Dołącz do nas

Piłka nożna

Minusy po Tychach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ten artykuł, jak i większość pozostałych – nie ma sensu. Kieruje nami tylko kronikarski obowiązek. Wszystko wychodzi poza sferę piłkarską, więc merytoryczne podchodzenie do sprawy mija się z celem. I będziemy to powtarzać ciągle.

Minusy:
– Utrata szans – … no dobra, nie bądźmy śmieszni. To nie mecz z Tychami zadecydował o tym, że awansu nie będzie. Powiemy więcej. O tym nie zdecydował żaden konkretny mecz.

– Powtórka z rozrywki – drwią sobie z nas kibiców. Rok temu przerabialiśmy dokładnie ten sam scenariusz.

– Jacek Paszulewicz – jak na razie mimo wszystko nie widzimy tej jego twardej pięści. Kat tylko na papierze. Na konferencji wypowiadał się tak, jakby to był po prostu przegrany mecz i przegrany awans. Nic wielkiego się nie stało.

– Pat, a nie kat – jesteśmy w dupie. I prawdopodobnie będziemy, bo trudno się spodziewać, że wylecą wszyscy aktorzy z zeszłorocznego tańca w Gudziądzu i całego obecnego sezonu.

– Kibice – jeśli niektórzy nie wyjdą ze szklanej bańki swojego kibicowskiego idealizmu polegającego na tym, że choćby piłkarz przyznał się, ze sprzedaje mecze, to i tak będziemy go dopingować – wiele się w tym klubie nie zmieni.

12 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

12 komentarzy

  1. Avatar photo

    misiek

    21 maja 2018 at 12:19

    Shellu, czy chciałbyś aby kibice okazali swoje niezadowolenie i zachowali się jak w Poznaniu? Za doping wielki szacun dla nich.
    Może mimo wszystko warto zastanowić się czy po prostu ich umiejętności nie są takie jakie są czyli mizerne … i stać ich na kilka meczy w rundzie aby zagrać na wyżynach ale później muszą przyjść niziny…. Z jakiegoś powodu grają u nas a nie w ekstraklasie.
    To że część z nich nie jest walczakami też dobrze wiedzieliśmy od początku odkąd się u nas znaleźli. Nie mniej ktoś ich ściągnął do GieKSy.
    Pozostaje dla mnie kwestia Prokicia – dla mnie to kuriozalna sytuacja gdzie piłkarz „walczy” u nas o awans wiedząc że po sezonie przejdzie do innego zespołu który tez może awansować… co dla niego lepsze sami sobie odpowiedzcie…

  2. Avatar photo

    mekail

    21 maja 2018 at 13:45

    Za doping to właśnie Lechowi należy się szacunek, oprawę mieli świetną. Dzięki pokazaniu charakteru przez kibiców, w Poznaniu coś się zmieni. „Niezadowolenie”, o którym pisze misiek, to inna sprawa. Chłopaki z Lecha po prostu nie zdzierżyły wizji mistrzowskiej fety Legiuni na własnym stadionie.
    A u nas kolejny raz wszystko zamiatane jest pod dywan. Po prostu „nic się nie stało, GKS nic się nie stało”. Przypomnijcie sobie czasy Irka Króla, jak się chce, to można Panów piłkarzy zmotywować.
    A ze spraw piłkarskich. Wpuszczanie dalej Prokicia (który ma po bałkańsku na wszystko wylane) i Słabego (którego najlepiej charakteryzuje nazwisko) to sabotaż trenera. Tu chyba wszyscy się zgadzamy. Mnie osobiście nie podoba się jednak sposób pożegnania z jednym z kozłów ofiarnych Paszulewicza – Grześkiem Goncerzem. O Złotych Bukach zapomnieliście, o 50 bramkach też? Szkoda chłopaka, bo – mimo tego, że jest w dołku z formą – to grał przez wiele lat, a co najważniejsze: jak był u szczytu formy i bramy strzelał na zawołanie, to jednak został zamiast iść do ekstraklasy. Zmarnował sobie karierę w klubie porażek, a nawet nikt mu dziękuję nie powiedział? Grzesiek ja Ci życzę powodzenia!

  3. Avatar photo

    Mecza

    21 maja 2018 at 13:59

    Ja nie kibicuję słabym piłkarzom a klubowi GKS. Jakiś dziwny ten minus o kibicach. Nie wszystko jest złe. Co do piłkarzy to oni gdzieś mają ten doping co pokazali w ostatnich tygodniach. Kibicuje się klubowi, nie im.

  4. Avatar photo

    Shellu

    21 maja 2018 at 14:07

    Tak, zwłaszcza śpiewanie:

    „Wygraj GieKSo, wygraj
    Walcz, sił nie oszczędzaj
    Cały stadion czeka
    Na twój goool
    hej, hej, hej hej”

    To nie jest doping dla pilkarzy.

  5. Avatar photo

    q2

    21 maja 2018 at 18:04

    Niestety Shellu ma tutaj rację. Tu nie chodziło o wybieganie na boisku, wszczęcie burd, przerywanie meczu. Po największym upokorzeniu z chorzowem, ekipa z blaszoka nie powinna prowadzić dopingu, wywieszając konkretne hasło zamiast flag. Totalny brak reakcji po przegranej z ruchem to blamaż. Niestety doszło do błazenady, w której to kibice z blaszoka bronią się, że śpiewali dla siebie. Po czym przy stanie 1-2 przestali śpiewać. Jeżeli mówimy, że piłkarze nie byli świadomi powagi meczy z chorzowskimi, to także ekipa z blaszoka nie jest świadoma tego jak powinni się zachować. Nie dziwię się, że ludzie uciekają z blaszoka. Niejednokrotnie nietrafione przyśpiewki, zamiast mobilizować piłkarzy przy przewadze gości, to na blaszoku fiesta. Brak deprymowania przeciwnika, gwizdów buczenia, kiedy jest potrzebne aby wybić gości z rytmu. W latach 90-tych był młyn i doping adekwatny do gry. Teraz coś się chłopakom z blachy pomieszało i te ciągłe pozdrowienia…..Oczy bolą jak się czyta, że w meczu z Tychami spełnili swój obowiązek….dopingując. Pomieszanie z poplątaniem.

  6. Avatar photo

    Irishman

    22 maja 2018 at 07:07

    My to w ogóle jesteśmy na dnie i nie tylko jeśli chodzi o sprawy sportowe. Piłkarze „grają dla siebie” i nie przeszkadza to władzom klubowym. Ale dlaczego miało by przeszkadzać skoro one „nie są od tego żeby spełniać życzenia i żądania”. No więc dlaczego mamy potępiać tych, którzy „kibicują dla siebie”. I tylko GieKSy żal, bo ta… od lat, niedostrzegalnie, bardzo powoli ale systematycznie umiera nam w biały dzień.
    Nawet Shellu pisze „powtórka z rozrywki”. Jak powtórka? rok temu najedliśmy się co prawda wstydu ale nie takiego jak teraz w derbach. I nie chodzi mi tu o Tychy, które kibicowsko dla mnie nic nie znaczą, choć piłkarsko, a przede wszystkim jeśli chodzi o stadion to jesteśmy przy nich kolosem na glinianych nogach. Ale dać się upokorzyć:
    – po pierwsze chorzowskim;
    – po drugie jednej z najsłabszych drużyn praktycznie witającej się z I liga;
    – po trzecie licealistom?!?!?!?!
    I bez żadnej reakcji z naszej strony! I nie chodzi mi już nawet o doping ale, żeby nie można było nawet wywiesić jakiegoś transparentu?????

  7. Avatar photo

    Irishman

    22 maja 2018 at 07:09

    EDIT:
    Oczywiście miało być „praktycznie witającej się z II ligą””

  8. Avatar photo

    misiek

    22 maja 2018 at 08:45

    Sorki, może będę brutalny. Dlaczego tak krytykujecie ludzi z blaszoka samemu nic nie robiąc. Piszecie że nie wywiesili żadnego transparentu, że nic nie zrobili. Niech każdy z nas uderzy się w piersi co zrobił (pomijam tutaj Shella bo On robi bardzo dużo). Nie mówmy że inni nic nie zrobili samemu nic nie robiąc. To jest takie „POLSKIE” – krytyka innych. Jesteśmy w tym mistrzami…

  9. Avatar photo

    q2

    22 maja 2018 at 14:42

    @Misiek pozwolę sobie odpisać na Twój komentarz, bo widzę, że albo nie rozumiesz sytuacji albo jesteś mocno związany z ekipą z Blaszoka i starasz się nie dostrzegać problemu. Tak nie zrobiłem nic, ponieważ nieważne co bym wcześniej napisał i tak moje zdanie odnośnie oprawy, czy jej braku by się nie liczyło. (Bo nie ja decyduje o dopingu). Tacy jak ja, pisali już 2 sezony temu, że coś nie gra. Zamiast zastanowić się, to następował atak, z tekstami, że sramy do własnego gniazda. Często pojawiały się wpisy, że dla nas nic się nie zmienia, my jedziemy dalej. No i dojechaliśmy do czarnej dupy! W meczu z tyskimi wystarczyło nie wywieszać fan i nie prowadzić dopingu. Proste? Tak ale nie u nas. Pomimo niebywałej kompromitacji, ktoś z blachy zadecydował, że będzie niby doping. (żenada). Paranoja a wiesz dlaczego? Ponieważ brak dopingu jest zarazem brakiem zgody na tak przepierdalane mecze. Bez walki, bez jakiegokolwiek zacięcia. Pokazuje innym, że kibice są niezadowoleni i sytuacja wymaga zmian. Jest informacją puszczoną w eter! Przyjrzyjmy się jak jest u nas? Sielanka na blaszoku i udawanie, że kompromitacja nie miała miejsca. Niby doping dla samych siebie ale kończy się po bramce na 1-2? Dlaczego nie trwał w takim razie do końcowego gwizdka?? Błazenada na całego, wywołująca śmiech i politowanie zarazem u osób, które obserwowały cały cyrk. Do tego zero gwizdów na przywitanie aby wybić z głowy kolejne kompromitacje u naszych kopaczy. Brak także deprymowania przeciwnika w przypadku jego przewagi. U nas na blaszoku jest zabawa! np. przegrywamy w jakimś meczu a młynowy zapodaje „Ja kocham GieKSę lololololo” jakbyśmy wygrywali 3-0 i świętowali. W zasadzie to ta piosenka nadaje się dla dzieciaków na główną. Blaszok w latach 90-tych ostro gwizdał jak przeciwnik miał przewagę, gwizdał jak goście byli przy piłce i robili niebezpieczną akcję. Podgrzewał do walki swoich piłkarzy a w przypadku słabszej gry, jasno dawał do zrozumienia kto na „twierdzy bukowa” powinien wygrać. Niejednokrotnie z blaszoka szło „Co wy robicie ? GKS co wy robicie?!” lub „Ku…a mać GieKSa grać”. Pozwolę sobie przypomnieć mecz z Bordeaux, na blaszoku panował tumult i wrzawa, istny kocioł. Gwizdy dla piłkarzy francuskich aby zesrali się w tym meczu na miętowo i silne wsparcie dla naszych gwiazd. Jak jest teraz? To widać gołym okiem, co niektórzy czują się spełnieni, bo swoje zrobili….. eeeecchhhh. Czysty narcyzm bez zastanowienia się nad istotą problemu.

  10. Avatar photo

    a

    22 maja 2018 at 18:42

    g2 masz w 100% racje.

  11. Avatar photo

    Irishman

    23 maja 2018 at 13:04

    Jasne, już widzę, jakby mnie wpuścili na boisko, żebym se kurde jakiś transparent wywiesił 😉 😉 😉

    I to nie chodzi, że się dowalam do kogoś, kto robi 100 razy więcej niż ja mogę zrobić. I tu też nie chodzi o sam doping, bo tu mogę zrozumieć Juniora, że on po prostu uważa, że to jego obowiązek wobec klubu, NIE WOBEC PIŁKARZY..PRZEPRASZAM, WOBEC „ZAWODNIKÓW”! Tylko, że my kibice, nie robiąc nic, jako całość daliśmy po prostu sygnał, że dla nas nic się nie stało. I to jest wręcz przyzwolenie na coś takiego w przyszłości.

  12. Avatar photo

    q2

    24 maja 2018 at 09:31

    Zgadzam się z Tobą Irishman. W ostatnim meczu na bukowej powinniśmy zaśpiewać sarkastyczne: Auf Wiedersehen! W końcu liczę na to ze pożegnamy ostatecznie całą ekipę i zastąpimy ich pilkarząmi z ambicją.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Sosnowcu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.

Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.

W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.

W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.

ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)

1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02

ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.

GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Witek: Każdy może zostać mistrzem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.

Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.

We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.

Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.

Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.

Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.

Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.

Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.

Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: wyrwano nam dwa trzonowce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Trudno w to uwierzyć patrząc na termometry i śledząc prognozę pogody, ale w piątek punktualnie o 18:00 zacznie się wiosna. Wiosna w Ekstraklasie. Pierwszym jej akcentem będzie gwizdek na KGHM Zagłębie Arenie, gdzie naprzeciw siebie staną górnicze ekipy z Lubina i Katowic. Czy pogoda może spłatać figla i pokrzyżować nam plany? Sprawdził to dla nas Michał Szczygieł, autor felietonów w serwisie zaglebiak.com, którego zapytaliśmy także o formę Miedziowych na progu rundy, personalne zawirowania i starych znajomych, którzy znów spotkają się w Lubinie.

Ilekroć miałem okazję rozmawiać z sympatykami Zagłębia przez naszymi meczami, najczęściej wyczuwałem obawy, niepewność, a nawet pesymizm. Tak było wiosną, gdy Zagłębie walczyło o każdy punkt potrzebny do utrzymania, tak też było jesienią, gdy wielu ekspertów wskazywało na Miedziowych jako głównego kandydata do spadku. Rzeczywistość okazała się inna i dziś bliżej wam do czołówki niż czerwonej strefy. Jakie emocje towarzyszą ci na kilka dni przed inauguracją rundy?
W Lubinie zawsze jest dynamicznie, ale ja – chyba z racji wieku – wysiadłem już z tej kolejki, która pędzi po sinusoidzie emocji i nie daję się porwać nastrojom, że gdy jest dobrze, to za chwilę będziemy mistrzami świata, a jak robi się gorzej, to najlepiej wszystko zaorać. Piłka nożna, szczególnie w wydaniu ekstraklasowym, to taka dyscyplina sportu, w której należy utrzymywać pewną dozę dystansu i nie inaczej jest u nas. Owszem, przed sezonem miałem pewne obawy, ale w rozmowach z osobami blisko klubu dało się wyczuć pewien spokój, dlatego nie byłem aż tak przestraszony jak niektórzy. Było sporo zmian i spodziewałem się Zagłębia w innym wydaniu niż za Włodarskiego czy Fornalika. Rzeczywistość to potwierdziła – wiedziałem, że w tej drużynie jest jakość i jeżeli wszystko się dobrze poukłada, to nie będzie taki diabeł straszny. Mimo to patrząc w tabelę nie popadam w hurraoptymizm, podobnie jak nie załamywałem się w poprzednim sezonie, gdy ostro walczyliśmy o utrzymanie.

Niewielu znajdzie się takich, którzy typowaliby Zagłębie jako kandydata do europejskich pucharów, a tak dzisiaj wygląda wasza sytuacja. Jest w tym więcej wyników ponad stan czy konsekwentnej pracy, która dała takie, a nie inne owoce?
Wszystkiego po trochu. Patrząc przez pryzmat suchych statystyk wyniki są ponad stan, bo nie uważam, abyśmy byli dziś piątą siłą ligi. Z drugiej strony biorąc pod uwagę zestawienie bezpośrednich pojedynków, to w pokonanym polu zostawiliśmy praktycznie całą czołówkę: Lecha, Raków, Górnika czy Legię, także Jagiellonia nie potrafiła nas złamać. Dlatego nie mamy się czego wstydzić, jeśli chodzi o jesień. Punkty pogubiliśmy gdzie indziej, choćby w Katowicach. Dziś trudno jednoznacznie ocenić siłę tej drużyny, która jeśli ma dobry dzień, to postawi się każdemu, ale może też niespodziewanie dostać w łeb.

W ostatnim czasie Zagłębie trenduje w mediach sportowych za sprawą transferowej sagi Leonardo Rochy – jednej z najjaśniejszych postaci rundy jesiennej w Lubinie. Jak sobie wyobrażasz tę drużynę bez Portugalczyka?
Nie byłbym jeszcze tak kategoryczny w ocenie sytuacji z Rochą. Widzę, co pisze się w mediach, ale pewne sprawy mogą się jeszcze niespodziewanie zmienić. Nie ulega wątpliwości, że jego transfer był gamechangerem i wniósł on do naszej drużyny sporo jakości. Z marszu wszedł do pierwszego składu i od razu było widać, że jest to zawodnik, wokół którego można układać resztę zespołu. Jego prawdziwą wartość, a przede wszystkim wartość drużyny będzie można realnie ocenić, jeśli Leonardo faktycznie wiosną u nas nie zagra. Paradoksalnie może się okazać, że forma Rochy przełożyła się na skok jakościowy całego zespołu. Będzie szkoda, jeśli go zabraknie, ale nie ma ludzi niezastąpionych i mam nadzieję, że nawet w innym składzie osobowym Zagłębie będzie w stanie grać dobrze w piłkę.

Zawirowania wokół tego transferu mają podłoże czysto finansowe, czy też główną rolę odgrywają kwestie formalne, o których dużo się mówi w kontekście zarządzania Zagłębiem?
Raków wyciągnął asa z rękawa w postaci skrócenia wypożyczenia i wiem, że robiono wiele, aby Rocha został w Lubinie. Pewnego pułapu możemy jednak nie przeskoczyć. Sam proces zarządzania Zagłębiem jest dużo bardziej skomplikowany niż się wydaje i mówił o tym Michał Żewłakow, który przychodząc tutaj kilka lat temu w roli dyrektora sportowego inaczej wyobrażał sobie swoją pracę. Moim zdaniem trudności z transferem Rochy miały podłoże czysto finansowe – nie tyle o kwotę odstępnego, którą pewnie jakoś byśmy przełknęli, lecz całościową wysokość kontraktu. Domyślam się, że plan na to wypożyczenie zakładał wyłożenie większych środków latem, natomiast Raków wykorzystał zapisy umowy i trzeba było reagować już teraz. Klubowi działacze wciąż szukają sposobu na zatrzymanie Rochy w Lubinie, zobaczymy co przyniosą najbliższe dni.

Na liście transferów wychodzących znalazł się też Mateusz Wdowiak, który zamienił Lubin na Katowice. Jak oceniasz jego pobyt w Zagłębiu i czy ten transfer będzie dla nas wzmocnieniem?
Pobyt Wdowiaka w Lubinie miał dwa oblicza. Kiedy trafił do nas z Rakowa, był wartością dodaną i swoją postawą wnosił wiele pozytywnej energii do całego zespołu. Aby pokazać pełnię swoich możliwości, musiał być jednak w pełni zdrowy i w rytmie meczowym. Jego drugą twarz zobaczyliśmy pod koniec poprzedniej rundy, kiedy wracał po urazach i stracił miejsce w podstawowym składzie. Wydaje mi się, że stracił też w oczach trenera, bo było po nim widać brak tego rytmu. Leszek Ojrzyński jest typem szkoleniowca, który jeśli zaufa zawodnikom, to ich się trzyma, a dokonuje tylko niezbędnych zmian. Gdy Mateusz wypadł na dłużej, jego pozycja w hierarchii spadła i ciężko mu było ją odbudować. Dlatego poszukał dla siebie nowego otwarcia i jeśli wróci do dyspozycji, którą miał u nas na początku i poczuje wsparcie sztabu oraz drużyny, to nie będziecie żałować, że do was dołączył.

Przygotowań do rundy nie ułatwiają wam też kontuzje – niedawno pojawiła się informacja o urazach Marcela Reguły i Cypriana Popielca. Jak duża to dla was strata?
Cyprian Popielec to prospekt – wielki talent, po którym wiele sobie obiecujemy. Mówiło się o nim dużo w kontekście zainteresowania ze strony Jagiellonii, ale to wciąż młody chłopak, który potrzebuje czasu, aby wskoczyć na pułap ekstraklasowy. Jest plan na to, aby go z tą Ekstraklasą coraz mocniej oswajać, natomiast nie jest to temat na dzisiaj. Dlatego ta strata nie jest aż tak duża, bo dziś nie jest jeszcze zawodnikiem pierwszego wyboru. Inaczej wygląda sytuacja Marcela Reguły. Być może zabrzmi to kontrowersyjnie, ale moim zdaniem brak Reguły może być większą stratą niż brak Rochy.

Reguła dał się nam we znaki w jesiennym meczu w Katowicach, zdobywając pierwszego gola. Można stawiać go w gronie największych ekstraklasowych talentów?
Już dziś Marcel budzi zainteresowanie ze strony największych europejskich marek. Z drugiej strony skauci najlepszych klubów obserwują setki młodych chłopaków w całej Europie, nie zmienia to jednak faktu, że nazwisko Reguła jest wpisane w kajety wielu z nich. Na szczęście najbliższe otoczenie Marcela mądrze podchodzi do rozwoju jego kariery. Wiadomo, że jeśli ktoś rzuci na stół miliony euro, to nikt nie przejdzie obok takiej oferty obojętnie. Natomiast zapytania i oferty na niższe kwoty raczej wylądują w koszu. Marcel pokazał, że jest w stanie grać na wysokim poziomie – nie przesadzę, jeśli powiem, że europejskim. Ma w sobie coś wyjątkowego i jest w tym uroczo bezczelny, czym kupuje sympatię kibiców. Jeśli zdrowie mu dopisze i będzie słuchał mądrych doradców, to jeszcze o nim usłyszymy, nawet w kontekście reprezentacji.

Na przeciwległym biegunie, jeśli chodzi o metrykę, znajdziemy w waszej kadrze starego znajomego. Czy Arek Woźniak będzie musiał łatać kadrowe dziury w ataku Zagłębia po odejściu Rochy i kontuzji Reguły?
Rola Arka w Zagłębiu wykracza daleko poza boisko i sprowadzanie jej do kwestii stricte piłkarskich byłoby dużym uproszczeniem. Znam go osobiście i nieraz rozmawialiśmy – mało jest takich piłkarzy, którzy niezależnie ile otrzymają ciosów, to za każdym razem się podnoszą i zawsze są gotowi walczyć. Doskonale o tym wiecie, że Arek serducho ma i pomaga drużynie, jak tylko potrafi. Jeśli trener będzie go potrzebował, to wyjdzie na boisko i da z siebie wszystko, ale jego rola w szatni jest dużo szersza: motywuje i dba o młodszych piłkarzy, często pewnie goni ich do pracy, ucząc przywiązania do Zagłębia. Wiem, że Arek myśli już o nowej roli, jaką po karierze chciałby pełnić w klubie i do tego się przygotowuje. Taki piłkarz jest w szatni nie do przecenienia. Od powrotu do Lubina wciąż czeka na swoją bramkę w Ekstraklasie i mam nadzieję, że będzie mu to dane, bo chciałbym jeszcze raz zobaczyć jego radość. Gdzie, jak nie w domu?

Przy całym szacunku i sympatii dla Woźniaka mam nadzieję, że nie wydarzy się to w piątek. Nieco inaczej potoczyły się losy innego waszego wychowanka, który zdaje się znalazł w Katowicach drugi dom. Czy Adrian Błąd jest jeszcze miedziowy, czy już bardziej trójkolorowy?
Odbijając piłeczkę, mam nadzieję, że Adrian też nie błyśnie zanadto w piątek. A mówiąc serio, można się w wielu miejscach czuć jak w domu, ale dom jest tylko jeden. Wiem, że po tylu latach jest już jednym z was i na pewno czuje się dobrze w Katowicach, mimo to w głębi serca na pewno pozostanie miedziowy. W okresie gry w GieKSie zapracował na szacunek i myślę, że działa to w obie strony. Pojedynek z Zagłębiem może być dla niego jednym z trudniejszych pod względem emocji, natomiast nie po raz pierwszy stanie naprzeciw nas w innych barwach. Sentymentów więc nie będzie, a zdarzało się, że wychowanek grający w innym klubie strzelał nam gole. Oby Adrian nie musiał hamować radości z gola w piątek w Lubinie.

Leszek Ojrzyński to nadal trener-strażak czy już bardziej budowniczy?
Runda jesienna pokazała, że łatka strażaka przestała pasować do Leszka Ojrzyńskiego. W poprzednim sezonie miał tylko kilka kolejek, by odkręcić drużynę, więc z miejsca odpalił tryb „wojna” i uratował klub przed spadkiem. To, co sprawdziło się w tamtym momencie, w nowym sezonie uległo widocznej zmianie. Patrząc na to, jak i kim Ojrzyński gra, można dojść do wniosku, że wykorzystał szansę, jaką dostał w Lubinie, aby pokazać, że jego warsztat to coś więcej niż przezwyciężanie kryzysów. Trener nie bał się stawiać na młodych, jak choćby Regułę, który wszedł do Ekstraklasy z drzwiami, futryną i kawałkiem ściany, a do składu wskoczyli też Kocaba, Kolan czy Orlikowski. Runda jesienna pokazała, że trener ma do zaoferowania dużo więcej: pod jego wodzą potrafiliśmy grać fantastyczne mecze, o czym mogliście się przekonać na własnej skórze. I nawet jeśli jego misja w Lubinie prędzej czy później się zakończy, to moim zdaniem nie zabraknie chętnych, aby skorzystać z jego usług w innym klubie.

Jesienią podzieliliśmy się punktami w Katowicach, a z przebiegu meczu to raczej my mogliśmy być bardziej zadowoleni. Jak wspominasz ten pojedynek?
Miałem okazję być na tym meczu i po pierwszej połowie nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Tak grające Zagłębie zaskoczyło nawet mnie, a byłem przekonany, że potrafimy sporo. Podsumowując rundę jesienną miałem okazję porozmawiać z Rafałem Mazurem, trenerem przygotowania motorycznego, który stwierdził, że był to nasz najbardziej energetyczny mecz w rundzie. Mimo że warunki były ciężkie, spotkanie mogło się podobać także postronnym obserwatorom. Do dziś próbuję zrozumieć, co się stało z naszą drużyną w przerwie. Za pewne błędy się płaci, a Leszek Ojrzyński miał ogromne pretensje do zespołu za postawę w drugiej połowie, bo nie można wypuszczać z rąk zwycięstwa w takich okolicznościach. Jest to jeden z tych meczów, w których strata punktów boli najbardziej – mając dziś dwa oczka więcej bylibyśmy na podium. Taka jest jednak piłka i podobne sytuacje będą się czasem zdarzać. Mimo wszystko gdybyśmy w piątek zobaczyli równie intensywny i emocjonujący mecz, to raczej nikt nie miałby nic przeciwko.

Są na to szanse? Jak Twoim zdaniem zaprezentuje się Zagłębie zarówno w naszym meczu, jak i w całej rundzie?
Nasza postawa w tej rundzie stoi pod dużym znakiem zapytania, bo cały plan przygotowań był w jakimś stopniu układany pod kątem pozostania Leonardo Rochy w Lubinie, więc obecna sytuacja z pewnością pokrzyżowała sztabowi szyki. W piątek spodziewam się meczu zachowawczego z naszej strony, szczególnie że ze składu wypadł też Marcel. Tym samym w porównaniu do jesieni wyrwano nam dwa trzonowce, co w każdej drużynie nie pozostałoby bez konsekwencji. Trener Ojrzyński na pewno podejdzie do tego pojedynku ostrożniej niż w Katowicach, ale z drugiej strony raczej nie pozwoli na to, aby drużyna się cofnęła i tylko czekała, co zrobi GKS. A jak będzie wyglądała reszta rundy? Nie potrafię odpowiedzieć, bo wiele jeszcze może się zmienić w tym okienku. W gabinetach, nawet w tej chwili wiele się dzieje (już po naszej rozmowie Zagłębie ogłosiło transfer Sebastiana Kowalczyka – przyp. red.), ponadto mam nadzieję, że szybko do gry wróci Marcel Reguła. Co więcej, jest kilku zawodników obecnej kadry, którzy wiosną muszą udowodnić swoją przydatność. Mam tu na myśli przede wszystkim Kubę Sypka i Kajetana Szmyta – obaj muszą dać z siebie więcej. Do gry wraca też Damian Dąbrowski – jest to Zagłębiak, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników, który odpowiada za tempo gry, więc powinien dać więcej spokoju w rozegraniu. Trudno też będzie zagrać całą rundę samym Kossídisem, dlatego spodziewam się transferu przynajmniej jednego napastnika. Nawet jeśli zabraknie Rochy, ale nowy napastnik wkomponuje się w zespół równie szybko co Leonardo, to nadal będziemy groźni dla każdego.

Skoro już bawimy się w przewidywania, to coraz głośniej mówi się o kolejnym ataku zimy i nadciągających siarczystych mrozach. Czy istnieje jakiekolwiek ryzyko, że powtórzy się sytuacja z Białegostoku i w piątek zaliczymy pusty przelot do Lubina? A jeśli zagramy bez przeszkód, to jakim wynikiem zakończy się nasz mecz?
Z racji moich zainteresowań jestem na bieżąco z prognozami pogody. Moim zdaniem nie ma żadnego zagrożenia dla rozegrania naszego meczu – może się pojawić lekki mróz, ale w granicach 1-2 stopni. Zapowiadana fala ochłodzenia nie zdąży do nas dotrzeć do piątku, gorzej ma być w okolicach niedzieli. Tutaj więc nie będzie żadnych niespodzianek. Natomiast co do wyniku chciałbym, abyśmy nie przegrali. To będzie dla nas trudny mecz i dobrze, że zaczynamy rok u siebie. Serce chciałoby wygranej, natomiast rozum dyktuje remis po ciekawym meczu, który wleje w serca kibiców w Lubinie nieco otuchy, że nie jesteśmy skazani na pożarcie w tej rundzie. Tabela jest płaska i jeśli któryś zespół złapie serię zwycięstw, zyska spokój w tabeli. Natomiast kilka porażek może dorzucić dodatkowy ciężar na barki drużyn walczących o utrzymanie. Moim zdaniem GKS to nie jest zespół, który powinien na dłużej zaplątać się w walkę o bezpieczne lokaty, natomiast wszystko rozstrzygnie się na boisku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga