Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Śląsku

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GieKSa rozegrała fatalną pierwszą połowę, która zaważyła na ostatecznym wyniku. Kilka prób ataku w drugiej połowie nie zatarło tego katastrofalnego występu zakończonego sromotną porażką z rezerwami Śląska.

Bartosz Mrozek – 5,0

W zasadzie ciężko z obwinianiem naszego bramkarza za stratę bramek. Niestety nie pomógł drużynie w tym meczu.

Zbigniew Wojciechowski – 1,5

Fatalne spotkanie, tak dużej niedokładności w jednym spotkaniu nie widziałem u żadnego z zawodników w tym sezonie. Ławka obowiązkowa, żeby odpoczął i się ogarnął.

Arkadiusz Jędrych – 2,0

Fatalne rozgrywanie z Wojciechowskim, masa piłek na aucie. Przy pierwszej straconej bramce gdzie on w ogóle stał?! Nie wiedział, że rywale są za plecami, a i tak gramy bardzo ryzykownie?

Michał Kołodziejski – 3,0

Niestety główną jego rolą było ratowanie i asekurowanie źle ustawionych kolegów, co mu nie wychodziło. Oceniamy jako współwinnego straty 3 bramek. Dobry strzał głową w pierwszej połowie.

Grzegorz Rogala – 2,0

Fatalne spotkanie.

Michał Gałecki – 2,0

Niewidoczny i fatalnie ustawiony przy straconych bramkach. Główny winowajca drugiej straconej bramki. Miotał się po boisku bez celu.

Rafał Figiel – 4,0

Najlepszy z najgorszych z pierwszej jedenastki w polu, jeśli to wyróżnienie satysfakcjonuje Figla to źle. Naliczyliśmy kilka ważnych przechwytów i dobrych podań do przodu. Ogólnie ten zawodnik jak jest na boisku, to mamy wrażenie, że reszta nie wie, co ma grać.

Krystian Sanocki – 3,5

Wszystkie akcje szły praktycznie prawą stroną, bardzo mało wygranych dryblingów, ale przynajmniej brał na siebie grę.

Adrian Błąd – 2,5

Błąd zagrał 2 razy bardzo dobrze z pierwszej do przodu. Zdecydowanie za mało takich zagrań. Mało widoczny i kupa niedokładności.

Arkadiusz Woźniak – 3,5

Jeden z tych, który „dał dupy” z powrotem, przy kontrze na 0-3. Bardzo niewidoczny w meczu, znany z agresywności i doskoku w tym meczu był przez większość meczu totalnie bez życia. Wywalczył karnego po nabiciu rywala głową i miał parę dobrych odbiorów.

Piotr Kurbiel – 2,0

Grał?

Filip Kozłowski (grał od 46. minuty) – 4,0

Trzeba umieć strzelić bramkę i otrzymać ocenę poniżej 5. Filip spartolił bardzo ważnego karnego i kilka dobrych okazji w tym meczu. Strzelił w końcu tę bramkę z bliska po długim słupku, ale występ finalnie na minus. Lepiej od Kurbiela, ale nie ma się czym szczycić.

Bartosz Jaroszek (grał od 46. minuty) – 5,0

Psioczmy na Jaroszka z rozegraniem, ale ten zawodnik wszedł z takimi kurwikami w oczach, jakie powinna mieć cała drużyna. Wjeżdżał w przeciwników na pełnej szybkości, to nam się zdecydowanie podobało i tego wymagamy jako minimum od naszych graczy!

Dominik Kościelniak (grał od 58. minuty) – 6,0

Dobre wejście, wprowadził ożywienie. Świetna asysta przy golu i kilka ładnych podań. Zasłużył na pierwszą jedenastkę.

Szymon Kiebzak (grał od 58. minuty) – 2,0

Kompletnie niewidoczny

Marcin Urynowicz (grał od 77. minuty) – bez oceny

Kompletnie niewidoczny.

8 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

8 komentarzy

  1. Avatar photo

    Łukasz Z.

    2 maja 2021 at 21:23

    Co do ocen pełna zgoda. Pisałem pod wcześniejszym postem Kozłowski potrzebuje 4 setek by strzelić 1 bramkę. Kurbiel to nieporozumienie. Grychtolik na nie swojej pozycji lepszy od beznadziejnego Wojciechowskiego. Panie trenerze Górak może trzeba przestać stawiać na słabego Błąda a postawić na walewalecznego i po prostu lepszego Kościelniaka. Ten awans jak tak dalej pójdzie to przewalimy. Trenerze odwagi bo wierzę, że Panu zależy. Proszę nie stanąć w historii Gieksy razem z Brzeczkiem, Paszulewicza czy Dudkiem!

  2. Avatar photo

    Kibic

    2 maja 2021 at 21:38

    Defensywa nie istnieje, szczególnie boki obrony nie licząc walecznego Grychtolika. Co się stało z Adrianem, Piotrkiem i Krystianem to nie mam pojęcia. Co do słabego Kiebzaka i Urynowicza, niczego innego się nie spodziewałem niż słabej dyspozycji. Zaskakująco miło Jaroszek. Kozłowski i Sanocki to temat rzeka. Raz świetnie raz przeciętnie, ale przeciętność się w ostatnich czasach mocno przebija. Brakuje gościa od rozegrania, osoby, która wiedziałaby jak dograć i mądrze podać. Figiel to niewypalony transfer i trzeba to powiedzieć… Brak napadziora, takiego jak Bergier w Śląsku, Kozłowski to skrzydłowy napastnik. Czasem wydaje się że mamy wszystko, a jak przychodzą porażki to wydaje się że nie mamy nic. Po ewentualnym awansie trzeba będzie tak czy siak zrobić duże wietrzenie szatni…
    Pozdro

  3. Avatar photo

    Kato

    3 maja 2021 at 10:19

    A przy braku awansu to co będzie z szatnią, wietrzenie czy nie ??
    Jeżeli nie, to można zakładać że gra idzie jedynie o zachowanie stanowiska (pracy) na przyszły sezon. Bo inaczej jak wytłumaczyć
    sensownie to co się obecnie dzieje. Jak?

  4. Avatar photo

    Dawid

    3 maja 2021 at 13:56

    Ogldając trzy ostatnie spotkania jestem pewien, że tego awansu w tym roku znowu nie będzie. Szczęśliwe zwycięstwo ze Skrą nie może przysłonić tragicznej formy większości zawodników. Co gorsza nie widać tu lidera, kogoś kto ryknie na boisku i da przykład jak walczyć. Wszyscy snują się i grają jakby spotkali się na poobiednim sparingu z kumplami z osiedla. Drużyna z taki składem (i budżetem) jak nasza powinna pogonić rezerwy Śląska 3-0 i spokojnie czekać na kolejny mecz. Ja w ogóle zastanawiam się od dwóch lat jest podobno budowana drużyna według koncepcji trenera Góraka i dyrektora sportowego Góralczyka. Nie wiem na czym ta koncepcja ma polegać ale zamiast progresu jest wyraźny regres. Transfery „po znajomości” z trenerem zawodników z którymi kiedyś pracował? To po co nam w ogóle dyrektor sportowy? Za co ten facet bierze kasę? W pierwszym składzie nie ma nawet pół wychowanka. Nie jestem w stanie zrozumieć jak dysponując takim budżetem te pieniądze są po prostu wyrzycane w błoto na pensje dla ludzi którzy na to nie zasługują i transfery, które są niewypałami

  5. Avatar photo

    Roh

    3 maja 2021 at 15:35

    Przy budrzecie 6 milionów mamy tamich pilkarskich artystów…

  6. Avatar photo

    GIEKSIORZ

    3 maja 2021 at 15:58

    To jest proste…. Dopóki w naszym Klubie nie będzie prawdziwych hanysów, takich ze krwi i kości, a nie samych goroli, to nigdy nie będzie dobrze.Oni nie mają pojęcia, co to jest gieksiarski charakter, co to znaczy mieć jaja…. I żadne dwa czy trzy wygrane mecze tego nie zmienią. Oni wszyscy są tak bezjajeczni, że jakby do szatni wszedł śp. Adaś Ledwoń, to by wszyscy wylecieli na zbity ryj…

  7. Avatar photo

    Daro

    3 maja 2021 at 17:19

    Według mnie to wszyscy powinni mieć ocenę 1 bo nic kompletnie nie pokazali. Gra niestety wygląda fatalnie i nie widać żadnych pozytywów. Ale tak jak kiedyś pisałem tak to jest jak zatrudnia się najemników, którzy przychodzą do nas tylko po to aby kasę brać. Ten klub już chyba nigdy nie nauczy się funkcjonować na zdrowych zasadach. Coś czuję że z takim podejściem to my będziemy nie 2 lata grać w tej lidze, ale 20 lat i na koniec jeszcze spadniemy z tej ligi tak jak było to na zapleczu ekstraklasy. Nawet powiem więcej że prędzej do ekstraklasy awansuje znienawidzony przez nas klub z miasta obok niż my, bo tam już dawno wyszli z założenia że trzeba stawiać na swoich, a my dalej z uporem maniaka bawimy się w zatrudnianie emerytów, których się ekstraklasa pozbyła bo zobaczyli że nic już nie wniosą tacy zawodnicy jak Woźniak, Figiel czy Błąd. Smutne to, ale prawdziwe i niestety potwierdzają się moje słowa z dawien dawna że dopóki nie będzie prywatnego inwestora, który będzie chciał zainwestować w ten klub to nigdy GKS nie awansuje do ekstraklasy, a teraz nawet i na zaplecze ekstraklasy będzie miał ciężko to zrobić. Cały czas mówię i będę mówił że miasto nie chce awansu bo jest im on nie potrzebny bo więcej kasy trzeba dać a po co skoro można zatrudnić ludzi którzy mają uśmiercić sport w Katowicach. Tak samo ten stadion który rzekomo ma się budować to też nie chce mi się wierzyć że go miasto zbuduje. Tak to jest w naszych Katowicach, my kibicujemy i wierzymy a oni nas w ch… robią bo tak chce właściciel klubu.

  8. Avatar photo

    as

    4 maja 2021 at 11:05

    Wreszcie Daro wyłożyłeś kawa na ława. Nic dodać. Podzielam.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga