Piłka nożna
Minusy po Tychach
Ten artykuł, jak i większość pozostałych – nie ma sensu. Kieruje nami tylko kronikarski obowiązek. Wszystko wychodzi poza sferę piłkarską, więc merytoryczne podchodzenie do sprawy mija się z celem. I będziemy to powtarzać ciągle.
Minusy:
– Utrata szans – … no dobra, nie bądźmy śmieszni. To nie mecz z Tychami zadecydował o tym, że awansu nie będzie. Powiemy więcej. O tym nie zdecydował żaden konkretny mecz.
– Powtórka z rozrywki – drwią sobie z nas kibiców. Rok temu przerabialiśmy dokładnie ten sam scenariusz.
– Jacek Paszulewicz – jak na razie mimo wszystko nie widzimy tej jego twardej pięści. Kat tylko na papierze. Na konferencji wypowiadał się tak, jakby to był po prostu przegrany mecz i przegrany awans. Nic wielkiego się nie stało.
– Pat, a nie kat – jesteśmy w dupie. I prawdopodobnie będziemy, bo trudno się spodziewać, że wylecą wszyscy aktorzy z zeszłorocznego tańca w Gudziądzu i całego obecnego sezonu.
– Kibice – jeśli niektórzy nie wyjdą ze szklanej bańki swojego kibicowskiego idealizmu polegającego na tym, że choćby piłkarz przyznał się, ze sprzedaje mecze, to i tak będziemy go dopingować – wiele się w tym klubie nie zmieni.
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.
Piłka nożna
Górak: Z tak ambitną grupą jeszcze nie pracowałem
Przed meczem z Lechią Gdańsk odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz pomocnik Sebastian Milewski.
Michał Kajzerek: Bilety na mecz z Lechią są cały czas w sprzedaży. Sebastianie, ostatnio świetna forma, jaki proces przeszedłeś, by uzyskać taki poziom?
Sebastian Milewski: Kluczowy był okres przygotowawczy w Turcji, to zaowocowało tym, że jestem tak dobrze przygotowany do rundy.
Rafał Górak: Rywal bardzo dobry, mocno punktujący, choć rozpoczął na minusie. To drużyna absolutnej czołówki, zdobyła do tej pory najwięcej bramek. Przyjeżdża drużyna dobra na wielu płaszczyznach, ustawiona taktycznie i przygotowana motorycznie. Nie bez przyczyny ma na swoim koncie tyle punktów.
Z powodu kartek nie zagrają Arkadiusz Jędrych i Alan Czerwiński, jak ich zastąpić?
Wszystko się rozstrzygnie wśród tych obrońców, których mamy. W jaki sposób na ten mecz wyjdziemy, jeszcze nad tym pracujemy, aby to dobrze funkcjonowało. Mieliśmy już takie momenty, gdy Arka nie było, w grach kontrolnych. Jesteśmy na tę okoliczność przygotowani, będę trzymał kciuki za zawodników, którzy tę szansę dostaną.
Historycznie trzeba się naprawdę daleko cofnąć, bo aż do 2023 roku, gdy Arkadiusz Jędrych musiał pauzować.
Często rozmawiamy o różnych rzeczach, Arek jest najlepszym wykładnikiem. Jeśli ktoś miał cel, musi mieć pomost, dyscyplinę. Dyscyplina kolegi Jędrycha jest na najwyższym poziomie, kapitan zespołu. Świeci przykładem, ma w sobie dużą pokorę i wyciąga wnioski z błędów. Mam ogromną satysfakcję, że rozwinął się w taki sposób.
Kto wystąpi z opaską kapitana?
Mamy swoją hierarchię, poinformuję drużynę o tym fakcie. Przygotowujemy się do rzeczy najważniejszych, opaskę ktoś na pewno przejmie.
Czujesz presję, że musisz dorównać Oskarowi Repce?
Sebastian Milewski: Wiadomo, jakim Oskar był zawodnikiem. Ja jestem trochę innym typem piłkarza. Moja gra będzie wyglądała inaczej, bo mam inne cechy boiskowe.
Razem z Mateuszem Kowalczykiem jesteście uznawani za najlepszy duet pomocników w Ekstraklasie.
Ta współpraca jest na wysokim poziomie, ale musimy nadal nad tym pracować. W Ekstraklasie jest wielu dobrych zawodników i możemy od nich podpatrywać niektóre elementy.
Czy ktoś jeszcze będzie niedostępny w tym meczu?
Rafał Górak: Wydaje mi się, że do dyspozycji dostępna będzie cała ekipa.
Patrzycie już w górę tabeli?
Mamy ambitne cele, najambitniejsze z możliwych. Wiemy, jak wygląda tabela. Mecz z Lechią będzie mocnym wyzwaniem, trudnym egzaminem. Wiosnę rozpoczęliśmy mocno, mamy dużo pozytywnej energii. Z tak ambitną grupą ludzi jeszcze nigdy wcześniej nie pracowałem.
Słabym punktem był mecz z Arką. Trójmiasto ma znaczenie?
Było ciężko, nie poradziliśmy sobie. W pewnym momencie straciliśmy prowadzenie i punkty nam się wymknęły. Wyciągnęliśmy z tego wnioski i w Radomiu zagraliśmy lepiej. Nie łączymy tych faktów, że oni są z górnych rejonów Polski.
Pojawia się obawa, że w końcu przyjdzie słabszy mecz?
Sebastian Milewski: Nie, chcielibyśmy punktować jak najdłużej, początek rundy był co najmniej dobry. Tak jak wszyscy widzimy, ten sezon jest na tyle szalony, że każdy punkt będzie na wagę złota.
Jaki będzie klucz do tego, by uzyskać dobry wynik?
Słyniemy z tego, że mamy szczelną defensywę. W tej kwestii nic się nie powinno zmienić. Zdajemy sobie jednak sprawę, jaką siłę ofensywną mają zawodnicy Lechii. W każdej sytuacji koncentracja będzie kluczowa, potrafią robić przewagę w każdej akcji. Musimy pokazać swoją mądrość w tym meczu.


misiek
21 maja 2018 at 12:19
Shellu, czy chciałbyś aby kibice okazali swoje niezadowolenie i zachowali się jak w Poznaniu? Za doping wielki szacun dla nich.
Może mimo wszystko warto zastanowić się czy po prostu ich umiejętności nie są takie jakie są czyli mizerne … i stać ich na kilka meczy w rundzie aby zagrać na wyżynach ale później muszą przyjść niziny…. Z jakiegoś powodu grają u nas a nie w ekstraklasie.
To że część z nich nie jest walczakami też dobrze wiedzieliśmy od początku odkąd się u nas znaleźli. Nie mniej ktoś ich ściągnął do GieKSy.
Pozostaje dla mnie kwestia Prokicia – dla mnie to kuriozalna sytuacja gdzie piłkarz „walczy” u nas o awans wiedząc że po sezonie przejdzie do innego zespołu który tez może awansować… co dla niego lepsze sami sobie odpowiedzcie…
mekail
21 maja 2018 at 13:45
Za doping to właśnie Lechowi należy się szacunek, oprawę mieli świetną. Dzięki pokazaniu charakteru przez kibiców, w Poznaniu coś się zmieni. „Niezadowolenie”, o którym pisze misiek, to inna sprawa. Chłopaki z Lecha po prostu nie zdzierżyły wizji mistrzowskiej fety Legiuni na własnym stadionie.
A u nas kolejny raz wszystko zamiatane jest pod dywan. Po prostu „nic się nie stało, GKS nic się nie stało”. Przypomnijcie sobie czasy Irka Króla, jak się chce, to można Panów piłkarzy zmotywować.
A ze spraw piłkarskich. Wpuszczanie dalej Prokicia (który ma po bałkańsku na wszystko wylane) i Słabego (którego najlepiej charakteryzuje nazwisko) to sabotaż trenera. Tu chyba wszyscy się zgadzamy. Mnie osobiście nie podoba się jednak sposób pożegnania z jednym z kozłów ofiarnych Paszulewicza – Grześkiem Goncerzem. O Złotych Bukach zapomnieliście, o 50 bramkach też? Szkoda chłopaka, bo – mimo tego, że jest w dołku z formą – to grał przez wiele lat, a co najważniejsze: jak był u szczytu formy i bramy strzelał na zawołanie, to jednak został zamiast iść do ekstraklasy. Zmarnował sobie karierę w klubie porażek, a nawet nikt mu dziękuję nie powiedział? Grzesiek ja Ci życzę powodzenia!
Mecza
21 maja 2018 at 13:59
Ja nie kibicuję słabym piłkarzom a klubowi GKS. Jakiś dziwny ten minus o kibicach. Nie wszystko jest złe. Co do piłkarzy to oni gdzieś mają ten doping co pokazali w ostatnich tygodniach. Kibicuje się klubowi, nie im.
Shellu
21 maja 2018 at 14:07
Tak, zwłaszcza śpiewanie:
„Wygraj GieKSo, wygraj
Walcz, sił nie oszczędzaj
Cały stadion czeka
Na twój goool
hej, hej, hej hej”
To nie jest doping dla pilkarzy.
q2
21 maja 2018 at 18:04
Niestety Shellu ma tutaj rację. Tu nie chodziło o wybieganie na boisku, wszczęcie burd, przerywanie meczu. Po największym upokorzeniu z chorzowem, ekipa z blaszoka nie powinna prowadzić dopingu, wywieszając konkretne hasło zamiast flag. Totalny brak reakcji po przegranej z ruchem to blamaż. Niestety doszło do błazenady, w której to kibice z blaszoka bronią się, że śpiewali dla siebie. Po czym przy stanie 1-2 przestali śpiewać. Jeżeli mówimy, że piłkarze nie byli świadomi powagi meczy z chorzowskimi, to także ekipa z blaszoka nie jest świadoma tego jak powinni się zachować. Nie dziwię się, że ludzie uciekają z blaszoka. Niejednokrotnie nietrafione przyśpiewki, zamiast mobilizować piłkarzy przy przewadze gości, to na blaszoku fiesta. Brak deprymowania przeciwnika, gwizdów buczenia, kiedy jest potrzebne aby wybić gości z rytmu. W latach 90-tych był młyn i doping adekwatny do gry. Teraz coś się chłopakom z blachy pomieszało i te ciągłe pozdrowienia…..Oczy bolą jak się czyta, że w meczu z Tychami spełnili swój obowiązek….dopingując. Pomieszanie z poplątaniem.
Irishman
22 maja 2018 at 07:07
My to w ogóle jesteśmy na dnie i nie tylko jeśli chodzi o sprawy sportowe. Piłkarze „grają dla siebie” i nie przeszkadza to władzom klubowym. Ale dlaczego miało by przeszkadzać skoro one „nie są od tego żeby spełniać życzenia i żądania”. No więc dlaczego mamy potępiać tych, którzy „kibicują dla siebie”. I tylko GieKSy żal, bo ta… od lat, niedostrzegalnie, bardzo powoli ale systematycznie umiera nam w biały dzień.
Nawet Shellu pisze „powtórka z rozrywki”. Jak powtórka? rok temu najedliśmy się co prawda wstydu ale nie takiego jak teraz w derbach. I nie chodzi mi tu o Tychy, które kibicowsko dla mnie nic nie znaczą, choć piłkarsko, a przede wszystkim jeśli chodzi o stadion to jesteśmy przy nich kolosem na glinianych nogach. Ale dać się upokorzyć:
– po pierwsze chorzowskim;
– po drugie jednej z najsłabszych drużyn praktycznie witającej się z I liga;
– po trzecie licealistom?!?!?!?!
I bez żadnej reakcji z naszej strony! I nie chodzi mi już nawet o doping ale, żeby nie można było nawet wywiesić jakiegoś transparentu?????
Irishman
22 maja 2018 at 07:09
EDIT:
Oczywiście miało być „praktycznie witającej się z II ligą””
misiek
22 maja 2018 at 08:45
Sorki, może będę brutalny. Dlaczego tak krytykujecie ludzi z blaszoka samemu nic nie robiąc. Piszecie że nie wywiesili żadnego transparentu, że nic nie zrobili. Niech każdy z nas uderzy się w piersi co zrobił (pomijam tutaj Shella bo On robi bardzo dużo). Nie mówmy że inni nic nie zrobili samemu nic nie robiąc. To jest takie „POLSKIE” – krytyka innych. Jesteśmy w tym mistrzami…
q2
22 maja 2018 at 14:42
@Misiek pozwolę sobie odpisać na Twój komentarz, bo widzę, że albo nie rozumiesz sytuacji albo jesteś mocno związany z ekipą z Blaszoka i starasz się nie dostrzegać problemu. Tak nie zrobiłem nic, ponieważ nieważne co bym wcześniej napisał i tak moje zdanie odnośnie oprawy, czy jej braku by się nie liczyło. (Bo nie ja decyduje o dopingu). Tacy jak ja, pisali już 2 sezony temu, że coś nie gra. Zamiast zastanowić się, to następował atak, z tekstami, że sramy do własnego gniazda. Często pojawiały się wpisy, że dla nas nic się nie zmienia, my jedziemy dalej. No i dojechaliśmy do czarnej dupy! W meczu z tyskimi wystarczyło nie wywieszać fan i nie prowadzić dopingu. Proste? Tak ale nie u nas. Pomimo niebywałej kompromitacji, ktoś z blachy zadecydował, że będzie niby doping. (żenada). Paranoja a wiesz dlaczego? Ponieważ brak dopingu jest zarazem brakiem zgody na tak przepierdalane mecze. Bez walki, bez jakiegokolwiek zacięcia. Pokazuje innym, że kibice są niezadowoleni i sytuacja wymaga zmian. Jest informacją puszczoną w eter! Przyjrzyjmy się jak jest u nas? Sielanka na blaszoku i udawanie, że kompromitacja nie miała miejsca. Niby doping dla samych siebie ale kończy się po bramce na 1-2? Dlaczego nie trwał w takim razie do końcowego gwizdka?? Błazenada na całego, wywołująca śmiech i politowanie zarazem u osób, które obserwowały cały cyrk. Do tego zero gwizdów na przywitanie aby wybić z głowy kolejne kompromitacje u naszych kopaczy. Brak także deprymowania przeciwnika w przypadku jego przewagi. U nas na blaszoku jest zabawa! np. przegrywamy w jakimś meczu a młynowy zapodaje „Ja kocham GieKSę lololololo” jakbyśmy wygrywali 3-0 i świętowali. W zasadzie to ta piosenka nadaje się dla dzieciaków na główną. Blaszok w latach 90-tych ostro gwizdał jak przeciwnik miał przewagę, gwizdał jak goście byli przy piłce i robili niebezpieczną akcję. Podgrzewał do walki swoich piłkarzy a w przypadku słabszej gry, jasno dawał do zrozumienia kto na „twierdzy bukowa” powinien wygrać. Niejednokrotnie z blaszoka szło „Co wy robicie ? GKS co wy robicie?!” lub „Ku…a mać GieKSa grać”. Pozwolę sobie przypomnieć mecz z Bordeaux, na blaszoku panował tumult i wrzawa, istny kocioł. Gwizdy dla piłkarzy francuskich aby zesrali się w tym meczu na miętowo i silne wsparcie dla naszych gwiazd. Jak jest teraz? To widać gołym okiem, co niektórzy czują się spełnieni, bo swoje zrobili….. eeeecchhhh. Czysty narcyzm bez zastanowienia się nad istotą problemu.
a
22 maja 2018 at 18:42
g2 masz w 100% racje.
Irishman
23 maja 2018 at 13:04
Jasne, już widzę, jakby mnie wpuścili na boisko, żebym se kurde jakiś transparent wywiesił 😉 😉 😉
I to nie chodzi, że się dowalam do kogoś, kto robi 100 razy więcej niż ja mogę zrobić. I tu też nie chodzi o sam doping, bo tu mogę zrozumieć Juniora, że on po prostu uważa, że to jego obowiązek wobec klubu, NIE WOBEC PIŁKARZY..PRZEPRASZAM, WOBEC „ZAWODNIKÓW”! Tylko, że my kibice, nie robiąc nic, jako całość daliśmy po prostu sygnał, że dla nas nic się nie stało. I to jest wręcz przyzwolenie na coś takiego w przyszłości.
q2
24 maja 2018 at 09:31
Zgadzam się z Tobą Irishman. W ostatnim meczu na bukowej powinniśmy zaśpiewać sarkastyczne: Auf Wiedersehen! W końcu liczę na to ze pożegnamy ostatecznie całą ekipę i zastąpimy ich pilkarząmi z ambicją.