Piłka nożna
Nie potrafią nawet zremisować z outsiderem
Po dwóch tygodniach wróciliśmy na pierwszoligowe boiska. W tym okresie trener Piotr Mandrysz miał popracować z zawodnikami na tyle solidnie, aby z nowymi siłami wkroczyć w pojedynki o punkty. W ostatnich dwóch spotkaniach, które GieKSa rozegrała na Bukowej udało się zdobyć cztery punkty. Z ciekawością oczekiwaliśmy kolejnego starcia na własnym boisku – tym razem z Wigrami Suwałki.
Trener Piotr Mandrysz dał szansę debiutu nowym zawodnikom – Adrianowi Błądowi i Daliborowi Plevie. Od pierwszych minut po raz pierwszy w tym sezonie zagrał także Damian Garbacik, który wystąpił na stoperze. Łukasza Zejdlera oglądaliśmy na lewej obronie, w środku zagrał Pleva z Bartłomiejem Kalinkowskim. Po raz pierwszy od początku zagrał także Dawid Plizga, który miał być odpowiedzialny za rozgrywanie.
Od początku Wigry zaczęły grać dość odważnie i już w pierwszych minutach zbliżyli się kilkukrotnie pod pole karne. W 5. minucie strzelili nawet gola, ale sędzia odgwizdał spalonego. W 11. minucie w niegroźnej zupełnie sytuacji Garbacik zdecydował się podać do bramkarza. Problem w tym, że Abramowicz znajdował się poza jej światłem, w efekcie czego piłka wpadła do pustej bramki i oglądaliśmy bramkę a la Żewałkow Borucowi w meczu z Irlandią Północną w 2009 roku. Niestety katowiczanie nie potrafili się otrząsnąć. Grali słabo, topornie i nie stwarzali sytuacji. Nie potrafiliśmy rozgrywać ataku pozycyjnego, kontr też nie było, brakowało dynamiki. Jedynymi aktywami były dwie centry Plizgi, jego indywidualna akcja, po której strzelił w boczną siatkę i nieźle wykonany rzut wolny (pewnie obronił Budziłek). Po pół godzinie przez chwilę ta dynamika była większa, ale to trwało właśnie zaledwie przez chwilę. Do przerwy przegrywaliśmy 0:1…
Druga połowa nie przyniosła poprawy gry od początku. Dopiero gdy Wigry zaczęły się kwapić do większego ataku i zrobiło się trochę miejsca na boisku… nasze akcje stały się szybsze i kilkukrotnie dochodziliśmy do sytuacji strzałowych. Z dystansu uderzali Błąd i Frańczak, dobrą sytuację miał Mandrysz. Jako że jednak mecz był otwarty i goście kilka razy przenieśli się pod nasze pole karne, ale brakowało im jakości w wykończeniu. W 65. minucie na boisku pojawił się Grzegorz Goncerz. Nieco ożywienia wniósł, ale nadal gra nie zyskiwała na jakości. Z czasem pojawiało się coraz więcej niedokładności, a gra stawała się żenująca. 5 minut przed końcem po zagraniu innego rezerwowego Cerimagića, Gonzo wyszedł sam na sam, ale trafił prosto w Budziłka. W doliczonym czasie gry miał jeszcze lepszą sytuację i tym razem oddał dobry strzał, ale świetnie interweniował Budziłek. Nie udało sie jednak doprowadzić do wyrównania.
GKS Katowice stworzył sobie w ostatniej chwili kilka sytuacji, głównie za sprawą zmienników. Niestety obraz tego meczu to była kolejna totalna nędza i rozpacz. Gadki o dwóch tygodniach na poprawę gry można sobie w dupę wsadzić. Przegrywamy z coraz to gorszymi ogórami, z zespołem, który w 6 kolejkach strzelił 2 gole i zdobył 2 punkty. Nic z tej przypadkowej zbieraniny nie będzie.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Gana
9 września 2017 at 20:04
Brawo Shellu za ostanie zdanie „Nic z tej przypadkowej zbieraniny nie będzie” Przykre i smutne,ale trafiłeś w setno.
Michałio
9 września 2017 at 20:11
Mandrysz wypierdalej z tym swoim szrotem,fachowiec jak po huju, od porażek z ogórkami nie rób wstydu chłopie nom i sobie
daro
9 września 2017 at 20:12
II LIGA WITA!!!!!!!!!!!!!!!!!!jak mozna przegrac z taka druzyna…..wstyd i hanba,rozwiazalbym ta druzyne z hukiem oni nie nadaja sie ani do B-Klasy
Robson
9 września 2017 at 20:12
Tego się nie dało oglądać po prostu żenada gdzie ten awans ?
CIErPLIWY
9 września 2017 at 20:13
Teraz derby z gorolami … wygrajcie to dla nas!
WIERNY
9 września 2017 at 20:15
Ciamajda kiedy zareagujesz?
Kibol
9 września 2017 at 20:17
Panowie spokojnie za rok po awans GKS na dobre i złe
WIERNY
9 września 2017 at 20:17
Z gorolami zremisują wygrany mecz i zaś niektórym zaswieci sie złudna nadzieja, w koło macieju to samo
WIERNY
9 września 2017 at 20:19
KIBOL AWANS MIAŁ BYĆ JUŻ 2 RAZY Z RZĘDU A TY DALEJ POWTARZASZ MANTRE cIAMAJDY
Bce
9 września 2017 at 20:23
Wlasnie idziemy z buta do Bogucic z browarem u yougola tlok. Zeby nawet remisu nie wyciagnac debile. Taki ch…. , ze przy nastepnej tak slonecznym dniu zawitam na B1. Pojda z dzieciakami i baba na dzialke do kumpla.
ROMANPOLSKA
9 września 2017 at 20:23
Emeryci i renciści tyle i już dajmy spokój z Mandryszami i innymi elementami. Czeka nas zjazd.Nie widać tego co dalej….
Deutsches Reich
9 września 2017 at 20:35
Chopy , wiym ze kozdy mo wkurw , jo som niywiem czy niy zjada ,
ale ze altrajchym wygromy i ze kurwiszonami polny stadion i SieG !!!
jo wierza !!!
Wiym ze jestech ciulniety ale …. , nawet ślubno mi to durch prawi 😉
Cale Moje Zycie GKS KATOWICE !!!
Kochom tyn klub !!!
pyrsk z GieKSiarskiyGo rAJCHU
Maks
9 września 2017 at 21:26
Chodza na GieKSa już z 40 pora lot….pamiętom Franka Sputa,Rothera,Olszę ps.,,Ola,,Bożyczków i innych aż po czasy Jasia Furtoka i Koniara, ale takiego gówna jak jest teraz to nigdy nie było….chopcy wracali z dancingów z Katowic na sporym kacu ale takiej kaszany nigdy nie grali….wtedy mieli jaja ,a teraz ta banda scwelonych wyżelowanych pedałkow jest bez jaj i mo to wszystko w dupie….to jest jakiś ,,kataklizm,, ….rzigać mi sie chce….napisoł bych że bydzie lepi ale chyba niy ma szans…Pyrsk !!!!
MARCIN
9 września 2017 at 21:32
Taktyka ciulata, powtarzam to od kilku lat, że najlepiej grać dwoma napastnikami i za nim ofensywy pomocnik no ale od lat jest przyjętę że z przodu jeden napastnik i dalej jak trener chce…. A może wypali, w koncu byś posłuchał bo coś mi się wydaję że jest się na wylocie !!!
zippo50
9 września 2017 at 21:35
Nie będę pisał ŻENADA
darek
9 września 2017 at 22:15
Na co czeka ciamajda wyjebac mandrysza z synkiem rowiazac kontrakt i wyjebac polowe pomocnikow. I zobaczymy czy bedzie im tak wesolo
Berol
9 września 2017 at 22:35
ja juz nie mam do tej drużyny jakichs wymagan science fiction typu awans tylko jedno chce by nas po prostu nie błazniła z kazdym, moze byc ten srodek tabeli sezon w dupe ale po prostu by nas nie błaznili by choc minimum honoru i ambicji mieli by choc udawali ze im sie cos chce ….
GieKSiorz
10 września 2017 at 00:22
dopóki cygan,krupa i inne fachmany nos będą robic w ciula to dalej bedemy pośmiewiskiem,klub z takimi tradycjami i tak go doprowadzić do sportowej ruiny.rzigac mi się chce,laza na GieKSa od lat 90-tych,zawsze była w moim sercu,moja mi godo zech ciulniety,ale posluchom w końcu baby i do poki cygany,i inne dziady będą za sterami tego klubu to nie będą lazil,szkoda moich nerwow.a tez się zastanawiom jeśli motala był taki cviulaty to czemu lubin go wzial,a może chop miol przykozane od cygana,krupy żeby specjalnie taki szrot sprowadzać?
supporterwnc
10 września 2017 at 10:45
Te CIErPLIWY… jakie derby? Derby to mogymy grać z Ruchem, Żabolami nawet z Cidrami ale nie z Zagłębiem!! No, ale jak na kerchofy sie rajzuje do Kielc…
Mario1964
10 września 2017 at 12:40
Głowy do góry i zapierdalamy dalej z tymi wszystkimi gorolami co z GieKSą grają na wzór meczu życia i mają wysokie premie za wygraną z GieKSą jebać ich damy rade!!!