Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: fundament jest wylany

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jednym z zespołów, które korzystają z sytuacji, że uwaga ligowej czołówki jest podzielona pomiędzy ligę a europejskie puchary, jest Korona Kielce. Zespół, który zazwyczaj spogląda raczej za siebie, dziś nieśmiało zerka w górę tabeli, licząc na stałe miejsce w jej górnej połowie. Jak w nowej rzeczywistości odnajdują się świętokrzyscy fani i na co liczą w sobotnim spotkaniu z będącą na drugim końcu ligowego zestawienia GieKSą? Zapytaliśmy jednego z redaktorów facebookowego profilu Złocisto Krwiści, na Twitterze znanego jako marxokow.

Od kilkunastu miesięcy nastroje w Kielcach systematycznie idą w górę: od rozpaczliwej walki o utrzymanie, poprzez zimę w strefie spadkowej i rewelacyjną wiosnę po obecne deptanie po piętach ligowej czołówce. Jak się odnajdujecie w tej nowej dla was rzeczywistości?
W tym kontekście możemy się cofnąć jeszcze dalej, do momentu naszego powrotu do Ekstraklasy, który swoją drogą mocno nam utrudniliście. Musieliśmy przedzierać się przez baraże, między innymi z powodu dwóch porażek z GieKSą, ale były też inne wpadki, np. w Polkowicach. Na szczęście udało się wygrać baraże po niezapomnianym meczu z Chrobrym i choć w kolejnym sezonie jako beniaminek z początku prezentowaliśmy się przyzwoicie, to po serii porażek staliśmy się głównym kandydatem do spadku. Zdecydowano się wtedy na zatrudnienie Kamila Kuzery, co okazało się strzałem w dziesiątkę. W kolejnym sezonie mieliśmy problemy z wygrywaniem, co przełożyło się na walkę o utrzymanie do ostatniego meczu – pamiętnego zwycięstwa z Lechem w Poznaniu. Później doszło do zmian w gabinetach, brakowało pieniędzy w klubowej kasie i mieliśmy sporo obaw o losy Korony. Nowy prezes postawił na Jacka Zielińskiego – jednego z najbardziej doświadczonych trenerów w Ekstraklasie. Wyniki się ustabilizowały i mimo że przerwę zimową spędziliśmy w strefie spadkowej, a transferów praktycznie nie było, to złapaliśmy serię meczów bez porażki i spokojnie utrzymaliśmy się w lidze. W międzyczasie nowym właścicielem Korony został Łukasz Maciejczyk, który wkłada w klub nie tylko pieniądze, ale i serce.

Nowy właściciel i doświadczony trener to recepta na spokojne budowanie klubu w Kielcach?
Choć być może zabrzmi to paradoksalnie, bo od osiemnastu lat z przerwami gramy w Ekstraklasie, to uważam, że musimy się na nowo uczyć tej ligi. Mam tu na myśli stabilne funkcjonowanie Korony co najmniej w środku tabeli – nie chcemy powrotu czasów, gdy z przerażeniem spoglądaliśmy na tabelę, do ostatniej kolejki drżąc o utrzymanie. Chcemy być klubem, który potrafi postawić się najlepszym i widać to w tym sezonie – jak równy z równym graliśmy na terenie Mistrza Polski i niewiele brakło do zwycięstwa. Nikt nie spodziewa się, że z miejsca zaatakujemy ligowe podium czy europejskie puchary, chociaż działa to na wyobraźnię. Fundament jest wylany i trzeba dokładać do niego kolejne cegły.

W rozmowie z Arturem Fortuną, kibicem Cracovii, zapytałem go o ocenę pracy Jacka Zielińskiego pod Wawelem. Mój rozmówca zwrócił uwagę, że drugi sezon w wykonaniu Zielińskiego zwykle kończy się kryzysem i walką o utrzymanie. Nie obawiacie się podobnego scenariusza?
Nowy sezon rozpoczęliśmy nie najlepiej, bo pierwsze mecze z Wisłą Płock i Legią wybitnie nam nie wyszły. W takiej sytuacji trudno nie mieć czarnych myśli. Meczu z Zagłębiem również nie udało się wygrać, natomiast trener Zieliński zachowywał spokój i zapewniał, że wyniki przyjdą. W czwartej kolejce przyszło przełamanie z Radomiakiem i nasza forma poszła w górę. Dlatego dzisiaj nikt w Kielcach nie obawia się, że wpadniemy w dołek, z którego nie będziemy w stanie wyjść. Trener jest doświadczony i jeśli dostanie odpowiednie narzędzia, to jest w stanie wznieść drużynę na wyższy poziom. Dziś mamy przeświadczenie, że drużyną zarządza trener przez wielkie „T”, który cieszy się naszym szacunkiem.

Narzędziami trenera są przede wszystkim piłkarze. Mówi się, że Korona wydała latem na transfery najwięcej w swojej historii. Tymczasem kielecki wózek ciągną przede wszystkim zawodnicy od dłuższego czasu obecni przy Ściegiennego. Jak dziś oceniasz kadrowy potencjał Korony?
Na szczególną uwagę zasługuje Xavier Dziekoński, który zachwycał, debiutując w Ekstraklasie w barwach Jagiellonii. Odkąd wywalczył sobie miejsce w bramce Korony, imponuje refleksem i daje poczucie bezpieczeństwa z tyłu. Dobre recenzje zbiera stoper Kóstas Sotiríou, wielokrotnie wyróżniany w jedenastkach kolejki. Trener Zieliński odbudował takich piłkarzy jak Dawid Błanik, który jeszcze w marcu był na wylocie z Korony, a dziś jest główną postacią tej drużyny. Podobnie Wiktor Długosz po odejściu Fornalczyka jest wartością dodaną dla zespołu. Niestety niedawno odniósł kontuzję i w sobotę nie zagra. Warto podkreślić postępy, jakie poczynił ostatnio Konrad Matuszewski, ponadto trudno wyobrazić sobie pierwszą jedenastkę bez Martina Remacle, którego wspiera sprowadzony latem Tamar Svetlin – numer jeden letniego okienka. Z kolei mecz z Motorem w pojedynkę wygrał Antoñín, który strzelił też bramkę w Lubinie. Ostatnio się jednak zaciął i brakuje mu liczb. Czekam też, aż do formy prezentowanej w Puszczy wróci Marcel Pięczek.

Korona była pierwszym klubem w Polsce, który mógł się cieszyć nowoczesnym stadionem w XXI wieku, tymczasem dziś jest to już najstarszy obiekt w Ekstraklasie. Być może są na nim windy albo inne pomieszczenia, w których mógłby się zaciąć Dawid Błanik – kat GieKSy z ostatnich meczów?
Wind na stadionie nie ma, więc ewentualnie mógłby utknąć gdzieś w szatni lub w toalecie. Mówiąc serio, Dawid ma ostatnio patent na GieKSę, bo w obu meczach przechylał szalę na naszą korzyść w ostatnich minutach. W tym sezonie jest naszym najlepszym strzelcem, aczkolwiek ostatnio, po podpisaniu nowego kontraktu, lekko się zaciął, a tydzień temu zmarnował jedenastkę w meczu z Górnikiem. Być może powodem tego była kontuzja, z którą się zmaga od jakiegoś czasu, dlatego jego występ w Katowicach nie jest pewny na 100%. Jeśli będzie taka konieczność, to jestem pewny, że z powodzeniem zastąpi go Nikodem Niski.

Latem za rekordową kwotę Kielce na Łódź zamienił Mariusz Fornalczyk, jednak był już wcześniej zawodnik, który poszedł tą drogą, ale dzisiaj jest już w Katowicach. Jak wspominasz Jakuba Łukowskiego i na co możemy liczyć z jego strony w GieKSie?
Łukowski odegrał kluczową rolę w sezonie 2022/2023, kiedy wywalczyliśmy utrzymanie w Ekstraklasie. Był naszym najlepszym strzelcem, a obok Kamila Grosickiego najskuteczniejszym Polakiem w całej lidze. Jego odejście do Widzewa nie zostało dobrze odebrane w Kielcach i choć początki w Łodzi miał dobre, to później przepadł. Transfer do Katowic wydaje się być ciekawym posunięciem i myślę, że jeszcze będziecie mieć z niego pociechę, jeśli dostanie odpowiednie wsparcie. Najlepiej prezentował się jako skrzydłowy lub wahadłowy, więc w tej roli widzę go w Katowicach.

Natknąłem się na ciekawostkę, że Korona przez cały wrzesień nie straciła bramki. Gra defensywna jest kluczem do dobrych wyników Korony?
W tym sezonie jesteśmy trzecią defensywą w Ekstraklasie i mamy już pięć czystych kont. To nas z pewnością różni od GKS-u, że ciężko nas napocząć. Wy wprawdzie wygraliście gładko z Motorem, jednak zastanawiający jest fakt, że prowadząc 2:0, bardzo szybko wypuściliście prowadzenie z rąk. Czerwona kartka Łabojki pomogła wrócić do gry, natomiast trudno nie zauważyć, że waszym problemem jest gra w obronie. GKS ani razu nie zachował czystego konta w tym sezonie. Spojrzałem w statystyki, z których wynika, że dziesięciokrotnie jako pierwsi traciliście gola – w takich okolicznościach trudno o punkty. Coś niedobrego dzieje się w organizacji waszej obrony i w sobotę spróbujemy to wykorzystać. Z drugiej strony wasi stoperzy – Jędrych i Klemenz, którego pamiętamy z Kielc, mają udział przy kilku bramkach, więc działa to na waszą korzyść.

W ubiegłym sezonie Michał Janus zwracał uwagę, że Korona nie ma kim strzelać. W Kielcach nie ma już ani Dalmau, ani Szykawki. Kto będzie strzelał w sobotę?
Liczę, że przełamie się Antoñín, bo ma szybkość i wiele jakości piłkarskiej. Nie musimy strzelać Bóg wie ile, ale na pewno znajdziemy sposób, by dziurawą ostatnio obronę GieKSy przechytrzyć. Po cichu liczę, że z dobrej strony pokaże się Nikodem Niski, który bez kompleksów gra z przodu. Ma już asystę, więc może dołoży do tego bramkę.

W tym sezonie Korona z reguły traci punkty z czołówką, jednak systematycznie wygrywa z dołem tabeli. GKS jest dla was następnym w kolejce zespołem do „ogolenia”?
Przed nami trzy wyjazdy z rzędu – do Katowic i Gliwic oraz w Pucharze do Pruszkowa, a Korona nigdy nie słynęła z dobrej gry w delegacji – w zeszłym sezonie wygraliśmy zaledwie trzy razy, z czego raz w Katowicach. Dlatego sobotni mecz może być pułapką dla obu drużyn. Nam może się wydawać, że słabiej broniący zespół można będzie szybko ukłuć, więc o zwycięstwo będzie łatwo. To może okazać się zgubne. Z kolei GKS wysoko wygrywając z Motorem, wyskoczył ze strefy spadkowej i może nabrać wiatru w żagle, ale nie może naiwnie wierzyć, że z Koroną będzie równie łatwo. Sam jestem ciekaw tego meczu. Nie będę zawiedziony remisem, ale po cichu liczę, że o tę jedną bramkę będziemy lepsi. Życzę nam takiego meczu, że będzie się działo i na boisku, i na trybunach, bo wiadomo, że do Katowic wybiera się rekordowa liczba ponad 1,5 tysiąca fanów Korony.

W ostatnich latach nasze pojedynki zwykle wyłaniały zwycięzców – w 1. Lidze wygrywaliśmy my, a w Ekstraklasie wy. Jaki wynik typujesz w sobotę?
Mamy za sobą mecz z Górnikiem, w którym zwycięstwo wymknęło nam się z rąk w ostatniej minucie. Będziemy chcieli zrekompensować to sobie w Katowicach. Gdybym jednak miał typować, to postawiłbym na remis 1:1, a przede wszystkim liczę na dobre widowisko.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga