Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: doceniamy przeciwnika, ale się nie boimy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Pojedynki z Unią zwykle przyprawiają kibiców GKS-u o szybsze bicie serca. Pod warunkiem że gramy w hokeja, a rywalem jest Unia, ale ta z Oświęcimia. Tym razem na zielonej murawie zmierzymy się z Unią ze Skierniewic. Co wiemy o naszym pucharowym rywalu? Pewnie nic lub bardzo niewiele. Postanowiliśmy to zmienić, dlatego przed meczem 1/16 Pucharu Polski porozmawialiśmy z dyrektorem lidera I grupy Betclick III ligi – Leszkiem Koźbiałem.

Unia Skierniewice jest autorem jednej z największych niespodzianek I rundy Pucharu Polski. Dzięki lepiej wykonywanym rzutom karnym odprawiła z kwitkiem Motor Lublin. Czy był to klasyczny pojedynek Dawida z Goliatem?
Mnie, jako piłkarskiemu półprofesjonaliście, nie rzucała się aż tak bardzo w oczy różnica trzech poziomów rozgrywkowych. Moim zdaniem mecz był dość wyrównany, natomiast nie da się zaprzeczyć, że Motor miał więcej z gry, dłużej posiadał piłkę, ale nie przekładało się to na ogrom sytuacji bramkowych. Sam wynik pokazuje, że mecz nie toczył się pod znakiem dominacji jednej z drużyn.

Wasza pucharowa przygoda rozpoczęła się jeszcze w zeszłym roku, w rozgrywkach okręgowych. Aby zmierzyć się z Motorem, najpierw musieliście wygrać rozgrywki wojewódzkie.
Na tym poziomie mamy się czym pochwalić, bo odkąd w 2013 roku reaktywowano klub w C-klasie, sześć razy udało nam się wygrać Puchar Polski na poziomie wojewódzkim i dzięki temu rywalizować w 1/32 finału rozgrywek ogólnopolskich. Myślę, że jest to ewenement w skali kraju, bo mało kto może się poszczycić takim osiągnięciem. Z kolei do 1/16 Pucharu awansowaliśmy po raz drugi, poprzednio grając z Lechem Poznań. Mecz, który doprowadził nas do rozgrywek centralnych, czyli wojewódzki finał z Pelikanem Łowicz to takie nasze małe derby, bo oba miasta dzieli niespełna 25 kilometrów. Mimo że wygraliśmy 3:0, to nie było to łatwe spotkanie, bo zawsze gdy przyjeżdża derbowy rywal, duża grupa kibiców przeciwnika, która solidnie dopinguje, to rywalizacja ma szczególny wymiar. Każdy rozumie, że zwycięstwo w finale daje szansę na pokazanie się na szczeblu krajowym. Mecz był zacięty, żadna z drużyn nie odstawiała nogi. Z przebiegu gry byliśmy drużyną lepszą, natomiast Pelikan też bardzo ambitnie walczył.

Mało kto wie, że równolegle trwa wasza rywalizacja w kolejnej już edycji wojewódzkiego Pucharu Polski.
Rozgrywki Pucharu Polski na wczesnym etapie mają swoją specyfikę. Czasami te drużyny z niższych szczebli udowadniają, że można powalczyć z większymi klubami. My jesteśmy już w półfinale kolejnych rozgrywek okręgu skierniewickiego, w ostatnim meczu pokonując nasze rezerwy 12:0. Tak akurat skojarzyło nas losowanie, więc była to wewnętrzna rozgrywka, bardziej trening strzelecki. Niespodzianki być nie mogło i meldujemy się w kolejnej rundzie.

Unia Skierniewice przewodzi obecnie stawce I grupy Betclick III Ligi. Jesteście gotowi na awans na szczebel centralny?
Nie po to budowaliśmy nowy stadion, który wiosną oddaliśmy do użytku, nie po to wraz ze sztabem budujemy silną drużynę, żeby nie myśleć o awansie na szczebel centralny. Nie boimy się o tym mówić głośno. Chcemy awansować i będziemy robili wszystko, aby ten cel osiągnąć. Awansować z III ligi jest bardzo trudno, nawet w perspektywie ewentualnych baraży, które wprowadzono w tym sezonie. Trzeba jednak pamiętać, że rywalami będą tam drugoligowcy z miejsc 13-14, więc będzie to duże wyzwanie. My jednak nie liczymy na baraże, chcemy zająć pierwsze miejsce, walcząc o zwycięstwo w każdym meczu. Mamy dobrą serię na własnym stadionie, gdzie nie przegraliśmy jeszcze meczu, wliczając w to pucharowy pojedynek z Motorem. Będziemy chcieli podtrzymać tę passę w środę. Natomiast jestem przekonany, że mamy wystarczające umiejętności, by zdobyć mistrzostwo III ligi.

Czujecie się faworytem tej ligi?
Myślę, że nie, bo śledząc te rozgrywki, można dojść do wniosku, że każdy może wygrać z każdym. Przykładem jest nasz domowy mecz z ostatnią w tabeli Mławianką Mława, w którym byliśmy zdecydowanym faworytem. Mimo to nie udało się wygrać. Zawsze zakładamy walkę o zwycięstwo, ale nie zawsze się to udaje, z resztą nie tylko nam. Czasami łatwiej gra się z bezpośrednimi rywalami w tabeli, co udowodniliśmy w Suwałkach, wygrywając tam 3:2.

Kto jest waszym największym rywalem w walce o awans?
Jak co roku są to rezerwy Legii Warszawa. Swoich ambicji nie ukrywa też GKS Bełchatów, mocny jest ŁKS Łomża. Myślę, że oprócz nas te drużyny należy wskazać jako faworytów do pierwszego miejsca.

Jaka jest filozofia budowania drużyny w Skierniewicach?
Przez ostatnie lata zawsze dążyliśmy do tego, aby promować zdolną młodzież z regionu. Dlatego szukamy w ościennych miastach takich zawodników, którzy chcą się pokazać i w przyszłości powalczyć o coś więcej niż III liga. Nie ukrywam, że ułatwia nam to nowa baza – zarówno stadion, jak i obiekty treningowe, które robią wrażenie i są ważnym argumentem w negocjacjach. Sama infrastruktura pokazuje, że klub poważnie myśli o awansie i można się tu rozwijać. Nie szukamy zawodników z nazwiskami, którzy zjedli zęby na ligach centralnych. Wyjątkiem jest Aghwan Papikjan, którego pozyskaliśmy jako wolnego zawodnika. Potrzebowaliśmy takiego gracza do środka pola, Aghwan pełni ważną rolę w drużynie, natomiast pozostali gracze są raczej anonimowi na szczeblu krajowym. Przed nimi kariera dopiero stoi otworem.

Najwięcej ligowego doświadczenia nazbierał z pewnością trener Kamil Socha.
Rola trenera Sochy w osiąganiu obecnych wyników jest bardzo duża. Ma on doświadczenie na szczeblu centralnym, pracował w wielu klubach większych niż nasz i to dziś procentuje. Ma duży wpływ zarówno na postawę drużyny na boisku, jak i na dobrą atmosferę w szatni. Wysoko oceniamy jego metody treningowe, natomiast ważną rolę odgrywają także trenerzy asystenci. Wszystko jest bardzo dobrze poukładane zarówno pod kątem szkoleniowym, jak i kadrowym. Nie ma zawodników lepszych i gorszych, podziałów na starych i młodych, dzięki temu spokojnie patrzymy na funkcjonowanie drużyny na co dzień.

Jak zdążył pan już wspomnieć, jednym z najważniejszych atutów Unii jest stadion i infrastruktura, bez porównania z innymi ligowymi rywalami.
Stadion jest stosunkowo nowy – pierwszy mecz rozegraliśmy na nim wiosną tego roku. Dwie trybuny pomieszczą łącznie 3000 kibiców. Na co dzień na mecze ligowe przychodzi średnio 1,5 tys. osób, co jak na nasze warunki jest nienajgorszym wynikiem. Liczymy jednak, że sukcesy drużyny przyciągną na stadion jeszcze więcej kibiców. Ważną częścią tej inwestycji jest natomiast zaplecze: poza głównym boiskiem i budynkiem klubowym mamy pełnowymiarowe boisko, które w okresie zimowym jest przykrywane tzw. balonem, który ma najwyższy certyfikat jakości UEFA. Odnotowujemy duże zainteresowanie innych klubów możliwością skorzystania z naszego obiektu w okresie jesienno-zimowym. Dodatkowo dysponujemy dwoma boiskami wielkości „orlików”, z których korzysta akademia. Je także zimą przykrywamy balonem. Obiekt jest miejski, więc jest udostępniany także amatorom, mieszkańcom Skierniewic. Brakuje jedynie bazy hotelowej w pobliżu stadionu, aby móc pełnić rolę ośrodka przygotowań dla drużyn piłkarskich z całej Polski.

Który z meczów rozgrywanych na nowym obiekcie zapadł panu najbardziej w pamięci?
Wydarzeniem dużej rangi był mecz otwarcia, w którym graliśmy z Legionovią Legionowo. Najwięcej emocji wzbudził jednak ligowy pojedynek z Pelikanem Łowicz, wygrany 2:1. Są to nasze lokalne derby, które zawsze wywołują dodatkowe emocje. Mimo że nasze środowiska są zaprzyjaźnione, zarówno na płaszczyźnie sportowej, jak i kibicowskiej, to w bezpośrednich meczach nie brakuje sportowej złości, ale rywalizacja zawsze jest fair. Z kolei najważniejszym meczem ze względu na stawkę był pucharowy pojedynek z Motorem.

Jak pan ocenia postawę GKS-u w Ekstraklasie?
Ogólnie staram się śledzić rozgrywki Ekstraklasy i jej poziom, oglądałem też Wasz ostatni mecz w Warszawie pod kątem naszej rywalizacji w Pucharze. Wszystko wskazuje na to, że ciężko będzie GKS-owi osiągnąć czołowe lokaty w lidze, natomiast Puchar Polski to rozgrywki, w których może być łatwiej zajść daleko. Kilka drużyn z Ekstraklasy już odpadło i rysuje się szansa dla tych, którzy nadal liczą się w tej rywalizacji. Wiem, że GKS będzie chciał z nami wygrać, spodziewam się, że wystąpią w najsilniejszym składzie, co zadziała na korzyść widowiska. Po to są takie mecze, aby kibice z mniejszych ośrodków mogli zobaczyć na żywo zawodników, których zwykle oglądają w telewizji.

Z jakim nastawieniem wyjdziecie na pucharowy pojedynek z GKS-em Katowice?
Różnie można podchodzić do meczów pucharowych. Mając na uwadze walkę o zwycięstwo w lidze i awans na wyższy szczebel może rodzić się pytanie, czy „odpuścić” rywalizację w pucharze. Natomiast na tym etapie, zarówno na poziomie zarządu, jak i drużyny, z pełnym zaangażowaniem podchodzimy do obu rozgrywek. Mecz z Motorem pokazał naszym zawodnikom, że naprzeciw nich stają tacy sami ludzie, z którymi można rywalizować jak równy z równym. W środę na mecz z GKS-em wyjdziemy więc z wolą zwycięstwa i będziemy chcieli sprawić kolejną niespodziankę. Obie drużyny wiedzą, o co grają. My doceniamy przeciwnika, natomiast nikt nie powie, że się go boimy. Z kolei jestem przekonany, że GKS poważnie traktuje tą rywalizację i nas nie lekceważy. Na naszym ostatnim meczu byli przedstawiciele sztabu szkoleniowego GieKSy, co świadczy o ich profesjonalizmie.

Jakie przewiduje pan rozstrzygnięcie naszej rywalizacji?
Z reguły nie decyduję się na wytypowanie konkretnego wyniku, natomiast spodziewam się kolejnej niespodzianki. Myślę, że wygramy bez dogrywki.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.

Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.

Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.

W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga