Felietony Piłka nożna
„Nie boję się armii lwów prowadzonej przez owce, boję się armii owiec prowadzonej przez lwa”
Na felieton Erica Cantony (tutaj) postanowił odpisać jeden z kibiców GieKSy – SAS. Prezentujemy jego felieton na temat trenera Rafała Góraka i sytuacji w GKS Katowice. Przypominamy także, że łamy naszej redakcji są otwarte dla każdego z Was. Jeśli chcesz podzielić się swoją opinią na temat tego, co dzieje się w klubie, to wyślij swój tekst na maila gieksainfo[at]gmail.com. Teraz oddajmy głos kibicowi GieKSy.
Żaden inny tytuł nie oddaje tak dobrze położenia naszej GieKSy, w jakim znaleźliśmy się po 10 kolejkach I ligi sezonu 2021/2022. Euforia związana z awansem dawno już opadła, trybuny świecą pustkami, a gadka o nauczaniu ligi zbrzydła już zdecydowanej większości z nas. Trener Górak prowadzi GieKSę trzeci sezon, co w naszej historii przynajmniej ostatnich kilkunastu lat jest ewenementem. Sam jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, wszak wychowałem się na Manchesterze Sir Alexa. Jednak trudno znaleźć tu jakiekolwiek porównanie. Z naszego podwórka dobrym przykładem jest Marek Papszun, którego podziwiam i stawiam za wzór pracowitości, wizji. Klub Raków Częstochowa co rundę robi nieustanny progres. Nawet w obecnym sezonie europejskie puchary mu nie przeszkodziły i w lidze radzą sobie nieźle. A pogodzić ligę z pucharami jakoś nie potrafią Legia czy Lech.
Na Bukowej w najlepsze pracuje trzeci sezon trener „no name” jeżeli chodzi o rozgrywki pierwszoligowe. Trener sympatyczny, lubiany przez nas za cytaty, konferencje, wreszcie awans w poprzednim sezonie. Awans, jak widać, był szczytem możliwości trenera Góraka. I liga zweryfikowała go brutalnie. Kiedy w 2013 roku przegraliśmy w Bełchatowie 0:5, a Górak został zdymisjonowany, był to jednocześnie koniec szans dla niego na tym szczeblu rozgrywkowym. Przypadek? Czy naprawdę prezesi klubów z ambicjami nie dostrzegali potencjału trenera? A może zwyczajnie nie dostawał szans, bo nie ma „papierów” na tę klasę rozgrywkową. Projekt, w jakim się znajdujemy, jest w całości jego autorskim. Plan dwuletni zakładał awans, ale też jak rozumiem zbudowanie drużyny, która spokojnie obroni się na tym szczeblu rozgrywek. Przed sezonem uważałem, że mamy skład na miejsca 10-12. Na czym opieram taką kalkulację? Czy naprawdę tacy piłkarze jak Błąd, Figiel, Jędrych, Kołodziejski, Kudła, Woźniak, Jaroszek muszą uczyć się ligi? Czy nie znaleźliby miejsca w większości ekip pierwszej ligi? Nie mamy anonimowej paczki. Kto potrafi wymienić tylu piłkarzy z ograniem na tym szczeblu bądź wyżej w Resovii, Skrze, Polkowicach, Niepołomicach, Głogowie i paru innych? Wiem, że nazwiska nie grają, ale skoro ktoś już odstaje, najlepsze lata ma za sobą, to chyba przed sezonem należało go odpalić i tutaj duet G-G bierze za to odpowiedzialność.
Nadal tak uważam, wiem, że po tym, co pokazują nasi grajkowie, trudno to sobie wyobrazić, ale spójrzmy na nazwiska i kariery tych zawodników. Ich gra w innych klubach nie wyglądała nigdzie tak dramatycznie. Wszyscy śmialiśmy się z Kalinkowskiego czy Śpiączki, bo faktycznie kaleczyli grę i oczy „krwawiły” od ich „popisów” w GieKSie. To jednak były czasy Paszulewicza czy Dudka – trenerów, których zweryfikowały wyniki. Chociaż z perspektywy czasu GieKSa Dudka pomimo spadku nie wyglądała tak dramatycznie w obronie i bilansie punktowym. Oczywiście nie tęsknie za „Dudinho”, ale z perspektywy czasu nie oceniam go już aż tak krytycznie i wystarczy spojrzeć na bilans bramek straconych czy punktów. W Łęcznej wyżej wymienieni zawodnicy odpalili i dali awans z I ligi do ekstraklasy klubowi z Lubelszczyzny. Czyli można przy wybitnym trenerze.
Piłka to wbrew pozorom prosta gra. Skoro mamy skład na miejsca 10-12, to solidny trener na tym szczeblu zrobiłby taki wynik, a trener wybitny mógłby z powodzeniem bić się o baraże, o których wielu z nas marzyło. Trener Górak jest jednak rzemieślnikiem słabym. W tamtym sezonie finalnie do samego końca biliśmy się o awans, sezon wcześniej koncertowo sezon na finiszu został spierd… Lubię trenera Góraka jako człowieka, chętnie wypiłbym z nim piwo lub coś mocniejszego, pośpiewał na sektorze i tyle. Jednak nie czas na sentymenty. Czas na działanie, bo spadamy w przepaść z prędkością światła. Trener nie ma pomysłu, poprawy w grze nie widać, 23 bramki stracone, 7 punktów w 10 meczach, czteropaki co 2-3 kolejki. Jeżeli nie zdrowy rozsądek, to matematyka weryfikuje pracę Góraka.
Czy leci z nami pilot? Pontyfikat tęczowego prezesa trwa w najlepsze, a zgadzam się z większością, że prezesa w naszym klubie po prostu nie ma. Miasto jako właściciel chyba też nie ma oczekiwań co do utrzymania. Bo żadnych ruchów, konsekwencji nie widać ani od prezesa, ani od właściciela. Do trenera Góraka również zaczynam tracić szacunek, ponieważ jeżeli po ludzku jest za słaby na ten etap, powinien honorowo odejść. Na dzisiaj jest balastem i szkodą dla klubu, który ponoć jest mu bliski.
Sektor 4 ma coraz większy szereg fanów zarówno fizycznie obecnych, jak i przede wszystkim zaocznie piszących na forum czy w innym czeluściach internetów.
Nie chcę spadać z Górakiem, bo to swój chłop. Chcę, aby znowu wróciła wiara, chcę trenera, który poukłada te klocki, otrzyma od nas wsparcie i wyprowadzi na prostą. Jest to możliwe – do tego potrzeba trenera z warsztatem. Takiego, który nie unikał staży trenerskich i grę układa od tyłu, a nie od d… strony.
SAS
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


obserwator
29 września 2021 at 08:24
od momentu wyrwania Gieksy z łap króla trwa festiwal poklepywania przez decycyjnych kibiców po plecach patodewelopera ,zarządu i piłkarzyków, skończyło sie to tragicznie, spadkiem do de facto 3 ligi, dzisiaj zmierzamy w tym samym kierunku w jeszcze gorszym stylu , ale nic to prezesik zapowiedział że jak wróci z Zambrowa to sie za nich weźmie, oby zdążył
Mecza
29 września 2021 at 10:46
Zgadzam się z tym tekstem. Niestety mimo dużej sympatii muszę to napisać. Tak jak niektórzy piłkarze mogą się nie nadawać na szczebel wyżej tak samo dotyczy to trenera. W naszym wypadku to jest problem trenera. Zespół mamy na pewno na spokojny środek tabeli. Czy zmienię zdanie gdy wygramy najbliższe mecze, umocnimy się w środku i tak skończymy sezon? Nie bo z tym trenerem progresu większego nie będzie chyba że dostanie 30 milionów na transfery a to nie wchodzi w grę. Może nawet więcej tej kasy na transfery by musiało być, bo przecież w 2 lidze przy bardzo mocnym zespole było ledwo, ledwo. Przy trenerze żaden piłkarz nie zrobił wyraźnego progresu prze ten długi czas. Musimy patrzeć w przyszłość a nie bawić się w sentymenty. To co było w 2lidze wystarczające wyżej ligę już jest niedopuszczalne.
Irishman
29 września 2021 at 12:21
Artykuł napisany po prostu W PUNKT. I właściwie mam niewiele do dodania.
Na naszym Forum napisałem, że próbuję wierzyć, że trener Górak to ogarnie i oby tak się stało. Ale o ile tak się stanie, to co dalej? Trener ma jeden styl, oczywiście dość widowiskowy, niestety na tle wyłącznie słabszych przeciwników. Ci lepsi pokazują nam miejsce w szeregu. Zatem nawet jak uda się obronić ta I ligę (k…. jak to brzmi, gdy pisze to kibic GieKSy, a nie jakiejś pipidówy, która cudem awansowała do tej ligi i faktycznie musi się jej uczyć?!?!?!) to co dalej? Tu już nie widzę jakichkolwiek szans na jakiś postęp. Tak więc czy z sympatii dla trenera mamy poświęcić klub? Sęk w tym, że dla prezesa zmiana trenera spowodowałaby koszty, których jego excelowskie tabelki nie przewidują. I TU MAMY PROBLEM!
Mecza
29 września 2021 at 18:14
Dodam jeszcze, że na armię lwów nas nie stać a na lwa który poprowadzi owce owszem. Tylko trzeba znowu trafić drugiego Nawałkę.
Peter
29 września 2021 at 20:42
Wstydem jest ,że GKS doczekał się takiego prezesa, który jak widać nic sobą nie prezentuje a tym bardziej klubu , na którego czele niby stoi. Marna to postać, która odezwać się nie potrafi a gdy już się odezwie elokwencją nie grzeszy. Jak mały jest prezes tak mały stał się klub z bukowej , na rozwoju którego nikomu nie zależy. Jak dotąd nikt nie wyciąga konsekwencji z obecnej sytuacji klubu , który pasmem porażek , czasem remisów zamyka tabelę zaplecza ekstraklasy. Wywnioskować można, ze osoby piastujące stanowiska wyżej czerpią korzyści finansowe a dobro klubu, który miał być rzekomo wizytówką miasta stał się jego zaprzeczeniem. W Katowicach wręcz zabito sport począwszy od GKS , Rozwoju Katowice , Naprzodu Janów czy siatkówce Kolejarza Katowice . Miejsce Katowic zajęła Częstochowa z Rakowem na czele . Nawet Skra Częstochowa osiąga lepsze wyniki niż nasz GKS
Arkadiusz
30 września 2021 at 15:28
Witam! Z Tymi nazwiskami (Błąd i inni), że mają niby papiery na grę w pierwszej lidze, ba nawet walka o baraże…., to gruba przesada Nie żartujmy nikt nie będzie się bił z klubów I ligi o tych (naszych) zawodników. Błąd grał ogony w Zawiszy inni z wymienionych również nie mają znaczących sukcesów. Najlepiej zgonić na trenera! Konkludując: uważam, że żaden inny trener z takimi zawodnikami wiele więcej by nie osiągnął.