Kibice
Olimpia Grudziądz: Kibicowski opis rywala
Olimpia Grudziądz nie jest ekipą z najwyższej półki, ba mówiąc szczerzę i na standardy pierwszoligowe nie jest ona klubem który u kogokolwiek wzbudzał by większe emocje. Ale cóż i takich rywali się miewa i takie mecze rozegrać trzeba, zresztą nie raz to nie ranga rywala decyduje o atrakcyjności meczu. Tak jest i tym razem bo mimo iż rywal nie za ciekawy to jednak mecz z nim to szansa na odbudowę pozycji Blaszoka. Dzięki staraniom SK1964 klub bowiem obniżył ceny wejściówek i zgodził się na bezpośrednią ich dystrybucję na dzielnicach, gdy dodać do tego powszechną mobilizację na dzielnicach nie pozostaje do powiedzeni nic poza słowami WSZYSCY NA BLASZOK!
Jeśli chodzi o naszych rywali to jest to ekipa która przez lata błąkała się po niższych ligach i nigdy nie udało jej się wypracować silnego ruchu kibicowskiego. Co więcej swoje miasto Olimpia dzieli z dwoma innymi ekipami, fan clubem łódzkiego Widzewa i żużlowym GKM, ci pierwsi mimo iż nie aż tak liczni wiodą prym „na mieście” natomiast ci drudzy może i kibicowko słabsi to jednak to oni przyciągają na swój stadion pikników. Sami fani Olimpii poza Grudziądzem nie mają żadnych stref wpływów, trzy małe fan cluby w 2-3 tysięcznych miasteczkach: Łasinie, Warlubiu i Radzyń Chełmińskim wszystkie przybywające na Olimpię w liczbach oscylujących wokół 20osób to wszystko czym Grudziądzanie mogą się poszczycić. Jak na tak niewielką ekipę trzeba pochwalić Grudziądzkich ultrasów z grupy BZF’07 którzy radzą se całkiem nieźle i kilkukrotnie już zaprezentowali okazałe oprawy. Jeśli chodzi o zgody i kosy Olimpijczyków to jedynymi ich przyjaciółmi są kibice Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie (od 29.07.2009) z którymi mają układ, do wrogów zaliczyć trzeba lokalnego rywala z GKM Grudziądz poza tym pobliskie fan cluby Warszawskiej Legii: Spartę Brodnica i Legię Chełmża dalsze kosy to Włocłavia Włocławek i Dąb Barcin (FC Zawiszy) który na rzecz Olimpii jakiś czas temu pozbył się dwóch swoich flag.
Jeśli chodzi o historię naszych meczów z Olimpią to zbyt wiele do opisywania nie ma, nam w Grudziądzu ani Olimpii u nas nie było dane się pojawić, ale za to tak się złożyło że na ostatnim ze spotkań świętowaliśmy 15 lecie zgody z Baníkiem, ten mecz chyba każdemu zapadł w pamięci, no ale nie czas żyć wspomnieniami, sprawmy by i z najbliższego spotkania było co wspominać. WSZYSCY NA BLASZOK!
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.


Kamil
30 października 2012 at 18:12
Wszyscy na Blaszok Wszyscy!!!!!!!
Pszczyna
30 października 2012 at 20:07
niech zapelnia blaszok te zabole ktorych wzielisci do gdyni zamiast nas kibicow GieKSy na wyjezdzie wiecej fan gornika naszych wstydzcie sie
Rob
30 października 2012 at 21:59
Mam nadzieję że takie ciule jak Pszczyna na mecze nie chodzą a pierdolenie gupot to ich sposób na dowartościowanie się
Zaba-Bogucice
31 października 2012 at 03:19
Pszczyna jak zwykle duzo pierdoli na necie,a mało na blaszoku.Na 90 minut juz sie wypłakałes kolo?Bilet za 5 zeta to zapierdalaj i złóz petycje w tej sprawie podczas sobotniego spielu!Albo zapierdalasz na spiel,albo zamilcz,prowokatorze!
Hanys
31 października 2012 at 08:39
Niech Blaszok zacznie wreszcie żyć!!!Wszyscy na szpil!!
Kamil
31 października 2012 at 09:06
Blaszok Umiera Postawmy go na NOgi!!!!!!!!!!!!!
Gieksiorz
31 października 2012 at 09:11
poniekad ma racje chop z Pszczyny zamiast wziasc nos Gieksa na szpil to Gornik pojechol i fany z Gornika zamiast Gieksa On Tour…
Marek
31 października 2012 at 10:33
Pszczyna, Gieksiorz: Górnika w Gdyni było 40 osób, GieKSy 100, Górnik miał 1swoją flagę + jedną małą, GieKSa 2 swoje + 1 małą. Więc nie siejcie gorzkich żali o tym ilu to ich było.
A jak wam się nie podoba, że nie było atrakcyjnego wyjazdu do Gdyni to pokażcie, że jesteście z tym klubem ZAWSZE, a nie tylko na hitah rundy. Zresztą ciekawe ile osób by zrezygnowało jak by mieli jechać 20 godzin stojąc w korytarzach bo tak by się musiał to skończyć przy wyjeździe tam w większej liczbie lub zapłacić po 150zł za specjal.
W dalszą polemikę wdawać się nie będę.
WSZYSCY NA OLIMPIĘ !
N.K.W.D.
31 października 2012 at 16:53
był ktoś z Bazalu na Arce?
Pszczyna
31 października 2012 at 19:16
marek gornik 3 fany torcida,ruda,piekary moja GieKSa 2 persona i kostuchna{o ile dobrze widza} lonczonej nie licza wiync mi tu nie dopczcie choc nie akceptuja gornika to nie boli mie to ze tam byli ale to w jaki sposob byl tyn wyjazd robiony w tajemnicy,zrobilo sie towarzystwo wzajymnj adoracji a co do szpili to bylech na kazdym oprocz poloni bytom nawet na jakims kolejarzu,do mie czy 5 czy 15zeta to nie problym a wy na mecz z sosnowcym robicie bojkot z kuli poru groszy i robicie wstyd na calo polska,do soboty,nara
mózG
1 listopada 2012 at 00:39
hahaha
widać że pszczyna nie jest normalny. Nie rozumiesz kibicowskiego życia czy co?!
Kibice nie weszli do Satelity ponieważ uwaga: Klub nie wydał biletów w cenie przedsprzedażowej tylko w cenie z dnia meczu. Ich psim obowiązkiem jest sprzedawanie tańszych biletów kiedy nie ma biletów w przedsprzedaży. Nie mówiąc już o tym, że Domogała OBIECAŁ dzielnicom bilety w przedsprzedaży na kilka dni przed spotkaniem a później pluł się, że nie może dzielić kibiców na 2 kategorie. Moim zdaniem powinien normalnie dać wtedy bilety za niższą cenę no ale chuj, pokazał jak mu zależy na kibicach w tym klubie.
Pojeb konkretny.
Jeśli nie zauważasz, że w Klubie dzieje się źle z powodu zarządzających to Ci Pszczyno współczuję.
KLEOFAS_1964
1 listopada 2012 at 08:22
Zostawcie Pszczyne w spokoju. Jak i tam innego kolesia co maja odwage napisać o sprawie. Nie chodzi mi o Górnik ino ogólnie o sprawy wyjazdowe. Sam chciałem na Arka jechać ino, ze nie znam „dzielnicowych”, kerzy prawie moga byc moimi synami….to co juz nie pojada ja? Ja musze wczesniej wiedziec co i jak bo trza urlopy brac jak na Zawisza na wiosna czy Elblag. I pewno takich jest wiyncej…To po co jest ta ZAJTA (strona) ??? i ten cały gówniany internet??? ….Panowie z SK zastanówcie sie czy to jest dobra polityka…Wszystkie normalne kluby i ich kibice zyja wyjazdami, zreszta mozna popatrzec zza miedze, daleko nie trza…Tu wazny szpil z Arka a wszedzie ino banery i tematy o …Olimpii na Bukowej to sobie odpowiedzcie sami na pytanie. Ino, aby nie było za późno, Bo liczby wyjazdowe Gieksy TOPNIEJĄ…Dzis juz ino 100 osób, za pół roku bydzie 50…Niewielu jest takich jak i jo co 40-tka na karku a dalej im sie chce, ale tacy są ! Juz nie wspomna o bajtlach, kerzy tez chcielby by w koncu na jakis wyjazd pojechać. Byłem w Bielsku widziałem trans BKSu na kozdym mozliwym moscie BKSu o jakims 'wyjezdzie” na jaks wioche…jaka to liga??? sam nie wiem U nas I Liga ZERO, NULL I TYLA
mózG
1 listopada 2012 at 17:18
No to zapraszam na wyjazd do Ząbek skoro masz zamiar być na wyjeździe. Liczby na Blaszoku też topnieją, może tym się warto zastanowić i zaprosić swoich znajomych na mecz? Dzielnicowych warto znać i działać na dzielnicy a nie tylko jeździć na wyjazdy.
Pozdrawiam
KLEOFAS_1964
1 listopada 2012 at 18:47
@mózG Ty se chyba jaja robisz te… Jo zech dosyc sie najezdził z Gieksa po Polsce…a nawet poza nią. Na Bukowej jestem od pocz. lat 80-tych. Mój syn dorasta i juz sie wkręca w klimaty. Jakby kozdy wykonał to co ja (ze spłodziłech kolejne pokolenie, akywne a sam jeszcze laza i mom checi na wyjazdy) to by na Bukowa łaziło po 10tys lettko…a nie jedni i ci sami…. Z moich czasów mało ludzi juz zostało…ale jeszcze są. Problem tkwi w jednym. Nie porównuj jakis zabek do Arki. Jak były oficjalne wyjazdy Elblag, Zawisza – wiosna efekt był cołkiem inny 500-800 frekwencjo, wiync cos w tym jest co nie? Arka ma konkretny sektor dla przyjezdnych i ekipy tam jezdzą w bardzo duzych liczbach…nos (wos) było 100 osób…Licza ino, ze ludzie z SK cos z tym zrobią…A na „dzielnicy” to zech działał w latach 90-tych…nie do mnie ta mowa – mamy 2012 rok…..Po kilkuletniej tułczce mieszkam teroz w Centrum