Piłka nożna Prasówka
Media o meczu w Olsztynie: Na Warmię po spokój
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wieczornego spotkania w Olsztynie w ramach 28 kolejki Fortuna I Ligi Stomil Olsztyn – GKS Katowice.
1liga.org – 1 Liga Stats: Zapowiedź 28. kolejki
Runda numer 28 w Fortuna 1 Lidze rozciągnięta będzie przez kilka kolejnych dni. Po fantastycznej, 27. kolejce znów liczyć będziemy na grad bramek. Nadchodzące dni będą sprzyjać takim scenariuszom – wielu faworytów podejmie niżej notowane ekipy.
[…] Wielkanocną rundę zakończymy w Olsztynie. Obecnie obie drużyny dzieli 5 punktów, zatem zwycięstwo Stomilu oznaczałoby włączenie się katowiczan w walkę o utrzymanie do samego końca. Jesienią lepszy okazał się GKS, który wygrywał w Olsztynie przy okazji ostatniego wyjazdu. Co ciekawe, jeśli spojrzeć na ostatnich 6 pojedynków tych ekip na obiekcie Stomilu, można zauważyć, że dość często sędziowie pokazują tam czerwone kartki – średnio 0.66 kartonika na mecz.
stomilolsztyn.com – Patryk Mikita: Z GKS-em walczymy o trzy punkty
Przed wtorkowym meczem z GKS-em Katowice porozmawialiśmy z najlepszym strzelcem Stomilu w trwającym sezonie, Patrykiem Mikitą, który ma koncie już 10 bramek i pięć asyst.
[…] Jak atmosfera w zespole?
– Atmosfera jest bardzo dobra, cały czas była dobra. Nawet gdy wyniki były gorsze, to wszyscy w drużynie trzymaliśmy się razem i dążyliśmy do tego, żeby zdobywać punkty i wygrywać. Teraz po dobrych meczach w naszym wykonaniu – w Legnicy czy wcześniej w Rzeszowie – uważam, że atmosfera wraz z takimi zwycięstwami będzie jeszcze szła w górę.
Potrafimy wygrywać mecze w Legnicy czy Łodzi, a przy Piłsudskiego 69a przegrywaliśmy z teoretycznie najsłabszymi drużynami w lidze. Czym jest to spowodowane?
– Powiem szczerze, że sam nie wiem. To jest dla mnie coś nowego, że u siebie w domu nie zdobywamy punktów i najczęściej przegrywamy mecze. W moich poprzednich klubach prawie zawsze wygrywaliśmy spotkania domowe, a drużynom przeciwnym trudno się tam grało. Cały czas zadajemy sobie to pytanie, rozmawiamy o tym w szatni, ale do każdego meczu podchodzimy tak samo, czy w domu czy na wyjeździe. Koncentracja czy przygotowania do meczów są takie same, więc naprawdę trudno mi powiedzieć.
[…] Jak nastawienie przed wtorkowym meczem z GKS-em Katowice?
– Nastawienie pozytywne, bojowe. Po tak fajnym meczu w Legnicy innego nastawienia nie może być.
radioolsztyn.pl – Kolejny mecz i kolejna szansa na zdobycie punktów. GKS Katowice przeciwnikiem Stomilu
We wtorek (19 kwietnia) wieczorem piłkarze Stomilu Olsztyn na własnym stadionie podejmą beniaminka Fortuna 1. ligi – GKS Katowice. Spotkanie na duże znaczenie dla obu drużyn, a więc szykuje się mecz „o 6 punktów”.
Stomil Olsztyn w trzech meczach, pod wodzą nowego trenera Piotra Jacka, zdobył 4 punkty. W ostatniej kolejce, tydzień temu, Biało-Niebiescy sensacyjnie pokonali 2:1 zdecydowanego lidera Fortuna 1. ligi – Miedź Legnica.
Olsztynianie chcą zatem podtrzymać passę meczów bez porażki, a najbliższy rywal jest, teoretycznie, łatwiejszy od Miedzi.
GKS to 13. drużyna tabeli zaplecza ekstraklasy, ma 5 punktów więcej od Stomilu, a dodatkowo notuje passę pięciu spotkań bez zwycięstwa. Podopieczni Rafała Góraka będą, z pewnością, chcieli na stadionie przy alei Piłsudskiego w Olsztynie przełamać tę kiepską serię, z kolei gospodarze będą robić wszystko, aby jak najszybciej złapać kontakt z bezpieczną strefą.
Trener Piotr Jacek będzie miał do dyspozycji wszystkich zawodników, bo nikt nie pauzuje za żółte kartki.
stomil.olsztyn.pl – Piotr Jacek: Jako zawodnik bardzo lubiłem jak jest ciężko
Piotr Jacek prowadził Stomil Olsztyn już w trzech spotkaniach. Jak ocenia swój rezultat punktowy? Jakiego spotkania spodziewa się we wtorek?
[…] Przejdźmy już do wtorkowego spotkania z GKS-em Katowice. Jak to się stało, że udało się zorganizować trening przy sztucznym oświetleniu.
– Wszędzie gdzie byłem to prosiłem o pewne rzeczy, tutaj też i się udało. Najważniejsze dla mnie było to, żeby zawodnicy zafunkcjonowali w trybie meczowym o 20:30. To inna pora wstawania, więcej czasu z rodziną. Chodzi głównie o to, żeby ich organizm był gotowy do funkcjonowania o tej porze, bo jak ktoś się prowadzi profesjonalnie, to o 21 jest już w pieleszach, a tutaj będzie musiał się wnieść na swoje wyżyny wysiłku fizycznego. To było głównie moim celem.
Świąt praktycznie nie będziecie mieli. Jak będą wyglądały ostatnie dni mikrocyklu?
– Sobota to dzień wolny. Niedziela zaraz po śniadaniu wielkanocnym trening i podobnie w poniedziałek.
Będzie obowiązkowe stawania na wagę w niedzielę i poniedziałek? (śmiech – red.)
– Nie (śmiech – red.). Chłopcy są profesjonalni, o to się w ogólnie nie martwię.
Stomil słabiej gra na własnym stadionie w porównaniu z wyjazdami. Dlaczego? Rozmawiał trener o tym ze swoimi zawodnikami?
– Tak, jak przyszedłem. Odbyłem wiele rozmów, tylko wtedy chciałem poznać psychikę chłopaków. Po rozmowach byłem pozytywnie nastawiony. Po meczu z Odrą Opole wszystkie demony pozostały za nami. Nie patrzę w tył, tylko do przodu. Mecz był dynamiczny, straciliśmy bramki po stałych fragmentach gry, nie wszystko udało się zrobić. Było zaangażowanie, w dziesiątkę gonimy i strzelamy bramkę, to jest pozytyw. Nie ma mowy o żadnym stresie.
[…] Czyli nic nie stoi na przeszkodzie, żeby u siebie wygrać z GKS-em Katowice? Tylko zwycięstwa przybliżają Stomil do utrzymania.
– To będzie trudne spotkanie. Może być jeszcze trudniej niż z Miedzią. GKS wie, że przy naszym zwycięstwie zbliżamy się do nich i sytuacja może być odmienna. Po tych trzech spotkaniach, które razem odbyliśmy, po tym jak trenujemy, to mimo że będzie ciężko, to wiem, że sobie poradzimy.
Poświąteczne dokończenie kolejki. Stomil gra z GKS-em Katowice
We wtorek (19 kwietnia 2022 roku, godzina 20:30) Stomil Olsztyn zagra na własnym stadionie z GKS-em Katowice. Olsztyński zespół stanie przed szansą wydostania się ze strefy spadkowej. Musi jednak wygrać, a ostatni raz olsztyński zespół dokonał tego przed własną publicznością w listopadzie zeszłego roku.
Po niespodziewanej, ale bardzo pożądanej i miłej wygranej w Legnicy, zawodnicy Stomilu mieli sporo czasu na odpoczynek i regenerację. Trzy punkty przywiezione z wyjazdu sprawiły, że Stomil zbliżył się do Puszczy Niepołomice na 3 punkty.
[…] Trzeba jednak wygrać pierwszy mecz u siebie na wiosnę. Przy Piłsudskiego olsztynianie ostatni raz wygrali w listopadzie 3:1 z Zagłębiem Sosnowiec, a potem przyszły porażki z Widzewem Łódź (0:2), kompromitacje z GKS-em Jastrzębie i Górnikiem Polkowice (0:3 i 0:4) oraz pierwsza porażka nowego trenera z Odrą Opole (1:2).
GieKSa wiosny też nie może zaliczyć do udanych, bo w 7 spotkaniach wygrała tylko raz, trzy razy zremisowała i ma za sobą trzy kolejne, domowe porażki – z Górnikiem Polkowice (1:2), Widzewem Łódź (0:2) i Odra Opole (1:3). Wszystko to sprawia, że podopieczni trenera Rafała Góraka przyjadą do Olsztyna mocno zmotywowani i będą chcieli powtórzyć wynik z jesieni.
sportdziennik.com – Na Warmię po spokój
Katowiczanie w poświąteczny wtorek zmierzą się z zespołem o najsłabszej w stawce defensywie, na którego stadionie wygrało w tym sezonie już 11 rywali.
Jeśli wyniki ułożą się wyjątkowo nie po myśli katowiczan, do niedzielnego świątecznego śniadania zasiądą jako drużyna tuż znad strefy spadkowej, wyprzedzona przez Zagłębie i Puszczę, mająca już tylko 4 punkty przewagi nad beniaminkiem z Polkowic oraz 5 punktów nad Stomilem, z którym zmierzą się na wyjeździe we wtorkowy wieczór. A to obrazuje powagę sytuacji, w jakiej znaleźli się na niewiele ponad miesiąc przed końcem sezonu. Wygrana na Warmii dałaby spokój.
– W walce o utrzymanie uczestniczą drużyny o trudniejszym położeniu w tabeli, ale ich morale jest wyższe – te słowa Rafała Góraka, trenera GieKSy, idealnie pasują do zapowiedzi konfrontacji z olsztynianami, którzy co prawda plasują się dziś pod „kreską”, do Puszczy brakuje im 3 „oczek”, ale są na wznoszącej. Po zmianie szkoleniowca coś drgnęło. Co prawda Piotr Jacek, ściągnięty z III-ligowego Kluczborka, zaczął od domowej porażki z Odrą (1:2), ale po niej nastąpił pechowy remis w Rzeszowie (1:1, gol stracony w doliczonym czasie) i sensacyjne zwycięstwo z liderem w Legnicy (2:1), gdzie – dla odmiany – to Stomil strzelał w końcówce, a teraz będzie chciał pójść za ciosem i przełamać się wreszcie na swoim stadionie.
Po raz ostatni zapunktował tam… ponad 5 miesięcy temu, wygrywając w listopadzie z Zagłębiem 3:1. W tym roku przed własną publicznością poniósł komplet 4 porażek, w tym tak wstydliwych jak z Jastrzębiem i Polkowicami, które kosztowały trenera Adriana Stawskiego posadę. Nie ma w I lidze zespołu punktującego w roli gospodarza gorzej niż Stomil. Wygrał 3 mecze, przegrał 11, nikt też nie stracił u siebie tylu goli (28, z czego 11 w tym roku). Nie zanotował przy tym żadnego remisu, a na wyjazdach uzbierał ich 3. Nie ma bardziej bezkompromisowego zespołu w stawce. Dla kontrastu, GKS dzielił się punktami z rywalami aż 11-krotnie, częściej zdarzało się to tylko Polkowicom (13).
Jesienią GKS wygrał ze Stomilem 2:1 po szalonym meczu zakończonym bramką Bartosza Jaroszka i… długą analizą VAR, czy ją uznać. Po czasie zastanawiano się, czy gdyby nie tamto zwycięstwo, trener Górak ocaliłby posadę, wyprowadził drużynę z dna tabeli, a zimą podpisał nowy 2-letni kontrakt. Teraz jego pozycja w oczach kibiców znów nie jest mocna. Katowiczanie mają za sobą trzy domowe porażki, widmo spadku czai się za rogiem, gorzej tej wiosny punktuje od nich tylko Skra, nikt też nie zdobył tak niewielu bramek (6). W tym roku sięgnęli po pełną pulę ledwie raz, nie udało im się to w 5 poprzednich kolejkach ani razu. Z drugiej strony, notują też znacznie lepszą serię wyjazdową, co nastraja delikatnym optymizmem, skoro w najbliższych 4 seriach gier czekają ich 3 spotkania w roli gości (w Olsztynie, Tychach i Niepołomicach). Z pięciu poprzednich wypraw poza Katowice nie wracali z pustymi rękami, notując 2 zwycięstwa (w Bielsku-Białej i Sosnowcu) oraz 3 remisy, w tym 2:2 po pełnym emocji widowisku w Gdyni, co do dziś pozostaje jedyną wiosenną stratą Arki. Co więksi pesymiści mogą stwierdzić, że gdy poprzednio GieKSa spadała z I ligi, też punktowała dobrze na wyjazdach, a to, co najgorsze, dokonało się w meczach przy Bukowej…
Tamten przytoczony przez nas mecz z Arką był w pierwszej połowie pokazem tego, na co stać GKS, który grał z polotem i potrafił zdominować silnego przeciwnika, objąć prowadzenie, mając okazje na podwyższenie. Potem jednak ofensywa zanotowała zjazd. Trzy ostatnie gole katowiczanie strzelali po stałych fragmentach gry, a duet młodzieżowców, Filip Szymczak i Patryk Szwedzik, nie błyszczy już tak, jak jesienią. Ich regres zbiegł się z powrotem ze zgrupowania kadry U-20. Pytany o tę kwestię trener Górak tylko uśmiecha się, że występy w reprezentacji muszą podbudowywać. Po jego ofensorach akurat tego nie widać. Może lepiej będzie we wtorek, kiedy będą mieli naprzeciwko najsłabszą (49 straconych goli) defensywę ligi.
Kibice czekają też zapewne na coś więcej ze strony, którzy trafili do klubu zimą. Jakub Karbownik gra tylko ogony, Marcin Stromecki dwa ostatnie spotkania zaczynał co prawda w wyjściowym składzie, ale był zmieniany. Dlatego jedynym pozytywem, jaki można zapisać nowym twarzom, pozostaje asysta Marko Roginicia przy golu Adriana Błąda w Sosnowcu, który dał jedyne w tym roku zwycięstwo. Mało…
polsatsport.pl – Fortuna 1 Liga: Stomil Olsztyn – GKS Katowice. Transmisja TV oraz stream online
[…] Ścisk w dole tabeli jest niesamowity i co najmniej sześć drużyn jest uwikłanych w walkę o utrzymanie. Stomil – mimo niższej lokaty, znajduje się ostatnio w lepszej formie, o czym świadczą cztery punkty w dwóch poprzednich meczach. Zawodnicy ze stolicy Warmii i Mazur sprawili mega sensację wygrywając w Legnicy z Miedzią 2:1. Wygrana na terenie lidera tabeli, który pewnie zmierza po awans do PKO BP Ekstraklasy, może natchnąć podopiecznych Piotra Jacka przed kolejnymi starciami i być punktem zwrotnym na finiszu rozgrywek.
GKS – mimo wyższej lokaty, przegrał trzy ostatnie mecze, niedawno z Odrą Opole 1:3 i na ligowy triumf czeka od 4 marca. Ewentualna porażka we wtorkowy wieczór może wzniecić niemały pożar w stolicy Górnego Śląska, ponieważ przewaga katowiczan nad strefą spadkową zmniejszy się do dwóch punktów. Wygrana odwróci sytuację i uspokoi atmosferę w szatni.
Stawka tego spotkania jest gigantyczna. Stomil z nożem na gardle rozpaczliwie walczy o wydostanie się „na powierzchnie”, podczas gdy GKS nie chce być wciągnięty w dramatyczną batalię o uniknięcie spadku. W pierwszym meczu obu drużyn GKS wygrał u siebie 2:1, strzelając zwycięskiego gola w 96. minucie!
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.


Najnowsze komentarze