Piłka nożna
Media po meczu GieKSa – Lechia: Szaleństwo w Katowicach
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Lechia Gdańsk 1:0 (0:0).
1liga.org – Niedziela w F1L: trwa seria GKS-u Katowice
Niedzielne zmagania w Fortuna 1 Lidze namieszały trochę w tabeli. Motor Lublin pokonał 3:1 Wisłę Kraków. W Katowicach bohaterem meczu został Arkadiusz Jędrych, który w doliczonym czasie gry zdobył bramkę na wagę zwycięstwa. Stal okazała się lepsza od Znicza wygrywając 2:0.
[…] Starcie GKS-u Katowice z Lechią Gdańsk zapowiadało się na prawdziwy hit, lecz gorąco zrobiło się dopiero w drugiej połowie. W 74. minucie po weryfikacji VAR z boiska został wyrzucony Marten Kuusk. Gospodarze zmuszeni byli do gry w osłabieniu, ale nie przeszkodziło im to w kreowaniu kolejnych sytuacji bramkowych. Bohaterem spotkania został Arkadiusz Jędrych, który w doliczonym czasie gry zdobył swoją dziesiątą bramkę w tym sezonie i zapewnił trzy punkty swojej drużynie.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice wygrał z Lechią Gdańsk! Zespół Rafała Góraka pokazał charakter, a kibice oprawę.
GKS Katowice pokonał Lechię Gdańsk po golu w doliczonym czasie gry, gdy grał w dziesiątkę! Kibice też dali z siebie wszystko.
Piłkarze GKS Katowice na mecz z Lechią Gdańsk wychodzili z serią pięciu zwycięstw z rzędu, rywale mieli ich sześć. Spotkanie na Bukowej było więc nie lada konfrontacją, a dla gospodarzy stanowiło klucz do włączenia się do walki o bezpośredni awans do PKO Ekstraklasy.
Zespół Rafała Góraka rozpoczął z animuszem. Przez pierwsze 20 minut na bramkę gości sunął atak za atakiem, później gdańszczanie zdołali zbalansować układ sił, ale do przerwy nie padła żadna bramka.
W drugiej połowie Lechia wyglądała zdecydowanie lepiej, ale w powietrzu wisiał remis. W 74 minucie równowaga została zachwiana, bo Marten Kuusk wyleciał z boiska za faul i goście zwietrzyli szansę. GKS bronił się spokojnie i przyczaił do zadania ciosu. Doczekał się w trzeciej minucie doliczonego czasu gry! Bartosz Jaroszek uratował akcję zgarniając piłkę tuż przed linią końcową i wrzucił ją w pole karne, a tam Arkadiusz Jędrych głową dał GieKSie bezcenne zwycięstwo!
gdansk.pl – Lechia bezzębna w Katowicach, przegrała mecz i straciła pozycję lidera Fortuna 1. Ligi
Nie tak miało to wyglądać. Po serii sześciu wygranych z rzędu, remis w wyjazdowym starciu z GKS Katowice był planem minimum – tym bardziej, że gdańszczanie buńczucznie zapowiadali walkę o zwycięstwo. Tymczasem Lechia przegrała 0:1, co jest tym bardziej zdumiewające, że bramkę straciła grając w przewadze. Rywale od 73. minuty musieli radzić sobie w dziesiątkę z powodu czerwonej kartki za niebezpieczny faul.
W tym meczu, w ciągu regulaminowych 90 minut, nie było wielkich emocji. Jeśli ktoś groźnie atakował, byli to gospodarze. Gdańszczanie byli bezzębni w napadzie, rozgrywali piłkę zbyt wolno i zbyt schematycznie. Czasem Lechia próbowała strzelać z dystansu – zwykle wysoko nad poprzeczką bramki.
W 93. minucie GKS Katowice przeprowadził atak. Piłka znalazła się z lewej strony bramki, tuż przy linii końcowej – skrzydłowy gospodarzy dopadł do niej i bez namysłu dośrodkował, wprost na głowę Arkadiusza Jędrycha, kapitana katowiczan. To był strzał z czterech, góra pięciu metrów. Uderzona w kozioł piłka przeleciała między obrońcami Lechii i wpadła do siatki obok próbującego interweniować bramkarza, Bohdana Sarnavskiego.
Statystyki tego meczu:
posiadanie piłki – 56 proc. dla Lechii, 44 proc. dla GKS Katowice
strzały na bramkę – 11 GKS Katowice, 7 Lechia
strzały celne – 3 GKS Katowice, 1 Lechia
rzuty rożne – 4 GKS Katowice, 2 Lechia
rzuty wolne – 9 GKS Katowice, 14 Lechia
żółte karki – 1 GKS Katowice, 3 Lechia
watch-esa.pl – Minimalizm wykroczył poza skalę, czyli GKS Katowice – Lechia 1:0
Gdańszczanie mogli trochę zapomnieć, jak smakuje porażka. Seria ligowych spotkań bez przegranej trwała bowiem 113 dni. Jak doskonale wiemy, wszystko kiedyś się kończy. Aczkolwiek trzeba przyznać, że Lechia zasługiwała na stratę trzech punktów w Katowicach. Od początku widać było, że Biało-Zieloni przyjechali tam, aby grać na remis. Zabrakło praktycznie wszystkiego. Nie było widocznej walki, zaangażowania, chęci, a przede wszystkim pomysłu na grę. Samo spotkanie momentami przypominało bardziej partyjkę szachów, niż mecz piłkarski. Gol zdobyty przez katowiczan w doliczonym czasie drugiej połowy jest idealną karą za minimalizm, jaki zaprezentowali podopieczni Szymona Grabowskiego.
Porażki zdarzają się najlepszym. W związku z tym nie mam zamiaru ubolewać, że Biało-Zieloni przegrali. Ba, napisałbym, że należy podziękować za walkę. Problem w tym, że tej walki nie było. Skupmy się bardziej na samym stylu, bowiem wiele pozostawiał on do życzenia. Nie ma co się oszukiwać, że jeden punkt gdańszczanie z Katowic wzięliby z wielką chęcią. Przyjechali mierzyć się z drużyną, która notuje podobną serię, co oni. Trzeba natomiast odróżnić zadowolenie z remisu, a grę na remis. Na boisku Lechiści nie posiadali za dużych chęci, aby przynajmniej zawalczyć o zgarnięcie trzech punktów.
Od początku meczu odniosłem wrażenie, że piłkarze Lechii nie wyszli z szatni. Gospodarze wyprowadzali ataki, co doprowadziło niejednokrotnie do chwil grozy pod bramką Sarnawskiego.
[…] Choć w pierwszej połowie „GieKSa” zaprezentowała się lepiej od Lechii, to także nie grała porywająco. Zapowiadał nam się hit kolejki, a dostaliśmy typowy mecz na bezbramkowy remis.
Trzeba wspomnieć o grze gdańszczan przez ostatnie dwadzieścia minut meczu. W 74. minucie bowiem z boiska wyleciał Marten Kuusk. Katowiczanie grali więc w osłabieniu. Lechia do tego momentu wciąż grała poniżej oczekiwań. Można było myśleć natomiast, że przewaga jednego zawodnika zapali lampkę w głowach Biało-Zielonych i ruszą oni do ataku. A jak było faktycznie? Tak samo, jak wcześniej. Być może gracze nie wiedzieli, że ich rywale mają mniej piłkarzy na murawie… Minimalizm był widoczny z każdej możliwej strony. Sił chyba nie brakowało. Na placu gry zameldowali się: Jakub Sypek, Łukasz Zjawiński i Louis D’Arrigo. W ostatnich minutach regulaminowego czasu wpuszczony został Luis Fernandez, a razem z nim Filip Koperski. Swoją drogą, nie jestem w stanie pojąć, dlaczego Australijczyk co mecz wybiega z ławki. Jego gra nie oferuje na ten moment praktycznie nic, co przydałoby się Lechii.
sportowefakty.wp.pl – Szaleństwo w Katowicach. GKS pokonał lidera
Stadion w Katowicach oszalał, bo grający w osłabieniu GKS pokonał Lechię Gdańsk 1:0 po golu Arkadiusza Jędrycha w doliczonym czasie gry. Gospodarze wygrali siódmy mecz z rzędu, z kolei dla gdańszczan były to pierwsze stracone punkty w 2024 roku.
Trzecia minuta doliczonego czasu. Dośrodkowanie Christiana Alemana na aferę z rzutu wolnego, piłkę przy linii końcowej odegrał Bartosz Jaroszek, a kapitan zespołu Arkadiusz Jędrych odnalazł się w dużym tłoku w polu karnym i zapewnił GKS-owi Katowice niezwykle istotne zwycięstwo z Lechią Gdańsk. To było już dziewiąte trafienie Jędrycha w tym sezonie, a przecież mówimy o środkowym obrońcy.
Co więcej, katowiczanie grali wtedy o jednego zawodnika mniej, bo na około kwadrans przed końcem z boiska usunięty został Marten Kuusk.
Ale – paradoksalnie – to podziałało na piłkarzy z Katowic mobilizująco. W ogóle nie było widać, że Lechia gra z przewagą. Wręcz przeciwnie. Goście nie byli w stanie nic wykreować. Cały czas sprawiali wrażenie, że remis ich urządza. I zostali za to skarceni. W niedzielę minimalizm się nie opłacił.
Inna sprawa, że samo spotkanie stało na beznadziejnym poziomie. Miał być hit, a wyszło w zasadzie nie wiadomo co. No ale w Katowicach raczej nikt nie narzeka.
Jedni i drudzy podeszli do siebie ze zdecydowanie zbyt dużym respektem. To znaczy, GKS próbował jeszcze atakować, były akcje oskrzydlające, próby strzałów, natomiast brakowało konkretów. A Lechia? Nerwowa od pierwszych minut, niedokładna. Ofensywne wypady można było policzyć na palcach jednej ręki. Celnych uderzeń nie stwierdzono, a jedyna warta odnotowania próba Tomasza Neugebauera z dystansu okazała się bardzo niecelna (a i tak byłaby to sytuacja, która pewnie nie znalazłaby się w skrócie meczu).
Zresztą po przerwie wcale nie było lepiej. Tu spudłował Christian Aleman, tu katowiczanie popsuli kontratak. Lechia odpowiadała sporadycznie. Wydawać by się mogło, że goście ruszą po czerwonej kartce Kuuska (brutalny faul na Jakubie Sypku), ale nic takiego nie miało miejsca.
Zanosiło się na 0:0 po bezbarwnej, jakby to powiedział klasyk. Ale gospodarze grali do końca. Wykazali się dużą determinacją i przedłużyli fantastyczną serię zwycięstw. W tym momencie GKS traci do Lechii pięć punktów.
eska.pl – Szok przy Bukowej. Grający w osłabieniu GKS Katowice pokonał lidera z Gdańska. Jędrych bohaterem
[…] Nie tak zapewne wyobrażali sobie niedzielny wypad do Katowic piłkarze Lechii Gdańsk zwłaszcza, że w końcowej fazie meczu z GKS-em grali z przewagą jednego zawodnika. W 74. minucie czerwoną kartkę zarobił Estończyk Marten Kuusk. Do tego momentu na tablicy widniał bezbramkowy remis i wydawało się, że gdańszczanie, niczym statek na morzu, złapią wiatr w żagle i przechylą szalę zwycięstwa na swoją korzyć. Jak się jednak okazało, katowiczanie grając bez jednego zawodnika nic praktycznie nie stracili na swojej jakości.
GKS nie tylko dzielnie się bronił, ale też próbował atakować. Przez praktycznie cały mecz bezskutecznie, aż nie nadeszła 3 minuta doliczonego czasu i piłkę do siatki wpakował Arkadiusz Jędrych po asyście Bartosza Jaroszka. Zwycięstwo z dotychczasowym liderem sprawiło, że GKS Katowice wspiął się na 3. miejsce Fortuna 1. Ligi tym samym zbliżając się do czoła tabeli i zwiększając swoje szanse w walce o bezpośredni lub poprzez play-offy awans do Ekstraklasy.
lechia.net – Lechia przegrywa w Katowicach
[…] Pierwszą groźną okazję w niedzielnym spotkaniu mieli piłkarze gospodarzy – w trzeciej minucie jeden z zawodników uderzał na bramkę, jednak po rykoszecie i zespół egzekwował rzut rożny. Po internwencji Chindrisa nie stworzyli jednak większego zagrożenia ze stałego fragmentu. Dwie minuty później znów było groźnie – niepewnie interweniował Olsson. W ósmej minucie niemal stuprocentową sytuację miał Adrian Błąd.=, jednak się pomylił. Pierwsze fragmenty spotkania były na korzyść gospodarzy. W 10. minucie gdańszczanie pierwszy raz zbliżyli się do bramki Dawida Kudły – strzał Kapicia został jednak zablokowany. W 13. minucie najpierw z obrońcami próbował się zabawić Sarnawski, a chwilę później Neugebauer przepuścił piłkę tak, że ta trafiła pod nogi rywala. Na szczęście obyło się bez zagrożenia. W 19. minucie Camilo Mena rozpędził się z prawej strony, zagrał do Bugaja, jednak ten przewrócił się w polu karnym. W 24. minucie najpierw w polu karnym przewrócił się jeden z graczy „Gieksy”, później Lechia kontynuowała akcję, jednak po chwili została ona przerwana.
[…] Lechia miała w dalszym ciągu problemy i po 30 minutach to gospodarze wyglądali lepiej. W 35. minucie ładnie w pobliżu pola karnego odnalazł się Tomasz Neugebauer i oddał minimalnie niecelny strzał. Było to pierwsze uderzenie gdańszczan w meczu. Do przerwy więcej działo się na trybunach – oprawę zaprezentowali fani gospodarzy i mecz był przerwany. Po 45 minutach na tablicy wyników był bezbramkowy remis.
Po zmianie stron Lechiści wyprowadzili akcję, po której w polu karnym padł Tomas Bobcek. Gwizdek arbitra jednak milczał. W 54. minucie okazję bramkową miał Adrian Błąd, jednak uderzał niecelnie. Trzy minut później próbował Mena, ale trafił w bramkarza. Kilka minut później czwartą żółtą kartkę w trwającym sezonie obejrzał Maksym Chłań i nie zagra on podobnie jak Żelizko w kolejnym meczu. Z minuty na minutę lepiej wyglądał Camilo Mena. W 73. minucie sędzia Tomasz Marciniak pokazał czerwoną kartkę Martenowi Kuuskowi i Lechia przez 20 minut grała w przewadze.
Kiedy wydawało się, że wynik nie ulegnie zmianie, ale Lechia wywiezie z Katowic punkt, Arkadiusz Jędrych w doliczonym czasie gry zdobył bramkę i zapewnił gospodarzom trzy punkty.
goal.pl – GKS Katowice walczy o awans, Lechia straciła punkty w hicie
GKS Katowice w hicie 26. kolejki Fortuna 1 Ligi pokonał w roli gospodarza Lechię Gdańsk (1:0). Dzięki tej wygranej Żółto-zielono-czarni na dobre włączyli się do gry o awans do elity.
[…] W pierwszej połowie w rywalizacji zabrakło goli, ale to nie znaczy, że na obiekcie przy ulicy Bukowej wiało nudą. Wręcz przeciwnie. Odważna postawa gospodarzy mogła imponować. Swoje próby podejmowali Sebastian Bergier czy Aleksander Komor. Pierwszy oddawał strzały, drugi natomiast błysnął w 28. minucie rajdem, w którego trakcie minął czterech rywali i dopiero przez piątego został zatrzymany faulem.
Goście dopiero w ostatnich fragmentach pierwszej części gry zaczęli konstruować zagrożenie pod bramką rywali. Swoich sił próbował między innymi Maksym Klhan. Defensywa gospodarzy była jednak szczelna jak tama przeciwpowodziowa. Świętnie dyrygował obroną GieKSy przede wszystkim Marten Kuusk, który w trakcie zimowego okna transferowego trafił do zespołu z Katowic. Estończyk szybko stał się mocnym punktem zespołu.
W drugiej części spotkania oba zespoły postawiły na ostrożną grę, dając do zrozumienia postronnym obserwatorom, że lepszy będzie zdobyty punkt niż nic. Szczególnie, że końcowe rozstrzygnięcie meczu może mieć znaczenie na finiszu rozgrywek. Sytuacja gospodarzy skomplikowała się jednak w 74. minucie, gdy czerwoną kartką za faul ukarany został Kuusk.
Gdy wydawało się, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem, to w doliczonym czasie gry bramkę zdobył Arkadiusz Jędrych i trybuny na obiekcie przy Bukowej eksplodowały z radości.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Najnowsze komentarze