Siatkówka
PlusLiga: 20 kolejka – Niespodziewane rozstrzygnięcia w Warszawie oraz w Szczecinie
To miała być kolejka dla faworytów i co? W Warszawie Inżynierowie niespodziewanie ograli Skrę! Po wyrównanym początku w pierwszym secie, to gospodarze odskoczyli na kilka punktów przewagi i spokojnie dowieźli wygraną do końca. Drugi set pod kontrolą wyniku przez gości i wydawało się, że bełchatowianie opanowali sytuację na boisku. W trzeciej partii Politechnika nie odpuszczała i trwała zacięta rywalizacja przez cały set, gdy w samej końcówce aż trzy błędy własne bełchatowian dały wygraną gospodarzom. Czwarty set niespodziewanie przebiegał pod dyktando miejscowych, co dobitnie pokazała tablica wyników – 18:10! – Na odwrócenie losów tego meczu było już za późno i Skra wyjechała z Warszawy z kwitkiem. Ogólnie mecz stał na wysokim poziomie i dostarczył licznie (5800) zgromadzonej widowni sporych emocji.
Niespodziewane kłopoty mistrzów Polski w starciu z Czarnymi i wygrana dopiero po tie-breaku. Już pierwsza partia pokazała, że łatwo ZAKSA mieć nie będzie, bo po wyrównanej grze do stanu po 20, końcówkę stosunkowo łatwo rozstrzygnęli na swoją korzyść radomianie. Drugi set również bardzo wyrównany, gospodarze prowadzili już 19:16 i wydawało się, że łatwo dowiozą tę przewagę, ale siatkarze Czarnych szybko wyrównali po 20 i doprowadzili do zaciętej końcówki, którą w końcu dzięki skutecznemu Konarskiemu udało się jednak wygrać. Kolejny set wyjątkowo łatwo padł łupem przyjezdnych, za co mistrzowie Polski się szybko zrewanżowali i tym razem to goście nie mieli nic do powiedzenia. W tie-breaku ZAKSA prowadziła jeszcze 11:10, gdy radomianie wyszli na prowadzenie i nie wykorzystali dwóch piłek meczowych. Udało się za to, za czwartą piłką meczową, siatkarzom gospodarzy zamknąć ten mecz i stracić tylko jeden punkt w tabeli.
Nie zawiódł Jastrzębski, który dość pewnie pokonał na wyjeździe MKS Będzin, choć gospodarze mocno postawili się przeciwnikom. W pierwszym secie wyrównana gra trwała do stanu po 15, potem będzinianie odskoczyli na kilka oczek przewagi i spokojnie dowieźli ją do końca. Druga partia wyrównana do samego końca (21:20), aż sprawy w swoje ręce wziął najskuteczniejszy siatkarz PlusLigi czyli Salvador Oliva, który zdobył cztery punkty. W trzeciej partii MKS dość długo próbował kontrolować wynik (16:13), aż jastrzębianie wyrównali wynik (19:19) i mieli już prawie wygranego seta (21:24). Gospodarze się jednak wybronili i mieli dwie piłki setowe, których nie wykorzystali i w końcu to goście wygrali tę partię na przewagi. W czwartym secie po początkowej wyrównanej grze (9:9) to Jastrzębski odskoczył na trzy-czteropunktową przewagę i dowiózł ją do zwycięskiego końca. Nie zawiedli też olsztynianie pewnie pokonując akademików z Częstochowy. AZS w coraz większym kryzysie i nadziei na lepsze jutro nie widać. Pierwszy set pod pełną kontrolą gości z Olsztyna. Wyniki kolejnych dwóch sugerują wyrównaną walkę, ale były one również grane pod dyktando AZS-u i tylko chwile niefrasobliwości olsztynian dawały szanse gospodarzom na przypudrowanie wyników.
Zacięte spotkanie obserwowali kibice w Rzeszowie. Pierwsze dwa sety padły łupem gospodarzy, co prawda jeden dopiero na przewagi po wyrównanej walce, ale za to drugi już bardzo wyraźnie i nic nie zapowiadało dalszych problemów w tym spotkaniu. W trzecim secie od stanu 10:10 Resovia kompletnie stanęła i przegrała tę partię bardzo wysoko. Czwarty set od początku z kilku punktową przewagą lubinian i pewne dowiezienie wyniku do końca. W tie-breaku trwała cały czas zacięta gra i dopiero na przewagi wygrali to spotkanie rzeszowianie.
W dole tabeli bielszczanie przegrali z Łuczniczką po pięciu setach. Jest to o tyle przykre dla BBTS-u, bo bydgoszczanie wygrali na wyjeździe po raz… pierwszy w sezonie! W pierwszym bardzo długim secie, trwała zacięta i wyrównana walka o wygraną. Prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie aż w końcu to goście przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Drugi set pod pełną kontrolą gospodarzy, a w trzecim BBTS osiągnął szybko trzy-czteropunktową przewagę i utrzymał ją do końca. W czwartej partii przebudzili się goście i zaczęli od prowadzenia 1:9! i systematycznie jeszcze je powiększali (6:16, 9:19) nie dając żadnych szans bielszczanom na nawiązanie jakiejkolwiek walki. W tie-breaku trwała wyrównana gra aż do stanu po 9, od tego momentu to siatkarze Łuczniczki byli bardziej skuteczniejsi, w efekcie czego wygrali mecz w Bielsku.
Kolejka zakończyła się w Szczecinie gdzie niespodziewanie Espadon pokonał LOTOS, przerywając passę pięciu porażek w rzędu! Już pierwszy set mógł paść łupem zespołu gospodarzy, gdy Espadon prowadził już 9:4. Gdańszczanie wyrównali wynik po 15 i potem wyszli na prowadzenie nie oddając go do końca seta. Drugi set wyrównany w początkowej fazie, potem gospodarze odskoczyli z wynikiem na 21:16 i nie wypuścili już szansy z rąk. W trzecim secie goście prowadzili już 11:15, ale szczecinianie zerwali się do walki i wyrównali stan po 18. Następnie trwała zacięta gra o wygranie tej partii, prowadzenie zmieniało się kilka razy, gdańszczanie nie wykorzystali aż czterech piłek setowych, a Espadon w końcu wykorzystał trzecią piłkę setową dzięki… trzem błędom własnym gości z rzędu! Czwarty set z podobnym scenariuszem, ponieważ LOTOS prowadził już z dużą przewagą 14:20, a mimo tego goście nie potrafili tej przewagi utrzymać do końca. Espadon wyrównał w ostatniej chwili po 23 wyciągając ze stanu 19:23! Od tego wyniku LOTOS nie zdobył już ani jednego punktu w tym secie, przegrywając to spotkanie bez żadnej zdobyczy punktowej. Prawdziwym bohaterem tego meczu był atakujący zespołu gospodarzy. Bartłomiej Kluth zdobył w tym spotkaniu… UWAGA – 40 punktów!!! 1 oczko asem serwisowym, 4 blokiem punktowym oraz 35 atakiem, przy 61% skuteczności (na 57 ataków). To kosmiczny wyczyn!
Sensacyjne wyniki spowodowały małe zmiany z tabeli rozgrywek. ZAKSA i Resovia zachowały swoje pozycje i różnicę punktową. Natomiast potknięcie Skry wykorzystały, Jastrzębski wyprzedzając bełchatowian o jedno oczko oraz AZS Olsztyn, który zrównał się punktami z brązowym medalistą poprzedniego sezonu. Walka o pierwszą czwórkę zapowiada się nadzwyczaj ciekawie. Cuprum przegrywając w Rzeszowie ma już stratę pięciu punktów, a biorąc pod uwagę, że lubinianie rozegrali o jedno spotkanie więcej stawia ich już w trudnym położeniu.
GKS po czwartym zwycięstwie z rzędu zbliżył się do wyprzedzających nas LOTOS-u oraz Czarnych i zgodnie z zapowiedzią trenera Piotra Gruszki, zespół powalczy o ósmą lokatę. Szkoda straconych oczek w Częstochowie i w Spodku właśnie z LOTOS-em, bo dawno temu zajmowalibyśmy już to ósme miejsce. Po meczu z MKS-em Będzin, nie mamy korzystnego terminarza, więc przeskoczenie w tabeli o jedną lokatę w górę będzie bardzo trudne.
W dole tabeli Effector po kolejnej porażce, został wyprzedzony przez Łuczniczkę oraz BBTS, natomiast Espadon po sensacyjnej wygranej z LOTOS-em oderwał się na trzy oczka przewagi nad AZS-em Częstochowa, który coraz mocniej dzierży czerwoną latarnię.
Wyniki 20 kolejki: 3, 4, 5 i 6 luty
BBTS Bielsko-Biała – Łuczniczka Bydgoszcz 2:3 (29:31, 25:16, 25:22, 17:25, 11:15)
BBTS: Storożyłow (5), Janeczek (23), Grzechnik (14), Siek (1), Vemić (8), Lipiński (10), Koziura (libero) oraz Czauderna (libero), Bieńkowski (1), Gryc (3), Gaca (4), Bartos (5), Kwasowski (4). Trener: Rastislav Chudik.
Łuczniczka: Szczurek (2), Filipiak (18), Nowakowski (11), Sacharewicz (2), Katić (10), Yudin (17), Czunkiewicz (libero) oraz Sieńko (1), Gromadowski (8), Jurkiewicz (5), Rohnka (2), Bobrowski. Trener: Piotr Makowski. MVP: Bartosz Filipiak.
MKS Będzin – Jastrzębski Węgiel 1:3 (25:21, 22:25, 26:28, 20:25)
Będzin: Seif (4), Araujo (23), Ratajczak (8), Rejno (7), Waliński (15), Jordanow (5), Potera (libero) oraz Kozub, Piotrowski, Peszko (3), Russell, Stysiał (libero). Trener: Stelio DeRocco.
Jastrzębski: Kampa (6), Muzaj (21), Kosok (8), Boruch (10), De Rocco (15), Oliva (18), Popiwczak (libero) oraz Ernastowicz. Trener: Mark Lebedew. MVP: Lukas Kampa.
ONICO AZS Politechnika Warszawska – PGE Skra Bełchatów 3:1 (25:22, 22:25, 25:23, 25:18)
Politechnika: Firlej, Filip (21), Kowalczyk (10), Wrona (13), Samica (11),Łapszyński (13), Olenderek (libero) oraz Mikołajczak, Smoliński, Kwolek. Trener: Jakub Bednaruk. MVP: Maciej Olenderek.
Skra: Uriarte (3), Kurek (16), Lisinac (16), Kłos (7), Bednorz (1), Penczew (13), Milczarek (libero) oraz Janusz, Wlazły (3), Gładyr (2), Szalpuk (3), Winiarski (3), Piechocki (libero). Trener: Philippe Blain.
ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – Cerrad Czarni Radom 3:2 (21:25, 26:24, 17:25, 25:19, 19:17)
ZAKSA: Toniutti (1), Konarski (24), Bieniek (8), Czarnowski (10), Buszek (9), Deroo (19), Zatorski (libero) oraz Pająk, Witczak, Wiśniewski, Semeniuk (1). Trener: Ferdinando De Giorgi. MVP: Sam Deroo.
Czarni: Kędzierski (1), Bołądź (21), Kohut (9), Smith (9), Żaliński (24), Fornal (12), Watten (libero) oraz Gonciarz (2), Ziobrowski (1), Ostrowski (1), Zwiech (1), Filipowicz. Trener: Robert Prygiel.
Effector Kielce – GKS Katowice 1:3 (25:22, 13:25, 19:25, 23:25)
Effector: Komenda (1), Andrić (10), Wohlfahrstaetter (4), Nalobin (5), Wachnik (3), Pawliński (15), Sobczak (libero) oraz Biniek (libero), Antosik, Superlak (2), Maćkowiak, Bućko (1), Formela (7). Trener: Sinan Tanik.
GKS: Falaschi (1), Butryn (21), Krulicki (10), Kalembka (6), Kapelus (10), Sobański (11), Mariański (libero) oraz Fijałek, Van Walle (1), Pietraszko (2), Stelmach. Trener: Piotr Gruszka. MVP: Marco Falaschi.
AZS Częstochowa – Indykpol AZS Olsztyn 0:3 (18:25, 23:25, 22:25)
Częstochowa: Buczek, Szalacha (8), Buniak (9), Janus, Moroz (7), Szymura (6), A. Kowalski (libero) oraz T. Kowalski (2), Grebeniuk (7), Wawrzyńczyk (1), Szlubowski (1). Trener: Michał Bąkiewicz.
Olsztyn: Woicki, Hadrava (20), Pliński (7), Kochanowski (8), Śliwka (7), Włodarczyk (15), Żurek (libero) oraz Makowski, Boswinkel, Buchowski, Palacios. Trener: Andrea Gardini. MVP: Jakub Kochanowski.
Asseco Resovia Rzeszów – Cuprum Lubin 3:2 (26:24, 25:16, 15:25, 21:25, 17:15)
Resovia: Drzyzga (1), Schmitt (24), Dryja (8), Możdżonek (15), Perrin (15), Rossard (12), Wojtaszek (libero) oraz Tichacek (1), Schoeps, Nowakowski, Lemański, Ivović, Winters. Trener: Andrzej Kowal. MVP: Marcin Możdżonek.
Cuprum: Łomacz (1), Kaczmarek (26), Michalski (5), Gunia (9), Pupart (1), Taeht (21), Rusek (libero) oraz Gorzkiewicz, Malinowski (1), Koumentakis (14). Trener: Gheorghe Cretu.
Espadon Szczecin – LOTOS Trefl Gdańsk 3:1 (22:25, 25:22, 31:29, 25:23)
Espadon: Kozłowski (1), Kluth (40), Perłowski (7), Zajder (11), Ruciak (8), Wika (1), Murek (libero) oraz Sladecek (1), Depowski (10), Wołosz. Trener: Michał Gogol. MVP: Bartłomiej Kluth.
LOTOS: Masny (2), Schulz (24), Grzyb (5), Paszycki (8), Pietruczuk, Hebda (13), Gacek (libero) oraz Stępień, Romać (1), Niemiec, Gawryszewski (5), Mika (11). Trener: Andrea Anastasi.
tabela po 20. kolejce
| miejsce | drużyna | mecze | punkty | sety | małe punkty |
|---|---|---|---|---|---|
| 1 | ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE | 20 | 51 | 56:17 | 1739:1465 |
| 2 | ASSECO RESOVIA RZESZÓW | 20 | 47 | 53:22 | 1739:1552 |
| 3 | JASTRZĘBSKI WĘGIEL | 20 | 45 | 54:28 | 1921:1699 |
| 4 | PGE SKRA BEŁCHATÓW | 20 | 44 | 50:22 | 1655:1551 |
| 5 | Indykpol AZS Olsztyn | 20 | 44 | 50:26 | 1767:1624 |
| 6 | Cuprum Lubin | 21 | 39 | 48:33 | 1854:1710 |
| 7 | Cerrad Czarni Radom | 20 | 34 | 42:34 | 1746:1729 |
| 8 | LOTOS Trefl Gdańsk | 21 | 33 | 43:42 | 1907:1878 |
| 9 | GKS KATOWICE | 21 | 31 | 39:41 | 1756:1780 |
| 10 | ONICO AZS Politechnika Warszawska | 21 | 26 | 34:43 | 1726:1794 |
| 11 | MKS Będzin | 20 | 22 | 31:47 | 1665:1763 |
| 12 | Łuczniczka Bydgoszcz | 20 | 16 | 28:50 | 1654:1779 |
| 13 | BBTS Bielsko-Biała | 20 | 16 | 22:52 | 1485:1742 |
| 14 | Effector Kielce | 20 | 15 | 24:52 | 1590:1782 |
| 15 | Espadon Szczecin | 20 | 13 | 21:50 | 1509:1655 |
| 16 | AZS Częstochowa | 20 | 10 | 20:56 | 1583:1793 |
W przypadku równej liczby punktów meczowych o wyższym miejscu w tabeli decyduje:
a) liczba wygranych meczów,
b) lepszy (wyższy) stosunek setów zdobytych do straconych,
c) lepszy (wyższy) stosunek małych punktów zdobytych do małych punktów straconych.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze