Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: wyniki na miarę potencjału
Do pojedynku Korony z GKS-em oba zespoły będą przystępować bez obaw o ligowy byt, ale też bez szans na czołowe lokaty w lidze. Czy przełoży się to na typowy poniedziałkowy mecz „o pietruszkę” czy też piłkarze pozbawieni presji dadzą się ponieść fantazji i zafundują kibicom ciekawe widowisko? O przewidywania na ten mecz i ogólne nastroje w Kielcach na finiszu sezonu zapytaliśmy Michała Gajosa z Radia eM Kielce.
Sytuacja, w której po 30 kolejkach Ekstraklasy zarówno GKS, jak i Korona są pewne utrzymania, jest dla obu klubów wymarzonym scenariuszem. Mając w pamięci walkę o ligowy byt do ostatniej kolejki poprzedniego sezonu, spodziewałeś się, że tym razem będzie inaczej?
Wierzyłem, że może to być sezon, w którym wreszcie będzie trochę spokojniej, natomiast pierwsza część rozgrywek na to nie wskazywała. Co prawda w miarę upływu czasu drużyna Jacka Zielińskiego wyglądała coraz lepiej, ale w dużej mierze przypominało to Koronę Kamila Kuzery, głównie ze względu na sytuację w tabeli. Korona zimowała w strefie spadkowej, więc obawy były. Natomiast patrząc, jak prezentuje się ta drużyna, jak rośnie z każdym kolejnym meczem, jak wygrywa na wyjazdach, co było naszą piętą achillesową w poprzednich sezonach, wierzyłem w pozytywne zakończenie sezonu. Z drugiej strony podobnie myślałem rok temu, gdy udanie rozpoczynaliśmy rundę zwycięstwem z ŁKS-em, tymczasem musieliśmy się bić o utrzymanie do ostatniego meczu z Lechem. W Kielcach nigdy niczego nie można być pewnym.
Kto bardziej zaskoczył, GKS czy Korona?
Mimo wszystko postawa GKS-u jest bardziej zaskakująca. Od co najmniej dwóch lat mówi się w Kielcach o Koronie jako o drużynie z potencjałem minimum na spokojne utrzymanie i ja podzielam tę opinię. Jest tutaj wielu zawodników, którzy powinni gwarantować tak spokojny sezon jak obecny, natomiast forma GKS-u była sporą niewiadomą. W ostatnich latach beniaminkowie zwykle byli zamieszani w walkę o utrzymanie i regularnie spadali z ligi, nawet w liczbie większej niż jeden. W opinii wielu GKS miał napisać podobny scenariusz, natomiast patrząc na wasz skład, który jest mieszanką młodości i doświadczenia, widać pomysł na zbudowanie solidnej drużyny. Bartosz Nowak jest postacią znaną w Ekstraklasie, doświadczenie na tym poziomie mają też między innymi Dawid Kudła, Marcin Wasielewski czy Lukas Klemenz, który swego czasu grał w Koronie. W połączeniu z kilkoma młodszymi zawodnikami okazuje się, że dajecie radę. W tym sezonie beniaminkowie – zarówno GKS, jak i Motor – dodali Ekstraklasie jakości i kolorytu.
Wiele dobrego mówi się o trenerach młodego pokolenia, którzy podbijają ostatnio Ekstraklasę. W Kielcach postawiono natomiast na doświadczenie. Dziś można powiedzieć, że była to dobra decyzja.
Pozycja Korony w tabeli jest w dużej mierze zasługą Jacka Zielińskiego, który dał drużynie stabilizację, zwłaszcza w defensywie. Gdy przychodził do Kielc, pisałem na Twitterze, że być może nie zapewni Koronie wielkiego rozwoju, ale drużyna będzie grać na miarę swojego potencjału, zajmując miejsce w środku tabeli. Dziś znalazło to potwierdzenie, natomiast jest w tym coś więcej, bo pod okiem trenera Zielińskiego rozwijają się kolejni młodzi zawodnicy. Korona najszybciej w lidze wypełniła limit występów młodzieżowców i nadal na nich stawia. Jacek Zieliński zbudował kilku niezłych zawodników na kolejne sezony: Zwoźny, Strzeboński, Konstantyn, Matuszewski czy Smolarczyk mają dłuższe kontrakty w Kielcach i w przyszłości będą stanowić o sile Korony.
W czym tkwi tajemnica sukcesu Zielińskiego w Kielcach?
Jacek Zieliński zaczął od uporządkowania obrony, bo jeśli nie tracisz bramek, to nie przegrywasz meczów. Kluczem był zimowy okres przygotowawczy, kiedy Korona szlifowała system gry z piątką obrońców, w tym dwoma wahadłowymi. W każdej konfiguracji personalnej Korona zazwyczaj wygląda w tym systemie bardzo dobrze. Nawet Kóstas Sotiríou, który trafił do Kielc zimą, szybko wskoczył do składu i dopasował się do linii obrony. Wiosną tracimy mało bramek, ale też strzelamy coraz więcej. Wszystko zaczęło działać, jak należy. Dobrym przykładem jest tu Martin Remacle, który wcześniej zakulisowo narzekał zarówno na ustawienie, jak i na swoją rolę w zespole. Teraz gra niżej niż za Kamila Kuzery i dobrze przystosował się do nowego systemu. Nie strzela już wprawdzie tylu goli co w poprzednim sezonie, ale jest ważną postacią drugiej linii.
Które mecze szczególnie podnoszą ciśnienie kibicom Korony?
Mówiąc pół żartem, pół serio, najwięcej emocji budzą te mecze, które ostatecznie udaje się wygrać. Ostatnio coraz częściej słyszy się w Kielcach, że „święta wojna” z Radomiakiem to już nie to, co dawniej i kibice Korony bagatelizują rangę tych meczów. Wpływ na takie podejście mają na pewno ostatnie wyniki, bo Radomiak ma powody, by dogryzać Koronie: w Radomiu było 0:4, a w Kielcach 1:3, więc jest to bolesny bilans dla Korony. W kolejnym sezonie będzie więc chęć rewanżu z naszej strony i dodatkowe emocje wśród kibiców. Z kolei z Widzewem Korona wygrała w tym sezonie wszystko – dwukrotnie w lidze i raz w Pucharze Polski. Obaj rywale są ważni dla Korony, bo na każdym z meczów kielecka Exbud Arena wyprzedała się do ostatniego miejsca. Podobnie było z resztą na ostatnim meczu z Jagiellonią.
Szerokim echem odbił się w mediach mecz Puszczy z Pogonią, w którym Portowcy zaliczyli spektakularną nomen omen pogoń za rywalem i wygrali 5:4. Który mecz Korony wywołał u was podobne emocje?
Nie będę szukał daleko i wskażę mecz z Jagiellonią z ostatniej kolejki. Nie był on może tak spektakularny jak zwycięstwo Pogoni w Niepołomicach, ale zachowując wszelkie proporcje dostrzegłem pewne odniesienia do rozgrywanego dzień wcześniej finału Pucharu Króla. Zarówno Korona, jak i Real fatalnie rozpoczęły i dopiero w drugiej połowie odrodziły się, podejmując walkę. Ostatecznie Puchar wygrała Barcelona, natomiast Korona skutecznie goniła wynik w meczu z Mistrzem Polski. Po 30 minutach, kiedy Jagiellonia dominowała na boisku i prowadziła po bramce Pululu, nic nie zapowiadało zwrotu akcji. Tymczasem Korona wygrała przekonująco i zasłużenie. Ponadto, szczególnie pamięta się mecze wygrane po golach w końcówce, więc warto tu przywołać nasz ostatni pojedynek w Katowicach.
Na największą gwiazdę Korony wyrósł ostatnio Mariusz Fornalczyk. Jego dobre występy nie przechodzą bez echa i zainteresowanie lepszych klubów z każdym tygodniem rośnie.
Kolejka chętnych na Fornalczyka jest na pewno długa. Jeśli chodzi o polskie kluby, to mówi się, że wielomilionowym budżetem na transfery będzie dysponował Widzew, poza tym cała ligowa czołówka ma możliwości finansowe zdecydowanie większe niż Korona. Obserwuję jednak Mariusza i moim zdaniem jest to typ piłkarza, który nie zawaha się wskoczyć na głęboką wodę i może chcieć spróbować swoich sił od razu za granicą. Pytanie, jakich ma doradców i co planują jego menedżerowie. Fornalczyk generuje olbrzymie zainteresowanie, które wykracza nawet poza ocean, bo pojawiają się informacje o zainteresowaniu ze strony klubów MLS. Sam jestem ciekaw, jak potoczą się jego losy, bo jest to piłkarz z ogromnym potencjałem.
Lotem błyskawicy rozchodzą się w Internecie filmiki z popisami Fornalczyka zarówno w Koronie, jak i młodzieżowej Reprezentacji Polski. Kiedy doczekamy się takich obrazków w seniorskiej kadrze?
Fornalczyk zdobył pięknego gola w meczu z Jagiellonią, a gdy schodził z boiska, machał do kogoś z sektora VIP. Zażartowałem wtedy w transmisji radiowej, że pozdrawia siedzącego tam selekcjonera. Nawet jeśli Michał Probierz przyjechał do Kielc obserwować graczy Jagiellonii, to w drugiej połowie patrzył zapewne wyłącznie na skrzydłowego Korony, który skupił na sobie uwagę wszystkich na trybunach. Patrząc, jak słabo obsadzone są ostatnio skrzydła reprezentacji Polski, jestem przekonany, że znalazłoby się tam miejsce dla Fornalczyka. Jedyną przeszkodą mogą być młodzieżowe Mistrzostwa Europy, bo Mariusz jest bardzo ważną częścią tej drużyny. Trener Majewski nie będzie skłonny oddać Fornalczyka przed tak ważnym turniejem, natomiast wiadomo, że ostatnie słowo należy do Michała Probierza.
Nasz ostatni mecz przy Bukowej był dla kibiców GieKSy sporym rozczarowaniem. Jak wspominasz tamten pojedynek?
Zaczęło się od dość szybko strzelonej bramki przez byłego piłkarza Korony – Lukasa Klemenza i wszystko wskazywało na to, że będzie to kolejny mecz na wyjeździe, którego nie uda nam się wygrać. Obraz meczu odmienił rajd Wiktora Długosza, po którym sędzia podyktował rzut karny. Ta decyzja mogła wzbudzać kontrowersje, ale koniec końców pozwoliła Koronie wrócić do meczu. Mimo to uważam, że w przekroju całego spotkania to GKS był zespołem lepszym, przeważał i wydawało się, że kontrolował przebieg wydarzeń na boisku. Mocno dał się nam we znaki Borja Galan, który szczególnie w drugiej połowie bardzo się uaktywnił i pokazał piłkarską jakość. Długo wydawało się, że to GKS jest bliżej zwycięstwa, tymczasem w samej końcówce do siatki trafił Dawid Błanik i trzy punkty pojechały do Kielc.
Jesienią Michał Janus doskonale wytypował strzelca bramki dla GieKSy. Jakie są twoje przewidywania przed poniedziałkowym meczem?
Spróbuję pójść podobnym tropem i postawię na gola Filipa Szymczaka, który zanim trafił do GKS-u, był łączony z Koroną Kielce. Ostatecznie wybrał Katowice i być może będzie chciał udowodnić, że wybrał lepszy zespół. Spodziewam się, że oba zespoły trafią do siatki i obejrzymy dobre, ofensywne starcie, nie jak typowy, nudny poniedziałkowy mecz w Ekstraklasie na dogranie kolejki. Wierzę w zwycięstwo Korony i liczę, że za ciosem pójdzie Jewgienij Szykawka, strzelając kolejnego gola. Być może na boisko wybiegną zawodnicy z drugiego szeregu i mam nadzieję, że wykorzystają swoją szansę.
Jaki wynik przewidujesz?
W głowie mam 2:1 dla Korony, ale ostatecznie postawię na remis 2:2.
Nasz poniedziałkowy mecz cieszy się dużym zainteresowaniem fanów Korony?
Dla kibiców nie jest to raczej spotkanie z kategorii tych o najwyższej temperaturze, ale bilety sprzedają się dobrze i spodziewam się co najmniej 10 tysięcy widzów. Moim zdaniem taki poziom frekwencji to absolutne minimum dla Korony i w ostatnich meczach tak się dzieje. Podobnie będzie w poniedziałek, tym bardziej że do Kielc przyjadą kibice GieKSy, więc jestem spokojny o atmosferę na trybunach.
Możemy już spokojnie śledzić ligowe rozstrzygnięcia. Jak na tym etapie oceniasz sezon, kto twoim zdaniem sięgnie po mistrzostwo, a kto pożegna się z Ekstraklasą?
Największym rozczarowaniem jest niewątpliwie Śląsk Wrocław, który przed rokiem walczył jak równy z równym z Sankt Gallen w kwalifikacjach Ligi Konferencji. Dziś natomiast jedną nogą jest już w 1. lidze. Pochwalić za to należy beniaminków, wyłączając Lechię Gdańsk, ale największe brawa należą się Jagiellonii, która wprawdzie oddaliła się od obrony mistrzowskiego tytułu, ale biorąc pod uwagę, że rozegrała już w tym sezonie 53 mecze, zajmuje miejsce na podium Ekstraklasy i świetnie zaprezentowała się w europejskich pucharach, to musi zaliczyć ten sezon do udanych i na dobre wpisała się do krajowej czołówki. Mistrzostwa życzę Lechowi Poznań, który ma moim zdaniem najmocniejszą kadrę, a z ligi spadną Śląsk, Lechia i Stal Mielec.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


Najnowsze komentarze