Felietony
[POMECZOWO] Dobra mina do złej gry?
Uff, derby za nami. Wielkie święto piłkarskie i kibicowskie na Bukowej. Kibice nie zawiedli i w komplecie wypełnili trybuny stadionu GieKSy. Zarówno obaj trenerzy, jak i piłkarze z uznaniem wypowiadali się o fantastycznej atmosferze towarzyszącej temu widowisku. Mieliśmy namiastkę ekstraklasy i wypada sobie życzyć, aby takie mecze rozgrywać częściej, a kibice przychodzili na mecze GieKSy nie od święta, ale regularnie w takiej ilości.
I na tym można skończyć zachwyty nad tym pojedynkiem. Jest takie powiedzenie, że jeśli meczu się nie da wygrać, to trzeba go zremisować. Górnik przez większą część spotkania był zespołem lepszym i to zabrzanie na dobrą sprawę powinni byli ten mecz wygrać. To oni przycisnęli od początku spotkania, raz po raz mając stałe fragmenty gry. Bramka dla nich tak naprawdę wisiała w powietrzu – a to jak jeden z nich wyszedł sam na sam, a to jak Garbacik prawie wpakował piłkę do własnej siatki. I tak też się stało – gol padł szybko. Rywale grali bardzo agresywnym pressingiem i nasi zawodnicy nie za bardzo potrafili sobie z tym poradzić. Do tego te stałe fragmenty, dośrodkowania także z akcji Kurzawy siały popłoch w naszych szeregach. Z przodu nie potrafiliśmy sobie stworzyć kompletnie nic…
I nagle przypadkowa akcja, bo Abramowicz chciał zagrać do tyłu, ale nabił rywala, który wyprowadził Lebedyńskiego na dobrą pozycję. Kunszt Mikołaja w tej sytuacji był nieodzowny. Przetrzymał piłkę, poczekał, wypatrzył Foszmańczyka idealnie, a ten bardzo dobrze uderzył, tak że Kasprzik musiał wyjmować piłkę z siatki. Nie zanosiło się na tego gola, dlatego tak bardzo dobrze, że on padł. Gra ofensywna nadal się jednak nie kleiła, totalnie zawiódł Abramowicz, który z każdym meczem udowadnia, że pożytek jest tylko z jego rąk i wrzutów z autu. Zarówno w defensywie, jak i ofensywie nie mamy za co go pochwalić i ta nasza lewa strona ciągle jest problemem. Garbacik na boku obrony też się nie popisał, już lepiej wyglądała jego gra na środku. Widać, że trener Jerzy Brzęczek szuka optymalnych rozwiązań, ale o ile w początkowej fazie sezonu (no może od 4-5 kolejki) skrzydła były naszym atutem, to teraz wygląda to mocno średnio. Więcej spodziewaliśmy się od początku sezonu po Mandryszu i Prokiću, a tymczasem ten pierwszy w ogóle z Górnikiem nie zagrał, a Andreja wszedł na kilka ostatnich minut – taka jest obecnie ich pozycja w zespole.
Osobnym tematem jest Grzegorz Goncerz. Zawodnikowi zbyt często zdarzają się po prostu bardzo słabe mecze. Wcześniej ratował się golami, choćby w takim meczu z Wisłą Puławy, gdzie grał fatalnie, aż nagle strzelił dwa gole i został bohaterem meczu. Teraz nie miał nawet sytuacji, dodatkowo gra czasem nonszalancko na czele z zagraniem piętą pod koniec pierwszej połowy, po którym poszła kontra rywali i to jeszcze na naszej połowie. Szkoleniowiec już zaczyna ściągać Gonza przed końcem meczu, co wcześniej było nie do pomyślenia. Napastnik musi wziąć się za siebie, bo za chwilę może nadejść taki moment, że trener wystawi na przykład Prokića i Mandrysza na skrzydłach, Foszmańczyka w środku i dla kapitana zabraknie miejsca w wyjściowej jedenastce.
Nie byliśmy chyba przygotowani na taki agresywny pressing zabrzan i po prostu się pogubiliśmy. To informacja dla Jerzego Brzęczka, że przeciwnicy naprawdę nie położą się przed GieKSą i jeśli wyjdą z założeniem, że najlepszą obroną jest atak – zrobią to. A czeka nas kilka trudnych meczów, jak choćby Bytovia i Wigry na wyjeździe – jeśli te drużyny wyjdą z taką agresją na naszą ekipę – może to się skończyć znów utratą bramki już na początku meczu.
A utrata gola jest i musi być dla nas problemem. Bo owszem, nadal mamy najlepszą defensywę w lidze, ale jeśli chodzi o strzelone gole to bilans jest szczerze mówiąc koszmarny. 16 zdobytych bramek w 14 meczach to średnio jedno trafienie na mecz. Co oznacza, że brak czystego konta z tyłu zabiera nam co najmniej dwa punkty w meczu. Praca nad ofensywą i stwarzaniem sobie sytuacji musi być tematem numer 1. W pięciu meczach ligowych strzeliliśmy po dwie bramki, w sześciu – po jednej, w trzech – nie trafiliśmy. Zatrważające jest to, że w żadnym z czternastu meczów nie potrafiliśmy strzelić co najmniej trzech bramek. Można zaryzykować stwierdzenie, że tak nie da się awansować. Cieszmy się, że mamy żelazną obronę, ale kiedyś błędy zaczną się pojawiać i wtedy będzie trzeba wykazać się większą kreatywnością w ataku. Może zdarzyć się mecz, że do wygranej czy remisu będzie potrzeba trzech czy czterech zdobytych bramek. Na razie wystarczały jedna czy dwie…
No i stałe fragmenty. Trudno się dziwić, że nie stwarzamy (poza autami) zagrożenia, bo po prostu nie mamy od tego specjalistów. Tak naprawdę do strzałów z rzutów wolnych nadaje się tylko Sławomir Duda, ale to jest zawodnik rezerwowy. Alan Czerwiński jest etatowym wykonawcą rogów i wolnych, ale to kompletnie nie jest jego domena. Trener coś musi w tym temacie wymyślić, bo Górnik Zabrze pokazał, jak groźną bronią mogą być te elementy. I nie tylko Górnik, bo kilka innych ekip z pierwszej ligi również to wykorzystywało.
W końcówce oczywiście GieKSa bardziej przycisnęła, zaczęła grać z większą werwą i można było mieć nadzieję na zwycięstwo. Sytuacji nie wykorzystał Foszmańczyk – trudno – zdarza się. Problemem nie było to, że nie strzelił, tylko to, że była to jedyna taka sytuacja. No, jeszcze Prokić powinien mu podać i wyprowadzić sam na sam, ale tego nie zrobił. To za mało w ofensywie, aby myśleć o wygranej z klasową – jak się okazuje drużyną. Patrząc przez pryzmat początku meczu, całej pierwszej połowy i części drugiej – trzeba uznać, że remis jest dla nas bardzo korzystnym wynikiem i należy ten punkt bardzo szanować. Fajnie, że trener mówi, że GKS grał bardzo dobrze, ale to chyba tak dla poprawy morale zespołu. Miejmy nadzieję, że to tylko wypowiedź pod publiczkę, a swoje szkoleniowiec wie i będzie pracował nad poprawą jakości gry…
Teraz przed nami mecze ze słabszymi niż Górnik drużynami. Na pierwszy ogień idzie MKS Kluczbork na wyjeździe. Kolejny outsider, z którym będzie się mierzyć nasz zespół. Do tego meczu trzeba podejść należycie skoncentrowanym i choćby z tego względu, że mecz będzie na obcym stadionie – skupić się podwójnie. Nie wyobrażamy sobie jednak innego rezultatu niż zwycięstwo, bo o ile mecze z drużynami z czołówki czasem można zremisować czy nawet przegrać, to z ekipą, która wygrała 1 na 13 meczów po prostu trzeba spokojnie zwyciężyć.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































ula
24 października 2016 at 12:32
Zejdzcie z Dawida,robil co mogl!!!!!!!!!
Tommazi
24 października 2016 at 12:42
Chyba trochę inny mecz oglądaliśmy……
ula
24 października 2016 at 13:56
Do Tommazii:wypowiedz sie lepiej na tematn Goncerza,dramat,dramat,dramat!!!!
p
24 października 2016 at 14:10
Nasi już chyba powoli myślą o odpoczynku
Tommazi
24 października 2016 at 15:43
Pisząc, że trochę inny mecz oglądaliśmy miałem na myśli artykuł. Uważam, sam mecz jak i gra nie była zła. Górnik miał przewagę tylko na początku meczu co udokumentował bramką. Potem więcej z gry miała GieKSa. Dawid nie grał, źle. Grzesiu…. faktycznie słabszy, a te piętki… delikatne mówiąc wkurzające.
ula
24 października 2016 at 15:51
Do Tommazi:No to sorry w takim razie,widocznie zle zrozumialam twoje slowa
ula
24 października 2016 at 15:57
Oczywiscie od zawsze sadzilam,ze Duda jest specem od rzutow wolnych,tylko trener tego chyba nie zauwazal i przez to Duda troche traci na tym,a tak gdyby regularnie gral,to kto wie,czy nie strzelilby paru ladnych goli.
Coneg
24 października 2016 at 16:46
do ula: co z tego, że Duda niby jest specjalistą od rzutów wolnych skoro w pozostałych aspektach piłkarskich jest słaby. Jak grał, to piłki nie umiał poprawnie wyprowadzić, wszystkie podania do tyłu, masa strat, problemy z przyjęciem piłki i dokładnym podaniem. Jaki sens trzymać bezproduktywnego zawodnika na boisku z nadzieją, że może uda mu się rzut wolny dobrze wykonać. Niech stałe fragmenty trenują zawodnicy grający w pierwszym składzie.
T
24 października 2016 at 16:47
Ludzie, mecz był beznadziejny, a co więcej sprawiał chwilami wrażenie ustawionego na remis. Szkoda, bo w dobie fatalnych frekwencji taki mecz był okazją na przyciągnięcie kibiców na Bukową na więcej niż 1 mecz, a fanów piłki nożnej taka kopanina raczej nie przyciągnie. Szkoda bo parę meczy w tym sezonie zagraliśmy całkiem dobrych, a daliśmy dupy w tym najważniejszym.
ula
24 października 2016 at 16:57
Do Coneg:no co ty nie powiesz?
Bartolo
24 października 2016 at 16:58
Mecz był faktycznie piłkarsko drętwy.Jak słyszę te ochy i achy,jaki to zajebisty szpil był to mnie szlag trafia.Bezładna kopanina,walka owszem była na całego ale wynikała ona przede wszystkim z analfabetyzmu piłkarskiego(piłkarz zamiast skleić piłę to ta mu odskakuje a potem na zabój ją odzyskać,i tak 90 min.)Z GieKSy powoli schodzi w tej rundzie powietrze,a może to chwilowy kryzys?Naprawdę dobrze to graliśmy tak z miesiąc temu, nawet na Tychach zagraliśmy wydaje się lepiej jeśli chodzi o grę.Generalnie jednak runda na duży plus do awansu potrzebne jednak 2-3 wzmocnienia do pierwszego składu,na gwałt potrzeba napastnika bo w tej chwili nie mamy tak naprawdę żadnego.
Mecza
24 października 2016 at 17:03
Brzęczek nie chciał wygrać tego meczu, za dużo obrońców w składzie i ani jednego zawodnika który umie grać na skrzydle.
Carnevale
24 października 2016 at 22:08
Mają zdobywać punkty a nie grać ładnie dla oka.Liczy się realizacja postawionego przed sezonem celu.Efektownie to mogą sobie zagrać sparing z Podlesianką.
Irishman
24 października 2016 at 23:37
Bardzo dobra analiza!!!
Faktycznie Górnik nas przycisnął ale mógł to zrobić bo:
– Abramowicz z Garbacikiem nie stanowili zagrożenia na lewym skrzydle
– Czerwiński często nie miał z kim pograć, bo Foszmańczyk tak trochę miotał się miedzy grą na skrzydle, a środkiem pola (i oby pokazał tą bramką Brzęczkowi, gdzie powinien go ustawiać), a Goncerz na prawym skrzydle się nie widzi. Tak więc i z tej strony boiska nie byliśmy groźni dla przeciwników.
– wspomniany Gonzo stanowił w tym meczu zerowe zagrożenie więc można było odpuścić jego uważne krycie. Ostatnio broniłem jego pozycji na boisku porównując sytuację do tego jak z nami pojechali Duńczycy, po zejściu także krytykowanego Milika. Niestety mecz z Górnikiem pokazał jak bardzo się myliłem.
„….za chwilę może nadejść taki moment, że trener wystawi na przykład Prokića i Mandrysza na skrzydłach, Foszmańczyka w środku i dla kapitana zabraknie miejsca w wyjściowej jedenastce.” TAK! TAK! TAK! BŁAGAM ZAGRAJMY TAK CHOĆ JEDNĄ POŁÓWKĘ!
supporterwnc
24 października 2016 at 23:46
Dawid Abramowicz jeden z lepszych graczy w tym meczu!!! Ambicją, wolą walki i nieustepliwością najlepszy. Moim zdaniem wręcz orał plac po lewej stronie. Może Wielkim graczem to on nie będzie ,ale ma spore zadatki na bycie charakternym wyrobnikiem pokroju Andruszczaka, Pęczaka czy troche wcześniej Łuczaka czy, z tych samych czasów, Krzyżosia. Od tego ostatniego zresztą erbnoł te ausy. Go on, go on Dawid- na pochybel…
ula
25 października 2016 at 07:05
Do Supporterwnc:A ja jestem pewna,ze sobie poradzi i zostanie wielkim pilkarzem,a na pohybel,to chyba z toba,matole,owszem,jak slusznie zauwazyles,ma zadatki,ale na bycie wielkim pilkarzem.
P.S Jeszcze raz powtarzam,zejdzcie mi z Abramowicza.
Irishman
25 października 2016 at 11:43
@supporterwnc fakt, Krzyzoś ciepoł ten balik daleko ale korzyści z tego za bardzo nie było. Dawid robi to jednak lepiej, zawsze śmierdzi bramką dla nas. Bywo, że autentycznie żałuję, jak mamy róg, a nie aut z lewej strony 🙂
A co do jego słabszej postawy z Górnikiem to trzeba zauważyć, że nie miał za bardzo wsparcia na swojej stronie. Grał ambitnie, jak zawsze no ale jak musiał chwilami walczyć z trzema rywalami to nie mogło to dobrze wyglądać.
@ula, to czy będzie dobrym piłkarzem to już zależy tylko od niego. Ale faktycznie, tacy ambitni sportowcy z reguły coś potrafią osiągnąć, więc jak mu się coś „nie odwidzi” i będzie tak dalej zapieprzał to będzie OK!
T
25 października 2016 at 12:39
Nie wiem czy ogladalismy inny mecz czy co, ale w tym ktory ja widzialem Abramowicz przegrywal kazdy drybling na skrzydle…
ula
25 października 2016 at 12:56
Do Irishman:Dokladnie,oby mu sie nie odwidzialo,bo szkoda by bylo taki talent zmarnowac i gieksa musialaby walczyc znow o utrzymanie,a tego przeciez nie chcemy,wiadomo,ze sam Dawid nie pociagnie tego wszystkiego,musi byc wspolpraca calej druzyny,a jesli beda dobrze ze soba wspolpracowac,to beda i dobre i wyniki i upragniony awans
ula
25 października 2016 at 13:05
Do T:Ogladalismy ten sam mecz,to raz,dwa,Dawid gral na innej pozycji,trudno tak od razu jest sie przestawic,a trzy,jest o wiele lepszy,niz taki Prokic,ktory tez walczy,albo taki,Wolek ktory juz nawet do podstawowej jedenastki sie nie lapie
tomek
25 października 2016 at 14:52
Ula czy ty się zakochałaś w tym Abramowiczu czy jak bo to co piszesz z rzeczywistością nie ma za wiele wspólnego.Generalnie jest to niewypał transferowy. Tylko auty mu wychodzą ale to za mało. Umów się z nim jak ci sie podoba ale nie wypisuj takich niczym nie popartych rzeczy.
ula
25 października 2016 at 15:07
To tomek:Nie tylko ja tak sadze,a ty mu po prostu zazdroscisz,ze nie jestes pilkarzem wysokiej klasy,jak on,ja sie w nim nie zakochalam,a na temat jego prywatnego zycia nie bede sie wypowiadac
T
25 października 2016 at 15:47
Haha widać jakąś ewidentną fascynację pozasportową Abramowiczem, świadczą o tym wypowiedzi, ale też sposób ich formułowania – pisanie o nim po imieniu, jakby był znajomym a nie piłkarzem GieKSy 😉 Ów sposób wypowiedzi świadczy też raczej o młodym wieku osoby piszącej. Nie ma w tym nic złego że ktoś z jakiegoś względu jest fanem piłkarza, ja Abramowiczowi życzę jak najlepiej, ale prawda jest taka że grał z Górnikiem bardzo źle – starał się, biegał, ale nic mu nie wychodziło.
ula
25 października 2016 at 15:55
T:I pomyslec ze jeszcze 3 godz pisales ze Abramowicz przegrywal kazdy drybling,no dobra ok,wiesz,wytykac bledy jest latwo,a teraz nagle zyczysz mu najlepiej.A co do Abramowicza to fakt,kibicuje mu,ale nie jestem kims z rodziny czy znajoma?
roberto
25 października 2016 at 16:46
shellu@Moze najwyzszy czas zebys zaczoł pisac dla gornika!!!Chyba ktos ogladal inne mecze! Zreszta ty juz nie jestes obiektywny jakis czas! Wystarczy czytac twoje opinie noty itp jestes poprostu zaslepiony i sterowany!!
wlodek
25 października 2016 at 17:20
Roberto masz racje Sheluu ma swoich wybrańców którym zawyrza oceny masz przykład po ostatnim meczu nota Goncerza miala być 1 shellu dał 4 pytam się za co statyście taka nota gość jest totalnie z formą na dnie oby nie było gorzej ale niech nie krzywdzi innych zawodników co się w każdym meczu starają grać .
T
26 października 2016 at 01:01
Ula, nie widze zwiazku. Gral beznadziejnie, ale mu zycze jak najlepiej, gdzie tu widzisz sprzecznosc? Co innego obiektywna ocena jego gry, a co innego subiektywne zyczenia kibica 😉
tomek
26 października 2016 at 07:03
Ula niby czego ja mam mu zazdrościć. Pogra sezon i słuch o nim zaginie. Skąd u Ciebie tyle ładunku emocjonalnego w stosunku do tego zawodnika. Musisz być bardzo młodą osobą bo u ludzi dojrzałych takie dziwne fascynacje nie mają miejsca. Cóż młodość rządzi się swoimi prawami. Jeśli o mnie chodzi to możesz wielbic kogo chcesz tylko zachowaj jakieś elementy racjonalnej oceny.
ula
26 października 2016 at 07:51
Zejdzie ze mnie,mam prawo bronic go!!!!koniec tematu,a jesli chodzi o wiek,to jestem wystarczajaco dojrzala osoba
Shellu
26 października 2016 at 12:35
Ale przyznaj Ula – plakaty ulubionych piłkarzy masz powieszone nad łóżkiem 🙂
ula
26 października 2016 at 12:40
Shellu:musze cie zmartwic,ale niestety nie:D
ula
27 października 2016 at 15:39
Odnosnie Dawida Abramowicza,w artykule Dzinnika Polskiego z dnia 13.08.2016roku jest artykul w ktorym wyraznie Dawid powiedzial ze trener ma zasobbim material zawodnikow,ze nje bedzie nimmrotowal w roznych miejscach na boisku i ze nie bedzie tylko uzupelnieniem
tomek
27 października 2016 at 22:03
Ula na temat gry abramowicza powiem ci tyle ja nie umie grac w pilke i nie gram