Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: nie boimy się stawiać na młodych

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po przerwie reprezentacyjnej wracamy do ligowego grania. Przed drużyną Rafała Góraka pojedynek z jednym z najbardziej wymagających rywali, jak co roku celującym w mistrzostwo, Lechem Poznań. Konfrontacja z liderem wywołuje u naszych kibiców szybsze bicie serca. Czy podobnie jest w Poznaniu? Zapytaliśmy Arka Szymanowskiego, właściciela serwisu KKSLECH.com.

Przed naszym meczem z Cracovią zapytałem sympatyka Pasów o jego wrażenia po ostatecznych rozstrzygnięciach ubiegłego sezonu w I lidze. Na pewno w Poznaniu również trzymano kciuki za Arkę. Jak podeszliście do tego, że ostatecznie to GKS kosztem Arki znalazł się w Ekstraklasie?
Pomijając Arkę, wielu kibiców w Poznaniu cieszyło się z awansu GKS-u, śledząc przy okazji losy Antoniego Kozubala, którego powrót do Lecha po sezonie 2023/2024 był pewny od wielu miesięcy. Ekstraklasie potrzebne są duże firmy, z kibicami i historią, więc awans GKS-u został odebrany u nas pozytywnie. GKS Katowice to historia polskiej piłki, ponadto wiosną będziecie grali na nowym stadionie. Wielu kibiców Lecha na pewno przyjedzie na to spotkanie i ja osobiście też wybieram się do was w maju.

Wracając jeszcze do wydarzeń z poprzedniego sezonu, szerokim echem odbił się wasz happening w ostatniej kolejce, w meczu z Koroną. Myślisz, że wasze zachowanie miało wpływ na postawę drużyny w nowym sezonie?
Wątpię, by miało to wpływ na formę piłkarzy, ale na pewno przeżyli oni tamte wydarzenia. Było to coś nowego w polskiej piłce i niespodziewanego dla nich. Piłkarze w różnych wywiadach często wracali do meczu z Koroną i – delikatnie mówiąc – zachowanie kibiców im się nie podobało, a brak zainteresowania meczem mocno zabolał.

Po wspomnianych wydarzeniach relacje na linii kibice – drużyna długo pozostawały napięte. Czy mecz z Legią był przełomem i wszystko wróciło w tej kwestii do normy?
Trudno powiedzieć. Po ostatnim meczu z Legią piłkarze podeszli pod Kocioł, bo zostali pod niego zawołani. Trzeba pamiętać, że Lech w tym sezonie na razie jeszcze nic nie wygrał, a zdążył już przegrać Puchar Polski. Z pewnością piłkarze nie odbudowali jeszcze całkowicie zaufania po poprzednim sezonie, a obecny wciąż trwa. Jest wiele do wygrania, a meta dopiero w maju. Nie pojedyncza wygrana z Legią, a miejsce w tabeli 24 maja przyszłego roku zdecyduje o sezonie i o tym, czy zawodnicy odbudują zaufanie kibiców.

Obecny sezon promowano w Poznaniu hasłem o nowym rozdaniu. Zatrudniono nowego trenera, tymczasem trudno mówić o rewolucji personalnej w drużynie. Na ile obecna kadra jest mocniejsza od tej z ubiegłego sezonu i które transfery zasługują na szczególne podkreślenie?
Na papierze obecna kadra jest słabsza od tamtej z zeszłego sezonu, Lech stracił w końcu aż trzech podstawowych piłkarzy: Velde, Karlstroma oraz Marchwińskiego. Gramy jednak dużo lepiej niż wtedy i od 10 kolejek jesteśmy liderem, ponieważ trafiono z trenerskim duetem Frederiksen & Tjelmeland. Przede wszystkim Frederiksen dopasował taktykę do zawodników, jakich miał, podniósł poziom wielu piłkarzy, trafił do głów zawodników, którzy dobrze się czują. Wykrzesał wiele z Sousy, Gurgula, Pereiry, Murawskiego, Ishaka, Gholizadeha, a do tego dobrze do zespołu wprowadził się jedyny udany letni nabytek – Alex Douglas. Taktycznie również zrobiliśmy duży progres.

Kierunek na powrót do Katowic wybrał przed sezonem Alan Czerwiński. Jak oceniasz jego rolę w zespole podczas pobytu w Poznaniu?
Postawa Alana Czerwińskiego przez kilka lat to mimo wszystko rozczarowanie. Temu piłkarzowi nigdy nie można było odmówić ambicji czy woli walki, ale piłkarsko było przeciętnie. Nie miał szans wygryźć ze składu Joela Pereiry, a w ofensywie nie grał tak dobrze, jak wcześniej w Zagłębiu. Często był w Lechu tzw. „zapchajdziurą”, grając nawet na lewej obronie czy na stoperze. Alan Czerwiński osiągnął w Lechu swoje największe sukcesy w karierze, ale po jego postawie wszyscy spodziewali się więcej.

Z naszej perspektywy wydaje się, że waszym istotnym wzmocnieniem był powrót Antoniego Kozubala z wypożyczenia do Katowic. Długo żałowaliśmy jego odejścia, bo jest to zawodnik, wokół którego można było budować drużynę. Czy jest on w stanie udźwignąć podobną rolę w Poznaniu?
Tak. Antoni Kozubal gra w Lechu jeszcze lepiej niż u was. To taki cichy bohater Lecha w tej rundzie, nazywany „małym Tibą” (Pedro Tiba – portugalski pomocnik Lecha w latach 2018-2022 – przyp. red.). Bardzo dobrze łączy tylną formację z atakiem, jest ósemką z prawdziwego zdarzenia. Niedawno strzelił swoją premierową bramkę w Ekstraklasie i jeszcze zadebiutował w kadrze. Kozubal świetnie się rozwija i właściwie tylko tytuł Mistrza Polski i awans co najmniej do ścieżki ligowej Ligi Konferencji może zatrzymać go w Lechu na kolejny sezon.

Historia ruchów transferowych na linii Poznań – Katowice jest ostatnio bogata. Poza wspomnianym Kozubalem w Lechu grają Bartosz Mrozek i Filip Szymczak, a jeszcze niedawno po przygodzie w Katowicach na szerokie wody z Poznania wypłynęli Kamil Jóźwiak i Tymoteusz Puchacz. Rozwój tych piłkarzy to bardziej zasługa ich talentów czy w Katowicach znaleźli sposób na szlifowanie waszych diamentów?
Każdy z tych piłkarzy ciężko pracował na swoje miejsce. Tymoteusz Puchacz czy Kamil Jóźwiak rozwinęli się dopiero po powrocie do Lecha, za to Filip Szymczak u Was grał bardzo dobrze, strzelał wiele goli, a u nas radzi sobie niezbyt dobrze i chyba czas na kolejny transfer. Z kolei Antoni Kozubal już wcześniej był uznawany za wielki talent, który oszlifowali wasi trenerzy. Rafał Górak może być dumny z tego, jak dziś w Lechu wygląda Kozubal. Wasi trenerzy zrobili bardzo wiele dla rozwoju tego piłkarza.

Lech słynie ze szkolenia i wprowadzania młodzieży do pierwszego zespołu. Wasza akademia to polska La Masia? Z czego wynika wasza skuteczność w tym aspekcie?
Lata temu zarząd Lecha Poznań ustalił strategię, w której bardzo ważnym aspektem jest szkolenie młodzieży, która ma stopniowo pokonywać kolejne szczeble, trafiać do pierwszej drużyny i stanowić o sile seniorskiego Lecha, prowadzić go do trofeów, trafić do kadry Polski i odchodzić za granicę, dostarczając wcześniej miliony złotych. W Lechu mają cierpliwość do szkolenia młodzieży, nie boją się postawić na młodych piłkarzy przygotowanych do gry przede wszystkim mentalnie. Wyjątkiem jest tutaj Filip Marchwiński, którego siłą promowano za długo i koniec końców z tym piłkarzem i tak niczego nie wygraliśmy. W Lechu nie boją się stawiać na wychowanków i to odróżnia nas od innych polskich klubów. Oczywiście, szkolenie w akademii też robi swoje, młodzieżowy skauting tak samo, ale to tematy na zupełnie inną dyskusję.

Jakie macie oczekiwania wobec Jakuba Antczaka, który w tej chwili gra na wypożyczeniu w Katowicach?
Jakub Antczak niestety nie rozwija się tak, jak wszyscy by tego oczekiwali. Wypożyczenie do GKS-u już po okresie przygotowawczym było błędem. Na dodatek ten piłkarz nie pasuje do waszego systemu i zapewne zimą Lech ściągnie go do Poznania, by potem znowu go wypożyczyć. Niestety Jakub Antczak stracił pół roku, aktualnie w Lechu kibice nie mają co do niego żadnych oczekiwań.

Wyrosło całe pokolenie kibiców Lecha, którzy nie pamiętają meczów z GieKSą. Czy dla przeciętnego poznańskiego kibica GKS jest „firmą”, z którą mecze mogą przyprawiać o szybsze bicie serca?
Szybsze bicie serca? Na pewno nie, natomiast dla starszych kibiców GKS to na pewno ważny rywal. Tak jak wspomniałem na początku, GKS Katowice to historia polskiej piłki, rywalizowaliśmy z wami w pamiętnych dla nas, mistrzowskich sezonach w latach 80. i 90. i nigdy nie były to łatwe spotkania. Dla młodszych kibiców GKS Katowice to ciekawy rywal bardziej ze względu na styl, jaki obecnie pokazuje.

Czy w Poznaniu wciąż jest moda na Lecha, a trybuny w sobotę mają szansę się zapełnić?
Aktualnie moda na chodzenie na mecze jest w całej Polsce i większość klubów notuje teraz na domowych meczach wysokie frekwencje. W Poznaniu jest tak samo, choć ta jesień pod względem kibicowskich emocji jest u nas nudna. Meczów jest mało, gramy 3-4 razy w miesiącu, nie ma europejskich pucharów i szybko skompromitowaliśmy się w Pucharze Polski. Mecze Lecha w Poznaniu to tej jesieni towar deficytowy. Na komplet w sobotę nie ma już szans, ale na 30 tysięcy widzów na trybunach już tak. Będzie to w końcu ostatni mecz Lecha w Poznaniu w 2024 roku, Kolejorz jest liderem, porwał kibiców wynikiem dwa tygodnie temu, więc 23 listopada trybuny będą wyglądały bardzo dobrze.

W ostatniej kolejce Kolejorz dał prawdziwy popis w meczu z Legią. Przed takim meczem z pewnością panuje dodatkowa mobilizacja. Czy w pojedynku z GKS będzie o to trudniej?
Mecz z GKS-em to mecz pułapka. Sama wygrana nad Legią 5:2 to zwycięstwo tylko za 3 punkty, jednak na wielu polach było nam ono bardzo, ale to bardzo potrzebne. Udało się wygrać w świetnym stylu, a teraz wypada ograć waszą drużynę. Wszyscy w Poznaniu liczą na dobre, ofensywne spotkanie i przede wszystkim na otwartą grę GKS-u, dzięki czemu naszej drużynie będzie grało się łatwiej. Nie wiem, jak wy na to patrzycie, ale dla Lecha pokonanie GKS-u to obowiązek, jeśli po jesieni chcemy być liderem, a taki jest nasz cel. Musimy być liderem, by budować entuzjazm przed wiosną 2025 i by nastroje podczas długiej przerwy zimowej były niezłe.

Mimo dobrej postawy w tym sezonie zdarzają się Wam wpadki, jak odpadnięcie z Pucharu Polski czy porażka z Puszczą, którą GKS odprawił z bagażem 6 goli. Jest problem ze stabilizacją formy na najwyższym poziomie? Co zrobić by uniknąć takich wpadek w dalszej części sezonu?
To były kompromitacje wprowadzające nerwowość i niepewność wśród kibiców, którzy potem ostrożnie podchodzą do takich meczów, jak z GKS-em. Dlaczego Lech się wtedy skompromitował? Pomijając czerwoną kartkę Gurgula w Krakowie, zespół Lecha ma problem z rywalami, którzy głęboko się bronią grając z kontry, murują dostęp do własnej bramki i stawiają tylko na stałe fragmenty gry. W wielu meczach z dużo słabszymi na papierze rywalami mieliśmy też problem z ustabilizowaniem gry. Przykładowo w spotkaniach z Motorem i Radomiakiem graliśmy dobrze przez 30 minut, a potem nagle zespół odpuszczał i tracił boiskową kontrolę. Mamy też problem z jakością rezerwowych – letnie okienko było słabe, a rezerwowi wnoszą niewiele lub nie wnoszą nic do drużyny. Wpuszczenie kilku zmienników w pucharowym meczu z Resovią miało fatalne skutki. Aktualnie Lech Poznań bazuje na solidnej, pierwszej jedenastce, na liderach takich jak Joel Pereira, Radosław Murawski, Antoni Kozubal, Mikael Ishak, Afonso Sousa czy Patrik Walemark, którzy muszą być zdrowi, aby Lech sięgnął po tytuł Mistrza Polski. Nie ma co ukrywać, że ten zespół zimą potrzebuje wzmocnień i to w każdej formacji.

Lech Poznań jest obok Legii jedynym klubem z czołówki, z którym nie skrzyżowały się nasze drogi od spadku z Ekstraklasy. Masz jakieś szczególne wspomnienia z naszych pojedynków sprzed dwóch dekad?
Pamiętam mecze z GKS-em z przełomu wieków. To były ciekawe na trybunach i na boisku mecze, w których nie brakowało goli i nigdy nie było w nich bezbramkowego remisu. Pamiętam drogę po Puchar Polski w 2004 roku, która prowadziła do trofeum przez mecze z wami. Lata temu, w 1995 roku było też takie spotkanie wygrane przez nas w Poznaniu 4:1, w którym 3 gole zdobyliśmy w ostatnich minutach. Lecha i GKS łączy także barwny napastnik Krzysztof Gajtkowski, który zapisał się w historii Lecha zdobyciem 5 goli w meczu z Pogonią. Osobiście pamiętam również przyjazd waszych kibiców na Remes Cup kilkanaście lat temu. Zapełniliście wtedy sektor za jedną z bramek i doping GKS-u był świetny.

Jakiego meczu spodziewasz się w sobotę?
Spodziewam się ciekawego, otwartego meczu z obu stron. Lech będzie atakował, bo musi wygrać i nie może sobie pozwolić nawet na remis, natomiast wy przełamaliście się w Krakowie i tak naprawdę nie macie nic do stracenia. Remis byłby pewnie wzięty w Katowicach za dobry wynik. Wierzę, że wasz zespół z byłymi lechitami Wasielewskim i Czerwińskim nie postawi w Poznaniu przysłowiowego autobusu w swoim polu karnym.

Jaki wynik typujesz?
Lech wygra 2:1 lub 3:1. Jest tylko jedno ale: musimy jako pierwsi zdobyć gola, bo bez bramki na 1:0 może być ciężko nawet o remis. Jak pokazują statystyki, strzelając pierwszego gola wygraliśmy 11 na 12 meczów, natomiast po stracie gola jako pierwsi za każdym razem przegrywaliśmy (3 razy w sezonie, 2 razy w lidze). Ten bilans mówi chyba wszystko.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek 2029!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania. 

Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.

Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem. 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowskie święto w Kielcach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga