Piłka nożna
Olimpijska GieKSa
Za nami otwarcie Igrzysk XXX Olimpiady w Londynie. Wprawdzie atmosfera wokół GKS-u Katowice daleka jest od olimpijskiej idei braterstwa i „świętego rozejmu”, ale warto przy tej okazji przypomnieć o olimpijczykach występujących na co dzień w złoto-zielono-czarnych barwach.
Po raz pierwszy na arenach letnich igrzysk olimpijskich, przedstawiciele Górniczego Klubu Sportowego Katowice pojawili się… na długo przed jego powstaniem. Stało się tak za sprawą szermierzy Górnika 1920 Katowice, który w 1964 roku współtworzył wielosekcyjny GKS. Pionierem był szablista Zygmunt Pawlas, który w 1952 roku w Helsinkach w turnieju drużynowym zajął piąte miejsce, a cztery lata później w Melbourne – również drużynowo, zdobył srebrny medal. Polacy pokonali wówczas Anglię, Stany Zjednoczone, Związek Radziecki i Francję, by w finale ulec Węgrom.
Podczas Igrzysk XVII Olimpiady w Rzymie w roku 1960, w kadrze Polski znalazły się z kolei florecistki Górnika 1920 Katowice – Sylwia Julito i Elżbieta Pawlas. W turnieju indywidualnym, pierwsza z nich odpadła w ćwierćfinałach, natomiast druga zajęła 6. miejsce. Nieco lepiej naszym szermierkom poszło w rywalizacji drużynowej (wraz z G. Migas i B. Orzechowską), w której zajęły piątą lokatę.
W roku, w którym powstał GKS Katowice, letnie igrzyska odbyły się w Tokio. Na tej imprezie zabrakło jednak GieKSiarzy. Za to podczas kolejnych było ich już pięcioro. Najsilniejszą reprezentację w Meksyku posiadała sekcja szermierki. Oprócz wspomnianej już Elżbiety Mnich, swoje umiejętności zaprezentowały również Halina Balon i Wanda Fukała, które tworzyły drużynę florecistek (wraz z E. Cymerman-Franke), jak również występowały w turnieju indywidualnym. Niestety na każdym polu rywalizacji musiały one uznać wyższość swoich przeciwniczek już w pierwszej fazie eliminacji. Lepiej wypadł Franciszek Sobczak, który zajął 5. miejsce w turnieju drużynowym w szabli. Na tym turnieju pojawił się również przedstawiciel siatkarskiego GKS-u – Tadeusz Siwek, który wraz z drużyną uplasował się na 5. miejscu.
Kolejne igrzyska przeszły do historii głównie z powodu śmierci 11 sportowców izraelskich, którzy zginęli podczas nieudanej próby odbicia ich z rąk członków palestyńskiej organizacji „Czarny Wrzesień”. Pomimo tragedii jaka rozegrała się w Monachium, zawody – w myśl słów przewodniczącego MKOl., Avery’ego Brundage’a: „the games must go on” – były kontynuowane.
Tradycyjnie już na planszach szermierczych pojawili się przedstawiciele GieKSy. Drugi raz z rzędu wystąpiła na nich Halina Balon. Tym razem, florecistka GKS-u pomyślnie przeszła przez eliminacje, wygrywając pięć pojedynków, jednak w ćwierćfinale na cztery stoczone walki wygrała tylko jedną i nie zakwalifikowała się do dalszej rywalizacji. Swój debiut na olimpijskich planszach zaliczył z kolei szpadzista Jerzy Janikowski, który wystąpił zarówno w turnieju indywidualnym (nie zakwalifikował się do finału), jak i drużynowym (6. miejsce). Po raz pierwszy na olimpijskich matach pojawili się również zapaśnicy górniczego klubu. Bernard Szczepański (48 kg) przegrał dwie walki (z Włochem Calafiore i Grekiem Vanatasem), a Stanisław Krzesiński (74 kg) zremisował z reprezentantem RFN Schroetelem, wygrał z Japończykiem Date, a w walce ze Szwedem Karlssonem został zdyskwalifikowany. Warto pamiętać, że w tym turnieju wziął udział również zapaśnik Elektryczności Warszawa – Andrzej Supron, który jeszcze w tym roku dołączył do kadry GKS-u, a wkrótce stał się jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych zawodników.
W roku 1976 gospodarzem letnich igrzysk było Montreal. Ponownie na szermierczych planszach nie zabrakło zawodników GKS-u. Florecistka Grażyna Staszak w turnieju indywidualnym uplasowała się na miejscach 13-16, natomiast w turnieju drużynowym zajęła (wraz z J. Bebel, B. Wysoczańską, K. Skałdanowską i K. Machnicką) 6. miejsce. Lepiej poszło Jerzemu Janikowskiemu. Katowicki szpadzista zajął 5. miejsce w turnieju indywidualnym oraz pozycje 11-19 w turnieju drużynowym (wraz z Z. Matwiejewem, L. Sworowskim i M. Wiechem). Poza szermierzami, do Kanady polecieli również nasi zapaśnicy. Stanisław Krzesiński (74 kg) odpadł w trzeciej rundzie turnieju, przegrywając z reprezentantem NRD Klausem-Dieterem Gopfertem, Andrzej Supron (68 kg) zajął 5. miejsce, a Henryk Tomanek (+100 kg) uplasował się tuż za olimpijskim podium.
Igrzyska XXII Olimpiady w Moskwie w 1980 roku przebiegały w cieniu bojkotu, do którego przystąpiło 63 reprezentacji. Powodem politycznego napiętnowania ZSRR była radziecka interwencja w Afganistanie. Jednak dla kibiców GKS-u Katowice moskiewskie igrzyska ważne były z zupełnie innego powodu. To właśnie wówczas zapaśnicy GieKSy zdobyli trzy srebrne medale olimpijskie. Do historii polskiego ruchu olimpijskiego na stałe wpisali się: Andrzej Supron (68 kg), Jan Dołgowicz (82 kg) i Roman Bierła (100 kg). Oprócz nich w zawodach wziął udział również Roman Kierpacz, ale po dwóch przegranych walkach odpadł z turnieju.
Dobre wyniki zapaśników nie zostały powtórzone podczas kolejnych igrzysk, które odbywały się w Los Angeles. W ramach rewanżu za bojkot igrzysk w Moskwie, kraje komunistyczne nie wysłały swoich sportowców do USA (wyjątkiem były Jugosławia, Rumunia, Chiny i… Ludowa Republika Konga). W ramach komunistycznego „zamiennika” zorganizowano cykl zawodów pod nazwą „Przyjaźń-84”, które odbywały się w dziewięciu krajach. Nadzieje na olimpijskie medale były o tyle uzasadnione, że podczas zawodów „Przyjaźń-84” srebrny medal zdobył Andrzej Supron (74 kg), a brązowe: Roman Kierpacz (52 kg) i Jerzy Kopański (68 kg).
Sytuacja wróciła do normy w roku 1988, podczas igrzysk zorganizowanych w Seulu. Tam jednak zapaśnicy GieKSy nie zdołali przebić się do strefy medalowej. Zarówno Roman Kierpacz (52 kg), jak i Jerzy Kopański (68 kg), zajęli piąte miejsca w swoich kategoriach wagowych. Oprócz nich, do Korei Południowej poleciał Leszek Bandach. W turnieju indywidualnym, florecista z Katowic zajął odległe 29. miejsce. O wiele lepiej spisał się w turnieju drużynowym, w którym (wraz z B. Zychem, M. Sypniewskim, P. Kiełpikowskim i W. Ciesielskim) zajął 5. lokatę.
Ostatni występ reprezentantów Górniczego Klubu Sportowego Katowice na letnich igrzyskach olimpijskim miał miejsce dwadzieścia lat temu. Dwa lata po rozpadzie wielosekcyjnego klubu, pod szyldem GKS rywalizowali jedynie piłkarze i zapaśnicy. W 1992 roku w Barcelonie obie te sekcje były reprezentowane. Jerzy Choromański zajął 9. miejsce w turnieju zapaśniczym, natomiast Piotr Świerczewski – wraz z piłkarską reprezentacją, zdobył srebrny medal olimpijski.
Warto pamiętać, że zawodnicy GieKSy brali udział również w zimowych igrzyskach olimpijskich. Wśród nich byli m.in. hokeiści, saneczkarze i narciarze. Ale to już historia na inną opowieść.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
















Potok
30 lipca 2012 at 13:27
Tak gwoli ścisłości w 1976 roku igrzyska nie odbyły się w Melbourne w Australii tylko w Montrealu w Kanadzie. Poprawcie to 🙂
sowik
30 lipca 2012 at 21:44
Masz rację… Poza lokalizacją wszystko się zgadza 😉