Dołącz do nas

Felietony

Nie mam już wiary w ten zestaw ludzki…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Życie piłkarskie nie znosi próżni. Od ostatnich derbów minęło już cztery dni i niestety trudno „przestać o tym myśleć”. Zleciało to tak szybko, że już za dwa dni kolejny mecz ligowy. Kolejne derby, kolejny mecz prestiżowy. Katowiczanie zmierzą się na wyjeździe z GKS Tychy. Ale jakie to ma znaczenie, ten jeden konkretny mecz, w ocenie całości tego, co się dzieje?… Dlatego nie będziemy się w tym artykule zajmować stricte spotkaniem z tyszanami.

Normalnie napisalibyśmy, że piłkarze „będą chcieli się zrehabilitować”. Ale po co pisać takie dyrdymały? Przed kamerami czy w wywiadach zawodnicy czy trenerzy mogą sobie tak paplać – robią tak od zarania dziejów i będą to robić do końca świata. Za tą sałatą słowną nigdy nie idzie żadna treść, bo na palcach jednej ręki można policzyć sytuację, gdy w kolejnym spotkaniu dana drużyna rzeczywiście „zapałała żądzą rewanżu”.

Niestety najgorsze z najgorszych w tym aspekcie mamy w GKS Katowice. Kibice GieKSy dostali po twarzy tak wiele razy w tym sezonie od drużyny, że w aspekcie tym bite są rekordy. Te ciosy nie tylko były powodowane porażkami jako takimi. Były one tym boleśniejsze, że w meczach poprzedzających często wzbudzana była nadzieja, a gdy przychodziło do ważnych egzaminów – za każdym razem kończyło się to kompromitacją. Rok zaczął się od wielkich nadziei na awans do ekstraklasy. A potem mieliśmy gong za gongiem. Jeszcze remis w Chojnicach i fatalnie nie-wygrany mecz ze Stomilem, po którym po raz pierwszy powiedzieliśmy „tych punktów może nam brakować” – jakoś mogliśmy przyjąć. A potem?

Pierwszy policzek – porażka w wygranym meczu w Sosnowcu i pierwszy olbrzymi sygnał alarmowy.

Drugi policzek – porażka z Podbeskidziem i dyrdymały Brzęczka na konferencji o tym, że byliśmy lepsi.

Trzeci policzek – wzbudzenie nadziei wygranymi ze słabeuszami – Zniczem i Puławami, a potem porażka w meczu o sześć punktów z Miedzią Legnica.

Czwarty policzek – ucieczka spod topora w Mielcu, wygrane z Pogonią i Tychami – wzbudzenie nadziei, a następnie porażki z Sandecją (w fatalnym stylu) i Górnikiem, niwelujące szanse na awans (na tamten czas) niemal do zera.

Piąty policzek – kompromitująca przegrana u siebie ze zdegradowanym Kluczborkiem, gol z połowy boiska i koniec nadziei.

Szósty policzek – taniec radości w Grudziądzu.

Siódmy policzek – przegrana bez walki w Tarnobrzegu w przedbiegach Pucharu Polski.

Ósmy policzek – żenujące porażki u siebie z Pogonią i Puszczą.

Dziewiąty policzek – przegrana z najsłabszymi na tamten moment Wigrami po samobójczym golu kuriozum.

Dziesiąty policzek – kompromitacja w Sosnowcu i 0:3 do przerwy w Mielcu.

Jedenasty policzek – trzy wygrane z rzędu, a zaraz po nich największy cios – klęska z ostatnim w tabeli Ruchem Chorzów, „wzbogacona” głupimi wypowiedziami trenera i piłkarzy po meczu.

Zestawienie tych hańb jest oczywiście subiektywne, ale sądzę, że podzielane przez większość kibiców. Natomiast zestawienie obiektywne obrazujące powyższe?

Uwaga, nie spadnijcie z krzeseł. GKS od maja do teraz, czyli w ciągu pięciu miesięcy TRZY RAZY przegrał u siebie z najsłabszą drużyną w lidze.

– z Kluczborkiem, dla którego wygrana w Katowicach była JEDYNĄ na wyjeździe w sezonie (poandto cztery remisy i dwanaście porażek), a w tym sezonie bilans wyjazdowy MKS w II lidze to 1-1-5

– z Wigrami, które na dzień meczu z GKS miały bilans 0-2-4

– z Ruchem, którego bilans wyjazdowy przed meczem z GKS wynosił 1-0-6

Te statystyki kompromitują wszystkich piłkarzy, którzy w tym roku grają w GKS i wszystkich trenerów, którzy ten zespół prowadzili i prowadzą.

Nas kibiców naprawdę nie interesuje to, że tamtym sezonie grali inni, a teraz grają inni. Że wtedy był Brzęczek, a teraz Mandrysz. Każdy w równym stopniu przykłada cegiełkę do tego, że jesteśmy piłkarskim pośmiewiskiem, najwięksi rywale – sportowi i kibicowscy – notorycznie są w euforii po meczach z GKS, miasto już przebąkuje o przykręceniu kurka z pieniędzmi, za chwilę przestanie w ogóle finansować, a sponsorzy się odwrócą. Można sobie słodko pieprzyć o bardzo dobrym meczu z Ruchem, tylko – na Boga – czy ci ludzie nie widzą, że krok po kroku pogarszają sytuację GieKSy, mało kto traktuje ten klub poważnie i za chwilę jak tak dalej pójdzie będziemy musieli bronić się nie przed spadkiem, a przed upadkiem i bankructwem?

To nie jest kwestia jednego, dwóch czy trzech potknięć. Poza wygranymi w mało ważnych meczach lub ze słabymi przeciwnikami, zespół zawiódł w tym roku już kilkanaście razy. Ale to nie był taki tam sobie zawód, że „trochę nam się zrobiło smutno”. To były – jak napisałem wyżej – potężne ciosy, to były tak kompromitujące zdarzenia, które krok po kroku niszczą postrzeganie tego klubu. To co się dzieje w tym roku w GKS, to nie są zwykłe porażki w sporcie, które czasem się zdarzają, a czasem są spektakularne. To się dzieje tak często, tak bardzo i w takim nasileniu, w najważniejszych momentach. Czasem wystarczyłoby tylko odrobinę powalczyć i zremisować. Niestety ten zespół daje się ośmieszać i niszczy wszystko, co można zniszczyć. Wszystko, co budują inni, którym dużo bardziej na sercu leży jego dobro.

I w tym momencie pojawia się taki trener Piotr Mandrysz, który przekonuje po klęsce w meczu sezonu, że to „był bardzo dobry mecz”, GKS się rozkręcał, ale sędzia przerwał spotkanie. Oczywiście, można bawić się w rozważania teoretyczne, że Ruch był coraz słabszy, a GKS dominował i może by zremisował. To jest jednak dziecinne ujmowanie sprawy. Bo można zadać pytanie, dlaczego przez wcześniejsze 80 minut GKS zrobił tak mało, żeby to spotkanie wygrać? Po drugie – umówmy się, GKS miał przewagę w posiadaniu piłki wynikającą z tego, że przeciwnik prowadził i oddał pole. GKS nie stwarzał sobie setki za setką, żeby istotnie uznać, że gdyby przerwy nie było, to udałoby się strzelić. Więc sugerowanie, że sędzia zatrzymał tę – jak to świetnie napisał jeden z kibiców – „rozpędzającą się machinę” jest oczywistym zakrzywianiem rzeczywistości.

Jednak przed meczem trener Mandrysz zabłysnął w inny sposób i tym samym udowodnił, że gadać sobie może, co chce, ale kompletnie nie czuje klimatu w Katowicach. Bo jak trener GKS Katowice może na kilkadziesiąt minut przed meczem z najwiekszym dla kibiców wrogiem zapytany o derby sprzed 14 lat, gdy był trenerem Ruchu, odpowiedzieć:

„Niestety przegraliśmy to spotkanie 1:0 (…) Bramka Jacka Kowalczyka była wielce kontrowersyjna, moim zdaniem nie powinna być uznana”.

Trener GKS tuż przed derbami płacze, że „niestety przegraliśmy”. My, czyli Ruch. Tak mocno zidentyfikował się, że na chwilę przypomniał sobie piękny czas, gdy eRkę miał w sercu i smutek po tamtej porażce?

Dla wyjaśnienia – rozumiemy, że zawód piłkarza i trenera rzuca ich w różne miejsca. Ktoś może mieć sentyment do dwóch zwaśnionych klubów, jego prawo. Jednak wypowiadanie takich słów, w takim tonie, na chwilę przed derbami jest po prostu nie na miejscu i dużo mówi o podejściu do tematu. Czyli o braku większego zaangażowania niż tylko zawodowe. A brak takiego zaangażowania, rozumianego, jako naprawdę większej identyfikacji z klubem, jego historią, kibicami powoduje, że taki mecz jest traktowany nie jako wydarzenie historyczne, tylko sympatyczny pojedynek z byłym pracodawcą. A to już pierwszy krok do tego, żeby nie odnieść sukcesu.

Takich kwiatków jest zresztą więcej. Normalnie nie powiedzielibyśmy nic na to, że po przegranym meczu Tomasz Foszmańczyk i Sebastian Nowak przybijają sobie żółwika na murawie. Ot, drużyna, wspieramy się po porażce. Jednak patrząc na to, co się właśnie przed momentem stało, czyli doszło do totalnej klęski, takie piąteczki na boisku nie są mile widziane i też coś mówią o tych zawodnikach. A gdy przypomnimy sobie wywiad Fosy po Grudziądzu, to z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że ta porażka niekoniecznie go zabolała.

A jak jeszcze do tego dodamy, że i Foszmańczyk, i Nowak to byli zawodnicy Ruchu Chorzów, to już mamy kompletny obraz niesmaku związanego z całą sytuacją niedzielnego meczu.

Cieszyliśmy się z poprzednich wygranych i znów naiwnie wierzyliśmy, że to początek czegoś lepszego. Przyszedł mecz najważniejszy z najważniejszych i znów wszystko wróciło do przykrej normy. Czyli zawodnicy nie zrobili zbyt wiele, żeby osiągnąć dobry wynik, w pierwszej połowie ośmieszyli się w obronie i zagrali dno w ataku, a w drugiej już nie byli w stanie przedrzeć się przez dobrze ustawionych zawodników gości.

Wydźwięk tego długiego artykułu jest bardzo przykry, ale inaczej być nie może. Znów daliśmy się nabrać, że mamy poważną drużynę i znów dostaliśmy obuchem w ten głupi łeb.

Ja osobiście nie wierzę już w ten zespół i tego trenera. Zawodnicy raz po raz dają sygnał, że gra w GKS nie jest dla nich czymś ważnym, a jedynie obowiązkiem (czasem przykrym). Trener się gubi, podejmuje irracjonalne decyzje kadrowe, a jego samouwielbienie nie daje możliwości rozwoju.

Już przed sezonem pisałem, że nawet kilka wygranych z rzędu mnie nie przekona. Przecież mieliśmy całe rundy jesienne, które były udane, a wiosną wszystko było niszczone. Mimo to liczyłem na próbę zatarcia obrazu z poprzednich rozgrywek. Niestety od Pucharu Polski i pierwszej kolejki było jeszcze gorzej. Potem mieliśmy Wigry, Sosnowiec i Mielec. Teraz mamy katastrofalny wynik z Ruchem.

Teraz to nawet choćby i dwadzieścia meczów z rzędu wygrali, nie przekonają mnie, że im zależy. Ta ekipa jest już skreślona. Są pojedyncze nazwiska, które ewentualnie mogłyby zostać i być może w innym otoczeniu byliby pomocni – nie będę jednak wymieniał ich nazwisk, bo jeszcze coś muszą pokazać.

Cała reszta się do tego klubu po prostu nie nadaje mentalnie. I tak naprawdę zastanawiam się, czy uda się ich pozbyć, zanim nie narobią jeszcze większych szkód.

15 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

15 komentarzy

  1. Avatar photo

    stefano

    26 października 2017 at 13:33

    Niestety , ale trudno będzie się pozbyć kilku lebrów .
    Trener się skompromitował wraz z piłkarzami i teraz prezes wraz z nowo wybranym menadżerem sekcji piłkarskiej mogą się wykazac , czy maja jaja czy , nie.
    Wiekszosc kibiców tak jak Shellu na długo zapamięta ten ostatni mecz !!!

  2. Avatar photo

    hans33

    26 października 2017 at 14:14

    Niestety, taka jest dola kibiców klubów zarządzanych z publicznych pieniędzy. Kopacze zachowują się niczym pracownicy magistratu tj. czy się stoi, czy się leży kasa z kontraktu się należy, nie ponoszą odpowiedzialności, typowe zasrane urzędasy. Mimo wszystko, gdyby nie miasto to klub by nie istniał i za to dzięki. W obecnym układzie jedynym racjonalnym rozwiązaniem na przyszłość jest postawienie na 18-20 latków z niższych lig/wychowanków + 4-5 doświadczonych kolesi, którym się jeszcze chce. Bez nowego stadionu prywatny sponsor się nie pokaże, bez odpowiedniej frekwencji także. Naszą rolą jest chodzić na mecze i mimo wszystko dopingowanie drużyny. Osobiście nie dałbym swojej kasy na klub z 2-3 tysięczną widownią. Jednym słowem PARAGRAF 22:)
    .

  3. Avatar photo

    Irishman

    26 października 2017 at 14:54

    Ten mecz wielu z nas sprowadził na ziemię.
    Ja już też zupełnie nie wierzę w tą drużynę. Ale to tylko część problemów.
    Nie chcę wyciągać niektórych spraw ale jak to wszystko zebrać do kupy to widać, że coś bardzo niedobrego dzieje się nie tylko z I drużyna ale w ogóle z całą sekcją piłkarska I TO NIE OD DZIŚ.
    O co tu chodzi?

  4. Avatar photo

    Maks

    26 października 2017 at 15:33

    zle się dzieje….jak podaje Dziennik Zachodni Urząd Miasta zakręcił kurek z pieniążkami….mają już dość piłkarskiej GieKSy…chyba obrali kierunek na siatkówkę i hokej…pozdro dla kumatych…

  5. Avatar photo

    Maks

    26 października 2017 at 15:36

    A co do nowego stadionu…no to cisza…jak będą ,,wybory,, to znowu będzie głośno…a potem znowu cisza…już kiedyś pisałem że prędzej Ruch będzie miał nowy stadion niż w Katowicach wybudują…

  6. Avatar photo

    Berol

    26 października 2017 at 16:32

    Niestety ale tak wygląda to na teraz .Shellu bardzo trafnie opisał o czym mysli wiekszość naszych kibiców

  7. Avatar photo

    Berol

    26 października 2017 at 16:33

    niestety ale tak to wyglada jak jest to tu opisane

  8. Avatar photo

    kibol

    26 października 2017 at 18:19

    Tragedia z GieKSą co za czasy cała Polska sie z nas smieje Śląsk i Zagłębie ze smiechu posrane po pachy niektórzy zagłębiacy to już im sie nawet smiać z nas nie chce bo wiedzą że GieKSa pewniak do bicia !

  9. Avatar photo

    Mecza

    26 października 2017 at 19:34

    Wielka gorycz wylewa się z artykułu aż za bardzo przejaskrawiony. Wygrana następnych 20 meczów daje awans:) Wypominanie Nowakowi i Fosie przeszłości w Chorzowie jest żałosne. Może żaden z przeszłością na Cichej nie powinien nigdy bronić naszych barw? Pozdrowienia dla Jojki. Idący typ tropem każdy kto się urodził w Chorzowie albo mama, tata powinien być skreślony. Inny wątek, jak słyszę kto nie skacze ten z Chorzowa to mnie krew zalewa. W Chorzowie nie może być kibiców GKS? Pewnie to Ci gorsi jak i piłkarze którzy kiedyś grali dla Chorzowa.

  10. Avatar photo

    Mecza

    26 października 2017 at 19:36

    Wielka gorycz wylewa się z artykułu aż za bardzo przejaskrawiony. Wygrana następnych 20 meczów daje awans:) Wypominanie Nowakowi i Fosie przeszłości w Chorzowie jest żałosne. Może żaden z przeszłością na Cichej nie powinien nigdy bronić naszych barw? Pozdrowienia dla Jojki.

  11. Avatar photo

    Tosiek

    26 października 2017 at 22:35

    Niestety fakty są takie, że GKS może być co najwyżej trzecią siłą na Górnym Śląsku, i to musi o tę pozycję powalczyć z Piastem. Frekwencja na trybunach mówi wszystko.
    Co do zaangażowania emocjonalnego trenera i zawodników, zapomnijmy. W czasach powszechnego outsourcingu to są tylko najemnicy, dziś tu, jutro tam. Nie wierzę w jakiś sabotaż z ich strony, kilka meczów mogło zakończyć się inaczej, mogli rywale dać ciała i oddać kilka punktów, oni po prostu są za słabi na awans.
    Potrzebny jest bogaty sponsor, na miasto nie ma co liczyć, stawiają na hokej i siatkę (choć i tam Tychy i Jastrzębie leją nas notorycznie w derbach) a na Bukowej za rok Ekstraliga kobiet.

  12. Avatar photo

    Irishman

    27 października 2017 at 08:51

    Tosiek, dziwisz się frekwencji???
    Kurcze, przecież my przezywamy wstyd za wstydem! Upokarzani i hańbieni jesteśmy w najważniejszych dla nas meczach derbowych! A jak pojawia się jakaś szansa na coś więcej to nasze „gwiazdy” KAŻDORAZOWO tracą ją w spektakularny sposób narażając się wręcz na śmieszność w całej Polsce. To jest robione w tak REGULARNY sposób, ze zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest celowe, abyśmy się przypadkiem NIE WYCHYLILI!
    Sponsor? Jaki sponsor przyjdzie do takiego klubu, bez charakteru???

  13. Avatar photo

    stefano

    27 października 2017 at 14:05

    Kurwa , 5 dni od kompromitacji , ja dalej jestem w szoku , jak można było ODPUSCIC !!! taki mecz.
    Niech ktoś wkoncu wypierdoli tych hujograjców .

  14. Avatar photo

    Dragon

    27 października 2017 at 21:47

    Po pierwsze nie piszcie, że trener taki siaki i owaki. O grze całego sukcesu decyduje cały sztab! Trener, drugi trener, asystenci i tutaj warto się zatrzymać. Asystenci mają proste zadanie wspierać mocno sztab są odpowiedzialni za analizy meczowe itp. Po pierwsze jeśli mówicie o zwolnieniu trenera, to należy wywalić cały sztab. Poprzedni trenerzy też pracowali z tymi ludźmi. Po drugie jak trenujemy tak gramy, jak nas analizują tak nas rozpracują.
    Czy obecnie w GKS jest analityk? trener od przygotowania fizycznego?
    Bieda pomieszana razem z nędzą.
    Co do piłkarzy część waleczna, część bez mapy na boisku. Mental dzisiaj kluczowa rzecz ale nie znamy realiów szatni. Czy wiecie, że Mandrysz nie rozmawia zbytnio z piłkarzami tylko robi to Bobla? Brak dobrej komunikacji. Z drugiej strony piłkarzyno dostajesz dobre pieniądze to pokaż, że na nie zasługujesz.
    Co do miasta 11 lat pompowano kasę w piłkę nożną. Dalej to nie ma sensu. Dno i metr mułu. Warto stawiać na hokej i siatkówkę. Oni to bynajmniej spłacają dobrymi wynikami za mniejsze pieniądze. Śmieszy się jak kibice lamentują razem z niektórymi radnymi jaki to GKS jest biedny. Panowie czas koryta minął. Trzeba się pogodzić, że o awansie to można pomarzyć. Trzeba by wywalić cały sztab i 90% zawodników dać trenera z jajami co się nie będzie pierd.. w tańcu.
    Kogoś na wzór charakteru Smudy, nie chcesz trenować jesteś słaby to żegnaj.
    Kolejną tajemnicą jest to, że piłkarze mają długi, a jeden ze sponsorów uciął premię swoim pracownikom by spłacać piłkarzy. Miasto nie chce awansu bo nie ma teraz pieniędzy na stadion.
    Pozdro dla kumatych.

  15. Avatar photo

    Ruda

    27 października 2017 at 22:39

    Powiem krótko. Wypierdolić ich do 4 ligi i obniżyć pensje na 2000 zł., to by zapierdalali przez wszystkie ligi aż do Ekstraklasy. A jak się za dobrze zarabia do niedalekiej emerytury to się w pierwszej lidze dobrze siedzi i grzeje bezpieczną posadkę.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Od Krakowa do Warszawy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.

Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.

Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.

Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).

Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):

1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.

W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.

O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.

Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.

Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.

Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.

Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.

W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.

Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.

Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.

Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.

Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.

Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.

Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.

Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.

W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.

Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964

Mural śp. Adama Ledwonia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W czwartek uroczyście zaprezentowano mural poświęcony śp. Adamowi Ledwoniowi.

Wczoraj w godzinach porannych na ul. Gliwickiej przed pracą kibiców GieKSy pojawiła się rodzina Adam Ledwonia, prezes GKS Katowice Sławomir Witek, wiceprezydent Miasta Katowice Maciej Stachura, przedstawiciel Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” oraz kibice GieKSy, w większości z trójkolorowej dzielnicy Załęże. Po krótkich przemowach oficjalnie przecięto wstęgę, a następnie swój czas dostali dziennikarze i fotografowie.

Mural powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”, we współpracy z Urzędem Miasta oraz kibicami GieKSy z Trójkolorowego Załęża. Ściana została udostępniona przez Zielone Załęże, a fundatorem farb był każdy kibic, który zakupił w sklepie Blaszok koszulkę młynówkę, bo to zysk z jej sprzedaży (dzięki umowie z klubem) został przekazany na stworzenie tej imponującej pracy.

Adam Ledwoń reprezentował GKS Katowice w latach 1991-1997 i przyczynił się między innymi do zdobycia Pucharu Polski (1993) oraz dwóch wicemistrzostw Polski (1992, 1994). Występował także w reprezentacji Polski.

Jest to drugi tej wielkości mural stworzony przez kibiców GKS Katowice. Pierwszy z nich, poświęcony śp. Janowi Furtokowi, znajduje się na ulicy Granicznej. Katowiccy fani zapowiedzieli, że nie zamierzają na tym poprzestać.

Wczorajsze wydarzenie zostało uwiecznione na zdjęciach (tutaj) oraz wideo (tutaj) przez oficjalną stronę – www.GKSKatowice.eu, a także na portalu wKatowicach.eu (tutaj).

Foto: GKSKatowice.eu oraz wKatowicach.eu

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga