Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: Łódź chybocze się mocno

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Wiele się ostatnio dzieje w klubie z Alei Piłsudskiego: decydują się losy właściciela, trenera i samej drużyny, która w tym roku nie zdołała jeszcze wygrać w lidze. Przed sobotnim meczem razem z Michałem Nibarskim z Radia Widzew wspominaliśmy dawne czasy rywalizacji GieKSy z Widzewem, rozmawialiśmy o zmianach w gabinetach i na trenerskiej ławce oraz zastanawialiśmy się, kto odpowiada za fatalną postawę łodzian w rundzie wiosennej.

Widzew Łódź jest ewenementem w skali kraju, a kto wie czy nie całego świata, bo jako jedyny znany mi klub obronił mistrzostwo drugiego poziomu rozgrywkowego.
Z tego co wiem, to nie ma drugiej takiej drużyny. Jest to historia z czasów rządów Sylwestra Cacka. Kiedy w 2009 roku cieszyliśmy się po decydującym o awansie meczu, w czasie trwającej fety dostałem smsa od brata ciotecznego, który jest kibicem Legii, że zapadła decyzja o cofnięciu nas z powrotem do 1. ligi. Na początku nie potraktowałem tego poważnie, ale jakiś czas później okazało się to prawdą. Kara była związana z zarzutami korupcyjnymi ciążącymi na Widzewie. Prezes Cacek wchodząc do klubu otrzymał zapewnienie, że klub jest czysty pod tym względem, okazało się jednak inaczej. Przez długi czas trwały batalie przed różnego rodzaju komisjami, trybunałami i sądami, zarówno sportowymi, jak i powszechnymi. Ostatecznie nic to nie dało i Widzew spędził kolejny sezon na zapleczu Ekstraklasy.

Przez ostatnie dwie dekady GKS okopał się w 1. lidze, natomiast nasze drogi dość często przecinały się z Widzewem, który to awansował, to spadał na niższe poziomy. Z czego wynikała ta niestabilność klubu?
Tamte lata to czas wielu zawirowań organizacyjnych. Rządy Sylwestra Cacka, który ostatecznie rok później awansował do Ekstraklasy, zakończyły się katastrofą – kolejnymi spadkami i odbudową klubu w 4. lidze jako Reaktywacja Tradycji Sportowych. W związku z budową nowego stadionu swoje domowe mecze rozgrywaliśmy wtedy w Byczynie – niewielkiej wsi w pobliżu Łodzi. Klubu nie było stać na wynajem lepszego obiektu, więc osiągnięto porozumienie z burmistrzem gminy Poddębice, który był kibicem Widzewa. Stadion bardziej przypominał orlik, a gdy któryś piłkarz za mocno wybił piłkę, to lądowała ona w pobliskim stawie. Po reaktywacji przenieśliśmy się na obiekt SMS-u Łódź. W klubie brakowało wtedy wszystkiego – od piłek po stroje. Zaczynaliśmy od zera. Jeśli szukać pozytywów, to tamte ciężkie czasy zbudowały na nowo społeczność wokół Widzewa, a klub budowano na zdrowych zasadach. Ostrożnie dobierano partnerów do współpracy, bo wokół klubu kręciły się różne podejrzane osoby.

Droga powrotna Widzewa do Ekstraklasy nie była usłana różami.
Nie było łatwo pokonywać kolejne szczeble i awans na poziom centralny zajął kilka lat. W 3. lidze rywalizowaliśmy z ŁKS-em, a liderem był Finishparkiet Drwęca Nowe Miasto Lubawskie. W samej końcówce, gdy nie mieliśmy już szans na awans, lider z Nowego Miasta przyjechał do Łodzi. W przypadku zwycięstwa Widzewa na pierwsze miejsce dające awans mógł wskoczyć ŁKS. W związku z tym część kibiców domagała się porażki, aby zaszkodzić ŁKS-owi. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem gości 1:0, nic to jednak nie zmieniło, bo Finishparkiet wycofał się z rozgrywek, a jego miejsce w 2. lidze zajął Łódzki Klub Sportowy. My na 2. ligę musieliśmy poczekać o sezon dłużej.

Tam spotkaliśmy się po raz kolejny. Był to dziwny sezon, na którym cieniem położył się koronawirus.
Przez wiele lat przekleństwem Widzewa była postawa drużyny w rundach wiosennych. W sezonie 2019/2020 po rundzie jesiennej Widzew był liderem 2. ligi. W lutym wybuchła jednak pandemia i nie było wiadomo, czy uda się dokończyć rozgrywki. Po dłuższej przerwie zapadła decyzja, że gramy dalej, ale Widzew prezentował się wtedy fatalnie. Na pierwsze miejsce wskoczył Górnik Łęczna, a o drugie miejsce premiowane awansem bił się Widzew z GKS-em. W ostatniej kolejce przegraliśmy w Łodzi ze Zniczem, co otwierało drogę do awansu GKS-owi. Niezadowoleni kibice wbiegli na boisko z pretensjami o postawę drużyny. Tymczasem GKS nie zdołał wygrać u siebie z Resovią i mimo że w kiepskim stylu, to Widzew jednak awansował.

Nie poprawiło to jednak zbytnio nastrojów wśród kibiców?
Kibice byli rozgoryczeni stylem, w jakim osiągnięto awans i ogólną postawą drużyny. W klubie pojawiły się wtedy większe pieniądze, sprowadzano drogich, uznanych piłkarzy jak Mateusz Możdżeń czy Henrik Ojamaa, którzy mieli robić różnicę w tej lidze. Tymczasem byli jedynie obciążeniem budżetu, dlatego zdecydowano się na odwołanie odpowiedzialnej za to prezes Martyny Pajączek. Jej następcą został Mateusz Dróżdż, który przychodził opromieniony chwałą po awansie do 1. ligi z Górnikiem Polkowice (z drugiego miejsca awansował wtedy GKS – przyp. red.). Trenerem został Janusz Niedźwiedź, który zbierał dobre noty, ale awans do Ekstraklasy udało się zapewnić dopiero w ostatniej kolejce. Drżeliśmy o dobry wynik do ostatniej minuty meczu z Podbeskidziem.

Od tego momentu zadomowiliście się na dobre w Ekstraklasie. Były apetyty na coś więcej niż tylko ligowy byt?
Entuzjazm po awansie przełożył się na dobrą postawę w lidze, gdzie po rundzie jesiennej zajmowaliśmy trzecie miejsce. Zaczęto nawet po cichu mówić o europejskich pucharach, ale jak wspominałem wcześniej, wiosna w naszym wykonaniu wygląda zwykle znacznie gorzej. Tak było i tym razem, ostatecznie skończyliśmy na 12. miejscu. Narastała frustracja, a prezes z bohatera stał się wrogiem kibiców. Ponadto rozpoczął wojenkę z miastem, która była z góry skazana na porażkę. Atmosfera się psuła, było słychać o różnych konfliktach, a prezesa Dróżdża ostatecznie zwolniono. Kilka miesięcy później pożegnano też trenera Niedźwiedzia.

Obecnie dużo się mówi o Widzewie w kontekście potencjalnych zmian właścicielskich. O co chodzi w całym zamieszaniu pomiędzy Tomaszem Stamirowskim a Robertem Dobrzyckim?
Tomasz Stamirowski to lokalny biznesmen, który działa w Widzewie od kilku lat. W czasach, kiedy klubem zarządzało stowarzyszenie, Stamirowski był jego członkiem. W pewnym momencie zdecydował się na przejęcie samodzielnej władzy, zobowiązał się przelać określoną kwotę na konto Widzewa, a w jednym z wywiadów zadeklarował nawet, że połowę swojego majątku przeznaczy na klub. Pod jego rządami Widzew ma stabilną sytuację finansową, przynosi dochody i wypracował kilkumilionową nadwyżkę w budżecie. Mocno zabiega też o budowę nowego ośrodka treningowego. Coraz głośniej mówi się jednak, że zaniedbywany jest najważniejszy aspekt działalności, a więc poziom sportowy. Klub szczyci się sprzedażą Imada Rondića za 1,5 mln Euro, co jest moim zdaniem majstersztykiem. Nie idą jednak za tym żadne wartościowe transfery przychodzące.

Lekarstwem na sportowy marazm ma być Dobrzycki?
Robert Dobrzycki jest właścicielem firmy Panattoni, lidera rynku nieruchomości przemysłowych w Europie. Od kilku lat wspiera finansowo Widzew jako główny sponsor. W grudniu pojawiła się pierwsza informacja, że Robert Dobrzycki lub jego firma chcą kupić Widzew. Mówi się, że Dobrzycki jest kibicem Widzewa i jeszcze na starym stadionie był widywany na trybunie prostej. Pogłoski o zmianach właścicielskich w Widzewie spotkały się z entuzjazmem kibiców. Tymczasem Tomasz Stamirowski, mimo iż zawsze deklarował gotowość do rozmów z potencjalnymi poważnymi inwestorami, obecnie nie podziela tego entuzjazmu. Kibice naciskają na niego coraz mocniej, na ostatnim meczu z Jagiellonią wywiesili nawet odpowiednie transparenty. Właściciel jednak odwleka decyzję i stara się kupić sobie więcej czasu. Obie strony zapewniają, że chcą rozmawiać, ale piłka jest po stronie Tomasza Stamirowskiego.

Losy właściciela właśnie się decydują, tymczasem nie wiadomo kto będzie trenerem Widzewa. Czym Daniel Myśliwiec zasłużył sobie na zwolnienie?
Saga ze zwolnieniem trenera Myśliwca ma swoje podłoże w złym zarządzaniu pionem sportowym klubu. Zarząd jest młody i niedoświadczony, a cały kryzys wywołał prezes Michał Rydz. Możliwe, że w momencie publikacji naszej rozmowy będzie już byłym prezesem. Pod koniec ubiegłego roku prezes zadeklarował, że do końca stycznia podejmie decyzję co do przyszłości trenera. Tymczasem sprawa przeciągała się, zarząd miał coraz bardziej dość trenera i jego agenta, ale na zwolnienie Myśliwca nie zgadzał się właściciel. Sam trener jest postacią o tyle ciekawą, co kontrowersyjną. Sam dzisiaj nie wiem, czy jest dobrym szkoleniowcem. Miał niezłą rundę, ale im dłużej był w klubie, tym było gorzej. Do tego dochodziły wspomniane sprzeczki z zarządem. Skończyło się odwołaniem trenera po porażce 0:4 z Pogonią, nie było natomiast wytypowanego następcy. Nie dogadano się z Jackiem Magierą i postawiono na Patryka Czubaka z Akademii Widzewa. Dziś pojawiła się informacja, że do Warszawy przyleciał nowy trener, Željko Sopić z Chorwacji. Nic jednak nie jest jeszcze rozstrzygnięte. W Widzewie panuje olbrzymi bałagan, łódź nomen omen chybocze się mocno, a dyskusje, kto ma chwycić za ster, trwają w najlepsze.

Kto ponosi winę za fatalną postawę Widzewa w rundzie wiosennej?
Widzew broni się obecnie przed spadkiem, a pięć punktów nad kreską to żadna przewaga. Gdyby dół tabeli punktował lepiej, to być może już dziś bylibyśmy w strefie spadkowej. Już pod koniec ubiegłego roku drużyna wyglądała słabo, natomiast dwa punkty zdobyte wiosną, a szczególnie porażka ze Śląskiem, to kompromitacja. Moim zdaniem zmiana szkoleniowca była konieczna, natomiast są w Widzewie obrońcy trenera, którzy winę za obecną sytuację zrzucają na barki dyrektora sportowego Tomasza Wichniarka. Zarzuca się mu, że nie przeprowadził odpowiednich transferów, ale z drugiej strony mówi się, że trener odrzucił wiele nazwisk zaproponowanych przez dyrektora. Mimo fatalnych wyników pewna grupa kibiców wciąż jest oczarowana trenerem Myśliwcem i do końca go broniła, co jest dla mnie ewenementem.

Na czyich barkach spoczywa dziś boiskowa odpowiedzialność za wyjście z tego kryzysu?
Na to pytanie chyba nikt nie zna odpowiedzi. Widzew ma problem z liderem, bo na początku na takiego był kreowany Bartek Pawłowski. W ubiegłym roku doznał jednak ciężkiej kontuzji, od dłuższego czasu był poza składem, a obecnie powoli wraca na boisko. Wydawało się, że takim liderem może być Rafał Gikiewicz, jednak ostatnio mocno spuścił z tonu i tracimy bramki również po jego błędach. Duże nadzieje pokładamy we Franie Álvarezie i Sebastianie Kerku, ale obaj mają ostatnio tylko przebłyski dobrej formy. W drużynie brakuje piłkarza z charyzmą, zarówno na boisku, jak i w szatni. Zadaniem nowego trenera i dyrektora sportowego będzie znalezienie takich graczy.

Najlepszy strzelec Widzewa odszedł do Niemiec, przez co mocno cierpi ofensywa. Nie lepiej jest z tyłu, bo Widzew traci najwięcej bramek po Lechii Gdańsk. Co jest większym problemem zespołu?
Moim zdaniem największym kłopotem Widzewa jest dziś defensywa. Wystarczy nieco szybciej zagrać piłkę, a nasi obrońcy się gubią. Z drugiej strony również z przodu mamy dużo problemów, dlatego wiosna będzie dla nas bardzo ciężka. Trudno to będzie poukładać, natomiast coś drgnęło pod okiem trenera Czubaka, więc można mieć nadzieję. Może się jednak zdarzyć, że mecz z GKS-em będzie jego ostatnim w roli trenera. Powoli zaczynamy dopuszczać do siebie myśl, że do końca sezonu możemy być zamieszani w walkę o utrzymanie.

Pierwszym krokiem do utrzymania będzie zwycięstwo w sobotę, ale czy drużynę na to stać?
Zdajemy sobie sprawę, że GKS spisuje się w tym sezonie powyżej oczekiwań i w sobotę czeka nas trudne zadanie. Mimo to nie dopuszczamy innego scenariusza niż zwycięstwo Widzewa. Trudno ocenić, czy obecna drużyna jest mocniejsza od tej, która jesienią zremisowała w Katowicach, ale w sobotę liczymy na przełamanie, bo za długo czekamy na ligowe zwycięstwo. Pamiętam, że po jesiennym meczu było u nas lekkie rozczarowanie, ale też nikt nie załamywał rąk, bo GKS był wtedy w dobrej dyspozycji.

Jaki pomysł na rozmontowanie GieKSy Widzew zaprezentuje w sobotę?
Na to pytanie chyba nikt nie zna odpowiedzi oprócz samego trenera, bo dopiero poznajemy jego metody i pomysł na zespół. Każdy jego mecz jest właściwie eksperymentem. Widzew na pewno zagra odważnie i od pierwszych minut zaatakuje, aby szybko zdobyć bramkę i wypracować przewagę. Nikt nie będzie odstawiał nogi, co w poprzednich meczach nie było tak oczywiste. Widzew ma problem, gdy pierwszy traci bramkę – drużyna wtedy na jakiś czas się zacina. Im dłużej będziemy się utrzymywać przy piłce i nie stracimy gola, tym łatwiej będzie nam pokazać się z najlepszej strony. Decydujący będzie brak błędów w defensywie i postawa środkowego pomocnika Frana Álvareza. Wierzę też, że we znaki GKS-owi da się Saïd Hamulic, który wraca po kontuzji.

Jaki wynik obstawiasz?
Serce podpowiada zwycięstwo Widzewa, ale gdybym miał postawić pieniądze, to typowałbym 1:1.

Komplet widzów jest w zasadzie codziennością na meczach Widzewa. Obiekt przy Piłsudskiego jest dla Was za mały?
Przed laty budowę stadionów w Łodzi poprzedziły zlecone przez Miasto badania potencjału kibicowskiego Widzewa i ŁKS-u. Wniosek z badań był taki, że Widzew potrzebuje stadionu na ok. 30 tysięcy widzów, dwa razy więcej niż ŁKS. Mimo to wybudowano dwa stadiony o zbliżonej pojemności ok. 18 tysięcy. Dlatego od początku uważamy, że ten stadion jest dla nas za mały. Już od 3. ligi kibice regularnie wykupują ponad 15 tysięcy karnetów i trudno zdobyć bilet na mecz Widzewa – można jedynie liczyć na miejsca zwolnione przez nieobecnych karnetowiczów. Na każdym meczu jest właściwie komplet widzów. Tego samego życzę GKS-owi, bo to fajne uczucie, gdy stadion się regularnie zapełnia.

Od czasu do czasu słyszy się propozycje rozbudowy stadionu. Ile w tym prawdy?
Wielu kibiców nie chce tego przyjąć do wiadomości, ale nie widać realnych szans na istotną rozbudowę stadionu. Dyskusja na ten temat trwa od lat, pojawiają się pomysły dołożenia kilku rzędów siedzisk, co dałoby około 2 tysiące dodatkowych miejsc. Nie ma jednak konkretów co do finansowania takiego przedsięwzięcia, bo stadion jest miejski, a relacje na linii klub-miasto nie są najlepsze. Jeśli natomiast chodzi o poważną ingerencję w obiekt, to niezbędne są analizy architektoniczne, a pytany o to projektant stadionu był sceptyczny co do takiej możliwości. Barierą są również koszty, jakie pochłonęłaby taka inwestycja.

Jakie masz wspomnienia z pojedynków Widzewa z GieKSą?
Moje pierwsze spotkanie z GKS-em miało miejsce w 1985 roku, na finale Pucharu Polski w Warszawie. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, a w serii rzutów karnych bohaterem został nasz bramkarz, Henryk Bolesta. Jako że pochodzę z Warszawy, jako dzieciak siedziałem wtedy na trybunie Legii, bo nie wiedziałem, jak dostać się na sektor Widzewa. Na tym meczu obecna była grupa kibiców z Katowic, znacznie mniejsza od fanów Widzewa. Pamiętajmy jednak, że GKS stawiał wtedy pierwsze kroki zarówno w świecie kibicowskim, jak i sportowym, dodając nowej świeżości polskiej piłce. Pamiętam wasze charakterystyczne, żółto-czarne stroje, pamiętam też wasze zwycięstwo rok później w finale Pucharu Polski na Stadionie Śląskim. Wydaje mi się, że był to wasz mecz „założycielski”, fundament kolejnych sukcesów. Z tamtych lat kojarzę GKS jako drużynę eksportową, która nie miała wprawdzie wielkich sukcesów w europejskich pucharach, ale też się specjalnie nie kompromitowała. Franciszek Sput, Piotr Piekarczyk, Mirosław Kubisztal czy łączący nasze kluby Marek Koniarek byli wtedy ważnymi postaciami. Przede wszystkim zaś Jan Furtok, największa legenda Katowic, którego kojarzę jako uosobienie śląskiego charakteru. Co ciekawe, do szkoły w Warszawie chodził ze mną kolega Adam, który na bazie tych sukcesów zafascynował się GKS-em i stał się jego kibicem, nawet na jednym z ligowych meczów GieKSy w Warszawie dołączył do niewielkiej grupki kibiców z Katowic. Nie mam już z nim kontaktu, ale podejrzewam, że do dziś sympatyzuje z GieKSą. Największe sukcesy GKS-u to czasy mojego dzieciństwa i młodości, dlatego mam pewien sentyment do tego klubu. Cieszyłem się, gdy GKS wrócił do Ekstraklasy i podejrzewam, że wielu kibiców, nawet tych nieprzychylnych Katowicom, myśli podobnie. Takich klubów potrzeba w Ekstraklasie.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Łukasz

    14 marca 2025 at 23:28

    Chyba najciekwsza rozmowa z tej serii rozmów, z kibicami innych drużyn

    • Avatar photo

      MarekD

      15 marca 2025 at 00:26

      Dziękuję za miłe słowo. Duża w tym zasługa rozmówcy.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Od Krakowa do Warszawy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.

Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.

Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.

Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).

Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):

1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.

Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.

W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.

O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.

Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.

Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.

Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.

Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.

W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.

Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.

Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.

Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.

Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.

Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.

Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.

Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.

W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.

Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964

Mural śp. Adama Ledwonia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W czwartek uroczyście zaprezentowano mural poświęcony śp. Adamowi Ledwoniowi.

Wczoraj w godzinach porannych na ul. Gliwickiej przed pracą kibiców GieKSy pojawiła się rodzina Adam Ledwonia, prezes GKS Katowice Sławomir Witek, wiceprezydent Miasta Katowice Maciej Stachura, przedstawiciel Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” oraz kibice GieKSy, w większości z trójkolorowej dzielnicy Załęże. Po krótkich przemowach oficjalnie przecięto wstęgę, a następnie swój czas dostali dziennikarze i fotografowie.

Mural powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964”, we współpracy z Urzędem Miasta oraz kibicami GieKSy z Trójkolorowego Załęża. Ściana została udostępniona przez Zielone Załęże, a fundatorem farb był każdy kibic, który zakupił w sklepie Blaszok koszulkę młynówkę, bo to zysk z jej sprzedaży (dzięki umowie z klubem) został przekazany na stworzenie tej imponującej pracy.

Adam Ledwoń reprezentował GKS Katowice w latach 1991-1997 i przyczynił się między innymi do zdobycia Pucharu Polski (1993) oraz dwóch wicemistrzostw Polski (1992, 1994). Występował także w reprezentacji Polski.

Jest to drugi tej wielkości mural stworzony przez kibiców GKS Katowice. Pierwszy z nich, poświęcony śp. Janowi Furtokowi, znajduje się na ulicy Granicznej. Katowiccy fani zapowiedzieli, że nie zamierzają na tym poprzestać.

Wczorajsze wydarzenie zostało uwiecznione na zdjęciach (tutaj) oraz wideo (tutaj) przez oficjalną stronę – www.GKSKatowice.eu, a także na portalu wKatowicach.eu (tutaj).

Foto: GKSKatowice.eu oraz wKatowicach.eu

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga