o tym. Tak Capita jest już zawodnikiem Kansas City. Capita był dzisiaj z nami, zrobił lekki rozruch. W niedzielę planowane jest pożegnanie z kibicami oraz z drużyną i uda się na swoją nową drogę zawodową. Jest to bardzo dobry zawodnik. Życzymy mu jak najlepiej i będziemy, tak jak i on śledzić jego losy. Życie toczy się dalej.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Projekt GKS Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.

Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.

Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.

Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.

Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.

Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są  naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.

Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.

Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.

Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.

Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.

Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.

W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.

Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.

Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.

Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.

Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.

A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.

GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.

Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.

Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.

Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.

Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.

W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.

Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.

Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.

Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.

Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.

Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga