Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Paździerz nad paździerze, a miał być mecz GKS-u z Piastem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Piast Gliwice, który zakończył się remisem 0:0.

weszlo.com – Paździerz nad paździerze, a miał być mecz GKS-u z Piastem

Są takie mecze o których nie chce się rozmawiać, pisać, nie chce się ich pamiętać, właściwie nie wiadomo, po co one są, oprócz tego, że każdy musi zagrać z każdym po dwa razy, tak, by było parzyście. Zatem dzięki spotkaniu GKS-u z Piastem zmierzamy do tej parzystości i dziękujemy wam, panowie, za porządek w organizacji ligi.

Swoją drogą, jeśli Ekstraklasa tak lubi wykładać pieniądze – jak za Lechię – to może powinna pomyśleć o dofinansowaniu kibiców, którzy marzli i oglądali ten paździerz? Na przykład, żeby rządzący rozgrywkami rozdali im po ciepłej herbacie. Albo dali jakieś vouchery na coś, co jakkolwiek przypomina rozrywkę, czyli choćby liczenie przelatujących gołębi. Ale to chyba nie jest w żaden sposób biletowane. A szkoda – chyba lepiej wydać parędziesiąt złotych na gołębie, niż na GKS z Piastem. Co w tym meczu bowiem było? Trochę się piłkarze poszarpali, to prawda. Wykonali kilkanaście stałych fragmentów gry, to też prawda. Oddali jeden celny strzał przez pierwsze 45 minut, natomiast taki, że obroniłby go każdy na trybunach – to też niestety prawda.

I serio, dziwne, że paździerzowa loteria wybrała akurat to starcie, bo przecież jednych i drugich ogląda się na początku wiosny (ta…) naprawdę przyjemnie. Obie drużyny po sześć punktów, pokonana Legia czy Raków. Jeśli szukać w tej kolejce ciężarów, to można było stawiać na Śląsk z Widzewem, a nie na spotkanie w Katowicach. Niestety tam grali, a tu nie grali.

Z ciekawszych sytuacji widzieliśmy w zasadzie tylko uderzenia Jirki na początku drugiej połowy i na jej końcu. Poza tym – bryndza. Zero płynności, jakości, starcie dwóch nędznych drużyn, które – znów – pokazywały wcześniej, że nędzne nie są.

Więc: dlaczego? Co was, panowie, skłoniło do takiej bezradności?

W sumie – nieważne. Po prostu nie róbcie tak więcej.

gol24.pl – GKS Katowice zremisował bezbramkowo z Piastem Gliwice. Ciekawiej na trybunach niż na boisku

GKS Katowice zremisował w drugim niedzielnym meczu 21. kolejki PKO Ekstraklasy przeciwko Piastowi Gliwice. W przedostatnim domowym starciu przy Bukowej, przed przeprowadzką goli nie oglądaliśmy. Zdecydowanie ciekawiej było w pierwszej połowie na trybunach niż murawie.

[…] Drugi niedzielny mecz w Katowicach za wielu emocji kibiców w mroźne popołudnie nie przyniósł. Przy Bukowej w pierwszej połowie więcej niż goli, oglądaliśmy stałych fragmentów gry. Spotkanie było zamknięte, a obie drużyny mocno pracowały w defensywie i środkowej tercji boiska. Nikt nie chciał popełnić błędu.

Ciekawiej było na trybunach przy Bukowej. Był to przedostatni domowy mecz przed przeprowadzką i z tej okazji fani puścili serpentyny ze swojego sektora przed pierwszym gwizdkiem. Kiedy natomiast i z kim odbędzie się inauguracja na nowym, odświeżonym obiekcie? Przypadnie ona na ostatni weekend marca, kiedy GKS mierzyć się będzie w meczu przyjaźni z Górnikiem Zabrze. Wcześniej podopieczni trenera Góraka zmierzą z Zagłębiem Lubin u siebie.

Sytuacji w meczu było jak na lekarstwo. Statystyki po pierwszej połowie? Pierwszy strzał celny gospodarze oddali na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry. Wtedy Frantisek Plach poradził sobie z próbą Borjy Galana z rzutu wolnego. Wcześniej dwukrotnie podopieczni trenera Rafała Góraka oddawali niecelne uderzenia, a goście trzykrotnie mylili się i nie trafiali nawet w światło bramki Dawida Kudły.

– Na pewno nie jest urodziwy mecz. Bardzo dużo długiej piłki, bardzo dużo niewymuszonych błędów. Ale cóż, no czekamy na swoją tak naprawdę jedną okazję, bo mieliśmy w pierwszej połowie dużo stałych fragmentów – mówił w przerwie meczu, Adrian Błąd, czyli atakujący tegorocznego beniaminka z Katowic.

– Ile tych rożnych by nie było, to zawsze jest ich sporo, więc czekamy na ten jeden konkretny. Najważniejsze, że stwarzamy gdzieś te i dochodzimy przede wszystkim do pola karnego rywala – tłumaczył reporterowi Canal+Sport.

W drugiej połowie również oglądaliśmy zamknięty mecz. Choć na boisku pojawili się dwaj wypożyczeni piłkarze z ligowej czołówki. Filip Szymczak (z Lecha Poznań) zameldował się w 59. minucie. Zmienił Sebastiana Bergiera, a w 78. minucie Dawid Drachal (z Rakowa Częstochowa).

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS Katowice i Piasta Gliwice zobaczyli twarde derby, w których nie padł żaden gol

W meczu dwóch zespołów, które do tej pory wygrały wiosną po dwa mecze, obie serie dobiegły końca. GKS Katowice z Piastem Gliwice zremisował bez goli.

W niedzielne wczesne popołudnie na Bukowej spotkały się dwa z trzech zespołów, które wygrały dwa pierwsze wiosenne mecze. Derby GKS-u Katowice z Piastem Gliwice zapowiadały się więc znakomicie.

Już początek spotkania dał jednak odpowiedź na pytanie, jak to starcie będzie wyglądało. Na murawie rozgorzała twarda walka, sporo pracy mieli masażyści, a „trup” słał się gęsto. Do niebezpiecznego zdarzenia doszło już po pięciu minutach, gdy głowami zderzyli się Alan Czerwiński i Jorge Felix. Ostatecznie obaj zdołali wrócić do gry.

Ekipa Aleksandara Vukovicia koncentrowała się na wysokim pressingu, całkowicie neutralizując najgroźniejszą broń gospodarzy, czyli szybkie ataki. W efekcie pod bramkami najgroźniej bywało po indywidualnych błędach popełnianych przez obrońców, ale generalnie w pierwszej połowie gra przypominała szarpanie się pięściarzy w klinczu. Sporo było też spalonych i kolejnych fauli.

Na trybunach – w Katowicach po raz kolejny zanotowano sold out, a z Gliwic przyjechało 400 fanów – doping trwał nieustannie. Do przerwy jednak gole nie padły i obaj szkoleniowcy mieli nad czym myśleć. Na jedyną zmianę zdecydował się Vuković – miejsce Macieja Rosołka zajął Miłosz Szczepański. Rafał Górak z kolei skoncentrował się na rozwiązaniach taktycznych i katowiczanie zaczęli uderzać z dystansu.

Pierwszą konkretną okazję do zdobycia gola miał jednak Piast. Erik Jirka dopadł do piłki tuż przed punktem rzutu karnego i Dawid Kudła mógł popisać się efektowną interwencją, tym trudniejszą, że po rykoszecie od obrońców.

Tempo gry zaczęło rosnąć ze wskazaniem na gości. Piast zaczął dominować w środku boiska i próbował zaskoczyć katowiczan podaniami w pole karne. Miał też rzuty wolne – najbliżej szczęścia był Michał Chrapek, ale efektów bramkowych jak nie było, tak nie było. GKS atakował rzadziej, ale ewidentnie brakowało mu pomysłów, a może i środków, do zdemontowania gliwickiej defensywy. W 85 minucie losy meczu mógł rozstrzygnąć Borja Galan, ale Frantisek Plach nie dał się pokonać. Podobnie jak w doliczonym czasie Kudła po potężnym uderzeniu Jirki.

Katowiczanie w derbach zagrali w nowych zielonych koszulkach, na których znalazły się motywy związane z obecnym stadionem. To element pożegnania z Bukową, które ma nastąpić przed marcowym meczem z Górnikiem Zabrze.

katowickisport.pl – Bezbramkowe derby GKS-u z Piastem

To były derby, w których kibice zobaczyli sporo walki. Niestety, zabrakło goli. Mecz zapowiadał się nieźle, bo zarówno Gieksa jak i Piast wygrały swoje dwa pierwsze mecze tej wiosny. Jednak już od pierwszej minuty na murawie oglądaliśmy więcej ostrych starć niż składnych akcji. Niestety, to nie był ładny mecz i wynik 0:0 to potwierdza.

Bezbramkowy rezultat sprawił, że GKS zachował ósmą pozycję w tabeli, z kolei Piast awansował o jedno miejsce i jest dziewiąty.

piast-gliwice.eu – „Cenny punkt” – wypowiedzi po #GKSPIA

W meczu 21. kolejki PKO BP Ekstraklasy Piast Gliwice w wyjazdowym spotkaniu zremisował z GKS-em Katowice 0-0. Przedstawiamy pomeczowe wypowiedzi Michała Chrapka, Miguela Munoza i Erika Jirki oraz trenerów obu zespołów – Aleksandara Vukovicia i Rafała Góraka.

Michał Chrapek: „Przez pierwszą połowę meczu był wyrównany. Natomiast druga część była pod nasze dyktando, mieliśmy pełną kontrolę. GKS Katowice może miał z dwie sytuacje, ale to raczej nie było nic groźnego. Szkoda, bo jesteśmy w dobrej formie i byliśmy blisko trzech punktów.”

Miguel Munoz: „W każdym meczu chcemy wygrywać, nie było inaczej i tym razem. Doceniamy ten jeden punkt, jednak mieliśmy sytuacje, aby to spotkanie wygrać. Byliśmy podbudowani dwiema poprzednimi wygranymi, w tym jedną w naszym domu. W piątek gramy na Okrzei 20 ze Stalą Mielec i będziemy robili co w naszej mocy, aby trzy punkty zostały w Gliwicach.”

Erik Jirka: „Zbieramy jeden punkt, ale wiadomo, że chcieliśmy zdobyć trzy. W pierwszej połowie lepszy był GKS Katowice, a w drugiej części spotkania dominowaliśmy my. Zasłużyliśmy na to, aby strzelić zwycięską bramkę.”

piast.gliwice.pl – Bez bramek w małych derbach Górnego Śląska

Małe derby Śląska bez rozstrzygnięcia bez bramek. W pierwszej połowie nie dało się tego meczu oglądać. Po przerwie już sporo się działo, ale bardzo dobrze spisywali się bramkarze, którzy nie popełnili żadnego błędu. Remis można uznać za sprawiedliwy i też niedosytu nie powinno być, bo żadna z drużyn nie zasłużyła na wygraną, choć więcej sytuacji stworzyli sobie gliwiczanie.

Bez rewolucji, ale z dwoma zmianami wymuszonymi kartką i kontuzją rozpoczął Piast mecz z GKS Katowice. Miejsce Kostadinova zajął Tomasiewicz, a za kontuzjowanego Katsatonisa wszedł Rosołek.

Trudno było przewidzieć jak to spotkanie będzie wyglądać. GieKSa dała się już poznać jako zespół grający ofensywnie, oddający dużo strzałów, ale też popełniający błędy w obronie. Piast natomiast na pierwszym miejscu stawia defensywę, ale w tym roku dało to efekt w postaci 6 punktów.

Już w 2 minucie jednak, po stracie Dziczka – Bergier przejął piłką i za chwilę Kowalczyk wpadł w pole karne, jego strzał w porę jednak zablokował Czerwiński. W 10 minucie po składnej i szybkiej akcji – Chrapek wyłożył piłkę Dziczkowi na 16 metr, ten jednak choć uderzył mocno to bardzo niecelnie. Po kwadransie gry nie można było wskazać drużyny, która miałaby przewagę, choć więcej stałych fragmentów (rogów) mieli gospodarze, a to zawsze jakieś zagrożenie. Nie mniej jednak gliwiczanie nie popełnili błędu, który skutkowałby sytuacją bramkową. Między 15 a 25 minutą optyczną przewagę mieli katowiczanie, ale i ten fragment meczu goście przetrwali. Po półgodzinie gry Piast przejął inicjatywę i w 32 minucie ponownie Dziczek stanął przed szansą na zdobycie gola, ale choć był blisko bramki, nie trafił w jej światło. W 35 minucie fatalny w skutkach błąd popełnił Czerwiński, który przy próbie wybicia piłki zagrał ją pod nogi Bergiera. Na szczęście w porę interweniował Munoz, który wybił piłkę spod nóg wychodzącego sam na sam napastnikowi Gieksy. W 40 minucie gliwiczanie wykonywali dwa rogi z rzędu, ale tylko postraszyli bramkarza Gieksy. W 44 minucie gospodarze wykonywali rzut wolny, a po nim pierwszy celny strzał w tym meczu oddał Borja Galan, ale nie na tyle groźny, by zaskoczyć Placha. Ostatecznie w pierwszej, bardzo słabej połowie kibice nie zobaczyli bramek.

Pierwszych 45 minut w zasadzie nie dało się oglądać. Gliwiczanie mieli dwie okazje, by wyjść na prowadzenie. Katowiczanie jedną. Piast zdążył jednak już przyzwyczaić do takiego obrazu gry. W przerwie meczu udzielający wywiadów zawodnicy obu zespołów przyznali, że gra jest szarpana i trzeba wprowadzić korekty. Na drugą połowę nie wyszedł już Rosołek, który narzekał na grę kolegów. Zastąpił go Szczepański. Już w pierwszych sekundach drugiej odsłony Galan chciał sprytnym strzałem umieścił piłkę siatce, bez powodzenia jednak. W 50 minucie Jirka oddał mocny strzał lewą nogą, był tam jeszcze lekki rykoszet, ale Kudła zdołał odbić piłkę. To była sytuacja bramkowa i szkoda, że nie wpadło. W 61 minucie Chrapek idealnie zacentrował z rogu na głowę Czerwińskiego, ten przymierzył w okienko i zabrakło kilkunastu centymetrów do tego, by piłka znalazła się w siatce. Od tego momentu zarysowała się dość wyraźna przewaga Piasta. Gliwiczanie w zasadzie nie opuszczali okolic pola karnego gospodarzy. W 73 min na 26 metrze faulowany był Dziczek. Na bezpośredni strzał zdecydował się Chrapek, ale posłał piłkę dość daleko od bramki. Czym było bliżej końca tego pojedynku tym mocniej naciskał Piast, ale i katowiczanie mieli swoja okazję. Galan wyszedł na pozycję i oddał strzał, który dobrze obronił Plach. Na 2 sekundy przed końcem meczu Jirka uderzyła zza pola karnego potężnie, celnie, ale Kudła pofrunął niczym w powietrzu i odbił piłkę na róg. Sędzia jeszcze pozwolił wykonać rzut rozny, by zaraz zakończyć mecz.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowskie święto w Kielcach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.

Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga