Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Legią: Odpowiedzieć na klęskę
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu Legia Warszawa – GKS Katowice.
weszlo.com – Legia – GKS
Po kompromitacji na Cyprze, Legia Warszawa wraca na Łazienkowską, aby w ramach 4. kolejki Ekstraklasy zmierzyć się z GKS-em Katowice. GieKSa rozczarowuje na początku sezonu i wydaje się być łatwym rywalem dla Wojskowych.
Wpadka to za małe słowo. Fatalna postawa piłkarzy Legii na Cyprze w drugich 45 minutach starcia z AEK-iem Larnaka przejdzie do historii jako jedna z największych katastrof polskiej drużyny w eliminacjach do europejskich pucharów w trzeciej dekadzie XXI wieku. Nie da się racjonalnie wytłumaczyć tego, jak zagrała stołeczna ekipa. Był to całkowity zjazd fizyczny, mentalny i jakościowy, jakiego dawno nie oglądaliśmy i nie można się tutaj usprawiedliwiać pogodą, ponieważ wszyscy doskonale wiedzieli, jakie warunki panują na Cyprze. Jeśli Nsame i spółka chcą dać sobie szansę na poprawę nastrojów przed rewanżem, to ich obowiązkiem jest wysoka wygrana na GieKSą.
GieKSą, która jest bez formy i trzeba powiedzieć to głośno. Jedna dobra połowa z Zagłębiem Lubin to za mało, aby dawać sobie jakiekolwiek nadzieję na dobry rezultat w Warszawie. Jeden punkt, sześć straconych bramek i zaledwie dwie strzelone to fatalny bilans jak na zespół, który w zeszłym sezonie bardzo pozytywnie nas zaskoczył. Widać brak rodowitej “9” w składzie, a także absencję Oskara Repki, którego na ten moment nie ma kto zastąpić, ponieważ Mateusz Kowalczyk to zupełnie inny piłkarsko profil pomocnika.
W tej dekadzie GieKSa nie może złapać Legii. Wojskowi odnieśli trzy zwycięstwa, z czego dwa w ostatnim sezonie Ekstraklasy. Nawet za Goncalo Feio, Legioniści zdominowali piłkarzy z Katowic strzelając im 7 bramek w dwóch meczach. Jeśli mamy patrzeć na ten sezon, mimo fatalnej postawy w drugiej połowie spotkania w Larnace, Legia jest w zdecydowanie wyższej formie od GKS-u. Nawet w przypadku oszczędzania podstawowych zawodników, stawiamy w tym spotkaniu na Legię, która musi podnieść morale wśród kibiców.
gol24.pl – Odpowiedzieć na klęskę w pucharach
Mecz Legia Warszawa – GKS Katowice będzie ostatnim niedzielnym meczem 4. kolejki PKO Ekstraklasy. Podopieczni trenera Edwarda Iordanescu kilka dni temu dotkliwie przegrali z cypryjskim AEK Larnaka (1:4) i teraz będą chcieli odpowiedzieć ligowym zwycięstwem.
Legia Warszawa kilka dni temu zanotowała pierwszą porażkę w sezonie. Co prawda nie w PKO Ekstraklasie, a w eliminacjach do Ligi Europy, kiedy w III rundzie przegrała z cypryjskim AEK Larnaka (1:4) na dosłownie gorącym terenie. Na polskim podwórku dotychczas wygrali z Koroną Kielce na wyjeździe oraz zremisowali z Arką Gdynia w pierwszym, domowym meczu sezonu przy Łazienkowskiej w 2. kolejce PKO Ekstraklasy.
Jaka będzie odpowiedź podopiecznych trenera Edwarda Iordanescu? Przed własną publicznością zagrają z GKS Katowice w 4. kolejce ligowych zmagań. Rywale w rozpoczętym sezonie jeszcze nie wygrali meczu. Dwa razy przegrali (z Rakowem i Widzewem), a także bramkowo (2:2) zremisowali z Zagłębiem Lubin dwa tygodnie temu.
legioniści.com – Bez taryfy ulgowej
W niedzielę Legia podejmie u siebie GKS Katowice, który w tym sezonie przegrał dwa z trzech meczów. Za „Wojskowymi” trudny tydzień. W ubiegłej kolejce zaledwie zremisowali na Łazienkowskiej z Arką Gdynia, a potem dostali srogie lanie w Larnace. Trudno wyobrazić sobie sytuację, że i tym razem Legia sprawi zawód swoim kibicom.
W poprzednich rozgrywkach GKS był ekstraklasowym beniaminkiem. Drużyna z Katowic zdołała zająć ósme miejsce, co jak na pierwszy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej po kilkunastoletniej przerwie, może być traktowane jako sukces. Start obecnego sezonu jest jednak dla podopiecznych Rafała Góraka wyjątkowo trudny. W trzech rozegranych dotychczas kolejkach GKS zdobył zaledwie jeden punkt, przez co jest jedną z czterech drużyn, którym nie udało się jeszcze wygrać meczu.
[…] Innym wyznacznikiem słabej formy śląskiego zespołu jest skuteczność. Dwa strzelone gole w trzech spotkaniach nie dają najlepszej rekomendacji – tym bardziej, że dotychczas jako jedyny na listę strzelców wpisał się nominalny pomocnik – Bartosz Nowak. Doświadczony ofensywny pomocnik, pozyskany latem 2024 z Rakowa, szybko stał się liderem drużyny. W szeregach GKS-u gra również doskonale znany kibicom Legii Maciej Rosołek. Były piłkarz stołecznego klubu trafił tam z Piasta Gliwice w letnim oknie transferowym, lecz jak na razie nie udało mu się jeszcze strzelić ani jednego gola w oficjalnym spotkaniu. Zawodnik był jednak skuteczny w sparingach, więc w Katowicach liczą na jego przebudzenie.
W ubiegłym sezonie Legia dwukrotnie zmierzyła się z GKS-em i były to dla niej pierwsze starcia z tym zespołem od sezonu 2004/2005. Poprzednie spotkania oglądało się wyjątkowo przyjemnie. Legioniści nie mieli żadnych problemów z odniesieniem zwycięstw. Najpierw u siebie wygrali pewnie 4-1, a pół roku temu na wyjeździe zwyciężyli niewiele niżej, bo 3-1. Liczymy, że i tym razem warszawski zespół pokaże swoją siłę ofensywną.
[…] Największym pozytywem ostatniego spotkania może być udowodnienie przez Jean-Pierre’a Nsame, że nadal znajduje się w bardzo dobrej formie. Kameruńczyk w ostatnich tygodniach jest niezwykle bramkostrzelny i wyrósł na lidera ofensywy Legii. Przeciwko AEK Nsame w sumie strzelił dwa gole, lecz pierwsze trafienie zostało anulowane z powodu spalonego. Gdyby przypomnieć, że z Banikiem także dwukrotnie skierował piłkę do siatki, które potem sędziowie VAR sprawdzili i anulowali, to w ostatnich pięciu meczach miałby strzelonych goli nie cztery, ale aż siedem.
[…] Trener Iordanescu przed najbliższym spotkaniem będzie miał twardy orzech do zgryzienia. Trudno wyobrazić sobie, że w drugim kolejnym spotkaniu Legia na swoim stadionie nie zdobędzie trzech punktów, lecz z drugiej musi mieć w głowie, że kilka dni potem zmierzy się z AEK. Taki jest jednak urok europejskich pucharów i początku ligowego sezonu. Wydaje się, że kadra jest na tyle szeroka, że nie będzie problemu ze skompletowaniem nawet dwóch wyjściowych jedenastek na te mecze. Z kogo więc może skorzystać w niedzielę Rumun? Wydaje się, że ponownie największe roszady mogą dotknąć skrzydłowych. W tej sferze boiska legioniści mają zdecydowanie najwięcej kłopotów, chociaż i środek pola pozostawia ostatnio sporo do życzenia. Przeciwko AEK-owi słabo wypadli Wahan Biczachczjan czy Petar Stojanović, którzy potem zostali zastąpieni przez Migouela Alfarelę oraz Kacpra Chodynę. Na ten moment trudno stwierdzić, kto z nich jest graczem pierwszej jedenastki. Stojanović miał ciekawy debiut, Alfarela strzelił fantastycznego gola w lidze, ale pomimo tego trener nie postawił ostatnio na niego od pierwszej minuty.
Ostatni mecz uwypuklił także problemy w środku pola. Legia wyraźnie przegrywała tam rywalizację z Cypryjczykami, co w konsekwencji było efektem przynajmniej jednej straconej bramki. Niestety, po raz kolejny zobaczyliśmy, że zastąpienie kreatywnego gracza jakim jest Juergen Elitim jest bardzo trudne – a jego występ przeciwko GKS-owi jest mało prawodpodobny. Rafał Augustyniak i Claude Goncalves to piłkarze o innej charakterystyce, którzy pełnią na boisku inne zadania. Ten pierwszy zagrał z AEK-iem pełne 90 minut, więc w niedzielę możliwy jest jego odpoczynek. Z kolei Portugalczyk spędził na murawie 70 minut, więc teoretycznie zachował nieco więcej sił. Dla niego mecz z GKS-em powinien przywoływać dobre skojarzenia. To właśnie przeciwko temu zespołowi, w kwietniu ubiegłego roku, strzelił swojego pierwszego i jak dotąd jedynego gola w Ekstraklasie.
legia.net – Najlepsi strzelcy w meczach z GKS-em Katowice
W niedzielę, 10 sierpnia, Legia Warszawa zagra przy Łazienkowskiej z GKS-em Katowice. Oba zespoły zagrają ze sobą po raz 77. Jak dotąd 34 razy wygrywali legioniści, 21 razy mecz zakończył się remisem i tyle samo razy lepsi okazywali się katowiczanie. Bilans bramkowy to 101 – 73 na korzyść stołecznej drużyny.
Najlepsi strzelcy w meczach z GKS-em Katowice:
1. Marek Saganowski – 6 goli
2. Cezary Kucharski, Sylwester Czereszewski, Robert Gadocha – 5 goli
[…] Gole aktualnych legionistów:
1 gol – Steve Kapuadi, Kacper Chodyna, Rafał Augustyniak, Claude Goncalves, Ilja Szkurin
Bilans meczów:
76 meczów: 34 zwycięstwa, 21 remisów, 21 porażek
Bilans bramkowy:
101 – 73
Bilans meczów Legia – GKS w Warszawie:
37 meczów: 22 zwycięstwa, 7 remisów, 8 porażek
Bilans bramkowy:
48 – 27
Ostatnie 5 meczów z GKS-em Katowice:
2025-04-26 GKS Katowice – Legia Warszawa 1:3 (0:2)
Bramki: Szymczak – Goncalves, Szkurin, Gual
2024-10-27 Legia Warszawa – GKS Katowice 4:1 (2:1)
Bramki: Kapuadi, Chodyna, Jędrych (gol samobójczy), Augustyniak – Zrelak
2005-06-09 Legia Warszawa – GKS Katowice 2:0 (2:0)
Bramki: Saganowski, Magiera
2004-11-13 GKS Katowice – Legia Warszawa 0:3 (0:1)
Bramki: Włodarczyk, Saganowski dwie
2004-06-11 GKS Katowice – Legia Warszawa 2:4 (1:2)
Bramki: Gajtkowski dwie – Włodarczyk, Saganowski, Magiera, Jarzębowski
Ciekawostki:
Legia nie przegrała w Warszawie żadnego meczu z GKS-em od maja 2001 roku.
“GieKSa” straciła gola w każdym z ostatnich 8 meczów ligowych.
“Wojskowi” są jedynym klubem w PKO Ekstraklasie, który w tym sezonie jeszcze nie stracił gola.
ekstraklasa.org – Pucharowicze w swoich ścianach – 4. kolejka 2025/2026 (niedziela)
Po pucharowych bojach Jagiellonia Białystok i Legia Warszawa podejmą krajowych rywali. Duma Podlasia zmierzy się z Cracovią. Na Wojskowych czeka natomiast konfrontacja z GKS Katowice.
LEGIA WARSZAWA – GKS KATOWICE
SYTUACJA: Nie ma, co kryć – pucharowy mecz z AEK Larnaka, skończył się dla Legii Warszawa kubłem zimnej wody, wylanym na rozgrzane palącym, cypryjskim słońcem głowy. Z krajowymi rywalami Edward Iordanescu w swej kadencji nie poniósł jednak porażki. W Superpucharze Polski Wojskowi ograli Lecha Poznań 2:1. W lidze natomiast wywalczyli 4 punkty w dwóch starciach. Jako jedyna drużyna nie stracili jeszcze w tej edycji PKO Bank Polski Ekstraklasy gola. GKS Katowice natomiast czeka na premierowy triumf w bieżącej odsłonie zmagań. Dotychczas na ich konto wpadł punkt za pojedynczy remis z KGHM Zagłębiem Lubin.
HISTORYCZNIE: I trzeba przyznać, że z historycznego punktu widzenia, ciężko będzie dziś Gieksie o poprawę swojego dorobku. Dziesięć ostatnich meczów między nimi w Ekstraklasie to dziewięć zwycięstw Legii (w tym osiem z rzędu) i jeden remis. Trzynaście poprzednich potyczek na stołecznym boisku przyniosło zaś dziesięć triumfów gospodarzy, dwa remisy oraz pojedynczą wygraną gości. Przy Łazienkowskiej Legioniści mają dokładnie 3 razy więcej zwycięstw niż porażek w starciach z katowickim zespołem (18-6). Jeśli GKS już wygrywał w roli gościa z Wojskowymi to zawsze było to w meczach, w których nie stracił bramki.
POD LUPĄ – GOSPODARZE: Legia Warszawa to jedyna drużyna bez straty bramki w tym sezonie. Ciężko jest jednak nawet rywalom mocniej zagrozić „świątyni” Kacpra Tobiasza. Do tej pory bowiem w tych dwóch starciach ligowych przeciwnicy zdołali oddać tylko 2 celne strzały, a ich łączny xGOT miał współczynnik 0,54. Przeciętnie więc każda z tych prób niosła ze sobą zaledwie 27% na powodzenie. Dołączając końcówkę zeszłych rozgrywek, wychodzi też że Legioniści tylko raz na dziesięć poprzednich meczów stracili więcej niż jednego gola (2:2 ze Stalą Mielec).
POD LUPĄ – GOŚCIE: Większość ciężaru w ofensywie w szeregach GKS Katowice w trzech pierwszych kolejkach spoczywała na barkach Bartosza Nowaka. To on oddał najwięcej celnych strzałów w całej lidze. Zaliczył już 6 takich prób, co stanowi 54,5% całego dorobku GKS Katowice. Wraz z Samuelem Akere z Widzewa Łódź przewodzi także w liczbie strzałów zza pola karnego (też 6). On również wykonał na razie najwięcej rzutów rożnych w bieżących rozgrywkach (22).
CZY WIESZ, ŻE: Arkadiusz Jędrych (GKS Katowice) ma obecnie najdłuższą serię występów w Ekstraklasie od 1. do 90. minuty z piłkarzy z pola (37 meczów)
Legia Warszawa to jedyna drużyna bez straty bramki w tym sezonie (Kacper Tobiasz w lidze pozostaje bez straty bramki od 193 minut)
Rywale w tym sezonie oddali 2 celne strzały przeciwko Legii Warszawa (najmniej w lidze; łączne xGOT tych strzałów – 0,54)
Legia Warszawa Od 04.08.2024 nie przegrała u siebie meczu, w którym strzeliła gola (wtedy – 1:2 z Piastem Gliwice)
Piłkarze Legii Warszawa oddali 11 niezablokowanych strzałów głową w tym sezonie (najwięcej; średnio raz na 16,4 min. gry)
Legia Warszawa: 8 zwycięstw z rzędu nad GKS Katowice w Ekstraklasie (w tym w każdym z 5 ostatnich meczów wygrała różnicą minimum 2 goli)
Legia Warszawa W 10 ostatnich meczach z GKS Katowice w Ekstraklasie: 9 zwycięstw, 1 remis (ostatnia porażka z GKS – 09.05.2001, wtedy też ostatni mecz bez gola z tym rywalem)
[…] GKS Katowice: Bez remisu wyjazdowego w 2025 roku
Bartosz Nowak (GKS Katowice) – oddał najwięcej celnych strzałów (6) w tym sezonie
Bartosz Nowak (GKS Katowice) – oddał najwięcej strzałów zza pola karnego (6, tyle samo: Samuel Akere) i najwięcej celnych strzałów zza pola karnego (4)
GKS Katowice ma najwięcej wykonanych rzutów rożnych (23, w tym 22 zakończone wprowadzeniem piłki w pole karne; wszystkie wykonywał Bartosz Nowak)
Piłkarze GKS Katowice zablokowali najwięcej strzałów rywali (23)
Marcin Wasielewski (GKS Katowice) – w każdej z 2 ostatnich kolejek przebiegł największy dystans sprintem ze wszystkich zawodników w lidze (w sumie: 470,21 m + 538,85 m = 1009,06 m)
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Najnowsze komentarze