Dołącz do nas

Felietony

Nie mam już wiary w ten zestaw ludzki…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Życie piłkarskie nie znosi próżni. Od ostatnich derbów minęło już cztery dni i niestety trudno „przestać o tym myśleć”. Zleciało to tak szybko, że już za dwa dni kolejny mecz ligowy. Kolejne derby, kolejny mecz prestiżowy. Katowiczanie zmierzą się na wyjeździe z GKS Tychy. Ale jakie to ma znaczenie, ten jeden konkretny mecz, w ocenie całości tego, co się dzieje?… Dlatego nie będziemy się w tym artykule zajmować stricte spotkaniem z tyszanami.

Normalnie napisalibyśmy, że piłkarze „będą chcieli się zrehabilitować”. Ale po co pisać takie dyrdymały? Przed kamerami czy w wywiadach zawodnicy czy trenerzy mogą sobie tak paplać – robią tak od zarania dziejów i będą to robić do końca świata. Za tą sałatą słowną nigdy nie idzie żadna treść, bo na palcach jednej ręki można policzyć sytuację, gdy w kolejnym spotkaniu dana drużyna rzeczywiście „zapałała żądzą rewanżu”.

Niestety najgorsze z najgorszych w tym aspekcie mamy w GKS Katowice. Kibice GieKSy dostali po twarzy tak wiele razy w tym sezonie od drużyny, że w aspekcie tym bite są rekordy. Te ciosy nie tylko były powodowane porażkami jako takimi. Były one tym boleśniejsze, że w meczach poprzedzających często wzbudzana była nadzieja, a gdy przychodziło do ważnych egzaminów – za każdym razem kończyło się to kompromitacją. Rok zaczął się od wielkich nadziei na awans do ekstraklasy. A potem mieliśmy gong za gongiem. Jeszcze remis w Chojnicach i fatalnie nie-wygrany mecz ze Stomilem, po którym po raz pierwszy powiedzieliśmy „tych punktów może nam brakować” – jakoś mogliśmy przyjąć. A potem?

Pierwszy policzek – porażka w wygranym meczu w Sosnowcu i pierwszy olbrzymi sygnał alarmowy.

Drugi policzek – porażka z Podbeskidziem i dyrdymały Brzęczka na konferencji o tym, że byliśmy lepsi.

Trzeci policzek – wzbudzenie nadziei wygranymi ze słabeuszami – Zniczem i Puławami, a potem porażka w meczu o sześć punktów z Miedzią Legnica.

Czwarty policzek – ucieczka spod topora w Mielcu, wygrane z Pogonią i Tychami – wzbudzenie nadziei, a następnie porażki z Sandecją (w fatalnym stylu) i Górnikiem, niwelujące szanse na awans (na tamten czas) niemal do zera.

Piąty policzek – kompromitująca przegrana u siebie ze zdegradowanym Kluczborkiem, gol z połowy boiska i koniec nadziei.

Szósty policzek – taniec radości w Grudziądzu.

Siódmy policzek – przegrana bez walki w Tarnobrzegu w przedbiegach Pucharu Polski.

Ósmy policzek – żenujące porażki u siebie z Pogonią i Puszczą.

Dziewiąty policzek – przegrana z najsłabszymi na tamten moment Wigrami po samobójczym golu kuriozum.

Dziesiąty policzek – kompromitacja w Sosnowcu i 0:3 do przerwy w Mielcu.

Jedenasty policzek – trzy wygrane z rzędu, a zaraz po nich największy cios – klęska z ostatnim w tabeli Ruchem Chorzów, „wzbogacona” głupimi wypowiedziami trenera i piłkarzy po meczu.

Zestawienie tych hańb jest oczywiście subiektywne, ale sądzę, że podzielane przez większość kibiców. Natomiast zestawienie obiektywne obrazujące powyższe?

Uwaga, nie spadnijcie z krzeseł. GKS od maja do teraz, czyli w ciągu pięciu miesięcy TRZY RAZY przegrał u siebie z najsłabszą drużyną w lidze.

– z Kluczborkiem, dla którego wygrana w Katowicach była JEDYNĄ na wyjeździe w sezonie (poandto cztery remisy i dwanaście porażek), a w tym sezonie bilans wyjazdowy MKS w II lidze to 1-1-5

– z Wigrami, które na dzień meczu z GKS miały bilans 0-2-4

– z Ruchem, którego bilans wyjazdowy przed meczem z GKS wynosił 1-0-6

Te statystyki kompromitują wszystkich piłkarzy, którzy w tym roku grają w GKS i wszystkich trenerów, którzy ten zespół prowadzili i prowadzą.

