Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: To były jakościowe derby

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatnich dziesięciu dni dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Piłkarki GieKSy dzisiaj wrócą do treningów, piłkarze mają już za sobą początek przygotowań do piłkarskiej wiosny – drużyna pierwszy trening odbyła w świąteczny czwartek szóstego stycznia. W ostatnią sobotę część drużyny wzięła udział w Halowym Charytatywnym Turniej Piłki Nożnej w Świdnicy. Środki pozyskane z licytacji przedmiotów, w trakcie turnieju zostaną przekazane na rzecz Hani Błąd, córki naszego piłkarza. W najbliższy czwartek drużyna rozpocznie trzydniowe zgrupowanie w Bielsku-Białej, zakończony sparingiem z miejscowym Rekordem (III liga). Z klubem, półtoraroczny kontrakt podpisał Marcin Stromecki.

Siatkarze rozegrali dwa wyjazdowe spotkania ligowe: pierwsze z nich wygrali z Treflem Gdańsk 3:1, drugie przegrali z Resovią 1:3. W przyszłym tygodniu zespół rozegra jedno spotkanie – z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. Mecz zostanie rozegrany w niedzielę, w hali w Szopienicach. Drużyna rozegrała czternaście spotkań (jedno zaległe) i zajmuje ósmą pozycję w tabeli.

Hokeiści w ostatnich dziesięciu dniach rozegrali trzy ligowe spotkania, wszystkie w Satelicie. W pierwszym z nich drużyna wygrała 3:1 z Podhalem, w drugim uległa zdobywcy Pucharu Polski Cracovii 2:5 i w trzecim wygrała z brązowym medalistą poprzedniego sezonu, GKS-em Tychy 4:3. W tym tygodniu zespół rozegra dwa spotkania: wyjazdowe z KH Energą Toruń (w czwartek) oraz w Satelicie, z liderem rozgrywek, Unią Oświęcim (w niedzielę).

 

PIŁKA NOŻNA

sportdziennik.com – Nowy pomocnik wzmocnił kadrę GieKSy!

GKS Katowice podpisał kontrakt z nowym zawodnikiem. To 27-letni Marcin Stromecki, który trafił na Bukową na zasadzie transferu definitywnego.

Marcin Stromecki jest pomocnikiem. Rundę jesienną rozgrywał w barwach Skry Częstochowa i wystąpił w 19 meczach zdobywając jednego gola.

Kontrakt, który podpisał z GKS-em Katowice ma obowiązywał przez półtora roku. Jest w nim zawarta opcja przedłużenia.

Przed grą w częstochowskim klubie Stromecki świętował z Górnikiem Łęczna awans do ekstraklasy. Wcześniej reprezentował m. in. barwy Pogoni Siedlce, Stomilu Olsztyn czy Znicza Pruszków.

Robert Góralczyk, dyrektor sportowy GieKSy zdradził, że pozyskany pomocnik był już od jakiegoś czasu obserwowany przez sztab szkoleniowy z Bukowej. Ma zwiększyć rywalizację na środku pola.

[…] Sam piłkarz przyznał, że po otrzymaniu propozycji gry w Katowicach nie wahał się ani minuty. Stomecki zdaje sobie sprawę, że będzie walczył o prymat na środku pola, ale pomocny w tym ma być okres przygotowawczy przed rundą rewanżową.

W dotychczasowej karierze nowy pomocnik GieKSy kilka razy grał przy Bukowej i podoba mu się atmosfera stadionu. Jak zaznaczył, nigdy tu nie przegrał.

 

Okienko bardzo sprawne

Na Jakubie Karbowniku i Marcinie Stromeckim może zakończyć się lista zimowych nabytków pierwszoligowca z Bukowej. Ważną deklarację złożył jeden z wiodących zawodników drużyny.

GieKSę trzeba pochwalić za dynamikę działania. Choć zimowy okres przygotowawczy zacznie dość szybko, bo pojutrze, to trener Rafał Górak już pierwszego dnia będzie miał do dyspozycji nowych zawodników, których w tym okienku chciał pozyskać klub: Jakuba Karbownika i Marcina Stromeckiego. Taką efektywnością na transferowym rynku – czyli dwoma zakontraktowanymi zawodnikami – z grona pierwszoligowców może pochwalić się jeszcze tylko Podbeskidzie Bielsko-Biała.

O ile Karbownik trafił na Bukową jako wolny zawodnik, bo po wygaśnięciu 31 grudnia umowy Lechowi Poznań przysługiwał jedynie ekwiwalent za wyszkolenie 21-letniego skrzydłowego, o tyle dużo trudniejsze było sprowadzenie Stromeckiego. 27-letniego środkowego pomocnika obowiązywał jeszcze półroczny kontrakt ze Skrą Częstochowa. Negocjacje może nie były długie, ale bardzo intensywne i ostatecznie zakończyły się po myśli katowiczan, którzy najwyżej sklasyfikowanemu obecnie w tabeli beniaminkowi zapłacili za ten transfer wedle naszej wiedzy około 40 tysięcy złotych.

Stromecki wzmocni rywalizację w środku pola, którą toczą Rafał Figiel, Marcin Urynowicz, Bartosz Jaroszek czy Oskar Repka – z jednym jednak zastrzeżeniem. Repka w końcówce rundy jesiennej pozostawał wyłączony z gry, ma problemy z plecami natury neurologicznej, w przypadku których trudno o precyzyjną diagnozę. Na razie piłkarz pracuje z fizjoterapeutami i o orientacyjny termin jego powrotu do pełnej sprawności będzie można pokusić się dopiero za mniej więcej miesiąc – licząc się z tym, że przez jakąś część rundy jesiennej pozostanie wyłączony. Patrząc przez ten pryzmat, Stromecki to cenny nabytek, dający też jeszcze jedno pole manewru – cofnięcia w razie potrzeby Jaroszka na środek obrony. Stąd też, mimo bardzo dużej liczby traconych jesienią bramek, tej zimy klub nie przewiduje pozyskania stopera, co dla wielu kibiców czy obserwatorów mogło uchodzić za pewnik.

Klub nie przewiduje pozyskania stopera – a możliwe, że na dwóch nazwiskach w ogóle zakończy się lista zimowych nabytków. Przy Bukowej zastanawiano się nad jeszcze jednym piłkarzem mającym w CV awans do ekstraklasy; tak jak Stromecki, który dokonał tego pół roku temu z Górnikiem Łęczna. Ostatecznie w tym okienku może to być jednak trudne w realizacji. Sztab szkoleniowy będzie pracował z tym materiałem ludzkim, który ma do dyspozycji obecnie, ale nie zamykając się przy tym na jakąś rynkową okazję w postaci zawodnika z miejsca dającego wartość w drużynie. Rok temu taki scenariusz przerabiano w przypadku Rafała Figiela, ściągniętego z ekstraklasowego wówczas Podbeskidzia Bielsko-Biała.

W razie pojawienia się tej rynkowej okazji, o sięgnięcie głębiej do portfela pewnie byłoby łatwiej, gdyby wyjaśniła się sytuacja zawodników umieszczonych na liście transferowej. A na razie okazuje się to trudnym procesem – nie pojawił się zdeterminowany i konkretny chętny ani na Szymona Kiebzaka, ani na Pawła Gieracha, dlatego możliwe, że zamiast zejść z listy płac, w świąteczny czwartek obaj mając ważne kontrakty zaczną z zespołem przygotowania do pierwszoligowej wiosny.

A pozostając w temacie kontraktów – 31 grudnia wygasał on Danianowi Pawłasowi, ale klub skorzystał z opcji przedłużenia go o 12 miesięcy. 21-latek, któremu niebawem „stukną” dwa sezony w Katowicach, jesienią 16-krotnie wybiegał w wyjściowym składzie, czy to jako lewy pomocnik, czy – po zmianie ustawienia – lewy wahadłowy.

Kibiców GieKSy bardziej powinna ucieszyć jednak wieść będąca niczym nowym, a zachowaniem statusu quo – Filip Szymczak wraz ze swoim otoczeniem uznał, że dokończy ten sezon w Katowicach. Na 19-letniego napastnika Lecha Poznań byli chętni w ekstraklasie – zarówno latem, jak zimą, a w umowie wypożyczenia klub z Bułgarskiej zastrzegł możliwość jego skrócenia zimą. Szymczak nadal walczyć jednak będzie w barwach GKS-u: o kolejne bramki w pierwszej lidze – jesienią zdobył 6 – oraz powołania do młodzieżowej reprezentacji Polski, przed którą walka o awans na finały mistrzostw Europy.

 

dziennikzachodni.pl – Pierwszy trening piłkarzy GKS Katowice

[…] GKS Katowice jako pierwszy na Śląsku – także przed zespołami PKO Ekstraklasy – rozpoczął przygotowania do rundy wiosennej. Trener Rafał Górak pierwsze zajęcia zaplanował już na 6 stycznia. W święto Trzech Króli odbył się trening na stadionie Kolejarza.

Klub opuścił Piotr Samiec-Talar, który wrócił do Śląska Wrocław. W szatni pojawili się natomiast pomocnicy Jakub Karbownik (Lech Poznań) i Marcin Stromecki (Skra Częstochowa). Wolną rękę w poszukiwaniu nowych klubów mają pomocnik Szymon Kiebzak i obrońca Paweł Gierach.

Plan przygotowań GKS Katowice wygląda następująco:

13-15 stycznia – zgrupowanie w Bielsku-Białej

15 stycznia – sparing z Rekordem Bielsko-Biała

22 stycznia – sparing z GKS-em Jastrzębie

24-29 stycznia – obóz w Bielsku-Białej

26 stycznia – sparing z Podbeskidzie Bielsko-Biała i Ruchem Radzionków

29 stycznia – sparing z LKS-em Goczałkowice-Zdrój

5 lutego – sparing z Hutnikiem Kraków i Pniówkiem Pawłowice

12 lutego – sparing z Garbarnią Kraków

19 lutego – sparing z Odrą Opole

 

sportdziennik.com – Baczne oko na młodych

GieKSa zaczęła okres przygotowawczy z kilkoma nowymi twarzami. Większość to młodzieżowcy – bo przy Bukowej muszą już myśleć także o kolejnym sezonie.

W świąteczne czwartkowe południe treningiem na boisku „Kolejarza” pierwszoligowiec z Katowic zainaugurował okres przygotowawczy. – Czas na wypoczynek, dla rodziny, był wystarczający. Można było się nacieszyć, nasycić, ale teraz chce się już wracać do zajęć, do swojej pasji. Za nami trening wprowadzający, kolejne dni będą testowe, a już w czwartek wyjeżdżamy na pierwsze zgrupowanie do Bielska-Białej – powiedział trener Rafał Górak.

GieKSa rozpoczęła zimową pracę o tyle dobry sposób, że mając już na pokładzie nowych zawodników. Zdążyła zakontraktować zarówno skrzydłowego Jakuba Karbownika z Lecha Poznań, jak i środkowego pomocnika Marcina Stromeckiego ze Skry Częstochowa. – Zabiegaliśmy o nich bardzo. To duży komfort dla trenera, że ci zawodnicy od pierwszego dnia są z nami, z tego powodu jestem zadowolony – dodał szkoleniowiec zespołu z Bukowej.

Możliwe, że na Karbowniku i Stromeckim zakończy się zimowa lista nabytków, bo klub nie ma teraz noża na gardle i może spokojnie wypatrywać rynkowej okazji. To, czy – w razie nadejścia takowej – z niej skorzysta, uzależnione będzie m.in. od przyszłości zawodników wystawionych na listę transferową: Pawła Gieracha i Szymona Kiebzaka. Ten pierwszy zaczął z drużyną okres przygotowawczy, ma jeszcze ważny przez 1,5 roku kontrakt, dlatego nie jest całkowicie skreślony.

Nieco inaczej wygląda przyszłość Kiebzaka. Boczny pomocnik, będący w klubie od 2,5 roku, ma umowę obowiązującą jedynie do czerwca i jeśli nie znajdzie nowego klubu, zostanie przesunięty do rezerw występujących w klasie okręgowej.

Na pierwszym treningu zabrakło nie tylko Kiebzaka, ale też zawodników kontuzjowanych: Dominika Kościelniaka i Oskara Repki. Ten pierwszy rehabilituje się po zerwaniu więzadeł, ten drugi jeszcze tej zimy ma dołączyć do drużyny.

Wiadomo już, że wiosną nadal przy Bukowej grać będzie Filip Szymczak, napastnik wypożyczony z Lecha Poznań, przedstawiciel rocznika 2002. Większe wyzwania czekają go dopiero w kolejnym sezonie, a prócz niego GKS nie ma dziś młodzieżowca, któremu ten status będzie przysługiwał również od lipca. Młodzieżowcami w kolejnych rozgrywkach nie będą już Karbownik i Patryk Szwedzik – obaj to rocznik 2001 – dlatego w klubie myślą o przyszłości.

Treningi z zespołem podjęli juniorzy Norbert Warmuz i Alan Bród z akademii, a także 20-letni Kamil Komandera z zespołu rezerw. Na testach jest z kolei Dawid Brzozowski – rocznik 2003 – który jesienią rozegrał 15 meczów i strzelił 2 gole dla III-ligowej Chełmianki. Może występować jako prawy wahadłowy, to wychowanek Motoru Lublin, czyli klubu, z którym przed przyjściem do Katowic związany był dyrektor sportowy Robert Góralczyk.

Dziś część drużyny GKS-u weźmie udział w charytatywnym turnieju w Świdnicy, rozgrywanym na rzecz 1,5-rocznej córeczki czołowego piłkarza katowiczan, Hani Błąd, która urodziła się z dziecięcym porażeniem mózgowym, zmaga się z wieloma schorzeniami i wymaga stałej oraz kosztownej rehabilitacji.

W czwartek GieKSa ruszy na krótki obóz do Bielska, tam też za okrągły tydzień rozegra pierwszy tej zimy sparing – z III-ligowym Rekordem.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice ponownie lepszy od Trefla Gdańsk

Nie udało się siatkarzom Trefla Gdańsk zrewanżować za porażkę z pierwszej rundy. Podopieczni trenera Michała Winiarskiego po raz drugi musieli uznać wyższość drużyny GKS Katowice i ulegli jej 1:3. Dzięki temu zwycięstwu drużyna ze stolicy Górnego Śląska wyprzedziła w tabeli gdańszczan i zajmuje ósme miejsce. Trefl jest jedenasty i traci punkt do katowiczan jeden punkt.

MVP: Tomas Rousseaux

Trefl Gdańsk – GKS Katowice 1:3 (23:25, 25:23, 13:25, 24:26)

 

plusliga.pl – Trefl Gdańsk – GKS Katowice 1:3

Trefl Gdańsk przegrał z GKS Katowice 1:3 (23:25, 25:23, 13:25, 24:26) w meczu czternastej kolejki PlusLigi. MVP Tomas Rousseaux. Katowiczanie zagrali bardzo dobrze na trudnym terenie i zdobyli komplet cennych punktów. Gospodarze byli osłabieni brakiem Mariusza Wlazłego. Interesująco zapowiada się walka o miejsce w ósemce.

– Z Katowicami zawsze grało nam się bardzo ciężko. Spotkania najczęściej rozstrzygały się w pięciu setach, więc nastawiamy się na zacięty bój. Myślę, że PlusLiga co kolejkę pokazuje jak bardzo jest wyrównana, a my na pewno będziemy jutro głodni rewanżu za porażkę w pierwszym meczu. Zrobimy wszystko, by tę rundę rewanżową rozpocząć jak najlepiej – mówi trener gospodarzy Michał Winiarski.

Pierwszy set był bardzo wyrównany. Trefl prowadził m.in. 8:6, 13:11 czy 15:12, ale generalnie gra toczyła się punkt za punkt. Dwie ostatnie akcje skończył Rousseaux. Druga partia była równie wyrównana jak pierwsza. Tym razem gospodarze zdobyli ostatni punkt po autowym ataku Jarosza. Wcześniej oba zespoły walczyły punkt za punkt, ryzykowały zagrywką i popełniały przy tym błędy.

Goście zaczęli trzecią partię z mocnego uderzenia. Po okresie dobrej gry w obronie i asie Micaha Ma’a GKS prowadził 13:7 i w pełni kontrolował wydarzenia na boisku. Katowiczanie spokojnie dograli do końca. Mieli już co najmniej jeden punkt. Czwarta partia znowu była zacięta. Goście prowadzili 22:20. Do remisu po 22 doprowadził Mika i grano na przewagi. Ostatecznie przyjezdni wygrali 3:1 po akcji Marcina Kani. Na pewno bohaterem był Rousseaux, który miał świetne statystyki w ataku.

 

sportdziennik.com – Nagłe osłabienie

Katowiczanie do meczu z Asseco Resovią przystąpili w mocno okrojonym składzie.

Tuż przed spotkaniem klub poinformował: „Ze względu na gorsze samopoczucie i troskę o zdrowie całej drużyny do składu meczowego nie zostali zgłoszeni Jakub Jarosz, Damian Domagała, Jakub Szymański i Dawid Ogórek”.

Mimo tego goście zaprezentowali się w Rzeszowie z dobrej strony i niewiele brakło, a urwaliby faworytom przynajmniej punkt. Od pierwszej piłki imponowali walecznością, jakby chcieli pokazać, że kłopoty nie są im straszne. Grali bardzo twardo. Świetnie prezentował się Tomas Rousseaux, który po problemach zdrowotnych wraca do wysokiej dyspozycji, a do tego musiał grać ataku, zastępując Jarosza. Wtórował mu Gonzalo Quiroga i od stanu 12:10 to goście dyktowali warunki.

Przegrana premierowa odsłona podziałała mobilizująco na rzeszowian. W kolejnej zaprezentowali wszystkie atuty. Wprawdzie wciąż popełniali niewymuszone błędy, ale ich przewaga ani na moment nie podlegała dyskusji. I gdy wydawało się, że złapali odpowiedni rytm, bo w trzecim secie prowadzili już 24:20, nagle przyszło załamanie. Na parkiecie zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Emocje sięgnęły zenitu. Katowiczanie walczyli, jakby od każdej akcji zależało ich życie. Ich ambicja została nagrodzona połowicznie. Wyszli z pierwszych opresji (24:24), ale w grze na przewagi nie dali już rady, choć mieli w górze piłkę na wygranie seta. Wtedy jednak kunsztem w defensywie błysnął Paweł Zatorski, podbijając wydawałoby się straconą piłkę. Czwarty set okazał się ostatnim. Goście nadal walczyli, ale przegrana w poprzednim mocno odcisnęła na nich piętno. Nie mieli już argumentów, by powstrzymać Macieja Muzaja i jego kolegów. Dla Asseco Resovii była to 3. kolejna wygrana.

Asseco Resovia – GKS Katowice 3:1 (21:25, 25:18, 33:31, 25:22)

 

HOKEJ

hokej.net – Zadanie wykonane. GieKSa wygrywa z Podhalem

W zaległym meczu 28. kolejki Polskiej Hokej Ligi GKS Katowice pokonał na własnym lodzie Tauron Podhale Nowy Targ 3:1. Nie było to jednak porywające spotkanie. Podopieczni Jacka Płachty z pewnością chcieli choć odrobinę zrehabilitować się po przegranej z KH Energą Toruń (4:5) w półfinale Pucharu Polski i odrobić stratę w ligowej tabeli do liderującej Re-Plast Unii Oświęcim. Choć na początku mieli więcej z gry i wykreowali sobie więcej okazji strzeleckich, to ich mankamentem była skuteczność. Paweł Bizub bronił pewnie i utrzymywał swój zespół w grze. 22-letni golkiper „Szarotek” w 15. minucie musiał wyciągnąć gumę z siatki. Katowiczanie rozegrali widowiskową akcję i objęli prowadzenie. Grzegorz Pasiut dojrzał wychodzącego na dobrą pozycję Patryka Wronkę, a „Wrones” dopełnił formalności i pokonał Bizuba.

Nowotarżanie szukali swoich szans w kontratakach, jednak nie zdołali doprowadzić do wyrównania. W 35. minucie katowiczanie podwyższyli prowadzenie, wykorzystując okres gry w przewadze. Tym razem Grzegorz Pasiut doskonale wypatrzył Macieja Kruczka, a ten podwyższył na 2:0.

Losy spotkania rozstrzygnęły się na początku trzeciej odsłony, kiedy to katowiczanie zdobyli trzeciego gola. Uderzenie Aleksandra Jakimienki obronił Paweł Bizub, ale wobec dobitki Jakuba Prokurata był już bezradny. Później zespół Jacka Płachty mocno spuścił z tonu, a to rozprężenie starali się wykorzystać górale. W 49. minucie Johna Murraya zaskoczył Kasper Bryniczka i goście wyczuli swoją szansę. Chwilę później świetną okazję na kontaktowego gola miał Jakub Worwa, ale nie udało mu się trafić do siatki. W trudnym czasie gospodarzom z pomocą przyszedł ich golkiper, który nie dał się pokonać.

GKS Katowice – Tauron KH Podhale Nowy Targ 3:1 (1:0, 1:0, 1:1)

 

Nowy termin sosnowiecko-katowickiej konfrontacji

Spotkanie 30. kolejki Polskiej Hokej Ligi pomiędzy Zagłębiem Sosnowiec a GKS Katowice zostanie rozegrane 25 stycznia.

Pierwotnie ten mecz miał odbyć się 12 grudnia, ale został odwołany z uwagi na fakt, iż dwóch zawodników GieKSy zakaziło się koronawirusem, a kolejnych ośmiu zostało skierowanych na przymusową kwarantannę.

Dziś spółka PHL wyznaczyła nowy termin tego spotkania. Oba zespoły zmierzą się 25 stycznia o godzinie 19:00, a areną tych zmagań będzie „Stadion Zimowy” w Sosnowcu.

 

Oficjalnie. Fiński napastnik w GieKSie

[…] Fiński napastnik Miro-Pekka Saarelainen wzmocnił ofensywę GKS Katowice. Do sztabu szkoleniowego dołączył natomiast Arkadiusz Sobecki, który będzie odpowiadał za bramkarzy.

Saarelainen (177 cm, 80 kg) ma też ciekawy hokejowy życiorys. Można znaleźć w nim 126 spotkań w fińskiej Liidze, w których zdobył 14 bramek i zanotował 14 asyst.

Dużo lepsze liczby zgromadził na jej bezpośrednim zapleczu. Rozegrał bowiem 144 mecze fazy zasadniczej, w których strzelił 70 goli i zaksięgował 79 kluczowych zagrań.

W sezonie 2017-2018 z KeuPa HT sięgnął po tytuł mistrzowski w Mestis, będąc czołowym napastnikiem tego klubu. W całym sezonie 30-krotnie pokonywał bramkarzy rywali.

[…] Rok później Miro-Pekka Saarelainen zaprezentował się z jeszcze lepszej strony. W barwach klubu Kiekko-Vantaa rozegrał 50 meczów, w których strzelił 36 goli i zanotował 30 asyst. Został królem strzelców całych rozgrywek, wygrał klasyfikację kanadyjską, a także sięgnął po tytuł najlepszego napastnika zaplecza fińskiej Ligi.

W tym sezonie również reprezentował barwy tego klubu. Jego licznik zatrzymał się na 27 konfrontacjach, 7 bramkach i 18 asystach, co było najlepszym dorobkiem punktowym w całym zespole.

Do sztabu szkoleniowego hokejowego GKS-u Katowice dołączył trener bramkarzy Arkadiusz Sobecki, były hokeista i reprezentant Polski, obecnie współpracujący z kadrami narodowymi PZHL.

 

Kryzys GieKSy trwa. Bezlitosne „Pasy”

We wtorkowy wieczór hokeiści GKS Katowice przegrali z Comarch Cracovią 2:5 i stracili w połowie spotkania Grzegorza Pasiuta, który z kontuzją zjechał do szatni. Katowiczanie są w wyraźnym kryzysie gdyż na sześć ostatnich ligowych spotkań odnotowali czwartą porażkę.

Jak najszybciej gospodarze chcieliby zapomnieć o pierwszej tercji wtorkowego spotkaniu w katowickiej „Satelicie”. Trzy bramki hokeistów Comarch Cracovii ustawiły mecz. Najpierw Jiří Gula strzałem z niebieskiej zaskoczył Johna Murraya a następnie indywidualną akcją popisał się Štěpán Csamangó, który wymanewrował defensywę katowiczan. Wynik podwyższył jeszcze Jewgienij Popiticz, który upadając dobił swój strzał do katowickiej bramki. Gospodarzy stać było na jedną bramkę w tej odsłonie kiedy to Grzegorz Pasiut uderzył po krótkim rogu z okolicy bulika.

Dość szybko w drugiej odsłonie do gry wrócili gospodarze, kiedy to Patryk Wronka zmienił lot krążka po strzale z niebieskiej Jakuba Wanackiego. Gospodarze przycisnęli i szukali wyrównującego gola, lecz krakowianie starali się grać uważnie w defensywie a Dienis Pieriewozczikow zapewniał spokój swoimi pewnymi interwencjami. Goście nie zamierzali jednak spocząć na laurach i ponownie odskoczyli rywalowi. W zamieszaniu podbramkowym już z pozycji kolan do bramki gumę skierował Jewgienij Bodrow.

W trzeciej odsłonie nie zobaczyliśmy już na lodzie lidera GKS Katowice Grzegorza Pasiuta, który w tracie drugiej tercji zjechał do szatni. To mocno pokrzyżowało plany gospodarzom, którzy walili głową w mur a Cracovia starała się grać bezpiecznie i co jakiś czas kontrować. W końcówce kropkę nad „i” postawił Jegor Dugin zdobywając gola w okresie gry w przewadze. W końcówce Artiom Woroszyło ruszył z pięściami na Patryka Krężołka, który był stroną raczej bierną w tej potyczce ale sędziowie zdecydowali, że obaj trafią pod prysznic.

GKS Katowice – Comarch Cracovia 2:5 (1:3, 1:1, 0:1)

 

sportdziennik.com – To były jakościowe derby

[…] Derby pomiędzy GKS-ami z Katowic i Tychów były niezwykle emocjonujące, bo oba zespoły wzniosły się na wyżyny umiejętności. Oglądaliśmy więc wiele świetnych akcji oraz efektowne gole. Gospodarze przerwali serię niefortunnych porażek, zaś Andrej Sidorenko, nowy szkoleniowiec tyszan, zaliczył niezbyt szczęśliwy debiut, choć z postawy swojej drużyny mógł być zadowolony.

Nadal nie wiadomo, jak długo potrwa pauza lidera i kapitana katowiczan, Grzegorz Pasiuta. Jego miejsce na środku 1. formacji zajął Fin Mathias Lehtonen. Tym samym trener Jacek Płachta dokonał drobnych roszad w pozostałych atakach. W protokole jako trener gości widniał Adam Bagiński, gdyż nie wszystkie formalności dotyczące licencji Sidorenki zostały załatwione. Był jednak w boksie i żywiołowo reagował na poczynania zawodników.

Obecność nowego trenera sprawiła, że tyszanie od początku grali z zaangażowaniem. Niemniej optyczną przewagę posiadali miejscowi i pod bramką Tomasa Fuczika kilka razy solidnie się zakotłowało. Czech bronił jednak z wyczuciem i miał trochę szczęścia, bo raz interweniował bez kija, ale zdołał przykryć krążek.

Między zawodnikami iskrzyło, ale obyło się bez bójek. W końcu goście wyprowadzili błyskawiczną kontrę. Aktywni hokeiści zza oceanu przeprowadzili wzorcowy atak. Aleks Szczechura idealnie podał do Michaela Cichego i ten nie miał problemów z pokonaniem Johna Murraya. Aktywniejsi byli gospodarze (14-6 w strzałach), ala to tyszanie zjeżdżali do szatni zadowoleni z prowadzenia.

Po zmianie stron wysokie tempo zostało utrzymane i gospodarze szybko doprowadzili do remisu. Patryk Krężołek otrzymał podanie od Miro-Pekki Saarelainena i pokonał czeskiego golkipera. Ten sam duet – tylko w odwrotnej kolejności – doprowadził do wyrównania w 36 min; widać, że obaj katowiccy napastnicy znaleźli nić porozumienia.

Tyszanie mieli trudne zadanie, bowiem często siadali na ławie kar. W 34:36 min z boksu kar wyskoczył Radosław Galant i niesygnalizowanym strzałem pokonał Murraya. Po 40 sek. gospodarze zdołali wyrównać. Niemniej oglądaliśmy derby z odpowiednim znakiem jakości.

Gospodarze przez 40 minut mieli 4 przewagi i nie potrafili zdobyć gola. A tymczasem tyszanie potrzebowali zaledwie 35 sek. (na ławie kar Dawid Musioł) i Szczechura znów zapewnił im prowadzenie. Nie utrzymało się zbyt długo. Olaf Bizacki stracił krążek i Anthon Eriksson pokonał Fuczika. A potem rozgorzała walka na całego.

Na kilka sekund przed końcem Szymon Marzec po błędzie Carla Hudsona miał okazję zdobyć zwycięskiego gola, ale Murray odbił krążek. W tej sytuacji o wszystkim miała zadecydować dogrywka, a w niej Patryk Wronka – przy współudziale kolegów – popisał się efektownym strzałem i krążek wylądował w pod poprzeczką.

Kibice w „Satelicie” długo fetowali tę wygraną, bo przecież katowiczanie mieli 4 porażki z rzędu. Tyszanie zaprezentowali się z dobrej strony, ale musieli się zadowolić tylko punktem.

GKS Katowice – GKS Tychy 4:3 (0:1, 2:1, 1:1, 1:0) po dogrywce

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Od Krakowa do Warszawy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.

Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.

Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.

Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).

Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):

1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.

W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.

O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.

Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.

Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.

Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.

Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.

W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.

Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.

Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.

Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.

Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.

Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.

Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.

Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.

W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.

Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Felieton o Zagłębiu Lubin

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.

Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.

Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.

Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.

We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.

Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.

Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.

I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.

W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.

Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…

Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.

Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.

Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.

Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.

Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.

Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga