Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Wisła wyszarpała wygraną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Wisła Kraków – GKS Katowice.

 

sportslaski.pl – Wisła przełamała tamę. Kontuzje w ekipie z Bukowej

Dobre złego początki GieKSy w Krakowie. Po pierwszej połowie wtorkowego meczu katowiczanie z pewnością czuli, że wygrana przy Reymonta jest zdecydowanie w ich zasięgu. Wymuszone kontuzjami zmiany i dość zachowawcza gra po przerwie nie pomogły jednak ekipie trenera Rafała Góraka w utrzymaniu prowadzenia. Tama budowana przez gości pękła w ostatniej fazie spotkania. Dla Wisły przełamał ją rezerwowy Luis Fernandez.

Nie ma już na zapleczu Ekstraklasy drużyny, która może poszczycić się niepokonaną defensywą. Tą ostatnią – wiślacką – złamał Adrian Błąd. Już w 3. minucie spotkania pomocnik GieKSy pokonał Mikołaja Biegańskiego, kończąc efektową serię krakowian i otwierając rezultat meczu. Najpierw był rzut rożny dla krakowian, a potem robotę zrobił Patryk Szwedzik. Pognał z piłką i przy asyście trzech obrońców rywala znalazł podaniem starszego partnera z zespołu. Błąd z dużym luzem oszukał bramkarza Wisły i spokojnie wpakował piłkę do jego siatki.

[…] Ostro traktowali miejscowi piłkarzy z Katowic. Trener Rafał Górak dokonał aż dwóch zmian wymuszonych urazami odniesionymi przez jego graczy w starciach z rywalami. Fani GKS-u mogą martwić się kontuzją, która po pierwszej połowie z dalszej gry wyeliminowała kluczowego gracza drużyny, Adriana Błąda. To kolejny po Rafale Figlu doświadczony pomocnik, którego wartość dla zespołu z Bukowej jest nie do przecenienia. Błąda po zmianie stron na boisku zmienił eks-Wiślak, Dominik Kościelniak. Po piętnastu minutach również on – z powodu urazu barku – z grymasem bólu na twarzy opuszczał plac gry. Wobec takiego scenariusza trudno było gościom bronić prowadzenia…

Co ciekawego

– Pierwszą dobrą okazję do wyrównania miał Kacper Duda. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska uderzył głową prosto w dobrze ustawionego Dawida Kudłę.

– Po rzucie wolnym piłka trafiła w mur obrońców GKS-u, po czym przejął ją Balta i huknął na bramkę GieKSy. Golkiper z Katowic znowu był bezbłędny. Goście dość spokojnie utrzymali prowadzenie do przerwy. Wisła przeważała, ale biła głową w nieźle zorganizowany mur katowiczan. Groźne uderzenia przed przerwą miejscowi oddawali wyłącznie po stałych fragmentach.

– Po zmianie stron obraz gry nie ulegał większej zmianie. Aż do 71. minuty krakowianie zdecydowanie częściej byli przy piłce, ale ekipa trenera Rafała Góraka skrupulatnie neutralizowała ich ofensywne zakusy. Wtedy losy meczu odwrócił Fernandez.

– GieKSa – do straty drugiego gola mocno wycofana na swoją połowę – ambitnie walczyła o choćby punkt, ale – pewnie w dużej mierze wobec braków w środku pola – nie była w stanie odrobić strat. Wisła utrzymała status niepokonanej w lidze, katowiczanie tracą do niej w tabeli sześć punktów.

 

sportowefakty.wp.pl – Zwrot akcji w szlagierze Fortuna I ligi. Rewelacyjna zmiana Jerzego Brzęczka

Co prawda Wisła Kraków straciła pierwszego gola w sezonie, ale to nie przeszkodziło jej odnieść czwartego zwycięstwa z rzędu. Podopieczni Jerzego Brzęczka pokonali 2:1 GKS Katowice dzięki strzałom Luisa Fernandeza.

GKS przyjechał do Krakowa z mocnym postanowieniem strzelenia Wiślakom pierwszego gola w sezonie. Nie trzeba było długo czekać na skuteczny kontratak zespołu Rafała Góraka. W 3. minucie podanie Patryka Szwedzika trafiło do Adriana Błąda, a ten poradził sobie jednym zwodem z Mikołajem Biegańskim oraz defensorem, po czym oddał uderzenie na 1:0 do odsłoniętej bramki. Najskuteczniejszy w czterech kolejkach pierwszoligowiec pokazał pazur.

Biała Gwiazda musiała wcześnie postarać się o dogonienie przeciwnika. Po falstarcie, podopieczni Jerzego Brzęczka przystąpili do ataku w prestiżowym dla ich szkoleniowca meczu. Natrafili jednak na Dawida Kudłę, który poradził sobie ze strzałami Kacpra Dudy oraz Bartosza Jarocha.

Brzęczek obawiał się konfrontacji z klubem, którego w przeszłości był zawodnikiem oraz szkoleniowcem. GKS mógł robić to, w czym czuje się dobrze, czyli przeprowadzać kontrataki. Zespół z województwa śląskiego przetrwał pierwszy szturm rozdrażnionych gospodarzy i gra wyrównała się.

W drugim kwadransie meczu najciekawsze było uderzenie zza pola karnego Ivana Jelicia Belty, z którym poradził sobie Dawid Kudła. Poza tym Wiślacy kręcili się na obrzeżach szesnastki katowiczan, a w licznych atakach brakowało im porozumienia oraz dokładności. Tym samym GKS utrzymał wynik 1:0 do końca pierwszej połowy meczu.

Najgorszą wiadomością dla gości był uraz Adriana Błąda. Strzelec gola ucierpiał po starciu z Kacprem Dudą. Kontuzja stawu skokowego zmusiła Rafała Góraka do wprowadzenia Dominika Kościelniaka za Błąda.

Biała Gwiazda była na połowie przeciwnika po zmianie stron. Było tam jednak sporo nieudanych kombinacji z udziałem między innymi Momo Cisse oraz Piotra Starzyńskiego. Dwukrotnie główkował po dośrodkowaniach ze stałych fragmentów gry Adi Mehremić, ale brakowało mu dokładności.

Pierwszym zmiennikiem Jerzego Brzęczka był Luis Fernandez. Szkoleniowiec zespołu z Krakowa szukał sposobu na dodanie kreatywności atakom Białej Gwiazdy. Dubler w 67. minucie zakończył kombinację niecelnym strzałem z dystansu. W 71. minucie już przymierzył pod poprzeczkę po sprytnym obróceniu się z piłką w polu karnym i zrobiło się 1:1.

Wisła wyszła na prowadzenie 2:1 w 75. minucie i już go nie oddała. Rewelacyjne wejście na boisko z ławki rezerwowych zaliczył Luis Fernandez. Zdecydował się on na oddanie uderzenia z pokaźnego dystansu i nieprzyjemnie kopnięta piłka zaskoczyła nieprzygotowanego Dawida Kudłę. Beznadziejnie interweniował w tej sytuacji bramkarz katowiczan i GKS nie zapunktował mimo ponad godziny na prowadzeniu.

 

gazetakrakowska.pl – Wisła Kraków wygrywa z GKS Katowice. Wszedł Luis Fernandez i załatwił sprawę!

[…] Wisła ruszyła na GKS Katowice tak, jakby chciała ten mecz rozstrzygnąć w pierwszych kilku minutach. Krakowianie zamknęli rywali w ich polu karnym. Zapomnieli jednak jak mocną bronią Katowic są kontry. I bardzo szybko drogo za to zapłacili. Po źle wykonanym kornerze goście przejęli piłkę i ruszyli do błyskawicznego ataku. A że wiślakom kompletnie zabrakło asekuracji, to Patryk Szwedzik zagrał do Adriana Błąda, a ten jednym zwodem ograł jeszcze Mikołaja Biegańskiego i Krystiana Wachowiaka, by spokojnie kopnąć piłkę do bramki. Rozpaczliwa próba obrony głową Patryka Plewki na niewiele już się zdała.

[…] Wisła miała przewagę, ale goście nie ograniczali się tylko do obrony. Oni też szukali okazji na swojego drugiego gola, a gdy krakowianie wyprowadzali piłkę spod swojej bramki, to katowiczanie szli mocno do pressingu i raz czy drugi udawało im się go założyć całkiem skutecznie. To co jednak było z ich perspektywy najważniejsze, to że stali bardzo szczelnie w obronie. Wiśle z trudem przychodziło rozgrywanie piłki pod bramką GKS-u, bo trudno tam było znaleźć choćby małą lukę. Często wyglądało to zatem tak, że krakowianie grali po obwodzie, wymieniali dużo podań, by ostatecznie zagrać niecelnie i cała zabawa zaczynała się od początku.

[…] Druga połowa rozpoczęła się od żmudnego rozgrywania akcji w ataku pozycyjnym przez Wisłę. Katowice znów były zamknięte przed swoją bramką i znów dobrze się broniły. Jerzy Brzęczek posłał do boju Luisa Fernandeza i to właśnie Hiszpan wreszcie znalazł sposób na GKS. W 71 min dostał piłkę w polu karnym, obrócił się z nią i wypalił w górny róg. Dawid Kudła nie miała już prawa tego obronić.

Cztery minuty później Fernandez znów popisał się mocnym strzałem. Tym razem błąd popełnił jednak Kudła, przed którym skozłowała piłka, a bramkarz Katowic nie zdołała jej zatrzymać ponad 14 tysięcy kibiców eksplodowało.

Końcówka meczu toczyła się już pod dyktando ataków Katowic. Goście za wszelką cenę starali się odrobić straty. Momentami Wisła broniła się całym zespołem, ale też były i takie chwile, gdy potrafiła trzymać piłkę daleko od swojej bramki. Doliczony czas krakowianie rozegrali już perfekcyjnie. Katowice nic nie były im w stanie zrobić, po prostu nic!

 

sportdziennik.com – Fernadez znalazł sposób na GieKSę

[…] Rozdrażnieni gospodarze od razu ruszyli do odrabiania strat, ale skupieni na defensywie goście skutecznie odpierali ataki. Tylko Bartosz Jaroch w 8 minucie po rzucie rożnym znalazł się w dobrej pozycji strzeleckiej, ale Kudła odbił uderzoną głową futbolówkę, a w 28. minucie efektowną paradą obronił strzał Adiego Mehremicia zza pola karnego.

Później już na takie próby golkiper katowiczan nie był wystawiany i drużyna Rafała Góraka schodziła na przerwę zadowolona, a sztab szkoleniowy niepokoił się tylko o stan zdrowia strzelca gola. W 40. minucie bowiem Błąd padł na murawę po faulu Dudy i choć „dokuśtykał” do końca pierwszej połowy to po jej zakończeniu, idąc do szatni, z grymasem bólu dawał wyraźny sygnał, że nie da rady kontynuować gry. Zastąpił go wychowany w juniorach Wisły Kraków Dominik Kościelniak, który jednak po kwadransie gry doznał kontuzji barku i zszedł z murawy, a pojawił się na niej Marko Roginić.

Najważniejsze jednak było to, że gra defensywna katowiczan nadal była skuteczna, ale tylko do 71. minuty. Wtedy to bowiem, po wrzutce Piotra Starzyńskiego z prawego skrzydła, muśnięta przez Plewkę piłkę spadła pod nogę wprowadzonego do gry niespełna kwadrans wcześniej Luisa Fernadeza. Hiszpan nie tylko przechytrzył Grzegorza Janiszewskiego w walce o pozycję, ale znakomicie przyjął i błyskawicznie strzelił z 9 metra pod poprzeczkę. Zachęcony powodzeniem, wracający po kontuzji, napastnik 4 minuty później zdecydował się na strzał, który na pierwszy rzut oka nie miał szans na powodzenie. Uderzona z 30. metra piłka skozłowała jednak przed Kudłą i myląc bramkarza wpadła do siatki.

Dopiero w ostatnim kwadransie GKS Katowice, zmuszony stratą dwóch goli, zaczął myśleć o ofensywie, ale piłkarze spod Wawelu spokojnie dotrwali do ostatniego gwizdka i mogli świętować kontynuowanie zwycięskiej passy.

 

przeglądsportowy.onet.pl – Wisła wyszarpała wygraną. GKS Katowice poległ w Krakowie

Wisła Kraków wyszła z poważnych opresji i pokonała GKS Katowice 2:1. Goście długo prowadzili po bramce Adriana Błąda, potem dwa trafienia Luisa Fernandeza odmieniły losy meczu.

[…] Biała Gwiazda przystępowała do spotkania z GKS jako faworyt. W czterech dotychczasowych meczach nie straciła żadnej bramki i tylko raz nie wygrała.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Komu nie zależało, by zagrać?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Gdy wyjrzałem dziś za okno z pokoju hotelowego, zobaczyłem szron na pobliskich dachach. I tyle. Śniegu nie było ani grama, jedyne, co mogło nas przyprawiać o lekkie dreszcze to przymrozek i konieczność spędzenia tego meczu w tak niskiej temperaturze. Wiadomo jednak, że podczas dobrego widowiska można się porządnie rozgrzać i emocje sportowe niwelują jakiekolwiek atmosferyczne niedogodności. Głowiłem się, jak to jest, że w różnych rejonach Polski mamy atak zimy, a przecież okolice bieguna zimna, które teoretycznie najbardziej są narażone na popularny biały puch, tym razem są wolne od tego.

Gdy jechałem autobusem na mecz i zaczęło lekko prószyć – a było to o godz. 10.30 ani przez myśl nie przeszło mi, jak to się wszystko skończy. Po prostu – śnieg zaczął sobie padać, nie był to jakiś armagedon, a i same opady śniegu, choć były wyraźne, nie przypominały tych, które znamy z przeszłości.

Po wejściu na stadion zobaczyłem taką właśnie oprószoną murawę – niezasypaną. Białawo-zieloną lub zielonkawo-białą. Typowy widok, gdy mamy pierwsze opady śniegu w roku lub też szron po mroźnej nocy. Białe gunwo (że tak zejdziemy z romantycznej wersji o puchu) ciągle jednak z białostockiego nieba spadało. I w pewnym momencie rzeczywiście murawa stała się dość biała. Nie przeszkodziło to jednak obu drużynom oraz sędziom rozgrzewać się. Kibice wypełniali stadion, zwłaszcza ci z Jagiellonii jeszcze przed meczem głośno dopingując swój zespół. Sympatycy GieKSy powoli zaczęli wchodzić na sektor gości i też dali znać o sobie. Przyznam, że nie myślałem w ogóle o tym, że mecz może się nie odbyć. Nie miałem takiego konceptu w głowie.

Za łopaty wzięło się… kilka osób. Zaczęli odśnieżać pola karne. Wyglądało to tak, że na jednym skrzydle stało trzech chłopa i sami nie wiedzieli, jak się za to zabrać. „Gdzie kucharek sześć…” – powiedziałem Miśkowi. A na drugim skrzydle szesnastki jeden jegomość odśnieżył na kilka metrów szerokość pola karnego, pokazując, że „da się”. A tamci deliberowali. Do tej pory odśnieżone były tylko linie i wspomniany kawałek. Na drugim polu karnym natomiast jakiś artysta „odśnieżał” w taki sposób, że zagarniał, wręcz zdrapywał śnieg, zamiast go nabierać na łopatę. Nie trzeba być śnieżnym omnibusem, żeby wiedzieć, że średnio efektywna jest to metoda. Po niedługim czasie wszyscy położyli na to lachę i sobie poszli czy tam przestali działać.

Dopiero kilka minut przed meczem zorientowałem się, że sędzia się dziwnie zachowuje, wychodzi i sprawdza. Załączyłem Canal+, by nasłuchiwać wieści i tam było jasne, że arbiter Wojciech Myć sugerował, iż szanse na rozegranie tego spotkania są dość marne. Potem wyszedł na boisko jeszcze raz, ze swoimi asystentami i patrzyli, jak zachowuje się piłka. W moim odczuciu ta rzucana i turlana przez nich futbolówka reagowała normalnie, z odpowiednim odbiciem czy brakiem większego oporu przy toczeniu się po ziemi. Do końca miałem nadzieję, że mecz się odbędzie.

Sędzia jednak zadecydował inaczej. W wywiadzie dla Canal+ powiedział, że ze względu na zdrowie zawodników, a także ograniczoną widoczność – podejmuje decyzję o odwołaniu meczu. Podał też argument, że do pomarańczowej piłki przykleja się śnieg i tak jej nie widać. A linie, które zostały odśnieżone i tak za chwilę zostałyby zasypane.

Mecz się nie odbył.

Odniosę się więc najpierw do słów sędziego, bo już one są dla mnie kuriozalne. Odśnieżone linie po 40 minutach (także już po odwołaniu meczu) nadal były widoczne. I nie zanosiło się specjalnie na to, że mają zostać momentalnie zasypane. Nawet jeśli – to chwila przerwy w meczu lub po prostu w przerwie między dwiema połowami – pospolite ruszenie do łopat i gotowe. A argument o piłce to już kuriozum do kwadratu. Na Boga – przecież śnieg to nie jest jakiś klej czy oleista substancja. I nawet jeśli w statycznej sytuacji klei się do piłki, to jest ona cały czas KOPANA. Dla informacji pana Mycia – to powoduje drgania w futbolówce, a to (plus odbijanie się od ziemi) z piłki przyklejony kawałek śniegu strząsa. Więc naprawdę nie mówmy takich głodnych kawałków na głos, bo tylko wzmacniamy opinię o sędziach taką, a nie inną.

Trener Siemieniec już po decyzji mówił dla Canal Plus, że z punktu widzenia logistyki w rundzie jesiennej, nie na rękę jest im nie grać, w domyśle, że ten mecz trzeba będzie jeszcze gdzieś wcisnąć. Tylko przecież WIADOMO, że tego spotkania nie da się rozegrać jesienią, bo przecież po ostatnim meczu ligowym Jaga gra dwa razy w Lidze Europy plus jeszcze w środku grudnia zaległy mecz z Motorem. Więc z GKS musieliby zagrać tuż przed świętami, a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie przedłuży rundy GieKSie o dwa tygodnie z powodu zaległego meczu. Niech więc trener Adrian nie robi ludziom wody z mózgu. Poza tym trener powiedział, że ze względu na stan boiska, była to jedyna i słuszna decyzja i trudno nie było odnieść wrażenia, że z powodu napiętego terminarza właśnie TERAZ, dłuższy oddech dla Jagiellonii to najlepsze, co może ich spotkać…

A Rafał Górak? Bardzo dyplomatycznie mówił, że rozumie decyzję sędziów, ale chyba trzy razy podczas wywiadu dał do zrozumienia, jakie miał zdanie… Panowie za zamkniętymi drzwiami rozmawiali, każdy dał swoje argumenty. Trener zwrócił uwagę, że ze względu na szczelnie wypełniony sektor gości mogło to wyglądać inaczej. Że białe linie widać i przy dobrej woli organizatora, boisko można byłoby doprowadzić do stanu używalności. Że taki wyjazd bez meczu to dodatkowe koszty dla klubu. Jakbym więc miał typować, to pewnie wyglądało to tak „ej Rafał, wiesz, jak jest, jaką mamy sytuację, wiem, że nie jest to wam na rękę, ale zgódź się na przełożenie meczu, odwdzięczymy się dobrym winkiem”… Być może więc ze względu na solidarność kolegów po fachu i gentelmen’s agreement, szkoleniowiec, mimo że wolałby zagrać – nie oponował.

No i właśnie. To jest pytanie – czy komuś zależało, żeby wykorzystać opady i meczu nie rozegrać? Powiem wprost – reakcja organizatora meczu na tę „zimę” jest mocno zastanawiająca i nie wiem, czy Jagiellonia nie powinna z tego tytułu ponieść konsekwencji. Powtórzę – klub nie zrobił absolutnie nic, żeby ten mecz rozegrać. Począwszy od prognoz – przecież atak zimy w Polsce był już wczoraj, więc nie można było nie zakładać, że podobna sytuacja powtórzy się w Białymstoku. A jeśli tak, to przygotowuje się zastępy ludzi – choćby na wszelki wypadek – do tego, żeby boisko odśnieżyć. Pamiętacie, co było w zeszłym sezonie w meczu Radomiaka z Zagłębiem? Momentalnie, w ciągu kilku minut płyta po nawałnicy zrobiła się biała. Tam też było ryzyko przerwania i odwołania meczu. Ale ludzie robili, co w swojej mocy, odśnieżali, jak tylko się da i spotkanie zostało dokończone. Wczoraj w Rzeszowie kompletnie zasypany stadion został odśnieżony i mecz również się odbył. A w Białymstoku? Nie było chętnych czy nie miało ich być? Mogli nawet tych żołnierzy wziąć, co to zawsze są na trybunach. Cokolwiek. A tutaj kilku ludzi z łopatą zaczęło nieskładnie machać, ale chyba ktoś im powiedział, że to bez sensu – no i przestali.

Nie będę wnikał, czy na takim boisku można grać czy nie. Jak bardzo wpływa to na zdrowie zawodników. Wiem, że w przeszłości takie mecze się odbywały i nikt nie płakał i nie zasłaniał się ani zdrowiem, ani terminarzem. GieKSa taki mecz rozgrywała z Arką Gdynia – pamiętny z niewykorzystanym karnym Adamczyka – i jakoś się dało. Nie jest to może najbardziej estetyczne widowisko, ale mecz jest rozegrany i jest z głowy.

Natomiast tu nie chodzi o to, czy na zaśnieżonym boisku można grać. Chodzi o to, że nikt nie zajął się odśnieżaniem. Dlatego cała ta sytuacja ostatecznie wydaje mi się po prostu skandaliczna. Dosłownie godzinkę śnieg poprószył – bez jakiejś większej nawałnicy – i odwołujemy mecz.

I tak – piłkarze pojechali sobie na drugi koniec polski, by pobiegać na murawie stadionu Jagiellonii. Klub zapłacił za hotel, wyżywienie, przejazd. Teraz będzie to musiał zrobić drugi raz – najpewniej na wiosnę. Kibice zrywali się o drugiej w nocy, niektórzy pewnie nawet nie poszli spać, by stawić się na zbiórkę w ciemnych Katowicach. Jechali w tak wielkiej liczbie przez cały kraj – też przecież zapłacili za bilety i przejazd. I dostali w bambuko, bo paru osobom nie chciało się wyjść i doprowadzić boisko do jako takiego stanu.

Uważam, że PZPN czy Ekstraklasa, czy kto tam zarządza tym całym grajdołkiem, nie powinien przyzwalać na taką fuszerkę. To jest kupa kasy i czas wielu ludzi, którzy zdecydowali się do Białegostoku przyjechać. To po prostu jest nie fair.

Nieraz bywały jakieś sytuacje czy to z pogodą, czy wybrykami kibiców i kapitanowie lub trenerzy obu drużyn zgodnie mówili – gramy/nie gramy. Była ta wyraźna jednogłośność. A czasem spór. Grano nawet po zapaści Christiana Eriksena – choć tam akurat uważam, że ta decyzja była fatalna (choć z drugiej strony to Euro, więc logistyka dużo trudniejsza). Tutaj zabrakło determinacji, żeby mecz rozegrać. Rozumiem trenera Góraka, że podszedł dyplomatycznie do sprawy. Ja tego protokołu dyplomatycznego trzymać nie muszę i wysuwam hipotezę, że komuś na rękę był ten niezbyt wielki opad śniegu.

Dotychczas wielokrotnie pisałem i mówiłem, że cenię Jagiellonię i Adriana Siemieńca za to, jak łączą ligę i puchary. Byłem pod wrażeniem, że rok temu Jaga nie przełożyła spotkania z GKS na jesień, gdy sama była pomiędzy meczami z Ajaxem – trener gospodarzy dzisiejszego niedoszłego pojedynku mówił, że poważna drużyna musi umieć grać co trzy dni. Tym razem jednak w obliczu meczu z KuPS i końcówki ligi, takie zdanie przestało już zobowiązywać.

Nam nie pozostaje nic innego, jak przygotować się do sobotniego spotkania z Pogonią. Oby piłkarze GKS również wykorzystali fakt, że nie będą mieli Jagi w nogach i jak najlepiej mentalnie i fizycznie przygotowali się do spotkania z Portowcami. A z Jagiellonią i tak się już niedługo zmierzymy, bo za jedenaście dni w Pucharze Polski.

Kups!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz z Jagiellonią odwołany!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W związku z atakiem zimy w Białymstoku i niezdatnymi według sędziego warunkami do gry mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice został odwołany.

Kontynuuj czytanie

Kibice Klub Piłka nożna

Puchar Polski dla wyjazdowiczów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wczoraj klub GKS Katowice ogłosił, że wszyscy wyjazdowicze (a było ich aż 1022!), którzy pojechali na mecz do Białegostoku, mają w systemie biletowym przypisany voucher, który można wymienić na darmowy bilet na pucharowe spotkanie z Jagiellonią.

Jak informuje na swojej stronie internetowej klub (tutaj): Wyjazdowicze na swoich profilach w Systemie Biletowym GieKSy otrzymali voucher rabatujący cenę biletu na mecz pucharowy do 0 zł. Z prezentu można skorzystać już teraz! Voucher nie obejmuje biletów parkingowych oraz VIP. Co ważne, jeśli któryś z wyjazdowiczów nabył już wcześniej bilet na mecz pucharowy, to wówczas może wykorzystać voucher przy zakupie biletu na mecz innej sekcji GKS-u w 2025 r.

To kolejny miły gest ze strony klubu w kierunku najwierniejszych kibiców GieKSy. Już w niedzielę, zaraz po decyzji o niegraniu, piłkarze GieKSy podeszli pod sektor gości, a część z nich się na nim znalazła. Tam podziękowali fanatykom za tak liczną obecność, wspomnieli, że zawsze grają w „12” i dziś też chcieli dla nas wygrać. Oprócz tego rozdali swoje koszulki najmłodszym kibicom GKS Katowice, którzy wybrali się do Białegostoku. O tej sytuacji piszą więcej sami kibice na Facebooku (tutaj).

Przypomnijmy, że mecz z Jagiellonią zostanie rozegrany w czwartek 4 grudnia o 17:00 na Arenie Katowice. Na ten mecz NIE obowiązują karnety – wszyscy kibice muszą zakupić bilety (lub wykorzystać wspomniany wcześniej voucher). Bilety dostępne są w internetowym systemie (tutaj).

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga