Kibice Piłka nożna
Mój pierwszy mecz na GieKSie…
Nasza redakcyjna rozpiska newsów zawsze zimą przyprawia mnie o delikatny zawrót głowy. Kiedy naczelny przypisuje Cię do jakiegoś dnia i oczekuje tekstu a tematów brakuje, to sytuacja robi się napięta. W zimie zbyt wiele ciekawych rzeczy się nie dzieje, więc o ciekawego newsa trudno. Z pomocą przyszło mi jednak forum GieKSy, na którym nasi kibice opisują swój pierwszy mecz na GieKSie. Można się pośmiać, powspominać i samemu przypomnieć sobie swoją pierwszą wizytę na Bukowej 1. Poniżej najciekawsze w mojej ocenie wpisy:
– Suchy64:
„U mnie nie bylo typowo, bo nie jestem z Katowic, bylem juz stary chop w sumie, chcialem zobaczyc ekstraklase gdzies w okolicy. Bilety dostalem z Canal+, byl kiedys taki bonus dla abonentow jak sie rano w poniedzialek zadzwonilo. Ruch mi sie zawsze zle kojarzyl, Gornik wygladal jak bieda z nedza wtedy, Zaglebia nie cierpialem od kiedy pamietam wiec pojechalem na GieKSe i od razu atrakcje, pamietny mecz z Widzewem.
-KristVB:
„Pierwszy jaki pamiętam (wynik, kibice, reakcje itd.) i przy okazji debiut na Blaszoku 😉 – Jesień 1986r GieKSa :Pogoń Sczecin, 1:1 Bukowa
Pierwszy bez rodzica – Jesień 1988 r – GieKSa : Glasgow Rangers, 2:4 St. Śląski „
-Krzyś:
„Zabrał mnie vater, dostał bilety ze Spółdzielni (kiedyś były takie turniej piłkarskie które urządzała min. SM Górnik dla młodzieży).
Ja wtedy jeszcze kibicem GieKSy nie byłem (wtedy to jako bajtel kibicowałem innemu klubowi w Polsce, ale to inny temat i chyba tylko wytrawni forumowicze wiedzą komu 🙂 ).
To był mecz z Legią wygrany 1-0.
Kibice gości siedzieli wtedy na D (Blaszok), a młyn GKS był na głównej na S6.
Była wtedy jeszcze dziura pod nową Trybunę Północną.
Potem był mecz z Glasgow Rangers (w sektorze szkotów – smrody) i tym meczem właśnie chwyciłem bakcyla na GKS :)”
-Kmwtw:
„Mój pierwszy mecz na Bukowej to 2 listopada 1996 z Górnikiem Zabrze wygranym przez nas 1-0.
Wtedy też została podbita sztama z Banikiem !
Byłem z ojcem na głównej z racji tego, że miałem wtedy 9 lat i to co pamiętam do dziś, to wejście na sektor przy świecących reflektorach, co zrobiło na mnie duże wrażenie.
A jeśli chodzi o samotny wojaż na Bukową to było to w II lidze- sezon 1999-00, graliśmy z Jeziorakiem Iława wygraliśmy 1-0 w samej końcówce. Miałem iść z kumplem po kryjomu nic nie mówiąc rodzicom, ale kumpel coś przekombinował i nie mógł wyjść z domu, więc miałem do wyboru pójść sam albo wrócić do domu, zaryzykowałem i nie żałuję. Pamiętam z tego meczu awanturę z ochroną na blaszoku i oklaski przez nas do ekipy, która ją przegoniła :)”
-Lars:
„Mój pierwszy mecz na Bukowej był w 1996r. z Mołdawią 🙂 na Gieksę poszedłem rok później, Widzew, chyba 2:2. Nigdy nie zapomnę tego jaka to dla mnie była nowość i wydarzenie i nie zapomnę jak w podstawówce uczyliśmy się przyśpiewek na sucho w szkole, wyniki czytało się w telegazecie, a skróty oglądało na tvp3. Wizyta na Bukowej to było jak pasowanie na rycerza/chrzest/przepustka do marzeń. Kurwa, 20 lat… Ile poznanych ludzi, na których można polegać. Mnóstwo wspomnień, odśnieżanie, krzesełka, imprezy, sylwester, srebrny tukan. Tylko raz w życiu rzygałem do reklamówki zawieszonej na uszach…W drodze do Nowej Soli…”
-Cinkowski:
„Mnie na pierwszy mecz zabrał kuzyn z Tauzena. Wygrana za trzy pkt chyba z Jagą 7:1 … 1992 ??
Potem w szkole średniej do klasy chodziłem z chłopakiem co flagę swoją wieszał (nieduża Kostek i Stachu), okazało się wówczas że z Dąbrowy jeździ trochę ludzi …. i tak zostałem …”
-Scarface1964:
„Mój pierwszy mecz : GKS Katowice – Bayer Leverkusen 95r. I pamiętny Ulf Kirsten oraz „Schwarze Wolffe” na sektorze gosci. Jako że byłem malolacik (13lat) na ten mecz wybrałem się z ojcem, wujkiem i „ziomeczkiem” z Giszowca. Z uwagi na range spotkania występ w Pucharze UEFA (ceny) mecz oglądałem z blaszoka. Niezapomniane wrażenia mimo porażki 1-4. Milosc do klubu była od zawsze, ale prawdziwa przygoda zaczęła się od tego dnia. Z owym „ziomeczkiem”
(wlaść. przyjacielem) jeździmy do dziś. Dziś też inaczej wygląda rozkład sił na naszej dzielnicy. Z trojkokolorowym pozdrowieniem GzG!”
-Eric Cantona:
„Mój pierwszy mecz, Legia Warszawa w 1994 roku. Wygrana 3:1, najbardziej utkwiła mi jazda pod kasami, jak Legia z Zagłębiem Sosnowiec albo źle była eskortowana albo zrobili po prostu wjazd pod kasy. Miałem wtedy 7 lat, ojciec mnie z bratem pod pachą ewakuował, taki popłoch był.
Od sezonu 1999 roku, stałem się wtedy tzw. szalikowcem, czyli koszulka, szalik Całe nasze życie, to GKS Katowice i sektor C godzinę przed meczem.
Bilety wtedy na Blaszok po 4 zł, więc jak babcia sypła 20 zł, w głowie wesoły kalkulator, że na 5 meczy do przodu na bilet mam.
Uwierzcie mi, że to były przepiękne czasy. Na Dębie, wielkie żółte plakaty i zrywało się z chirurgiczną precyzją, żeby nie utargać plakatu.”
-BGC64:
„No a tak serio to pierwszy mecz który pamiętam to Wisła Kraków bodajże w 2001 roku. Oczywiście Blaszok z tatą( nie lubiłem chodzić na Blaszok bo chuja widziałem,ale stary mnie siłą ciągnął) była wtedy haja z psiarnią gdzie psy strzelały w dach na Blaszoku i w chuj ludzi pitało pod ławki. Ja się wtedy w chuj bałem i też spierdoliłem pod ławkę, a starszy skakał jak pojebany po Blaszce i pyskował do psiarni, że jak są odważni to go mają zastrzelić i takie tam( ja, syneczek koło 9 lat siedze posrany pod ławką). Prosto ze szpilu poszliśmy do babci która mieszkała obok stadionu, a tam ciotka i mama, więc pierwsze co to szybki donos, że stary pojebany i że nie chce już nigdy na Blaszok, bo psy strzelają, ludzię wariują, ojciec skoko jak małpka. Poszła reprymenda od rodziny i przez pare miesięcy nie zabierał mnie na mecze, ale jakoś mnie zaczęło ciągnąc znowu na szpil, ale oczywiście na główną bo na Blaszoku jedyne co widziałem to plecy innych kibiców, czasami mnie ojciec brał na barana, ale się meczył po 5 minutach, musiał se zakurzyć i ściepywał. Poszliśmy na szpil ze Śląskiem Wrocław na Główną pare miesięcy później i oczywiście zaś była haja. psiarnia strzelała wtedy w Sektor2 jak dobrze pamiętam, bo tam wtedy siedzieliśmy. Generalnie zaś haja. Starszy mnie wtedy ewakuował z trybuny bo zaś siedziałem posrany ze strachu i w ten sposób moja kibicowska kariera na kilka grubych lat została przerwana. Potem co jakiś czas(raz na rok) chodziłem na mecz z ojcem, ale to były jakieś mecze które w ogóle nie zapadły mi w pamięć. Tak samo wcześniejsze mecze, wiem że coś było, ale kompletnie nie wiem co się działo(Blaszok). Potem jakies 11-12 lat temu zaczęły się tworzyć jakieś zbiórki na Bogucicach które ogarniały osoby mniej więcej w moim wieku, przyszła IV liga która wszystkich zmobilizowała i tak już zostałem do dziś. W tych dziecięcych latach zaliczałem więcej hokeja niż piłki nożnej, co na Bogucicach wcale nie jest jakoś specjalnie dziwne i w sumie wydaje mi się, że to hokej bardziej mnie w to wkręcił niż piłka nożna
PS. mogę się mylić co do dat konkretnych meczów, bo nie mam do tego w ogóle pamięci.”
-Szwedzik:
„Na pierwszy mecz pojechałem dzięki kuzynowi z Brynowa, mecz chyba z KSZO, miałem może 8 lat na pewno nie więcej, wsadzali mnie rodzice do PKS Chmielnik i jechałem prawie 2,5 godziny samemu ze Świętokrzyskiego do Katowic gdzie odbierał mnie kuzyn,szliśmy na mecz i od tej pory się zaczęło że takie trasy jako gówniarz przebywałem częściej. Jakiś czas temu zaraziłem tym moja kobietę , siostrę, kuzynów… Czasami nawet się jedzie na dwa auta na mecz,jak tylko jest czas czy to piłka nożna czy siatkówka. Na hokeju nigdy nie byłem. „
-m1964:
„1.09.1984 samotny debiut na meczu u siebie z Łódzkim Klubem Sportowym!
wtedy wyciagnał mnie kumpel z osiedla który smigał ze swoim Ojcem.
z tego co wiem kilku moich Kolegów również debiutowalo na tym szpilu.
wyjazdowo debiutowałem w 1987 roku czyli w tym sezonie miałem 30 lat wyjazdów!!!
w ten piatek moj mlodszy syn Marcel zaliczyl debiut wyjazdowy z Banikiem na slavii!!!”
-Fuhrer:
17 marca 1985 – niedziela. Mecz ze Śląskiem zremisowany 1-1. Tak właściwie, to pół meczu, bo przyszedłem dopiero w przerwie, na drugą połowę. Nie widziałem bramek, bo obydwie padły w pierwszej połowie. Kurde, nie pamiętam w takim razie mojej pierwszej bramki na GieKSie. Nie wiedziałem nawet, gdzie jest dokładnie stadion. Kumple, którzy byli za GieKSą poinstruowali mnie gdzie iść i muszę przyznać, że trafiłem bez problemu. 🙂
A jaki był Wasz pierwszy mecz na GieKSie? Dajcie znać w komentarzach!
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu
Hokej
Powrót, odejścia i plan sparingów
Ostatnie dni i minuty przyniosły garść nowych informacji z obozu hokejowej GieKSy.
Roczny kontrakt podpisał dobrze znany nam już Pontus Englund. Ofensywnie usposobiony obrońca grał w GKS-ie już w sezonie 2024/25. Rosły Szwed zanotował wówczas 21 oczek w 39 meczach sezonu zasadniczego za 9 goli i 12 asyst, a w 17 starciach fazy play-off dorzucił 9 punktów za 2 bramki i 7 asyst. Później przeniósł się do Grenoble występującego we francuskiej Ligue Magnus, a tam łącznie w 58 spotkaniach zdobył 8 goli i zanotował 21 asyst. Teraz jednak już po roku przerwy wraca do Katowic. Witamy ponownie!
Z drużyną pożegnali się natomiast Travis Verveda i Zack Hoffman. Pierwszy spędził w Katowicach 2 sezony, oba zakończone zdobyciem srebrnego medalu. O ile solidnie punktował w rozgrywkach zasadniczych, gdyż w pierwszym roku było to 14, a w drugim 16 oczek, tak nie potrafił tego przełożyć na faze play-off, gdzie najpierw zdobył 3 punkty, a w tym roku 4. Łącznie w barwach GieKSy wystąpił 122 razy. Hoffman natomiast dołączył do GKS-u przed minionym sezonem. W 60 meczach zdobył 3 gole i zanotował 14 asyst. Dziękujemy obu za grę w naszym klubie i życzymy powodzenia w dalszej karierze.
Poznaliśmy także plan przedsezonowych sparingów. 1 sierpnia drużyna spotka się w komplecie na testy, a 2 dni później pierwszy raz wyjdą wspólnie na lód. Tak natomiast prezentuje się lista naszych sparingów:
13 sierpnia: Unia Oświęcim (wyjazd)
15 sierpnia: Unia Oświęcim (Jantor)
18 sierpnia: HK Poprad (wyjazd)
20 sierpnia: HK Poprad (Jantor)
28 sierpnia: Lausitzer Fuchse (Weisswasser)
29 sierpnia: Rostock Piranhas (Weisswasser)
4 września: HC Presov (Liptovsky Mikulas)
5 września: HK 32 Liptovsky Mikulas lub Budapeszt (Liptovsky Mikulas)
10 września: HC RT Torax Poruba (wyjazd)


Berol
13 grudnia 2017 at 19:46
Puchar UEFA 1991 0-1 z belgijskim FC Brugge
Solski
13 grudnia 2017 at 20:51
Mój pierwszy mecz to 1 maja 1986 na śląskim i finał z Górnikiem. Miałem wtedy 11 lat i zabrałem się z osiedla z kolegami (tata kolegi był taryfiarzem i tym samochodem dojechaliśmy na stadion)
W tamtych latach przez Ligotę ciężko było w barwach przejechać. Szalik najczęściej obwijało się wokół brzucha pod bluzą.
A na GieKSie debiut był chyba rok później GieKSa grała z Olimpią Poznań (1:1). Pamiętam, że zabrałem ze soba kumpla (który kibicował Górnikowi Zabrze, ale na Górniku nigdy nie był na meczu) i od tamtej pory został kibicem GieKSy jeżdżącym w późniejszym okresie na większość wyjazdów po Polsce. Przemek (Ruby, Kibol) jak to czytasz to pozdrawiam (Gija)
Solski
13 grudnia 2017 at 20:53
a 18 urodziny obchodziłem na stadionie podczas meczu GieKSy z Benficą
Mecza
14 grudnia 2017 at 08:09
Prawdopodobnie GKS-Pogoń Szczecin w 1986. Co ciekawe najbardziej pamiętam z tego meczu Marka Leśniaka, wygraliśmy chyba 1:0. Młyn był na 5 sektorze, chyba.
Maro
14 grudnia 2017 at 21:23
GieKSa – Znicz Pruszków 8.Sierpień.2007r. Jako młody bajtel 11 lot miołech somsiod plac w plac wzion mie na GieKSa przegrali my wtedy chyba 2:1 ale nie wynik był najważniejszy! pokochołech te barwy, tyn stadion, tyn klub.! kupiłech se szalik wtedy i Fater prziwiesił mi go nad łóżkiym i ściągołech ino na szpil. Jezdziłech już potym na kożdy prawie mecz i tak je do tera, terozki biera moigo bajtla 2.5 roku na kożdy mecz i mom nadzieja, że chyci bakcyla tak jak i jo 🙂
Seth
15 grudnia 2017 at 04:18
1986-08-09 GKS Katowice 5-2 Legia Warszawa… Niespełna 5 latek a wydaje się jakby to było wczoraj ????????
bozus78
16 grudnia 2017 at 22:47
Mój pierwszy mecz na GieKSie pamiętam bardzo dobrze, mialem 13 lat, graliśmy z Pogonią, zwały śniegu wokół boiska, i bramka Marka Świerczewskiego. Wygraliśmy 1-0, 4000 ludzi na stadionie.
Marcin
19 grudnia 2017 at 12:05
Mój pierwszy to z FC Motherwell wygrany 2:0(oczywiście na blaszoku) Pamiętam, że ojcu ściemniłem, a było to w 8 klasie podstawowej, że jadę do sklepu rowerowego do Będzina :-).