Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Niecieczy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa przegrała u siebie z ostatnią drużyną w tabeli. Powiedzielibyśmy, że to nie miał prawa się przydarzyć, ale… bo to raz przyjeżdżał outsider i golił naszych „ulubieńców” szkoleniowo? Poprzeczkę mamy zawieszoną bardzo nisko. Bo choć w spotkaniu z Niecieczą walki było nieco więcej niż w poprzednich meczach ligowych, to piłkarsko w efekcie okazało się dramatycznie.

Krzysztof Baran – 6
Takiego meczu, jak z Pogonią nie powtórzył. Przy bramkach raczej nie miał wiele do powiedzenia – co prawda przy drugim golu interweniował dość dziwnie wizualnie, ale pamiętajmy, że uderzenie było mocne i z najbliższej odległości. Ogólnie – poprawny mecz, ale tym razem bez cienia fajerwerków.

Adrian Frańczak – 5
Dość aktywny w ofensywie, ale szkoda, że udane zagranie otwierające wychodzi mu raz na dziesięć (a jak już wyjdzie to jest genialne). W defensywie przez prawie cały mecz bez większych błędów plus jedna bardzo dobra interwencja, gdy wmieszał się w dwóch rywali wychodzących praktycznie na samego Barana. Niestety w końcówce odpuścił krycie strzelca gola, ale jak miał nie odpuścić, skoro miał do pilnowania dwóch przeciwników (bo reszta drużyny miała to w dupie).

Wojciech Lisowski – 2
Ten człowiek to kolejny z bardzo pokaźnej ekipy transferowego szrotu w ostatnich kilku latach. Co akcja przeciwnika to istnieje ryzyko utraty bramki. Gubi się, nie trzyma się na nogach, przegrywa wszystkie pojedynki, nie potrafi sensownie interweniować. Patrząc na jego grę można mieć obawę, że sobie połamie nogi. Przy obu golach tak żenująco krył rywali, że padły dwie bramki. Kupczak pewnie „należał” do Frańczaka, ale Lisowski nie zrobił nic – łącznie z opierniczem dla kolegów – żeby zapobiec temu golowi.

Rafał Remisz – 3
Kolejny słabiak, choć nie aż tak tragiczny. Nie ogarnia w defensywie. Przy drugim golu krył na radar, zupełnie olewając swoje obowiązki, wyskoczył na alibi, tak że rywal miał głowę…dwie głowy wyżej i mógł zaliczyć asystę.

Tymoteusz Puchacz – 6
Jeśli wszyscy trenerzy będą się mijać z rozumem, to nadal będą zawodnika wystawiać na obronie i tym samym wyrządzać mu krzywdę. Piłkarz na obronie grać nie potrafi, jest zbyt zerojedynkowy, tzn. idzie na raz i daje się bez problemy objeżdżać rywalom. Za to w ofensywie naprawdę duży potencjał, jest odważny, nie boi się na siebie brać ryzyka. Do tego ataki prowadzi różnorodnie, raz schodzi do środka, raz decyduje się na centrę. Dobry przegląd pola. I przede wszystkim widać, że piłka sprawia mu radość, a sam od siebie daje dużo walki. Musi mieć dobrego trenera, który go rozwinie. Słaby trener może spieprzyć mu karierę.

David Anon – 5,5
Nawet nieźle. Nie gra na pałę, próbuje rozgrywać, dobre zastawienie, obrót z piłką, niezła technika. Brakuje jeszcze kropki nad i, ale jeśli dostanie nieco więcej szans, to może coś z tego być.

Bartłomiej Poczobut – 5
Taki sobie mecz, ale dużo pomaga nie tylko w środku, ale i na skrzydłach. Wszędzie go jest pełno, z jakością piłkarska bywa natomiast różnie. Mógłby sobie darować te głupoty, że „byliśmy lepsi”. Ogólnie po poprzednich bardzo słabych meczach, tym razem było nieco lepiej.

Dominik Bronisławski – 5
Coś tam próbował, był aktywny, chciał współpracować z Ruminem. Pojawiła się nawet niezła próba strzału. W drugiej połowie w pewnym momencie mocno zgasł. Poprawny mecz, ale zabrakło zdecydowanie efektu.

Grzegorz Piesio – 3
Gdyby strzelił w pierwszej minucie drugiej połowy, pewnie nie przegralibyśmy tego meczu. Problem w tym, że strzelił tak żenująco, lekko, po ziemi prosto w bramkarza, jakby kopał piłkę lekarską. Niestety po początkowych niezłych meczach musimy zdać sobie sprawę, że nie bez powodu Piesio z ekstraklasy, finalisty Pucharu Polski, trafił do naszego klubu…

Adrian Błąd – 6
Nawet ambitny mecz Adriana. Widać go było to na skrzydle jednym, drugim, to w środku. Zaliczył nawet asystę przy samobójczym golu, ale to trochę tak jak z golem Puchacza z Odrą – efektem był gol, ale dośrodkowanie samo w sobie było średnie. Ale niezależnie od tego, zawodnik miał już wiele gorszych meczów w GieKSie.

Daniel Rumin – 4,5
Dużo wiatru, jakieś strzały, ale na razie nie stwarza zagrożenia pod bramką rywali. A dostał kilka razy ciekawą piłkę, choć tyłem do bramki nie zawsze jest tak łatwo coś zrobić w polu karnym. Czekamy na więcej strzałów i gole. Mamy nadzieję, że zagra w Olsztynie, a nie ten Śpiączka.

Damian Michalik (grał od 56. minuty) – 4
Słabizna. Kolejny który nie wziął odpowiedzialności – przy pierwszym golu zamiast blokować rywala, odsunął się. W ofensywie nie daje nic. Oczywiście, grając na skrzydle odbiera mu się atuty, ale mimo wszystko mógłby coś pokazać, a na razie jest jedna trzecia sezonu i poziom Olimpii Grudziądz.

Adrian Łyszczarz (grał od 64. minuty) – niesklas.
Dwojako trzeba spojrzeć na tę zmianę. Miał dwa naprawdę dobre zagrania w pole karne, z których mogło się coś urodzić. Z drugiej strony zaliczył dwie fatalne straty, po których poszły bardzo groźne kontry. Tak więc pół na pół, ale jednak w pamięci bardziej zapadły te straty.

Kacper Tabiś (grał od 83. minuty) – niesklas.
Grał krótko, nic nie pokazał.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    1 października 2018 at 17:54

    Pieso i Błąd najsłabsi na boisku, wyglądali jakby to oni grali 120minut w środę. Ja już nie mogę patrzeć na Błąda (6?!) miota się na boisku jak 16latek w debiucie. Anon na plus, ma coś w sobie niekonwencjonalnego. Co do Puchacza potrafi się z przodu przepychać ale grał cały rok w Sosnowcu na lewej obronie to dlaczego u nas ma się nie nadawać do obrony? Tu bardziej chodzi chyba o sposób gry całej drużyny, pomysł (u nas nadal żadnego) Z drugiej strony można byłoby spróbować Kupec na lewej a Puchacz na skrzydle.

  2. Avatar photo

    1964

    1 października 2018 at 18:25

    Błąd 6.Anon 5.5.Nie róbcie sobie jaj.Błąd bezproduktywny człowiek strata.Anon jedyny gość poza(Frańczkiem,Puchaczem i Ruminem)który miał chęci do gry.Starał się kreować sytuacje!Frańczak ambitny wybiegany taki Adam Bała.Byłby dobry jakby nie było w tym sporcie piłki.Puchacz musi grać na skrzydle!

  3. Avatar photo

    Born

    1 października 2018 at 18:27

    Kurwa kiedy zatrudnimy trenera a nie wuefistę….

  4. Avatar photo

    achim

    1 października 2018 at 19:52

    Potrzeba trenera! Ale jakiego? 5 ostatnich załodze nie pasowalo!

  5. Avatar photo

    abel

    1 października 2018 at 20:00

    Nawet wycofani redaktorzy zrozumieli ze jednak jakosc zarzadzania ma wpływ na osiągane wyniki sportowe. Brawo Panowie. Tak na marginesie zobaczcie tylko jak sie zachowuje zarzad. Klub trawi kryzys jakiego dotad nie bylo a tu cisza. Brak jakichkolwiek pomysłów rozwiazań że o decyzjach nie bede wspominal. Nie maja kandydata na trenera dali dziólkę choc wiedza ze nic z tego nie bedzie. Przez tyle czasu porazek paszula nie wpadli na to aby juz wtedy szukac nastepcy. Nie maja zadnego pomyslu na rozwiazanie kryzysu. Nie maja tez niestety honoru by odejsc skoro nic nie potrafia. Wlasciciel miasto patrzy sobie na to spokojnie i gitara gra. Zapominaja tylko ze ta zabawa odbywa sie za pieniadze podatnikow. Na Boga nie widzialem jeszcze takiego zarzadzania. Kioskiem ruchu tak sie nie da zarzadzac. Zapewniam jednak ze wyniki zarzadzania juz sa a beda jeszcze dalej idace jesli to sie nie zmieni

  6. Avatar photo

    Jakubek

    1 października 2018 at 21:16

    Nie ma stadionu. Nie ma trenera.nie ma piłkarzy.nie ma zarządu. Jedna wielka amatorka. Do tego kibice też to olewają. I dlatego jest takie miejsce w tabeli – naprawdę nie ma żadnych przesłanek nawet na utrzymanie.

  7. Avatar photo

    StarA Gwardia

    1 października 2018 at 21:28

    mecz i ibra coś tam wy macie zakaz wypowiadania sie już nikt was już tu nie chce !!!

  8. Avatar photo

    Irishman

    2 października 2018 at 04:09

    @Mecza, @1964 też nie rozumiem tej „szóstki” dla Błąda, tym bardziej w porównaniu 5,5 dla Anona.

    Jeśli chodzi o obronę, to czy nam się to podoba czy nie naszym najlepszym obrońca jest dziś Kamiński. Mało tego, Midzierski (który już strzela bramki w Bełchatowie 😉 ) i tak lepiej się zaprezentował gdy dostał szanse niż Lisowski i Remisz, którzy od samego początku nie dają nam spokoju w defensywie. To pokazuje, w jakiej jesteśmy d…ie, po transferach, jakie zrobiono latem.

  9. Avatar photo

    stefano

    2 października 2018 at 08:23

    Bład jeden najsłabszy na placu – 6 , trochę to słabe ale w tym marazmie wszyscy się już tracą.
    Klub brnie w przepasc ,a najważniejsi ludzie nie widza problemu.
    Prezes jest w kieszeni U.M. wiec nic nie robi , poza dobra miną .
    Obysmy się obudzili z reka w nocniku , bo tak zle nie było dawno.
    Potrzeba ostrej reakcji , jest ciepła klucha i nie widać aby ktoś miał zamiar tym wstrzasnąc.
    Błedy Bartnika i Janickiego widoczne dla laika , ale zawsze można reagować , u Nas niestety wszyscy sa zajęci czym innym niż szybka reakcja na to co się dzieje , a to już nie przelewki !!!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Żółty kocioł dał koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Radomiak Radom wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Joao Henriques. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Joao Henriques (trener Radomiaka Radom):
Nie mam zbyt wiele do powiedzenia. GKS strzelił trzy bramki, my dwie. Tyle mam do powiedzenia. Nasi zawodnicy do bohaterowie w tym meczu. Będziemy walczyć dalej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Ważny moment dla nas, bo pierwsza przerwa na kadrę to taka pierwsza tercja tej rundy i mieliśmy świadomość, że musimy zdobywać punkty, aby nie zakopać się. Wiadomo, jeśli chodzi punkty nie zdarzyło się nic zjawiskowego. Mamy siódmy punkt i to jest dla nas cenna zdobycz, a dzisiejszy mecz był bardzo ważnym egzaminem piłkarskiego charakteru, piłkarskiej złości i udowodnienia samemu sobie, że tydzień później możemy być bardzo dobrze dysponowani i możemy zapomnieć, że coś nam nie wyszło. Bo sport ma to do siebie, że co tydzień nie będziesz idealny, świetny i taki, jak będziesz sobie życzył. Ważne jest, jak sportowiec z tego wychodzi.

Tu nie chodzi o to, że nam się udało cokolwiek, bo udać to się może jeden raz, ale jak wychodzimy i zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy w opałach – a byliśmy w nich także w tym meczu. Graliśmy bardzo energetyczną pierwszą połowę, mogliśmy strzelić więcej bramek, a schodziliśmy tylko z remisem. Ze świadomością, że straciliśmy dwie bramki, a sami mogliśmy strzelić dużo więcej. No ale jednak obawa jest, że dwie straciliśmy.

Siła ofensywna Radomiaka jest ogromna, ci chłopcy są indywidualnie bardzo dobrze wyszkoleni, są szybcy, dynamiczny, niekonwencjonalni. Bardzo trudno się przeciw nim gra. Zresztą kontratak na 1:0 pokazywał dużą klasę. Niesamowicie jestem dumny ze swoich piłkarzy, że w taki sposób narzucili swoje tempo gry, byli w pierwszej połowie drużyną, która dominowała, stworzyła wiele sytuacji bramkowych, oddała wiele strzałów, miała dużo dośrodkowań. To była gra na tak. Z tego się cieszę, bo od tego tutaj jesteśmy. W drugiej połowie przeciwnik po zmianach, wrócił Capita, Maurides, także ta ławka również była silna. Gra się wyrównała i była troszeczkę szarpana. Natomiast niesamowicie niosła nas publika, dzisiaj ten nasz „żółty kocioł” był niesamowity i serce się raduje, w jaki sposób to odtworzyliśmy, bo wiemy jaką drogę przeszliśmy i ile było emocji. Druga połowa była świetnym koncertem i kibice bardzo pomagali, a bramka Marcina była pięknym ukoronowaniem. Skończyło się naszym zwycięstwem i możemy być bardzo szczęśliwi. Co tu dużo mówić, jeżeli w taki sposób GKS będzie grał, to kibiców będzie jeszcze więcej i ten nasz stadion, który tak nam pomaga, będzie szczęśliwy.

Bardzo cenne punkty, ważny moment, trochę poczucia, że dobra teraz chwila na odpoczynek ale za chwilę zabieramy się do ciężkiej roboty, bo jedziemy do Gdańska i wiadomo, jak ważne to będzie dla nas spotkanie.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga