Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media po meczu: GKS spóźnił się do Gliwic aż 45 minut i tylko zremisował

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Piast Gliwice – GKS Katowice 0:0.

weszlo.com – GKS spóźnił się do Gliwic aż 45 minut i tylko zremisował
GKS Katowice da się lubić, trzeba cenić to, jaki progres zanotował wiosną, jego mecze są przyjemne do oglądania, Nowak z kolegami regularnie dają show. Tym bardziej szkoda, że katowiczanie przyjechali do Gliwic tak spóźnieni! To nie jest przecież daleko, pół godziny i jesteś, a GKS dotarł dopiero na drugą połowę. Nie wypada, myśmy czekali od pierwszego gwizdka…
Ale przed przerwą GKS-u nie było. To znaczy ktoś tam w żółtych koszulkach krzątał się po boisku, ale kto to był – nie wiadomo. Może jakaś obsługa stadionu, pomoc drogowa – ale na stadionie, po co – w każdym razie na pewno ktoś, kto nie ma umiejętności piłkarzy GKS-u. Nie zaskoczy techniką jak Nowak, nie błyśnie jak Marković, nie wypruje się jak Wasielewski. To chyba byli jacyś goście wzięci z losowego przystanku.
Na drugą połowę GKS już dotarł, ale było widać, że tym spóźnieniem jest zawstydzony, bo choć grał lepiej niż poprzedzający go drogowcy, natomiast to zdecydowanie nie był jego maks. Udało się stworzyć parę sytuacji: groźnie uderzał Marković, z bliska nie trafił w sposób wręcz kompromitujący Szkurin, ale jesteśmy przyzwyczajeni do czegoś lepszego. Owszem, piłka raz wpadła do siatki, kuriozalnie zresztą, Nowak trafił w poprzeczkę, futbolówka wróciła na murawę, ale trafiła w plecy obrońcy i poszła za linię, natomiast sędzia po VAR-ze musiał to wszystko zrewidować.
Mianowicie Szkurin wcześniej zagarnął piłkę ręką i w ten sposób trafiła ona do Nowaka, zatem nie było o czym gadać.
Szkoda, wielka szkoda GKS-ie. Przecież ty masz grać o puchary, ba, być może nawet na nie zasługujesz, ale za zasługi nie przyznają punktów. I co, potykasz się z Piastem, bo nie nastawiłeś budzika w niedzielę? Trochę wstyd.
Inna sprawa, że gospodarze też mogli lepiej zarządzić tematem. W pierwszej połowie gnietli przyjezdnych (kimkolwiek oni byli), ale swoich sytuacji nie wykorzystywali. No, ale jeśli Lokilo strzela tak, że bramkarz wypluwa tę próbę i potem Boisgard nie potrafi go pokonać, gdy rywal leży, o czym my mówimy…
Ma kilku takich typowych piłkarzy-widmo w swoim składzie Piast. Zagrał od początku Boisgard, potem dołączył do niego Barkowskij. Trudno o nich powiedzieć cokolwiek dobrego. Są w tej lidze, bo są, ktoś tak zdecydował, niedługo pewnie – oby – wyjadą i zapomni się o nich jeszcze zanim będą na rogatkach. Naprawdę szkoda czasu na takie wynalazki, to jak pracować nad szamponem dla łysych, który nie podrażni cebulek włosów. Nie ma to sensu.
I remis. Jedni dalej mogą spaść, drudzy dalej mogą wejść do pucharów. Ten mecz nie odpowiedział nam na żadne pytanie.

mecze24.pl – Popis nieskuteczności i dwie nieuznane bramki w meczu Piast Gliwice – GKS Katowice
Pierwsze niedzielne spotkanie 32. kolejki PKO BP Ekstraklasy zakończyło się bezbramkowym remisem. Piast Gliwice podzielił się punktami na własnym stadionie z GKS-em Katowice. W meczu nie brakowało sytuacji bramkowych, a dwa gole zostały nieuznane.
[…] Pierwsza połowa układała się pod dyktando Piasta Gliwice, który zdominował wydarzenia boiskowe. Podopieczni Daniela Myśliwca do przerwy oddali 11 strzałów, w tym dwa celne i wywalczyli cztery rzuty wole. GKS miał tylko jedną próbę. Najbliżej zdobycia bramki gospodarze byli w 20. minucie. Uderzenie Lokilo odbił przed siebie Strączek. Dopadł do niej Quentin Boisgard, ale jego uderzenie obronił Strączek.
– Trzeba robić swoje i skończyć nasze akcje bramką. Tworzymy sobie sytuacje, GieKSa chyba w pierwszej połowie miała tylko jeden strzał. Musimy to podtrzymać, żeby to wyglądało tak, jak wyglądało. Ale musimy zakończyć nasze akcje bramką, bo tylko tego nam brakowało – mówił Patryk Dziczek w przerwie meczu w rozmowie z Canal+Sport.
W drugiej połowie podopieczni Daniela Myśliwca nie spuszczali z tonu i już w 51. minucie znaleźli drogę do siatki, ale ich radość nie trwała długo, gdyż chorągiewkę w górę podniósł sędzia asystent, a arbiter Damian Sylwestrzak odgwizdał spalonego. Po przerwie ze zdecydowanie lepszej strony niż w pierwszej pokazali się goście, który stworzyli sobie więcej sytuacji bramkowych i jedną z nich wykorzystali w 76. minucie. Po uderzeniu Bartosza Nowaka piłka odbiła się od poprzeczki i Filip Borowski wpakował ją do własnej siatki. Do akcji wkroczyli sędziowie VAR, którzy ze względu na zagranie piłki ręką Szkurina nie uznali tego trafienia. Chwilę wcześniej Szkurin nie popisał się, bowiem zmarnował stuprocentową sytuacją na objęcie prowadzenia i w Gliwicach rywalizacja zakończyła się remisem.

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS-u Katowice na derbach w Gliwicach z Piastem gorąco dopingowali swój zespół
[…] Kibice Piasta mobilizowali się na derby z GieKSą, która również mogła liczyć na gorący doping swoich fanów, którzy przyjechali do Gliwic. Sympatycy GKS-u szczelnie wypełnili przeznaczone dla nich sektory i głośno wspierali piłkarzy trenera Rafała Góraka.
Fani katowickiej drużyny przyjechali do Gliwic wynajętymi autobusami komunikacji miejskiej i pod eskortą policji jechali autostradą. Było ich około 1300. Choć sympatycy byli w w zdecydowanej przewadze, ekipa kibiców GieKSy też był dobrze słyszalna na stadionie przy Okrzei.
Zespół z Katowic nie wykorzystał okazji, aby wskoczyć na pozycję lidera PKO Ekstraklasy, ale po meczu kibice GieKSy i tak głośno okazali swoje wsparcie.

gol24 – Dwie nieuznane bramki i pierwszy taki remis GieKSy! Piast pokazał pazury
Piast Gliwice zremisował z GKS-em Katowice 0:0. Mecz toczył się przed przerwą pod dyktando gospodarzy, a w drugiej pod dyktando gości. W meczu padły dwa gole, ale oba nie zostały uznane. Dla GKS-u jest to pierwszy bezbramkowy remis w tym sezonie.
Wydawało się, że lepszy będzie GKS Katowice, mający szansę na to, aby w razie wygranej wskoczyć na drugie miejsce w tabeli. Zaskoczył jednak Piast, będąc drużyną znacznie lepszą. Gospodarze atakowali, ale długo nie potrafili nic zrobić pod bramką Rafała Strączka. Na skrzydle szalał Lokilo, ale piłkarz z Demokratycznej Republiki Konga nie potrafił sfinalizować akcji. Świetną okazję zmarnował Patryk Dziczek, posyłając piłkę kilkadziesiąt centymetrów od bramki Strączka, po świetnej wrzutce.
GKS Katowice przez pierwszą połowę był totalnie skupiony na defensywnie, a próby wyjścia z atakiem, szybko się kończyły. Piast strzelił wreszcie bramkę, ale Quentin Boisgard był na spalonym.
W drugiej połowie obudziła się GieKSa. Na boisku pojawił się Bartosz Nowak i gra GKS-u wróciła do normy. Początek co prawda był nieco lepszy w wykonaniu gospodarzy, ale z kolejnymi minutami, przewagę zyskiwali przyjezdni z Katowic. Przebudził się Markovic, który niepilnowany oddał świetny strzał w środek bramki, jednak Holec był na posterunku i odbił uderzenie gwiazdy GKS-u.
W 73. minucie Holec uratował Piasta po strzale Arkadiusza Jędrycha. Chwilę później, szansę miał Ilia Szkurin, ale były gracz Legii fatalnie spudłował. W 75. minucie GKS Katowice mógł cieszyć się z bramki. Po błędzie Holca Nowak huknął w poprzeczkę. Piłka odbiła się od niej, a następnie w plecy Filipa Borowskiego i wpadła do siatki. Okazało się, że przy podaniu do Nowaka, Szkurin zagrał ręką i po analizie VAR, gol nie został uznany.

onet.pl – Derby rozczarowanych nadziei. GieKSa może tego bardzo żałować
Bezbramkowy remis w twardych derbach Górnego Śląska, po którym Piast i GKS Katowice mogą żałować niewykorzystanych okazji. Oba zespoły ciągle potrzebują punktów, żeby spełnić swoje najważniejsze cele w końcówce szalonego sezonu PKO BP Ekstraklasy.
[…] Zamiast bramek była przede wszystkim twarda derbowa walka i determinacja, charakterystyczne dla drużyn prowadzonych przez Daniela Myśliwca oraz Rafała Góraka. Zawodników z Gliwic i Katowic z pewnością stać na stwarzanie ciekawszych widowisk, jednak swoją rolę odegrała też duża stawka.
[…] Piast Gliwice pod wodzą Daniela Myśliwca w tej rundzie jest namacalnym przykładem nieprzewidywalności szalonego sezonu PKO BP Ekstraklasy. Po serii dobrych wyników przed przerwą reprezentacyjną zespół z Okrzei wydawał się już być spokojny w kontekście walki o utrzymanie, jednak porażki w pierwszych kwietniowych kolejkach, znacznie pogorszyły jego sytuację na dole tabeli.
[…] Gospodarze raz po raz sprawdzali koncentrację powracającego między słupki GieKSy po kilkutygodniowej kontuzji Rafała Strączka, jednak ten szybko przypomniał, że jest w tym sezonie zdecydowanie pewniejszym wyborem dla Góraka niż Dawid Kudła, który ani razu nie potrafił zagrać na zero z tyłu i może już nie mieć okazji do przerwania fatalnej serii.
[…] GKS Katowice w tym meczu nie przypominał natomiast zespołu, który imponował formą we wcześniejszych kolejkach. W jego grze próżno było szukać ofensywnej fantazji i fajerwerków, która choćby w poprzedniej kolejce przełożyła się na wysokie zwycięstwo z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (5:1), a wcześniej bardzo dobre występy w Poznaniu w lidze, czy Częstochowie w półfinale Pucharu Polski. Dość powiedzieć, że w pierwszej połowie jedynym celnym strzałem drużyny Rafała Góraka okazało się niegroźne uderzenie z dystansu. Pod bramką Gliwiczan nie było widać kreatywności Bartosza Nowaka, czy ofensywnych podłączeń Emana Markovicia albo Marcina Wasielewskiego, którzy zebrali tak wiele pozytywnych recenzji za występy we wcześniejszych tygodniach. Można tylko gdybać, czy wpływ na taką postawę GieKSy miała otwierająca się szansa na znaczący awans z 6. miejsca na pozycję wicelidera z perspektywą walki w kwalifikacjach Ligi Mistrzów.
[…] GieKSa wpisała się natomiast w trend punktowych potknięć ekip z czołówki w 32. kolejce PKO BP Ekstraklasy i zamiast wylądować za plecami liderującego Lecha Poznań, pozostała w niemałym kotle drużyn zaangażowanych w grę o europejskie puchary oraz medale na koniec obecnych rozgrywek. W Katowicach liczą przede wszystkim na podtrzymanie świetnej serii zwycięstw przed własną publicznością, a w następnej kolejce na Nową Bukową przyjedzie Jagiellonia Białystok, która kilka miesięcy temu przegrała już na terenie GieKSy w 1/8 finału Pucharu Polski (1:3).

transfery.info – GKS Katowice potknął się z Piastem Gliwice. Rafał Górak: Najważniejsza tabela będzie po 34. Kolejce
GKS Katowice nie wykorzystał szansy na objęcie pozycji wicelidera Ekstraklasy. Podopieczni Rafała Góraka bezbramkowo zremisowali z Piastem Gliwice i ich awans do europejskich pucharów pozostaje kwestią otwartą. Szkoleniowiec po ostatnim gwizdku musiał tłumaczyć się z przeciętnego występu podopiecznych.
[…] Szansy nie udało się jednak wykorzystać. Piast nie tylko powstrzymał „GieKSę” przed zdobyciem bramki, ale miał także kilka okazji na objęcie prowadzenia. Ostatecznie po 90 minutach spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.
W tej sytuacji piłkarze z Katowic zajmują dopiero piątą lokatę w stawce i nie są pewni awansu do pucharów. Rafał Górak na konferencji prasowej musiał zmierzyć się z pytaniami dotyczącymi presji ciążącej na podopiecznych.
– Musimy przede wszystkim twardo stąpać po ziemi i być drużyną, społeczeństwem, klubem bardzo przytomnym w związku z tym, że taka szansa jest i można zawalczyć o wiele rzeczy. Należy się z tego radować i zrobić wszystko, by ją wykorzystać. Ale nie wydaje mi się, by dzisiaj ona komukolwiek pętała nogi – zaznaczył szkoleniowiec.
53-latek zapewnił również, że nieustannie zachowuje wiarę w swoją drużynę.
– To naprawdę wielka przyjemność grać o takie rzeczy, być w czubie, ale o wiele trudniej jest być na dole i martwić się, że jutro może być koniec przygody. My wiemy, że zrobiliśmy kawał świetnej roboty w tym sezonie, ale to nie jest jego koniec. Ta jedna, właściwa tabela, ta najważniejsza, będzie po 34. kolejce i wtedy wszystko ocenimy. Dla mnie to cenny punkt – podkreślił Górak.
W dwóch ostatnich spotkaniach tej kampanii GKS zmierzy się z Jagiellonią Białystok i Pogonią Szczecin. Zwłaszcza ta pierwsza potyczka będzie miała spore znaczenie w kontekście układu górnej części stawki.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga