Dołącz do nas

Piłka nożna

Podsumowanie formacji cz.1 – bramkarze

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W tym cyklu artykułów chcemy przeanalizować jak podczas rundy jesiennej spisywały się poszczególne formacje naszego zespołu. Katowiczanie zdobyli przyzwoitą – choć niepowalającą na kolana – liczbę bramek, natomiast stracili ich stanowczo za dużo. Zajmiemy się bramkarzami, obrońcami, pomocnikami i napastnikami. Na pierwszy ogień idą bramkarze.

 

Bramkarze:

Jak wiemy w tej rundzie broniło dwóch golkiperów. Byli nimi Witold Sabela i Maciej Wierzbicki. Już pod koniec poprzedniego sezonu trener Rafał Górak zaskakiwał obsadą tej pozycji, kiedy to po czerwonej kartce Sabeli do bramki na jeden mecz wskoczył Jacek Gorczyca i w tej bramce pozostał na kilka kolejek. Potem po meczu z Wartą Poznań, na Piasta Gliwice szkoleniowiec znów wystawił Sabelę, by… po jednym meczu znów wrócić do Gorczycy. A skończyło się to tym, że Jackowi po sezonie podziękowano za pomoc pierwszej drużynie i… bądź tu człowieku mądry. Obsada pozycji bramkarza to w naszej drużynie dość tajemnicza sprawa.

Ostateczna decyzja należy do pierwszego trenera, ale jak sam Rafał Górak podkreśla, największy wpływ na decyzję o obsadzie bramki ma trener bramkarzy Janusz Jojko. Obaj szkoleniowcy pod koniec lub już po zakończeniu rundy wypowiedzieli się w tonie, że nie są do końca zadowoleni z postawy golkiperów. Według nich, żeby uznać rundę bramkarza za w pełni udaną – musi on mieć przynajmniej 2-3 mecze, które wybroni drużynie. Takie, po których będzie można powiedzieć – tak, to był bohater meczu. Według sztabu szkoleniowego takich meczów nasi bramkarze nie zaliczyli i trudno się z tym nie zgodzić. Można powiedzieć o nich, że zazwyczaj bronili poprawnie, jednak to co zapamiętali kibice GKS, to nie piękne interwencje i wspaniałe robinsonady, ale momenty niepewności, a nie uniknęli także kiksów zakończonych utratą bramek.

Na początku sezonu w bramce stał Witold Sabela, który został namaszczony na bramkarza nr 1 przez sztab szkoleniowy. W pierwszych meczach rywale wyjątkowo upodobali sobie strzały z dystansu, przewidując możliwość błędu naszego bramkarza. Trzeba przyznać, że z większością tych uderzeń radził sobie dobrze. Jednak w 2. i 3. kolejce z odpowiednio: Wartą Poznań i Cracovią – po strzałach tego typu skapitulować. Przy strzale Tomasza Magdziarza (Warta) piłka przeszła mu po rękach i wydawało się, że miał dość dużo czasu na interwencję, a jednak piłka wpadła do siatki. Gol Vladimira Boljevića z Cracovii był piękny, ale tu znowu sam Witold po meczu przyznał, że ta bramka zdecydowanie obciąża jego konto. Mimo więc większości dobrych interwencji strzały z dystansu były w jakimś stopniu bolączką naszego bramkarza, jednak ponadto spisywał się nieźle. Kolejną kwestią, do której można było się przyczepić – albo i nie – do dwie bardzo podobne bramki, jakie Sabela puścił w meczach w Łęcznej i Bydgoszczy. Obie padły po rzutach wolnych, z tym że pierwszy był po dośrodkowaniu i główce, drugi bezpośrednio z rzutu wolnego. Ich podobieństwo polegało jednak na miejscu, w którym piłka wpadła do bramki i ustawieniu naszego bramkarza. Za każdym razem golkiper był ustawiony bliżej długiego słupka, przy uderzeniu piłki przez przeciwnika robił krok w kierunku środka bramki, a piłka wpadała… tam, gdzie wcześniej stał. Tak naprawdę strzały były mocne i bardzo precyzyjne, więc nie ma gwarancji, że gdyby został na miejscu, gole by padły. Wiele osób miało jednak do bramkarza pretensje o takie zachowanie w bramce. Meczem, który spowodował odsunięcie Sabeli od składu było spotkanie z Polonią Bytom. Outsider strzelił przy Bukowej dwie bramki, a drugi gol – z dystansu – to już był ewidentny błąd bramkarza, który przepuścił piłkę pod brzuchem. Katowiczanie przegrywali w tym momencie 1:2 i dzięki udanej końcówce, w której strzelili trzy bramki – błąd Sabeli nie był aż tak uwypuklony, ale kosztował go „odpoczynek” od meczów ligowych. Jak powiedział trener Górak miał być to czas, w którym golkiper ma się zregenerować psychicznie. To była dziewiąta kolejka i zaledwie raz Witold zachował czyste konto (w wygranym 2:0 meczu z Kolejarzem Stróże).

W jego miejsce na mecz z Sandecją w bramce pojawił się Maciej Wierzbicki. Można powiedzieć, że w tamtym okresie wykorzystał swoją szansę. W dwóch pierwszych meczach – oprócz Sandecji jeszcze z GKS Tychy – zachował czyste konto. Widać było pewność w jego poczynaniach, a interwencja po strzale Piotra Rockiego w meczu derbowym była klasowa. Potem było już jednak trochę gorzej – w meczu z Miedzią Legnica puścił dwie bramki, przy których nie zawinił (jedna z rzutu karnego), ale to co najgorsze przydarzyło mu się w spotkaniu z Okocimskim Brzesko. Wszyscy ostrzyliśmy sobie zęby na to spotkanie, piłkarze byli umotywowani pozytywnymi wieściami, a rywal do mocnych nie należał. Tymczasem już w 3. minucie po dośrodkowaniu rywali z rzutu wolnego Wierzbicki tak wybijał rękami piłkę, że nabił rywala, a piłka spokojnie wtoczyła się do bramki. Tym samym mecz zaczął się dla nas od stanu 0:1, a że ofensywa tego dnia nie istniała, ta bramka połączona z drugą (notabene identyczną, cały blok defensywny nie wyciągnął wniosków z pierwszego gola) rywal z Brzeska wywiózł tego dnia z Katowic trzy punkty.

Mimo tego błędu Wierzbicki nie spisywał się w bramce źle, tym większe zdziwienie było, jak „nagle” trener wpuścił na mecz z Arką do bramki z powrotem Sabelę. Nie był to dobry mecz naszego bramkarza, na grząskiej murawie każda jego interwencja powodowała, że serce podchodziło do gardła, ale szczęśliwie puścił tylko jedną bramkę (mógł się lepiej zachować, bo piłka uderzona zza pola karnego wpadła w długi róg). Wydawało się, że z taką formą w następnych meczach mogą być problemy. W meczach z Olimpią Grudziądz i Stomilem było już jednak lepiej. Interwencje bramkarza były pewne i większych błędów nie popełnił. Wydawało się, że wrócił do umiarkowanie dobrej formy. Jak wiemy, z Olimpią bramkę strzelił mu kolega po fachu – Michał Wróbel. W tym miejscu należy wspomnieć, że nasz bramkarz również dwa razy biegł w pole karne rywala, a z ŁKS oddał nawet strzał. W spotkaniu ze Stomilem za dużo pracy nie miał, bo olsztynianie z rzadka atakowali, ale… puścił dwie bramki, głównie z powodu błędów obrońców. Ostatni mecz rundy w Ząbkach był już słabszy, a bramkarzowi przydarzył się jeden fatalny błąd (przepuścił piłkę między rękami), po którym piłka szczęśliwie przeszła obok słupka.

Widać więc, że podstawowy bramkarz jakim jest Witold Sabela nie ustrzegł się momentami poważnych błędów, a jego mankamentem jednak są strzały z dystansu, po których zdarza mu się też „wypluwać” piłkę. Momentami jest elektryczny i ma tendencje do tracenia pewności siebie po błędzie. Gdy jest pewny siebie – a były takie momenty w rundzie – nie można mieć do niego zastrzeżeń. Kibice zwracali także uwagę na to, że nie zawsze wychodzi do dośrodkowań, choć akurat w tym momencie często większa jest rola obrońców. Sabela jest dobrym bramkarzem, ale tylko wtedy, gdy głowa jest w porządku. Pamiętamy jego serię bez puszczonego gola, gdy przyszedł do GieKSy. Wiemy więc, że bronić potrafi, ale w tej rundzie więcej było na minus niż na plus. Maciej Wierzbicki natomiast swoje cztery mecze, w których zagrał wykorzystał dobrze, z jednym minusem, czyli bramką z Okocimskim. Mimo wszystko wydaje się, że w tamtym momencie rundy zbyt łatwo został odstawiony z powrotem na ławkę.

Miejmy nadzieję, że w rundzie wiosennej golkiper, który będzie strzegł w naszej świątyni będzie spisywał się dużo lepiej i pewniej, a Janusz Jojko będzie mógł powiedzieć, że wybronił nam w rundzie 3-4 mecze.

Portal GieKSa.pl tworzony jest od kibiców, dla kibiców, dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą o wsparcie poprzez:

a/ przelew na konto bankowe:

SK 1964
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533

b/ wpłatę na PayPal:

E-mail: [email protected]

c/ rejestrację w Superbet z naszych banerów.

Dziękujemy!


Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Kompromitacja

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po ostatnim meczu z Arką Gdynia, humory w Katowicach były bardzo dobre. GieKSa odbiła się od dna i w fantastycznym stylu pokonała gdynian. Piłkarze Rafała Góraka chcieli podtrzymać tę passę. Ten sam plan miał jednak Górnik Zabrze, który również efektownie odprawił z kwitkiem Pogoń Szczecin. Przy Roosevelta zapowiadało się naprawdę świetne widowisko, przy rekordowej – 28-tysięcznej – frekwencji.

W GieKSie nastąpiła jedna zmiana w porównaniu z meczem z Arką. Kontuzjowanego Alana Czerwińskiego zastąpił Lukas Klemenz, czyli bohater meczu z gdynianami. W składzie zabrzan ponownie zabrakło Lukasa Podolskiego (ale był już na ławce), mogliśmy natomiast obawiać się dynamicznych Ousmane Sowa i Tofeeka Ismaheela.

Początek meczu był wyrównany, ale drużyny nie stwarzały sobie sytuacji bramkowych, choć gdyby w 5. minucie Adam Zrelak dobrze przyjął piłkę wyszedłby sam na sam od połowy boiska z Łubikiem. W 11. minucie lekko uciekał Klemenzowi Tofeek Ismaheel, który wbiegł w pole karne i nawijał naszego obrońcę, ale Lukas ostatecznie zablokował ten strzał. W 19. minucie Kubicki bardzo dobrze obsłużył prostopadłym podaniem Ambrosa, który kąśliwie uderzał, ale Dawid Kudła bardzo dobrze obronił ten strzał. Pięć minut później w pole karne próbował wdzierał się Borja Galan, ale jego strzał został zamortyzowany. W pierwszych trzydziestu minutach nieco lepiej prezentował się Górnik i mógł to przypieczętować bramką, gdy fatalną stratę przed polem karnym zaliczył Kacper Łukasiak, ale po wygarnięciu piłki przez Kubickiego nie doszedł do niej Liseth. Niestety cofnięta gra GKS nie opłaciła się. Galan dał bardzo dużo miejsca w polu karnym rywalowi, a Ousmane Sow skrzętnie to wykorzystał, wycofując piłkę na 16. metr do Patrika Hellebranda, który pewnym strzałem pokonał Kudłę. W końcówce GKS miał kilka stałych fragmentów gry, ale w przeciwieństwie do meczu z Arką, tutaj nie było z tego żadnego zagrożenia.

Początek drugiej połowy mógł być fatalny. Klemenz wyprowadzał tak, że podał do przeciwnika, piłka zaraz poszła do niepilnowanego Janży, ten wycofał do Sowa, analogicznie jak ten zawodnik w pierwszej połowie, jednak Sow strzelił technicznie obok słupka. Po chwili, w zamieszaniu w polu karnym po wrzucie z autu Kowalczyka, ekwilibrystycznie do piłki próbował dopaść Kuusk, ale nic z tego nie wyszło. Po chwili i tak było 2:0. W 53. minucie piłkarze GKS zagrali niebywale statycznie w polu karnym. Dośrodkowywał Ambros, a kompletnie niepilnowany, choć wśród tłumu naszych (!) zawodników Liseth z bliska skierował piłkę do siatki. W 61. minucie znów rozmontowali naszą dziurawą obronę rywale, Janża znów mając lotnisko na skrzydle, popędził i wycofał po ziemi, a Sow tym razem strzelił niecelnie. Po chwili mieliśmy zmiany, weszli na boisko Aleksander Buksa i debiutujący w GKS Jesse Bosch. Trzy minuty później było po meczu, gdy doszło do absolutnie kuriozalnej sytuacji. Marten Kuusk zagrywał do Kudły. Problem w tym, że naszego bramkarza nie było w bramce i piłka wpadła do siatki ku rozpaczy estońskiego defensora. Kilka minut później swoją szansę miał Ismaheel, ale po dośrodkowaniu z prawej stroną i strzale zawodnika bardzo dobrze interweniował Kudła. W 81. minucie z dystansu uderzał wprowadzony na boisko Lukas Podolski, ale znów obronił bramkarz. W 88. minucie na strzał zdecydował się Kuusk, a piłka musnęła górną stronę poprzeczki. Po chwili była powtórka, uderzał z daleka Gruszkowski i również piłka otarła obramowanie, tym razem spojenie.

Wygląda na to, że GKS przegrał to spotkanie już przed meczem, ewentualnie w trakcie pierwszej połowy. Nie da się z Górnikiem Zabrze, grając tak asekuracyjnie, liczyć na cud i to, że rywale nie strzelą bramki. Dodatkowo po utracie bramki posypało się całkowicie wszystko i nie dość, że nadal nie mieliśmy nic z przodu, to jeszcze popełnialiśmy katastrofalne błędy z tyłu, a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Był to najsłabszy mecz GKS w tym sezonie. Nie chodzi o wynik. Sposób gry był nieprzystający ekstraklasowej drużynie.

23.08.2025, Zabrze
Górnik Zabrze – GKS Katowice 3:0 (1:0)
Bramki: Hellebrand (40), Liseth (53), Kuusk (64-s).
Górnik: Łubik – Kmet (70. Szcześniak), Janicki, Josema (76. Pingot), Janża, Kubicki, Hellebrand, Ambros (70. Podolski), Sow (69. Dzięgielewski), Liseth, Ismaheel (76. Lukoszek).
GKS: Kudła – Wasielewski, Klemenz, Jędrych, Kuusk, Galan (70. Gruszkowski) – Błąd (70. Łukowski), Kowalczyk, Łukasiak (61. Bosch), Nowak (78. Wędrychowski) – Zrelak (61. Buksa).
Żółte kartki: Nowak.
Sędzia: Szymon Marciniak (Płock).
Widzów: 28236 (w tym 4300 kibiców GieKSy).

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Szymon Marciniak w końcu sędzią El Clasico

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sędzią sobotniego meczu Górnik Zabrze – GKS Katowice będzie Szymon Marciniak z Płocka. Śląski Klasyk odbędzie się w sobotę o godzinie 20.15.

Arbitra przedstawiać nie trzeba, ale jednak to zrobimy. Nasz sędzia międzynarodowy ma CV tak bogate, że ciężko objąć wszystko. Według portalu 90minut.pl pierwsze udokumentowane spotkanie to mecz Pucharu Polski w 2006 roku pomiędzy Spartą Augustów i Mrągowią Mrągowo. Szybko piął się po szczeblach kariery i już w kolejnym sezonie prowadził trzy mecze ówczesnej drugiej ligi, czyli zaplecza ekstraklasy.

Uwaga! Wówczas – 5 kwietnia 2008 poprowadził jedyny w swojej karierze mecz GKS Katowice, było to spotkanie w Turku, w którym GKS Katowice zremisował z miejscowym Turem 1:1. Poniżej możecie zobaczyć bramki z tego meczu, nakręcone przez autora niniejszego artykułu. Gola dla GKS zdobył wówczas Krzysztof Kaliciak, a wyrównał dobrze nam znany, grający później w GieKSie – Filip Burkhardt.

Już w sezonie 2008/09 zadebiutował w ekstraklasie, prowadząc mecz GKS Bełchatów z Odrą Wodzisław. Od następnego był już etatowym arbitrem w ekstraklasie, w której sędziuje nieprzerwanie od 15 lat.

W sezonie 2012/13 przyszedł debiut w europejskich pucharach, gdy w Lidze Europy sędziował mecz Lazio z Mariborem. Dwa lata później zadebiutował w Lidze Mistrzów spotkaniem Juventus – Malmo.

Wyliczanie wszystkich prowadzonych przez Marciniaka meczów byłoby dużym wyzwaniem. Spójrzmy po prostu na zbiorczą liczbę spotkań, które prowadził konkretnym europejskim drużynom na przestrzeni tych lat – głównie w Lidze Mistrzów, a także w minimalnym stopniu w Lidze Europy:

Inter Mediolan – 10
Real Madryt – 9
Atletico Madryt – 8
Liverpool, PSG – 7
Juventus, Barcelona, Milan – 6
Bayern, Manchester City, Tottenham, Lyon, Benfica – 4
Sevilla, Feyenoord, Napoli – 3

W mniejszej liczbie prowadził też mecze takich drużyn jak m.in. Lazio, Fiorentina, Manchester United, Roma, BVB, Ajax, Bayer Leverkusen, Lipsk, Atalanta, OM, FC Porto, Chelsea, Sporting, Galatasaray czy Arsenal. Dodajmy, że w zestawieniu nie są uwzględnione spotkaniach w ramach choćby Klubowych Mistrzostw Świata, gdzie dodatkowo dwukrotnie sędziował Realowi Madryt.

W 2013 sędziował swój pierwszy finał Pucharu Polski – pierwszy z dwóch meczów Śląska Wrocław z Legią Warszawa. Później jeszcze trzykrotnie prowadził mecz finałowy na Stadionie Narodowym.

W swojej europejskiej przygodzie był arbitrem kilku spotkań, które obrosły legendą. Na przykład w 2017 był rozjemcą pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów, w którym PSG pokonało Barcelonę 4:0. Ten mecz był preludium do historii z rewanżu, gdzie Blaugrana po niesamowitej remontadzie zwyciężyła 6:1. Rok później w tej samej fazie na Marciniaka posypała się lawina krytyki po meczu Tottenham – Juventus (1:2), w którym nasz arbiter popełnił duże błędy. W 2023 roku sędziował w półfinale pogrom Realu Madryt przez Manchester City, kiedy podopieczni Pepa Guardioli wygrali 4:0. A w zeszłym sezonie niesamowite spotkania w 1/8 i 1/2 finału pomiędzy Atletico i Realem oraz Interem i Barceloną – w obu przypadkach były to rewanże. W derbach Madrytu arbiter miał absolutnie nietypową sytuację, gdy w konkursie jedenastek Julian Alvarez dwa razy dotknął piłkę – co dopiero – i to w wielkich kontrowersjach – wykazał VAR. Znowuż w pojedynku na Giuseppe Meazza widzieliśmy prawdziwy spektakl piłki. Gdy w 87. minucie Raphinia trafiał na 3:2 dla Barcelony, wydawało się, że jest pozamiatane. Wyrównał w doliczonym czasie Acerbi, a w dogrywce Nero-Azurri za sparwą Frattesiego przechyli szalę na swoją korzyść.

Szymon Marciniak od dekady prowadzi też mecze reprezentacji. Prowadził spotkania na Mistrzostwach Europy i Świata. W 2016 roku był rozjemcą meczów Hiszpania – Czechy, Islandia – Austria i Niemcy – Słowacja. Podczas Mundialu w Rosji sędziował spotkania Argentyna – Islandia i Niemcy – Szwecja z fenomenalnym trafieniem Kroosa w doliczonym czasie z rzutu wolnego. Na Mistrzostwach Świata w Katarze prowadził spotkania Francja – Dania i Argentyna – Australia, a na Euro 2024 Belgia – Rumunia i Szwajcaria – Włochy.

Na deser zostawiliśmy oczywiście największe sukcesy polskiego sędziego. Czyli sędziowane finały. Najpierw finał Klubowych Mistrzostw Świata 2024, w którym Manchester City pokonał Fliminense 4:0. City zapewniło sobie udział w turnieju poprzez wygranie Ligi Mistrzów w 2023 roku, który również prowadził polski sędzia – Anglicy pokonali Inter Mediolan 1:0 po golu Rodriego. No i nade wszystko mecz meczów, najważniejsze wydarzenie w czteroleciu światowej piłki, czyli finał Mistrzostw Świata 2022 w Katarze: Argentyna – Francja. Finał niebanalny, bo z dwoma golami Leo Messiego i hat-trickiem Kyliana Mbappe. Marciniak był świadkiem ukoronowania Leo Messiego jako najlepszego piłkarza w historii futbolu, zwieńczającego swoją piękną karierę tytułem Mistrza Świata.

Ma w swoim dorobku także prowadzone finały Cypru, Grecji i Albanii oraz Superpuchar Europy.

Przechodząc do spraw przyziemnych – w obecnym sezonie Marciniak prowadził cztery spotkania ekstraklasy, w których pokazał 16 żółtych kartek (średnio 4 na mecz) i ani jednej czerwonej. Podyktował jeden rzut karny – dla Pogoni w meczu z Arką.

Oficjalnie prowadził tylko jedno wspomniane spotkanie GKS Katowice, natomiast na uwagę zasługuje fakt, że Marciniak był gościem specjalnym i sędzią podczas turniejów Spodek Super Cup 2024 i 2025. W obecnym roku zrobił też rzecz niesamowitą – prowadząc mecz w Arabii Saudyjskiej wieczorem dzień przed turniejem, sobie tylko znanymi sposobami przemieścił się do Katowic, by w Spodku już być około godziny 15.00 zwartym i gotowym do pracy.

Będzie to pierwszy Klasyk Szymona Marciniaka, bo mimo wielu wybitnych spotkań, nie udało mu się jeszcze poprowadzić hiszpańskiego El Clasico pomiędzy Realem Madryt i Barceloną.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Czego chcieć więcej?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Pamiętamy otwarcie Nowej Bukowej i spektakularnie wygrany mecz z Górnikiem Zabrze. Wtedy to katowiczanie przełamali złą passę z zabrskim rywalem i w doliczonym czasie gry po golu Filipa Szymczaka po raz pierwszy Arena Katowice odleciała w szale radości. Jednocześnie jak dotychczas był to najbardziej efektowny i spektakularny moment tego stadionu.

Teraz czeka nas kolejne starcie z Górnikiem, tym razem jednak przy Roosevelta. Z tym stadionem nie mamy dobrych wspomnień. Od czasu spadku z ekstraklasy 20 lat temu, katowiczanie trzy razy grali oficjalne mecze w Zabrzu. Wyniki to 0:2, 0:1 i 0:3. Najświeższym wspomnieniem jest mecz z zeszłego sezonu, który GKS gładko przegrał 0:3, tracąc gola już w czwartej minucie po uderzeniu Lukasa Podolskiego. To był jeden z niewielu pojedynków zeszłej jesieni, w którym katowiczanie nie wyglądali na równorzędnego rywala i to mimo tego, że Górnik wcale nie grał jakiegoś wybitnego spotkania. Tak, ekstraklasa nas „przywitała” w środku rundy z przytupem.

Na co stać teraz nasz zespół w jutrzejszych derbach – nie wiadomo. Nie wiadomo do końca, w jakiej formie jest ekipa Rafała Góraka, choć trzeba przyznać, że od początku meczu z Legią ta dyspozycja daje wrażenie, że rośnie. Rzeczywiście pierwsza połowa przy Łazienkowskiej była bardzo dobra, cały mecz niezły, a kolejne spotkania – z Arką Gdynia – było już bardzo dobre. Można więc mieć nadzieję, że po początkowym blackoucie, nasza ekipa w końcu się obudziła i wskoczyła na właściwe tory drużyny środka tabeli.

Problem w tym, że stajemy naprzeciw silnej w tym sezonie drużyny. Zespół Michala Gasparika najpierw wygrał z Lechią, a potem na wyjeździe z Piastem. Być może – patrząc na ten sezon – nie są to jakieś wielkie sukcesy, ale każdy punkt, a zwłaszcza komplet należy cenić. Potem była porażka w Poznaniu i niezasłużona przegrana u siebie z Termaliką. Górnik w tym meczu dominował, ale to goście okazali się lepsi o jedną bramkę. Za to w meczu z Pogonią było do pewnego momentu odwrotnie – to Portowcy cisnęli, cisnęli, ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Wkrótce więc sprawy w swoje ręce wzięli zabrzanie i trzykrotnie pokonali bramkarza ze Szczecina.

Jakby więc nie patrzeć – obie ekipy wygrały ostatnie swoje mecze trzema bramkami i to nie z ligowymi leszczami. To znamionuje naprawdę świetne widowisko jutro.

Ciekawi jesteśmy zestawienia GKS na ten mecz. Lukas Klemenz zasłużył się dwiema bramkami – pytanie, czy Alan Czerwiński będzie zdolny do gry, a może znów na ławce zasiądzie Marten Kuusk? No i kwestia środka boiska ciągle jest otwarta. Nie wydaje się, żeby miejsca nie zachował Kacper Łukasiak, bo w końcu zagrał dobry mecz z Arką. Pytanie, co z Adrianem Błądem, czy trener będzie nadal konsekwentnie stawiał na niego czy może szansę dostanie kolejny aspirujący zawodnik. Co do ataku, to nie mamy wątpliwości – Adam Zrelak musi być i już.

Śląski Klasyk to również święto na trybunach. Znów do Zabrza przyjedzie kilkutysięczna armia kibiców GKS Katowice. Rok temu mieliśmy świetne widowisko właśnie na trybunach, trochę gorsze na boisku, przede wszystkim za sprawą GKS. Ale drugi raz z rzędu chyba tak nie będzie. Pięknie by było odczarować ten stadion i zapewnić sobie drugie zwycięstwo w sezonie. Tak jak rok temu w szóstej kolejce. Skazywany na pożarcie GKS wygrał wówczas z Mistrzem Polski – Jagiellonią Białystok.

Sobota wieczór, primetime, jupitery, dwadzieścia kilka tysięcy kibiców, dwie drużyny w gazie, Szymon Marciniak z gwizdkiem. Czego chcieć więcej?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga