Piłka nożna
Noty i opisy po Arce
Mecz z Arką był – powiedzmy to sobie szczerze – koszmarny. GKS ani razu nie zagroził bramce rywali, a sam sprokurował na swojej połowie kilka groźnych okazji dla rywali. Nie było w naszym składzie jednego dobrego zawodnika.
Mateusz Kuchta – 5
W początkowej fazie meczu wybronił dwie groźne akcje, w tym jedną setkę. Potem był już bezradny, choć przy drugim golu być może trochę za szybko usiadł na czterech literach. W perspektywie całego meczu zawodnik, do którego najmniej się można przyczepić.
Alan Czerwiński – 3
Słaby mecz. Przy pierwszym golu sprokurował rzut wolny po przegranym w dość dziecinny sposób pojedynku 1 na 1. Drugi gol padł także z jego strony. W ofensywie kompletnie nic.
Mateusz Kamiński – 4
Taki sobie występ obrońcy. To nie on był najbliżej tych, co strzelali bramki, ale też nie był jakąś ostoją defensywy.
Oliver Prażnovsky – 3
Zdecydowanie poniżej oczekiwań. Nerwowy, elektryczny, popełnił kilka poważnych błędów i strat. Mamy nadzieję, że to jednostkowy przypadek, bo na jesieni to był kluczowy zawodnik.
Adrian Frańczak – 4
Walki mu odmówić nie można, walorów piłkarskich – jak najbardziej. Tak naprawdę z jego gry kompletnie nic nie wynikało, mimo że próbował szarpać.
Paweł Szołtys – 3
Niemrawy, trochę anonimowy występ. Nic nie dał ofensywie naszego zespołu. W zasadzie trudno coś więcej powiedzieć. Nieobecny.
Łukasz Pielorz – 4
Coś tam niby działał w destrukcji, ale w pierwszej połowie kilka razy nie udało się na tyle przerwać akcji, aby nie było zagrożenia (głównie po dostarczeniu piłki na skrzydło). Sam nie potrafił zablokować dośrodkowania przy drugiej bramce.
Sławomir Duda – 3
Będziemy powtarzać, że jest jednym z tych zawodników, dla których gra w czołówce pierwszej ligi to za wysoki poziom. Sławek nie był najgorszy, ale też nie wzniósł się na żaden przyzwoity poziom.
Bartosz Iwan – 2
Najsłabszy w GieKSie. Ten mecz to była katastrofa Ajwena, nie wychodziło mu kompletnie nic, podejmował złe decyzje, niecelnie podawał, tracił i ogólnie bardzo źle się na to patrzyło. Ma być liderem, a w tym meczu był antyliderem. Dodatkowo fatalna postawa i dziwny wyskok przy pierwszym golu dla Arki.
Krzysztof Wołkowicz – 3
Kolejny z tych, dla których poziom pierwszej ligi to za wysokie progi – no, może górnej połówki. Wołek starał się, co było widać, ale niespecjalnie mu to wychodziło. Szkoda, że piłka nie wpadła do bramki, po przypadkowym odbiciu. Odbiró tego meczu byłby nieco inny.
Grzegorz Goncerz – 2,5
Zawodnik odcięty kompletnie od gry nie mógł zaprezentować swoich umiejętności. Gdy jednak miał piłkę, nie potrafił z nią zrobić nic pożytecznego. Bardzo słabo.
Patryk Szymański (grał od 46. minuty) – 4
W debiucie próbował raz i drugi szarpnąć, ale poza rajdem przez 50 metrów i jeszcze jedną akcją nic wielkiego nie pokazał. Mimo wszystko coś tam rozruszał lekko.
Przemysław Sawicki (grał od 64. minuty) – niesklas.
Przeskok z rezerw do pierwszej ligi był widoczny. Zawodnik zaliczył kilka strat, ale teraz może być już tylko lepiej.
Povilas Leimonas (grał od 79. minuty) – niesklas.
Wszedł w końcówce i tyle go było widać.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: wyrwano nam dwa trzonowce
Trudno w to uwierzyć patrząc na termometry i śledząc prognozę pogody, ale w piątek punktualnie o 18:00 zacznie się wiosna. Wiosna w Ekstraklasie. Pierwszym jej akcentem będzie gwizdek na KGHM Zagłębie Arenie, gdzie naprzeciw siebie staną górnicze ekipy z Lubina i Katowic. Czy pogoda może spłatać figla i pokrzyżować nam plany? Sprawdził to dla nas Michał Szczygieł, autor felietonów w serwisie zaglebiak.com, którego zapytaliśmy także o formę Miedziowych na progu rundy, personalne zawirowania i starych znajomych, którzy znów spotkają się w Lubinie.
Ilekroć miałem okazję rozmawiać z sympatykami Zagłębia przez naszymi meczami, najczęściej wyczuwałem obawy, niepewność, a nawet pesymizm. Tak było wiosną, gdy Zagłębie walczyło o każdy punkt potrzebny do utrzymania, tak też było jesienią, gdy wielu ekspertów wskazywało na Miedziowych jako głównego kandydata do spadku. Rzeczywistość okazała się inna i dziś bliżej wam do czołówki niż czerwonej strefy. Jakie emocje towarzyszą ci na kilka dni przed inauguracją rundy?
W Lubinie zawsze jest dynamicznie, ale ja – chyba z racji wieku – wysiadłem już z tej kolejki, która pędzi po sinusoidzie emocji i nie daję się porwać nastrojom, że gdy jest dobrze, to za chwilę będziemy mistrzami świata, a jak robi się gorzej, to najlepiej wszystko zaorać. Piłka nożna, szczególnie w wydaniu ekstraklasowym, to taka dyscyplina sportu, w której należy utrzymywać pewną dozę dystansu i nie inaczej jest u nas. Owszem, przed sezonem miałem pewne obawy, ale w rozmowach z osobami blisko klubu dało się wyczuć pewien spokój, dlatego nie byłem aż tak przestraszony jak niektórzy. Było sporo zmian i spodziewałem się Zagłębia w innym wydaniu niż za Włodarskiego czy Fornalika. Rzeczywistość to potwierdziła – wiedziałem, że w tej drużynie jest jakość i jeżeli wszystko się dobrze poukłada, to nie będzie taki diabeł straszny. Mimo to patrząc w tabelę nie popadam w hurraoptymizm, podobnie jak nie załamywałem się w poprzednim sezonie, gdy ostro walczyliśmy o utrzymanie.
Niewielu znajdzie się takich, którzy typowaliby Zagłębie jako kandydata do europejskich pucharów, a tak dzisiaj wygląda wasza sytuacja. Jest w tym więcej wyników ponad stan czy konsekwentnej pracy, która dała takie, a nie inne owoce?
Wszystkiego po trochu. Patrząc przez pryzmat suchych statystyk wyniki są ponad stan, bo nie uważam, abyśmy byli dziś piątą siłą ligi. Z drugiej strony biorąc pod uwagę zestawienie bezpośrednich pojedynków, to w pokonanym polu zostawiliśmy praktycznie całą czołówkę: Lecha, Raków, Górnika czy Legię, także Jagiellonia nie potrafiła nas złamać. Dlatego nie mamy się czego wstydzić, jeśli chodzi o jesień. Punkty pogubiliśmy gdzie indziej, choćby w Katowicach. Dziś trudno jednoznacznie ocenić siłę tej drużyny, która jeśli ma dobry dzień, to postawi się każdemu, ale może też niespodziewanie dostać w łeb.
W ostatnim czasie Zagłębie trenduje w mediach sportowych za sprawą transferowej sagi Leonardo Rochy – jednej z najjaśniejszych postaci rundy jesiennej w Lubinie. Jak sobie wyobrażasz tę drużynę bez Portugalczyka?
Nie byłbym jeszcze tak kategoryczny w ocenie sytuacji z Rochą. Widzę, co pisze się w mediach, ale pewne sprawy mogą się jeszcze niespodziewanie zmienić. Nie ulega wątpliwości, że jego transfer był gamechangerem i wniósł on do naszej drużyny sporo jakości. Z marszu wszedł do pierwszego składu i od razu było widać, że jest to zawodnik, wokół którego można układać resztę zespołu. Jego prawdziwą wartość, a przede wszystkim wartość drużyny będzie można realnie ocenić, jeśli Leonardo faktycznie wiosną u nas nie zagra. Paradoksalnie może się okazać, że forma Rochy przełożyła się na skok jakościowy całego zespołu. Będzie szkoda, jeśli go zabraknie, ale nie ma ludzi niezastąpionych i mam nadzieję, że nawet w innym składzie osobowym Zagłębie będzie w stanie grać dobrze w piłkę.
Zawirowania wokół tego transferu mają podłoże czysto finansowe, czy też główną rolę odgrywają kwestie formalne, o których dużo się mówi w kontekście zarządzania Zagłębiem?
Raków wyciągnął asa z rękawa w postaci skrócenia wypożyczenia i wiem, że robiono wiele, aby Rocha został w Lubinie. Pewnego pułapu możemy jednak nie przeskoczyć. Sam proces zarządzania Zagłębiem jest dużo bardziej skomplikowany niż się wydaje i mówił o tym Michał Żewłakow, który przychodząc tutaj kilka lat temu w roli dyrektora sportowego inaczej wyobrażał sobie swoją pracę. Moim zdaniem trudności z transferem Rochy miały podłoże czysto finansowe – nie tyle o kwotę odstępnego, którą pewnie jakoś byśmy przełknęli, lecz całościową wysokość kontraktu. Domyślam się, że plan na to wypożyczenie zakładał wyłożenie większych środków latem, natomiast Raków wykorzystał zapisy umowy i trzeba było reagować już teraz. Klubowi działacze wciąż szukają sposobu na zatrzymanie Rochy w Lubinie, zobaczymy co przyniosą najbliższe dni.
Na liście transferów wychodzących znalazł się też Mateusz Wdowiak, który zamienił Lubin na Katowice. Jak oceniasz jego pobyt w Zagłębiu i czy ten transfer będzie dla nas wzmocnieniem?
Pobyt Wdowiaka w Lubinie miał dwa oblicza. Kiedy trafił do nas z Rakowa, był wartością dodaną i swoją postawą wnosił wiele pozytywnej energii do całego zespołu. Aby pokazać pełnię swoich możliwości, musiał być jednak w pełni zdrowy i w rytmie meczowym. Jego drugą twarz zobaczyliśmy pod koniec poprzedniej rundy, kiedy wracał po urazach i stracił miejsce w podstawowym składzie. Wydaje mi się, że stracił też w oczach trenera, bo było po nim widać brak tego rytmu. Leszek Ojrzyński jest typem szkoleniowca, który jeśli zaufa zawodnikom, to ich się trzyma, a dokonuje tylko niezbędnych zmian. Gdy Mateusz wypadł na dłużej, jego pozycja w hierarchii spadła i ciężko mu było ją odbudować. Dlatego poszukał dla siebie nowego otwarcia i jeśli wróci do dyspozycji, którą miał u nas na początku i poczuje wsparcie sztabu oraz drużyny, to nie będziecie żałować, że do was dołączył.
Przygotowań do rundy nie ułatwiają wam też kontuzje – niedawno pojawiła się informacja o urazach Marcela Reguły i Cypriana Popielca. Jak duża to dla was strata?
Cyprian Popielec to prospekt – wielki talent, po którym wiele sobie obiecujemy. Mówiło się o nim dużo w kontekście zainteresowania ze strony Jagiellonii, ale to wciąż młody chłopak, który potrzebuje czasu, aby wskoczyć na pułap ekstraklasowy. Jest plan na to, aby go z tą Ekstraklasą coraz mocniej oswajać, natomiast nie jest to temat na dzisiaj. Dlatego ta strata nie jest aż tak duża, bo dziś nie jest jeszcze zawodnikiem pierwszego wyboru. Inaczej wygląda sytuacja Marcela Reguły. Być może zabrzmi to kontrowersyjnie, ale moim zdaniem brak Reguły może być większą stratą niż brak Rochy.
Reguła dał się nam we znaki w jesiennym meczu w Katowicach, zdobywając pierwszego gola. Można stawiać go w gronie największych ekstraklasowych talentów?
Już dziś Marcel budzi zainteresowanie ze strony największych europejskich marek. Z drugiej strony skauci najlepszych klubów obserwują setki młodych chłopaków w całej Europie, nie zmienia to jednak faktu, że nazwisko Reguła jest wpisane w kajety wielu z nich. Na szczęście najbliższe otoczenie Marcela mądrze podchodzi do rozwoju jego kariery. Wiadomo, że jeśli ktoś rzuci na stół miliony euro, to nikt nie przejdzie obok takiej oferty obojętnie. Natomiast zapytania i oferty na niższe kwoty raczej wylądują w koszu. Marcel pokazał, że jest w stanie grać na wysokim poziomie – nie przesadzę, jeśli powiem, że europejskim. Ma w sobie coś wyjątkowego i jest w tym uroczo bezczelny, czym kupuje sympatię kibiców. Jeśli zdrowie mu dopisze i będzie słuchał mądrych doradców, to jeszcze o nim usłyszymy, nawet w kontekście reprezentacji.
Na przeciwległym biegunie, jeśli chodzi o metrykę, znajdziemy w waszej kadrze starego znajomego. Czy Arek Woźniak będzie musiał łatać kadrowe dziury w ataku Zagłębia po odejściu Rochy i kontuzji Reguły?
Rola Arka w Zagłębiu wykracza daleko poza boisko i sprowadzanie jej do kwestii stricte piłkarskich byłoby dużym uproszczeniem. Znam go osobiście i nieraz rozmawialiśmy – mało jest takich piłkarzy, którzy niezależnie ile otrzymają ciosów, to za każdym razem się podnoszą i zawsze są gotowi walczyć. Doskonale o tym wiecie, że Arek serducho ma i pomaga drużynie, jak tylko potrafi. Jeśli trener będzie go potrzebował, to wyjdzie na boisko i da z siebie wszystko, ale jego rola w szatni jest dużo szersza: motywuje i dba o młodszych piłkarzy, często pewnie goni ich do pracy, ucząc przywiązania do Zagłębia. Wiem, że Arek myśli już o nowej roli, jaką po karierze chciałby pełnić w klubie i do tego się przygotowuje. Taki piłkarz jest w szatni nie do przecenienia. Od powrotu do Lubina wciąż czeka na swoją bramkę w Ekstraklasie i mam nadzieję, że będzie mu to dane, bo chciałbym jeszcze raz zobaczyć jego radość. Gdzie, jak nie w domu?
Przy całym szacunku i sympatii dla Woźniaka mam nadzieję, że nie wydarzy się to w piątek. Nieco inaczej potoczyły się losy innego waszego wychowanka, który zdaje się znalazł w Katowicach drugi dom. Czy Adrian Błąd jest jeszcze miedziowy, czy już bardziej trójkolorowy?
Odbijając piłeczkę, mam nadzieję, że Adrian też nie błyśnie zanadto w piątek. A mówiąc serio, można się w wielu miejscach czuć jak w domu, ale dom jest tylko jeden. Wiem, że po tylu latach jest już jednym z was i na pewno czuje się dobrze w Katowicach, mimo to w głębi serca na pewno pozostanie miedziowy. W okresie gry w GieKSie zapracował na szacunek i myślę, że działa to w obie strony. Pojedynek z Zagłębiem może być dla niego jednym z trudniejszych pod względem emocji, natomiast nie po raz pierwszy stanie naprzeciw nas w innych barwach. Sentymentów więc nie będzie, a zdarzało się, że wychowanek grający w innym klubie strzelał nam gole. Oby Adrian nie musiał hamować radości z gola w piątek w Lubinie.
Leszek Ojrzyński to nadal trener-strażak czy już bardziej budowniczy?
Runda jesienna pokazała, że łatka strażaka przestała pasować do Leszka Ojrzyńskiego. W poprzednim sezonie miał tylko kilka kolejek, by odkręcić drużynę, więc z miejsca odpalił tryb „wojna” i uratował klub przed spadkiem. To, co sprawdziło się w tamtym momencie, w nowym sezonie uległo widocznej zmianie. Patrząc na to, jak i kim Ojrzyński gra, można dojść do wniosku, że wykorzystał szansę, jaką dostał w Lubinie, aby pokazać, że jego warsztat to coś więcej niż przezwyciężanie kryzysów. Trener nie bał się stawiać na młodych, jak choćby Regułę, który wszedł do Ekstraklasy z drzwiami, futryną i kawałkiem ściany, a do składu wskoczyli też Kocaba, Kolan czy Orlikowski. Runda jesienna pokazała, że trener ma do zaoferowania dużo więcej: pod jego wodzą potrafiliśmy grać fantastyczne mecze, o czym mogliście się przekonać na własnej skórze. I nawet jeśli jego misja w Lubinie prędzej czy później się zakończy, to moim zdaniem nie zabraknie chętnych, aby skorzystać z jego usług w innym klubie.
Jesienią podzieliliśmy się punktami w Katowicach, a z przebiegu meczu to raczej my mogliśmy być bardziej zadowoleni. Jak wspominasz ten pojedynek?
Miałem okazję być na tym meczu i po pierwszej połowie nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Tak grające Zagłębie zaskoczyło nawet mnie, a byłem przekonany, że potrafimy sporo. Podsumowując rundę jesienną miałem okazję porozmawiać z Rafałem Mazurem, trenerem przygotowania motorycznego, który stwierdził, że był to nasz najbardziej energetyczny mecz w rundzie. Mimo że warunki były ciężkie, spotkanie mogło się podobać także postronnym obserwatorom. Do dziś próbuję zrozumieć, co się stało z naszą drużyną w przerwie. Za pewne błędy się płaci, a Leszek Ojrzyński miał ogromne pretensje do zespołu za postawę w drugiej połowie, bo nie można wypuszczać z rąk zwycięstwa w takich okolicznościach. Jest to jeden z tych meczów, w których strata punktów boli najbardziej – mając dziś dwa oczka więcej bylibyśmy na podium. Taka jest jednak piłka i podobne sytuacje będą się czasem zdarzać. Mimo wszystko gdybyśmy w piątek zobaczyli równie intensywny i emocjonujący mecz, to raczej nikt nie miałby nic przeciwko.
Są na to szanse? Jak Twoim zdaniem zaprezentuje się Zagłębie zarówno w naszym meczu, jak i w całej rundzie?
Nasza postawa w tej rundzie stoi pod dużym znakiem zapytania, bo cały plan przygotowań był w jakimś stopniu układany pod kątem pozostania Leonardo Rochy w Lubinie, więc obecna sytuacja z pewnością pokrzyżowała sztabowi szyki. W piątek spodziewam się meczu zachowawczego z naszej strony, szczególnie że ze składu wypadł też Marcel. Tym samym w porównaniu do jesieni wyrwano nam dwa trzonowce, co w każdej drużynie nie pozostałoby bez konsekwencji. Trener Ojrzyński na pewno podejdzie do tego pojedynku ostrożniej niż w Katowicach, ale z drugiej strony raczej nie pozwoli na to, aby drużyna się cofnęła i tylko czekała, co zrobi GKS. A jak będzie wyglądała reszta rundy? Nie potrafię odpowiedzieć, bo wiele jeszcze może się zmienić w tym okienku. W gabinetach, nawet w tej chwili wiele się dzieje (już po naszej rozmowie Zagłębie ogłosiło transfer Sebastiana Kowalczyka – przyp. red.), ponadto mam nadzieję, że szybko do gry wróci Marcel Reguła. Co więcej, jest kilku zawodników obecnej kadry, którzy wiosną muszą udowodnić swoją przydatność. Mam tu na myśli przede wszystkim Kubę Sypka i Kajetana Szmyta – obaj muszą dać z siebie więcej. Do gry wraca też Damian Dąbrowski – jest to Zagłębiak, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników, który odpowiada za tempo gry, więc powinien dać więcej spokoju w rozegraniu. Trudno też będzie zagrać całą rundę samym Kossídisem, dlatego spodziewam się transferu przynajmniej jednego napastnika. Nawet jeśli zabraknie Rochy, ale nowy napastnik wkomponuje się w zespół równie szybko co Leonardo, to nadal będziemy groźni dla każdego.
Skoro już bawimy się w przewidywania, to coraz głośniej mówi się o kolejnym ataku zimy i nadciągających siarczystych mrozach. Czy istnieje jakiekolwiek ryzyko, że powtórzy się sytuacja z Białegostoku i w piątek zaliczymy pusty przelot do Lubina? A jeśli zagramy bez przeszkód, to jakim wynikiem zakończy się nasz mecz?
Z racji moich zainteresowań jestem na bieżąco z prognozami pogody. Moim zdaniem nie ma żadnego zagrożenia dla rozegrania naszego meczu – może się pojawić lekki mróz, ale w granicach 1-2 stopni. Zapowiadana fala ochłodzenia nie zdąży do nas dotrzeć do piątku, gorzej ma być w okolicach niedzieli. Tutaj więc nie będzie żadnych niespodzianek. Natomiast co do wyniku chciałbym, abyśmy nie przegrali. To będzie dla nas trudny mecz i dobrze, że zaczynamy rok u siebie. Serce chciałoby wygranej, natomiast rozum dyktuje remis po ciekawym meczu, który wleje w serca kibiców w Lubinie nieco otuchy, że nie jesteśmy skazani na pożarcie w tej rundzie. Tabela jest płaska i jeśli któryś zespół złapie serię zwycięstw, zyska spokój w tabeli. Natomiast kilka porażek może dorzucić dodatkowy ciężar na barki drużyn walczących o utrzymanie. Moim zdaniem GKS to nie jest zespół, który powinien na dłużej zaplątać się w walkę o bezpieczne lokaty, natomiast wszystko rozstrzygnie się na boisku.


Irishman
7 marca 2016 at 09:03
Tragicznie to wczoraj wyglądało, tym gorzej gdy się ma w pamięci co w klubie mówiło się np. o Czerwińskim, Frańczaku, Pielorzu, Iwanie czy Goncerzu.
Ale spoko latem Motała załatwi 11 hitowych zawodników, z których Brzęczek we 2 tygodnie wyczaruje drużynę nie do pokonania…
fanclub dortmund
7 marca 2016 at 09:29
nie mamy druzyny ,albo jak na razie wynikow a i kibicowsko fatalnie…na Zaglebiu nie moglismy zapelnic stadionu ,wczoraj na Arce okolo 4000 ,w tym 400 Arki…najciekawszy mecz rundy,niedziela wiec kiedy wy chcecie na te mecze chodzic???NA HOKEJ PRZESTALISCIE CHODZIC hokej w Katowicach umarl …na szachy chcecie chodzic czy na balet?????
gumofilec
7 marca 2016 at 09:51
Przy pierwszej bramce Kuchta powinien wyjść i wypiąstkować piłkę
David
7 marca 2016 at 10:52
Chłopie oglądnij sobie mecz jeszcze raz bo nie wiem skąd te noty bierzesz. To że praznovsky popełnił z dwa błędy to nic w porównaniu do innych, gdyby nie on to byłby pogrom. Iwan i pielorz to max 1 powinni dostać. Pozytywnie zagrała młodzież. Pozdrowienia z WNC
lukasz
7 marca 2016 at 11:13
Dokladnei David, Oliver mial moze nawet z 5 wiekszych bledow ale i tak wyroznial sie na plus na tle innych pilkarzy, gdyby nie on byloby to co kiedys z Podbeskidziem… Dziwi mnie Shellu ocena Goncerza – jesli juz mial kontakt z pilka to wiedzial co z nia zrobic a ze tak naprawde z przodu nie mial kompeltnie w nikim wsparcia to odpuscilbys wogole ocene. Nie da sie grac samemu w ataku przeciwko takim dragalom szczegolnie ze jedynym sposobem byly u nas gorne pilki …
lukasz
7 marca 2016 at 11:27
za to Pielorz widze to ulubieniec – 4 ???!!!… w dupie mam to ze jest defensywnym pomocnikiem jest na tyle doswiadczony ze jak jest taka kupa jak wczoraj powinien choc troche wziac odpowiedzialnosc za gre, pociagnac do przodu, dac sygnal, ryknac na innych, oddac jakis strzal – nawet niecelny ale dac kurwa znac ze trzeba sie zabrac do roboty … a tu brakuje takiego zachowania, wiekszosci z nich to takie nieopierzone kurczaki, sprawiaja wrazenie jakby pierwszy raz grali na duzym boisku, bo ciekawe ze na rozgrzewce to kilka nikomu niepotrzebnych sztuczek zaprezentowac potrafia, szkoda ze z technika czysto uzytkowa u nich krucho… taki np Sawicki ma 19 lat – to jest juz mezczyzna a nie jakis tam chloptas. Rozumiem – prawie pelne trybuny Arka itp itd ale zeby grac trzeba zapierdalac grac ostro, grac cialem nie bac sie wejsc w przeciwnika… a tu wszystko takie mizerne i slabe …
Irishman
7 marca 2016 at 11:55
Łukasz, jak miał Pielorz zrobić to co piszesz, jak on twierdzi, że wcale nie byliśmy tak bardzo gorsi od Arki?
Oliver – no niestety to był chyba jego najgorszy mecz u nas.
Goncerz – no trudno żeby go choćby przeciętnie oceniać, jak on praktycznie nie istniał na boisku. A to, ze obraliśmy jakąś prymitywną taktykę wykopywania piłki na oślep to 100% racji. Aż się zastanawiałem, gdzie ten geniusz, tego chwalonego zewsząd trenera, skoro gramy tak toporny futbol?
Matti
7 marca 2016 at 12:33
Pierwsza bramka obciąża Kuchtę wszystkie dośrodkowiania w okolicach 5 metra to bramki dla przeciwnika!!! dlatego że Kuchta jest słabiutki na przedpolu!!! nie ma warunków na bramkarza. Po za tym dla Dudy, Leimonasa, Szołtysa, Wołkowicza, Iwana niestety ale I liga to za wysokie progi. Dziwie się że Brzeczek nie zrobił w przerwie zimowej porządku w drugiej linii przecież my nie mamy ani skrzydłowych ani wogóle środka pomocy potrzeba dwóch defensywnych pomocników bo ci starzy sobie nie radzą!!! Nie mamy kreatywności w pomocy nie byliśmy w stanie sobie nic stworzyć bo wszystkie piłki wykopywali obrońcy nasi, druga linia na tle takiego przeciwnika nie istnieje!!!
Matti
7 marca 2016 at 12:38
Musimy mieć całą nową linie pomocy oraz bramkarza z prawdziwego zdarzenia!!! to jest klucz naszych słabości!!!
1964
7 marca 2016 at 15:04
Kopacze grali z Arką totalny piach!Młodzieżowy reprezentant Polski Szołtys,powinien grę wziąć na własne bary i pociągnąć grę,chyba że powołania dostaje na sekcję szachów(bo nie sprawdziłem)a on uciekał od gry.Wołkowicz gra to samo od 3 lat,czyli dno!Ale to wszystko ch….!Panowie zarządzający tym klubem.TO KLUB SPORTOWY,WYNIKI SPORTOWE SĄ WYKŁADNIĄ WASZEJ PRACY!SKORO BUDUJECIE ZESPÓŁ NA AWANS W PRZYSZŁYM ROKU,TO PROPONUJE WAM PAKOWAĆ WALIZKI JUŻ DZIŚ!Z tej mąki którą teraz macie chleba nie będzie!
lukasz
7 marca 2016 at 15:22
1964 chyba lekko przesadzasz po jednym meczu juz wiesz co bedzie za rok – gratulacje, na takiego cudotwórce jak Ty na pewno czekaja np Zabrzu z otwartymi rekami, tylko nie zapominaj ze to nie jest manager przed komputerem …
Irishman
7 marca 2016 at 15:57
Mati, trudno się nie zgodzić! Przecież, my po przerwie zimowej mamy środek pola bardzo osłabiony po odejściu Trochima! Strasznie go wczoraj brakowało. Za to w środku „rządził” Pielorz, który twierdzi… że nie było tak źle.
Łukasz ile ty jeszcze potrzebujesz takich blamażów, żeby do Ciebie dotarło, że zawodnik, który od kilku sezonów jest słaby, będzie nadal słaby, chyba, ze zacznie jakieś prochy brać?
hanibal
7 marca 2016 at 16:03
Drużyna jest żle przygotowana do sezonu,szybkość zerowa brak pomysłu przeprowadzenia jakąść akcję, to co wczoraj zobaczyłem tak grają trampkarze trzech zawodnikow na jednego przeciwnika który jeszcze ich wykiwał,trenerze arka miała 9sparingów gks 6 i to nie wszyscy zawodnicy grali taki jest scenariusz na dzisiaj,trzeba się wziąć do solidnej roboty.
Irishman
7 marca 2016 at 16:17
Hanibal, też mnie zastanawiała ta mała ilość sparingów ale pomyślałem, że to może wynika z tego, że nie było za dużo zmian, a trenerzy zdążyli jesienią poznać możliwości zawodników, więc po co ryzykować kontuzje. Niestety chyba jednak nie poznali tych możliwości, a duża ilość kontuzji (i to przy tak małej ilości sparingów) sugeruje, że z tymi przygotowaniami nie było do końca OK. Tym bardziej, że z motoryką we wczorajszym meczu też nie było najlepiej.
kibic bce
7 marca 2016 at 17:42
Powiem krotko i nie bede sie wadzil. Widzieliscie wczorajszy szpil i kazdy ocenia go na swoj sposob. Efekt jest taki ze gralismy jeden wielki ch… . Bede bronil Gonza bo chop nie mial z kim grac!!!! Kuchta wyrabia sie on tez popelnia bledy ale gdyby nie on to objechali by nas wyzej. Olivier nie wyszlo ale probowal. Pielorz dupa. Trochima brakuje on przynajmniej nogi nie odstawial szarpal strzelal w kierunku bramki a wirtlozem techniki nie byl!!!! Serce to gry mial najwieksze.Shellu nie obraz sie ale byles chyba na innym meczu. Duda z Wolkiem niech wydupcaja!!! Ajwen k…a twoj ojciec lepiej by zagral dno totalne. Szymanski, Sawicki, Szoltys. Shellu 2 jak w szkole bez podciagania. Im jeszcze mozna troszke odpuscic ale przynajmniej widzieli jaki mamy poziom w druzynie ch…. Mysle ze powinno byc juz ciut lepiej w ich wykonaniu. Pytam gdzie walka ? Brak. Kartek zoltych 0 to o czyms swiadczy. Strzaly brak. Nawet nie celnych w kierunku bramki.
Tera z innej beczki ten 1% co mieli na koszulkach powinni cala kase za ten mecz oddac tez dziewcznie chorej. Jak macie ambicje c…. Brzeczek jestem na tak. Stawiaj na mlodziez kurna. Ogrywaj ich na nastepny sezon. Awans mamy z glowy. To my kibice mamy najlepsza note 10.
Dziekuje
Damo
8 marca 2016 at 01:47
Duda 0 pielorz -1 iwan -2 co to q…. Za oceny q…. Gorzej Być nie może jaki wstyd było zabrać moja rodzinkę na mecz 2000 km obiecałem im ze wygracie !!!! Nie wiem czy uda mi się ich przekonać …… Następnym razem!!!!!! Do roboty q…….
Damo
Matti
8 marca 2016 at 07:51
Reasumując jeśli mamy budować skład na ekstraklasę to musimy odsunąć zawodników którzy są przeciętni albo bardzo przeciętni – Kuchta, Duda, Wołkowicz, Leimonas, Pielorz, Czerwiński, Iwan. Co najwyżej mogą być zmiennikami ale nie mogą grać pierwsze skrzypce bo po prostu to dla nich za wysokie progi.