Nas kibiców naprawdę nie interesuje to, że tamtym sezonie grali inni, a teraz grają inni. Że wtedy był Brzęczek, a teraz Mandrysz. Każdy w równym stopniu przykłada cegiełkę do tego, że jesteśmy piłkarskim pośmiewiskiem, najwięksi rywale – sportowi i kibicowscy – notorycznie są w euforii po meczach z GKS, miasto już przebąkuje o przykręceniu kurka z pieniędzmi, za chwilę przestanie w ogóle finansować, a sponsorzy się odwrócą. Można sobie słodko pieprzyć o bardzo dobrym meczu z Ruchem, tylko – na Boga – czy ci ludzie nie widzą, że krok po kroku pogarszają sytuację GieKSy, mało kto traktuje ten klub poważnie i za chwilę jak tak dalej pójdzie będziemy musieli bronić się nie przed spadkiem, a przed upadkiem i bankructwem?

To nie jest kwestia jednego, dwóch czy trzech potknięć. Poza wygranymi w mało ważnych meczach lub ze słabymi przeciwnikami, zespół zawiódł w tym roku już kilkanaście razy. Ale to nie był taki tam sobie zawód, że „trochę nam się zrobiło smutno”. To były – jak napisałem wyżej – potężne ciosy, to były tak kompromitujące zdarzenia, które krok po kroku niszczą postrzeganie tego klubu. To co się dzieje w tym roku w GKS, to nie są zwykłe porażki w sporcie, które czasem się zdarzają, a czasem są spektakularne. To się dzieje tak często, tak bardzo i w takim nasileniu, w najważniejszych momentach. Czasem wystarczyłoby tylko odrobinę powalczyć i zremisować. Niestety ten zespół daje się ośmieszać i niszczy wszystko, co można zniszczyć. Wszystko, co budują inni, którym dużo bardziej na sercu leży jego dobro.

I w tym momencie pojawia się taki trener Piotr Mandrysz, który przekonuje po klęsce w meczu sezonu, że to „był bardzo dobry mecz”, GKS się rozkręcał, ale sędzia przerwał spotkanie. Oczywiście, można bawić się w rozważania teoretyczne, że Ruch był coraz słabszy, a GKS dominował i może by zremisował. To jest jednak dziecinne ujmowanie sprawy. Bo można zadać pytanie, dlaczego przez wcześniejsze 80 minut GKS zrobił tak mało, żeby to spotkanie wygrać? Po drugie – umówmy się, GKS miał przewagę w posiadaniu piłki wynikającą z tego, że przeciwnik prowadził i oddał pole. GKS nie stwarzał sobie setki za setką, żeby istotnie uznać, że gdyby przerwy nie było, to udałoby się strzelić. Więc sugerowanie, że sędzia zatrzymał tę – jak to świetnie napisał jeden z kibiców – „rozpędzającą się machinę” jest oczywistym zakrzywianiem rzeczywistości.

Jednak przed meczem trener Mandrysz zabłysnął w inny sposób i tym samym udowodnił, że gadać sobie może, co chce, ale kompletnie nie czuje klimatu w Katowicach. Bo jak trener GKS Katowice może na kilkadziesiąt minut przed meczem z najwiekszym dla kibiców wrogiem zapytany o derby sprzed 14 lat, gdy był trenerem Ruchu, odpowiedzieć:

„Niestety przegraliśmy to spotkanie 1:0 (…) Bramka Jacka Kowalczyka była wielce kontrowersyjna, moim zdaniem nie powinna być uznana”.

Trener GKS tuż przed derbami płacze, że „niestety przegraliśmy”. My, czyli Ruch. Tak mocno zidentyfikował się, że na chwilę przypomniał sobie piękny czas, gdy eRkę miał w sercu i smutek po tamtej porażce?

Dla wyjaśnienia – rozumiemy, że zawód piłkarza i trenera rzuca ich w różne miejsca. Ktoś może mieć sentyment do dwóch zwaśnionych klubów, jego prawo. Jednak wypowiadanie takich słów, w takim tonie, na chwilę przed derbami jest po prostu nie na miejscu i dużo mówi o podejściu do tematu. Czyli o braku większego zaangażowania niż tylko zawodowe. A brak takiego zaangażowania, rozumianego, jako naprawdę większej identyfikacji z klubem, jego historią, kibicami powoduje, że taki mecz jest traktowany nie jako wydarzenie historyczne, tylko sympatyczny pojedynek z byłym pracodawcą. A to już pierwszy krok do tego, żeby nie odnieść sukcesu.

Takich kwiatków jest zresztą więcej. Normalnie nie powiedzielibyśmy nic na to, że po przegranym meczu Tomasz Foszmańczyk i Sebastian Nowak przybijają sobie żółwika na murawie. Ot, drużyna, wspieramy się po porażce. Jednak patrząc na to, co się właśnie przed momentem stało, czyli doszło do totalnej klęski, takie piąteczki na boisku nie są mile widziane i też coś mówią o tych zawodnikach. A gdy przypomnimy sobie wywiad Fosy po Grudziądzu, to z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że ta porażka niekoniecznie go zabolała.

A jak jeszcze do tego dodamy, że i Foszmańczyk, i Nowak to byli zawodnicy Ruchu Chorzów, to już mamy kompletny obraz niesmaku związanego z całą sytuacją niedzielnego meczu.

Cieszyliśmy się z poprzednich wygranych i znów naiwnie wierzyliśmy, że to początek czegoś lepszego. Przyszedł mecz najważniejszy z najważniejszych i znów wszystko wróciło do przykrej normy. Czyli zawodnicy nie zrobili zbyt wiele, żeby osiągnąć dobry wynik, w pierwszej połowie ośmieszyli się w obronie i zagrali dno w ataku, a w drugiej już nie byli w stanie przedrzeć się przez dobrze ustawionych zawodników gości.

Wydźwięk tego długiego artykułu jest bardzo przykry, ale inaczej być nie może. Znów daliśmy się nabrać, że mamy poważną drużynę i znów dostaliśmy obuchem w ten głupi łeb.

Ja osobiście nie wierzę już w ten zespół i tego trenera. Zawodnicy raz po raz dają sygnał, że gra w GKS nie jest dla nich czymś ważnym, a jedynie obowiązkiem (czasem przykrym). Trener się gubi, podejmuje irracjonalne decyzje kadrowe, a jego samouwielbienie nie daje możliwości rozwoju.

Już przed sezonem pisałem, że nawet kilka wygranych z rzędu mnie nie przekona. Przecież mieliśmy całe rundy jesienne, które były udane, a wiosną wszystko było niszczone. Mimo to liczyłem na próbę zatarcia obrazu z poprzednich rozgrywek. Niestety od Pucharu Polski i pierwszej kolejki było jeszcze gorzej. Potem mieliśmy Wigry, Sosnowiec i Mielec. Teraz mamy katastrofalny wynik z Ruchem.

Teraz to nawet choćby i dwadzieścia meczów z rzędu wygrali, nie przekonają mnie, że im zależy. Ta ekipa jest już skreślona. Są pojedyncze nazwiska, które ewentualnie mogłyby zostać i być może w innym otoczeniu byliby pomocni – nie będę jednak wymieniał ich nazwisk, bo jeszcze coś muszą pokazać.

Cała reszta się do tego klubu po prostu nie nadaje mentalnie. I tak naprawdę zastanawiam się, czy uda się ich pozbyć, zanim nie narobią jeszcze większych szkód.

15 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

15 komentarzy

  1. Avatar photo

    stefano

    26 października 2017 at 13:33

    Niestety , ale trudno będzie się pozbyć kilku lebrów .
    Trener się skompromitował wraz z piłkarzami i teraz prezes wraz z nowo wybranym menadżerem sekcji piłkarskiej mogą się wykazac , czy maja jaja czy , nie.
    Wiekszosc kibiców tak jak Shellu na długo zapamięta ten ostatni mecz !!!

  2. Avatar photo

    hans33

    26 października 2017 at 14:14

    Niestety, taka jest dola kibiców klubów zarządzanych z publicznych pieniędzy. Kopacze zachowują się niczym pracownicy magistratu tj. czy się stoi, czy się leży kasa z kontraktu się należy, nie ponoszą odpowiedzialności, typowe zasrane urzędasy. Mimo wszystko, gdyby nie miasto to klub by nie istniał i za to dzięki. W obecnym układzie jedynym racjonalnym rozwiązaniem na przyszłość jest postawienie na 18-20 latków z niższych lig/wychowanków + 4-5 doświadczonych kolesi, którym się jeszcze chce. Bez nowego stadionu prywatny sponsor się nie pokaże, bez odpowiedniej frekwencji także. Naszą rolą jest chodzić na mecze i mimo wszystko dopingowanie drużyny. Osobiście nie dałbym swojej kasy na klub z 2-3 tysięczną widownią. Jednym słowem PARAGRAF 22:)
    .

  3. Avatar photo

    Irishman

    26 października 2017 at 14:54

    Ten mecz wielu z nas sprowadził na ziemię.
    Ja już też zupełnie nie wierzę w tą drużynę. Ale to tylko część problemów.
    Nie chcę wyciągać niektórych spraw ale jak to wszystko zebrać do kupy to widać, że coś bardzo niedobrego dzieje się nie tylko z I drużyna ale w ogóle z całą sekcją piłkarska I TO NIE OD DZIŚ.
    O co tu chodzi?

  4. Avatar photo

    Maks

    26 października 2017 at 15:33

    zle się dzieje….jak podaje Dziennik Zachodni Urząd Miasta zakręcił kurek z pieniążkami….mają już dość piłkarskiej GieKSy…chyba obrali kierunek na siatkówkę i hokej…pozdro dla kumatych…

  5. Avatar photo

    Maks

    26 października 2017 at 15:36

    A co do nowego stadionu…no to cisza…jak będą ,,wybory,, to znowu będzie głośno…a potem znowu cisza…już kiedyś pisałem że prędzej Ruch będzie miał nowy stadion niż w Katowicach wybudują…

  6. Avatar photo

    Berol

    26 października 2017 at 16:32

    Niestety ale tak wygląda to na teraz .Shellu bardzo trafnie opisał o czym mysli wiekszość naszych kibiców

  7. Avatar photo

    Berol

    26 października 2017 at 16:33

    niestety ale tak to wyglada jak jest to tu opisane

  8. Avatar photo

    kibol

    26 października 2017 at 18:19

    Tragedia z GieKSą co za czasy cała Polska sie z nas smieje Śląsk i Zagłębie ze smiechu posrane po pachy niektórzy zagłębiacy to już im sie nawet smiać z nas nie chce bo wiedzą że GieKSa pewniak do bicia !

  9. Avatar photo

    Mecza

    26 października 2017 at 19:34

    Wielka gorycz wylewa się z artykułu aż za bardzo przejaskrawiony. Wygrana następnych 20 meczów daje awans:) Wypominanie Nowakowi i Fosie przeszłości w Chorzowie jest żałosne. Może żaden z przeszłością na Cichej nie powinien nigdy bronić naszych barw? Pozdrowienia dla Jojki. Idący typ tropem każdy kto się urodził w Chorzowie albo mama, tata powinien być skreślony. Inny wątek, jak słyszę kto nie skacze ten z Chorzowa to mnie krew zalewa. W Chorzowie nie może być kibiców GKS? Pewnie to Ci gorsi jak i piłkarze którzy kiedyś grali dla Chorzowa.

  10. Avatar photo

    Mecza

    26 października 2017 at 19:36

    Wielka gorycz wylewa się z artykułu aż za bardzo przejaskrawiony. Wygrana następnych 20 meczów daje awans:) Wypominanie Nowakowi i Fosie przeszłości w Chorzowie jest żałosne. Może żaden z przeszłością na Cichej nie powinien nigdy bronić naszych barw? Pozdrowienia dla Jojki.

  11. Avatar photo

    Tosiek

    26 października 2017 at 22:35

    Niestety fakty są takie, że GKS może być co najwyżej trzecią siłą na Górnym Śląsku, i to musi o tę pozycję powalczyć z Piastem. Frekwencja na trybunach mówi wszystko.
    Co do zaangażowania emocjonalnego trenera i zawodników, zapomnijmy. W czasach powszechnego outsourcingu to są tylko najemnicy, dziś tu, jutro tam. Nie wierzę w jakiś sabotaż z ich strony, kilka meczów mogło zakończyć się inaczej, mogli rywale dać ciała i oddać kilka punktów, oni po prostu są za słabi na awans.
    Potrzebny jest bogaty sponsor, na miasto nie ma co liczyć, stawiają na hokej i siatkę (choć i tam Tychy i Jastrzębie leją nas notorycznie w derbach) a na Bukowej za rok Ekstraliga kobiet.

  12. Avatar photo

    Irishman

    27 października 2017 at 08:51

    Tosiek, dziwisz się frekwencji???
    Kurcze, przecież my przezywamy wstyd za wstydem! Upokarzani i hańbieni jesteśmy w najważniejszych dla nas meczach derbowych! A jak pojawia się jakaś szansa na coś więcej to nasze „gwiazdy” KAŻDORAZOWO tracą ją w spektakularny sposób narażając się wręcz na śmieszność w całej Polsce. To jest robione w tak REGULARNY sposób, ze zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest celowe, abyśmy się przypadkiem NIE WYCHYLILI!
    Sponsor? Jaki sponsor przyjdzie do takiego klubu, bez charakteru???

  13. Avatar photo

    stefano

    27 października 2017 at 14:05

    Kurwa , 5 dni od kompromitacji , ja dalej jestem w szoku , jak można było ODPUSCIC !!! taki mecz.
    Niech ktoś wkoncu wypierdoli tych hujograjców .

  14. Avatar photo

    Dragon

    27 października 2017 at 21:47

    Po pierwsze nie piszcie, że trener taki siaki i owaki. O grze całego sukcesu decyduje cały sztab! Trener, drugi trener, asystenci i tutaj warto się zatrzymać. Asystenci mają proste zadanie wspierać mocno sztab są odpowiedzialni za analizy meczowe itp. Po pierwsze jeśli mówicie o zwolnieniu trenera, to należy wywalić cały sztab. Poprzedni trenerzy też pracowali z tymi ludźmi. Po drugie jak trenujemy tak gramy, jak nas analizują tak nas rozpracują.
    Czy obecnie w GKS jest analityk? trener od przygotowania fizycznego?
    Bieda pomieszana razem z nędzą.
    Co do piłkarzy część waleczna, część bez mapy na boisku. Mental dzisiaj kluczowa rzecz ale nie znamy realiów szatni. Czy wiecie, że Mandrysz nie rozmawia zbytnio z piłkarzami tylko robi to Bobla? Brak dobrej komunikacji. Z drugiej strony piłkarzyno dostajesz dobre pieniądze to pokaż, że na nie zasługujesz.
    Co do miasta 11 lat pompowano kasę w piłkę nożną. Dalej to nie ma sensu. Dno i metr mułu. Warto stawiać na hokej i siatkówkę. Oni to bynajmniej spłacają dobrymi wynikami za mniejsze pieniądze. Śmieszy się jak kibice lamentują razem z niektórymi radnymi jaki to GKS jest biedny. Panowie czas koryta minął. Trzeba się pogodzić, że o awansie to można pomarzyć. Trzeba by wywalić cały sztab i 90% zawodników dać trenera z jajami co się nie będzie pierd.. w tańcu.
    Kogoś na wzór charakteru Smudy, nie chcesz trenować jesteś słaby to żegnaj.
    Kolejną tajemnicą jest to, że piłkarze mają długi, a jeden ze sponsorów uciął premię swoim pracownikom by spłacać piłkarzy. Miasto nie chce awansu bo nie ma teraz pieniędzy na stadion.
    Pozdro dla kumatych.

  15. Avatar photo

    Ruda

    27 października 2017 at 22:39

    Powiem krótko. Wypierdolić ich do 4 ligi i obniżyć pensje na 2000 zł., to by zapierdalali przez wszystkie ligi aż do Ekstraklasy. A jak się za dobrze zarabia do niedalekiej emerytury to się w pierwszej lidze dobrze siedzi i grzeje bezpieczną posadkę.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Post scriptum do Rakowa i Lecha

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dwa wyjazdowe mecze za nami. Zapraszamy więc do tradycyjnego post scriptum. A potem już tylko Motor.

1. Na mecz z Rakowem, który miał być najważniejszym spotkaniem od dawna wybraliśmy się w 4 osoby – ja, Misiek, Kazik, Flifen. Jako że nie był to daleki wyjazd, mogliśmy wyjechać stosunkowo późno. Wiadomo – godzinka drogi i jesteśmy na miejscu.

2. Ciekawa zawsze jest to droga – wiadomo, najpierw autostrada, a potem jakieś lokalne drogi. Zawsze zastanawia się czy na tę ulicę Spalonienko czy jakoś tam wjeżdżają te wszystkie autoary przewożące piłkarzy.

3. Chyba nam ta mobilizacja mocno się udzieliła i organizm zareagował… odwrotnie. Bo dużo było… ziewania na trasie. Może tak czasem być, taka paradoksalna reakcja organizmu.

4. Ogólnie to widzieliśmy autokar Rakowa dojeżdżający na stadion. Oni też nie wiedzieli, w jakim widowisku przyjdzie im uczestniczyć.

5. O ile na poprzednich meczach w Częstochowie byliśmy dużo wcześniej, tym razem było to „zaledwie” jakieś półtorej godziny przed meczem. To spowodowało, że musieliśmy się z pewnymi ważnymi rzeczami sprężać.

6. Kazik chciał odpalić drona, żeby zrobić efektowne zdjęcia stadionu i pętli. Niestety jakieś zakłócenia w eterze spowodowały, że dron nie ruszył i musieliśmy zadowolić się zdjęciami naziemnymi. Potem drony latały nad stadionem i zrzucały piłki. Ciekawy pomysł.

7. Chcieliśmy szybko przemieścić się do budki z akredytacjami, ale… policja zablokowała główną ulicę. Casus podobnie jak na Cracovii. Bo zaraz mieli przyjechać kibice gości. Dlatego nie można było poruszać się wzdłuż ulicy.

8. Dodatkowo po przejściu na drugą stronę ulicy, też nie można było przejść. Policja więc kierowała przez jakiś park, potem przez jakieś domki i byliśmy naprzeciwko przejścia. Czekaliśmy, a wkrótce autokary z kibicami przejechały.

9. Szybko odebraliśmy akredytacje i mogliśmy wejść na stadion. Nie kombinowaliśmy już z VIP-ami tylko od razu udaliśmy się na nasze prawowite miejsca.

10. To znaczy, zanim poszliśmy na prasówkę, udaliśmy się do sklepiku klubowego. A potem już był jeden cel – tzw. gięta. Wiedzieliśmy, że przy jednym sektorze jest taka fajna krojona, z cebulką. Mieliśmy taki plan już od grudnia. Ale na następny sezon. Na Raków trafiliśmy jednak w Pucharze Polski.

11. W tym celu obeszliśmy ten stadion. Nie naśmiewając się, bo sami mamy nowy obiekt od niedawna, niektóre miejsca za trybunami wyglądają, jakby były przytwierdzone na trytytki. Ale są to trytytki mocne. Mnie się ostatecznie ten stadion podoba. W dobie tych wszystkich nowy – daje powiew dawnych czasów.

12. Obeszliśmy więc. Na koniec musieliśmy się wylegitymować, żeby wejść na miejsce sektorowe. I znaleźliśmy się pod kiełbasą.

13. No panie, powiem ci – klasyczek. Półtorej (?) chyba kiełby i mnóstwo cebulki takiej zgrillowanej, w duuuużych kawałach. Musztarda, bułeczka. Smakowite. Minusem był ogórek kiszony, który ani trochę nie był kwaśny.

14. Skierowaliśmy się z powrotem – już na sektor prasowy. To pierwszy stadion od powrotu do ekstraklasy, na którym zawitaliśmy po raz trzeci. Wiedzieliśmy więc co i jak – czym to się je. Nagrywka przedmeczowa i zajęliśmy miejsca. Takie bez stolików, ale z większą przestrzenią. Więc komputer wylądował na kolanach.

15. Najgorsze było podłączanie do kontaktu. Trzeba było uklęknąć i się schylić, co na tej kracianej posadzce przyprawiało o ból kolan. Ale dało radę i byliśmy podpięci.

16. Czekaliśmy na mecz. Gdzieś tam w międzyczasie mijałem Mateusza Borka i Grzegorza Mielcarskiego, którzy mieli komentować to spotkanie. Jeszcze nie wiedzieli, jakie emocje będą także ich udziałem.

17. Jakiż to był mecz. Mecz, który zapamiętamy na lata. To była wielka piłka. Dramaturgia, zwroty akcji i dla postronnego widza kapitalny mecz do oglądania. Objęliśmy prowadzenie po golu Jirki, a potem Jędrych podwyższył z rzutu karnego.

18. W przerwie więc mieliśmy dobre humory, ale czujność musiała być zachowana. To jeszcze przecież nie znaczyło, że meldujemy się w finale. Kibice Rakowa mieli się z pyszna. Ale ciągle wierzyli.

19. Początek drugiej połowy był jak nóż w serce. Jeszcze nie wybiła 49. minuta, a już mieliśmy wyrównanie. Stadion przy Limanowskiego w euforii, my nosy spuszczone na kwintę. Nadal jednak przecież to był remis, czyli dla obu stron podobna sytuacja. Ale morale lepsze miał Raków.

20. Wkrótce gospodarze mieli rzut karny. Przez chwilę byliśmy w radości, gdy Dawid Kudła obronił. Ale szybko Diaby-Fadiga dobił ten strzał. Sędzia VAR-ował tę kontrowersyjną sytuację i przy okazji potem poznaliśmy absurdalny przepis o niepostawieniu nogi na murawie. Nie znając go – widzieliśmy potężną kontrowersję.

21. To już był dramat. Przegrywaliśmy 2:3. Wydawało się, że w sposób bardzo frajerski przegramy ten półfinał. Ale Adam Zrelak w samej końcówce doprowadził do wyrównania i wprawił nas w euforię. To był drugi mecz z rzędu, kiedy strzeliliśmy gola w doliczonym czasie.

22. Dogrywka zapowiadała kolejne wielkie emocje. W drugiej połowie znów pokarał nas Rocha, choć ostatecznie okazało się, że to samobój Alana. Ale już ultra katem w tym sezonie jest dla nas Brunes, który w każdym z trzech meczów trafił do siatki.

23. I jeszcze raz wyrównaliśmy. Eman się nie certolił, tylko przywalił precyzyjnie z dystansu. Mateusz Borek godnie oddał to w komentarzu, fenomenalna euforyczna sytuacja i Eman ekspresyjnie cieszący się pod sektorem gości. Cudowny moment. Przyznam, że mimo porażki, potem oglądałem to wielokrotnie.

24. No i te nieszczęsne karne, które okazały się dla nas bezbarwne. Dwa pudła, a Raków strzelił wszystko. Odpadliśmy, a gospodarze cieszyli się z awansu do finału.

25. Zebraliśmy manatki, nagrałem nagrywkę i poszliśmy na konferencję prasową. Teraz inna droga prowadzi na salę konferencyjną, więc pani nie chciała nas wpuścić. Ale akurat przechodził Wojciech Cygan, który „po starej znajomości” pozwolił nam tędy przejść.

26. Na konferencji przynajmniej można było się posilić zupą i jakimiś przekąskami. Marne to było pocieszenie. Straciliśmy tak wielką szansę, było tak blisko i nasi piłkarze zrobili wszystko. Szkoda była wielka.

27. Wypowiedzieli się obaj trenerzy, a my po konferencji jeszcze zrobiliśmy swoje materiały. Internet huczał od kontrowersji. Pożegnał się z nami drugi trener Rakowa oraz rzecznik. Oni byli przeszczęśliwi.

28. Mieliśmy problem z wyjściem, bo brama była zamknięta. Jakiś gościu powiedział, że trzeba nacisnąć jakiś guzik, żeby otworzyła się furtka. Doszliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic.

29. W stolicy Górnego Śląska byliśmy gdzieś przed północą. Nie tym razem Narodowy. Ale czekał nas za trzy dni kolejny mecz. Bardzo ważny i bardzo trudny.

—–

30. Do Poznania to już większa logistyka. Wiadomo, trzeba wyjechać rano, a wrócić w nocy. Ale na szczęście nie bardzo rano. Dlatego też wyjazd mieliśmy zaplanowany na 11. Ostatecznie ruszyliśmy nieco spóźnieni.

31. Mecz opracowywaliśmy w cztery osoby: ja, Misiek, Kazik i Marcin, który dojechał we własnym zakresie i działał na miejscu.

32. Droga przebiegała spokojnie, ładna była pogoda, tylko trochę zimno, gdy wiało. Zrobiliśmy ze dwa postoje, by coś małego przekąsić i napić się herbaty lub kawy. Na większą szamkę upatrzyliśmy sobie jedną z knajpek nieopodal Bułgarskiej.

33. Mijaliśmy znów Tarczyński Arena we Wrocławiu. Czy dane nam tam będzie zawitać w przyszłym sezonie? Jest to całkiem możliwe, bo Śląsk spisuje się w pierwszej lidze bardzo dobrze.

34. W Poznaniu byliśmy przed 15, mieliśmy więc jak na nas czasu i dużo i mało. Ale zjeść było trzeba. Padło więc na „Burger Lokalnie”. Chłopaki wzięli loaded frytki, ja skusiłem się na burgera. Dość dziwny sposób płatności – blik przez telefon. Wiem oczywiście o takim sposobie, ale przyznam, że pierwszy raz się z tym spotkałem w knajpie.

35. Mieli dużo zamówień, więc trochę musieliśmy poczekać. Ponad pół godziny. Na telewizorze leciał mecz Parma – Napoli, a za oknem przejeżdżały zielone tramwaje. Cały czas miałem wrażenie, że to autokar GieKSy przejeżdża, a przecież jak wiemy – bardzo często go spotykamy na swojej drodze.

36. Po nasyceniu się ruszyliśmy do auta i udaliśmy się na stadion. Zapowiadana frekwencja ponad 35 tysięcy powodowała, że zastanawialiśmy się, czy uda nam się ominąć korki.

37. Jak się okazało, nie było żadnych problemów, ot jedne dłuższe światła na kilka razy i już byliśmy na ulicy Ptasiej, od której jest wjazd na parking. No to wjechaliśmy.

38. Kazik odpalił drona, który tu już nie odmówił posłuszeństwa. Ja przyznam, że pierwszy raz widziałem taką akcję, z patrzeniem się na obraz na żywo. Absolutnie fenomenalna sprawa i niesamowity widok oraz szybkość poruszania. Dzięki temu mamy z większości stadionu tak efektowne ujęcia.

39. Udaliśmy się po odbiór akredytacji. Poszło szybko i sprawnie, po czym mogliśmy pójść do bramy wejściowej już stricte na stadion. Jeść nie można.

40. Pamiętałem obiekt przy Bułgarskiej z poprzedniego sezonu, więc tu nie było żadnego błądzenia. Wiedzieliśmy, co jest gdzie. Najpierw więc poszliśmy do pomieszczenia pracy dziennikarzy i fotoreporterów. Były ciastka, nachosy i napoje. Chciałem zrobić herbatę, ale woda była letnia. Więc olałem.

41. Rozdzieliłem się z chłopakami i pojechałem windą na prasówkę. No i wyszedłem na trybuny i znów – wielkie wrażenie. No to jest potężny stadion. Wysokie trybuny, rozległe, a jednak  bardzo dobrą widocznością. Piękny czterdziestotysięcznik. A jeszcze miał być niemal zapełniony.

42. Nagrałem więc przedmeczową nagrywkę, a zanim zająłem miejsce musiałem ogarnąć tę… herbatę. Tutaj znowu był wrzątek, ale nie było saszetek. Co prawda w drugim werniku była gotowa herbka, ale to nie to samo. Zjechałem więc na dół po szaszetki i wróciłem.

43. Warunki do pracy na Lechu są doskonałe. Widoczność to raz. Stanowiska – kapitalne. Duże blaty, dużo kontaktów, świetny internet. Pracowanie na tym obiekcie to czysta przyjemność. Wszystko się tam zgadza.

44. Trybuny powoli się wypełniały, a piłkarze rozgrzewali. Była siedemnasta, więc światło dzienne. Ostatnio byliśmy tu już tylko przy sztucznym oświetleniu.

45. Ale pamiętamy przecież ten stadion bardzo dobrze. Graliśmy tutaj przecież kilka razy z Wartą Poznań. Dla nas swego czasu świętem było uczestnictwo w takim spektakularnym meczu Zielonych, gdy dowodziła nimi pani Łykomska-Pyżalska. Wtedy kilkanaście tysięcy Warciarzy zrobiło show. Kibice GKS również. Wówczas przegraliśmy, ale tylko na takie „święta” mogliśmy liczyć. Z Wartą przy Bułgarskiej też wygrywaliśmy 1:0 czy remisowaliśmy 2:2 i… 3:3.

46. Mecz poprzedziła minuta ciszy ku czci Jacka Magiery. Była cisza i szacunek. A przecież ani z Lechem, ani z GKS Jacek Magiera nie był związany. Podoba mi się to trzymanie szalików w górze podczas takich upamiętnień. Jest to dla mnie wyraz absolutnego szacunku jako społeczność.

47. Potem już zaczęło się wielkie granie. Zastanawialiśmy się jak to będzie wyglądało po Częstochowie. Niepotrzebnie. GieKSa zaprezentowała się po prostu kapitalnie. Nie ustrzegając się błędów w defensywie. Ale dzięki temu mieliśmy świetny mecz. Kibice też swoje zaprezentowali.

48. Naprawdę ten uśmiech Markovića z rozciętym łukiem  brwiowym jest epicki. Jego towarzysze również z jednej strony gratulujący, z drugiej troszczący się. Ranny wojownik na bitwie, ale święcący swój triumf. Można powiedzieć, że to bardzo pierwotne. Archetypowe.

49. Czy nie do tego została stworzona piłka nożna i sport w ogóle? Żeby te pierwotne instynkty związane z walką i rywalizacją rozwiązywać w uzgodniony i cywilizowany sposób? Używamy takich słów: taktyka, strategia, walka. Zwycięstwo i porażka.

50. W przerwie udałem się zobaczyć, co tam ciekawego do jedzenia w kuluarach. Jakaś meksykańska zupka była i kanapki. Też sympatycznie, można było lekko się posilić. Coś tam konsumowali też Mateusz Borek z Grzegorzem Mielcarskim, którzy drugi raz z rzędu mieli okazję komentować kapitalne widowisko z udziałem GieKSy.

51. Druga połowa to był już cios za cios. Poznański Kocioł przeżywał swoje euforie po wyrównujących bramkach i frustracje po golach straconych. A nasz sektor jeszcze dwukrotnie wybuchał radością po golach – najpierw Ilji, a potem Emana.

52. Co ciekawe, dla Ilji Szkurina nie była to pierwsza bramka w tym sezonie przy Bułgarskiej. Zawodnik trafił przecież w Superpucharze jeszcze w barwach Legii, gdy Wojskowi wygrali w Poznaniu 2:1. Strzelił na tę samą bramkę. Trochę ładniej – ale liczy się efekt.

53. Eman na razie strzela tylko na wyjeździe. Dublet w Niecieczy, gol w Częstochowie i teraz dwa trafienia w Poznaniu. Czekamy na pierwsze trafienie Norwega na Nowej Bukowej.

54. Ogólnie mecz przy 35 tysiącach kibiców to już naprawdę europejskie widowisko. A jeśli jeszcze piłkarze obu drużyn stworzyli spektakl, to trudno się dziwić zachwytom. Jeśli GieKSa gra w meczach, które są wizytówką ekstraklasy, to wiedz, że w Katowicach dzieje się coś dobrego.

55. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 3:3. Piłkarze GKS i kibice podziękowali sobie wzajemnie. Kibice Lecha wsparli swoich piłkarzy – docenili tę gonitwę.

56. Nagrywka i na konferencję prasową. Była ona wyjątkowo długa, bo trwała ponad 40 minut, zwłaszcza maglowali dziennikarze trenera Nilsa Frederiksena, z niebywale posępną miną. Szkoleniowiec nie był zadowolony po tym spotkaniu. Natomiast Rafał Górak mówił o pewnym niedosycie, ale też z szacunkiem podchodził do jednego punktu.

57. Jedynie tutaj pan podający mikrofon trochę wywierał presję, bo tak stał nad człowiekiem i po zadaniu pytania już sięgał, żeby mu oddać mikrofon. Powiedziałem mu więc, że jeszcze jedno pytanie chcę zadać. W sumie myślałem, żeby zadać cztery, ale stwierdziłem, że skoro stosuje taki wysoki pressing, to poprzestanę na dwóch.

58. Porobiliśmy jeszcze swoje materiały i w końcu zebraliśmy się. Czekała nas kilkugodzinna podróż powrotna do domu. Przejście przez lochy stadionu Lecha jest ciekawe.

59. Jeszcze zahaczyliśmy o kurczaki we Wrocławiu. Pierwszy raz spotkałem się w takim miejscu z tym, że wychodzi obsługa i mówi, co jeszcze jest dostępne, bo  niedługo zamykają. Ale przynajmniej było świeżutkie, świeżo usmażone.

60. W Katowicach byliśmy o drugiej. Widzieliśmy, jak pod stadion wjeżdża autokar z naszymi piłkarzami.

61. To był bardzo intensywny dwumecz. Nim się jednak nie obejrzymy, to już w piątek zagramy z Motorem. Kupujcie bilety i dopingujemy tę kapitalną drużynę.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga