Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd mediów: Szósty tie-break! Siatkarze GKS Katowice wygrali w Bydgoszczy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.

Rozgrywki rundy „jesiennej” II ligi piłkarskiej zbliżają się ku końcowi, w przedostatniej kolejce GieKSa pokonała drużynę Gryfa Wejherowo 4:0 (2:0). Prasówkę o tym meczu znajdziecie tutaj.

W ekstraliga kobiet zakończyła rundę jesienną. Rozgrywane są mecze Pucharu Polski: w IV rundzie (czyli 1/16 finału) drużyna GKS-u wygrała z Pogonią Zduńska Wola 9:0 (5:0). W najbliższy weekend zostaną rozegrane mecze 1/8 finału.

Siatkarze rozegrali w minionym tygodniu dwa spotkania w ramach rozgrywek PlusLigi. Pierwszy z nich siatkarze przegrali z Cerrad Enea Czarnymi Radom 1:3 (22:25, 23:25, 25:22, 18:25), w drugim GieKSa wygrała po tie-breaku 3:2 z BKS-em Visłą Bydgoszcz (22:25, 18:25, 25:22, 25:18, 15:12). Oba spotkania zostały rozegrane na wyjeździe. W tym tygodniu siatkarze zagrają jeszcze z MKS-em Będzin i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle (odpowiednio w środę i piątek).

Hokeiści z kolei dwa mecze w satelicie wygrali, najpierw we wtorek z Zagłębiem 5:3, następnie w piątek z RE-Plast Unią Oświęcim 2:1. Wczoraj ulegli w Sosnowcu z Zagłębiem 2:3 . W tym tygodniu drużyna rozegra trzy spotkania: we wtorek z GKS-em Tychy, w piątek z Comarch Cracovią, a w niedzielę z Naprzodem Janów.

 

PIŁKA NOŻNA

nasze.fm – Zderzenie dwóch piłkarskich światów

To był mecz do jednej bramki. Piłkarki Pogoni Zduńska Wola przegrały z GKS-em Katowice 0:9 w 1/16 Pucharu Polski. Było to ostatnie spotkanie zduńskowolanek w tym roku.

Wynik spotkanie nie może dziwić. GKS to ekipa, która gra w Ekstralidze i ma realne szansę, by zakończyć sezon z medalem mistrzostw Polski. Pogoń natomiast ma za sobą słabą pierwszą część sezonu i w II lidze nie była w stanie wygrać choćby jednego meczu. Po pierwszej połowie przyjezdne prowadziły 5:0, a klasycznego hattricka skompletowała Agata Sobkowicz. Kolejne bramki padły w 48, 54, 57 i 90 minucie.

 

sportdziennik.com – Niełatwo polubić tę ligę…

Sobotnim meczem z Gryfem Wejherowo GKS Katowice zakończy rok przy Bukowej, na której tak pusto, jak w ostatnich miesiącach, nie było od dawien dawna.

[…] Ostatni domowy mecz w tym roku rozegra z przedostatnim w tabeli Gryfem Wejherowo. W roku trudnym, naznaczonym pierwszym w historii spadkiem na trzeci poziom rozgrywkowy i śrubowaną miesiącami serią bez domowej wygranej.

Te wszystkie smutne fakty spowodowały pęknięcia, których skutki bardzo odbijają się na frekwencji przy Bukowej. W tym sezonie tylko na trzech spotkaniach – a było ich 10 – odnotowano liczbę widzów większą niż 2000. Jak na klub nr 1 z tak wielkiego miasta, głównego ośrodka wielkiej aglomeracji, jest to liczba pozostawiająca bardzo wiele do życzenia.

Nie sposób być oczywiście odpornym na tyleż dyżurne, co całkowicie słuszne argumenty tłumaczące taką frekwencję. Kilkunastoletni I-ligowy marazm i niespełnione marzenia (cele!) związane z walką o upragniony powrót do ekstraklasy, seryjne niepowodzenia w prestiżowych dla kibiców meczach derbowych, przestarzała infrastruktura, a to wszystko przypieczętowane jeszcze historyczną degradacją po golu bramkarza w doliczonym czasie gry.

To już frazes, że GKS dorobił się całego pokolenia kibiców, które nie pamiętają czegoś znacznie różniącego się od zaciętych bojów z Chrobrym Głogów, Chojniczanką, Bytovią czy Łęczną. Jeśli jednak spadek miał być pod pewnymi względami zbawienny – bo i takich teorii nie brakowało – przyczyniający się do rozstania z zajmującymi kluczowe stanowiska osobami, kojarzonymi głównie ze sportowymi niepowodzeniami, to frekwencji na pewno nie zbawił.

[…] Klubowe działy promocji, komunikacji, marketingu, umęczone też z pewnością poprzednimi latami naznaczonymi niepowodzeniami, może nie są już w stanie działać z takim rozmachem, jak swego czasu w I lidze, kręcąc wymyślne klipy, jak choćby ten z maskotką „GieKSikiem” wyrzucającym przez okno telewizor, ale wystarczy im tylko kropla paliwa, by stworzyć coś pozytywnego. Były filmiki z Rafałem Górakiem prezentującym trybunom „gest Kloppa”, był fragment konferencji prasowej, na której szkoleniowiec prosił rzecznika Maurycego Sklorza, by pokazał, co skrywa na tapecie w telefonie, były też pomysły na akcje z biletami – jak „poznański dwupak”, obejmujący w promocyjnej cenie bilety na mecze z Wartą czy rezerwami Lecha. Albo jak voucher na dowolny mecz innej sekcji GieKSy dodawany gratisowo do wejściówki na konfrontację z Elaną Toruń. To wszystko, nawet w połączeniu z dobrymi wynikami, zdało się na niewiele.

[…] Skoro było o ekskluzywności i było o fanatykach – to podkreślmy, że klimat wielkiego klubu na pewno można odczuć na wyjazdach GieKSy. Tej jesieni na razie zaliczyła ich pięć i wszędzie – w Krakowie, Polkowicach, Pruszkowie, dwukrotnie w Rzeszowie – meldowała się w nadkompletach, wykupując ostatecznie więcej biletów niż pierwotnie przewidywali dla niej gospodarze. W tej materii katowiczanie to wciąż krajowa czołówka. Sami jesteśmy ciekawi, czy (a jeśli tak, to kiedy) ten domowy marazm może przełożyć się na spadek jakości prezencji fanów GieKSy poza Katowicami. Może nigdy – właśnie dlatego, że dziś to jeden z ostatnich bastionów prawdziwej wielkości tego klubu.

[…] Bez wypełnionej klatki, bez reszty ciekawskich, bez autokarów z Ostrawy, bez aut z Rybnika czy Zabrza – jak było w kontekście przyjazdu Elany – tej jesieni zazwyczaj GieKSy nie ogląda nawet 2000 osób. W 300-tysięcznych Katowicach nie uzbiera się 2000 osób, które co dwa tygodnie pójdą obejrzeć w akcji drużynę nr 1 ze swojego miasta! Zastanawiające to, przykre i – mimo wszystko – dziwne.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – W zaciętym meczu Czarni pokonali GKS

Awansem rozegrano również mecz 12. kolejki pomiędzy Cerrad Eneą Czarnymi Radom a GKS Katowice. Kibice w Radomiu mogli oglądać niezwykle zacięte spotkanie, w każdym z setów walka trwała do samego końca. Wojskowi prowadzili już 2:0, jednak katowiczanie zdołali przedłużyć losy rywalizacji. W czwartej, i jak się okazało, decydującej partii, ponownie więcej zimnej krwi zachowali podopieczni Roberta Prygla.

Mecz świetnie zaczął się dla radomian, którzy po asie serwisowym Karola Butryna oraz kiwce Dejana Vincicia szybko odskoczyli na trzy oczka od rywali. Punktową zagrywkę dołożył też Wojciech Włodarczyk, a zbicia w ataku Rafała Szymury nie były w stanie poderwać do walki GKS-u. Gospodarze kontrolowali boiskowe wydarzenia, a po bloku na Jakubie Jaroszu mieli już pięć oczek przewagi (16:11). Podopieczni Dariusza Daszkiewicza nie zamierzali się poddawać, a między innymi as Szymury pozwolił im zbliżyć się do rywali na dwa punkty, ale to Enea Czarni weszli w decydującą fazę premierowej odsłony w lepszej sytuacji. W końcówce niekorzystny wynik po stronie gości próbował jeszcze odwrócić Miłosz Zniszczoł, ale dwa zbicia Michała Filipa przypieczętowały zwycięstwo ekipy z Mazowsza w tej części spotkania (25:22).

W pierwszej fazie drugiej odsłony walka toczyła się cios za cios. W szeregach radomian wyróżniał się Butryn, a po drugiej stronie siatki – Kamil Kwasowski. Prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie, ale żadna z drużyn nie potrafiła wypracować sobie większej przewagi.

[…] W końcówce wygrywali jeszcze 23:22, ale ich błędy w połączeniu z asem serwisowym Protopsaltisa przechyliły szalę zwycięstwa na stronę podopiecznych Roberta Prygla (25:23).

Na początku trzeciego seta obie drużyny szły łeb w łeb, ale po udanej kontrze Wiktora Musiała to goście przystąpili do ataku. W kolejnych minutach na siatce skuteczny był Kwasowski, dzięki czemu przewaga katowiczan szybko urosła do pięciu oczek. Zaczęli oni jednak popełniać błędy w polu serwisowym, a po ataku Filipa ich przewaga znacząco zmalała (13:11). Jednak Szymura na spółkę z Kohutem ponownie dali im złapać oddech. Wprawdzie dwie udane akcje Filipa spowodowały, że radomianie zbliżyli się jeszcze na 20:21, lecz ich błędy przybliżały GKS do przedłużenia meczu. Ostatecznie po zbiciu Kwasowskiego ta część pojedynku padła jego łupem (25:22).

W czwartej partii przyjezdni próbowali pójść za ciosem, ale ta sztuka im się nie udała. Od pierwszych chwil wynik oscylował wokół remisu, a żadna z ekip nie potrafiła zbudować sobie przewagi. Jako pierwsi pękli katowiczanie, a radomianie po zbiciach Butryna zaczęli przejmować inicjatywę na boisku.

[…] W końcówce przypomniał o sobie Filip, a zbicie ze środka Bartłomieja Grzechnika przypieczętowało wygraną gospodarzy (25:18).

 

polsatsport.pl – Szósty tie-break! Siatkarze GKS Katowice wygrali w Bydgoszczy

Siatkarze BKS Visła Bydgoszcz przegrali z GKS Katowice 2:3 w spotkaniu 6. kolejki PlusLigi. Podopieczni trenera Dariusza Daszkiewicza rozegrali w swym siódmym meczu w tym sezonie już szósty tie-break. W Hali Łuczniczka przegrywali już 0:2, ale zdołali odwrócić losy tej rywalizacji.

Premierowa partia toczyła się przy przewadze gospodarzy (8:5, 13:10), ale siatkarze z Katowic zdołali odrobić straty (17:17). Kluczowe dla losów seta okazały się trzy akcje wygrane przez podopiecznych trenera Przemysława Michalczyka od stanu 21:21.

[…] W drugim secie jedynie na początku oglądaliśmy wyrównaną walkę (9:9), później ton wydarzeniom na boisku zaczęli nadawać siatkarze BKS Visła. W środkowej części zbudowali wyraźną przewagę (16:12), a w końcówce kontrolowali sytuację. Skończyli seta punktowym blokiem (25:18), dominując nad rywalami w tym elemencie.

Trzecia odsłona to wyrównana walka obu ekip i – podobnie jak w pierwszej partii – wszystko rozstrzygnęło się w końcówce. Gospodarze prowadzili 21:20, ale trzy kolejne punkty zapisali na swym koncie katowiczanie. Skutecznie zaatakował Jakub Jarosz, który po chwili popisał się asem serwisowym, a po autowym ataku Sterna było 21:23. Dwa ostatnie punkty dla GKS również przyniosły błędy rywali – Peszko przestrzelił zagrywkę, a Paweł Gryc zaatakował w aut (22:25).

Na początku czwartej partii oglądaliśmy punktową serię GKS, przy dobrych zagrywkach Zniszczoła (4:10). To właściwie ustawiło seta.

[…] Piłkę setową wywalczył Rafał Szymura, a błąd rozegrania po stronie gospodarzy zakończył seta (18:25).

Zwycięzcę miał więc wyłonić tie-break, już szósty dla siatkarzy GKS w obecnym sezonie. W nim obie ekipy toczyły wyrównaną grę, a przy zmianie stron minimalną zaliczkę mieli gospodarze (8:7), ale katowiczanie zdołali odwrócić wynik. Kluczowe okazały się trzy akcje od stanu 12:12. Najpierw Jarosz wcisnął piłkę mimo bloku rywali, a w kolejnych sytuacjach Gryc najpierw pomylił się w ataku, a po chwili został zablokowany (12:15).

 

HOKEJ NA LODZIE

hokej.net – Przewagi przypieczętowały zwycięstwo katowiczan

GKS Katowice wygrał z Zagłębiem Sosnowiec 5:3 w meczu 22. kolejki Polskiej Hokej Ligi. Katowiczanie w końcu wyzbyli się niemocy strzeleckiej. Z pięciu bramek dwie padły w przewadze. Katowiczanie do meczu przystąpili bez Dušana Devečki, Grzegorza Pasiuta oraz Tuukki Rajamäki.  W boksie gospodarzy zabrakło też trenera Risto Dufvy, który jest chory, a jego obowiązki przejął Piotr Sarnik.

Pierwsze minuty były dość wyrównane. Gra toczyła się głównie w strefie neutralnej. Obraz gry zmienił się dopiero od 8. minuty. Wtedy właśnie Szymon Mularczyk wykorzystał dobre podanie Ouli Uskiego i skierował krążek do bramki. Dwie minuty później Filip Starzyński oddał strzał zza bramki. Krążek odbił się od bramkarza i trafił do Patryka Krężołka, który trafił do pustej już bramki.

Goście nie poddawali się. Próbowali zaatakować i ich starania zostały wynagrodzone. W 13. minucie gry Daniił Oriechin wykorzystał gapiostwo rywali i posłał krążek w krótki róg bramki.

[…] Ataki gospodarzy były coraz groźniejsze i podopieczni Marcina Kozłowskiego nie przetrzymali tego naporu W 28. minucie gry Miika Franssila wjechał pod bramkę i oddał strzał prosto w okienko, a dwie minuty później Teddy Da Costa popisał się świetnym uderzeniem z nadgarstka. Pod koniec drugiej odsłony strzałem bez przyjęcia Mateusz Michalski zdobył piątą bramkę. Warto dodać, iż dwa ostatnie gole zostały zdobyte w przewadze.

Katowiczanie zaczęli kontrolować przebieg spotkania. Można nawet powiedzieć, że zaczęli grać tak, jakby chcieli już zakończyć to spotkanie. Takie podejście zemściło się na gospodarzach. Dlatego do głosu zaczęli dochodzić goście. W 48. minucie gry Marek Kaluža oddał mocny strzał z niebieskiej i pokonał Robina Rahma. Sosnowiczanie mogli jeszcze zdobyć kolejne bramki, ale ta sztuka udała im się dopiero pod koniec. W 59. minucie Filip Stoklasa objechał całą tercję rywala i zdobył gola strzałem w krótki róg.

GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 5:3 (2:1, 3:0, 0:2)

 

Risto Dufva opuścił GieKSę

Fiński szkoleniowiec Risto Dufva, którego nie było na ławce trenerskiej w dwóch ostatnich meczach, opuścił we wtorek GKS Katowice. Powód? Oficjalnie – choroba, ale nieoficjalnie mówi się, że po wczorajszych rozmowach w klubie wyleciał na stałe do Finlandii.

[…] Risto Dufva, który jest także asystentem Tomka Valtonenta w reprezentacji Polski prowadzi zespół z Katowic od 17 maja. W tym czasie w 20 meczach ligowych zespół zgromadził 39 punktów i prawdopodobnie nie zakwalifikuje się do turnieju finałowego Pucharu Polski.

 

sportdziennik.pl – Uroki naszej ligi

Zapominamy o Risto Dufvie – takie hasło obowiązuje w katowickiej ekipie.

W GKS-ie Katowice nikt nie chce wracać do rejterady fińskiego trenera, bo przecież w trzech ostatnich spotkaniach hokeiści zdobyli komplet punktów. Gospodarze nie tylko bez trenera Dufvy, który sposobi się do pracy w ojczyźnie, i nadal bez kontuzjowanych Grzegorza Pasiuta i Duszana Deveczki, ale też bez Marcina Kolusza, narzekającego na ból w plecach, którego miejsce zajął Szymon Mularczyk, mieli przewagę i kilka niezłych sytuacji strzeleckich, ale – zgodnie z tradycją – nie potrafili ich wykorzystać. Goście ograniczali się do kilku kontr. Jedna z nich przyniosła im gola. W 19 min Gregor Koblar otrzymał podanie przed pole bramkowe, a takich sytuacji nie marnuje.

Katowiczanie z mocnym postanowieniem odrobienia strat przystąpili do II tercji. Początek należał do gości, ale w miarę upływu czasu sytuację na tafli opanowali gospodarze. Mieli trzy okazje do zmiany rezultatu, ale Teddy Da Costa (26), Patryk Wajda (28) oraz Kamil Paszek (33) znów trafili na dobrze usposobionego Clarke’a Saundersa. Gdy z klarownych sytuacji nie zdobywa się bramek, wkrada się nerwowość. Gospodarzom brakowało zawodnika, który wprowadziłby ład i porządek.

Brawurowa szarża na początku III tercji wreszcie przyniosła wyrównanie i krążek do siatki skierował Oula Uski. Napór gospodarzy nie osłabł i w końcu Teddy Da Costa z bliskiej odległości skierował krążek do siatki. Goście reklamowali zagranie ręką, ale po wideoweryfikacji sędziowie uznali gola. A potem akcje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Trwała zażarta walka o każdy centymetr lodu. Jednak katowiczanie wytrzymali do końca, choć goście wycofali bramkarza i wściekle atakowali.

[…] Strzałów obronił Robin Rahm, zaś jego vis-a-vis popisał się 28 skutecznymi interwencjami.

GKS Katowice – RE-Plast Unia Oświęcim 2:1 (0:1, 0:0, 2:0)

 

hokej.net – Zagłębie wygrywa z „GieKSą”

Po niezwykle wyrównanym spotkaniu hokeiści Zagłębia Sosnowiec pokonali GKS Katowice 3:2. Zwycięskiego gola w 53 minucie zdobył Nikita Bucenko, z dobrej strony pokazał się Rafał Radziszewski zatrzymując 40 strzałów.

[…] Sosnowiczanie zagrali dzisiaj zdecydowanie lepiej, gdyż zagrali równo przez całe sześćdziesiąt minut. Mimo ambitnej gry gospodarzy, to przyjezdni jako pierwsi skierowali krążek do bramki. Wynik w 16 minucie otworzył Patryk Krężołek, który na wysokości lewego bulika przejął krążek i wystrzelił go w okienko bramki strzeżonej przez Rafała Radziszewskiego. Zagłębie odpowiedziało bardzo szybko, gdyż dwie minuty później podanie tyłem Siemiona Garszyna na bramkę zamienił Filip Stoklasa. Trafienie zostało uznane po analizie wideo.

W 28 minucie Zagłębie po raz pierwszy w dzisiejszym meczu wyszło na prowadzenie. W sytuacji sam na sam znalazł się Michał Bernacki, który przed Robimem Rahmem przełożył sobie krążek i skierował go do bramki. Minutę później bliski doprowadzenia do remisu był Teddy Da Costa, lecz jego strzał nad parkanem zdołał wybronić bramkarz Zagłębia. W 32 minucie na tablicy wyników pojawił się remis, gdyż niepilnowany przez nikogo Oskar Krawczyk wrzucił krążek do bramki.

Na początku trzeciej tercji sosnowiczanie mogli wyjść na prowadzenie, jednak strzał z bliska Garszyna i dobitkę Błażeja Salamona zdołał wybronić bramkarz gości. Decydująca o losach meczu okazała się sytuacja z 53 minuty, gdy Nikita Bucenko wstrzelił się z ostrego kąta w minimalną lukę pozostawioną przez Rahma. Na dwie minuty przed końcem meczu bramkarz katowiczan zjechał z lodu, lecz żadna z akcji gości nie przyniosła zmiany rezultatu. Duża w tym zasługa Radziszewskiego, który wybronił w sumie dzisiaj 40 strzałów rywala.

Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 3:2 (1:1, 1:1, 1:0)

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga