Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Arce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz z Arką był – powiedzmy to sobie szczerze – koszmarny. GKS ani razu nie zagroził bramce rywali, a sam sprokurował na swojej połowie kilka groźnych okazji dla rywali. Nie było w naszym składzie jednego dobrego zawodnika.

Mateusz Kuchta – 5
W początkowej fazie meczu wybronił dwie groźne akcje, w tym jedną setkę. Potem był już bezradny, choć przy drugim golu być może trochę za szybko usiadł na czterech literach. W perspektywie całego meczu zawodnik, do którego najmniej się można przyczepić.

Alan Czerwiński – 3
Słaby mecz. Przy pierwszym golu sprokurował rzut wolny po przegranym w dość dziecinny sposób pojedynku 1 na 1. Drugi gol padł także z jego strony. W ofensywie kompletnie nic.

Mateusz Kamiński – 4
Taki sobie występ obrońcy. To nie on był najbliżej tych, co strzelali bramki, ale też nie był jakąś ostoją defensywy.

Oliver Prażnovsky – 3
Zdecydowanie poniżej oczekiwań. Nerwowy, elektryczny, popełnił kilka poważnych błędów i strat. Mamy nadzieję, że to jednostkowy przypadek, bo na jesieni to był kluczowy zawodnik.

Adrian Frańczak – 4
Walki mu odmówić nie można, walorów piłkarskich – jak najbardziej. Tak naprawdę z jego gry kompletnie nic nie wynikało, mimo że próbował szarpać.

Paweł Szołtys – 3
Niemrawy, trochę anonimowy występ. Nic nie dał ofensywie naszego zespołu. W zasadzie trudno coś więcej powiedzieć. Nieobecny.

Łukasz Pielorz – 4
Coś tam niby działał w destrukcji, ale w pierwszej połowie kilka razy nie udało się na tyle przerwać akcji, aby nie było zagrożenia (głównie po dostarczeniu piłki na skrzydło). Sam nie potrafił zablokować dośrodkowania przy drugiej bramce.

Sławomir Duda – 3
Będziemy powtarzać, że jest jednym z tych zawodników, dla których gra w czołówce pierwszej ligi to za wysoki poziom. Sławek nie był najgorszy, ale też nie wzniósł się na żaden przyzwoity poziom.

Bartosz Iwan – 2
Najsłabszy w GieKSie. Ten mecz to była katastrofa Ajwena, nie wychodziło mu kompletnie nic, podejmował złe decyzje, niecelnie podawał, tracił i ogólnie bardzo źle się na to patrzyło. Ma być liderem, a w tym meczu był antyliderem. Dodatkowo fatalna postawa i dziwny wyskok przy pierwszym golu dla Arki.

Krzysztof Wołkowicz – 3
Kolejny z tych, dla których poziom pierwszej ligi to za wysokie progi – no, może górnej połówki. Wołek starał się, co było widać, ale niespecjalnie mu to wychodziło. Szkoda, że piłka nie wpadła do bramki, po przypadkowym odbiciu. Odbiró tego meczu byłby nieco inny.

Grzegorz Goncerz – 2,5
Zawodnik odcięty kompletnie od gry nie mógł zaprezentować swoich umiejętności. Gdy jednak miał piłkę, nie potrafił z nią zrobić nic pożytecznego. Bardzo słabo.

Patryk Szymański (grał od 46. minuty) – 4
W debiucie próbował raz i drugi szarpnąć, ale poza rajdem przez 50 metrów i jeszcze jedną akcją nic wielkiego nie pokazał. Mimo wszystko coś tam rozruszał lekko.

Przemysław Sawicki (grał od 64. minuty) – niesklas.
Przeskok z rezerw do pierwszej ligi był widoczny. Zawodnik zaliczył kilka strat, ale teraz może być już tylko lepiej.

Povilas Leimonas (grał od 79. minuty) – niesklas.
Wszedł w końcówce i tyle go było widać.

17 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

17 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    7 marca 2016 at 09:03

    Tragicznie to wczoraj wyglądało, tym gorzej gdy się ma w pamięci co w klubie mówiło się np. o Czerwińskim, Frańczaku, Pielorzu, Iwanie czy Goncerzu.

    Ale spoko latem Motała załatwi 11 hitowych zawodników, z których Brzęczek we 2 tygodnie wyczaruje drużynę nie do pokonania…

  2. Avatar photo

    fanclub dortmund

    7 marca 2016 at 09:29

    nie mamy druzyny ,albo jak na razie wynikow a i kibicowsko fatalnie…na Zaglebiu nie moglismy zapelnic stadionu ,wczoraj na Arce okolo 4000 ,w tym 400 Arki…najciekawszy mecz rundy,niedziela wiec kiedy wy chcecie na te mecze chodzic???NA HOKEJ PRZESTALISCIE CHODZIC hokej w Katowicach umarl …na szachy chcecie chodzic czy na balet?????

  3. Avatar photo

    gumofilec

    7 marca 2016 at 09:51

    Przy pierwszej bramce Kuchta powinien wyjść i wypiąstkować piłkę

  4. Avatar photo

    David

    7 marca 2016 at 10:52

    Chłopie oglądnij sobie mecz jeszcze raz bo nie wiem skąd te noty bierzesz. To że praznovsky popełnił z dwa błędy to nic w porównaniu do innych, gdyby nie on to byłby pogrom. Iwan i pielorz to max 1 powinni dostać. Pozytywnie zagrała młodzież. Pozdrowienia z WNC

  5. Avatar photo

    lukasz

    7 marca 2016 at 11:13

    Dokladnei David, Oliver mial moze nawet z 5 wiekszych bledow ale i tak wyroznial sie na plus na tle innych pilkarzy, gdyby nie on byloby to co kiedys z Podbeskidziem… Dziwi mnie Shellu ocena Goncerza – jesli juz mial kontakt z pilka to wiedzial co z nia zrobic a ze tak naprawde z przodu nie mial kompeltnie w nikim wsparcia to odpuscilbys wogole ocene. Nie da sie grac samemu w ataku przeciwko takim dragalom szczegolnie ze jedynym sposobem byly u nas gorne pilki …

  6. Avatar photo

    lukasz

    7 marca 2016 at 11:27

    za to Pielorz widze to ulubieniec – 4 ???!!!… w dupie mam to ze jest defensywnym pomocnikiem jest na tyle doswiadczony ze jak jest taka kupa jak wczoraj powinien choc troche wziac odpowiedzialnosc za gre, pociagnac do przodu, dac sygnal, ryknac na innych, oddac jakis strzal – nawet niecelny ale dac kurwa znac ze trzeba sie zabrac do roboty … a tu brakuje takiego zachowania, wiekszosci z nich to takie nieopierzone kurczaki, sprawiaja wrazenie jakby pierwszy raz grali na duzym boisku, bo ciekawe ze na rozgrzewce to kilka nikomu niepotrzebnych sztuczek zaprezentowac potrafia, szkoda ze z technika czysto uzytkowa u nich krucho… taki np Sawicki ma 19 lat – to jest juz mezczyzna a nie jakis tam chloptas. Rozumiem – prawie pelne trybuny Arka itp itd ale zeby grac trzeba zapierdalac grac ostro, grac cialem nie bac sie wejsc w przeciwnika… a tu wszystko takie mizerne i slabe …

  7. Avatar photo

    Irishman

    7 marca 2016 at 11:55

    Łukasz, jak miał Pielorz zrobić to co piszesz, jak on twierdzi, że wcale nie byliśmy tak bardzo gorsi od Arki?
    Oliver – no niestety to był chyba jego najgorszy mecz u nas.
    Goncerz – no trudno żeby go choćby przeciętnie oceniać, jak on praktycznie nie istniał na boisku. A to, ze obraliśmy jakąś prymitywną taktykę wykopywania piłki na oślep to 100% racji. Aż się zastanawiałem, gdzie ten geniusz, tego chwalonego zewsząd trenera, skoro gramy tak toporny futbol?

  8. Avatar photo

    Matti

    7 marca 2016 at 12:33

    Pierwsza bramka obciąża Kuchtę wszystkie dośrodkowiania w okolicach 5 metra to bramki dla przeciwnika!!! dlatego że Kuchta jest słabiutki na przedpolu!!! nie ma warunków na bramkarza. Po za tym dla Dudy, Leimonasa, Szołtysa, Wołkowicza, Iwana niestety ale I liga to za wysokie progi. Dziwie się że Brzeczek nie zrobił w przerwie zimowej porządku w drugiej linii przecież my nie mamy ani skrzydłowych ani wogóle środka pomocy potrzeba dwóch defensywnych pomocników bo ci starzy sobie nie radzą!!! Nie mamy kreatywności w pomocy nie byliśmy w stanie sobie nic stworzyć bo wszystkie piłki wykopywali obrońcy nasi, druga linia na tle takiego przeciwnika nie istnieje!!!

  9. Avatar photo

    Matti

    7 marca 2016 at 12:38

    Musimy mieć całą nową linie pomocy oraz bramkarza z prawdziwego zdarzenia!!! to jest klucz naszych słabości!!!

  10. Avatar photo

    1964

    7 marca 2016 at 15:04

    Kopacze grali z Arką totalny piach!Młodzieżowy reprezentant Polski Szołtys,powinien grę wziąć na własne bary i pociągnąć grę,chyba że powołania dostaje na sekcję szachów(bo nie sprawdziłem)a on uciekał od gry.Wołkowicz gra to samo od 3 lat,czyli dno!Ale to wszystko ch….!Panowie zarządzający tym klubem.TO KLUB SPORTOWY,WYNIKI SPORTOWE SĄ WYKŁADNIĄ WASZEJ PRACY!SKORO BUDUJECIE ZESPÓŁ NA AWANS W PRZYSZŁYM ROKU,TO PROPONUJE WAM PAKOWAĆ WALIZKI JUŻ DZIŚ!Z tej mąki którą teraz macie chleba nie będzie!

  11. Avatar photo

    lukasz

    7 marca 2016 at 15:22

    1964 chyba lekko przesadzasz po jednym meczu juz wiesz co bedzie za rok – gratulacje, na takiego cudotwórce jak Ty na pewno czekaja np Zabrzu z otwartymi rekami, tylko nie zapominaj ze to nie jest manager przed komputerem …

  12. Avatar photo

    Irishman

    7 marca 2016 at 15:57

    Mati, trudno się nie zgodzić! Przecież, my po przerwie zimowej mamy środek pola bardzo osłabiony po odejściu Trochima! Strasznie go wczoraj brakowało. Za to w środku „rządził” Pielorz, który twierdzi… że nie było tak źle.
    Łukasz ile ty jeszcze potrzebujesz takich blamażów, żeby do Ciebie dotarło, że zawodnik, który od kilku sezonów jest słaby, będzie nadal słaby, chyba, ze zacznie jakieś prochy brać?

  13. Avatar photo

    hanibal

    7 marca 2016 at 16:03

    Drużyna jest żle przygotowana do sezonu,szybkość zerowa brak pomysłu przeprowadzenia jakąść akcję, to co wczoraj zobaczyłem tak grają trampkarze trzech zawodnikow na jednego przeciwnika który jeszcze ich wykiwał,trenerze arka miała 9sparingów gks 6 i to nie wszyscy zawodnicy grali taki jest scenariusz na dzisiaj,trzeba się wziąć do solidnej roboty.

  14. Avatar photo

    Irishman

    7 marca 2016 at 16:17

    Hanibal, też mnie zastanawiała ta mała ilość sparingów ale pomyślałem, że to może wynika z tego, że nie było za dużo zmian, a trenerzy zdążyli jesienią poznać możliwości zawodników, więc po co ryzykować kontuzje. Niestety chyba jednak nie poznali tych możliwości, a duża ilość kontuzji (i to przy tak małej ilości sparingów) sugeruje, że z tymi przygotowaniami nie było do końca OK. Tym bardziej, że z motoryką we wczorajszym meczu też nie było najlepiej.

  15. Avatar photo

    kibic bce

    7 marca 2016 at 17:42

    Powiem krotko i nie bede sie wadzil. Widzieliscie wczorajszy szpil i kazdy ocenia go na swoj sposob. Efekt jest taki ze gralismy jeden wielki ch… . Bede bronil Gonza bo chop nie mial z kim grac!!!! Kuchta wyrabia sie on tez popelnia bledy ale gdyby nie on to objechali by nas wyzej. Olivier nie wyszlo ale probowal. Pielorz dupa. Trochima brakuje on przynajmniej nogi nie odstawial szarpal strzelal w kierunku bramki a wirtlozem techniki nie byl!!!! Serce to gry mial najwieksze.Shellu nie obraz sie ale byles chyba na innym meczu. Duda z Wolkiem niech wydupcaja!!! Ajwen k…a twoj ojciec lepiej by zagral dno totalne. Szymanski, Sawicki, Szoltys. Shellu 2 jak w szkole bez podciagania. Im jeszcze mozna troszke odpuscic ale przynajmniej widzieli jaki mamy poziom w druzynie ch…. Mysle ze powinno byc juz ciut lepiej w ich wykonaniu. Pytam gdzie walka ? Brak. Kartek zoltych 0 to o czyms swiadczy. Strzaly brak. Nawet nie celnych w kierunku bramki.
    Tera z innej beczki ten 1% co mieli na koszulkach powinni cala kase za ten mecz oddac tez dziewcznie chorej. Jak macie ambicje c…. Brzeczek jestem na tak. Stawiaj na mlodziez kurna. Ogrywaj ich na nastepny sezon. Awans mamy z glowy. To my kibice mamy najlepsza note 10.
    Dziekuje

  16. Avatar photo

    Damo

    8 marca 2016 at 01:47

    Duda 0 pielorz -1 iwan -2 co to q…. Za oceny q…. Gorzej Być nie może jaki wstyd było zabrać moja rodzinkę na mecz 2000 km obiecałem im ze wygracie !!!! Nie wiem czy uda mi się ich przekonać …… Następnym razem!!!!!! Do roboty q…….
    Damo

  17. Avatar photo

    Matti

    8 marca 2016 at 07:51

    Reasumując jeśli mamy budować skład na ekstraklasę to musimy odsunąć zawodników którzy są przeciętni albo bardzo przeciętni – Kuchta, Duda, Wołkowicz, Leimonas, Pielorz, Czerwiński, Iwan. Co najwyżej mogą być zmiennikami ale nie mogą grać pierwsze skrzypce bo po prostu to dla nich za wysokie progi.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga