Dołącz do nas

Felietony Kibice

O zabójstwie w Knurowie słów kilka

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Mecz IV ligi grupy śląskiej I pomiędzy Concordią Knurów a Ruchem Radzionków. Niszowy szczebel rozgrywkowy i spotkanie, o którym z pewnością 99,99 % społeczeństwa nie miałaby pojęcia gdyby nie wczorajsze tragiczne wydarzenie.

Podstawowym pytaniem jest to czy można mówić o zabójstwie? Odpowiedź dla każdego trzeźwo myślącego człowieka powinna być oczywista lecz niestety tak nie jest. Czytając komentarze dotyczące śmierci ś.p. Dawida można przeczytać, że policja zrobiła dobrze… Niestety to tylko świadczy o tym, że kibic w dalszym ciągu w oczach „przeciętnego Kowalskiego” to bandyta, bydło, jednostka zdeprawowana i fakt, że kibice naruszyli porządek jeszcze podjudza takie opinie. Z całą pewnością to BYŁO ZABÓJSTWO. Ktoś może spytać „Dlaczego skoro policja chroniła naruszonego porządku?”. Racja, regulacje prawne zabraniają wtargnięcia na murawę podczas spotkania lecz za ten czyn grozi według przepisów polskiego prawa zakaz stadionowy, grzywna lub ewentualnie ograniczenie wolności ale nie śmierć! Abstrahując od tego czy eskalacja zajść wymagała użycia broni gładkolufowej jedno jest pewne – kiedy zostaje ona użyta to OBOWIĄZKIEM „stróżów prawa” jest celowanie w nogi. Nie w głowę, nie brzuch, nie w ręce tylko w nogi. Trzeba być albo skończonym nieludzkim sadystą albo osobą niedorozwiniętą żeby zamiast w nogi wycelować w okolice głowy (co tak jak w tym przypadku może skutkować trafieniem w tętnice szyjną a to jest praktycznie jednoznaczne ze zgonem jeśli nie zostanie od razu udzielona pomoc medyczna). Ludzie, którzy mają egzekwować porządek prawny sami są przestępcami.

Filmiki dokumentujące zajście i to jak wyglądała reanimacja są zatrważające. Pierwszej pomocy najprawdopodobniej udziela kibic, nie policjant. Karetka przyjeżdża dopiero po kilku minutach kiedy Dawid jest już najprawdopodobniej w stanie krytycznym. Media zaczynają kreować wydarzenia tak żeby pokazać policję jako stronę poszkodowaną. Zginął policjant czy kibic żeby jeszcze poddawać wątpliwościom kto jest poszkodowany? Wieczorem po spotkaniu kiedy dotarła informacja potwierdzająca zgon 27-mio letniego Dawida dowiadujemy się, że w Knurowie mają miejsce zamieszki z udziałem kibiców różnych śląskich klubów. Mówi się znowu o rannych policjantach i ŻADNA stacja telewizyjna nie informuje o tym ile jest rannych po stronie kibiców. Wiadomo, zajścia pod komendą w Knurowie to znowu naruszenie porządku publicznego i bardzo łatwo jednoznacznie ocenić, że „bydło znów atakuje” ale dlaczego odbiorcy przekazu nie potrafią zrozumieć, że tłum reaguje impulsywnie, że reakcja na tragiczną śmierć jest wręcz oczywista. Nie życzę nikomu żeby znalazł się w takiej sytuacji. Stacje telewizyjne, radiowe itd. ostatnio na bieżąco relacjonowały zajścia w amerykańskim Baltimore gdzie z rąk policjantów zginął młody człowiek. Wydarzenia były relacjonowane w taki sposób, że krytyce poddane zostały obie strony więc dlaczego kiedy sytuacja analogiczna ma miejsce na krajowym podwórku mówi się, że wina leży tylko i wyłącznie po stronie kibiców?

Kibice prowokujący zajścia na stadionie Concordii z pewnością zdawali sobie sprawę z tego, że mogą ponieść konsekwencje lecz żaden z nich nie przypuszczałby, że ktoś może zginąć. Ta sytuacja dobitnie pokazuje, że nie można mówić o państwie prawa. Nie chodzi o złamanie przepisów przez kibiców tylko przez policjantów, którzy w teorii powinni być wzorem, mają przestrzegać prawa bez żadnych wyjątków i do ich obowiązków należy ochrona obywateli. Ślubowali służbę Narodowi a w praktyce jest to formacja patologiczna.

Dzisiaj zastrzelono kibica z broni gładkolufowej ale kto wie czy niedługo do ludzi złapanych na gorącym uczynku nie będzie się strzelać z ostrej amunicji. W Knurowie nie dokonano ciężkiego przestępstwa więc strzelanie do ludzi jest nie uzasadnione. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pewnie wobec policjanta, który zastrzelił nie zostaną wyciągnięte żadne konsekwencje. Sprawa zostanie zamieciona pod dywan.

Dawid spoczywaj w pokoju.

29 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

29 komentarzy

  1. Avatar photo

    marian64

    3 maja 2015 at 15:10

    krotko i na temat – RACJA!

  2. Avatar photo

    mihash

    3 maja 2015 at 19:45

    Pytanie zasadnicze: dlaczego interweniowała policja? Ponieważ denerwowało ich sielankowe i spokojne zachowanie porządnych obywateli, czy doszło do brutalnego naruszenia porządku? No i druga sprawa. Niech ktoś pojedzie na strzelnicę. Weźmie sobie jakąkolwiek broń i strzela do celu a ja z kilkoma innymi osobami będę rzucał w niego kamieniami. Ciekawe czy trafi.

  3. Avatar photo

    On

    3 maja 2015 at 19:45

    Przerażające!W obliczu takiej tragedii tyle agresji wulgaryzmów, co wy sobą reprezentujecie,za nie długo mecze będziemy oglądać w tv bo strach będzie pójść na rozgrywki okręgówki- pseudokibice!!!

  4. Avatar photo

    pyjter83

    3 maja 2015 at 20:11

    jakby nie bylo burd bie bylo by policji… policja musi w nogi ale kibol ciepie wszystkim na oslep… teraz policja to moedercy, ale jakby inny kibic zabil to co by bylo… ?!? wina policji??? ze dpuscila by do tego???

    nie zaluje typa, trza bylo siedziec na dupie w sektorze ot co..

  5. Avatar photo

    fanclub dortmund

    3 maja 2015 at 20:48

    chca sie napierda…c niech sie ustawiaja w lesie na lace na sali gimnastycznej i niech sie bija ,nie ma sprawy ale jak ludzie ida na mecz z dziecmi z zonami zeby w nich zaszczepic milosc do klubu i pilki a paru swirow pojedynczo cykorow zaczyna takie gowno wyprawawiac trzeba do nich walic i slusznie psiarnia zrobila…sa ekipy trezba walic chorzowskich ale nie na stadionionie rzucac kamieniami itd…smierc nikomu niepotrzebna i nikomu chwaly nie przynosi i z kolesia tez nie mozna robic bohatera…

  6. Avatar photo

    ACAB

    3 maja 2015 at 20:52

    JESTEŚCIE DENNI RÓWNIE DOBRZE MOGLIŚCIE WY WYJŚĆ NA ULICE I JAKI KOLWIEK PSIARZ BY WAS ZABIŁ KRÓTKO W TEMACIE POLICJA CZUJE SIĘ BEZKARNIE

    [*]ŚMIERĆ KIBICA JAK ŚMIERĆ BRATA

    ACAB!

  7. Avatar photo

    xyz

    3 maja 2015 at 21:10

    Czytając wasze komentarze przecieram oczy ze zdumienia…
    Chłopak nie żyje a Wy piszecie, że sam sobie winien…
    Wstyd mi za Was, czuję się jakbym czytał komentarze na tvn24…
    Oby za niedługo któryś z Was, nie przekroczył prędkości o 10km/h i nie dostał za to kulki w łeb…
    Spoczywaj w pokoju…

  8. Avatar photo

    to jo

    3 maja 2015 at 23:44

    do mihash – to że interweniowała ok – taki mają obowiązek, ale nie zmienia faktu to że mają to robić zwłaszcza oni ZGODNIE z prawem !!!!!

    Popatrz na filmiki – nie widzę by ktoś w nich ciepał kostkami krzesełkami etc w czasie gdy oddawali strzały !!!!

    Są inne środki aby zapobiec ewentualnej konfrontacji i z nich mogli skorzystać, a wręcz musieli. A tak są zwykłymi mordercami.

    I nie pierdziel o strzelnicy, bo do celu trafianie mają szkolone w różnych ewentualnościach. A tych o których piszesz nie widzę w czasie zajścia.

    Czy były przed lub po to inna sprawa. Trzymajmy się faktów….

    Oby pies w pierdlu zdechł

  9. Avatar photo

    tyta

    4 maja 2015 at 08:59

    … @jajo 1964 – co ty wypisujesz ? Przez takie twoje artykuły jak i przez ten po meczu z Tychami na Bukowej podsycasz nie potrzebną nienawiść do kogokolwiek a potem zamyka się stadiony przed prawdziwymi kibicami.

  10. Avatar photo

    Irishman

    4 maja 2015 at 09:52

    1. Kibice nie powinni wchodzić na boisko, bo jest oczywiste, że sprowokuje to zajścia i np. może narazić to na jakieś niebezpieczeństwo osoby zupełnie niezaangażowane – kobiety, dzieci, osoby starsze albo niepełnosprawne.

    2. Oczywiście, że policja miała obowiązek zainterweniować ale powinna to zrobić w SPOSÓB PROFESJONALNY, nie narażając na utratę zdrowia, A TYM BARDZIEJ ŻYCIA osoby, które pacyfikuje.

    3. Akcja ratunkowa, powinna zostać podjęta wobec tego kibica N A T Y C H M I A S T !!!!! To prawdopodobnie uratowałoby mu życie! Po kilku minutach nastąpiło niedotlenienie mózgu (tym bardziej jeśli prawdą jest, że osoby próbujące go ratować potraktowano gazem, który działał przecież także na niego)

    4. Kto jest winny? WSZYSCY! Wszyscy, powinni uderzyć się w pierś! Bo wszyscy, w mniejszym lub większym stopniu byli winni tej tragedii – I TAK TO POWINNY POKAZYWAĆ MEDIA!
    Na, a jak czytam niektóre komentarze to…..

    5. Wieczny odpoczynek, racz mu dać Panie…

  11. Avatar photo

    Anty GRZYB

    4 maja 2015 at 10:18

    ZA MORDERSTWO NIECH ZGNIJE W PIERDLU KAZDY

  12. Avatar photo

    jojo

    4 maja 2015 at 10:53

    Myśle, że to tak jakby nazwać mordercą kierowce, który zabił pieszego biegającego po autostradzie. Pamiętam mecz chyba ze Śląskiem na B1 w starej II lidze. Gdzie strzelali w powietrze przy głównej. Gdyby przypadkiem kulka kogoś rykoszetem trafiła miłbym pretensje, ale tutaj… szkoda chłopa, ale nie mówcie, że został zamordowany.

    pozdrawiam

  13. Avatar photo

    Stefan1964

    4 maja 2015 at 11:23

    Do ACAB-a i wszystkich innych myślących podobnie.
    Po pierwsze to nie był kibic, kibic siedzi na trybunach i dopinguję swoją drużynę. Był to chuligan/pseudokibic przez takich zamykają stadion i przez takich strach z bliskimi iść na mecz bo tworzą zagrożenie dla otoczenia.

    Po drugie tłumaczenie jeszcze w artykule na stronie, że przecież mógł bo nie spodziewał się że zginie i policja nie ma prawa jest śmieszne i utrwala ludzi w poczuciu bezkarności. To popełniający wykroczenie/przestępstwo powinien się liczyć ze wszelkimi konsekwencjami oraz możliwymi następstwami swoich czynów a nie kalkulować a rzucę czymkolwiek zaatakuje narażę na utratę zdrowia lub życia to i tak nie mogą mi nic zrobić a co najwyzej wodą oblać bo im przepisy nie pozwalają.

    Policjant nie może bać się podejmować interwencji- leży to w interesie społeczeństwa

    Na koniec zacytuje komentarz z jednego z forów.
    „[…]Miało nie być o ferowaniu wyroków – skąd więc ten zarzut o nieudolności policji?
    Skąd te domysły o popchnięciu? A może przeciwnie – to cegła rzucona przez „kibica” trafiła w karabin lub rękę policjanta powodując wystrzał? Może zabity widząc wycelowaną w swój korpus lufę dał nura w chwili strzału, wystawiając szyję?
    Pyta Pan skąd tyle nienawiści. To pytanie powinno być zadane nie tylko autorom komentarzy, ale przede wszystkim tym, którzy do zadym na stadionach doprowadzają.Tym którzy ryczą wulgarne hasła. i tym którzy bazgrzą na murach szubienice z godłem przeciwnika. Także tym którzy przyszli pod komisariat palić radiowozy i podpalać budynki. I proszę nie pisać, że mieli powód. Nie – mieli pretekst![…]”

    PS. Zastanówcie się jak wiele rzeczy mogło mieć wpływ na rozwój wydarzeń. Pewne jest tylko to że ich przyczyną było zachowanie zadymiarzy.

    Stefan1964

  14. Avatar photo

    tyta

    4 maja 2015 at 12:59

    … zgadam się z „Stefan 1964”. Sam kiedyś byłem na GieKSie (nie pamiętam z kim graliśmy) ale pamiętam, że graliśmy słabo i paru chłystkom GieKSy zachciało się starcia z policją więc ci wyciągnęli lufy a ci niby odważni kibole pokryli się pod ławami na blaszoku (wtedy jeszcze krzesełek nie było). Z kumplem poszliśmy na inny sektor by nie oberwać. Tamten w Knurowie widocznie nie miał zamiaru się cofnąć więc trudno mieć pretensje do policji. „Jajo 1964” jeśli chcesz wywoływać gorące tematy do dyskusji to bardziej się wykaż i znajdź inne obszary niż zadymy, starcia z policją bo te twoje artykuły nadają się na resocjalizację-może Shellu podpowie ci jak to się robi.

  15. Avatar photo

    witosa zgred

    4 maja 2015 at 16:36

    Stefan1964,tyta,fanclub dortmund,pyjter83,mihash wy kurwa jebane frajery śmierdzący huj wam w ryj

  16. Avatar photo

    Pazurrr

    4 maja 2015 at 17:55

    Wyrwali chwasta, i tyle. Miał żonę, dziecko, a głupi c.j jako pierwszy leciał zadymę robić.

  17. Avatar photo

    john

    4 maja 2015 at 20:04

    art. 148 kk
    zabójstwo—->>> strona podmiotowa -> umyślna w zamiarze bezpośrednim
    i ewentualnym

    osoby które mówią o zabójstwie niech poczytają co to jest zamiar bezpośredni
    a później używaja stwierdzenia zabójstwa

  18. Avatar photo

    MICHAŁ

    4 maja 2015 at 20:06

    art. 148 kk
    zabójstwo strona podmiotowa umyślna w zamiarze bezpośrednim
    i ewentualnym

    osoby które mówią o zabójstwie niech poczytają co to jest zamiar bezpośredni
    a później używaja stwierdzenia zabójstwa

  19. Avatar photo

    Darko 71

    4 maja 2015 at 20:17

    nie wierzę w to co czytam tym którzy twierdzą że dobrze mu tak, po co wybiegł na murawę itp powiem tylko tyle Chuj wam w dupe masy pierdolone
    wstyd mi ze takie Kurwy chodzą na moją GieKSe

  20. Avatar photo

    GRZ

    4 maja 2015 at 20:30

    Qrwa oby mniej takich na pierdolonych lemingów na meczach, jak Ci co piszą, ze psiarnia zrobiła dobrze… Oby was to qrwa spotkało za niedługo społeczniaki.
    WSZYSCY DO KNUROWA!!!

  21. Avatar photo

    marcin LGT

    4 maja 2015 at 20:34

    Stefana zeby ci baba jeza urodzila palo

  22. Avatar photo

    MarPat

    4 maja 2015 at 22:23

    Proszę jaki wysyp chuliganów,rozumiem że to dzięki wam był zawarty stadion na wiosnę? Dzięki bezsensownej napince z tyskaczami..Jak tak spieszno to proponuję wyskoczyć na ulicę bo odnoszę wrażenie że ktoś zaczyna się panoszyć w Katowicach a wy zbyt często bywacie w Zabrzu ale ja nie o tym..

    @Darko71 to jest tak samo twoja GieKSa jak i moja więc skończ uzurpować sobie prawo do własności,a kurwy poszukaj w domu.

    Wcale się nie dziwie że ludzie stają po stronie interwencji policji,ludzie dodam KIBICE mają już dość terroru zamykanych stadionów i ponoszenia konsekwencji za działania grupki chojraków! Irishman doskonale podsumował całe tragiczne wydarzenie. Bez względu na to czy policja użyłaby broni zgodnie z prawem czy tak jak to zrobiła,czy użyła by tylko gazu doprowadzając do problemów ze wzrokiem to i tak byłaby winna policja.Bandytom nie dogodzisz. Wychodzi na to że w słusznej sprawie bohaterzy z murawy zostali skrzywdzeni przez okrutną policję. Ciśnie się na usta stwierdzenie że kibol brutalny być może i jest ok,policja już nie bo ma przestrzegać prawa. Czy są równi i równiejsi..No tak,na tym wózku daleko nie zajedziemy..Murawa czy to w ekstraklasie czy klasie B jest dla piłkarzy a nie bandytów w kominach i żadne bluzgi i wbity mojej osobie tego nie zmienią wiec frustratom proponuje chill bo mnie to ryta co na mnie tu wylejecie!

  23. Avatar photo

    błąd

    5 maja 2015 at 00:33

    Zdanie poprawne powinno brzmieć:
    „Pierwszej pomocy udziela najprawdopodobniej kibic, nie policjant”.

    Do Kibiców, nie Kiboli:
    Już niedługo wstęp na stadion będzie opłacony w ramach premii w zakładzie pracy, do Obowiązków Kibica będzie należało entuzjastyczne machanie plastikowymi łapkami i posiadanie wąsa. W przypadku niespełnienia Obowiązków, kulka w łeb. Zgodnie z prawem.

  24. Avatar photo

    GRZ

    5 maja 2015 at 09:06

    mar pat- Weź na następnym meczu wygłoś swoje racje, bo przed kompem widzę gieroj z ciebie jak sqrwysyn.
    Bo wiadomo volksdeutsch z Dortmundu i reszta pizdeuszy na meczu bywają od święta.

  25. Avatar photo

    Kristofer

    5 maja 2015 at 09:35

    Kibic siedzi na trybunach i kibicuje.Ten raczej nie byl kibicem tylko pseudo-kibicem wiec jest sobie winny.Przez takich tylko kluby traca bo zamykaja stadiony a co za tym idzie nie maja wplywow z biletow.Wiec jak mozna mowic o dzialaniu dla dobra klubu?

  26. Avatar photo

    gieksiarz

    5 maja 2015 at 10:03

    @GRZ
    na mecze chodzimy od święta bo przez takich jak ty nie mogliśmy być na meczu z Flotą i Wisłą a o wyjazdach nawet nie wspomnę.

  27. Avatar photo

    Darko 71

    5 maja 2015 at 13:47

    za moich czasów jak nie było internetu to był jeden plus ze takie kurewskie wywody musielibyscie powiedzieć komuś wprost w twarz i to byłby ostatni wasz dzień na GieKSie

  28. Avatar photo

    rAFI

    5 maja 2015 at 17:21

    Naprawde,choc w tej naszej pilce,przydala by sie Thatcher zeby uspokoic te talatajstwo niby kibicow.Jest mecz,powinien byc doping a nie włazic na murawe i robic problemy pilkarzom i tracic kase zamykajac stadion.Chcecie sie bic-proponuje bojke w lesie,tam sie wyladujecie.

  29. Avatar photo

    Luja

    9 maja 2015 at 13:23

    I tak wszyscy dobrze wiemy ze jesli my nie pomscimy smierci Dawida ta policyjna kurwa bd dalej strzwlac do kibicow! Jak zawsze policja jest bez karna Dawid byl mlodym kibicem mial syna, ktory od dziecka bd przeciwko kurestwie. Dawid wtargajac na murawe wiedzial czym to grozi jak kazdy kibic! Za swoj klub oddal zycie szacunek dla tego ktory udzielal pierwszej pomocy do konca zycia bd mial krew Dawida na sb! A ten skurwysyn mysli ze jest bez winy… brat bratu bratem! Policja powinna oddac strzal w gore a w razie niebezpieczenstwa strzelac ponizej pasa a nie kurwa w tetnice!! Kom dotyczace ze sam jest winny ze po co wkraczal na murawe to jest chore nikt nie zasluzyl na taka smierc!

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

Feta na Arenie Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Esencja piłki nożnej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.

Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.

Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.

W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.

A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.

No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.

Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.

Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.

Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.

W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.

Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.

I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.

No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.

Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.

Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.

Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.

Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.

Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.

Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.

W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.

Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.

Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…

Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.

Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.

Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.

Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.

Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.

Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.

Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.

Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.

Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.

To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.

Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.

W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.

Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.

Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.

Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.

Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do meczu z Pogonią

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz w Szczecinie był ostatnim w tym sezonie. Oczywiście jako redakcja pojawiliśmy się na każdym z 34 meczów ligowych i 5 spotkań Pucharu Polski. Nie będziemy tym razem pisać, że zamykamy temat meczu, bo będzie on w naszych sercach jeszcze bardzo długo. Ale post scriptum musi być.

1. Tym razem pojechaliśmy aż w 5 osób: Misiek, Flifen, Kazik, Marcin i moja skromna osoba. Mieliśmy więc bardzo mocny skład na ten daleki wyjazd. Po meczu więc mieliście okazję obejrzeć m.in. trzy galerie.

2. Wyjazd mieliśmy zaplanowany wcześnie, bo chcieliśmy jeszcze w Szczecinie mieć czas na Ziemniaka. Jak to mówi Misiek – od mojego powrotu trochę zmieniły się zwyczaje – wcześniej redakcja na wyjazdach była o kanapkach, a teraz stołujemy się w knajpach 😊

3. Na mecz wziąłem amulet. Akredytację z Gryfa Wejherowo, czyli pierwszego meczu wyjazdowego w drugiej kadencji Rafała Góraka. GKS wygrał wtedy 2:0. Siedem lat odbudowy. Doprowadziło nas to do europejskich pucharów.

4. Droga była długa, bardzo długa. Zarówno tam i powrót subiektywnie wydawał się dużo bardziej mozolny niż droga do Białegostoku czy Trójmiasta.

5. Oczywiście w tamtą stronę nie brakowało ultraabsurdalnych rozmów. Musiał nam jakoś ten czas zlatywać, w końcu późnym popołudniem już miała być pełna powaga i skupienie.

6. Mogliśmy podziwiać górującą nad Dolnym Śląskiem Ślężę, która zawsze pięknie prezentuje się z autostrady. No i przejeżdżaliśmy obok Świebodzina, gdzie posąg Jezusa jest wyższy niż w Rio.

7. Gdzieś tam po drodze mini postój na mini jedzenie. Pogoda była ładna, wszystko zapowiadało piękną aurę podczas tej ostatniej kolejki na polskich stadionach.

8. Do Szczecina dojechaliśmy nieco przed piętnastą. Mieliśmy już upatrzoną knajpę, w której byliśmy rok temu, czyli „Ziemniak i spółka”. Już wiele miesięcy wcześniej mówiliśmy, że w ostatniej kolejce to będzie obowiązkowy punkt programu.

9. No właśnie – rok temu byliśmy w niedzielę, więc była duża kolejka. Tym razem kolejki nie było żadnej, do tego chłopaki zgadali się z dwoma ziomkami, którzy zajęli nam miejsce. Wszystko więc poszło szybko i sprawnie.

10. Zamówienie też przebiegło sprawnie. Dostaliśmy swoje ziemniaki, względnie inne dania, jak Misiek, który miał piramidkę z placków ziemniaczanych i schabowych. Wyglądało wybitnie, więc to chyba będzie mój wybór w następnym sezonie.

11. Naprawdę wszystko przebiegło bardzo szybko. Dzięki temu nic nam się nie opóźniło, a też do stadionu mieliśmy niedaleko. Ponownie więc przejechaliśmy przez Plac Wolności Platz, czyli Platz, który do złudzenia przypomina nasz Plac Wolności w Katowicach.

12. Po chwili byliśmy pod stadionem Pogoni Szczecin. Tym razem wiedzieliśmy już, gdzie się kierować, więc od razu wjechaliśmy na parking. Obok oczywiście było boczne boisko, na którym GieKSa grała kilka lat temu mecz Pucharu Polski z Pogonią II. Ale o tym już pisaliśmy. Ten mecz pamiętają Arkadiusz Jędrych, Marcin Wasielewski i Adrian Błąd.

13. Tym razem akredytacje były do odbioru w innym miejscu. Rok temu odbieraliśmy je w takim czarnym budynku. Teraz normalnie były w kasie. Wszystko dużymi literami, dlatego poszło szybko i znów bardzo sprawnie.

14. Kibice zbierali się na mecz. Sympatycy Pogoni zadowoleni, że w poprzednim spotkaniu udało im się zapewnić ligowy byt. Chcieli godnie pożegnać swój zespół po tych – niezbyt udanych – rozgrywkach.

15. No i już też wiedzieliśmy, gdzie kierować się do wejścia na stadion. Rok temu pobłądziliśmy – z naszej winy, bo nie przeczytaliśmy informacji na akredytacjach. Teraz więc wszystko było wiadomo, co, jak i gdzie.

16. Weszliśmy, przetrzepali nas i się rozdzieliliśmy, każdy poszedł w swoją stronę. Ja najpierw zakupiłem proporczyk Pogoni. Na różnych stadionach czasem mają, a czasem nie. Udało mi się kupić na Arce czy Cracovii, ale na większości nie było.

17. Poszedłem na dół, znaczy najpierw na górę, bo popierniczyły mi się kierunki, do Sali konferencyjnej. Zazwyczaj podczas meczu wypijam kilka herbat, ale tym razem po tym jedzeniu, nie miałem za bardzo ochoty. Wziąłem więc składy i udałem się na prasówkę.

18. Gdy zobaczyłem, że prawie wszystkie miejsca są oklejone nazwami poszczególnych redakcji, trochę się zirytowałem. Zobaczyłem jednak, że po drugiej stronie też są miejsca ze stolikami, nawet wygodniejsze. Tam więc usiadłem, myśląc, że to nadal są miejsca prasowe.

19. Ku mojemu zdziwieniu przyszedł pan starszy z panem średnim i powiedzieli, że mają na te miejsca bilety. Moja irytacja się zwiększyła, no ale skoro mieli bilety, to co miałem zrobić. Sympatyczni byli. Mimo więc, że byłem już porozkładany i podłączony – musiałem się ewakuować.

20. Wróciłem na pierwotne miejsca i jednak dostrzegłem wolne, więc je zająłem. W takim najniższym rzędzie, przed barierką. To jeszcze jednak nie było problemem, bo widoczność była okej. Większym kłopotem było to, że przed stanowiskiem dosłownie było przejście, którym chodzili kibice i – co gorsza – stali se przy barierkach. Na szczęście podczas meczu się usunęli i nie zasłaniali.

21. I pewnie dobrze, bo był kilka miejsc dalej taki furiat, który, jak ktoś z rzędów już zwykłych kibicowskich przed nim wstawał, to darł się na niego i mocno przeklinał. Z jednej strony rozumiałem złość, ale z drugiej tak łatwo dać się podpalać to zdeczko niefajne.

22. Ten sam jegomość w pewnym momencie odwalił już mega słabą akcję. Jeszcze przed meczem chodził sobie jakiś długowłosy człowiek w tym miejscu. Jakiś chłopak poprosił go o zdjęcie, więc akurat selfiak był robiony dokładnie przed stanowiskiem tego furiata. I ten normalnie walnął tego długowłosego.

23. Nie rozpoznałem go wcześniej, ale po meczu na socialach Pogoni zobaczyłem, że to był Alex Gorgon, czyli były piłkarz Portowców, który zresztą w poprzednim sezonie strzelił nam bramkę na starej jeszcze Bukowej. No i wyobraźcie sobie to – przyjeżdża były piłkarz, lubiany piłkarz, a jakiś facet go wali po plecach, bo ten sobie robi zdjęcie z młodym kibicem.

24. Do meczu było coraz bliżej. Ostatecznie warunki do pracy nieidealne, ale dobre. Prąd jest, stolik wystarczający jest, widoczność okej. Pozostawało tylko czekać na rozpoczęcie spotkania.

25. Pierwsza połowa jaka była – każdy widział. Beznadziejna w naszym wykonaniu. Pogoń objęła prowadzenie. Kibice gospodarzy bardzo głośno dopingowali, kompletnie nie odpuścili ostatniego meczu. Sektor gości też głośno wspierał swoich zawodników.

26. W przerwie był niepokój. GKS przegrywał, Legia wygrywała, więc to piłkarze ze stolicy byli w pucharach. Czekało nas ciężkie 45 minut. Takie, w których trzeba było zagrać dużo lepiej.

27. Minuty mijały. Nadzieja była, ale czasu coraz mniej. Świetnych sytuacji nie wykorzystał Mateusz Wdowiak. Lukas trafił w poprzeczkę. Trener robił już ostateczne roszady w ustawieniu.

28. Czerwona kartka dla Kamińskiego wlała trochę nadziei. Gdyby do końca pozostawało pół godziny, ta nadzieja byłaby wielka. Tu mieliśmy 7-8 minut do końca, więc tliła się. Ale gospodarze grali w dziesiątkę i mieli napastnika w bramce. My też mieliśmy kontuzjowanego bramkarza.

29. Potem to już była tylko historia. Borja Galan przeprowadził kapitalną akcję, podał do Marcela, a ten z 16 metrów strzelił tak, że Cuić nie wiedział czy bronić ręką czy nogą. Ostatecznie w pewnym sensie to był strzał perfekcyjny, bo totalnie zdezorientował bramkarza.

30. Wybuch radości, ekstaza, na boisku i na trybunach. Kilka minut jeszcze przetrwaliśmy bez większego problemu i sędzia zakończył mecz.

31. Nie będę się powtarzał z felietonu z tym, że nie wiedziałem, w co ręce włożyć. Plus ten kontekst emocjonalny. Zrobiłem więc swoją robotę, Flifen wrzucił relację i można było udać się na konferencję prasową.

32. Zadziwiająco było na niej mało dziennikarzy. Znaczy większość to byliśmy my, z Katowic i tylko kilku Szczecinian. Wśród regionalnych mediów, w przeciwieństwie do kibiców, ten mecz jak widać nie wzbudził większego zainteresowania.

33. Co ciekawe – istnieje taka obiegowa opinia, że Szczecin był/jest dla nas bardzo trudnym terenem. Uwielbiam tę opinię, bo jest powielana z dawnych czasów, jeszcze z lat 90. A przecież w nowej historii GKS Katowiczanie wcześniej wygrali tam raz i przegrali dwa razy. Więc nie aż tak źle. Bardzo trudnym terenem to jest dla nas Widzew, gdzie na ileś prób nie wygraliśmy meczu, zaliczając jedynie dwa remisy.

34. No i po raz drugi przeżyliśmy euforię w doliczonym czasie gry. Pamiętamy słynne 4:3 z 2010 roku i remontadę z 1:3 na 4:3 w końcówce. To było jeszcze na starym stadionie. Teraz – już na nowym – znów to mieliśmy okazję przeżyć.

35. Porobiliśmy swoje na salce, oczekiwanie na konferencję się bardzo przedłużało. Wróciliśmy do auta i ruszyliśmy do Katowic. Po drodze jeszcze oczywiście Maczek 😊

36. W drodze powrotnej byliśmy radośni i zmęczeni. Snuliśmy plany. Zastanawialiśmy się, jak ogarniemy puchary, jako redakcja, głównie jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. Wyzwania przed nami. Radosne wyzwania. Możemy być dumni.

37. W stolicy Górnego Śląska byliśmy już, gdy było jasno. Po piątej rano. Mogliśmy wrócić do domu i w radości położyć się spać.

38. GieKSa w Europie!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga