Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu z Legią: Prestiżowy i ambicjonalny mecz

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego spotkania GKS Katowice – Legia Warszawa.

wkatowicach.eu – Piłkarze GKS-u Katowice zagrają z Legią Warszawa, piłkarki powalczą o mistrzowski tytuł. Zapowiada się gorąca sobota dla kibiców z Katowic!

Nadchodząca sobota, 26 kwietnia, będzie dniem wielkich sportowych emocji dla kibiców GKS-u Katowice. Piłkarze GieKSy na własnym stadionie podejmą Legię Warszawa, z kolei piłkarki zagrają wyjazdowy mecz z Górnikiem Łęczna, którego stawką może się okazać mistrzowski tytuł w tym sezonie.

W nadchodzącą sobotę, 26 kwietnia, tysiące kibiców ponownie zasiądzie na trybunach Areny Katowice przy ul. Nowej Bukowej. Tym razem przyciągnie ich tam bardzo interesujące spotkanie GKS Katowice – Legia Warszawa.

Legioniści przyjadą do Katowic zaledwie kilka dni po tym, jak zakończyli występy w europejskich rozgrywkach bardzo mocnym akcentem – wygraną z Chelsea Londyn. Wygrana na Stamford Bridge (1:2) mogła robić wrażenie, mimo że nie pozwoliła utrzymać się stołecznemu klubowi w Lidze Konferencji UEFA, ze względu na porażkę w Warszawie 0-3.

Z kolei katowicka GieKSa ma za sobą bardzo udany wyjazd do Wrocławia, gdzie w Wielką Sobotę, 19 kwietnia, pokonała Śląsk Wrocław. Mecz zakończył się wynikiem 0-2, ku wielkiej uciesze kibiców z Katowic. To dobra zapowiedź przed sobotnim meczem podopiecznych trenera Rafała Góraka z Legią Warszawa.

goal.pl – GKS Katowice chce się zrewanżować Legii. Zemsta za mecz w rundzie jesiennej

Legia Warszawa uda się na wyjazd do Katowic, aby zmierzyć się z GKS-em w 30. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Obie drużyny dzieli w tabeli zaledwie pięć punktów. W rundzie jesiennej Wojskowi rozbili rywali (4:1).

GKS Katowice rozpoczął nowy rozdział w historii klubu. Sezon 2024/2025 jest nie tylko pierwszą kampanią od wielu lat na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce, ale także pierwszym na nowym stadionie. GieKSa na nowym obiekcie zadebiutowała w meczu z Górnikiem, wygrywając (2:1). Później powtórzyła wyczyn w starciu z Puszczą, pokonując rywali (3:1). Na razie mają stuprocentową skuteczność w nowym domu. Czy z Legią przedłużą serię zwycięstw przed własną publicznością?

Zadanie z pewnością nie będzie łatwe, ponieważ Legia walczy o jak najlepszy finisz sezonu. Do tego należy pamiętać, że rywalizacja w rundzie jesiennej zakończyła się bolesną porażką GKS-u (1:4). Mimo to podopieczni Rafała Góraka nie raz potrafili sprawić niespodziankę, wygrywając m.in. z aktualnym liderem tabeli – Rakowem Częstochowa (2:1).

Legia Warszawa ma za sobą dwa trudne mecze, w których udało im się odnieść zwycięstwo. Najpierw sprawili wielką niespodziankę, pokonując Chelsea w ćwierćfinale Ligi Konferencji (2:1). Z kolei w ostatniej kolejce wyrwali komplet punktów w ostatnich minutach spotkania przeciwko Lechii Gdańsk (2:1). Dwie wygrane z rzędu z pewnością podniosły morale zespołu, które mogły ucierpieć przez stratę dwóch kluczowych zawodników. Ze względu na kontuzje nie mogą grać Marc Gual i Bartosz Kapustka.

Szanse na TOP3 w Ekstraklasie są tylko matematyczne, więc Legia, aby grać w pucharach, musi liczyć na wygraną w Pucharze Polski. Oczywiście mecz z GKS-em potraktują poważnie, ale z tyłu głowy z pewnością będą myśleć o nadchodzącym finale. Starcie o trofeum odbędzie się już za tydzień (2 maja). Nie można wykluczyć, że w najważniejszych momentach będą odstawiać nogę, aby uniknąć kolejnych urazów przed najważniejszym meczem sezonu.

flashscore.pl – GKS Katowice – Legia Warszawa

Trzy wygrane w czterech ostatnich spotkaniach (1P) są najlepszym dowodem na to, w jak znakomitej dyspozycji znajdują się zawodnicy GKS-u Katowice w obecnym sezonie. Ekipa z Górnego Śląska wyrasta na jedno z największych pozytywnych zaskoczeń rozgrywek, zajmując przed 30. kolejką wysoką ósmą pozycję w tabeli PKO BP Ekstraklasy. Ambicje w klubie wyraźnie rosną, co otwarcie przyznają sami piłkarze.

[…] Aby jednak te marzenia miały szansę się ziścić, drużyna prowadzona przez Rafała Góraka musi w nadchodzącej kolejce pokonać Legię Warszawa, czyli ćwierćfinalistę Ligi Konferencji i tegorocznego finalistę Pucharu Polski. Będzie to trudne zadanie, ale mając na uwadze, że katowiczanie są niepokonani w sześciu ostatnich domowych meczach (5Z, 1R), a w czterech z nich nie stracili ani jednej bramki, nie można ich z góry skreślać.

W miniony weekend Wojskowi mieli sporo problemów w starciu z walczącą o ligowy byt Lechią Gdańsk, ale ostatecznie zwyciężyli 2:1 dzięki bramce 19-letniego Jana Ziółkowskiego w doliczonym czasie gry. „Po raz kolejny byliśmy w stanie odwrócić wynik” – podkreślił po spotkaniu trener Goncalo Feio, który teraz stanie przed szansą odniesienia pierwszego w swojej karierze trenerskiej zwycięstwa w Katowicach. W zeszłym sezonie, jeszcze jako szkoleniowiec Motoru Lublin, przegrał bowiem przy Bukowej 0:2.

legioniści.com – Po śląskiego hat-tricka

Po blisko 21 latach Legia wraca na stadion GKS-u Katowice. Ostatni raz obydwie drużyny spotkały w Katowicach w listopadzie 2004 roku, kiedy gości wygrali pewnie 3-0. W sobotni wieczór gospodarze będą liczyli na lepszy rezultat, ponieważ już od sześciu kolejek są u siebie niepokonani. Legioniści z kolei mają dobre wspomnienia z ostatnich wizyt na Śląsku. W kwietniu ograli zarówno Górnika w Zabrzu jak i Ruch w Chorzowie.

[…] W najbliższej kolejce oraz w następnych meczach Legia będzie musiała radzić sobie bez Bartosza Kapustki. Kontuzja pomocnika okazała się na tyle poważna, że wyeliminowała go z gry do końca sezonu, o czym klub oficjalnie poinformował w czwartek. Ostatnimi czasy z urazami zmagali się ponadto Paweł Wszołek, Marc Gual czy Juergen Elitim. Wszyscy brali niedawno udział w treningach, więc istnieje spora szansa, że będą gotowi do gry już w najbliższą sobotę, chociaż niekoniecznie w pełnym wymiarze czasowym. Brak Elitima i Wszołka szczególnie widoczny był w starciu z Lechią. Zastępujący tego drugiego Patryk Kun oraz przesunięty z konieczności bliżej środka pola Ryoya Morishita nie dali drużynie aż tak wiele.

GKS Katowice ma w tym sezonie status beniaminka, ale kiedy spojrzymy na ligową tabelę, to kompletnie tego nie uświadczymy. Klub z Katowic plasuje się bowiem w górnej połowie tabeli, a jego ostatnie wyniki mogą napawać kibiców tego klubu sporym optymizmem. Na nieszczęście dla Legii, GKS prezentuje ostatnio wyjątkowo wysoką formę na własnym stadionie. U siebie nie przegrał już od sześciu kolejek, a w sumie może pochwalić się jak na razie serię trzech wygranych spotkań z rzędu, pokonując kolejno Zagłębie Lubin, Górnika Zabrze czy Puszczę Niepołomice.

Ponadto w tym sezonie GKS zdołał w Katowicach ograć m.in. Pogoń Szczecin czy Jagiellonię Białystok i chociaż miało to miejsce na początku obecnych rozgrywek, to na pewno może potwierdzać, że u siebie najbliższy rywal Legii jest wyjątkowo niebezpieczny. Warto dodać, że w obecnych rozgrywkach GKS zanotował tylko trzy domowe przegrane (Raków, Korona, Radomiak), co jest jednym z lepszych wyników w lidze. Lepszymi statystykami może pochwalić się jedynie czołówka, czyli Lech, Jagiellonia i Pogoń.

sportowefakty.wp.pl – GKS Katowice czeka na Legię. „Prestiżowy i ambicjonalny mecz”

GKS Katowice ma już zapewnione utrzymanie w PKO Ekstraklasie na kolejny sezon, ale trener Rafał Górak przekonuje, że to nie wpłynie rozluźniająco na zespół.

Zwłaszcza, że przed beniaminkiem mecz z Legią Warszawa przed własną publicznością, a to dla ludzi ze Śląska zawsze są szczególne momenty.

[…] – Dla każdego Ślązaka Legia jest dodatkową adrenaliną. Będąc trenerem wyłączam takie emocje, ale jako kibic zawsze wspierałem śląskie drużyny, gdy przyjeżdżała tu Legia. Na Śląsku zawsze chcieliśmy wygrywać z Legią. Dla każdej śląskiej drużyny jest to prestiżowe i bardzo ambicjonalne spotkanie – mówił trener Górak na konferencji prasowej.

[…] W sobotę na murawie nie zobaczymy Sebastiana Bergiera, który musi odbyć przymusową karę za nadmiar żółtych kartek. W treningach z zespołem uczestniczy już Adam Zrelak, ale przeciwko Legii jeszcze go zabraknie. Jest jednak szansa, że wystąpi jeszcze w tym sezonie. Potrzebne jest tylko (albo i aż) zielone światło od lekarzy.

legia.com – GKS Katowice – Legia Warszawa. Liczby i ciekawostki

Ile spotkań Legii z GKS Katowice odbyło się w kwietniu? Jaką średnią punktów na mecz mają szkoleniowcy obydwu drużyn? Który legionista prowadzi w klasyfikacji Ekstraklasy udanych dryblingów? Zapraszamy na przegląd liczb i ciekawostek przed spotkaniem 30. kolejki.

[…] Najwięcej goli w meczach z GKS Katowice strzelił dla Wojskowych napastnik Marek Saganowski – sześć. Kolejne miejsca zajmują Cezary Kucharski, Sylwester Czereszewski i Robert Gadocha (po pięć trafień). Z obecnych piłkarzy Legii do siatki katowiczan trafiali: Rafał Augustyniak, Kacper Chodyna i Steve Kapuadi (po jednym golu).

9/10 – Obydwa kluby mają po jednym zastrzeżonym numerze na koszulce. W GKS-ie jest to numer 9, z którym w przeszłości występował napastnik Jan Furtok, który zmarł po długiej walce z chorobą 26 listopada 2024 roku. W Legii zastrzeżonym numerem jest dziesiątka – w hołdzie legendarnemu kapitanowi i pomocnikowi Wojskowych, Kazimierzowi Deynie. „Kaka” zginął tragicznie 1 września 1989 roku w amerykańskim San Diego.

11 – Tyle spotkań (z 75) pomiędzy Legią a GKS-em odbyło się w miesiącu kwietniu. W trzech z nich lepsi okazywali się Wojskowi, sześć zakończyło się remisem, zaś dwukrotnie zwyciężali katowiczanie (bilans bramek 8:4 na korzyść Legii). W kwietniowych sześciu meczach rozegranych na Górnym Śląsku padło pięć remisów, a raz lepsi byli rywale (bilans bramek 2:3). 56 lat temu doszło do jedynej konfrontacji obydwu drużyn, która odbyła się dokładnie 26 kwietnia. Mecz w Katowicach zakończył się remisem 1:1, a gola dla Wojskowych strzelił Kazimierz Deyna.

13 – Najdłuższą serią w meczach Legii z GKS-em była ta bez zwycięstwa na wyjeździe (1986-1995) i trwała 13 spotkań. 11 meczów trwała z kolei seria meczów bez porażki (1995-2000). W dziewięciu potyczkach z rzędu legioniści strzelali przeciwnikowi przynajmniej jednego gola (2001-2024), a także nie przegrywali w meczach rozgrywanych u siebie (1993-2000).

[…] 54 – Jeśli chodzi o udane dryblingi w ogólnej klasyfikacji Ekstraklasy prowadzi legionista Ruben Vinagre – ma ich na swoim koncie 54 (za nim są Jean Carlos Silva z Rakowa – 50 i Darko Churlinov z Jagiellonii – 47). Najlepszy w tym aspekcie gracz naszych sobotnich rywali, Borja Galan, jest na dziewiątym miejscu w klasyfikacji z wynikiem 36. Poza pierwszą dziesiątką plasują się Luquinhas (Legia – 31), Ryoya Morishita (Legia – 30) i Bartosz Kapustka (Legia – 28). Spośród piłkarzy GKS-u Katowice najwyżej w tej klasyfikacji plasuje się Bartosz Nowak – 27 udanych dryblingów. W klasyfikacji ilości sprintów w meczu prowadzi Grzegorz Rogala z GKS Katowice – 21,78 (przed Akimem Zedaką z Piasta – 21,00 i Kristofferem Velde z Lecha – 19). Na 8. pozycji plasuje się kolejny gracz katowiczan Marcin Wasielewski (17,45). Najwyżej z Legii – na 11. pozycji – znajduje się Paweł Wszołek (16,31).

75 – Legia i GKS mierzyły się ze sobą do tej pory 75 razy. 33 mecze na swoją korzyść rozstrzygnęli Wojskowi, 21 zakończyło się remisem i tyleż samo porażką stołecznych piłkarzy (bramki 98:72 na korzyść Wojskowych). W Katowicach rozegrano ogółem 35 spotkań – 10 z nich to zwycięstwa Legii, 14 remisów i 11 wygranych „GieKSy” (bramki 48:43 na korzyść legionistów).

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Gabriel Kobylak 2028

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.

Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski. 

W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).

Życzymy powodzenia w naszych barwach!

Foto: GKSKatowice.eu

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga