Dołącz do nas

Piłka nożna

pod\G/lądani: W Obiektywie kamery byŁ niEwidoczny na boisKu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

dsc_6155Od momentu kiedy trenerem GKS Katowice został Kazimierz Moskal katowiczanie mogą pochwalić się świetną serią bez porażki na zapleczu T-Mobile Ekstraklasy, a przed 15. kolejką wynosiła ona 8. Opromienieni zwycięstwem w Niecieczy piłkarze GKS mieli po raz kolejny udowodnić swoją wyższość w kolejnym meczu – tym razem w rywalizacji ze Stomilem Olsztyn – i doprowadzić do rozpaczy rywali. Miał w tym wydatnie pomóc Krzysztof Wołkowicz, który w ostatnich spotkaniach często nękał bramkarzy rywali, jednak efekt nie zawsze był miarodajny.

Początek spotkania nie zapowiadał, że to mogą być dobre zawody nastoletniego pomocnika. 19-letni lewoskrzydłowy był rzadko pod grą, kurczowo trzymając się swojej nominalnej pozycji. Pierwszy kontakt z piłką zanotował dopiero w 6. minucie. Minutę później miałby idealną sytuację bramkową, gdyby Grzegorz Fonfara precyzyjnie dograł do wychodzącego 1 na 1 „Wołka” z Dawidem Mieczkowskim. Podanie zostało zatrzymane przez kapitana Stomilu, Janusza Bucholca. Przy rzutach rożnych dla gości Wołkowicz wraz z Rafałem Figielem absorbował uwagę obrońców w środkowej części boiska, jednak nie miał okazji do wykazania się do gry z kontry. W przeciwieństwie do wcześniejszych spotkań Krzysztof nie wymieniał się na skrzydłach z Rafałem Figielem, który został zmieniony już w 39. minucie przez Janusza Gancarczyka. I to właśnie zaraz po wprowadzeniu „Garnka” na murawę Krzysztof po raz pierwszy tego dnia pokazał się na prawej flance.

Po przerwie obraz gry niewiele się zmienił. Co prawda 19-latek był już częściej pod grą, lecz albo tracił piłkę w bocznym sektorze boiska, albo jego podania nie znalazły swoich odbiorców. Zdecydowanie brakowało jakości, do której przyzwyczaił sympatyków GieKSy w ostatnich meczach. Nie zainicjował żadnej okazji bramkowej kolegom z zespołu oraz nie szukał swoich szans do zdobycia gola. W tej części spotkania tym razem z Gancarczykiem był ustawiony w środkowym kole podczas stałych fragmentów gry „Stomilowców”. „Wołek” został zmieniony w 82. minucie przez Michała Zielińskiego. Zmiana nie przyniosła pożądanego efektu – „Zielu” zanotował 2 straty i raz sfaulował przeciwnika.

To był słaby mecz w wykonaniu Krzysztofa Wołkowicza. Był jednym z zawodników najrzadziej będących pod grą, z drugiej strony niewiele było inicjatywy z jego strony. Z taką formą można mieć duże wątpliwości czy w Jaworznie podczas wyjazdowego meczu z GKS Tychy rozpocznie mecz w wyjściowym składzie, wszak po kontuzji wraca Tomasz Wróbel, a bardzo dobre zmiany w sobotni wieczór dali Grzegorz Goncerz i Janusz Gancarczyk. Należy mieć nadzieję, że to była tylko niedyspozycja dnia, bo to, że „Wołek” potrafi wiele wnieść do zespołu to nikt co do tego nie ma wątpliwości.

Statystyki Krzysztofa Wołkowicza:

Gole: 0

Asysty: 0

* Asysty „drugiego stopnia”: 0

Strzały (celne/niecelne): 0/0

Strzały zablokowane: 0

Podania do przodu (celne/niecelne): 12/10

Podania do tyłu (celne/niecelne): 9/0

Dośrodkowania (celne/niecelne): 2/3

Pojedynki powietrzne (wygrane/przegrane): 3/1

Wyrzuty z autu (celne/niecelne): 1/0

Dryblingi (udane/nieudane): 5/2

Odbiory: 0

Przechwyty: 3

Straty: 6

Wybicia na uwolnienie: 2

Wślizgi: 0

Faulował: 0

Faulowany: 2

Spalone: 0

* – kluczowe podanie poprzedzające asystę

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    forza

    4 listopada 2013 at 12:13

    Fajnie się czytało twoje opisy Bombon na początku(na forum). Potem zacząłeś gwiazdorzyć i w sumie już nic się w tej kwestii nie zmieniło.

    Rozumiem, że z dużych liter w tytule ma wyjść „Wołek” ale wygląda to przekomicznie. Nazwa cyklu „pod\G/lądani” to też wizualna paranoja.
    Pamiętam jak były śmiechu z www oficjalnej, że amatorka itd, tutaj nie widać wyższego poziomu.

  2. Avatar photo

    Zielu88

    4 listopada 2013 at 12:21

    Bombon dobra robota ! jak zawsze bardzo rzetelny i fajny opis jednego z Naszych piłkarzy. Czekam na kolejne artykuły.

    P.S. forza jak chcesz krytykować to podaj jakieś rzetelne argumenty, bo pisanie „Bombon zacząłęś gwiazdorzyć” są na poziomie 6 latka.

  3. Avatar photo

    Siemion

    4 listopada 2013 at 17:12

    Mała nieścisłość,trener Moskal w swoim debiucie w katowickim klubie doznał porażki.
    Górnik Łęczna 3-0 GKS.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Potencjalni rywale w Lidze Konferencji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Dziś o 14:00 w szwajcarskim Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji. Własnie poznaliśmy sześciu potencjalnych rywali GKS Katowice.

GieKSa została przydzielona do grupy 5, w której jest rozstawiona. Na tym etapie wylosować możemy jeden z poniższych klubów: FK Panevėžys (Litwa), przegranego z pary pierwszej rundy kwalifikacyjnej Ligi Europy HNK Hajduk Split (Chorwacja) – MŠK Žilina (Słowacja), ŁNZ Cherkasy (Ukraina), Zimbru Kiszyniów (Mołdawia) lub Auda Ķekava (Łotwa).

ŁNZ Czeraksy swoje mecze ma rozgrywać na stadionie Wisły Płock.

Mecze drugiej rundy kwalifikacyjnej zostaną rozegrane w czwartki – 23 i 30 lipca.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.

Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.

Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.

W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)

MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga