Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów: Czapki z głów! „GieKSa” bije faworyta i pisze historię katowickiego hokeja!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Korzystając z przerwy reprezentacyjnej zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

Najwięcej radości dostarczyli nam hokeiści, którzy awansowali do Final Four Pucharu Kontynentalnego.

 

 

PIŁKA NOŻNA

 

sportdziennik.pl – Bezbramkowo przy Bukowej w „przeglądzie kadr”

Obydwa kluby „wysłały” na reprezentacyjne zgrupowania (choć oczywiście wyłącznie w kategoriach młodzieży) po paru zawodników, ale trenerzy w sparingu, rozegranym na głównej płycie, i tak przyjrzeli się sporej grupie piłkarzy, których mają w szerokich kadrach swych drużyn.

Marcin Brosz „rzucił” na murawę w wyjściowym składzie kilku uczestników ostatniego meczu ligowego zabrzan – z tercetem Hiszpanów na czele. Dariusz Dudek z kolei sobotnich zwycięzców z Bielska-Białej nie wziął nawet na ławkę (posadził za to na niej klubową młodzież z akademii), desygnując do gry tych, którzy mają „ludzi pierwszego wyboru” naciskać.

Z owym naciskaniem wyszło dość średnio, nawet jeśli uzna się, iż bezbramkowy remis z przedstawicielem ekstraklasy (a więc i gra „na zero z tyłu”) to dla GieKSy wynik niezły. Nie uciekając w analizę gry zmienników warto odnotować, że po raz pierwszy po półrocznej przerwie zagrał (i wytrzymał 90 minut) Mateusz Mączyński, w związku z czym Simon Kupec – nominalny lewy obrońca – chyba po raz pierwszy w szeregach GKS-u był środkowym obrońcą.

 

polskapilkakobiet.pl – Po świetnym widowisku wygrana Medyka

Kibice zobaczyli bardzo wyrównany mecz. Mecz był toczony w szybkim tempie i mógł się podobać kibicom. Gospodynie nie przestraszyły się utytułowanych przeciwniczek i podjęły walkę na boisku. Mecz był bardzo wyrównany. Co prawda po 21 minutach był już 2:0 dla Medyka ale Katowiczanki podjęły walkę z rywalkami.

[…] W drugiej połowie w 63 minucie z rzutu karnego bramkę na 3:1 dla Medyka strzeliła Natalia Chudzik. Zawodniczki z Katowic nadal starały się zmienić rezultat meczu stwarzając sobie kilka dobrych sytuacji bramkowych. Końcówka meczu to walka na całym boisku. W 82 minucie meczu sędzia nie odgwizdała ewidentnego karnego dla Medyka po faulu na Nikol Kaletce. W 90 minucie meczu sędzia odgwizdała rzut karny po faulu na Natalii Chudzik, którego nie wykorzystała Nikol Kaletka. Ostatecznie mecze zakończył się wygraną Medyka 3:1.
Brawa dla zawodniczek obu zespołów za stworzenie bardzo dobrego widowiska. To była prawdziwa wizytówka piłki nożnej kobiet.

 

 

SIATKÓWKA

 

sportdziennik.pl – GKS Katowice z porażką w Bydgoszczy

Chemik Bydgoszcz okazał się lepszy od GKS-u Katowice i pokonał rywala w czterech setach.

GKS Katowice, podobnie jak rywal potrzebował zwycięstwa. Oba zespoły traktowały ten mecz, jako szansę na przełamanie serii porażek.

W sobotnim pojedynku lepsi okazali się gospodarze, którzy przez całe spotkanie byli niesamowicie skoncentrowani i pokonali rywali z Katowic 3:1. Tym samym dopisali do swojego konta komplet punktów.

 

 

HOKEJ NA LODZIE

 

dziennikzachodni.pl – Belfast Giants – Tauron KH GKS Katowice 2:4. GieKSa awansowała do finału Pucharu Kontynentalnego! W decydującym meczu pokonała gospodarzy

[…] Katowiczanie zaczęli turniej od historycznej wygranej z włoskim Ritten Sport 4:0. W drugim meczu turnieju w Belfaście GKS przegrał z Medvescakiem Zagrzeb 2:3. Po ostrym starciu w piątkowym spotkaniu Michał Rybak trafił do szpitala na obserwację. U napastnika Katowickiej drużyny zdiagnozowano delikatne wstrząśnienie mózgu.
[…] W pierwszym sobotnim meczu Medvescak pokonał Ritten 3:1. To oznaczało, że GieKSa musi wygrać z Giants, aby awansować do kolejnej rundy. Gospodarze turnieju przystąpili do meczu z katowiczanami z kompletem punktów – wcześniej wygrali z Ritten 6:2 i Medvescak 4:0. W meczu przeciw Giants GieKSa przegrywała po I tercji. Na początku II części katowiczanie się zagapili i Darcy Murphy podwyższył prowadzenie irlandzkiej drużyny. To jednak nie załamało ekipy z Katowic. Po bramkach Mikołaja Łopuskiego i Jesse Rohtli po dwóch tercjach był remis 2:2. Trzecią tercję wicemistrz Polski rozpoczął od przewagi 5 na 3, ale gospodarze nie dali sobie strzelić bramki. W 45. minucie jednak padł gol dla gości, którzy grali 5 na 4 i ponownie na listę strzelców wpisał się Łopuski.
[…] Gospodarze zaciekle atakowali, a w ostatniej minucie wycofali bramkarza. GieKSa trafiła do pustej bramki i wygrała 4:2. Mikołaj Łopuski został wybrany najlepszym zawodnikiem meczu.
[…] Hokeistom GKS-u w Irlandii Północnej towarzyszyła grupa kibiców, których postawa została zauważona przez klub. Działacze postanowili im podziękować.

„Ważny komunikat. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem wsparcia kibiców w Belfaście. Dlatego wszyscy fani GieKSy, którzy okażą w styczniu w „Satelicie” bilety z Pucharu Kontynentalnego, otrzymają od nas upominek!” – napisano na klubowej stronie.

 

sport.tvp.pl – Hokejowy Puchar Kontynentalny: GKS Katowice awansował do Final Four

Hokeiści Tauronu KH GKS Katowice wygrali z północnoirlandzkim zespołem Belfast Giants 4:2 (0:1, 2:1, 2:0) w ostatnim meczu turnieju 3. rundy Pucharu Kontynentalnego rozgrywanego w Belfaście. Obie drużyny awansowały do Final Four.

[…] Po 21 minutach sobotniego meczu GKS przegrywał 0:2, ale potem zespół trenera Toma Coolena zdołał odwrócić losy rywalizacji, co pozwoliło katowiczanom zająć drugie miejsce w turnieju. Ostatnią bramką Janne Laakkonen zdobył 51 sekund przed końcową syreną, kiedy gospodarze wycofali bramkarza.
Mecz zgromadził na trybunach SSE Arena w Belfaście 5618 widzów. Część z nich po trafieniu Laakkonena zaczęła opuszczać widownię.

 

hokej.net – Puchar Kontynentalny: GKS Katowice z awansem do turnieju finałowego

Yes, yes, yes! Dziś ten kultowy tekst, wypowiedziany przez byłego polskiego premiera, mogą wykrzyczeć zawodnicy i kibice Tauronu KH GKS-u Katowice. Wicemistrzowie Polski pokonali Belfast Giants 4:2 i wywalczyli awans do Turnieju Finałowego Pucharu Kontynentalnego.

Zespół Toma Coolena rozegrał fantastyczne spotkanie. Naprzeciwko hokeistów z Polski stanęła niepokonana w czasie turnieju ekipa gospodarzy z Belfastu. Katowiczanie grali dobrze od początku meczu, ale bramki zdobywali ich rywale.

Joshua Roach po 10 minutach dał „Gigantom” prowadzenie 1:0, a Darcy Murphy zaraz po rozpoczęciu drugiej tercji wykorzystał gapiostwo „GieKSy” pod własną bramką. W tym momencie sytuacja wyglądała już bardzo źle. Niby GKS grał dobrze, a bramki wpadały tylko dla rywali. Katowiczanie potrzebowali już co najmniej 3 trafień, żeby spełnił się ich sen.

Mądry, poukładany hokej w wykonaniu wicemistrzów Polski zaczął procentować. Posypały się kary dla zawodników Adama Keefe’a. Jedną z takich sytuacji wykorzystał wybrany najbardziej wartościowym graczem meczu Mikołaj Łopuski. Jeszcze przed przerwą „GieKSa” zdołała wyrównać wszystkie straty.

[…]Katowiczanie poczuli, że sukces jest na wyciągnięcie ręki. Wykorzystali kolejny okres gry w przewadze. Krążek do Łopuskiego dograł Patryk Wronka i sprawa wygranej w tym meczu przybrała całkiem realne kształty. Gospodarze rzucili się do szaleńczych ataków. Te jednak nie przynosiły oczekiwanych rezultatów.

Keefe odwołał Tylera Beskorowanego z bramki, dodając kolejnego zawodnika, aby wzmocnić siłę rażenia w ataku. Ponadto wziął czas, chcąc przekazać swoim podopiecznym jak rozegrać ostatnie sekundy, by doprowadzić do wyrównania. Hokeiści GKS-u zniweczyli wszystkie plany rywali strzałem Jaane Laakkonena do pustej bramki.

Wicemistrz Polski wykonał plan, o którym odważnie mówił przed wylotem do Belfastu. Teraz pozostaje tylko czekać na informacje o tym, z kim i gdzie przyjdzie zmierzyć się katowiczanom w ostatecznej rozgrywce o Puchar Kontynentalny.

 

sportslaski.pl – Czapki z głów! „GieKSa” bije faworyta i pisze historię katowickiego hokeja!

Kapitalny występ katowickiego Tauron KH GKS-u na zakończenie półfinałowego turnieju o Puchar Interkontynentalny w Belfaście. Podopieczni Toma Coolena bo wspaniałym widowisku wygrali z dotychczasowym liderem grupy E, ekipą Giants Belfast i meldują się w finałach całych rozgrywek!

Katowiczanie, którzy w piątek przegrali swój mecz z chorwackim Medvescakiem, potrzebowali cudu by awansować zakwalifikować się do finałowego turnieju całego cyklu. Cudu, bo gospodarze – Giants Belfast – jako bezapelacyjny faworyt całego turnieju mogli wydawać się dla katowiczan ekipą nie do pokonania. Tymczasem tylko zwycięstwo w trzech tercjach dawało wicemistrzom Polski szansę awansu do decydującej fazy całego cyklu.
„GieKSa” mocno zaczęła sobotnie spotkanie. W pierwszych fragmentach bramkę przeciwnika atakowali Patryk Wronka, Grzgorz Pasiut i Filip Starzyński, którym nie udało się skierować „gumy” do bramki Irlandczyków. Gospodarze przetrwali napór Polaków, a później sami objęli prowadzenie.

[…] Katowiczanie wzięli się do odrabiania strat i na przestrzeni trzech minut dogonili wyżej notowanego przeciwnika. Najpierw indywidualny popis zanotował Mikołaj Łopuski, niespełna 180 sekund później swojego gola zdobył Jesse Rohtla. Polska drużyna poczuła, że jest w stanie sprawić sensację, tym bardziej, że w końcówce drugiej tercji karę meczu za atak kolanem otrzymał Kevin Raine.

Trzecią odsłonę katowiczanie zaczęli od gry w przewadze 5:3. Dwoił się i troił Pasiut, ale nie udało mu się dać prowadzenia swojemu zespołowi. Kiedy Irlandczycy szykowali się do gry w komplecie akcję Patryka Wronki celnym uderzeniem wykończył Łopuski. O tym, czy zaliczyć trafienie sędziowie decydowali po analizie video. Teraz trzeba było jeszcze obronić prowadzenie, co utrudniały kolejne kary dla polskiego zespołu. Za kolejne przewinienia przymusowy odpoczynek zaiczali Maciej Urbanowicz, Dusan Devecka i Filip Starzyński, ale w bramce kawał dobrej roboty wykonywał Kevin Lindskoug.
„GieKSa” wytrzymała potężny napór zespołu z Belfastu, a na minutę przed końcową syreną postawiła kropkę nad „i”. Do pustej bramki po wycofaniu bramkarza przeciwnika trafił Janne Laakkonen. Podopieczni trenera Coolena piszą kawał historii katowickiego hokeja i meldują się w finałach Pucharu Kontynentalnego!

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga