Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

[POMECZOWO] Dlaczego trener Jacek Paszulewicz powinien odejść/zostać?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dlaczego trener Jacek Paszulewicz powinien odejść z GieKSy?

Brak stabilizacji – 22 zawodników wystąpiło w naszej drużynie w tym sezonie. Większą liczbą w lidze może poszczycić się jedynie Garbarnia Kraków. Tylko Mariusz Pawełek, Mateusz Kamiński i Wojciech Lisowski zaliczyli komplet minut. Do tej trójki można dodać Bartłomieja Poczobuta, którego zastopowała pauza za czwartą żółtą kartkę. Oprócz tego w każdym meczu grali Daniel Rumin i Adrian Błąd, ale niekoniecznie całe spotkanie. Zestawić wyjściową jedenastkę jest rzeczą bardzo trudną i podejrzewam, że nawet zawodnicy nie wiedzą, kto zagra w następnym spotkaniu. Stabilizacja często jest potrzebna, aby każdy znał swoje miejsce i mógł się odpowiednio przygotować do meczu. Nie piszę o ciągłym wystawianiu tej samej osoby, nawet gdy gra źle, ale o jakiejś hierarchii. Obecnie mamy jeden wielki chaos.

Irracjonalne zmiany – chaos z wcześniejszego punktu, powodują właśnie irracjonalne zmiany w składzie. Dlaczego z Jastrzębiem od pierwszych minut zagrał David Anon, skoro jego występ w Częstochowie był słaby? Dlaczego w wyjściowym składzie pojawił się wczoraj Wojciech Słomka, skoro mecz z Rakowem mu kompletnie nie wyszedł? To jest jedna strona medalu, ale druga (według mnie gorsza) jest taka: dlaczego dobrze grający (o dziwo) Tomasz Midzierski traci miejsce na rzecz Jakuba Wawrzyniaka, który sam mówi, że nie jest jeszcze gotowy na granie na pełnych obrotach? Z boku wygląda to tak, że trener Paszulewicz zmienia tam, gdzie nie trzeba, a nie poprawia tam, gdzie jest to konieczne.

Taktyka – złośliwi napisaliby, że żadnej nie ma lub ewentualnie mamy jedną, która dała „sukces” w Grudziądzu. Na wiosnę rzeczywiście wszystko opierało się na szczelnej defensywie, szybko strzelonej bramce, a potem kontrowaniu. Po kilku spotkaniach wszystko padło, bo rywale dość szybko rozgryźli ten pomysł. Można było mieć duże obawy, jeśli chodzi o ten sezon, ale przecież były spotkania, w których graliśmy środkiem, czyli tym, co obecnie jest naszą siłą. Nie raz, nie dwa zwracałem uwagę przed sezonem, że nie mamy skrzydłowych z prawdziwego zdarzenia, bo w składzie był jedynie Adrian Błąd i Paweł Mandrysz. Jakość gry na flance tego pierwszego każdy widzi, a drugi nie został nawet zgłoszony do rozgrywek. Potem doszedł David Anon, ale nie daje kompletnie nic. A my wczoraj z uporem maniaka wszystkie piłki graliśmy do boku. Dlaczego zarzucono grę środkiem i zrezygnowano z grania prostopadłych piłek?

Defensywa – błędy w taktyce widać także przy grze obronnej, bo u nas w defensywę zaangażowanych jest jedynie sześciu zawodników (bramkarz, czterech obrońców i defensywny pomocnik). Skrzydła w ogóle nie bronią i przez to rywale dużo łatwiej wchodzą w naszych bocznych obrońców, którzy oczywiście też nie są bez winy. Zauważcie, że nawet pressing napastników na obrońcach rywali, który ma za zadanie utrudnić przygotowanie akcji, jest na dużo niższym poziomie niż w tych meczach, które uznawaliśmy za dobre. Poza tym pisaliśmy, mówiliśmy i widzieliśmy wszyscy, że nasza obrona wymaga wzmocnień: brakowało (i dalej nie ma, chyba że zacznie grać tam Wawrzyniak) lewego obrońcy oraz zmiennika do środka (tutaj i tak Midzierski zagrał naprawdę dobrze w stosunku do tego, czego się po nim można było spodziewać). A trener wydaje się wybudzony ze snu, bo na wczorajszej konferencji prasowej wydawał się zdziwiony, że gra obronna jednak nie funkcjonuje.

Młodzież – mówiliśmy w niedawnym podcaście, a Wy często pisaliście na stronie lub na forum, że wreszcie doczekaliśmy się rywalizacji między młodzieżowcami, którzy nie są osłabieniem dla wyjściowego składu. Kacper Tabiś i Adrian Łyszczarz wzajemnie się nakręcali. I co? I nic, podstawowym młodzieżowcem stał się Wojciech Słomka, który w poprzednim sezonie, gdy wybieraliśmy wśród młodych mniejsze zło, był… za Pawłem Mandryszem i Oktawianem Skrzeczem, jeśli chodzi o liczbę minut. Nie mówiąc już o tym, że w Częstochowie i wczoraj wystąpił na lewej obronie, czyli nie na swojej nominalnej pozycji.

Przygotowanie fizyczne – nie, nie twierdzę, że nasi piłkarze nie są dobrze przygotowani kondycyjnie do spotkań. Nie uważam jednak też, że jakoś znacząco wyróżniamy się na plus na tle innych zespołów. W tym punkcie chodzi o to, że zbyt dużo się u nas o tym mówi. Powoduje to potem takie absurdy, jak alibi na niemożność rozegrania trzech spotkań w osiem dni. To co będzie, gdy w Pucharze Polski dojdzie do dogrywki? Zawodowi piłkarze umrą na boisku? Te wszystkie dyskusje rozpoczął właśnie Paszulewicz, gdy obwołał się katem, a następnie podsycał je w innych wypowiedziach, w których odwołuje się do wydolności zawodników. Są to ważne kwestie, ale urosły do absurdów.

Wyniki – przegrał 4 z 7 spotkań, a dla porównania w pięciu poprzednich sezonach zespoły, które wywalczyły awans, miały tych porażek: 3 – Arka, Zagłębie Lubin, 4 – Termalica, 5 – Miedź, 7 – Bełchatów, Łęczna, 9 – Sandecja, Wisła, 10 – Zagłębie, Górnik. W całym sezonie. A więc już teraz mamy więcej przegranych w 7 meczach niż dwa kluby w 34. Nawet biorąc pod uwagę maksymalną liczbę porażek z powyższego zestawienia (10), to jakoś ciężko uwierzyć, że GieKSa przegra już jedynie 6 spotkań w 27 spotkaniach, skoro do teraz przegrała 4 razy w 7 meczach.

Dlaczego trener Jacek Paszulewicz powinien zostać w GieKSie?

Rządy szatni – jeśli trener Jacek Paszulewicz zostanie zwolniony, to kolejna szatnia zobaczy, że może w tym klubie wszystko. Nie twierdzę, że grają przeciwko trenerowi, choć trudno nie odnieść wrażenia, że przynajmniej kilku zawodników nie uroniłoby łezki, gdyby klub postanowił zrezygnować z usług szkoleniowca. Ale jeśli jedyną konsekwencją słabych wyników ma być to, że poleci trener, to… chcąc nie chcąc, pokażemy piłkarzom, że to oni rządzą w klubie. A przecież wszystkie zmiany, które zostały dokonane latem, miały za zadanie oczyścić zgniłą szatnię. Tak by piłkarz był tylko i aż… piłkarzem, a nie dyrektorem sportowym.

Alibi dla nowego szkoleniowca – nowy trener miałby z automatu alibi na brak sukcesu w tym sezonie: za dużo punktów uciekło na starcie sezonu, brak czasu na poznanie zespołu itd. Ba, te alibi płynnie przeszłoby na nowy sezon, bo okazałoby się, że ci piłkarze nie są jego, a w kolejne lato nie udałoby się wszystkich wymienić i… tak na okrągło.

Szkolne błędy piłkarzy – do trenera można mieć wiele zastrzeżeń (cześć jest wymieniona wyżej), ale nie można go winić za to, że część piłkarzy popełnia szkolne błędy. Czy Paszulewicz odpowiada za to, że Adrian Błąd podejmuje irracjonalne decyzje na boisku? Albo że nie potrafi wrzucić piłki, gdy jest kompletnie niekryty w polu karnym rywali i wybiera… uderzenie siłowe w Blaszok? Albo że Grzegorz Piesio tak uderza piłkę, że kibice zastanawiają się, czy nie gramy w rugby? Albo Daniel Rumin nie potrafi wykorzystać kilku 200 proc. sytuacji? Albo że nasi zawodnicy podają piłkę rywalom? Jeśli jedyną konsekwencją takich szkolnych błędów piłkarzy ma być zwolnienie trenera, to… według mnie nie jest to w porządku.

Gotowe wytłumaczenie – jeśli trener Paszulewicz zostanie zwolniony, to przez wiele lat będzie opowiadał bajki o tym, że nie pozwolono mu dokończyć misji. Szkoleniowiec wszystko będzie opierał na argumencie, że to był dopiero początek sezonu i wszystko zaskoczyłby za x spotkań. Takie twierdzenia pojawiają się w wypowiedziach choćby Piotra Mandrysza, który pewnie dalej uważa, że w poprzednim sezonie zrobiłby z nami awans. Dopóki nie mamy końca rundy jesiennej i nie jesteśmy na miejscu spadkowym, to nie ma sensu zwalniać trenera. Chyba że chcemy potem słuchać bajek?

Inni przeszli naszą drogę – Górnik dwa sezonu temu po pierwszych 7 spotkaniach w pierwszej lidze miał… 7 punktów. Awans zrobił. Zagłębie Sosnowiec sezon temu miało na tym etapie także 7 punktów. Awans zrobiło. GieKSa ma obecnie 7 punktów w 7 meczach. Awans?

Były dobre mecze – GieKSa zagrała już w tym sezonie dobre spotkania z bardzo dobrymi połówkami, więc są podstawy do wiary, że może tak grać częściej. Niech tylko trener zastanowi się, dlaczego kilka razy się udało, a potem już nie. Może to jest klucz do ogarnięcia tego chaosu?

To nigdy nam nie pomagało – zawsze w takich sytuacjach zwalnialiśmy trenerów i nigdy nam to nie pomogło. Może czas więc zrobić coś innego i tym razem poczekać dłużej niż 7 spotkań po rewolucji?

24 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

24 komentarze

  1. Avatar photo

    kasia

    26 sierpnia 2018 at 15:56

    Zwolnic to w pierszej kolejnosci trzeba nieudacznika prezesa. Wziasc jakiegos goscia z biznesu a potem mozemy zaczynac budowac cos z sensem.

    • Avatar photo

      Mecza

      26 sierpnia 2018 at 19:16

      Ktoś taki jak Mioduski czy może Wojciechowski? To już wolę Janickiego.

  2. Avatar photo

    Yoka

    26 sierpnia 2018 at 16:11

    Orły „Pana Jacka” mając 7/7 po jednym punkciku na mecz, nie mogą patrzeć – że inni przeszli tą drogę z awansem na finał – dla nich to mogą być „dwie kosy” które ich zetną,przed finiszem.

  3. Avatar photo

    artur

    26 sierpnia 2018 at 16:51

    Redakcjo, zajmijcie się proszę prawdziwą przyczyną tego bajzlu. O tym trzeba pisać. Pytać wprost p. Krupę o co grają ci piłkarze. Niech nam powie. Dlaczego został wybrany Janicki po Cyganie? Gieksa będzie grała w kratkę, może teraz coś wygra, może zremisuje i szybko zapomnicie o zwolnieniu trenera aż przegramy kolejny ważny mecz!

  4. Avatar photo

    artur

    26 sierpnia 2018 at 16:56

    @Yoka zapomniałeś dodać, że jako jedyni mamy najwięcej porażek. Na papierze mamy mocną ekipę, powinniśmy grać spokojnie o ekstraklapę.

  5. Avatar photo

    Alex

    26 sierpnia 2018 at 17:08

    Nie ma sensu zmieniać trenera dopóki Masto będzie rządzić w klubie. Najpierw niech klub przejdzie w dobre prywatne ręce, a później zacznijmy budować. Bo jak przejmie klub prywaciarz a nie Miasto to będzie rozliczał tych „piłkarzy”. A tak nieważne jest dla piłkarza czy gra dobrze czy nie to po pierwsze jak ma kontrakt na lata to ładną kasę może trzepać z tego a po drugie jak gra słabo to i tak tyle samo kasy dostanie. Więc wychodzi na to że starać się nie musi bo kasa i tak na konto trafi a zapewne po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie zarabiają ci „piłkarze”.

    • Avatar photo

      Mecza

      26 sierpnia 2018 at 17:43

      Takie prywatne jak w Legii?! Zresztą chętnych nie widać, może Król? Już zapomniałeś jak było bez miasta?

  6. Avatar photo

    Mecza

    26 sierpnia 2018 at 17:34

    Taktykę Paszulewicza trafnie na wiosnę podsumował Łapiński „siedzenie w krzakach i wyskakiwanie z nich od czasu do czasu” Teraz postanowił coś zmienić i już nic nie ma.

  7. Avatar photo

    Jata

    26 sierpnia 2018 at 19:22

    Czas na niewygodne pytania. Nie można już sobie dalej lecieć w kulki że o tym się nie mówi, pisze etc.

    Ciągłe owijane w bawełnę, skupiamy się na następnym meczu zobaczymy co będzie….

    eh….

  8. Avatar photo

    kasia

    26 sierpnia 2018 at 20:17

    Bez miasta byłoby to samo tylko za mniejsze pieniadze. Dziwi mnie ze miasto pozwala na takie marnotrastwo pieniedzy.Tak grający gks to raczej negatywna promocja dla miasta i to za ciezkie pieniade. Miasto powinno stawiac oczekiwania i rozliczac zarzad z ich osiagniecia. Miasto powinno tez postawic na czele prawdziwego menago z wynikami. Ja wiedzialam ze jak tylko cygan odejdzie a zostanie janicki to bedzie to samo. No i jest dokladnie tak jak bylo. Janicki generalnie ma wszystko w dupie bo on juz sukces osiagnal. Sa pieniadze na wyplaty ciepla wode. Tak postrzega swoją role. Zadajcie sobie pytanie co by sie stalo z prezesem rynkowej firmy np informatycznej gdyby oglosil taką rewelacje. Tak jak w gks nie ma nigdzie na swiecie. Prezes odpowiada za wyniki spółki. Jezeli zas pan janicki nie zna sie na pilce i nie chce sie znac to nie musi byc prezesem. Niech idzie na prezesa do takiego podmiotu gdzie bedzie sie na tym znal. Mam nadzieje ze np. mecza i jemu podobni zaczna w koncu rozumowac logicznie

  9. Avatar photo

    Adam

    26 sierpnia 2018 at 20:42

    Witam …Witryna Gieksy wita mnie codzien rano ,i zegna poznym wieczorem ,jestem na niej codziennie,panowie nie robcie sobie jaj ,u nas w katowicach jest taka presja ze nawet Guardiola nie podjolby sie pracy ,Jestem kibicem Gieksy juz ponad 30 lat ,przy niektorych z was jestem juz dziadkiem na Gieksie ,wezcie se na wstrzymanie bo ja wiem ze wy musiscie miec co pisac ale coraz bardziej dochodze do wniosku ze przesadzacie ,doceniam wasz wklad w to co robicie i wielki szacun za to ,ale wezcie se troche na wstrzymanie …dajcie mu czasu Paszul nie byl wybitnym pilkarzem ,a na etykietke trenera narazie pracuje…Dajcie mu czas bo wy nic innego nie robicie jak wywieracje jeszcze wieksza presje na wszystkich co Gieksa lezy na sercu,dajmy mu czas..Pozbylismy sie 13 pilkarzy ,jest podobna liczba nowych ,jedni z doswiadczeniem inni nie.dopiero go nabieraja…dajcie mu czas …do konca sezonu…pozniej pozwole wam zrobic samoosad na trenerze i pilkarzach…nie wywieracje wiekszej presji bo ona nikomu nie sluzy…Bedzie dobrze troche wiary i wsparcia …

  10. Avatar photo

    kasia

    26 sierpnia 2018 at 20:49

    Adam swięte słowa. Presja ma byc wywierana ale na zarządzie bo to on odpowiada za to wszystko. Skoro zatrudnili paszula pomimo tego ze jego kompetencje byly watpliwe od samego poczatku to jaka wina w tym tego chlopa. Robi co ptrafi a ze niewiele potrafi to inna sprawa.Co to za argument tez ze wymienili wiekszosc skladu. kazal im ktos czy tez sami podjeli taka decyzje. Zreszta nie tylko gks tak zrobil ale u innych jakos to wyglada a tu nie jak zawsze zreszta. Zatrudnili pilkarzy ktorych chcieli i co pilkarze sa temu winni. Widzieli wszak jakie maja umiejetnosci i predyspozycje. Tak naprawde winny jest janicki i Bartnik do wspoly i to na te osoby ma byc wyierana presja. Swoja droga chcialabym te kontrakty zobaczyc tam moze byc odpowiedz na wiele pytan

  11. Avatar photo

    kasia

    26 sierpnia 2018 at 20:51

    Oczywiscie krol naiwnosci mecza pewnie ma inne zdanie

    • Avatar photo

      Marcin C.

      26 sierpnia 2018 at 21:26

      Chyba może mieć inne zdanie prawda?

  12. Avatar photo

    Luki

    26 sierpnia 2018 at 22:11

    Proponuje dać sobie na wstrzymanie jak to mówi Adam i poczekać przynajmniej do końca rundy bo i tak wszyscy powinnismy wiedzieć że:
    1. Miasto nie zwolni Janickiego bo Krupie nie zależy na robienie burdelu w klubie w trakcie sezonu.
    2. Bartnik nie odejdzie bo wierzy w to co robi i z Janickim dobrze się znają.
    3. Paszul też nie odejdzie tym bardziej że ma pracę i kasę i zapewne też wierzy w to co robi.
    Na koniec powiem że potrzebny jest czas na to aby się zgrali i aby się rozumieli na boisku bo to szwankuje w tych wszystkich meczach które do tej pory grali.
    Jedynie do czego można się przyczepić w czym ja widzę problem to jest przygotowanie mentalne lub głowy piłkarzy do meczu bo widać jak ostatnio że całkiem różne połowy grają i drugi problem to ciągła rotacja składu przez trenera przez co trudniej jest się zgrać i mieć pewność na boisku

  13. Avatar photo

    kuba

    26 sierpnia 2018 at 22:54

    qrwa co rok mowicie to samo zygac sie chce to jest gks to jest bukowa ale ludzie pokroju paszula janickiego bartnika nic z tego nie zrozumieja chocby byli w 4 lidze ale walczyli i grali to bylby nasz gks i tylko tyle qrwa maccccccccccc chce od tylu lat dobze wiemy ze czasy papy dziury juz nigdy nie wroca ale chcemy naszej gieksy poprostu a extra to jeszcze wiekszy hlam chce tylko gieksy walczacej gryzacej trawe ale to juz chyba nie te czasy ehhhhhhhh dobrej nocy gieksiarze

  14. Avatar photo

    Rafał

    26 sierpnia 2018 at 22:58

    Trener powinien odejść sam i tym samym przysłuży się drużynie bardziej niż jak zostanie a graczom zmienić kontrakty na takie że jak wygrywają to cała pensja się należy, jak remis to pół pensji, a jak przegrana to nic!!!. A miasto powinno zacząć prezesa trochę wziąć w obroty czemu nic nie robi i pozwala na taką żenadę. Trener po tamtym sezonie powinien zostać zwolniony i bez sentymentu.

  15. Avatar photo

    Mecza

    27 sierpnia 2018 at 09:38

    @kasia, rzadko ale zgadzam się tym razem, że to nie wina Paszulewicza tylko osób które go zatrudniły. Powinien pracować do końca rundy i wtedy ewentualna zmiana. Rzadko możemy się zgadzać bo najczęściej nie piszesz jakie masz zdanie tylko czytam że inni piszą farmazony. Tak łatwiej ale w sumie po co.

  16. Avatar photo

    Mecza

    27 sierpnia 2018 at 09:43

    Skończcie już pisać, że chcecie GKS który walczy. Kibic chcą walki, Paszulewicz mówi non stop o przygotowaniu kondycyjnym a ja chcę awansu. Nie widzicie, że wszyscy walczą, pracują jak nigdy ciężko na treningach, są doskonale przygotowani motorycznie i kondycyjnie? A awansuje ten co gra w piłkę, bo to co wyżej napisałem to jest podstawa o której nie ma co wspominać, innej możliwości nie ma. Taktyka polegająca na wyskakiwaniu z krzaków od czasu do czasu (gra z kontry)nie da oczekiwanego rezultatu. Tu trzeba przejąć inicjatywę, grac ofensywnie atakiem pozycyjnym na połowie przeciwnika i trenować do skutku te schematy, wymieniać najsłabsze ogniwa co rundę aż zaczną wpadać bramki w większej ilości niż się traci. Ostatnie przykłady to Nowak i Papszun.

  17. Avatar photo

    Mecza

    27 sierpnia 2018 at 09:47

    Śmiem twierdzić, że mając takie warunki pracy jakie są teraz w Katowicach to Stawowy pracując 1,5 roku pozamiatałby tą ligę z tą kadrą.

  18. Avatar photo

    Luki

    27 sierpnia 2018 at 13:19

    Do Mecza.
    Znajdź mi klub w Polsce który gra atakiem pozycyjnym??
    Kluby nasze nie umieją grać atakiem pozycyjnym tylko grają jakąś namiastkę tego ataku czyli jakieś 5% tego ataku pozycyjnego jest wykonywane w Polsce.

    Na koniec krótkie pytanie do wszystkich tutaj piszących.
    Komu w Gieksie albo nawet komu zależy na awansie do Ekstraklasy?
    Bo ja mam wrażenie że na awansie od kilku lub kilkunastu sezonów zależy tylko kibicom i nikomu więcej.

  19. Avatar photo

    Mecza

    27 sierpnia 2018 at 14:32

    @Luki, tak większość gra taktyką „kopnij, leć” dlatego liga jest spłaszczona i wydaje się, że nikt nie chce awansować. W poprzednim sezonie Miedź grała dobrą piłkę, teraz Raków. Dwa lata temu GKS grał dobrą piłkę ale wykonawcy zawiedli. Zmienił się sztab a słabi wykonawcy zostali. Teraz mamy wydaje się dobrą siłę rażenia ale znowu sztab ma inną wizję. Zresztą nie kumam trenera. Skoro ma być ogień na boisku to po co było sprowadzać delikatnego hiszpana i go jeszcze na derby wrzucać. A nie chce już się produkować, wypisywać farmazony:) lepiej się wyciszyć a najlepiej olać wszystko, tak dla zdrowia.

  20. Avatar photo

    Luki

    27 sierpnia 2018 at 16:40

    Mecza.
    Zgadzam się że Miedź rok temu i teraz Raków grają fajną piłkę bo jest tam po pierwsze pomysł na grę a po drugie drużyna jest zgrana i widać że się rozumieją.
    W Gieksie niestety nie ma ani tego pierwszego bo nie ma tam pomysłu na grę oprócz kontr a nie z każdym da się grać z kontrataków a po drugie nie ma zgrania bo jak oni mają się zgrać skoro trener non stop rotuje tym składem i nie wiadomo do końca kto zagra w danym meczu.

  21. Avatar photo

    dobi

    27 sierpnia 2018 at 22:36

    „Znajdź mi klub w Polsce który gra atakiem pozycyjnym (jeśli musi)”??

    W 1 Lidze (polecam oglądać)
    Raków
    Termalica
    GKS Jastrzębie
    GKS Katowice (z leszczami) średnio 10 minut na mecz
    Dzięki za uwagę

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

Feta na Arenie Katowice

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Z drugiej ligi do Europy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Esencja piłki nożnej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.

Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.

Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.

W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.

A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.

No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.

Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.

Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.

Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.

W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.

Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.

I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.

No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.

Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.

Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.

Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.

Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.

Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.

Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.

W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.

Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.

Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…

Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.

Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.

Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.

Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.

Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.

Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.

Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.

Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.

Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.

To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.

Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.

W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.

Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.

Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.

Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.

Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga