Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Garbarni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa nie rozegrała wielkiego meczu w Krakowie, ale najważniejsze jest to, że odniosła bardzo ważne i konieczne w kontekście walki o utrzymanie zwycięstwo. Poszczególni piłkarze w większości zaprezentowali się dość słabo i jeśli nie poprawią swojej gry w ostatnich trzech meczach – kwestia utrzymania nadal będzie pozostawać pod znakiem zapytania.

Krzysztof Baran – 6,5
W zasadzie bezrobotny. To co miał wyłapać – wyłapał, ale bardziej chodzi o dośrodkowania niż strzały. Raz miał dużo szczęścia, gdy piłka trafiła w poprzeczkę po rzucie wolnym rywali. Spokojny mecz. Na plus zero z tyłu.

Wojciech Lisowski – 7,5
Zdecydowanie najlepszy zawodnik GKS ostatnich meczów. W obronie pewny, błędów nie popełnia. Jeszcze chwila i trzeba będzie uderzyć się w pierś za różne słowa na jego temat. Dodatkowo nie boi się próbować uderzać i raz trafił w słupek, a za drugim razem bardzo ładnym strzałem pokonał bramkarza. W drugiej połowie przygasł, nie grano jego stroną. Ale i tak duży plus.

Arkadiusz Jędrych – 6,5
Poprawny mecz, choć było kilka momentów niepewności. Próbował sił w ofensywie, ale brakowało to dokładności, to ogarnięcia.

Rafał Remisz – 6,5
Bez większych zarzutów. Poprawny, dobry mecz.

Jakub Wawrzyniak – 5,5
Średnio sobie radził, chaotyczny, dość niepewny. Nie miał już tych ofensywnych wejść, jak ze Stomilem (wówczas dwa dobre dośrodkowania). Owszem, wielkich błędów nie popełnił, ale to jednak nie było to.

Kacper Tabiś – 3,5
Młody dostał szansę i w sumie szkoleniowo jej nie wykorzystał. Słaby, po prostu słaby. Niby ambitny, niby się starał, ale nic wielkiego z tego nie wynikało. Jedna dobra długa piłka na Śpiączkę i to by było na tyle.

Bartłomiej Poczobut – 6,5
Swoje w środku boiska zrobił, choć w drugiej połowie zawodnicy Garbarni za bardzo bezkarnie hasali sobie na naszej połowie. Jedna ważna interwencja (faul i żółta kartka) powstrzymująca szybką kontrę rywali. Zaliczył również dobre podanie do Śpiączki przy jednej z akcji. No i choć nie były to typowe wypracowane asysty, to jednak formalnie przy obu golach to on ostatni podawał do strzelca.

Adrian Łyszczarz – 3
Kolejny młody, który nie wykorzystał szansy. Słabo, bardzo słabo. Tak to sobie tego miejsca w kadrze nie wywalczy. Pożytku nie było żadnego.

David Anon – 4,5
Niby próbował coś na początku meczu, ale z czasem było coraz słabiej. Taka chaotyczna ta gra i brak wzięcia odpowiedzialności za uderzenie, wykończenie. Wyglądał tak jakby się bał. W drugiej połowie zabrakło i fizyczności, i wytrzymałości. Słabiutko.

Adrian Błąd – 4
Podobnie jak Anon na początku meczu coś próbował, ale szybko zgasł i potem momentami był już niewidoczny. Od czasu odebrania mu opaski kapitańskiej forma znacząco spadła.

Bartosz Śpiączka – 4
Co miał to zawalił. Zwłaszcza sytuację, kiedy dostał bardzo dobrą długą piłkę na sytuację sam na sam, ale minimalnie wyprzedził go wybiegający poza pole karne Cabaj. A dlaczego wyprzedził? Bo nasz zawodnik zaczął robić dziwne skręty karku, by zobaczyć, czy liniowy nie podnosi chorągiewki. Był tym tak zajęty, że od razu nie ruszył do sprintu. Karygodna maniera piłkarzy, w tym przypadku doprowadziła do nie-strzelenia bramki na 2:0. Zmarnował tuz przed zejściem kolejną setkę, nie trafił w bramkę. Bieda.

Tymoteusz Puchacz (grał od 57. minuty) – 6,5
Wszedł i od razu zrobił szybką akcję, po której było bardzo groźnie. Jako jeden z niewielu coś próbował w ofensywie. No i strzelił gola po bardzo ładnej akcji.

Arkadiusz Woźniak (grał od 64. minuty) – niesklas.
Tradycyjnie jedno wielkie nic.

Jakub Habusta (grał od 82. minuty) – niesklas.
Wszedł i nic nie zawalił, a to już coś.

11 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

11 komentarzy

  1. Avatar photo

    Stajenny

    30 kwietnia 2019 at 10:41

    „Umiecie wesprzeć zawodników” , wcale mnie nie dziwi ich gra.W podobnym tonie przeprowadzana transmisja radiowa. Przecież tego się nie da słuchać , ani czytać.Miałem dać parę złotych, ale nie było za co , sama kpina i narzekanie .Pochwalcie się swoimi osiągnięciami.Mimo tego pozdrawiam i życzę lepszego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość.

  2. Avatar photo

    tombotleg

    30 kwietnia 2019 at 11:10

    Co ty Stajenny pier..olisz, w innym klubie po takich „osiągnięciach” w tym sezonie piłkarze by chodzili kanałami po mieście a doping by był przed telewizorem ,u nas pełne poparcie mają już od czasów słynnego Kluczborka, żyją jak pączki w maśle, pogięło Cię chyba, napastnik marnuje wszystkie setki jakie ma w meczu i co ma dostać 10?..

  3. Avatar photo

    Irishman

    30 kwietnia 2019 at 11:35

    Kurde, drużyna naszpikowana gwiazdami jak na I ligę zamiast bić się o awans ledwo broni się od spadku (i nie wiadomo czy się obroni), a do tego na swoim boisku nie potrafi wygrać od OŚMIU miesięcy, a tu najpierw Poczobut pieprzy coś o prawdziwych-nieprawdziwych kibicach, teraz jakiś (niby) kibic dowala się do Redakcji, bo….. za ostro pisze.
    Nie no, po prostu to są jakieś jaja!
    Nawiasem mówiąc ja to się zastanawiam co Shellu….. tak „spokorniał” 😉 😉 😉

  4. Avatar photo

    Egon

    30 kwietnia 2019 at 12:27

    Stajenny – Shellu się ma swoimi osiągnięciami chwalić ? Za to co robi bezinteresownie od lat z resztą redakcji to co najmniej pomnik powinieneś mu postawić.

  5. Avatar photo

    Ab

    30 kwietnia 2019 at 14:53

    Grający co mecz napastnicy grają słabo ale to jedynie połowa nominalnych napastników. Pozostałej dwójki nawet się nie próbuje jak za słabi to po co ich trzymać. No chyba, że za młodzi no czekajmy dalej aż się zestarzeją.

  6. Avatar photo

    KaTe

    30 kwietnia 2019 at 16:22

    Cóż, Dudek jak to początkujący trener – wierzy w fetysze. Boi się wprowadzać zmiany, bo może przerwać serię meczów bez porażki. Dlatego chyba, non-stop grał „elektryczny” Pawełek i gra cały czas kolega Poczobut, który chyba już nie wejdzie na wyższy poziom techniki użytkowej, ani też strzeleckiej. I po co było z nim przedłużać kontrakt? Facet pewnej poprzeczki już nie przeskoczy. Kolejny nonsens to sprowadzenie Marchewki . Mógł trochę pograć w Rozwoju jako wypożyczony od nas, a tymczasem nawet trawy nie powącha. Rumin też nie gra. Wszak Śpiączka i Woźniak walą bramy jak na zawołanie!
    Pyrsk ludkowie! Jeszcze będzie przepięknie!

  7. Avatar photo

    Stajenny

    30 kwietnia 2019 at 17:47

    Myślę że nie żyją jak w maśle (nie wszyscy).Jak grają to widać i tak będą grali do czasu , aż ktoś zrozumie że znane, używane długo już nazwiska nie wygrają meczu , a tym bardziej w pojedynkę.Futbol to zespół , a nie będzie zespołu przy ciągłych zakupach i dopasowywaniu człowieka do zespołu , ciągłych kombinacjach itd. Takie manewry można robić tylko z bardzo znanymi nazwiskami , które u nas nie występują i na pewno zabrakło by „masła”.Wracając do ocen, nie znaczy że można wszystko mówić i pisać (bo za darmo to robię), gdyż czytają to również wymienieni i pewnie przyjmują to do siebie , pewnie nie wszyscy umieją to olać , a powinni. Trzeba czasami zastanowić się nad pochwałą – może osiągnie większy skutek.

  8. Avatar photo

    m.

    30 kwietnia 2019 at 18:39

    @Stajenny w chuju mam, czy czytają, czy ich to rusza… Zarabiają zajebiste pieniądze i mają grać nawet jeśli wszyscy się na nich obraża. ja pierdolę co to w ogóle za pisanie. Widziales te gówno co odjebali w drugiej polowie w krk? Na szczescie widac, ze kibice juz nie sa tak glupi i zgadzaj sie z wszystkimi ktorzy pisza prawde. choc caly czas dziwi mnie skad sie biora tacy stajenni. moze redakcja niech sprawdzi ip. czy to czasem nie jakis pilkarzyna z klubu.

  9. Avatar photo

    Błażej

    30 kwietnia 2019 at 22:50

    Ja zdobyłem tytuł króla strzelców w firmowym turnieju między placówkami 🙂

  10. Avatar photo

    wrogreg

    1 maja 2019 at 02:35

    A ja się z Tobą stajenny zgadzam w 100%.

  11. Avatar photo

    Shellu

    1 maja 2019 at 16:21

    Ja natomiast awansowałem do finału rozgrywek szkolnych w kosza w liceum. A byliśmy drugą klasą, która dzielnie stawiała czoła czwartoklasistom!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Wesoły nam mecz dziś nastał

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W Wielką Sobotę wygraliśmy na własnym boisku 1:0 z Wisła Płock, a decydującego gola, w doliczonym czasie gry, zdobył Lukas Klemenz. Do kolejnej galerii zaprasza Was Kazik.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga