Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka Szachy
Nieoficjalnie: Rywal GieKSy wycofał się z finału Pucharu Kontynentalnego
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dwóch tygodni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki, hokeja oraz szachów GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Drużyna męska wróciła do treningów w ostatni piątek. Piłkarze do środy będą przebywać na mini zgrupowaniu w Busku-Zdroju. W najbliższą sobotę zespół weźmie udział w turnieju towarzyskim Spodek Super Cup, a w niedzielę drużyna odleci na zgrupowanie do tureckiej Lary. Z kolei piłkarki rozpoczną treningi w najbliższy piątek. Lech Poznań skrócił wypożyczenie Jakuba Antczaka.
Siatkarze rozegrali dwa spotkania: oba przegrane. 30 grudnia zespół przegrał z Jastrzębskim Węglem 0:3, a w ostatnią sobotę z Wartą Zawiercie 1:3. Okazja na zdobycie punktów będzie już w czwartek 0 17:30 – zagramy na wyjeździe z VC Barkom Każany Lwów.
Hokeiści w ostatni weekend 2024 roku przegrali w półfinale Pucharu Polski z GKS-em Tychy 3:5. W 2025 roku w meczach THL GieKSa dwukrotnie wygrała: z Cracovią 4:2 oraz Podhalem 2:1 (po rzutach karnych). W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra trzy spotkania – pierwsze z nich już jutro, kolejne w piątek oraz w niedzielę. Rywalami będą: Podhale, Zagłębie i STS Sanok. Mecz z Podhalem zostanie rozegrany na wyjeździe, pozostałe dwa w Satelicie. Spotkania rozpoczną się odpowiednio o godzinach: 18:00, 18:30 i 17:00. Działacze GieKSy podpisali kontrakt z Brandonem Magee. Nieoficjalnie media donoszą o rezygnacji z udziału w turnieju finałowym Pucharu Kontynentalnego drużyny z Kazachstanu Arłan Kokczetaw.
Jan Krzysztof Duda, szachista Hetmana GKS-u Katowice został brązowym medalistą mistrzostw świata w szachach błyskawicznych.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Klasyfikacja żółtych i czerwonych kartek Orlen Ekstraligi
W poniższym artykule prezentujemy zestawienie żółtych i czerwonych kartek w Orlen Ekstralidze.
W minionej rundzie Orlen Ekstraligi piłkarki zobaczyły łącznie 236 żółtych kartoników. Najwięcej z nich otrzymały zawodniczki Stomilanek Olsztyn (30), a najmniej Resovii Rzeszów (9).
Przez całą rundę padła tylko jedna bezpośrednia czerwona kartka – zobaczyła ją golkiperka SMS – u Łódź, Monika Sowalska w meczu przeciwko Czarnym Antrans Sosnowiec.
GKS Katowice: 5– Aleksandra Nieciąg, 2 – Klaudia Słowińska, 1 – Klaudia Maciążka, Kamila Tkaczyk , Gabriela Grzybowska, Marlena Hajduk.
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice rozpoczął noworoczne treningi. Jakub Antczak wraca do Lecha Poznań
3 stycznia 2025 piłkarze GKS-u Katowice wrócili do zajęć po świąteczno-noworocznej przerwie. W drużynie beniaminka PKO Ekstraklasy wiosną nie zobaczymy już Jakuba Antczaka.
GKS Katowice w piątek poinformował, że pomocnik Jakub Antczak nie będzie już reprezentował klubu z Bukowej.
„Decyzją obu klubów wypożyczenie Jakuba Antczaka do GKS-u Katowice zostało skrócone i zawodnik wraca do Lecha Poznań” – przekazała GieKSa przypominając, że Antczak w barwach katowiczan rozegrał siedem meczów i strzelił dwa gole.
Katowiczanie przygotowania do rundy wiosennej sezonu 2024/2025 rozpoczęli od wspólnego treningu na boisku Rapid. W sobotę 4 stycznia czeka ich seria testów motorycznych. W dniach 6-8 stycznia udadzą się na zgrupowanie do Buska-Zdroju. Zaraz po powrocie do Katowic piłkarze GieKSy będą kontynuowali treningi na własnych obiektach, a w sobotę 11 stycznia wezmą udział w drugiej edycji turnieju Spodek Super Cup. W dniach 12-25 stycznia zespół będzie przebywał na zgrupowaniu w tureckiej Larze, gdzie rozegra cztery mecze sparingowe.
SIATKÓWKA
siatka.org – Mistrz Polski mimo dużych braków kadrowych nie dał się GKS-owi
W składzie Jastrzębskiego Węgla na mecz z GKS-em Katowice zabrakło trzech zawodników. W ich miejsce trafili do niego młodzi siatkarze Akademii Talentów Jastrzębskiego Węgla. Mimo to GKS nie zdołał urwać mistrzom Polski choćby seta. Od pierwszej wymiany własne zasady narzucał Jastrzębski Węgiel, co nie do końca się udało, bo po asie serwisowym Bartłomiej Krulicki było 3:1 dla gości. Chwilę później blokiem popisał się Norbert Huber i już był remis po 3. W kolejnych akcjach na prowadzeniu dalej znajdował się zespół z Katowic – 5:7, 8:10. Kiwka Tomasza Fornala dała gospodarzom kolejny remis – 10:10, lecz po asie Jewhenija Kisiluka GKS Katowice znów przejął inicjatywę (13:11). Asem odpowiedział również Kaczmarek, a gra zaczęła się od nowa – 14:14. Decydujący okazał się błąd Gomułki, który dał jastrzębianom prowadzenie 18:17. Doświadczenie w końcówce okazały się najcenniejsze – 20:17, 21:21, 25:23.
Drugi set od początku ułożył się lepiej dla mistrzów Polski. Świetnie prezentował się Anton Brehme, który do punktów w ataku dołożył asa – 3:2. Chwilę później było już 6:3 dla gospodarzy. Mimo wszystko gościom udało się odrobić straty (6:6). Rytm załapał również Aymen Bouguerra – 10:10, swoje robił także Alexander Berger. Znakomicie zagrał także Krulicki, po którego asie było 15:13. W kolejnych minutach grano punkt za punkt. Przy stanie 20:19 dla GieKSy trener Mendez poprosił o czas. Wojnę nerwów ponownie lepiej zniósł zespół gospodarzy – 28:26, a kluczowa okazała się dyspozycja Timothee Carle oraz Łukasza Kaczmarka.
Katowiczanie z przytupem rozpoczęli także trzeciego seta, a blokiem na otwarcie popisał się Łukasz Usowicz. Po maratonie zepsutych zagrywek w polu serwisowym zameldował się Huber i nagle z wyniku 3:3 zrobiło się 6:3 dla jastrzębian. Przewaga gospodarzy ani na moment nie topniała – 10:6. Przy stanie 12:7 o czas poprosił Emil Siewiorek, lecz na zagrywce dalej błyszczał Juan Ignacio Finoli. Po asie Fornala było już 16:8 dla Jastrzębskiego Węgla, a jeden Damian Domagała, to stanowczo za mało. Kolejne prośby trenera GKS-u niewiele dały. Najbardziej jednostronny set padł łupem mistrzów Polski 25:16, a całość kiwką domknął Carle.
Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice 3:0 (25:23, 28:26, 25:16)
Chęci były, konsekwentnego działania znów zabrakło
GKS Katowice jest w coraz trudniejszym położeniu. W sobotę postanowił podjąć walkę o punkty z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. I choć w pierwszym secie zaskoczyli wicemistrzów Polski, to później niei potrafili odpowiedzieć na argumenty rywali. W trzecim secie zawiercianie zdominowali rywali w ofensywie – utrzymali 77% skuteczności, podczas gdy katowiczanie tylko 40%. W decydującej partii tylko dopełnili formalności.
Początek meczu należał do GKS-u, który po zbiciach Bartosza Gomułki i prostych błędach rywali odskoczył na 8:4. Do walki zawiercian poderwał Kyle Ensing, a po kontrze Mateusza Bieńka zbliżyli się na 10:11. Odpowiedział im jednak Kisiliuk, a błędy Warty powodowały, że wciąż inicjatywa była po stronie gospodarzy. Dołożyli oni blok i prowadzili 20:15. Za sprawą Ensinga przyjezdni zbliżyli się 20:22, ale między innymi as serwisowy Aymena Bouguerry spowodował, że premierowa odsłona padła łupem katowiczan (25:21).
W drugim secie przebudzili się wicemistrzowie Polski, którzy po zdrapce Miłosza Zniszczoła i bloku zbudowali sobie zaliczkę (6:3). Po akcji Kisiliuka GKS odrobił część strat (8:9), ale przy zagrywce Bartosza Kwolka ponownie powiększył się dystans dzielący oba zespoły (14:9). Kisiliuk próbował jeszcze poderwać katowiczan do walki, ale popełniali oni sporo błędów, dzięki czemu Warta zbliżała się do wyrównania stanu meczu. W końcówce zatrzymała jeszcze rywali blokiem, a popsuta zagrywka Gomułki zakończyła partię (25:20).
W trzeciej odsłonie po zbiciu Bartłomieja Krulickiego GKS objął prowadzenie 4:2. Warta jednak szybko doprowadziła do remisu, a po akcji Aarona Russella zaczęła przejmować inicjatywę na boisku (11:8). Damian Domagała na spółkę z Kisiliukiem odrobili część strat, ale udane zagrania Ensinga i Russella powodowały, że goście wrócili do swojej przewagi (19:16). W końcówce bardzo dobrze grali blokiem. To właśnie ten element dał im pewną wygraną w tej części spotkania (25:21).
Początek czwartej odsłony stał pod znakiem walki cios za cios, ale przy serwisie Russella przyjezdni wypracowali sobie przewagę. Po zbiciu Kwolka prowadzili już 10:5. Swoje w ataku robił też Ensing, a pojedyncze udane zagrania gospodarzy nie poderwały ich do walki (13:8). Kwolek dołożył asa, a Warta nadal świetnie spisywała się w bloku. Nie do zatrzymania był Ensing, a GKS był coraz bardziej bezradny (20:13). W końcówce przypomniał o sobie Zniszczoł, a czapa na Gomułce zakończyła całe spotkanie (25:14).
GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 1:3 (25:21, 20:25, 21:25, 14:25).
HOKEJ
hokej.net – Mają patent na grę w finale! GKS Tychy powalczy o jedenasty Puchar Polski
Hokeiści GKS-u Tychy pokonali 5:3 GKS Katowice. Tym samym, podopieczni Pekki Tirkkonena staną przed możliwością zdobycia trzeciego z rzędu oraz 11 w historii klubu Pucharu Polski. Strzeleckie dublety na swoim koncie zapisali Rasmus Heljanko oraz Alan Łyszczarczyk, na listę strzelców wpisał się także Mathias Lehtonen.
Półfinałowa batalia śląskich drużyn dla większości kibiców zwiastowała solidną dawkę hokejowych emocji opakowaną w walkę o każdy centymetr lodu. Z kolei środowisku ekspertów i dziennikarzy derbowy pojedynek przyniósł twardy orzech do zgryzienia w postaci rozwikłania zagadki: którą z ekip należy postawić w roli faworyta. Czy GieKSa potwierdzi swoją rosnąca dyspozycję i coraz większe aspirację do walki o tytuły? Czy tyszanie odetną się grubą kreską od ostatnich porażek, grzebiąc pogłoski o kryzysie? Wszystkie prognozy przestały mieć znaczenie punktualnie o 17:30, gdy Michał Baca rzuceniem krążka zainaugurował zmagania w Hali Lodowej MOSiR w Krynicy-Zdroju.
Pierwszy sygnał do ataku nadał w 3. minucie Bartłomiej Jeziorski. 26-latek znajdując nieco przestrzeni na prawym skrzydle, próbował przy krótkim słupku zaskoczyć Johna Murraya. Doświadczony golkiper doskonale jednak odczytał zamiary rywala, pewnie łapiąc krążek. W kolejnych minutach stroną pozostającą dłużej w posiadaniu krążka byli tyszanie. Ciężar kreowania gry na swoje barki wziął Filip Komorski, który dobrze czuł się podczas wznowień jak i w ataku pozycyjnym. Choć podopieczni Pekki Tirkkonena ze sporą łatwością dochodzili do dobrych pozycji strzeleckich, to nie potrafili znaleźć sposobu aby zaskoczyć dobrze dysponowanego Jona Murraya. W 19. minucie aktywność Filipa Komorskiego przełożyła się na pierwsze osłabienie rywala, gdy faulem na kapitanie tyszan musiał ratować się Santeri Koponen.
Choć wicemistrzom Polski udało się wyjść obronną ręką z gry w liczebnym osłabieniu, to chwilę po wyrównaniu formacji tyszanie otworzyli wynik spotkania. Rasmus Heljanko dostrzegł na lewym skrzydle pozostawionego bez opieki Alana Łyszczarczyka, a ten uprzedzając przesuwającego się za akcją Johna Murraya skierował krążek do siatki. W 25. minucie zaogniła się sytuacja w okolicach katowickiej bramki, gdy Rasmus Heljanko do samego końca próbował wyłuskać krążek od Johna Murraya. Dążących do wyjaśnienia bezpośrednimi środkami zawodników w porę rozdzielili jednak arbitrzy. W 26. minucie podopieczni Jacka Płachty musieli mierzyć się kolejny raz z wyzwaniem gry w osłabieniu, gdy do boksu kar został oddelegowany Christian Mroczkowski. I choć tym razem GieKSa zdołała się wybronić, to obrońcy tytułu przyspieszając rozegrania, dali jasny komunikat rywalom, że dobrze czują się w rozegraniu formacji specjalnych. Po osiągnięciu korzystnego rezultatu tyszanie skupili się nieco na odpowiedzialnej grze w defensywie, jednak kiedy zachodziła taka potrzeba potrafili błyskawicznie przeorganizować się z obrony do ataku, wyprowadzając błyskawiczne kontry. W kolejnych minutach katowiczanom udało przenieść się ciężar gry w tercję rywala, jednak kreowanym akcjom brakowało nieco pazura, aby mocniej zagrozić Tomášowi Fučíkowi. Przełamanie nastąpiło w 39. minucie. Jakub Hofman wykorzystując moment zawahania tyszan w środkowej tercji ruszył na bramkę Fučíka i po chwili mocnym strzałem z nadgarstka pokonał golkipera rywali. Już 40 sekund po zdobyciu wyrównującej bramki sytuacja podopiecznych Jacka Płachty mocno się skomplikowała. Arbitrzy dokonując analizy przewinienia Christiana Mroczkowskiego zakwalifikowali faul zawodnika GieKSy jako niebezpieczny atak w okolice głowy, w związku z czym nałożyli karę 5 minut oraz 20 minut za niesportowe zachowanie. Na 7 sekund przed końcem drugiej tercji grających w przewadze tyszan ponownie na prowadzenie wyprowadził Mathias Lehtonen.
Wraz z początkiem trzeciej odsłony tyszanie mieli w zanadrzu ponad trzy i pół minuty przewagi, jednak nie przyczyniły się one do zdobycia kolejnych bramek. W 46. minucie katowiczanie dali pokaz szybkiej gry kombinacyjnej. Akcję napędził Pontus Englund. Krążek po strzale Grzegorza Pasiuta odbił się od Olliego-Petteri Viinikainena wprost na kij Bartosza Fraszki, któremu nie pozostało nic innego jak skierować gumę do bramki. Ledwie kilka sekund później Bartłomiej Jeziorski mógł ponownie wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, w pojedynku „sam na sam” lepszy okazał się John Murray. W ostatniej fazie spotkanie nabrało sporych rumieńców i prowadzone było w tempie i atmosferze godnym derbowego starcia. Więcej zimnej krwi pod bramką rywala wykazali tyszanie. W 52. minucie Rasmus Heljanko sfinalizował akcję swojego zespołu. Próbujący raz jeszcze odrobić straty katowiczanie nie wystrzegali się jednak błędów. Stratę krążka na niebieskiej linii Travisa Vervedy skarcił surowo w 55. minucie Alan Łyszczarczyk ze stoickim spokojem pokonując Johna Murraya. Ambitnie walczący wicemistrzowie Polski nie zamierzali jednak składać broni i za sprawą drugiego tego wieczoru trafienia Bartosza Fraszki w 55. minucie wrócili do walki o korzystny rezultat. Uciekający czas wymusił na trenerze Płachcie podjęcie ryzykownej decyzji o wycofaniu bramkarza. Chwilę po tym jak reprezentacyjny golkiper opuścił taflę, hokeiści GieKSy stracili jednak krążek, który z własnej tercji wystrzelił Rasmus Heljanko. Wybita guma wpadła do bramki i to właśnie akcja z 59. minuty przypieczętowała zwycięstwo tyszan, ustalając końcowy wynik na 5:3.
Oficjalnie. GieKSa wzmacnia atak. To Kanadyjczyk, którego już awizowaliśmy
Brandon Magee, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, ponownie będzie występował w ekipie GKS-u Katowice. 30-letni Kanadyjczyk podpisał kontrakt, który będzie obowiązywał do końca sezonu 2025/2026.
Przypomnijmy, że Magee (175 cm, 86 kg) może występować na każdej pozycji w ataku i potrafi zarówno zdobywać bramki, jak i dobrze dograć do swoich partnerów z formacji. W jego CV można znaleźć występy w KHL i na jego bezpośrednim zapleczu, a także w ECHL, EIHL oraz czeskiej ekstralidze.
Do naszej ekstraligi trafił przed sezonem 2022/2023 i miał zastąpić Patryka Wronkę w ataku z Bartoszem Fraszką i Grzegorzem Pasiutem. Kanadyjczyk szybko zdobył serca katowickich kibiców dzięki swojej ambicji, nieustępliwości i inteligencji, a także dobrej produktywności i regularności. W sezonie zasadniczym był najlepszym strzelcem GieKSy obok Fraszki. W 39 meczach zdobył 19 goli i zaliczył 26 asyst. W fazie play-off w 18 występach dołożył 3 bramki i 10 razy asystował. Z kolei w Hokejowej Lidze Mistrzów zagrał 6 razy i zanotował gola oraz asystę. Dołożył swoją cegiełkę do zdobycia przez katowiczan drugiego z rzędu tytułu mistrza Polski.
Po udanym sezonie Magee zdecydował się przenieść do duńskiej Metal Ligaen i podpisał kontrakt z Rødovre Mighty Bulls. Ta ekipa zmagała się z problemami finansowymi, więc Kanadyjczyk został oddany do zespołu Esbjerg Energy i tam również świetnie sobie poradził.
Tegoroczne rozgrywki ponownie rozpoczął w zespole z przedmieść Kopenhagi. Ba, był jego najlepiej punktującym zawodnikiem, a w 27 rozegranych meczach strzelił 9 goli i zanotował 22 asysty. 20 grudnia rozstał się z klubem z powodów personalnych.
– Brandon to zawodnik, którego atuty dobrze znamy i cenimy. Jego pierwszy pobyt w GieKSie był bardzo udany i wszyscy liczymy na to, iż również tym razem będzie podobnie. Jestem przekonany, że szybko wkomponuje się do naszej drużyny. Cieszymy się też, że zostanie z nami dłużej niż do końca sezonu – podkreślił Roch Bogłowski, dyrektor hokejowej sekcji GKS-u.
GieKSa poza zasięgiem Cracovii. Punktowy debiut Brandona Magee
Z bardzo dobrej strony po powrocie do ligowych zmagań zaprezentowali się hokeiści GKS-u Katowice. Podopieczni Jacka Płachty pokonali przed własną publicznością 4:2 Comarch Cracovię. Spotkanie prowadzone było w przyjemnym dla oka tempie, a zawodnicy nie szczędzili sobie bezpośrednich pojedynków. Dzięki odniesionemu zwycięstwu katowiczanie obronili pozycję wicelidera.
Wicemistrzowie Polski zgodnie z niechlubną tradycją, do której zdążyli już przyzwyczaić swoich kibiców zanotowali porażkę w półfinale Pucharu Polski. Obie ekipy wracając do ligowej rywalizacji myślą o ustabilizowaniu formy i wypracowaniu jak najwyższej lokaty przed startem fazy play-off. Drużynie Jacka Płachty pomóc w tym zadaniu ma powracający do Katowic Brandon Magee. Kanadyjczyk miał okazję już występować w barwach katowickiego klubu w sezonie 2022/2023, notując 22 bramki oraz 36 asyst w 57 rozegranych ligowych spotkaniach.
Pucharowa porażka najwyraźniej podrażniła ambicję gospodarzy. Hokeiści GKS-u od pierwszego wznowienia narzucili rywalowi wysoką intensywność, czego efektem było otwarcie wyniku już w 55 sekundzie. Jean Dupuy ze sporą łatwością przedarł się lewym skrzydłem do tercji Cracovii. 30-latek nagrał krążek na bramkę do najeżdżającego Bena Sokaya, który z najbliższej odległości zdołał ulokować gumę między krótkim słupkiem a interweniującym Alexem D’Orio. Kolejne minuty okazały się w dalszym ciągu okresem wzmożonej pracy dla kanadyjskiego golkipera. Gospodarze utrzymywali się w posiadaniu krążka, prokurując kolejne sytuacje bramkowe. W 3. minucie bliski podwyższenia prowadzenia był Bartosz Fraszko, świetnie parkanem krążek zbił jednak D’Orio. Podopieczni Jacka Płachty w odbiorze prezentowali agresywny i twardy forecheck, któremu przyjezdni nie potrafili się przeciwstawić, skutkiem czego były spore trudności w wyprowadzeniu krążka przez „Pasy” z własnej tercji. Po przejęciu gumy GieKSa z kolei błyskawicznie podkręcała tempo gry. Cracovia próbowała odpowiadać pojedynczymi zrywami swoich ofensywnych liderów. W 12. minucie koronkowe rozegranie przyniosło katowiczanom drugie trafienie. Mateusz Michalski do spółki ze Stephenem Andersonem wyprowadzili dwójkową akcję, po której Kanadyjczyk podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
Można domniemywać, że w przerwie pomiędzy tercjami trener Ziętara nie wyraził aprobaty dla postawy swojego zespołu w pierwszych dwudziestu minutach. Jego podopieczni na drugą odsłonę spotkania wyszli wyraźnie mocniej zdeterminowani, dzięki czemu już chwilę po wznowieniu gry Tim Wahlgren wypracował świetną pozycje strzelecką Damianowi Kapicy. Napastnik „Pasów” wykończył jednak akcję swojego zespołu strzałem wprost w Johna Murraya. W kolejnych minutach obie strony dochodził do dobrych okazji, po których mogły paść bramki- na posterunku pozostawali jednak dobrze dysponowani golkiperzy. W 32. minucie byliśmy świadkami festiwalu interwencji bramkarskich, najpierw John Murray zatrzymał Damiana Kapicę, a po kilku sekundach Alex D’Orio nie pozwolił Christianowi Mroczkowskiemu na skuteczne wykończenie kontry. Również okresy gier w liczebnej przewadze nie przyczyniły się do zmiany rezultatu w drugiej tercji.
Trzecia odsłona obfitowała w wydarzenia wymagające odnotowania w protokole meczowym. W 44. minucie na przebój z krążkiem ruszył Alexander Younan. 27-latek zakończył rajd podaniem do swojego rodaka- Oliviera Olssona, który strzałem poza zasięgiem Johna Murraya zdobył kontaktową bramkę. Radość ze zdobytej bramki w obozie przyjezdnych nie trwała długo. Niespełna minuty potrzebował Albin Runesson, aby silnym strzałem z nadgarstka ponownie wyprowadzić GieKSę na dwubramkowe prowadzenie. W 47. minucie rosnąca atmosfera spotkania wdała się we znaki Englundowi i Kamienieu, którzy za krótką, bezpośrednią konsultację zostali oddelegowani na ławkę kar. Gdy w 56. minucie na listę strzelców wpisał się Patryk Wronka, wydawało się, że czwarte trafienie zakończy emocje w dzisiejszym spotkaniu. Nic bardziej mylnego. W 59. minucie obie strony podjęły decyzję o wymianie argumentów, którego skutkiem były wykluczenia nałożone po stronie GieKSy na Varttinena i Dupuy, a po stronie Cracovii na Macieja Kruczka i Johana Lundgrena. Wynik spotkania na 4:2 w 59. minucie ustalił Tim Wahlgren.
Szacunek! Podhale pokazało klasę i charakter
Niesamowity charakter i ofiarność zaprezentowali skazani na kolejne pożarcie hokeiści KH Podhale Nowy Targ. W niedzielnym spotkaniu 35. kolejki TAURON Hokej Ligi nowotarżanie sprawili ogromną sensację urywając punkty wiceliderowi tabeli GKS-owi Katowice. Ostatecznie to w rzutach karnych GieKSa wygrała 2:1 a hokeiści potrzebowali na to aż 11 serii.
Sensacja, niespodzianka – te słowa rzucają się na usta po niedzielnym podziale punktów w Nowym Targu. Hokeiści z Nowego Targu pokazali charakter i ofiarność w swojej grze a katowiczanie bili głową w mur nie mając pomysłu na dobrą grę w defensywie gospodarzy i stabilną postawę w bramce Alexa Horawskiego.
W pierwszej tercji to gospodarze objęli prowadzenie, którego długo nie oddawali. Filip Wielkiewicz w 8. minucie wygrał wznowienie a huknął od razu Marat Saroka nie dając szans Johnowi Murrayowi. Podwyższyć w tej odsłonie mógł Krzysztof Jarczyk, ale nie zdołał wykorzystać sytuacji sam na sam. Z drugiej strony katowiczanie próbowali strzałami zaskoczyć Horawskiego, lecz bez skutku.
W drugiej odsłonie tempo podkręcili hokeiści z Katowic, lecz znowu nie mieli pomysłu na Horawskiego. Powracający do nowotarskiej bramki Kanadyjczyk pewnie łapał strzały Andersona, Fraszki czy Dupuya. Gospodarze jednak nie skupiali się na defensywie a od czasu do czasu stwarzali groźne kontry. Tak sytuacji nie wykorzystał Filip Wielkiewicz oraz Szymon Żółtek.
W trzeciej tercji dalej głową w mur bili wiceliderzy tabeli. Niemiłosiernie kręcili w tercji gospodarzy, lecz dopiero gola zdobyli w 51. minucie gdy podanie Wronki w bramce z bliska umieścił Grzegorz Pasiut. Katowiczanie grali wtedy w przewadze gdyż na ławce kar siedział Łukasz Kamiński, który wystrzelił gumę poza taflę.
Do końca regulaminowego czasu gry ofiarnie bronili się nowotarżanie i potrzebna była dogrywka. Tam długo przy krążku kręcili kółeczka katowiczanie, lecz bez efektu bramkowego i do rozstrzygnięcia potrzebne były rzuty karne. w nich dopiero w 11 serii lepsi okazali się GieKSiarze. Gole zdobywali dwukrotnie Marat Saroka oraz Stephen Anderson, a decydujący strzał oddał Ben Sokay.
Nieoficjalnie: Rywal GieKSy wycofał się z finału Pucharu Kontynentalnego. Powodem problemy z Rosjanami
To sensacyjna informacja na półtora tygodnia przed turniejem finałowym Pucharu Kontynentalnego, w którym udział weźmie GKS Katowice. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że z imprezy wycofał się jeden z rywali wicemistrzów Polski.
Turniej finałowy Pucharu Kontynentalnego odbędzie się w walijskim Cardiff w dniach 16-19 stycznia. Awans do niego wywalczyły oprócz GKS-u Katowice także drużyny: Cardiff Devils, Brûleurs de Loups Grenoble z Francji i Arłan Kokczetaw z Kazachstanu.
Okazuje się jednak, że ten ostatni zespół prawdopodobnie w imprezie nie wystąpi. Tak twierdzi najpopularniejszy kazachski kanał hokejowy w serwisie YouTube „Gołowoj Ob Led”, powołujący się na swoją „insiderską informację”.
Według dziennikarzy kanału, działacze Arłana nie są w stanie wyrobić swoim zagranicznym hokeistom na czas wiz do Wielkiej Brytanii. Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie przyznała Brytyjczykom prawo organizacji turnieju 6 grudnia ubiegłego roku i czasu na to było zbyt mało.
– Klub z Kazachstanu po prostu nie miał czasu, żeby wyrobić wizy dla zagranicznych zawodników, a co za tym idzie, zakupić bilety lotnicze. Według menedżera klubu prowadzącego proces załatwiania wiz, dla obywateli innych krajów czas ich wyrabiania trwa6 tygodni i więcej. W dodatku dla obywateli nie z Kazachstanu istnieje duże prawdopodobieństwo odmowy wystawienia wizy. Arłannie ma w tej chwili możliwości zamienienia tych zawodników na innych graczy! – pisze kazachski kanał na swoim profilu w serwisie Instagram.
W praktyce „obywatele innych krajów” to Rosjanie, których dostęp do wiz w Wielkiej Brytanii po rosyjskiej agresji na Ukrainę jest mocno utrudniony. W składzie Arłana znajduje się 10 hokeistów rosyjskich i jeden Białorusin.
Arłan Kokczetaw jeszcze w żaden sposób oficjalnie nie potwierdził, że wycofał się z Pucharu Kontynentalnego. Jednak według kanału „Gołowoj Ob Led”, klub poinformował już o tym organizatorów turnieju finałowego na piśmie i poprosił o zastąpienie go inną drużyną.
Nie jest na razie jasne, kto mógłby go zastąpić. Mistrzowie Kazachstanu wywalczyli awans do decydującej rundy rozgrywek wygrywając w listopadzie turniej trzeciej rundy w słowackiej Żylinie. 3. miejsce w tamtej imprezie, czyli pierwsze, które nie dało awansu, zajęła miejscowa ekipa Vlci Żylina, w której występuje Kamil Wałęga.
SZACHY
Jan-Krzysztof Duda z brązowym medalem mistrzostw świata w szachach błyskawicznych!
Brązowy medal Jana-Krzysztofa Dudy w szachach błyskawicznych! Mistrzostwa Świata w Szachach Szybkich i Błyskawicznych odbyły się w dniach 26-31 grudnia 2024 na Wall Street w Nowym Jorku. Jan-Krzysztof Duda dotarł do pófinału, gdzie przegrał z liderem światowego rankingu, Norwegiem Magnusem Carlsenem. To ogromny sukces polskich szachów!
Po wspaniałej walce w rundzie eliminacyjnej Jan-Krzysztof Duda awansował do elitarnej 8-osobowej rundy pucharowej. Tam w ćwierćfinale pokonał 2,5:0,5 Fabiano Caruanę, ale w półfinale zagrał z Magnusem Carlsenem, który wygrał 3:0.
Jan-Krzysztof Duda zostaje brązowym medalistą Mistrzostw Świata w Nowym Jorku. W meczu półfinałowym Janek uległ najlepszemu na świecie Magnusowi Carlsenowi. Jest to jeden z największych sukcesów w historii polskich szachów i piękne zakończenie niezwykle udanego dla nas 2024 roku. Za ten sukces Janek zainkasuje 45,000 dolarów – napisał w mediach społecznościowych prezes Polskiego Związku Szachowego, Radosław Jedynak.
Mecz o brązowy medal nie był rozegrany, to oznacza, że brązowy medal otrzymał również Wesley So, który przegrał w półfinale z Janem Niepomniaszczijem.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze